Bądźmy dla siebie dobrzy
Mar24

Bądźmy dla siebie dobrzy

Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych» (Mk 12, 28b-34) Jeszcze trochę będzie o miłości. I o nienawiści. Bo wychodzi na to, że równie chętnie jednym i drugim szastamy w każdą stronę. Dla jednych jesteśmy najlepszymi na świecie ludźmi. Innych mamy w zwyczaju mieszać z błotem. A powody tego bywają nierzadko trywialne do granic możliwości. Problemem w tym wszystkim jest to, że (za) bardzo cenimy sobie wszystko co jest nasze. Własne. A zwłaszcza uwielbiamy cenić swoją własną opinię, próbując ją wepchnąć każdemu do gardeł. Wystarczy, że ktoś tej opinii nie podziela, a od razu staje się największym wrogiem, którego tak bardzo nienawidzimy, że nie potrafimy tego wyrazić. Problemem jest to, że w dzisiejszym świecie moja prawda jest bardziej mojsza niż twoja. A racje innych nie są w ogóle przyjmowane do wiadomości, uważane za idiotyzm, głupotę i niewiadomo jeszcze co. Problem w tym, że egocentryczny człowiek wymyślił sobie, że to co ma w głowie jest najprawdziwsze i najbardziej prawidłowe. Wartości innych muszą być zdeptane, wyśmiane, pogardliwie zepchnięte jako nic nieważne. Zgodnie z zasadą, że kto nie jest z nami, ten na pewno jest przeciwko nam. Czy tak trudno w dzisiejszym świecie być dla siebie dobrym? Czy trzeba od razu się wyzywać, gardzić sobą nawzajem i poniżać? Czy tak trudno zobaczyć człowieka w człowieku? Zamiast tworzyć mury, to je burzyć? Nigdy nie będzie na świecie dobrze, jeśli jeden będzie występował przeciwko drugiemu. Nigdy nie będzie dobrze, jeśli jeden będzie do drugiego pałał taką nienawiścią jaką można dostrzec np. w mediach, w internecie, na portalach społecznościowych. Nigdy nie będzie dobrze, jeśli będziemy traktować się wzajemnie jak wrogów. Bo prawda jest taka, że możemy się ze sobą nie zgadzać, możemy mieć różne zdanie w jakimś temacie, możemy próbować dojść do jakiegoś środka… Tylko po co od razu się...

Read More
Nienawistny jak człowiek
Mar17

Nienawistny jak człowiek

Izrael miłował Józefa bardziej niż wszystkich innych swych synów, jako urodzonego w podeszłych jego latach. Sprawił mu też długą szatę z rękawami. Bracia Józefa, widząc, że ojciec kocha go bardziej niż ich wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim rozmawiać. Kiedy bracia Józefa poszli paść trzody do Sychem, Izrael rzekł do niego: «Czyż twoi bracia nie pasą trzody w Sychem? Chcę cię posłać do nich». Józef udał się więc za swymi braćmi i znalazł ich w Dotain. Oni ujrzeli go z daleka i zanim się do nich przybliżył, postanowili podstępnie go zgładzić, mówiąc między sobą: «Oto tam nadchodzi ten, który miewa sny! Teraz zabijmy go i wrzućmy do którejkolwiek studni, a potem powiemy: Dziki zwierz go pożarł. Zobaczymy, co będzie z jego snów!» (Rdz 37, 3-4. 12-13a). Zadziwiające jest to, jak mocno człowiek potrafi nienawidzić! Nie ma na świecie stworzenia, które by w taki sposób nienawidziło jak człowiek. Tak mocno nienawidzimy, że to zaślepia każdy osąd. Nienawiść przysłania każde inne uczucie. Nienawiść prowadzi do największych tragedii i staje się przyczyną największego zła. Trudno to zrozumieć, zwłaszcza że człowiek został stworzony do miłości. A tymczasem wystarczy drobny bodziec, ziarno zazdrości i chciwości, aby rozkwitły chwasty nienawiści, blokując owoce dobra. Pożywiając te chwasty, człowiek pogrąża się coraz bardziej w ciemności. Zamiast się ich pozbyć, pozwala im rosnąć. Czasem wydaje się, że największe przykazanie nie powinno brzmieć: „Kochaj!”. Zamiast tego powinno być dosadnie powiedziane „Nie nienawidź!”. Co z tego, że kierujemy się przykazaniem miłości względem jednego człowieka, skoro nienawidzimy do szpiku kości innego. Co z tego, że pełni ubogacających i wzniosłych uczuć do kogoś, innych obdarzamy jedynie pogardą i jadem. Pełno w nas niechęci do innych. Warto czasem zastanowić się nad tym, czy są w naszym życiu osoby, których nienawidzimy. Ile jest takich osób, co do których odnosimy się z pogardą? Jak często względem drugiego człowieka okazujemy niechęć, odczuwamy obrzydzenie? Czy jest to spowodowane zazdrością, a może brakiem przebaczenia? Warto, szczególnie w Wielkim Poście, przewartościować swoje życie. Wyciągnąć rękę do kogoś, kogo nie darzymy sympatią. Pogodzić się z tymi, do których już jakiś czas żywimy urazę. Nie nienawidzić....

Read More
Bóg nie chce śmierci grzesznika
Mar10

Bóg nie chce śmierci grzesznika

Tak mówi Pan Bóg: Jeśliby występny porzucił wszystkie swoje grzechy, które popełniał, a strzegłby wszystkich moich ustaw i postępował według prawa i sprawiedliwości, żyć będzie, a nie umrze: nie będą mu policzone żadne grzechy, jakie popełnił, lecz będzie żył dzięki sprawiedliwości, z jaką postępował. Czyż tak bardzo miałoby mi zależeć na śmierci występnego – mówi Pan Bóg – a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył? A gdyby sprawiedliwy odstąpił od swej sprawiedliwości i popełniał zło, naśladując wszystkie obrzydliwości, którym się oddaje występny, czy taki będzie żył? Żaden z wykonanych czynów sprawiedliwych nie będzie mu policzony, ale umrze on z powodu nieprawości, której się dopuszczał, i grzechu, który popełnił. (Ez 18, 21-28) Czasem trudno jest to człowiekowi zrozumieć, ale Bóg tak mocno nas kocha, że jest gotów wybaczyć wszystko. Całe swoje życie można żyć w grzechu, popełniając zło i dokonując samych świństw, a Bóg i tak to wybaczy i przyjmie z miłością. Mówi o tym wiele przypowieści i biblijnych opowieści. Mówił o tym Chrystus wielokrotnie, mówili prorocy i apostołowie. Cała Dobra Nowina opiera się na miłości i przebaczającym Bogu. Jest w tym wszystkim tylko jedno „ale”, które ogranicza się do tego, że człowiek musi wykonać pierwszy krok. Bóg po prostu czeka. Czasem działa, ale w żaden sposób nie ograniczając decyzyjności człowieka, bo to właśnie on musi postanowić o zmianie swojego życia. To właśnie człowiek musi wybrać nawrócenie. Prorok Ezehiel podał idealną i bardzo jasną procedurę, w jaki sposób skorzystać z Bożej Miłości. Trudno to jeszcze dokładniej opisać. Krok pierwszy: niech niesprawiedliwy porzuci wszystkie grzechy. Krok drugi: niech postępuje według prawa i przestrzega sprawiedliwości. Krok trzeci: niech wystrzega się wszelkiego zła. Wszystko to zdaje się dziecinnie proste. W rzeczywistości często nie jest. Zło jest z pozoru atrakcyjne i stanowi o wiele łatwieszy wybór. Zło nie wymaga od nas wyrzeczeń i kusi przyjemnościami. Zło daje złudzenie dobra, przekonując, że to, czy tamto nie wyrządzi nam żadnej krzywdy. Problem z w tym, że zło wystawi nam rachunek na końcu i będzie on ogromny. W Wielkim Poście ta Boża Miłość uwydatnia się o wiele bardziej. W końcu wspominamy Mękęi i Śmierć Bożego Syna, który życie swoje oddał za człowieka. W Wielkim Poście warto więc zrewidować swoje życie, przeprowadzić jego całościowy audyt i dokonać pewnych zmian, aby wszystko, co grzeszne i złe, od siebie oddalić. Decyzja o tym powinna być pierwszym naszym krokiem, aby Bóg mógł...

Read More
Przemiana zamiast smutku
Mar03

Przemiana zamiast smutku

"Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Ty tego nie uznałeś?" Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie i uciskacie wszystkich swoich robotników. Otóż pościcie wśród waśni i sporów, i wśród niegodziwego walenia pięścią. Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości. Czyż to jest post, jaki Ja uznaję, dzień, w którym się człowiek umartwia? Czy zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem za posłanie – czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu? Czyż nie jest raczej postem, który Ja wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: „Oto jestem!”» (Iz 58, 1-9a) Zdaje się, że Kościół dyktuje nam stan emocjonalny w jakim mamy egzystować. I nie piszę tego z wyrzutem, czy w jakiejś negatywnej konotacji. Po prostu: okresy w roku liturgicznym są tak poukładane, że wiemy kiedy mamy się radować, kiedy smucić; kiedy oczekiwać w radości, a kiedy umartwiać wyrzeczeniami. Wielki Post z reguły kojarzony jest ze smutkiem. Fakt – wspominamy w tym czasie Mękę Pańską i wszystko co wycierpiał Jezus za nasze grzechy. Raczej nie jest to powód do wesołkowania. Warto jednak spojrzeć na Wielki Post nieco inaczej. Problem często leży w samym fundamencie przeżywania tego czasu. Posmucimy się przez te 40 dni, jakieś wyrzeczenia sobie ustalimy, zrezygnujemy ze słodyczy na ten czas czy z kawy albo z alkoholu. A potem powrót do radości, do codziennych przyzwyczajeń. Uff, post się skończył, mogę zeżreć czekoladę albo wypić piwo. Nareszcie! Trzeba więc nam na to spojrzeć nieco inaczej. Przede wszystkim skupić się na tym, że Post to nie tylko czas smutku i ciągłego umartwiania się, ale przede wszystkim przemiany – diametralnej, trwałej, bezwzględnej. Rezygnacja z czegoś na wielkopostny czas powinna być pierwszym krokiem do zmian w życiu, w postępowaniu, powinna stanowić odwrócenie się od tego, co złe i grzeszne. I w końcu trzeba nam pamiętać, że Wielki Post składa się z trzech elementów: postu, modlitwy i jałmużny. Bez nich, odpowiednio dozowanych, cały ten okres nie ma tak naprawdę sensu. W ramach postu decydujemy się na jakieś wyrzeczenia, a w ramach modlitwy uczestniczymy w nabożeństwach wielkopostnych. W ramach jałmużny okazujemy miłosierdzie innym i wypełniamy dobre uczynki. Całość ma stać się początkiem naszego nawrócenia, aby po kolejnym Wielkim Poście w naszym życiu odczuć realne zmiany na...

Read More
Pozytywne zmiany w małżeństwie są jego ratunkiem
Sty19

Pozytywne zmiany w małżeństwie są jego ratunkiem

Praca nad małżeństwem to ciężki kawałek chleba, jednak bez tego jesteśmy skazani na porażkę. Jakość naszego związku małżeńskiego nie musi być byle jaka, jeśli tylko zechcemy się o nią postarać. „To jakość relacji z najbliższymi, nie zaś fakt ich tworzenia, sprawia, że jesteśmy zdrowsi i szczęśliwi” – przekonuje Marlena Bessman-Paliwoda, założycielka grupy „Małżeństwo – mamy się dobrze”. Anna Zemełka: Skąd pomysł na założenie grupy dla małżeństw? Marlena Bessman-Paliwoda: Pod koniec 2014 roku założyłam stronę www.MamySie.pl. Na łamach bloga pokazuję, że szczęśliwe małżeństwo jest możliwe. Za cel stawiam sobie walkę ze stereotypem małżeństwa wypalającego miłość dwojga ludzi, którzy się na nie zdecydowali, ale także chcę zachęcać do pracy nad swoim małżeństwem, poznawania siebie nawzajem, pogłębiania relacji. Teraz słyszy się, że związek małżeński to „współczesna forma niewolnictwa”. Kojarzy się z utratą wolności, spisaną na straty próbą utrzymania uczuć i tym, że „dalej tak pięknie nie będzie”. W rzeczywistości to tylko stereotypy… – Tak. Swoje odzwierciedlenie mają w spadającej liczbie zawieranych małżeństw (tendencja ta widoczna jest od 2008 roku). Do tego małżeństwa się rozpadają – w 2013 r. rozwiodło się ponad 66 tysięcy par małżeńskich – o 1,6 tysiąca więcej niż w 2012 roku. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, nie przygotowujemy się odpowiednio do małżeństwa, po drugie, biernie w nim trwamy. Jego stanem zajmujemy się dopiero wtedy, gdy zaczyna się rozpadać lub przechodzi kryzys. Właśnie dlatego zaczęłam prace nad programem profilaktyki dla małżeństw, którą szczególnie kieruję do młodych małżonków i osób myślących w niedalekiej przyszłości o zawarciu związku małżeńskiego. Tu pojawił się pomysł założenia grupy dla małżeństw (ale także narzeczonych) na Facebooku: „Małżeństwo – mamy się dobrze”. Tam wspólnie podejmujemy pracę warsztatową. Miałaś jakieś obawy, że to się nie przyjmie? – Na samym początku obawiałam się, że będę w tej grupie sama. Jednak rozrastała się ona z minuty na minutę. Dziś liczy ponad pół tysiąca osób. Myślę, że wyróżnia ją wysoki poziom zaufania i życzliwości. Są w niej ludzie o różnych poglądach, jednak zawsze potrafimy się kulturalnie nimi wymienić i wspierać. Jak wygląda struktura grupy? – Grupa zaczęła się kształtować na bazie wyzwania dla małżeństw, które stworzyłam. Po jego zakończeniu wprowadziłam tygodniowy cykl życia, na który składa się określony z góry temat dyskusji, małe zadanie na dany dzień dla małżeństw, dzielenie się twórczymi sposobami na rozwiązanie jakiegoś problemu. Mamy też dzień dzielenia się wartościowymi treściami. Dostaję wiele sygnałów, że te narzędzia pomagają w zbliżeniu się do siebie małżonków. Ważne są tu także przykład i motywacja, jakimi obdarzają siebie wzajemnie małżonkowie z grupy. Podpowiadają sobie różne rozwiązania, proponują, co warto w danej sytuacji wypróbować. Ci ludzie to siła napędowa grupy. Czyli warto pracować nad swoim małżeństwem? – Oczywiście, że tak! Potwierdzają to...

Read More
Tam dom twój, gdzie serce twoje
Sty19

Tam dom twój, gdzie serce twoje

Nominowany do zeszłorocznych Oscarów za najlepszy film „Brooklyn” (2015) to opowieść cicha, spokojna, bez nagłych zwrotów akcji, spektakularnych pościgów czy kontrowersyjnych scen. To przede wszystkim historia młodej kobiety, która próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie. Fabuła jest bardzo prosta. Przenosimy się do niewielkiej mieściny w Irlandii, gdzie młoda dziewczyna szykuje się do wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Ta wyprawa ma być dla niej ogromnym krokiem w przód, momentem decydującym, który przyczyni się do ustatkowania. Za oceanem czeka na nią praca i wykształcenie. Czeka na nią przyszłość. Opuszcza więc matkę i starszą siostrę, aby znaleźć szczęście na innym kontynencie. Pomimo początkowej tęsknoty i problemów z asymilacją, Ellis Lacey z czasem odnajduje się w nowym miejscu, głównie za sprawą przystojnego młodzieńca, z którym przeżywa romantyczne chwile. Niestety w pewnym momencie, po tragicznych wydarzeniach w domu rodzinnym, Ellis musi wrócić do Irlandii i zdecydować, co dalej ma robić ze swoim życiem. Film przede wszystkim próbuje przekonać widza do starej prawdy, że dom człowieka znajduje się tam, gdzie jego serce. Nie musi to być miejsce urodzenia albo dojrzewania, dom rodzinny czy miejsce wychowania. Nie jest on związany z żadną konwencją, wypracowanym modelem czy powielanym stereotypem. Człowiek sam musi zdecydować, gdzie czuje się „jak w domu”, co nierzadko jest bardzo trudne do rozstrzygnięcia. Zmagania Ellis dotyczą każdego i w pewnym momencie wszyscy musimy dokonać wyboru. Inny przekaz filmu mówi, że niekoniecznie wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Czasem miejsce, do którego wydaje ci się, że przynależysz, okazuje się wrogie i prędzej czy później cię odtrąci. Co więcej, nie od samego początku może to być oczywiste. Chociaż „Brooklyn” (2015) może skończyć się na dwa sposoby i odbiorca ma tego świadomość, to żaden z nich nie jest od początku do końca tym pewnym. Ellis ma do podjęcia bardzo ważną decyzję zaważającą na jej życiu, jednak właściwie do samego finału trudno przewidzieć, jaki będzie werdykt. Przesłanki często się zmieniają i kiedy już wydaje się, że decyzja dziewczyny będzie taka, a nie inna, następuje coś, co zmienia sytuację o 180⁰. To jeszcze dobitniej pokazuje, z jak trudnym dylematem boryka się główna bohaterka i jakie opory budzi w niej podjęcie konkretnego wyboru. Prosta historia ubrana jest w jeszcze prostszą formę. Brak tutaj zapierającej dech w piersiach akcji, zmieniających się jak w kalejdoskopie kadrów, udziwnionych ujęć czy kontrowersyjnych scen. Nawet erotyczne uniesienia pomiędzy bohaterami zostały ukazane z dobrym smakiem, bez zbędnej nagości czy szokujących elementów. Dla niektórych film może wiać nudą, bo sceny zdają się być wydłużane. Dostajemy analizę psychologiczną bohaterów zamiast wartkiej akcji. Jednak dla wielu ta delikatność będzie stanowiła mocną stronę całej produkcji. Dopełnieniem wszystkiego jest ścieżka dźwiękowa autorstwa Michaela Brooka. Kanadyjski kompozytor znany jest przede wszystkim z muzyki...

Read More
O Zenku Martyniuku i zacofanych Polaczkach
Sty03

O Zenku Martyniuku i zacofanych Polaczkach

Podobno Sylwester z Dwójką miał dwa razy większą oglądalność niż Sylwester z TVN. Ból nie do opisania przeżywają z tego powodu wszelkiej maści nowocześni, oświeceni i wykształceni dziennikarze z wielkich ośrodków. Publicyści sympatyzujący z okołoopozycyjną sferą polityczną doszukują się miliona powodów, dla których oglądalność prezentuje się tak, a nie inaczej. Wina oczywiście jest po stronie Polaczków-Cebulaczków, którzy wolą dysko-polo, a nie jakieś bardziej wysublimowane muzyczne klimaty. Winę próbuje się zwalić na PiS, Kurskiego i cały świat. Winy natomiast nie widzi się u siebie samych. Krzysztof Majak dla naTemat.pl spłodził nawet na ten temat tekst pt.: „Polska Chylińskiej kontra Polska Zenka Martyniuka. Ta pierwsza już w zasadzie nie istnieje”, w którym przedstawia swoje odkrywcze tezy. Zastanawia się on w swoim felietonie, dlaczego TVP2 znokautowała TVN, skoro wystawiła (zdaniem Majaka) swoje największe gwiazdy, gdy telewizja polska zdecydowała się na jakieś badziewie pokroju Zenka Martyniuka. Oczytany i wykształcony dziennikarz dochodzi do wniosku, że to przez Polaków spod znaku 500+ – tych niewykształconych, zacofanych, ciemnych, zamieszkujących wiejskie tereny, którzy są tak niewymagający, że sprzedadzą się za „Twe oczy zielone”. Tych Polaków, którzy zadowolą się byle czym, bo już dawno przestali wymagać czegoś więcej. Problem polega na tym, że ów tekst świetnie dostarcza zupełnie innych powodów, dla których ludzie wybrali Martyniuka, a nie Chylińską. Owym powodem jest wybujałe ego autora (jak i całej tej medialnej, uważającej się za lepszą intelektualnej masy pokroju portalu naTemat.pl i TVN-u) oraz poczucie, że inni są gorsi. Ci, których uważa się za głupszych, wcale tacy głupi nie są i doskonale mają świadomość tego, kiedy pluje się im w twarz. A narcyzm Majaka i poczucie wyższości to jeden z wielu powodów, dla których ludzie mają tego po prostu dosyć. Wołając nieustannie o podziałach, jakie aktualna władza powoduje między ludźmi, niektórzy nie zauważają, że sami te podziały tworzą. Ileż to powstało po ostatnich wyborach tekstów o tym, że PiS wygrał, bo głosowali na niego sami głupi, niewykształceni i w ogóle największa ciemnota! W końcu jak zauważa Majak: „Żyjemy w Polsce PiS-u, 500+ i Zenka Martyniuka. Efekt? Większość jest zadowolona, bo ludzie dostają to, czego chcą i co lubią”. Co można z tego wyczytać? Żyjemy w Polsce, gdzie większość ludzi to durnie, nie mający o niczym pojęcia. Samozwańczym „elitom” wydaje się, że mogą innych poniżać. Problem w tym, że takie elity długo się nie utrzymają i w końcu sięgną dna. Zaczyna być coraz bardziej widoczne, że tam się zbliżają, skoro Wyborcza traci czytelników, a TVN ma coraz niższą oglądalność. To nie wynika z tego, że ludzie są głupi. To wynika z tego, że ludzie nie chcą być traktowani jak nic niewarte śmieci. Póki niektóre środowiska nie nauczą się szacunku do drugiego człowieka,...

Read More

Grzechy główne świątecznej telewizji

W święta bożonarodzeniowe wszelka telewizja i wszystkie stacje powinny zawiesić nadawanie swoich świątecznych ramówek. Wszystko przez to, że niczego ciekawego i pożytecznego do naszego życia nie wniosą. Telewizja w święta to prawdziwe odstawianie szopki, bynajmniej nie bożonarodzeniowej. Każda ze stacji stara się jak może, żeby swojego odbiorcę wprowadzić w świąteczny nastrój, by tematycznie odpowiedzieć na potrzeby rynku i w końcu, by zarobić jak najwięcej pieniędzy na oglądalności. A ograniczony lud to kupuje, bo podczas świąt w wielu domach telewizor jest włączony od rana do późnej nocy. Telewizję oglądamy pomiędzy jednym a drugim kawałkiem sernika, zagryzając karpiem w galarecie czy przyjmując kolędników. Oglądamy ją nawet wtedy, gdy świadomie nie patrzymy. Dodatkowo w ogóle nie zauważając w tym wyjątkowym okresie głównych grzechów telewizji. PO PIERWSZE: MASŁO MAŚLANE Jak to jest, że w święta ciągle się o nich mówi? W ciągu tych kilku dni szeroko pojęta tematyka świąteczna rozbijana jest na milion czynników pierwszych – w końcu we wszystkim, co już znane i omówione można znaleźć coś, o czym da się powiedzieć w inny sposób. Nieustannie magluje się ten temat. W każdej świątecznej ramówce nie może zabraknąć studia specjalnie przyozdobionego na tę okoliczność – głównym zadaniem takiej aranżacji jest to, żeby gadające głowy mogły nawijać o świętach. Bo w tym okresie nic tak nie cieszy, jak słuchanie o tym, w jaki sposób spędziła święta w rodzinnym domu ta czy inna piosenkarka. Nic tak nie ciekawi, jak słuchanie o tym, jakie świąteczne tradycje pamięta ten czy tamten aktor. Przecież choinkę, 12 wigilijnych potraw i dzielenie się opłatkiem mało który widz zna. A już takie nowości, jak pierwsza gwiazda, śpiewanie kolęd po wspólnej wieczerzy czy wolne miejsce przy stole, to tradycje, które dla wielu są czarną magią. PO DRUGIE: ODGRZEWANE KOTLETY Nic tak nie nabija telewizyjnej kabzy, jak odgrzewanie nieustannie tych samych filmowych szlagierów. Bo w końcu święta bez „Kevina…”, to nie święta. Warto również dorzucić do tego „Szklaną pułapkę” – nie ma znaczenia, że przecież jest tak mało świąteczna. Składa się za to z 5 części, które można serwować widzom dzień po dniu. A po wyświetleniu wszystkich czas jeszcze na powtórki! Do tego dochodzą inne kiczowate filmy, które święta przedstawiają w skrzywionym zwierciadle – wszystkie te „Śnięte Mikołaje” i inne mnożone po stokroć wariacje na temat brodatego staruszka w czerwonym wdzianku umilają świąteczne popołudnia i wieczory. Nie należy również zapominać o polskiej kinematografii, którą jakiś wewnętrzny patriotyzm każe promować. Prym wiodą tutaj komediowo-romantyczne produkcje pokroju „Tylko mnie kochaj”, "Dlaczego nie" czy klasyka polskiego kina – „Vabank”, „Miś” i „Chłopaki nie płaczą”. Nie może również zabraknąć propozycji dla najmłodszych odbiorców, więc trzeba wygrzebać z telewizyjnego archiwum coś, co się sprawdza, czyli jak co roku...

Read More
Kilka refleksji o bożonarodzeniowej dobroci
Gru23

Kilka refleksji o bożonarodzeniowej dobroci

Święta to czas, kiedy powinniśmy być dla siebie nawzajem milsi. To czas, kiedy spory powinny milknąć, a podziały – zanikać. To taki wyjątkowy okres, w którym ludzie powinni stawać się lepsi. I w dużej mierze tak własnie jest! Świąteczny czas powoduje, że w ludziach uaktywniają się pokłady dobra. Skala zaangażowania w różnorakie charytatywne akcje z roku na rok przerasta najśmielsze oczekiwania. Wielu włączyło się w Szlachetną Paczkę, w wolontariat i przygotowywanie kolacji wigilijnych dla bezdomnych. Znaleźli się też tacy, którzy odwiedzali z mikołajkowymi prezentami domy dziecka. Inni organizują świąteczne spotkania dla samotnych i ubogich, jeszcze inni angażują się w pomoc bezdomnym zwierzętom. Przejawy ludzkiego dobra można by wymieniać i wymieniać. Święta stają się świetnym przełącznikiem szarej codzienności w codzienność przepełnioną cudami. Oprócz tego zdecydowanie milsi jesteśmy dla siebie nawzajem, w swoich wspólnotach, w swoim otoczeniu codziennym, w gronie rodzinnym. Obdarowujemy się prezentami, a także ciepłym słowem. Staramy się nie wchodzić w konflikty ze sobą, zażegnujemy dawne spory, zapominamy o tym, co było złe. Nie ma w nas niechęci do drugiego człowieka. Wspólnie spędzamy czas, niepoganiani żadnymi obowiązkami. W końcu najważniejszy staje się człowiek. Nawet w szaleństwie przedświątecznych zakupów i wszelakich przygotowań ludzie są dla siebie lepsi. Mimo że kolejki w sklepach zdają się niekończące, a korki na ulicach mogą doprowadzić do zwątpienia, to jednak świąteczna atmosfera pomaga sobie z tym poradzić. Okołoświątecznym zmaganiom zdecydowanie częściej towarzyszą serdecznie uśmiechy niż niekontrolowane wybuchy złości. Jest to fenomen, który uaktywnia się raz do roku, właśnie w tym wyjątkowym czasie i raczej trudno takie efekty uzyskać z jakiejś innej okazji. Wpatrzeni w mieniącą się światełkami choinkę, zatopieni w Małym Dzieciątku, leżącym w kościelnej stajence, odzyskujemy na nowo nadzieję, którą często życie codzienne nam pożera. Życie przestaje wydawać się takie trudne, problemy nieco bledną i liczy się tylko i wyłącznie ta jedna chwila – chwila, kiedy Miłość się rodzi. A w nas rodzi się pragnienie, aby się tą miłością ze wszystkimi dzielić. W ludziach rodzi się specyficzna potrzeba przebywania w czyimś towarzystwie i nikt nie chce być sam w te dni. Dzielenie się radością staje się zaraźliwe i reakcją łańcuchową dotyka kolejnych ludzi. I chyba to jest w tym wszystkim najpiękniejsze! Wyjść do drugiego człowieka, zarazić go radością, sprawić, by na jego twarzy zagościł uśmiech! Jest to wszystko w jakimś stopniu zrozumiałe. Święta Bożego Narodzenia mają tę szczególną aurę wyjątkowości i ciągle towarzyszy nam przeświadczenie o cudach, które mogą się wydarzyć i które są możliwe. To taki restart duchowy dla człowieka, wewnętrzne oczyszczenie. Radość sprawia myśl, że oto Bóg się rodzi, że przyjmuje nasz słabe, niedoskonałe ciało i staje się jednym z nas. Jak tu nie być dla siebie wyjątkowym, skoro Wszechmocny tak bardzo...

Read More
Tylko w Chrystusie nasze wyzwolenie
Cze24

Tylko w Chrystusie nasze wyzwolenie

Święty Paweł po raz kolejny podaje nam kwintesencję wiary chrześcijańskiej. Kto by pomyślał, że jest nią Wolność, skoro Kościół dyktuje człowiekowi tyle nakazów, zakazów i zasad do wypełnienia? Trzynasta niedziela zwykła daje na to odpowiedź. (Ga 5, 1) Trzeba nam na to wszystko spojrzeć od zupełnie innej strony. Kiedy świat postrzega Kościół i wiarę jako totalne zniewolenie i ustawianie własnego życia pod dyktando z góry ustalonych zasad, warto zastanowić się co tak naprawdę człowieka zniewala, a co gwarantuje mu wolność. Świat przekonuje, że to właśnie w nim możemy odnaleźć pełnię wolności. Dlatego dostajemy wszystko, czego pragniemy. Spełniane są nasze różnorakie zachcianki, możemy mieć właściwie każdą rzecz, jaka nam się zamarzy. Zastanawiające jest więc to, dlaczego ludziom ciągle czegoś brakuje, dlaczego wielu ludzi nie może odnaleźć szczęścia.   Naszym największym zniewoleniem jesteśmy my sami dla siebie. Dajemy się kierować własnymi pożądliwościami, chceniami, ciągłymi pragnieniami, które nieustannie rosną i zdają się nie mieć końca. Jeśli mamy wiele, chcemy mieć jeszcze więcej. Wszystko powinno być na nasze zawołanie i do naszej dyspozycji. Wiele jest tych węzłów, które trzymają nas spętanych i nie pozwalają nam tak naprawdę żyć. Jesteśmy jak ci ludzie z fragmentu Ewangelii, którzy owszem, pójdą za Jezusem, ale muszą jeszcze kilka spraw załatwić, muszą zająć się majątkiem, muszą się pożegnać. My też mamy wiecznie coś do załatwienia, a Boga spychamy "na potem".  Tylko i wyłącznie w Chrystusie jest nasze wyzwolenie. Jednak nie jest to wolność, rozumiana jako "hołdowanie ciału", jak to określił św. Paweł. To wolność, będąca prawdziwym oswobodzeniem z wszelkich możliwych łańcuchów, które nas mocno trzymają w świecie doczesnych przyjemności. Trzeba iść za tym, czego pragnie dusza, pamiętając, że "Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie."  Trzynasta niedziela zwykła obfituje w liturgię słowa, która zapewnia, że zdecydowanie warto porzucić wszystko, aby iść za Jezusem. Wyzwolić się z kajdan grzechu, z kajdan codziennych niewoli i pożądliwości, które dyktują nam w jaki sposób powinniśmy żyć. Trzeba sobie przede wszystkim uświadomić, że jedyne wyzwolenie jakie istnieje to wyzwolenie w Jezusie. Na zawsze i na wieki!   LITURGIA SŁOWA...

Read More