Arcydzieło, którego nikt nie chciał

11 marca to bez wątpienia wielka data w historii muzyki. W tym właśnie dniu, w roku 1829 młodziutki Feliks Mendelssohn przedstawił berlińskiej publiczności fragmenty „Pasji według św. Mateusza” Jana Sebastiana Bacha, powstałej sto lat wcześniej. Dzięki temu wydarzeniu, kilka dekad po śmierci kantora lipskiego świat docenił wreszcie jego ogromny talent.


W 1729 roku Bach był już w pełni rozwiniętym artystą i ustatkowanym człowiekiem. Od sześciu lat pełnił rolę kantora jednego z dwóch głównych kościołów Lipska, pod wezwaniem św. Tomasza. De facto odpowiadał za całokształt miejskiej muzyki, także kościelnej, oraz muzyczne kształcenie młodzieży. Co prawda była to posada dosyć prestiżowa i zapewniała stały zarobek, niestety twórca z trudem utrzymywał żonę oraz sporą gromadę dzieci (z dwóch małżeństw doczekał się ich łącznie dwadzieściorga). Do tego musiał znosić humory władz miejskich, które często nie dostrzegała jego talentu i przy byle okazji wskazywały mu miejsce w szeregu, wypominając brak wykształcenia uniwersyteckiego. Jan Sebastian znosił wszystko cierpliwie, cieszył się bowiem sporym poważaniem mieszkańców Lipska oraz względną swobodą twórczą. Wcześniej bowiem był nadwornym kompozytorem książąt niemieckich, którzy co prawda płacili bardzo dobrze, ale traktowali kompozytora jako jednego ze służących i wymagali, by tworzył przede wszystkim to, czego oni sobie życzą. Życie oficjalnego kompozytora jednego z większych i bogatszych miast Rzeszy nie było więc kolorowe, ale pozwalało na coś, co stanowiło największą radość Bacha – tworzenie muzyki na chwałę Bożą. Soli deo gloria – te słowa widnieją na części jego rękopisów. Jednym z nich jest właśnie pasja, napisana do słów Ewangelii według św. Mateusza.

Pasja ta była nie była przez nikogo zamówiona. Bach, prywatnie głęboko wierzący luteranin ze skłonnością do mistycyzmu, skorzystał z faktu, iż w czasie Wielkiego Postu, poza świętem Zwiastowania oraz Wielkim Piątkiem istniał w zborach zakaz wykonywania muzyki religijnej, miał więc dosyć sporo czasu na przygotowanie premierowego wykonania. Dla swojego utworu wybrał formę oratorium pasyjnego, bardzo podobnego do opery – różnił je jedynie brak akcji scenicznej w tym pierwszym. Przedsięwzięcie było bardzo ambitne, uderzające bogactwem tak słów libretta, jak i form muzycznych. Do dziś historycy muzyki spierają się, czy w dniu premiery wystarczył jeden chór i jedna orkiestra, czy potrzeba było aż dwóch, by odpowiednio przedstawić zamysł twórcy. Z tekstu oraz muzyki tchnie zarazem prostota i głębia, ogromny patos oraz przejmujący dramatyzm, dzięki którym słuchacz może doskonale wczuć się w tragiczny nastrój wielkich wydarzeń, opisywanych przez św. Mateusza. Tekst podzielony jest na trzy części: Ostatnią Wieczerzę oraz poprzedzające ją wydarzenia, modlitwę w Ogrójcu, oraz pojmanie, mękę i śmierć Jezusa wraz ze złożeniem do grobu. W zachowanej do dziś partyturze „Pasji…” widzimy fragmenty tekstu, pisane na przemian atramentem czarnym i czerwonym. Czerwonym artysta kreślił słowa świętego z 26 i 27 rozdziału jego Ewangelii, zaś czarnym – poetyckie komentarze, tzw. recytatywy autorstwa swego przyjaciela, Friedricha Henriciego, zwanego Picandrem. Piękne i pełne emocji recytatywy wypowiada podmiot liryczny, który możemy utożsamiać z jedną z Córek Syjonu, wzywanych w początku I części utworu. Dzięki uniwersalizmowi i mistycyzmowi jego słów, pełnych smutku i szczerości, może się z nimi po dziś dzień utożsamiać każdy, kto przeżywa w sercu mękę Zbawiciela. Wielki biograf Bacha, Albert Schweitzer, napisał o tekście tego dzieła: „w skarbnicy wszystkich kościelnych pieśni niemieckich nie sposób znaleźć choć jednego wiersza, który lepiej wypełniłby dane miejsce, niż ten, który wybrał Bach”

Z pięciu bachowskich pasji do dziś zachowały się dwie: wcześniejsza „Pasja według św. Jana” oraz opisywana w tym tekście pasja Mateuszowa. W historii muzyki zapisała się przede wszystkim ta druga, jakże bogata w treść. Mistrz z Lipska oczarowuje słuchacza idealnie ułożoną muzyką – oszałamia dostojnymi chorałami, uderza w emocje subtelną, innym razem dramatyczną arią czy recytatywem, uzupełnianymi delikatnym akompaniamentem. Słowa Ewangelisty oraz poetyckie wyznania pióra Picandra mogą skłonić do poważnej refleksji nad słowami Jezusa i innych bohaterów tragedii sprzed dwóch tysięcy lat i pomóc lepiej przeżyć Triduum Paschalne.

Osobiście przyznam, że największe wrażenie robi na mnie wstęp, w tłumaczeniu na polski:

Chodźcie, córki, pomóc mi opłakiwać..

Patrzcie! Na Kogo?

…na Oblubieńca. Patrzcie na Niego…

Jak?

.. jak na Baranka.

O niewinny Baranku Boga

zabity na drzewie Krzyża.

Patrzcie! Na co?

Na Jego cierpliwość.

On zawsze cierpliwy,

nawet, gdy został wzgardzony.

Patrzcie…

Gdzie?

…na naszą winę.

Wszystkie nasze grzechy Ty poniosłeś,

gdyż inaczej musielibyśmy rozpaczać.

Patrzcie na Niego,

pozbawionego miłości i chwały,

samotnie niosącego Krzyż.

Zmiłuj się nad nami, o Jezu!

Za „Pasję według św. Mateusza” Bach nie otrzymał żadnych pieniędzy, nie spotkała się ona także z uznaniem mu współczesnych, którzy dokładnie w dniu jej premiery, 15 kwietnia 1729 roku, woleli udać się do innej lipskiej świątyni, by wysłuchać pasji, napisanej przez dziś praktycznie nikomu nieznanego Gottlieba Frobera. Wiek później, dzięki wspominanemu Mendelssohnowi, sława Jana Sebastiana Bacha obiegła cały świat. Ludzkość uświadomiła sobie, jak wielki twórca był niedoceniany za życia i odszedł w zapomnienie krótko po śmierci. Dziś jest on powszechnie uznawany za jednego z najwybitniejszych twórców w dziejach muzyki, a pasja Mateuszowa za bodaj jego największe dzieło.

Author: Kajetan Garbela

Rodem z Lublińca, absolwent historii na UJ, członek Stowarzyszenia Młodzieżowego NINIWA

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *