Kto tu jest najważniejszy, czyli o kierunku odprawianie mszy świętej

Kard. Sarah wezwał księży do odprawiania mszy ad orientem. Wzywał do tego również Benedykt XVI. Niewiele z tego wyszło. Póki co, w centrum liturgii widzimy raczej kapłana, a nie Boga.


Kościół ad orientem

Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów nie po raz pierwszy przypomniał, żeby Eucharystię odprawiać po Bożemu. Czyli żeby Bóg był w centrum, człowiek czasem przyklęknął, a w świątyniach znów zabrzmiał chorał. W zasadzie nic nowego. Ani soborowa Konstytucja o Liturgii Świętej, ani późniejsze dokumenty* nie dawały podstaw, żeby z mszy świętej robić coś na kształt spotkania towarzyskiego.

A że problem nie jest wydumany, to można w bardzo prosty sposób udowodnić. Otóż, ile razy Pańswu, jub znajomym/rodzinie zdarzało się wybierać niedzielną mszę w zależności od tego, jaki ksiądz będzie odprawiał? A przecież każdy działa in personae Christi, czy odprawia ten, czy tamten, jest to zawsze ta sama ofiara krzyża. 

Co mówi "Duch liturgii"?

Apele o celebrowanie ad orientem wysyłał również Benedykt XVI. I sam dał przykład ­– od niego wzięło początek stawianie krucyfiksu na środku ołtarza. Argumentował ten pomysł, jeszcze jako kard. Ratzinger, w „Duchu liturgii”. Pierwsi chrześcijanie podczas liturgii stawali zwróceni na wschód, jako oczekujący Chrystusa – tego, który przychodzi jak Wschodzące Słońce. Tak też budowane – orientowane – były świątynie, aż do późnego średniowiecza.

Gdy w kościołach zaczęto dostawiać coraz więcej ołtarzy bocznych, nie wszystkie mogły być tak ustawione, by celebrujący Eucharystię kapłan mógł być rzeczywiście zwrócony twarzą ku wschodowi. Symbolem zwrócenia się do Chrystusa stał się więc krucyfiks jako swego rodzaju „duchowy wschód”. Warto zauważyć, że praktyka wskrzeszona przez Benedykta jest kontynuowana przez obecnego papieża.

Na marginesie, w kilku miejscach w kraju jednak odprawia się tzw. "nową mszę" tyłem do wiernych – choć nie jestem pewien, czy można to określić jako ad orientem. Chodzi o kaplice z cudownymi obrazami Matki Bożej, ot choćby na Jasnej Górze, czy w Kalwarii Pacławskiej. Z jakiego powodu? Doprawdy nie wiem. Nie brak miejsca na dostawienie "stoliczka". Może więc i duszpasterze i wierni czują, że jak w Kaplicy Cudownego Obrazu sprawujemy mszę wotywną ku czci Najświętszej Maryi Panny, to tak trochę głupio, żeby ten, który w naszym imieniu przewodniczy modłom, stał do niej plecami…          

A co mówią księża?

Niewielu jednak wzięło wzór ze stolicy apostolskiej. Pewnie inaczej by to wyglądało, gdyby papież zaproponował jakąś praktykę zrodzoną w środowiskach charyzmatycznych. Jakiś czas temu bp Edward Dajczak pozytywnie wspomniał o tzw. zaśnięciu w Duchu Świętym. Cały katolicki Internet nie mógł wyjść z podziwu, jak to pięknie i że teraz to wszyscy tak, to będzie super i w ogóle fajnie. A liturgia? Co tam, że źródło i szczyt życia chrześcijan…

Nie wróżę, aby pomysł wprowadzenia celebracji ad orientem rzeczywiście się ziścił. Umiejscowienie wizerunku ukrzyżowanego Chrystusa w centrum celebracji spotkało się z chłodnym przyjęciem nie tylko ze względu na niewielkie wypływające z tego przeżycia mistyczne. Sporo księży tłumaczyło rezerwę wobec tego pomysłu tym, że „krzyż zasłaniałby ich wiernym”. Teraz będą tłumaczyć: "Nie możemy się do wiernych odwrócić plecami". 

Takie myślenie, dotyczące również świeckich, jest obecnie większym problemem Kościoła niż komunia dla rozwodników. 

 


*Temat poruszały również:


Zobacz także: Logika liturgii

Author: Wojciech Urban

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *