Aborcja eugeniczna – system przeciwko ludziom

Rozmowa z Kają Godek, aktywną działaczką Fundacji „Pro – prawo do życia”,  matką synka z zespołem Downa.


Konstancja Nałęcz-Nieniewska: Jaką logiką kieruje się polskie prawo dopuszczające  aborcję  eugeniczną­ przecież państwo powinno otaczać chore dzieci opieką?

Kaja Godek: Dobre  pytanie. Jest  to  logika  niezrozumiała, sposób rozumowania,  który  każdego powinien oburzyć. Dopiero gdy zaczyna się o tym mówić dużo osób się oburza. Dlaczego robi się w Polsce aborcje eugeniczne? Dlatego, że jest na ten temat cisza. Zadaniem moim i  fundacji „Pro ­- prawo do  życia” jest wyciąganie  na światło dzienne prawdy o tym,  że takie  aborcje się odbywają i na kim się  odbywają. Wielokrotnie potwierdza się,  że  gdy prawda o aborcji wychodzi na jaw, ludzie zaczynają gwałtownie się jej sprzeciwiać.

Pyta pani jaka to logika. To tak naprawdę eugenika, pseudonauka, która najwyraźniej uwidoczniła się w nazistowskich Niemczech, gdzie eliminowano słabszych i chorych. Odbywała się tam akcja T4, która polegała na tym,  że  uśmiercano  osoby  niepełnosprawne  i  chore  umysłowo.  Dziś  czytamy  o  tym  w podręcznikach  do  historii  i  oburzamy się.  Prawda  jest  taka,  że  teraz  w  polskim  prawie  mamy dokładnie to samo.

Pewnie  spotyka  się  pani  z  różnymi  atakami  głosząc  ludziom  tę  niewygodną,  straszną prawdę?

K.G.: Jest całe spektrum reakcji, np. niewybredne ataki personalne, również w mediach. Taka jest cena za to co robię ­ nic co dobre nie przychodzi łatwo. Wliczam to w koszta.

Spotykam się również z kompletnie innymi reakcjami: podziwem i stawianiem mi pomników. Wtedy  tłumaczę,  że  tak  naprawdę  nie  robię  niczego  nadzwyczajnego. Fakt,  że mówienie takich rzeczy wydaje się czymś nadzwyczajnym, to dowód na to, że świat zwariował. Ja przecież po prostu mówię, że dzieci się nie zabija.

Jak w takim razie ocenia pani opinię publiczną w tej sprawie, czy aktywność obywatelska coś daje?

K.G.: Zdecydowanie aktywność obywatelska coś daje. Jeśli chodzi opinię publiczną to są na ten temat  robione  badania,  a  ostatnie  przeprowadzone  zostało  w  sierpniu  2013  roku.  Dotyczyło wartości,  którymi  Polacy  kierują się  w  życiu  i  było  tam  pytanie  o szereg różnych  wartości. W sferze  światopoglądowej  Polaków  można  zaobserwować  stopniowe  odchodzenie  od  wartości konserwatywnych, z jednym wyjątkiem – w kwestii aborcji przybywa przeciwników, a zmniejsza się liczba jej zwolenników. To się nie bierze  znikąd:  od kilku lat ruchy pro­-life  prowadzą silną kampanią społeczną anty­aborcyjną. Widać, że  takie działania fundacji „Pro – prawo do życia” jak wystawy, pikiety, wywoływanie tego tematu w debacie publicznej przynoszą konkretne efekty.

Z opinią publiczną jest więc coraz lepiej. Problem w tym, że na razie nie przekłada się ona  na  polityków  stanowiących  prawo,  podobnie trudna sytuacja jest w środowisku lekarzy ginekologów, które jest silnie zdemoralizowane. Nie chcę generalizować ­ są
cudowni lekarze, wspaniali medycy  pro­-life,  którzy  nigdy w życiu  nie zrobili  nikomu  krzywdy. Niestety większość lekarzy ginekologów w Polsce ma na koncie zabijanie dzieci poczętych, a to silnie wpływa na ich mentalność. Pozostaje teraz przekonanie ustawodawcy do zmian w prawie, a wtedy nie trzeba będzie pracować z ginekologami – po prostu nie będą mogli wykonywać aborcji eugenicznych.

Jakie zmiany zawierała nowelizacja ustawy aborcyjnej, która została odrzucona we wrześniu tego roku?

