Klaskaniem mając obrzękłe prawice
Gru07

Klaskaniem mając obrzękłe prawice

Cyprian Kamil Norwid z pewnością nie spodziewał się, że incipit jednego z jego wierszy tak dobrze wpasuje się w koncert drugiej edycji Projektu Gospel. Z tą różnicą, że lud wcale nie był znudzony – wręcz przeciwnie! fot. Andrea Marx Muzyczna petarda wybuchła 4 grudnia we wrocławskim klubie Impart za sprawą wielkiego chóru gospel, do którego mógł dołączyć każdy bez względu na umiejętności wokalne. Te szlifowano w ramach dwudniowych warsztatów organizowanych we Wrocławiu przez chór Gospel Life oraz Biuro Festiwalowe Impart 2016 w ramach Programu mikroGRANTY Europejskiej Stolicy Kultury 2016. – Próby wyglądały tak, że rano mieliśmy rozgrzewkę – mówi Sandra Kwiatkowska, jedna z uczestniczek Projektu. – Jeśli ktoś już dawno nie miał WF-u, to było dla niego niezłe wyzwanie. Po rozgrzewce ruchowej zaczynaliśmy rozgrzewkę śpiewaną. Następnie przychodziliśmy do piosenek. Po krótkim występie Anny Marii mogliśmy sami zdecydować, czy utwór, który nam zaproponowała, chcemy zaśpiewać. Po jednogłośnej zgodzie przechodziliśmy do ćwiczenia. I tak za każdym razem. fot. Andrea Marx Warsztaty odbyły się już po raz drugi i zostały zakończone koncertem finałowym. Obfitował on w energetyczne aranżacje zarówno znanych utworów jak Sekwencja Wielkanocna, „Joyful, joyful” z „Zakonnicy w przebraniu 2”, jak również w autorskie piosenki Gospel Life („Uświęć mnie”). Jednym z ciekawszych utworów była pieśń rodem z… Afryki – „Oa Ntalea Moya”. Techniczne niedociągnięcia nagłośnienia szybko zagłuszył naładowany do granic możliwości pozytywną energią 200-osobowy chór pod kierownictwem charyzmatycznej Anny Marii Mbayo. Pomysłodawczyni Projektu nie pozwoliła również siedzieć w miejscu publiczności, zachęcając do wspólnego śpiewu i klaskania. – Doskonale opisze moje uczucia cytat św. Pawła: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” – mówi Ola Tusińska, inna uczestniczka warsztatów. –  Swoją drogą to niesamowite, jak ze sceny nie widać publiczności! Być częścią tak wielkiego przedsięwzięcia muzycznego to piękne uczucie. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu pedagogicznego Anny Marii: ogarnąć tak wiele różnych osób to nie lada wyzwanie. Mam świadomość, że już nigdy więcej nie spotkamy się w takim składzie, jak wtedy tam na scenie. Jestem zdania, że pewne wybory w życiu można zmierzyć prostym pytaniem: „Czy gdybym mogła cofnąć czas, to wybrałabym jeszcze raz to  samo?”. W przypadku Projektu Gospel, mówię mocne i zdecydowane: TAK! Solistom Projektu Gospel przygrywali: Tomasz Wendt (instrumenty dęte), Tymek Śnieżek (gitara), Piotr Nosal (bas), Bartłomiej Pająk (perkusjonalia), Jarosław Korzonek (perkusja) i Piotr Dziadkowiec (klawisze). Publiczność bawiła się tak dobrze, że wymusiła dwa bisy. A co o Projekcie mówią sami uczestnicy? fot. Andrea Marx – Zawsze chciałam zobaczyć, jak to jest, gdy się śpiewa dla innych, a to była świetna okazja – mówi Sandra Kwiatkowska. – Na dodatek moi znajomi śpiewają w samym Gospel Life i zachęcali mnie do przyjścia, co bardzo mnie motywowało. Dużo też słyszałam o...

Read More
Nagrody dla najzdolniejszych młodych polonistów
Lis02

Nagrody dla najzdolniejszych młodych polonistów

Istnieje przekonanie, że pracę magisterską należy zredagować na zasadzie „kopiuj – wklej”, obronić jako tako, po czym zapomnieć o niej – leżącej na dnie szafy w dziekanacie. Chociaż jej znaczenie rzeczywiście trochę się zdewaluowało, istnieją konkursy, które doceniają tych, którzy włożyli wysiłek w jej napisanie. źródło: strona KUL, fot.: Tomasz Koryszko Ogólnopolski Konkurs im. Czesława Zgorzelskiego na najlepszą polonistyczną pracę magisterską jest inicjatywą Konferencji Polonistyk Uniwersyteckich i odbywa się już od 15 lat. Jego celem jest wyróżnienie najzdolniejszych młodych polonistów i zachęcenie do podejmowania przez nich dalszych prac naukowo-badawczych. Centrum organizacyjne konkursu mieści się w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Tam 28 października odbyła się gala wręczenia nagród laureatom i finalistom konkursu. Zaliczam się do tego drugiego grona. Nagroda w konkursie jest przyznawana w dwóch kategoriach: językoznawczej i literaturoznawczej. Do pierwszej z nich zakwalifikowało się 8 prac, do drugiej zaś – 12. Ponadto w ramach serii wydawniczej „Młoda Polonistyka” corocznie publikowane są magisteria uhonorowane pierwszą nagrodą w obu kategoriach. W tym roku były to prace Urszuli Modrzyk z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i Jana Księżyka z Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Praca poznanianki (z kategorii językoznawstwa, bo ta najbardziej mnie interesowała) była na bardzo wysokim poziomie – komisja konkursowa w werdykcie zaznaczyła, że badania wykraczają poza zakres pracy magisterskiej, a bardziej przypominają rozprawę doktorską. Jej autorka zresztą kontynuuje studia doktoranckie, jak i większość pozostałych finalistów. Dużo by opowiadać o atmosferze gali konkursowej. Miałam zaszczyt poznać absolwentów polonistyk z całego kraju oraz nauczycieli akademickich. Okazało się, że są to „całkiem normalni ludzie”, co zauważyłam nie tylko ja. Było to niezwykłe doświadczenie, z którego bardzo się cieszę. Padło mnóstwo miłych słów, było wiele okazji o wymiany zdań i licznych obserwacji – np. zderzenia dwóch polonistycznych światów: starej szkoły prof. Czesława Zgorzelskiego i najnowszych technologii komputerowych używanych w aktualnych badaniach, m.in. przez Urszulę Modrzyk w zwycięskiej pracy. A jednak jest coś, co łączy polonistów ówczesnych i współczesnych – zarówno jedni, jak i drudzy lubują się w dotykaniu książek i otaczaniu się nimi. Ciągle są językowe i literackie problemy do rozwiązania, o czym świadczy wysoki poziom i mnogość magisteriów zgłoszonych do konkursu. Gala była okazją do refleksji nad humanistyką – czy ona w końcu jest potrzebna, czy się do czegoś nadaje, czy jednak liczą się już tylko inżynierowie i szkoły zawodowe? Była również dowodem na to, że czasami warto włożyć w pracę magisterską coś więcej niż skopiowane z internetu cytaty. W tym roku mija 20. rocznica śmierci patrona konkursu. Śp. prof.  Czesław Zgorzelski był profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jego sylwetkę przedstawiał podczas gali syn – Andrzej Zgorzelski, również profesor. Historyka i teoretyka literatury oraz edytora zebrani na gali absolwenci studiów i naukowcy...

Read More
Przygotuj się do Transitusu
Paź03

Przygotuj się do Transitusu

4 października obchodzimy wspomnienie św. Franciszka z Asyżu. W wieczór poprzedzający to święto w parafiach franciszkańskich odbywa się nabożeństwo, podczas którego wspominana jest śmierć Biedaczyny. Transitus – bo o nim mowa – oznacza „przejście”. Nawet nie „odejście”, więc nie „śmierć”, ale „przejście”. Brat Eliasz pisze w liście do zakonu, w którym zawiadamia o śmierci Franciszka, że on „przeszedł ze śmierci do życia”. Rozpoczyna się bardzo uroczyście. W kościele panuje mrok, wierni i franciszkanie trzymają w dłoniach świece. Zakonnicy śpiewają jedną ze swoich pieśni – „Witaj, Ojcze ukochany, co Serafów zdobisz chór!”. Po pewnym czasie następuje komentarz, który przekazuje informację: św. Franciszek zmarł 3 października 1226 roku w nocy, miał wtedy 45 lat; od dwudziestu lat był nawrócony, a od dwóch – nosił stygmaty. Franciszkanie wspominają, jak pomimo fizycznej boleści (był już niewidomy) ich założyciel z radością oczekiwał na śmierć. Siostrę śmierć. Podczas nabożeństwa będą prosić jego o błogosławieństwo. W kolejnej części śpiewany jest hymn nieszporny oraz czytany list św. Franciszka do wszystkich wiernych. Namawia w nim do modlitwy i wychwalania Boga, bo On chce, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni. Tylko nie wszyscy ludzie to widzą. Mówi też m.in.: „I kochajmy bliźnich jak siebie samych. A jeśli ktoś nie chce lub nie może ich tak kochać jak siebie, niech im przynajmniej nie wyrządzą złego, lecz niech czyni im dobrze”. Zakończenie listu może przypominać znaną z liturgii mszy św. formułkę kończącą czytania – słyszymy: „oto słowa świętego Ojca Franciszka”. W śpiewie przed następną częścią Transitusu padają słowa modlitwy „Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju” ułożonej przez asyskiego zakonnika. Dopiero potem słyszymy kolejny już przekaz Franciszka – jedno z jego napomnień. Teraz właściwie usłyszeliśmy już trzy (trudno powiedzieć, czy najważniejsze) z pięciu rodzajów pism św. Franciszka – list, modlitwę i napomnienie. Ponadto zaliczamy do nich jeszcze regułę zakonu i testament. Psalm 142, który jest śpiewany w następnej kolejności, nie znajduje się w celebracji przypadkowo. To właśnie jego słowa powtarzał św. Franciszek na łożu śmierci, o czym traktuje spisany przez brata Tomasza z Celano opis jego śmierci. Rozgrzesza wszystkich braci i błogosławi im, każe sobie czytać Ewangelię, a następnie przykryć całunem i posypać popiołem. Po wysłuchaniu tego fragmentu śpiewa się krótką antyfonę i odmawia „Ojcze nasz” oraz modlitwę, w której bracia proszą o powołania zakonne. Pod koniec Transitusu franciszkanie wykonują piękny gest – wyciągają ręce w kierunku zebranych w kościele wiernych i dają im specjalne błogosławieństwo. Nabożeństwo kończy ucałowanie relikwii św. Franciszka i podobnie jak na wejściu – pieśń franciszkańska. Jak jest opisana śmierć św. Franciszka w źródłach? Brat Tomasz z Celano „Życiorys pierwszy św. Franciszka z Asyżu” „Tak więc w roku od Wcielenia Pańskiego 1226 quatra decima indictione, quatro nonas Octobris,...

Read More
Lekcja franciszkańskiej pokory i radości
Sie12

Lekcja franciszkańskiej pokory i radości

O tym, jak Młodzież Franciszkańska z krańców świata sprawiła, że cieszę się z tego, co mam i gdzie jestem. fot: Andrea Marx Emocje po Światowych Dniach Młodzieży powoli opadają. Teraz czas na oglądanie zdjęć, filmów, korespondencję z nowo poznanymi ludźmi, podziękowania i podsumowania. Polacy jako gospodarze trochę z innej perspektywy patrzą pewnie na to wydarzenie. Jeszcze chyba nigdy nie przemieszali się tak z ludźmi innych narodowości. Te spotkania pokazały, że tak naprawdę można wsadzić między bajki wszelkie stereotypy, które przylgnęły do różnych narodowości. Za to wiele można było się nauczyć. Podobnie było podczas Międzynarodowego Spotkania Młodzieży Franciszkańskiej – YouFra International Gathering, którego zapowiedź publikowaliśmy w jednym z poprzednich numerów „Może coś Więcej”. Nie będę się tutaj rozpisywać na temat tego, co się działo – bo wyglądało to bardzo podobnie jak podczas Dni w Diecezjach czy już samych ŚDM, tyle że w duchu tylko i wyłącznie franciszkańskim. Była to okazja do poznania całej rodziny franciszkańskiej – osób konsekrowanych i świeckich na różnych stopniach formacji, z różnych zakonów, prowadzące różne działania w swoich krajach. Co nam uświadomili? Czego nauczyli? Chorwatka – pomoc bliźniemu Co to są i jak działają social markety? To miejsca, w których potrzebujący za darmo zaopatrują się w produkty, które wcześniej kupili w sklepie dobrzy ludzie. Coś jak Szlachetna Paczka, ale… na półce w darmowym sklepie. W taką działalność angażuje się Młodzież Franciszkańska np. w Chorwacji i Hiszpanii. To oni organizują obrót darów między „normalnym” sklepem a social marketem i przekazują produkty potrzebującym. Pakistanka – pokora Wiecie, jak wygląda flaga Pakistanu? Większą jej część zajmuje półksiężyc i gwiazda na ciemnozielonym tle – to oznacza dominację muzułmanów. Po lewej stronie flagi jest biały pasek – to inne religie, między innymi buddyści i chrześcijanie, znikomy procent. Dziewczyna z Pakistanu opowiadała na jednym ze spotkań o prześladowaniach chrześcijan w jej kraju. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że tam Młodzież Franciszkańska istnieje w środku społeczeństwa zdominowanego przez muzułmanów, zaczynasz doceniać to, że żyjesz w swoim miasteczku, w swoim kraju, który ma różne wady, ale na pewno nie takie jak możliwość utraty zdrowia albo życia tylko dlatego, że jesteś wierzący. Koreańczyk – radość Chłopak z Korei Południowej zapytał mnie, jakie mamy zabawy. Użył do tego słowa „plays”, więc na początku nie zrozumiałam, o co mu chodzi, bo myślałam, że mówi o jakimś miejscu – „place” – więc poprosiłam o rozwinięcie. – Wiesz – mówi – bo u nas nie ma podwórek, nie mamy gdzie się bawić, więc wszyscy siedzą w komórkach i w komputerach. Wszędzie stoją bloki. Kiedy jechałem tu pociągiem z Warszawy, patrzyłem przez okno i dziwiłem się, jak dużo macie zieleni, drzew. No więc wytłumaczyłam mu, że mamy różne rodzaje gier, między...

Read More
Światowe Dni po franciszkańsku
Lip26

Światowe Dni po franciszkańsku

Międzynarodowe Spotkanie Młodzieży Franciszkańskiej przed rozpoczęciem centralnych obchodów Światowych Dni Młodzieży i Wioska Franciszkańska w czasie Festiwalu Młodych – takie akcenty franciszkańskie pojawią się w Krakowie. Ale po kolei. W dniach 22-25 lipca przy Chełmońskiego w Krakowie-Azorach odbędzie się Międzynarodowe Spotkanie Młodzieży Franciszkańskiej (YouFra International Gathering). Młodzi ludzie zainteresowani duchowością asyskiego świętego są rozsiani po całym świecie i już stało się tradycją, że przed ŚDM reprezentanci wspólnot narodowych MF z całego świata spotykają się na rekolekcjach, aby razem przygotować się do tego wydarzenia. Chcą wspólnie przeżyć te dni w duchu braterstwa i franciszkańskiej radości. Jest to też doskonała okazja do podzielenia się swoimi doświadczeniami. Po okresie przygotowania (czyli właśnie tych rekolekcji odbywających się od 22 lipca) MF z całego świata uczestniczy w ŚDM jako jedna grupa międzynarodowa. Młodzież Franciszkańska jest też obecna w Polsce. Poszczególne wspólnoty tworzą się przy klasztorach franciszkanów. W zależności od prowincji, przy której znajduje się wspólnota, ma ona inną nazwę i nieco inną formację. Są to np. Franciszkański Ruch Apostolski – FRA Północ i FRA Południe, Franciszkańska Młodzież Oazowa (FMO), Wspólnota Młodzieży Franciszkańskiej (WMF) i Rodzina Młodzieży Franciszkańskiej (RMF). Wszystkie prowincje tworzą Wspólnotę Narodową MF, a młodzież w nich skupiona pogłębia powołanie w obrębie Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. Już pierwszego dnia YIG uczestnicy będą brali udział w inauguracyjnej mszy świętej. Będzie też pierwsza odsłona Festiwalu Narodów, podczas której swoją kulturę zaprezentują goście z Afryki i Azji. W drugiej części następnego dnia swoim dziedzictwem i temperamentem podzielą się mieszkańcy obu Ameryk i Europy. W sobotę 23 lipca nastąpi oficjalne przywitanie uczestników spotkania przez ogólnoświatową, czyli generalną, Radę Młodzieży Franciszkańskiej oraz Ministra Generalnego Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. Głos będzie należał również do organizatorów, czyli polskiej młodzieży. Tego dnia zagraniczni goście przygotują prelekcję na temat „Miłosierdzie jest źródłem radości, spokoju i pokoju” oraz dyskusję „Zaangażowanie MF w dzieła miłosierdzia”, w której weźmie udział 5 reprezentantów MF z 5 kontynentów. W niedzielny poranek 24 lipca franciszkańska ferajna uda się na wycieczkę do Ojcowskiego Parku Narodowego, gdzie oprócz doznań wzrokowych będą mieli także doznania duchowe, bowiem odbędzie się tam msza święta z udziałem braci mniejszych z całego świata. Po powrocie do Krakowa młodzież będzie jeszcze czekał Polski Wieczór Kulturalny oraz adoracja Najświętszego Sakramentu. Ostatniego dnia spotkania młodzi podsumują kilkudniowy czas franciszkańskiej integracji podczas końcowego zebrania plenarnego. Wezmą oni udział we mszy świętej, której będzie przewodniczył minister generalny zakonu (w skrócie: generał) – Nicholas Polichnowski TOR. Tego dnia rozpocznie się również rejestracja na Światowe Dni Młodzieży, które – jak wspomniano wyżej – młodzi będą razem przeżywać. Z kolei w środę, 27 lipca, podczas Festiwalu Młodych w Krakowie-Olszanicy przy ul. Korzeniaka 18 stanie Wioska Franciszkańska. Tutaj już zaproszeni są nie tylko ci skupieni w...

Read More
Kodeks dziennikarza
Lut22

Kodeks dziennikarza

Wbrew pozorom dziennikarze mają zasady. Są one zawarte w prawie prasowym. Jako że różni redaktorzy trzymają się rozmaitych reguł – bo są również i te niepisane w każdej redakcji – warto zapoznać się z tymi zapisanymi, które obowiązują każdego dziennikarza. Każdy, kto rozpoczyna pracę w tym zawodzie albo chciałby to zrobić, musi przeczytać ustawę Prawo prasowe. Obojętnie, co sobie potem o niej pomyśli, ale znać musi. Dziennikarza powinien zainteresować też drugi podobny akt prawny – ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Uzupełni ona jego wiedzę przede wszystkim w kwestii plagiatów i tego, co z nimi związane. Prawo prasowe to stary akt prawny – został on przyjęty w 1984 r., a więc jeszcze w PRL-u, a później był tylko nowelizowany. Mimo że ta ustawa nie powinna rodzić pola do interpretacji, to jednak… znajdzie się w niej kilka niedookreśleń, z których dziennikarze chętnie korzystają, a których prawnicy nie zmienią, bo są dla wszystkich wygodne. PODSTAWOWY SZACUNEK Ustawa przywołuje 3 bardzo ważne zasady, bez których nie można mienić się dziennikarzem. Są to zasady zapisane, ale nie ma chyba redakcji, w której nie byłyby one po prostu oczywistością. Redaktor musi „zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło”, ponadto należy do jego obowiązków ochrona „działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie” i dbanie o poprawność językową między innymi poprzez nieużywanie wulgaryzmów (art. 12). Dziennikarz nie ma obowiązku podania danych informatora i w redakcjach jest na to kładziony duży nacisk – wręcz jest to zabraniane. Sam redaktor powinien oczywiście znać te dane (nie brać pod uwagę anonimów), jednak jeśli taka osoba sobie tego życzy, należy zachować je tylko i wyłącznie do wiadomości redakcji. Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie często nie chcą podawać swojego nazwiska, ale w momencie informowania ich, że nie będzie one opublikowane, zgadzają się przedstawić. INFORMACJA PUBLICZNA Każdy obywatel ma prawo dostępu do informacji publicznej – gwarantuje mu to ustawa z 2001 r. o podobnej nazwie. Dziennikarze, działając w interesie obywatela, mogą przekazywać wszelkie informacje dotyczące działalności organów publicznych lub pełniących funkcje publiczne. Mogą np. prześwietlać oświadczenia majątkowe urzędników państwowych (co zwykle robią, dodając do tego kąśliwy komentarz) i relacjonować posiedzenia rad wszystkich szczebli – krajowych, wojewódzkich, powiatowych, miejskich, gminnych. Radny nie może zakazać dziennikarzowi robienia mu zdjęć podczas sesji Rady Miejskiej, nikt też nie może wytknąć mu cytowania i nagrywania wypowiedzi wszystkich osób uczestniczących w takim zebraniu. Prawo prasowe mówi, że przedsiębiorcy i „podmioty niezaliczone do sektora finansów publicznych” (osoby prywatne, firmy) oraz instytucje „niedziałające w celu osiągnięcia zysku” (fundacje, stowarzyszenia) muszą udzielać prasie informacji o swojej działalności, o ile...

Read More
Co będzie z małymi szkołami?
Lut22

Co będzie z małymi szkołami?

Rządzący zapowiedzieli 2 najważniejsze zmiany w oświacie – powrót 7-latków do pierwszych klas i likwidację gimnazjów. Pierwszą doprowadzili już do skutku, więc możemy się spodziewać, że i druga niedługo stanie się rzeczywistością. Komu to nie pasuje? Nie tylko hejterom i internetowym ekspertom od wszystkiego. Krzywią się również dyrektorzy małych szkół i włodarze niewielkich gmin. Nowelizacja ustawy o systemie oświaty to ulga dla rodziców, bo o to przecież niedawno walczyli, jednakże nie dla wszystkich – prawdopodobnie stracą na tym rodzice mieszkający w miasteczkach i na wsiach. Uchwalone niedawno nowe przepisy oraz te, które póki co są przedmiotem teoretycznych rozważań (chodzi o powrót 8-klasowej podstawówki), sygnalizują 3 problemy czekające każdą polską – a najbardziej małą – gminę. Między innymi będą to zwolnienia nauczycieli i pozostałych pracowników gimnazjów czy brak odpowiednich warunków lokalowych, ponieważ szkoły podstawowe dopiero co zostały zaadaptowane na potrzeby 6-latków. Jako kolejny problem można wskazać koszty finansowe związane z ponowną adaptacją podstawówek dla starszej młodzieży (15-16 lat) i wypłacaniem pensji nauczycielom, którzy wezmą urlop na poratowanie zdrowia. – Nie ma reformy bez kosztów – mówił Leonard Pietruszka, wójt gminy Komprachcice na Opolszczyźnie. – Nie wszyscy znajdą pracę. Znam sytuację kadrową w gimnazjum w Komprachcicach i w moim przekonaniu co najmniej 50% nauczycieli straci pracę. Dla mnie każda placówka oświatowa to zespół ludzi – od woźnego, konserwatora, przez panią sprzątaczkę aż po dyrektora. Co z nauczycielami? Każdy nauczyciel ma określone pensum, czyli liczbę obowiązkowych godzin pracy. Włączenie dodatkowych 2 roczników uczniów w struktury małej podstawówki na początku sprawi, że wprawdzie nauczyciele będą mieli kilka nadliczbowych godzin, ale dyrektorowi placówki nie będzie opłacało się zatrudnianie nowego pedagoga. Zofia Kotońska, dyrektor szkoły podstawowej w Polskiej Nowej Wsi (woj. opolskie), podała przykład tego, jak obecnie wygląda „godzinowa” sytuacja nauczycieli w tej szkole: – Na dzień dzisiejszy jest 18 godzin języka niemieckiego, a więc jeżeli dojdą 2 klasy szkoły podstawowej, to będzie plus 6 godzin, co daje 24. „Dziękuję, nie zatrudniam”, bo po co? Polonista ma dziś 16 godzin, dochodzą dwie klasy po 5 godzin – ma 25 i dziękuję. Matematyk ma 12 godzin, dojdą 4 – dziękuję, nie potrzebuję nauczyciela. – Słyszymy, że nauczyciele mają zagwarantowaną pracę, bowiem w rządowej ustawie znajdzie się zapis zmuszający samorządy do zatrudniania nauczycieli w podstawówkach. Czy mam podpisywać sztuczny projekt organizacyjny szkoły? – pyta wójt Komprachcic. Co z 15-latkami? W niektórych szkołach podstawówki połączone są z przedszkolami. Przed reformą oświatową w 1999 roku w tych szkołach było 8 klas, ale nie było przedszkoli. Szefowie gmin pytają: gdzie dołożymy kolejne 2 klasy? Gdzie zrealizujemy konieczność rozdzielenia 15-latka od 6-latka? – Nie wyobrażam sobie, że w pewnym momencie do szkół podstawowych wróci problem papierosów, przemocy, agresji, uzależnień, Internetu –...

Read More
Dobra muzyka sama się obroni?
Kwi13

Dobra muzyka sama się obroni?

Ostatnio można w kinie zobaczyć kilka filmów ukazujących prawdziwe oblicze show-biznesu: „Whiplash”, „Birdman” czy „Polskie gówno”. Oprócz tych premier polecam wam dokumentalny film z 2012 roku, poruszający podobną tematykę – zaskakującego „Sugar Mana”. Warto nadmienić, iż rok po premierze zdobył on Oscara w kategorii filmów dokumentalnych. Autorem scenariusza i reżyserem jest Szwed, Malik Bendjelloul – człowiek nikomu nie kojarzący się z niczym i znany właściwie tylko z tego jednego filmu. Nikt nawet nie wie, że w maju zeszłego roku popełnił samobójstwo. Ale to na marginesie. Bendjelloul, niczym reżyserowie hollywoodzkich thrillerów psychologicznych, stopniuje napięcie. Film zbudowany jest z pewnych etapów. Jakich? O tym za chwilę. Ważne jest jednak to, że za każdym razem, kiedy kolejny etap kończy się powodzeniem, widzowi wydaje się, że za chwilę będzie koniec filmu, bo wszystko się już wyjaśniło. Podczas seansu taka myśl przyszła mi do głowy chyba z pięć razy. Ale film trwał dalej. Okazywało się, że jeszcze można coś odkryć, jeszcze nie skończyła się historia muzyka, który jest głównym bohaterem dokumentu. Każdy kolejny krok  powodował większe zaskoczenie. Więc o co chodzi? „Sugar Man” to opowieść o niezwykłej karierze pewnego artysty. Opowieść, której nie wymyśliłby żaden scenarzysta – mogło ją stworzyć tylko życie. Wyobraźcie sobie, że w ludnym Detroit mieszka skromny muzyk. Idzie z gitarą do klubu, siada w kąciku odwracając się plecami do pozostałych gości lokalu i przy wątłym świetle świecy coś sobie gra. Brzdąka jakąś piosenkę. Nikt nie zwraca na niego uwagi. Wnętrze zasnute jest dymem papierosów, jednak dwóm mężczyznom, z których jeden jest producentem muzycznym, udaje się przedrzeć przez ten dym i tłum. Słyszą piosenkę. Wokół jest gwar, więc muszą natężyć uszy. Nie widzą również twarzy tego człowieka. Ale podoba im się. Właśnie wyłowili perłę. W takich warunkach! Wyobrażacie sobie? Zabierają go ze sobą i nagrywają świetną płytę. I co? Kupują ją w porywach trzy osoby. Nikt nie zwraca na nią uwagi. Jednak przypadkiem trafia ona na Czarny Ląd, gdzie kopiuje się ją w tysiącach egzemplarzy, słucha jej cała Republika Południowej Afryki. Skromny muzyk z Detroit staje się tam gwiazdą, osiąga szczyt popularności. Co z tego, skoro w ogóle o tym nie wie? Informacje o sukcesie jego płyty nie docierają do niego. Przynajmniej nie w czasach świetności. Dowie się o tym wiele lat później. Gdyby ta historia została przestawiona za pomocą filmu fabularnego, nie wywarłaby odpowiedniego wrażenia. Widzowie uznaliby, że to – wprawdzie pomysłowa i dobra, ale jednak – fikcja. Szybko zapomnieliby o filmie, nie drążąc tematu. Drążenie tematu jednak w tym przypadku to słowo klucz. Stephen ‘Sugar’ Segerman, sprzedawca płyt w jednym ze sklepików w RPA, oraz Craig Bartholomew Strydom, amerykański dziennikarz muzyczny, niezależnie od siebie rozpoczynają poszukiwania tego muzyka. Segerman...

