Adwent liturgicznie

Adwent to zdecydowanie najbardziej dziwny okres liturgiczny. Niby wielki post, ale taki radosny. Niby jeszcze nie Boże Narodzenie, ale kolędy słyszymy na każdym kroku. Z jednej strony dzieci z lampionikami i losowanie aniołków, z drugiej poważne rekolekcje i wezwania do głębokiej spowiedzi. Wyjaśnijmy więc co nieco.


Jak czytamy w „Ogólnych normach toku liturgicznego i kalendarza”, adwent to czas pobożnego i radosnego oczekiwania. Oczekiwania na co? Adwent pochodzi od łacińskiego słowa advenio, co znaczy „przychodzę”. Nie ma wątpliwości, że chodzi o przyjście Jezusa. Są wątpliwości, o które przyjście chodzi.

Adwent ma podwójny charakter. Oprócz przygotowania do przeżycia uroczystości Narodzenia Pańskiego, ma również przypomnieć i przygotować nas na paruzję – powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów. Taki jest cel adwentu. Natomiast jego najbardziej charakterystycznymi elementami są specjalne msze – roraty – oraz lampiony i wieniec adwentowy.

Roraty, czyli lampiony, losowania i kolędy?!

„Świat” nie rozumie istoty adwentu, bo i niby dlaczego miałby rozumieć? Dlatego od początku grudnia w centrach handlowych słyszymy „christmasowe” przeboje, a na półkach specjalne produkty na święta. Problem w tym, że coraz mniej chrześcijan, łącznie z duszpasterzami, rozumie ten okres liturgiczny.

Niezrozumienie adwentu widać w jego spłyceniu. W wielu kościołach koncentracja pada wyłącznie na przygotowanie do przeżycia Bożego Narodzenia. Do tego przygotowanie to najczęściej ogranicza się do dzieci, które przychodzą na wieczorne roraty z lampionikami, do ustawionego pod ołtarzem żłóbka wkładają papierowe serduszka z wypisanymi dobrymi uczynkami, żeby „Jezuskowi” było ciepło, gdy się już urodzi. A pod koniec mszy losowanie: figurek, Maryjek i tym podobnego sacrokiczu.

Dalszym przejawem spłycenia adwentu są między innymi koncerty kolęd organizowane w tym okresie również przez wspólnoty kościelne. Również spotkania opłatkowe w parafiach, wspólnotach czy klasach, organizowane przed 24 grudnia, pokazują, że wcześniejsze niecałe cztery tygodnie zostały zmarnowane.

Przejść w tryb czuwania

Przez większą część adwentu nie usłyszymy w czytaniach czy tekstach mszalnych ani słowa o Jezusku leżącym w żłóbku, lichej stajence czy opiekuńczej Maryi. Za to w pierwszy dzień każdego roku liturgicznego – w I niedzielę Adwentu – Kościół przypomina słowa Jezusa: „Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan domu przyjdzie”. Taka perspektywa powinna nam ustawić nie tylko te kilka tygodni do najbliższych ferii, ale cały rok. Nawet całe życie.

Oprócz fioletowego koloru szat, adwent jest podobny do Wielkiego Postu również dlatego, że w czasie niedzielnych Mszy Świętych nie śpiewa się hymnu „Chwała na wysokości Bogu”. Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę „radosny” charakter adwentu. Brak wspomnianego hymnu można wiązać z tym, że adwent przez wieki w Kościele był okresem pokutnym.

Adwent koncentruje naszą uwagę na kilku biblijnych postaciach. Przede wszystkim na Izajaszu, z którego proroctw zaczerpnięta jest większość adwentowych czytań. Wizje szczęścia, wystawnych uczt, powszechnego pokoju i bezpieczeństwa, jakie nastaną „na końcu czasów” zestawione są z Chrystusowymi wezwaniami do czujności i ascezy. Mamy być nieustannie gotowi na powtórne przyjście Pana, w czym radości tego świata mogą nam skutecznie przeszkodzić. Dlatego też powinniśmy umieć z nich rezygnować na rzecz przyszłych, większych dóbr.

Ascetyczna radość z przyjścia

Jest więc adwent doskonałą okazją do zweryfikowania swojego dotychczasowego życia, a w efekcie do nawrócenia i podjęcia poprawy, w czym pomóc nam mogą rozmaite postanowienia, przeżyte rekolekcje zakończone spowiedzią czy częstszy udział we Mszy Świętej. Tu rodzi się pytanie, jak pogodzić radosny charakter adwentu z podejmowaniem trudu nawrócenia – które ze swej natury musi okazać się bolesne i poniekąd wyniszczające (aby „uśmiercić” grzeszną naturę). Jest to pytanie o radość chrześcijańską. Nie ma ona wiele wspólnego z karnawałową zabawą, gromkim śmiechem i uśmiechem z reklamy pasty do zębów. Prawdziwa, chrześcijańska radość jest na pozór niewidoczna, lecz stale obecna w uczniach Chrystusa, nawet gdy są głodni czy bici.

Następną ważną w adwencie postacią jest Jan Chrzciciel. Prorok, który wskazał Jezusa jako zapowiadanego Mesjasza. Janowi poświęcone są II i III niedziela adwentu. W II niedzielę słyszymy bardzo radykalne wezwania do nawrócenia, potwierdzone ascetycznym przykładem Jana Chrzciciela. III niedziela adwentu nosi nazwę Gaudete (z łac. „raduj się”), jest jednym z dwóch dni w ciągu całego roku, kiedy to w liturgii używa się różowego koloru szat. Drugi taki dzień to IV niedziela Wielkiego Postu. W połowie „pokutnych” okresów, aby ustrzec wiernych prze niebezpieczeństwem smutku i zniechęcenia, Kościół przypomina za pomocą wymownych symboli, jak wielkie szczęście będzie udziałem zbawionych, gdy Chrystus ponownie przyjdzie.

Charakter adwentu zmienia się 17 grudnia, a więc tydzień przed uroczystością Narodzenia Pańskiego. I tu się dopiero zaczyna bezpośrednie przygotowanie do tego święta. Liturgia przypadającej w tym okresie IV niedzieli adwentu ukazuje postać Maryi, Bożej Matki. Ciekawostką są natomiast tzw. Wielkie Antyfony. Używane są w nieszporach przed hymnem Magnificat oraz podczas Mszy Świętej jako werset przed Ewangelią. Pokazują one rozwój historii zbawienia oraz stopniowe, coraz pełniejsze objawianie się Boga ludziom – szczytem tego jest właśnie wcielenie Jezusa. Jeśli weźmiemy pierwsze wyrazy łacińskiego tekstu antyfon, z pierwszych liter ułoży się czytane wspak zdanie: Ero cras – będę jutro.

Wschód Słońca o 18.30?

Oddzielną kwestią są msze roratnie. Są to tzw. msze wotywne o Najświętszej Maryi Pannie, czyli sprawowane ze specjalną intencją, niezależnie od formularza przypisanego na dany dzień. Msze wotywne w dzień powszedni adwentu zasadniczo są zakazane. Roraty są więc mszami o wyjątkowym charakterze. Liturgia Słowa jednak składa się z czytań przypadających na ów dzień. Używa się jednak szat koloru białego oraz odmawia „Chwała na wysokości Bogu”.

Powinna to być pierwsza msza sprawowana danego dnia, o świcie, a właściwie jeszcze gdy jest ciemno. Obecnie z tzw. względów duszpasterskich w wielu parafiach (nie tylko wiejskich) roraty są odprawiane wieczorem. A już całkowitym nadużyciem jest odprawianie rorat dwukrotnie (rano i wieczorem) w ciągu jednego dnia. Względy duszpasterskie w tym wypadku oznaczają udział dzieci. Z powodów, których mogę się jedynie domyślać, roraty stały się pretekstem do urządzania swoistego jarmarku przed-bożonarodzeniowego. Konkursy na lampiony, losowania aniołków i figurek dzieciom nie pomagają, a dorosłych wręcz zniechęcają do przychodzenia na tak infantylne Msze Święte.

Sprawowanie rorat jeszcze przed wschodem słońca ma wymiar teologiczny. Na podobieństwo Maryi oczekujemy przyjścia Chrystusa, którego liturgia w wielu miejscach określa jako Wschodzące Słońce. Zresztą, związek światła, szczególnie słonecznego, z Chrystusem jest w Kościele bardzo często akcentowany. Przyjście, do którego przygotowuje nas adwent, to nie tylko pamiątka wcielenia i obietnica paruzji. To także realizacja tego „dziś”. Podczas każdej Mszy Świętej Chrystus przychodzi do nas i do tego również przygotowuje nas adwent. „Czuwajcie, bo w chwili, której się nie spodziewacie, Syn Człowieczy przyjdzie”. Roraty sprawowane o poranku podkreślają to. Wchodziliśmy do Kościoła, gdy jeszcze było ciemno, wychodzimy z Eucharystii, gdzie spotkaliśmy przychodzącego Jezusa i stajemy w światłości. W ten sposób natura objawia tajemnice swego stwórcy. Roraty sprawowane wieczorem tracą ten aspekt.

Liturgia może nas zachwycić głębią spojrzenia na tajemnice wiary. Musimy tylko podjąć trud pochylenia się nad tymi tajemnicami. Nie ulegajmy pokusie odrzucania wszystkiego, czego nie rozumiemy, pod pretekstem „dostosowania” liturgii do odbiorców, bowiem straci wówczas swój nadprzyrodzony charakter.

 

Author: Wojciech Urban

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *