Rozliczeni będziemy z miłości
Gru13

Rozliczeni będziemy z miłości

Rachunek sumienia można ogarnąć na dwa sposoby: odbębnić serię pytań z pierwszej lepszej książeczki do nabożeństw, albo przysiąść i trochę z tym swoim sumieniem pogadać. Zawsze z tyłu głowy mam, że rozliczeni będziemy przede wszystkim z miłości. I ma to w sumie spory sens. Tam gdzie nie ma miłości, jest zło. Tam, gdzie w naszym życiu brakuje miłości, pojawia się grzech. Bo z jakiej strony by na to nie spojrzeć, to każdy grzech się z tego właśnie bierze. Z braku dobroci, z braku współczucia, z braku pewnej cnoty. Wbrew pozorom – jeśli ktoś się oczywiście chce do tego przyłożyć – rachunek sumienia, to trudna rzecz. Zwłaszcza jeśli odprawiamy go od święta, albo jeśli zwykle zajmuje nam 5 minut, tuż przed spowiedzią. Bo, nie oszukujmy się, większość z nas tak właśnie do tego podchodzi. Na ostatnią chwilę, wciskamy ten nieszczęsny rachunek sumienia gdzieś w resztki wolnego czasu, usprawiedliwiając się różnymi innymi obowiązkami. Może warto nieco inaczej do tego podejść? Zamiast klepać pytanie po pytaniu i przelatywać w myślach poszczególne przykazania, tym razem wejrzeć w głąb siebie i odpowiedzieć na tylko jedno, zasadnicze pytanie: ile było miłości w tym, co ostatnio zrobiłem? Ile było miłości w moich codziennych obowiązkach i w moim podejściu do drugiego człowieka? I w końcu – ile było miłości w mojej relacji z Bogiem? Powinno w tym wszystkim wyjść czarno na białym z czego musimy się z „rozmówić” i co nam na tym sumieniu zalega. Jednak wiadomo, w rezultacie nie zawsze jest tak kolorowo, bo na to potrzeba czasu, potrzeba chwili zastanowienia i odcięcia się od wszelkich rozproszeń, które mamy wokół siebie. Zamknąć się w szafie ze swoimi własnymi myślami i wyciszyć. Oczywiście nie każdy z nas jest wielkim myślicielem i takie podejście do tematu wcale nie będzie dla niego najlepszym rozwiązaniem. Warto więc szukać tego, co się może sprawdzić właśnie dla mnie. Rozwiązania, które będzie czymś więcej, niż tylko testem jednokrotnego wyboru i które faktycznie pomoże nam zrobić rozliczenie ze zła w naszym życiu. Tym bardziej przed świętami dobrze jest się do tego przyłożyć. Skoro w tym okresie sprzątamy każdy kąt swojego domu, myjemy każde okno i polerujemy każdą rzecz, to może warto zrobić też gruntowny porządek ze swoim...

Read More
Sztuka codziennego warczenia
Gru10

Sztuka codziennego warczenia

Żyjemy w niezwykle nerwowych czasach. Codzienność gwarantuje nam sporo powodów, żeby na siebie nawzajem warczeć. Jak rozwścieczone pitbule. Mówi się, że cierpliwość jest cnotą. A współcześnie ta cnota ma jeszcze większą wagę. Osiągnąć pewien stopień cierpliwości, zrezygnować z wybuchu agresji, czy okraszenia każdego wypowiadanego zdania złośliwością, graniczy z cudem. Bo warczymy na siebie nazwajem każdego dnia, o każdej porze, w każdej sytuacji. W autobusie, w pracy, w sklepie czy w zaciszu domowego ogniska. To ostatnie jest najbardziej ironiczne w tym wszystkim, bo przecież dom powinien być miejscem, gdzie wszelkie złe emocje ulatują, a człowiek uspokaja nadszargane nerwy. Bardzo łatwo jest wybuchnąć złością. O wiele trudniej jest ten wybuch powstrzymać. Zwłaszcza kiedy człowiek jest przemęczony, bezradny czy przechodzi jakiś trudny okres w życiu. Zawsze znajdzie się jakieś usprawiedliwienie do wyładowania swoich frustracji na innych. A już najłatwiej wyładować się na tych, których powinniśmy kochać. Nie pomaga tępo w jakim żyjemy. Natłok różnego rodzaju złych emocji i bodźców, które pchają nas ku egoizmowi. Bo brak cierpliwości to przede wszystkim egoizm. Liczą się tylko nasze emocje, odczucia, postrzeganie świata, nasza strona barykady, bo przecież nikt inny nie ma prawa być zmęczonym jak ja, nikt inny nie ma prawa do gorszego dnia. Tylko mi się w życiu coś nie udało, tylko mnie szef okrzyczał z rana i tylko dla mnie zabrakło miejsca siedzącego w tramwaju. Warto zmienić nieco perspektywę. Zamiast na siebie, nakierować ją na innych. Zacząć zauważać ludzi wokół siebie i liczyć się bardziej z tym co oni mogą odczuwać. Postarać się zrozumieć. Policzyć w myślach do dziesięciu. Wziąć głęboki oddech. Wykazać się cierpliwością. Zrezygnować z warczenia chociaż przez chwilę, bo może ten, czy tamten, też dzisiaj nie radzi sobie najlepiej z życiem. A kiedy ktoś nawarczy na ciebie, nie ma potrzeby od razu skakać mu do gardła. Cierpliwość jest cnotą. Bardzo trudną, ale do opanowania. Pracujmy więc nad nią każdego...

Read More
Nie samymi wyrzeczeniami żyje człowiek
Gru04

Nie samymi wyrzeczeniami żyje człowiek

Chociaż wyrzeczenia w życiu codziennym są potrzebne i pomagają człowiekowi rozwijać się i doskonalić, to jednak często prowadzą do skutków odmiennych, niż te zamierzone. Jak nie wpaść w pułapkę przesadzonych restrykcji i poświęceń? Droga do perfekcji nie musi być wcale usłana samymi wyrzeczeniami i wyzwaniami, które będą zabierały nam wszystką przyjemność z życia. Przyjęło się, że jeżeli człowiek robi coś dla własnego zadowolenia, korzysta z tych małych, codziennych radości, to znaczy, że robi coś złego. Bo przecież odpoczniemy w niebie, frajda w życiu to przeżytek. A może by tak pomyśleć przez chwilę o sobie? Sprawić sobie małą przyjemność? Wyjść z klatki narzucanych nam przez innych wymagań, obostrzeń i mechanizmów. Trochę poleniuchować, obejrzeć ulubiony serial czy zjeść czekoladową babeczkę? Nic się przecież nie stanie, kiedy od czasu do czasu poluzujemy pętające nas węzły codziennych obowiązków i zamiast biegać od rana do wieczora, na chwilę przysiądziemy i zrobimy coś dla siebie. Słowo na dziś to: produktywność. Każdą chwilę życia musimy spędzać efektywnie i wykorzystywać każdą sekundę do końca. Dużo przecież się mówi o traceniu czasu na rzeczy niepotrzebne. Najważniejsze przecież żeby każdą chwilę wykorzystać jak najlepiej, żeby stawiać sobie nieustanne wyzwania i je wypełniać. A kiedy tylko wypełnimy już wszystkie, to powinniśmy sięgać po kolejne. Kiedy tylko pozwolimy sobie zboczyć z tej drogi stuprocentowej wydajności, pojawiają się wyrzuty sumienia i poczucie, że zmarnowaliśmy czas. Tymczasem trzeba umieć się zatrzymać, trzeba umieć przeżywać przyjemności. Trzeba umieć odetchnąć i trochę odpocząć. Oczywiście każda przesada jest szkodliwa. Tak jak łatwo wpaść w przesadny pracoholizm, tak samo można pogrążyć się w nieumiarkowanych przyjemnościach. Z życia trzeba czerpać garściami i wykorzystać każdą chwilę jak najlepiej. Dobrze jednak wprowadzić do niego nieco zdrowego rozsądku, który podpowie nam, kiedy powinniśmy zrobić sobie przerwę na małą przyjemność. Może to wypada akurat...

Read More
A może coś więcej?
Gru02

A może coś więcej?

Nasza propozycja na Adwent to zachęta do zrobienia czegoś więcej. Czas start! Chodzi przede wszystkim o to, żeby przekroczyć swoje własne ograniczenia. Żeby wprowadzić nieco zawirowania do szarej codzienności. Żeby wyjść ze skorupki rytuałów, codziennych obowiązków i monotonnych przyzwyczajeń. Żeby czasem z czegoś umieć zrezygnować. To skierowanie się w stronę autentycznego, być może nawet niemal dziecięcego zadziwienia, które pomaga dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. Ale coś więcej nie musi być wcale spektakularne. Co więcej, zaczynanie od czegoś dużego może być zwykłym porywaniem się z motyką na słońce i doprowadzić do bolesnego upadku. W rezultacie może stać się przyczynkiem zniechęcenia i powrotu do wcześniejszych nawyków. Zbyt duże wymagania stawiane samemu sobie na samym początku drogi mogą przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Nie od dziś wiadomo, że z im większej góry spadniesz, tym boleśniej to odczujesz. Można przecież zacząć od czegoś małego. Od dziecięcych kroczków. Zmiany wcale nie muszą być diametralne, a przełom może następować stopniowo. Robienia w życiu „czegoś więcej” też trzeba się nauczyć. Dlatego nasze „Wyzwanie COŚ WIĘCEJ” będzie się składało właśnie z tych małych rzeczy, być może czasem oczywistych. Warto jednak poświęcić chwilę, zastanowić się, przemyśleć. Podjąć refleksję, która może doprowadzić do całkiem ciekawych wniosków. Refleksję, która pomoże zauważyć w naszym – czasem może nudnym – życiu, coś więcej. Gdzieś w tej codziennej gonitwie czasem gubimy sens i zaczynamy brnąć w ciemno. Gubimy też radość, która w Adwencie powinna zacząć kiełkować na nowo. W końcu Adwent, to taka trochę wiosna dla duszy, bo przecież już niedługo zajaśnieje na niebie naszego życia Najjaśniejsze Słońce – Jezus. Dlatego może już pora wyjść poza ramy, które narzuca nam świat i codzienne życie. A może warto zrobić coś...

Read More
Bądźmy dla siebie dobrzy
Mar24

Bądźmy dla siebie dobrzy

Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych» (Mk 12, 28b-34) Jeszcze trochę będzie o miłości. I o nienawiści. Bo wychodzi na to, że równie chętnie jednym i drugim szastamy w każdą stronę. Dla jednych jesteśmy najlepszymi na świecie ludźmi. Innych mamy w zwyczaju mieszać z błotem. A powody tego bywają nierzadko trywialne do granic możliwości. Problemem w tym wszystkim jest to, że (za) bardzo cenimy sobie wszystko co jest nasze. Własne. A zwłaszcza uwielbiamy cenić swoją własną opinię, próbując ją wepchnąć każdemu do gardeł. Wystarczy, że ktoś tej opinii nie podziela, a od razu staje się największym wrogiem, którego tak bardzo nienawidzimy, że nie potrafimy tego wyrazić. Problemem jest to, że w dzisiejszym świecie moja prawda jest bardziej mojsza niż twoja. A racje innych nie są w ogóle przyjmowane do wiadomości, uważane za idiotyzm, głupotę i niewiadomo jeszcze co. Problem w tym, że egocentryczny człowiek wymyślił sobie, że to co ma w głowie jest najprawdziwsze i najbardziej prawidłowe. Wartości innych muszą być zdeptane, wyśmiane, pogardliwie zepchnięte jako nic nieważne. Zgodnie z zasadą, że kto nie jest z nami, ten na pewno jest przeciwko nam. Czy tak trudno w dzisiejszym świecie być dla siebie dobrym? Czy trzeba od razu się wyzywać, gardzić sobą nawzajem i poniżać? Czy tak trudno zobaczyć człowieka w człowieku? Zamiast tworzyć mury, to je burzyć? Nigdy nie będzie na świecie dobrze, jeśli jeden będzie występował przeciwko drugiemu. Nigdy nie będzie dobrze, jeśli jeden będzie do drugiego pałał taką nienawiścią jaką można dostrzec np. w mediach, w internecie, na portalach społecznościowych. Nigdy nie będzie dobrze, jeśli będziemy traktować się wzajemnie jak wrogów. Bo prawda jest taka, że możemy się ze sobą nie zgadzać, możemy mieć różne zdanie w jakimś temacie, możemy próbować dojść do jakiegoś środka… Tylko po co od razu się...

