A może ty jesteś słownym ekshibicjonistą?
Lut20

A może ty jesteś słownym ekshibicjonistą?

Bóg dał człowiekowi drugiego człowieka, aby ten z nim żył. Aby tworzyli pewną wspólnotę. Społeczeństwo jest konieczne do prawidłowego rozwoju psychicznego danej jednostki. Język to pierwsza forma budująca więź z innymi. Mówimy na różne sposoby. Czasem więcej, czasem mniej w zależności od charakteru. Zastanówmy się więc, kiedy można zachodzi ekshibicjonizm słowny? Czy istnieje coś takiego? Moim zdaniem – owszem. Byłam świadkiem wielu sytuacji, kiedy ludzie mówili o swoich problemach lub przeżyciach ludziom, którzy czasem tylko przypadkowo znaleźli się w danym miejscu i w danym czasie, a później z pewnością zadawali sobie pytanie “dlaczego ja”? Oto kilka wyodrębnionych przeze mnie typów “słownych ekshibicjonistów”: ZROBIĘ WRAŻENIE! „Tak… pochwalę się koleżankom moją wiedzą na temat korzystania z środków higienicznych dla kobiet. O! A jeszcze lepiej, że jedzie z nami pewien kolega, który z pewnością będzie chciał się dowiedzieć, jak to wszystko działa” – czyli ekshibicjonizm w wersji trudnej do zniesienia. Niestety ta sytuacja zdarzyła się naprawdę i miała miejsce w tramwaju. Dziewczyna (ok 15-17 lat) opowiadała swoim znajomym (dwóm koleżankom i jednemu koledze), jak się korzysta z tamponów, a cały tramwaj musiał tego słuchać. Nie mówiąc już o anegdotkach, które przytaczała nastolatka. O dziwo jej kolega podtrzymywał dialog i był bardzo zainteresowany tematem, co budziło niesmak wśród pasażerów. Nie wiem, skąd u młodych ludzi świadomość, że można mówić w miejscach publicznych dosłownie o wszystkim. Nie istnieje już u dziewcząt coś takiego jak powściągliwość. Widać, że lekcje WDŻ w szkołach przynoszą rezultaty, ale dziewczyny! Takie “tramwajowe opowieści” nie dodają wam uroku, a wręcz przeciwnie! Ekshibicjonizm tego typu jest nie do przyjęcia! ROZMOWY PRZEZ TELEFON TO MOJA SPRAWA! Każdemu to się czasem zdarza. Porozmawiać przez telefon w trakcie podróży. Wiadomo, droga długa, trzeba odebrać. Nie ma w tym nic złego, ale sposób w jaki rozmawiamy można zmienić. W Krakowie ruszyła ostatnio akcja "Weźże gadaj ciszej". Moim zdaniem bardzo trafna. Dlaczego? Między przejazdem z jednej szkoły do drugiej słyszę rozmowę (tak jak pół autobusu)  jednego chłopaka:„w ogóle się do mnie nie odzywasz. Nie zależy ci na mnie. Przestań mówić, że do mnie piszesz, jak tego nie robisz. Dlaczego do mnie nie piszesz? Dlaczego nie wysyłasz mi SMS-ów? Weź, nie ściemniaj. Jakoś do innych piszesz, a do mnie nie. Denerwujesz mnie, jesteśmy razem, a ty w ogóle do mnie nie piszesz (…)”. Na to pada odpowiedź jednego z pasażerów, który już nie wytrzymał: „Panie, dej pan spokój! Ja już do pana napisze tego SMS-a!”. Podróżujący mieli wielką uciechę, za to chłopak tak był przejęty rozmową, że w ogóle nie usłyszał tej szlachetnej propozycji. Stąd mój apel – ludzie! Jeśli będę chciała się dowiedzieć, czy pokłóciłeś się z sympatią, lub co chcesz ugotować na obiad – to o...

Read More
Kto to jest student?
Lut06

Kto to jest student?

  „Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć”. Albert Einstein Słuchając wypowiedzi kolegów, którzy wspominają swoje studenckie czasy, pierwszą rzeczą o jakiej mówią jest rodzinny dom, z którego wiozło się plecak po brzegi wypełniony słoikami na cały tydzień. Żadna mama przecież nie wypuściłaby swojego ukochanego dziecka bez dodatkowej porcji bigosu czy pierogów, które można zamrozić. Mimo stereotypów, zupki chińskie spożywane są przez uczniów wyższych uczelni bardzo rzadko, natomiast częstym zjawiskiem jest tak zwane „skąpstwo”. Aby przeżyć, cały miesiąc trzeba żyć oszczędnie. Od czasu do czasu, w przerwie między jedną sesją a drugą, można pozwolić sobie na chwile szaleństwa. Niektórzy myślą, że te zabawy trwają cały studencki czas, co nie zawsze idzie w parze z prawdą. Wszystkie stereotypy, również te o studentach, często są krzywdzące i przekazywane młodszym pokoleniom, więc jako ekspertów wybrałam dzieci, które w prosty sposób potrafią opowiedzieć dosłownie o wszystkim. A co odpowiedziały maluchy, którym zadano pytanie – kto to jest student? Jako materiału do swoich badań użyłam nagrania zamieszczonego na jednej ze stron internetowych. Dodatkowo wykorzystałam możliwość samodzielnego przepytania maluchów o tajemniczą postać, jaką jest „student”. Odpowiedzi zarówno przedszkolaków, jak i uczniów szkół podstawowych, były niezwykle zaskakujące. Oddaje głos dzieciakom. Na nagraniu jedna z dziewczynek udzieliła takiej odpowiedzi – Student jest to taki człowiek, który regularnie wykręca żarówki nie ze swoich pięter. Dzieci często przejmują wiedzę swoich opiekunów. Powtarzają to, co podsłuchały, a co najważniejsze – traktują zdanie rodziców jako jedyną prawdę. Pewien chłopiec stwierdził, że student to człowiek, któremu nie chce się pracować, ponieważ udaje, że się uczy. Zapytany, dlaczego tak myśli, odpowiedział, że jego tata jest wykładowcą. Kolejnym pytaniem zadanym przez dziennikarkę było – czym student różni się od innych ludzi? Jako pierwszy do odpowiedzi wyrwał się jeden z chłopców – Studenci od innych ludzi różnią zachowaniem, ubiorem (…). Ubierają się bardziej młodzieżowo niż tacy ludzie z teatru, a po drugie jak się zachowują to studenci są bardziej naturalni niż jacyś tam teatrolodzy czy kine…matografii. Dzieci okres studiów kojarzą też z ogromną ilością wolnego czasu, który młodzi ludzie wykorzystują na chodzenie na wszelakiego typu „imprezy”. Najczęściej można ich znaleźć w dyskotekach. Według nich spotkania odbywające się w wynajmowanych mieszkaniach często wymykają się spod kontroli, czego objawem są wyrzucane przez studentów przez okno wszelkiego rodzaju przedmioty, takie jak: szklanki, pomidory, a nawet jajka. Po czym poznać takiego studenta? Jedna z dziewczynek odpowiedziała – Po tym, że jest taki bardziej rozerwany, młodzieżowy bardziej. Mimo wszystko nie jest tak źle! Dzieci zauważają też pewną dobrą cechę studentów, jaką jest...

Read More
Samotność w wielkim mieście
Sty19

Samotność w wielkim mieście

Życie potrafi płatać figle. Niektórzy gonią za miłością jak za jedynym sensem życia. A co z samotnością? Jak w wielkim mieście odnaleźć się mogą ludzie samotni? Wszyscy przyzwyczaili się do tego, że inni narzucają im swoje zdanie. Przy wigilijnym stole słychać pojękiwania babci: „A kawalera ty już jakiegoś masz?”, co tylko zwiększa presję, aby szybko kogoś znaleźć. Niestety nie zawsze jest tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać. Współcześnie społeczeństwo (jeśli chodzi o sprawy sercowe) dzieli się na kilka typów. Niektóre z nich to: szczęśliwe pary, nieszczęśliwie zakochani, karierowicze, poszukujący i samotni z wyboru. Szczęśliwe pary Tym tylko pozazdrościć. Nie muszą znać się od lat, ale każdy, kto na nich spojrzy, powie – tak, oni zostaną ze sobą na zawsze. Cała rodzina już zaciera ręce, snując weselne plany. Niektórzy widząc prawdziwą miłość, będą złorzeczyć i zazdrościć. Mówić, że wcześniej czy później ich relacja się odmieni, ponieważ każdy z czasem się zmienia. Nie mówię, że jest to niemożliwe, ale znam wiele par, które po ślubie jeszcze bardziej rozkwitły, wspólnie pokonywały przeszkody i teraz mają wspaniałe rodziny. Ale o nich w innym artykule. Nieszczęśliwe zakochani/poszukujący Być z kimś, to znaczy troszczyć się o niego i poświęcać się dla drugiej strony, nie zatracając przy tym siebie i swoich potrzeb. Jeśli sam/sama nie jesteś w stanie się pokochać i zaakceptować, to nawet jeśli spotkasz inną osobę, która odda ci bardzo wiele, nie będzie ona w stanie zapełnić tej pustki. Wielu młodych ludzi uważa, że drugi człowiek jest w stanie uleczyć każdą ranę. Spotykam się nawet ze stwierdzeniem kolegów: „Znajdę żonę i wszystko się ułoży”. Ale jak można znaleźć żonę i zgodnie z nią żyć, skoro jest ona jedynym celem w życiu? Żaden człowiek nie jest w stanie znieść tak wielkiej odpowiedzialności. Każdy powinien odpowiadać sam za siebie, a łączyć się we wspólnym działaniu. Jeśli ludzie nie są gotowi do związku oraz mają pewne wewnętrzne rany, wynikające z sytuacji rodzinnej, samooceny itd., to dopóki sami się z nimi nie uporają, będą tworzyli toksyczne więzi. Jak mówił o. Tomasz Franc OP na jednym z czwartkowych wykładów, ludzie szukają w innych wypełnienia siebie, swoich zawiedzionych ambicji i podziwu. Wszystko gra dopóki para zapatrzona jest w siebie nawzajem, jednak po czasie coś zaczyna się psuć. Radość ze wspólnego przebywania zmienia się w frustrację, lekka zazdrość – w chorobliwe więzienie. Dopóki człowiek wiąże się z drugą osobą po to, by go uleczyła, nigdy nie będzie to szczęśliwa relacja. Karierowicze Karierowicze to kolejna grupa ukształtowana przez współczesne trendy. Dominuje tu zasada – Fast Car, Fast Sex i Fast Food. Wszystko ma być szybko i na teraz. Związki mają być najlepiej chwilowe i bez zobowiązań, bo najpierw kariera, później rodzina. Wszystko...

Read More
Próba ogniowa
Sty17

Próba ogniowa

Każde małżeństwo wcześniej czy później dosięga kryzys. Umiejętność komunikacji i zrozumienia drugiej strony pomaga przetrwać ten trudny czas. Aby go przezwyciężyć, być może na nowo trzeba nauczyć się kochać – miłością, która jest dana od Boga. Do czego zmierzają relacje, gdy opierają się na własnych egoistycznych pobudkach? W domu zamiast harmonii i szczęścia królują wzajemna wrogość i wymaganie nadmiernego szacunku. Te problemy to codzienność w małżeństwie Caleba i Catherine Holtów, o których opowiada film Alexa Kendricka „Fireproof”(„Próba ogniowa”). Caleb to młody strażak, który codziennie ryzykuje swoje życie po to, by ratować innych. Uważa się za dobrego człowieka, ponieważ niewiele osób odnalazłoby w sobie odwagę, by wejść do płonącego budynku i uratować wielu ludzi. Nie widzi, że gasząc jedne pożary, zapomina o tym najważniejszym, który spopiela miłość jego i Catherine. Ich małżeństwo stoi na granicy rozpadu. Catherine ma dość samotnego życia w czterech ścianach domu, nadmiernych obowiązków i braku wsparcia ze strony męża. Ponadto sama opiekuje się swoimi rodzicami, a sen z powiek spędza jej fakt, że matka, potrzebuje specjalistycznego sprzętu, który ułatwi jej codzienny wypoczynek i poruszanie się. Jej mąż, zamiast ją wesprzeć, odkłada pieniądze na łódź, z której nie zgadza się zrezygnować. Między małżonkami coraz częściej dochodzi do poważnych, gwałtownych konfliktów. W końcu podczas jednego z nich, czara goryczy się przelewa, Catherine nie wytrzymuje i postanawia zostawić męża. Zdenerwowany i sfrustrowany Caleb szuka wsparcia u swego ojca, który zadaje mu kluczowe pytanie: „Czy chcesz, aby to małżeństwo przetrwało?”. Strażak postanawia walczyć. Otrzymuje od ojca pamiętnik ze zbiorem „wyzwań miłośnych”, których realizacja ma potrwać 40 dni. Nie wierzy w to, że ta metoda pomoże mu uratować jego małżeństwo, pomimo to postanawia zaryzykować. Młody mężczyzna w końcu orientuje się, że musi na nowo nauczyć się kochać, poznać miłość daną od Boga po to, by tym bezwarunkowym uczuciem obdarzyć swoją żonę. Ma wsparcie nie tylko ze strony rodziny, ale również swojego przyjaciela – Michaela. To on pomaga mu odnaleźć się w wierze w Chrystusa. Sam niedawno się nawrócił, więc wie, jak trudno jest uwierzyć. Przeprowadza z mężczyzną szereg poważnych rozmów, w których stara się uświadomić mu, jak ważne jest dbanie o swojego współmałżonka. W jednej ze scen skleja ze sobą pieprzniczkę i solniczkę tłumacząc, że mimo iż są odmienne, to zawsze występują wspólnie. Na protest Caleba, że małżeństwo nie jest ognioodporne i można się sparzyć, odpowiada: „Rzeczy ognioodpornych też dosięga ogień, ale potrafią mu się oprzeć”. Początkowo Catherine nie potrafi odnaleźć się w nowej, nieznanej dla niej sytuacji. Nie wierzy w przemianę męża. On sam momentami załamuje się i przechodzi chwile kryzysu. Jego ojciec (który być może symbolizuje Boga) stara się go wesprzeć i zawsze jest gotów go wysłuchać. Podczas jednego...

Read More

Jak zepsuć świąteczną atmosferę?

Gdy nadchodzi chwila, kiedy na niebie pojawia się pierwsza gwiazdka, to znak, że czas rozpocząć Wigilię i zasiąść wspólnie do kolacji z ludźmi, których się kocha. To czas, do którego przygotowywaliśmy się w okresie adwentu, kiedy składa się życzenia, a troski odchodzą, choć na chwilę, w dal. Oto bowiem dzisiejszej nocy narodzi się Bóg. Współczesność nastawiona jest na kulturę „instant” (szybką, natychmiastową). Wszystko robi się szybko, na już. Nie ma czasu na chwilę wytchnienia i odpoczynek. Czas przelewa nam się przez palce, a to, na co człowiek czekał cały rok, mija w mgnieniu oka. Właśnie taki styl życia niszczy przyjemność z przeżywania świąt. Ludzie zmuszani są do pracy w wigilijny dzień. Nie mogą na spokojnie przygotować się do rodzinnej kolacji, a gdy wracają do domu, są poddenerwowani, że z niczym nie zdążą. A przecież radość z doświadczania świątecznego okresu zależy w głównej mierze od nastawienia. Stres odreagowuje się poprzez kąśliwe uwagi, niezadowolenie, kłótnie i przez to człowiek nie zauważa, że dzieje się coś niesamowitego. W ten szczególny dzień, w tę noc, schodzi do nas z nieba Król pokoju. Kolejnym czynnikiem, który może zepsuć świąteczny nastrój jest odejście od tradycji. Post zastępowany jest obżarstwem, a zamiast 12 tradycyjnych dań na wigilijnym stole odnaleźć można kurczaka, kotlety, przelewający się alkohol. Zdarza się, że rodziny rezygnują z czytania fragmentu Pisma Świętego, śpiewania kolęd, składania życzeń. Wszyscy zasiadają przed telewizorem, by obejrzeć „wigilię gwiazd” lub mecz tenisa.   Zdarza się również, że coraz częściej całe rodziny pakują walizki i na ten świąteczny czas wyjeżdżają do ciepłych krajów. Okres Bożego Narodzenia traktowany jest jak urlop, który można wykorzystać po to, by zaznać trochę słońca. Biura podróży poczuły, że ruch turystyczny jest wtedy wzmożony i proponują szereg promocji. Rodacy oderwani od ojczyzny spędzają wigilijną noc, możliwe, że nawet jej nie zauważając. Zamiast karpia jedzą owoce morza, które popijają drinkiem z palemką zamiast kompotem z suszonych owoców. Inną kwestią jest to, że święta Bożego Narodzenia „przychodzą do nas” już w listopadzie. Jak to się dzieje? Otóż sklepy aż kipią od ilości ozdób, światełek i promocji. Gdy wchodzi się do krakowskich galerii, człowiek czuje się, jakby nagle został teleportowany na biegun północny do domu świętego mikołaja. W tym okresie powtarza się człowiekowi jak mantrę, że święta się zbliżają, że trzeba kupić prezenty itd. W głośnikach huczą świąteczne piosenki, a nawet nie spadł jeszcze ani jeden płatek śniegu. Właściciele sieci handlowych nastawieni są na konsumpcjonizm. Wchodząc do takiego miejsca pełnego pokus, trudno się oprzeć, aby nie wpaść w gorączkę świątecznych zakupów. Nie mówiąc o tym, że w różnych miejscach Krakowa stoją choinki obwieszone firmowymi bombkami… Mimo tego młodzi ludzie, których zapytałam, czym dla nich są święta odpowiadają, że...