Read More
Kiedy diabeł się cieszy
Paź09

Kiedy diabeł się cieszy

Gdy moja mama zaczęła czytać „Listy starego diabła do młodego” C. S. Lewisa, stwierdziła, że trzeba się porządnie skupić, bo tam jest wszystko na odwrót! Dla mnie – wykładnia chrześcijaństwa. Na 152 stronach. „Listy starego diabła do młodego” to powieść epistolarna autorstwa brytyjskiego pisarza, który stworzył świat Narnii. Ujawnia idee chrześcijańskie (w każdym liście stara dotykać się jakiejś innej kwestii, np. pokora i pycha, seksualność, modlitwa, wojna), a podkreśla zwłaszcza jedną – wiarę w piekło i szatana. Po raz pierwszy utwór ukazał się w gazecie „The Guardian” w 1941 r., natomiast pierwsze wydanie książkowe pojawiło się już rok później. „Listy…” zyskały w Wielkiej Brytanii bardzo dużą popularność. Polski tytuł wskazuje bardzo precyzyjnie zawartość książki – zbiór listów, w których doświadczony demon komentuje poczynania młodszego adepta sztuki piekielnego kuszenia. W oryginale tytuł dzieła brzmi „The Screwtape Letters”. Również jest w nim mowa o listach, jednak podaje się jedynie ich nadawcę – Screwtape’a, zatem przed przeczytaniem książki czytelnik nie zna szczegółów owej korespondencji. Dlaczego trzeba przeczytać „Listy…”? Co w nich jest takiego, czego nie ma w innych książkach? Po pierwsze najciekawszym rozwiązaniem jest tutaj odwrócenie wartości. Korespondują ze sobą diabły, więc wszystko to, co uznają one za dobre, powszechnie uważane jest za złe, np. Nasz Dobry Ojciec – szatan Lucyfer, Nieprzyjaciel – Bóg, sprowadzić na dobrą drogę – sprowadzić na drogę grzechu. Stąd ta niewygoda w czytaniu zauważona przez moją mamę. Ale to dobrze. Ma być niewygodnie. Miejscem akcji jest Piekło, osią – proces kuszenia człowieka przez jednego z diabłów (tego młodego). Ów proces ukazany jest jako walka szatana i Boga o duszę ludzką. W powieści czasem nawet stosuje się słownictwo militarne, mające podkreślić bojowość działań obu stron, np. „Nieprzyjaciel, wierny swym barbarzyńskim metodom walki, dozwala nam widzieć krótkotrwałą niedolę swych ulubieńców jedynie po to, by nas drażnić (…)”, „Wyobrażam sobie, że to musiało być w tym stadium rozmowy, gdy odczucie takiego niesprawiedliwego braku zaufania kazało Naszemu Ojcu usunąć się sprzed oblicza Nieprzyjaciela w bezkresną dal z gwałtownością, która dała początek tej śmiesznej nieprzyjacielskiej historii, iż został przemocą wyrzucony z Nieba. Od owej chwili zaczęliśmy dociekać, dlaczego nasz Ciemięzca był aż tak tajemniczy. Cała Jego władza opiera się na tej tajemnicy. Członkowie Jego stronnictwa przyznawali nieraz, że gdybyśmy kiedykolwiek zrozumieli, co On pojmuje przez Miłość, wojna byłaby skończona i weszlibyśmy z powrotem do Nieba”. Ta powieść to ostrzeżenie – bardzo zresztą wyraziste – oraz przyczynek do refleksji – bardzo oryginalny. Po drugie, zwraca najsilniej uwagę na to, co często umyka chrześcijanom lub też czego nie chcą, boją się dopuścić do świadomości – istnienie piekła i diabła! To że sfera transcendentna została wpisana w tak swojską sytuację, jak pisanie listów (wtedy jeszcze...

Read More

Mole książkowe i łowcy autografów

Wydawnictwa, wydawnictwa… Ten numer kręci się wokół wydawnictw, a gdzie jest ich więcej na metr kwadratowy niż na… targach książkowych? Targi w Polsce Targi książkowe, podobnie jak motoryzacyjne, ślubne, kulinarne, turystyczne czy targi pracy, odbywają się w wielkich halach z mnóstwem stoisk. W Polsce w ciągu roku odbywa się kilkanaście takich imprez. Na początku roku w Poznaniu, w kwietniu w Białymstoku, w maju w Warszawie, po przerwie wakacyjnej w Krakowie i Katowicach, a na zakończenie roku – we Wrocławiu. To były targi – nazwijmy je – „ogólne”, ale są też specjalizacyjne – targi książek dla dzieci („Dobre strony” – Wrocław), publikacji naukowych (Warszawa, Wrocław), targi wydawców katolickich (Warszawa), edukacyjne (Kraków, Kielce, Łódź) czy książek historycznych (Warszawa). Wpadka i wótdka Najwięcej mogę wam powiedzieć o targach wrocławskich. Kiedyś nazywały się „Wrocławskie Promocje Dobrych Książek”, w skrócie WPDK – w środowisku wydawniczym pieszczotliwie zwane „wpadką”. W zeszłym roku zmieniono „Promocje” na „Targi”, w wyniku czego zmienił się skrót i środowisko miało zagwozdkę. Szybko się jednak okazało, że z nowego skrótu da się zrobić „wódkę” (albo „wótkę”). Obie nazwy przemiłe, prawda? Oprócz nazwy zmieniła się także lokalizacja – z okolic Galerii Dominikańskiej (Muzeum Architektury i Galeria BWA) impreza przeniosła się na dworzec główny. Zdziwienie? Nie! Był to strzał w dziesiątkę! Na przepięknie odremontowanym piętrze dworca zmieściło się więcej wystawców, spotkania z autorami i stoiska były w jednym miejscu (a nie jak wcześniej oddalone od siebie o pół kilometra), dostępna też była przytulna kawiarenka w zapierającej dech w piersiach sali sesyjnej, a na targi mogli zajrzeć czekający na pociąg. Pytani przeze mnie wydawcy również uważali, że w nowym miejscu jest więcej przestrzeni i „oddechu”. Podczas targów 2012 r. do spotkania z Małgorzatą Musierowicz w Muzeum Architektury ustawiła się tak wielka kolejka czytelników, że zablokowała ona cały ruch w budynku. Autorki nie było we Wrocławiu od kilkunastu lat, więc organizatorzy mogli spodziewać się (przewidzieć?) tłumu fanów. To wydarzenie pewnie nie było czynnikiem decydującym o zmianie lokalizacji, ale na pewno rozdrażniło odwiedzających. A tych nie brakuje. Z wrocławskimi targami jestem związana od kilku lat i często spotykam osoby, które pamiętają początki tej imprezy odbywającej się już od 20 lat. Co roku projektowana jest specjalna pieczątka – tzw. exlibris – którą wolontariusze przybijają w zakupionych podczas targów książkach. Od kuchni Targi można oglądać z trzech stron – wydawcy, gościa i organizatora. Wydawca (choć najczęściej przyjeżdżają na targi marketingowcy) ma nie za fajnie: stoi właściwie cały dzień przez kilka dni od rana do wieczora, ruszyć się nie może, bo stoisko, więc najlepiej jak jest ich dwóch. A jeśli jeden? Kiedy chcą wyjść, proszą o popilnowanie stoiska obsługę-łamane-przez-wolontariuszy. To druga strona targów. Cierpliwie wskazują gościom kierunki, sale, odpowiadają...

Read More