Read More
Nienawistny jak człowiek
Mar17

Nienawistny jak człowiek

Izrael miłował Józefa bardziej niż wszystkich innych swych synów, jako urodzonego w podeszłych jego latach. Sprawił mu też długą szatę z rękawami. Bracia Józefa, widząc, że ojciec kocha go bardziej niż ich wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim rozmawiać. Kiedy bracia Józefa poszli paść trzody do Sychem, Izrael rzekł do niego: «Czyż twoi bracia nie pasą trzody w Sychem? Chcę cię posłać do nich». Józef udał się więc za swymi braćmi i znalazł ich w Dotain. Oni ujrzeli go z daleka i zanim się do nich przybliżył, postanowili podstępnie go zgładzić, mówiąc między sobą: «Oto tam nadchodzi ten, który miewa sny! Teraz zabijmy go i wrzućmy do którejkolwiek studni, a potem powiemy: Dziki zwierz go pożarł. Zobaczymy, co będzie z jego snów!» (Rdz 37, 3-4. 12-13a). Zadziwiające jest to, jak mocno człowiek potrafi nienawidzić! Nie ma na świecie stworzenia, które by w taki sposób nienawidziło jak człowiek. Tak mocno nienawidzimy, że to zaślepia każdy osąd. Nienawiść przysłania każde inne uczucie. Nienawiść prowadzi do największych tragedii i staje się przyczyną największego zła. Trudno to zrozumieć, zwłaszcza że człowiek został stworzony do miłości. A tymczasem wystarczy drobny bodziec, ziarno zazdrości i chciwości, aby rozkwitły chwasty nienawiści, blokując owoce dobra. Pożywiając te chwasty, człowiek pogrąża się coraz bardziej w ciemności. Zamiast się ich pozbyć, pozwala im rosnąć. Czasem wydaje się, że największe przykazanie nie powinno brzmieć: „Kochaj!”. Zamiast tego powinno być dosadnie powiedziane „Nie nienawidź!”. Co z tego, że kierujemy się przykazaniem miłości względem jednego człowieka, skoro nienawidzimy do szpiku kości innego. Co z tego, że pełni ubogacających i wzniosłych uczuć do kogoś, innych obdarzamy jedynie pogardą i jadem. Pełno w nas niechęci do innych. Warto czasem zastanowić się nad tym, czy są w naszym życiu osoby, których nienawidzimy. Ile jest takich osób, co do których odnosimy się z pogardą? Jak często względem drugiego człowieka okazujemy niechęć, odczuwamy obrzydzenie? Czy jest to spowodowane zazdrością, a może brakiem przebaczenia? Warto, szczególnie w Wielkim Poście, przewartościować swoje życie. Wyciągnąć rękę do kogoś, kogo nie darzymy sympatią. Pogodzić się z tymi, do których już jakiś czas żywimy urazę. Nie nienawidzić....

Read More
Bóg nie chce śmierci grzesznika
Mar10

Bóg nie chce śmierci grzesznika

Tak mówi Pan Bóg: Jeśliby występny porzucił wszystkie swoje grzechy, które popełniał, a strzegłby wszystkich moich ustaw i postępował według prawa i sprawiedliwości, żyć będzie, a nie umrze: nie będą mu policzone żadne grzechy, jakie popełnił, lecz będzie żył dzięki sprawiedliwości, z jaką postępował. Czyż tak bardzo miałoby mi zależeć na śmierci występnego – mówi Pan Bóg – a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył? A gdyby sprawiedliwy odstąpił od swej sprawiedliwości i popełniał zło, naśladując wszystkie obrzydliwości, którym się oddaje występny, czy taki będzie żył? Żaden z wykonanych czynów sprawiedliwych nie będzie mu policzony, ale umrze on z powodu nieprawości, której się dopuszczał, i grzechu, który popełnił. (Ez 18, 21-28) Czasem trudno jest to człowiekowi zrozumieć, ale Bóg tak mocno nas kocha, że jest gotów wybaczyć wszystko. Całe swoje życie można żyć w grzechu, popełniając zło i dokonując samych świństw, a Bóg i tak to wybaczy i przyjmie z miłością. Mówi o tym wiele przypowieści i biblijnych opowieści. Mówił o tym Chrystus wielokrotnie, mówili prorocy i apostołowie. Cała Dobra Nowina opiera się na miłości i przebaczającym Bogu. Jest w tym wszystkim tylko jedno „ale”, które ogranicza się do tego, że człowiek musi wykonać pierwszy krok. Bóg po prostu czeka. Czasem działa, ale w żaden sposób nie ograniczając decyzyjności człowieka, bo to właśnie on musi postanowić o zmianie swojego życia. To właśnie człowiek musi wybrać nawrócenie. Prorok Ezehiel podał idealną i bardzo jasną procedurę, w jaki sposób skorzystać z Bożej Miłości. Trudno to jeszcze dokładniej opisać. Krok pierwszy: niech niesprawiedliwy porzuci wszystkie grzechy. Krok drugi: niech postępuje według prawa i przestrzega sprawiedliwości. Krok trzeci: niech wystrzega się wszelkiego zła. Wszystko to zdaje się dziecinnie proste. W rzeczywistości często nie jest. Zło jest z pozoru atrakcyjne i stanowi o wiele łatwieszy wybór. Zło nie wymaga od nas wyrzeczeń i kusi przyjemnościami. Zło daje złudzenie dobra, przekonując, że to, czy tamto nie wyrządzi nam żadnej krzywdy. Problem z w tym, że zło wystawi nam rachunek na końcu i będzie on ogromny. W Wielkim Poście ta Boża Miłość uwydatnia się o wiele bardziej. W końcu wspominamy Mękęi i Śmierć Bożego Syna, który życie swoje oddał za człowieka. W Wielkim Poście warto więc zrewidować swoje życie, przeprowadzić jego całościowy audyt i dokonać pewnych zmian, aby wszystko, co grzeszne i złe, od siebie oddalić. Decyzja o tym powinna być pierwszym naszym krokiem, aby Bóg mógł...

Read More
Przemiana zamiast smutku
Mar03

Przemiana zamiast smutku

"Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Ty tego nie uznałeś?" Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie i uciskacie wszystkich swoich robotników. Otóż pościcie wśród waśni i sporów, i wśród niegodziwego walenia pięścią. Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości. Czyż to jest post, jaki Ja uznaję, dzień, w którym się człowiek umartwia? Czy zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem za posłanie – czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu? Czyż nie jest raczej postem, który Ja wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: „Oto jestem!”» (Iz 58, 1-9a) Zdaje się, że Kościół dyktuje nam stan emocjonalny w jakim mamy egzystować. I nie piszę tego z wyrzutem, czy w jakiejś negatywnej konotacji. Po prostu: okresy w roku liturgicznym są tak poukładane, że wiemy kiedy mamy się radować, kiedy smucić; kiedy oczekiwać w radości, a kiedy umartwiać wyrzeczeniami. Wielki Post z reguły kojarzony jest ze smutkiem. Fakt – wspominamy w tym czasie Mękę Pańską i wszystko co wycierpiał Jezus za nasze grzechy. Raczej nie jest to powód do wesołkowania. Warto jednak spojrzeć na Wielki Post nieco inaczej. Problem często leży w samym fundamencie przeżywania tego czasu. Posmucimy się przez te 40 dni, jakieś wyrzeczenia sobie ustalimy, zrezygnujemy ze słodyczy na ten czas czy z kawy albo z alkoholu. A potem powrót do radości, do codziennych przyzwyczajeń. Uff, post się skończył, mogę zeżreć czekoladę albo wypić piwo. Nareszcie! Trzeba więc nam na to spojrzeć nieco inaczej. Przede wszystkim skupić się na tym, że Post to nie tylko czas smutku i ciągłego umartwiania się, ale przede wszystkim przemiany – diametralnej, trwałej, bezwzględnej. Rezygnacja z czegoś na wielkopostny czas powinna być pierwszym krokiem do zmian w życiu, w postępowaniu, powinna stanowić odwrócenie się od tego, co złe i grzeszne. I w końcu trzeba nam pamiętać, że Wielki Post składa się z trzech elementów: postu, modlitwy i jałmużny. Bez nich, odpowiednio dozowanych, cały ten okres nie ma tak naprawdę sensu. W ramach postu decydujemy się na jakieś wyrzeczenia, a w ramach modlitwy uczestniczymy w nabożeństwach wielkopostnych. W ramach jałmużny okazujemy miłosierdzie innym i wypełniamy dobre uczynki. Całość ma stać się początkiem naszego nawrócenia, aby po kolejnym Wielkim Poście w naszym życiu odczuć realne zmiany na...

Read More
Pozytywne zmiany w małżeństwie są jego ratunkiem
Sty19

Pozytywne zmiany w małżeństwie są jego ratunkiem

Praca nad małżeństwem to ciężki kawałek chleba, jednak bez tego jesteśmy skazani na porażkę. Jakość naszego związku małżeńskiego nie musi być byle jaka, jeśli tylko zechcemy się o nią postarać. „To jakość relacji z najbliższymi, nie zaś fakt ich tworzenia, sprawia, że jesteśmy zdrowsi i szczęśliwi” – przekonuje Marlena Bessman-Paliwoda, założycielka grupy „Małżeństwo – mamy się dobrze”. Anna Zemełka: Skąd pomysł na założenie grupy dla małżeństw? Marlena Bessman-Paliwoda: Pod koniec 2014 roku założyłam stronę www.MamySie.pl. Na łamach bloga pokazuję, że szczęśliwe małżeństwo jest możliwe. Za cel stawiam sobie walkę ze stereotypem małżeństwa wypalającego miłość dwojga ludzi, którzy się na nie zdecydowali, ale także chcę zachęcać do pracy nad swoim małżeństwem, poznawania siebie nawzajem, pogłębiania relacji. Teraz słyszy się, że związek małżeński to „współczesna forma niewolnictwa”. Kojarzy się z utratą wolności, spisaną na straty próbą utrzymania uczuć i tym, że „dalej tak pięknie nie będzie”. W rzeczywistości to tylko stereotypy… – Tak. Swoje odzwierciedlenie mają w spadającej liczbie zawieranych małżeństw (tendencja ta widoczna jest od 2008 roku). Do tego małżeństwa się rozpadają – w 2013 r. rozwiodło się ponad 66 tysięcy par małżeńskich – o 1,6 tysiąca więcej niż w 2012 roku. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, nie przygotowujemy się odpowiednio do małżeństwa, po drugie, biernie w nim trwamy. Jego stanem zajmujemy się dopiero wtedy, gdy zaczyna się rozpadać lub przechodzi kryzys. Właśnie dlatego zaczęłam prace nad programem profilaktyki dla małżeństw, którą szczególnie kieruję do młodych małżonków i osób myślących w niedalekiej przyszłości o zawarciu związku małżeńskiego. Tu pojawił się pomysł założenia grupy dla małżeństw (ale także narzeczonych) na Facebooku: „Małżeństwo – mamy się dobrze”. Tam wspólnie podejmujemy pracę warsztatową. Miałaś jakieś obawy, że to się nie przyjmie? – Na samym początku obawiałam się, że będę w tej grupie sama. Jednak rozrastała się ona z minuty na minutę. Dziś liczy ponad pół tysiąca osób. Myślę, że wyróżnia ją wysoki poziom zaufania i życzliwości. Są w niej ludzie o różnych poglądach, jednak zawsze potrafimy się kulturalnie nimi wymienić i wspierać. Jak wygląda struktura grupy? – Grupa zaczęła się kształtować na bazie wyzwania dla małżeństw, które stworzyłam. Po jego zakończeniu wprowadziłam tygodniowy cykl życia, na który składa się określony z góry temat dyskusji, małe zadanie na dany dzień dla małżeństw, dzielenie się twórczymi sposobami na rozwiązanie jakiegoś problemu. Mamy też dzień dzielenia się wartościowymi treściami. Dostaję wiele sygnałów, że te narzędzia pomagają w zbliżeniu się do siebie małżonków. Ważne są tu także przykład i motywacja, jakimi obdarzają siebie wzajemnie małżonkowie z grupy. Podpowiadają sobie różne rozwiązania, proponują, co warto w danej sytuacji wypróbować. Ci ludzie to siła napędowa grupy. Czyli warto pracować nad swoim małżeństwem? – Oczywiście, że tak! Potwierdzają to...

Read More
Tam dom twój, gdzie serce twoje
Sty19

Tam dom twój, gdzie serce twoje

Nominowany do zeszłorocznych Oscarów za najlepszy film „Brooklyn” (2015) to opowieść cicha, spokojna, bez nagłych zwrotów akcji, spektakularnych pościgów czy kontrowersyjnych scen. To przede wszystkim historia młodej kobiety, która próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie. Fabuła jest bardzo prosta. Przenosimy się do niewielkiej mieściny w Irlandii, gdzie młoda dziewczyna szykuje się do wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Ta wyprawa ma być dla niej ogromnym krokiem w przód, momentem decydującym, który przyczyni się do ustatkowania. Za oceanem czeka na nią praca i wykształcenie. Czeka na nią przyszłość. Opuszcza więc matkę i starszą siostrę, aby znaleźć szczęście na innym kontynencie. Pomimo początkowej tęsknoty i problemów z asymilacją, Ellis Lacey z czasem odnajduje się w nowym miejscu, głównie za sprawą przystojnego młodzieńca, z którym przeżywa romantyczne chwile. Niestety w pewnym momencie, po tragicznych wydarzeniach w domu rodzinnym, Ellis musi wrócić do Irlandii i zdecydować, co dalej ma robić ze swoim życiem. Film przede wszystkim próbuje przekonać widza do starej prawdy, że dom człowieka znajduje się tam, gdzie jego serce. Nie musi to być miejsce urodzenia albo dojrzewania, dom rodzinny czy miejsce wychowania. Nie jest on związany z żadną konwencją, wypracowanym modelem czy powielanym stereotypem. Człowiek sam musi zdecydować, gdzie czuje się „jak w domu”, co nierzadko jest bardzo trudne do rozstrzygnięcia. Zmagania Ellis dotyczą każdego i w pewnym momencie wszyscy musimy dokonać wyboru. Inny przekaz filmu mówi, że niekoniecznie wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Czasem miejsce, do którego wydaje ci się, że przynależysz, okazuje się wrogie i prędzej czy później cię odtrąci. Co więcej, nie od samego początku może to być oczywiste. Chociaż „Brooklyn” (2015) może skończyć się na dwa sposoby i odbiorca ma tego świadomość, to żaden z nich nie jest od początku do końca tym pewnym. Ellis ma do podjęcia bardzo ważną decyzję zaważającą na jej życiu, jednak właściwie do samego finału trudno przewidzieć, jaki będzie werdykt. Przesłanki często się zmieniają i kiedy już wydaje się, że decyzja dziewczyny będzie taka, a nie inna, następuje coś, co zmienia sytuację o 180⁰. To jeszcze dobitniej pokazuje, z jak trudnym dylematem boryka się główna bohaterka i jakie opory budzi w niej podjęcie konkretnego wyboru. Prosta historia ubrana jest w jeszcze prostszą formę. Brak tutaj zapierającej dech w piersiach akcji, zmieniających się jak w kalejdoskopie kadrów, udziwnionych ujęć czy kontrowersyjnych scen. Nawet erotyczne uniesienia pomiędzy bohaterami zostały ukazane z dobrym smakiem, bez zbędnej nagości czy szokujących elementów. Dla niektórych film może wiać nudą, bo sceny zdają się być wydłużane. Dostajemy analizę psychologiczną bohaterów zamiast wartkiej akcji. Jednak dla wielu ta delikatność będzie stanowiła mocną stronę całej produkcji. Dopełnieniem wszystkiego jest ścieżka dźwiękowa autorstwa Michaela Brooka. Kanadyjski kompozytor znany jest przede wszystkim z muzyki...

Read More