Read More
Na grudniowy wieczór
Gru25

Na grudniowy wieczór

W końcu chwila kiedy można odsapnąć. wieczór, kiedy nie trzeba nic robić. Dobrym pomysłem na spędzenie wolnego czasu i nie wpadnięcie w nudę jest pójście do kina. Ale jaki film wybrać? Za chwilę święta, wiec może coś w podobnej tematyce? Wiele pomniejszych i większych krakowskich kin  ma w tym czasie bogatą ofertę. A może by tak… komedia romantyczna? Tym razem poszłam na „Listy do M. 2.” Pełna nadziei po pierwszej części tej serii, która ukazała się w 2011 roku pozwoliłam sobie na rozpłynięcie się w fotelu i oddanie tej trwającej 2 godziny przyjemności. Aby móc zrozumieć wydarzenia z tego filmu trzeba najpierw prześledzić historie z jej pierwszej części. „Listy do M.” bardzo mi się spodobały. Co prawda wydarzenia, które obserwowałam na ekranie nigdy nie zdarzyły się pewnie żadnemu człowiekowi, ale chyba od tego są filmy – żeby pokazywać nie tylko to, co realne, ale również to, co wyimaginowane. Dzięki temu mogę oderwać się od przyziemności i codzienności i chociaż na chwile przeżyć coś, czego nigdy nie doświadczę (aczkolwiek tak zaskakująca miłość jest z pewnością bardziej prawdopodobna niż spotkanie mistrza Yody z „Gwiezdnych Wojen”). Podczas przygód przeżywanych przez bohaterów nie można się oprzeć wrażeniu, że jeden zbieg okoliczności goni kolejny. Radiowiec (Maciej Stuhr) przypadkiem wpada na swoją rozmówczynię (Romę Gąsiorowską), która dodzwoniła się do niego na antenę wygłaszając mowę, że miłość jest przereklamowana i nie istnieje. A tu nagle BACH. Prosto w twarz trafia ją nie strzała amora, ale twarda kula śniegu rzucona przypadkowo przez jej przyszłego (jak dowiadujemy się z 2 części) narzeczonego.   Kolejnym bohaterem, którego dotyka cud Świąt Bożego Narodzenia jest Szczepan (Piotr Adamczyk), który uchodzi cało z próby samobójczej spadając na przyczepę wypełnioną choinkami i dzięki temu postanawia odbudować swoją więź z rodziną, co idzie bardzo opornie. Jednak w drugiej części, gdy wszystko wydaje się stracone miłość trafia również do niego. Szczepan (już rozwiedziony) schodzi się ze swoją byłą żoną (Agnieszką Dygant) dzięki dość nowoczesnej formie jaką jest przypadkowe anonimowe “zgadanie się” na forach dla samotnych. W pierwszej części „Listów do M.” możemy również obserwować poczynania Tomasza Karolaka (Melchiora), którego przypadkowe romanse wpędzą w nie lada tarapaty. Musi uciekać przez okno oraz odszukać chłopca, który kradnie mu telefon komórkowy. Jest to sprawa życia lub śmierci ponieważ ma tam zapisany numer do swojej kochanki, na której bardzo mu zależy. Śledząc perypetie bohaterów często można było ulec silnym wzruszeniom. Jednym z nich była historia Tosi (Julii Wróblewskiej), która ucieka z domu dziecka. Jednak wszystkiemu sprzyja duch Świąt Bożego narodzenia i w końcu odnajduje ludzi, którzy gotowi są ją pokochać i zaadoptować. W drugiej części „Listów” można zobaczyć kolejne opowieści o tych samych bohaterach, których skład został poszerzony o...

Read More
Jak Cię widzą, tak Cię… mówią?
Lis01

Jak Cię widzą, tak Cię… mówią?

Jak przed każdymi świętami, przed świętem Wszystkich Świętych w Polskich domach trwa gorączka i szał porządkowania wszystkiego na ostatnią chwilę. Dawno niewidziani krewniacy przyjeżdżają z różnych stron, aby odwiedzić groby najbliższych. Powiedzenie brzmi: „Jak Cię widzą, tak Cię piszą”, a raczej mówią i niestety musze przyznać mu rację. Podczas mszy świętej na lokalnym cmentarzu, co chwilę słyszę szepty krytykujące stroje sąsiadów. Ta kobieta odziana w futro, tamta w puchową kurteczkę, a tamta to ledwo co, jak można się tak ubrać? Tak… „moda nagrobna”. Człowiek nie może być anonimowy, każde uchybienie w ubiorze spotka się z ostrą, ale cichą krytyką. Taka ludzka natura… Groby natomiast wyglądają przepięknie. Znicze palą się również na tych, których już dawno nikt nie odwiedzał. Cały cmentarz rozświetlony tysiącem świateł, robi wrażenie i wprowadza atmosferę ciszy i tajemnicy. Święto Wszystkich Świętych jest potrzebne, aby uzmysłowić ludziom, że życie doczesne przemija, a dusze po śmierci potrzebują modlitwy. Nawet jeśli, niektórzy odwiedzają cmentarz raz do roku, to niech ubiorą się w kozaczki, najlepsze futro, w co tylko chcą, niech będą na językach (bo tego się nie uniknie), ale BĘDĄ obecni przy swoich zmarłych bliskich i wesprą ich modlitwą ocalając od mąk czyśćcowych i niosąc...

Read More
Daj się ocalić
Paź24

Daj się ocalić

„Kiedy wszedłem na to spotkanie wiedziałem jedną rzecz – ci ludzie mają coś innego i pomyślałem sobie – ja tego chcę. Wiedziałem jednak jedno, że przychodzi taki moment, kiedy muszę na maksa pójść za Bogiem. Nie mogę żyć po staremu – trochę Boga, trochę rock’n’rolla (…)” Arkadiusz Krzywodajć („Jestem Drugi”). „Jestem Drugi” („I Am Second”) to cykl nagrań z ludźmi, którzy przed kamerą opisują swoje życie pełne bolesnych doświadczeń i bólu. Wśród nich znaleźli się również polscy celebryci tacy jak: Arkadiusz Krzywodajć, Robert Litza Friedrich, Maja Frykowska. Bogactwo, pycha, narkotyki to była ich codzienność. Jednak pomimo tego, że mieli oni prawie wszystko, odczuwali pewną pustkę, której nic nie mogło zapełnić. Powoli ich dotychczasowe życie traciło smak, a oni sami czuli się nieszczęśliwi. Wtedy stało się coś, co odmieniło ich życie. Pomimo ich grzeszności pochylił się nad nimi Chrystus, który ich oczyścił i wypełnił. Przyszedł do nich w innych ludziach i okazał swoje miłosierdzie. Gdy osoby mówiące świadectwo „dotknęły Jego płaszcza” ich życie, pomimo trudności, które wciąż istniały, wypełniło się miłością i siłą. Wcześniejsze doświadczenia stały się lekcją dla nich samych i świadectwem dla innych, które mówi, że nie ważne jak nisko upadłeś, nie ważne, że trudno Ci pokochać samego siebie – Bóg zawsze Cię kochał, co ważne on nigdy nie przestał i nie przestanie Cię kochać, a ponad to w imię swojego umiłowanego syna pomoże Ci pokonać wszelkie przeciwności losu. Stań się drugi, pozwól Mu kierować Twoim życiem, pozwól Mu walczyć za Ciebie. Bóg wyciąga do Ciebie rękę, każdego dnia – Czy ją chwycisz i dasz się ocalić? Nagrania można obejrzeć pod poniższym...

Read More
Elementarz duchowy
Paź18

Elementarz duchowy

Nie ma osoby, która obracając się w dominikańskim kręgu, nie słyszała o postaci ojca Joachima Badeniego. Przyjął on świecenia kapłańskie w 1950 roku i był współtwórcą krakowskiego duszpasterstwa akademickiego "Beczka". źródło: www.wiara.pl Wygłosił wiele konferencji i rekolekcji, w których namawiał nie tylko młodych, ale wszystkich ludzi do nawrócenia i uczulał na działanie Ducha Świętego w ich życiu. Podkreślał znaczenie młodzieży w Kościele, którzy buntują się, nie rozumieją i mają rację! Mają prawo zadawać pytania, rozwijać się, kwestia tylko tego, czy trafią na osoby, które będą potrafiły ich poprowadzić. Jedną z książek zawierających naukę ojca Joachima Badeniego OP jest zapis jego konferencji − "Czego dusza pragnie − Elementarz duchowy". Zapis ten został specjalnie opracowany, aby Ci, którzy nie uczestniczyli w ruchu Odnowy w Duchu Świętym mogli wydobyć z nich rzeczy uniwersalne. Do książki dołączona jest również płyta, na której nagrane są konferencje w całości. Elementarz podzielony jest na 8 rozdziałów: Miłość to jest to; Boże światło; Spowiedź i uzdrowienie wewnętrzne; Przebudzenie; Strach przed konfesjonałem; Pragnienie; Tajemnicza obecność; Rozwój – droga przez pustynię. Ojciec Badeni wspomina, że człowiek choćby bardzo chciał się zbliżyć do drugiego człowieka, to nie jest w stanie oddać mu swojego ducha. Ludzie są ograniczeni. Bóg w swej dobroci dzieli się z nim czymś, co ma najcenniejsze − sobą samym, swoim Duchem. "Chrystus daje to, co jest dla Niego najbardziej intymne, najbardziej własne. Daje swego ducha. Jest to Duch Jego i Duch Ojca − Duch Święty. Dlatego Duch Święty staje się darem najbardziej osobistym. Człowiek nie jest w stanie przekazać komuś swojego ducha, może się zwierzać, może kochać, ale żaden człowiek nie jest w stanie dać tchnienia życia, nawet najświętszy. Jednak u Boga jest to możliwe, nawet w Jego pojęciu boskim. On koniecznie pragnie nam dać swego Ducha − Ducha Świętego". Ojciec Joachim mówi, że nienawiść przybrała nową maskę. Nie jest już tak bardzo widoczna, nie robi wielkich czynów. Podchodzi do człowieka, wyśmiewa się z niego, być może nawet i chwali, uśmiechając się pogardliwie. Jest delikatna, ale pełna pychy. Ciemność postępuje, jednak nie może wygrać, bo są jeszcze ludzie, którzy idą, niosąc pochodnię światła, która jest w ich sercach. "Ci którzy idą w ciemności, stawiają opór światłu. Ci, którzy idą w świetle, stawiają opór ciemności. Ciemność nie postępuje, bo są ludzie oświeceni światłem synostwa Bożego, którzy rozświetlają ciemność, nawet jeśli o tym nie wiedzą". Ciemność krzyża i śmierci Jezusa jest źródłem światła. Szatan został pokonany, gdy wydawało mu się, że tryumfuje. Bóg zwyciężył. Wszystkim tym, którzy udają, że krzyż ich nie obchodzi − oszukują się. Nie chcą wieszać go na ścianie, bo czują, że płynie z niego moc i światło, którego nie są w stanie zrozumieć. "Prawdziwy ateista...

Read More
Gimby nie znajo!
Paź15

Gimby nie znajo!

Dzieciństwo w latach osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych. Mała liczba komputerów – duża ilość czasu, który trzeba zapełnić. Współcześnie trudno sobie wyobrazić, co można by robić z takim ogromem nudy. Chęć spotkania się z kimś jest zaspokajana przez komunikatory albo przez SMS-y. „Chciałbym cię zobaczyć” – mówi chłopak do dziewczyny. „OK! Już wysyłam ci zdjęcie”. Ale zaraz, zaraz! Cofnijmy się trochę w przeszłość. Dzieciństwo kiedyś a dziś. Czy współczesne dzieciaki mają nam – „staruszkom” – czego zazdrościć? Jak to się mówi: gimby nie znają… ale to nie znaczy, że nie mogą poznać! Spędzanie wolnego czasu Podchody – rysowanie map, strzałek. Dzieciństwo w pełnej krasie! Miejsce zbiórki – schody przed domem któregoś z kolegów. Podział na drużyny. Przygotowanie zajmowało czasem pół dnia. Trzeba było doszlifować szczegóły trasy i utrudnić przeciwnikowi życie. Zaletą było to, że wszystko było całkowicie darmowe, nie licząc paczki chrupek (1 zł) jako nagrody. Do tej pory jest to świetna zabawa. Dodatkowo można wymyślić motyw przewodni typu: piraci, amazonka itd. Zabawa dla małych i dużych dzieci. Skakanie w gumę – sposób na spędzania wolnego czasu głównie przez dziewczynki w wieku szkolnym i wczesnoszkolnym. Gry takie jak „trójki”, „skoczki” sprawiały, że dzieci pozbawione były nadmiernych kilogramów i zacieśniały więzi z kolegami z podwórka. Czasem na pomoc biegła mama, która zauważyła, że jej córka podarła nowe, białe, niedzielne podkolanówki, chcąc skoczyć wyżej, niż pozwalały jej na to możliwości. Rysowanie po ulicy kredą albo każdym kamieniem, który się do tego nadawał. Najprościej – gry w klasy, ślimaka, chłopa i wiele innych. Picasso nie powstydziłby się niektórych „nachodnikowych” i ulicznych malowideł stworzonych przez tych najmniejszych. Trzepak, czyli „a zrobisz tak?”. Akrobacje prawdziwych cyrkowców. Parówki, zwisanie głową w dół, przeskakiwanie z jednego trzepaka na drugi. Anioł stróż miał co robić. Czasem sama się zastanawiam, jakim cudem uszłam z życiem. Rower, hulajnoga, wrotki. Kto pierwszy, ten lepszy. Siniaki, odrapane kolana i blizny, z których każda ma swoją historię i dodaje charakteru. Dzieci pozbawione są wszelkiego lęku o swoje życie, a wiara we własne możliwości jest zaskakująca. „Coo? Ja nie dam rady?” Niewidzialny przyjaciel. Najlepszy! Nie ma to jak pogadać z kimś, kto nigdy się nie czepia, rozumie dziecięce rozterki i jest najlepszym kompanem do zabawy, bo potrafi dosłownie wszystko. Czasami ma rude włosy z zielonymi pasmami i kolor oczu, jaki tylko sobie dziecko wyobrazi. Dziecięce wynalazki Papucie z pokrywki od puszki kakao Nesquik – szczególnie, gdy ktoś miał płytki w domu. Dla dziewczynek prawdziwy rarytas imitujący łyżwy, a czasem nawet i baletki. Trochę niewygodne ze względu na kształt, ale czego się nie zrobi dla urody. Lakier do paznokci jako cień do powiek – nie polecam. Piecze, a zmyć później trudno. Nie używajcie do tego zmywacza… Wiem,...

Read More