K.G.: Nowelizacja ta dotyczyła tylko przesłanki eugenicznej, czyli jednego z trzech wyjątków kiedy dopuszcza się aborcje w ustawie aborcyjnej. Chcieliśmy wykreślenia punktu, który mówi o tym,  że można  dokonać  aborcji, jeśli istnieje  podejrzenie  nieodwracalnego  uszkodzenia  dziecka albo  choroby,  która  zagraża  jego  życiu.  Zostawiliśmy  tamte  dwa  wyjątki  z różnych  przyczyn ­kierowało nami przeświadczenie, że skoro z tej przesłanki eugenicznej legalnie zabija się ponad 90% wszystkich dzieci, to sprawa wymaga natychmiastowego działania. 

Znaczenie miała tu również kwestia kampanii społecznej, która odbywała się w mediach w  okresie  tego  głosowania.  Trudno  jest rozmawiać  o  wszystkim  naraz  –  wybraliśmy  ten  jeden przypadek, ponieważ mieliśmy szansę na uczciwą debatę: na przedstawienie argumentów dlaczego jest barbarzyństwem zabijać dzieci podejrzane o chorobę. Często jednak przedstawiano w mediach ten projekt jako taki, który miał całkowicie aborcji zakazać, a w tym roku tak nie było, chodziło tylko o tę jedną przesłankę. Gdyby owa nowelizacja została uchwalona, to 90% aborcji w Polsce byłoby zakazanych.

Niestety tak się nie stało.

Dlaczego osobiście zaangażowała się pani w zmianę tego prawa?

K.G.: Zaangażowałam się przede wszystkim dlatego, że mnie ten temat osobiście dotyczy. W pierwszej ciąży,  zaraz  po stwierdzeniu  u  mojego syna  zespołu  Downa  zaproponowano,  że  mi  tego syna zabiją.

To jest bardzo nieprzyjemna sytuacja, chwila kryzysu życiowego, kiedy człowiek musi poradzić sobie z informacją, której przecież nie chciał usłyszeć. Ludzie oczywiście kochają swoje dzieci  z zespołem Downa, lecz na początku nie jest to  zupełnie oczywiste, bo następuje duży szok. W  tym  momencie  dokłada  się  drugą  informację  o  tym,  że  lekarze  mogą  to  dziecko zlikwidować. To mną bardzo mocno wstrząsnęło. Uświadomiłam sobie,  że w Polsce są  aborcje.

Wcześniej  żyłam  w  takim  idealistycznym  przekonaniu,  że  u  nas się  to  nie  odbywa,  a  jeśli,  to jest to marginalna sprawa. Spojrzenie i stan świadomości zmieniają się diametralnie, gdy lekarze mówią, że zabiją ci dziecko.

Początek mojego zaangażowania społecznego miał miejsce w taki sposób, że skontaktowałam się z fundacją  „Pro ­ – prawo  do  życia” ­  gdy  zaczęli  pikietować  w szpitalach,  w  których  zabijało się dzieci z zespołem Downa, a których ordynatorzy chwalili się tym w prasie. Pomyślałam, że może fundacja potrzebuje  wsparcia,  zadzwonię  i  powiem,  że  jestem  z  nimi  i  ich  popieram.  Krok  po  kroku  ta współpraca się rozwinęła. Niedługo po pierwszych kontaktach z fundacją „Pro” zaszłam w drugą ciążę, z córką i miałam możliwość obserwowania jak traktuje się pacjentkę, która ma „obciążony wywiad”, czyli pierwsze dziecko z wadą genetyczną. Każdy badający mnie lekarz czepiał się mojego drugiego dziecka, mimo że mówiłam, że nie przebadam jej genetycznie, ponieważ obawiam się badań bardziej niż tego, że urodzę dziecko z wadą. Po prostu chciałam dać dziecku spokój  i przyjąć je takie jakie jest.  Okazuje  się,  że  takie  podejście  to  straszny  problem  dla  lekarzy.  Mam  nawet  wpisane  w dokumentach to, że proponowano mi badania genetyczne dziecka, ale na nie nie poszłam. Chociaż w prawie nie ma nigdzie zapisu, że lekarz ma obowiązek na takie badania kierować! 

Przez  takie sytuacje  narósł we mnie  bunt  i  niezgoda  na rzeczywistość, w  której  z selekcjonowania  i  zabijania  dzieci  zrobiono  w  Polsce  normę.  To  pchnęło  mnie  do fundacji,  bo dotarło do mnie, że jeśli nie będę o tym mówić, to tak jakbym się na to wszystko godziła.

Dlaczego kobiety decydują się na aborcję, czy to przez kryzys, o którym pani mówiła?

K.G.: Myślę, że tak. Za pomocą obecnej ustawy aborcyjnej stworzono system, w którym w momencie kryzysu  życiowego  –  pewnie  największego  –  zostawia  się  kobietę  z  dwoma  informacjami:  o prawdopodobieństwie  choroby  dziecka  i  o  tym,  że  istnieje  wyjście  z  tej sytuacji.  O  tym,  co  to znaczy  lekarze  mówią  bardzo  miękko.  Prawda  o  aborcji,  którą  pokazujemy  bez  znieczulenia  i zupełnie  otwarcie,  do  tej  kobiety  w  takim  momencie  zapewne  nie  dotrze,  bo  tego  w  ogóle  nie nazywa się  aborcją. Jeden  z  lekarzy,  którzy  w  Warszawie  takich  aborcji  dokonują,  powiedział wprost w wywiadzie w prasie: „ja nie mówię o aborcji, mówię <<ma pani wybór>>”. Propozycja „zabiegu” ma nie brzmieć groźnie. Gdy jednak kobieta chce to dziecko urodzić, jest to traktowane jako coś wyjątkowego. Jeżeli idzie na aborcję, pojawiają się głosy, że należy ją zrozumieć, bo  jej dziecko było ciężko chore. Tworzy się więc normę z zabijania chorych dzieci.

Wielokrotnie słyszymy: należy dać kobietom wybór, to ich decyzja ­ nawet lekarze mówią,  że robią  tylko  to,  czego  kobieta  od  nich  żąda. Jest  to  tak  naprawdę  zrzucanie  winy  na kobietę mimo,  że  postawiono ją w takiej sytuacji, gdy  bardzo trudno jej się przed tym obronić. Myślę, że to jest przyczyna decyzji o aborcji. Matka, kobieta w ciąży, idzie na aborcję i robi coś ,co jest niezgodne z jej naturą, ale robi to, bo tak ten system funkcjonuje.

Jakie zagrożenia niesie ze sobą aborcja?

K.G.: Pierwsze zagrożenie to oczywiście utrata życia przez dziecko. Istnieje też szereg zagrożeń natury  psychologicznej  i  fizjologicznej  dla  kobiety.  Zabieg  aborcji  jest  czymś  zupełnie nienaturalnym  ­  normalne  jest,  że  kobieta  zachodzi  w  ciążę,  nosi  to  dziecko,  rodzi  je,  karmi. Aborcja to brutalne przerwanie tego cyklu, które ma wpływ także na przyszłe ciąże. Wykonanie aborcji często skutkuje  tym,  że  w  następnej  ciąży  dziecko  zmaga się  z  różnymi  problemami,  jest  np. większe ryzyko  krwawienia  przy  porodzie,  niższa masa  urodzeniowa  dziecka.  Aborcja  ma niebagatelny wpływ na funkcjonowanie organizmu kobiety.

Jeśli chodzi o koszty psychiczne, to wszyscy słyszeliśmy o syndromie post-aborcyjnym – kobiety latami wspominają to dziecko, płaczą za nim, wracają do tego co się stało. Nie jest tak, że można  zabić swoje dziecko, nie pamiętać o tym, pójść w świat i tylko  cieszyć się,  że udało się wyswobodzić z problemu. To nie jest zabieg, po którym wszystko jest tak jak było. To nie jest cofnięcie czasu i spowodowanie, że ciąży nigdy nie było. To zabicie żywego człowieka.

Jak ludzie mogą pomóc kobietom? Czy jest jakaś konkretna modlitwa za te dzieci?

K.G.: Warto polecić „duchową adopcję” dziecka nienarodzonego, a takie kobiety emocjonalnie wspierać. Zwłaszcza jeśli jest to osoba bliska, trzeba powiedzieć: „słuchaj, jeśli będzie ci trudno, to  możesz  na  nas  liczyć”.  To  bardzo  ważne.  Jednocześnie  kobieta,  która  staje  wobec  oferty usunięcia  ciąży  powinna  usłyszeć  od  bliskich,  którzy  chcą jej  pomóc,  prawdę  bez  znieczulenia. Lepiej powiedzieć „to będzie zabicie twojego dziecka” niż jej tego nie powiedzieć i ułatwić zrobienie tego. Konsekwencje będzie bowiem ponosić do końca życia. 

Z jednej strony na pewno ważne jest wsparcie, ale z drugiej strony równie ważne jest to, aby kobieta usłyszała prawdę o aborcji, bo od lekarzy, którzy taką ofertę składają, nie ma szans tego usłyszeć.

 


Autor: KONSTANCJA NAŁĘCZ-NIENIEWSKA

Author: Redakcja

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *