Przygotuj się na Jego przyjście
Lis30

Przygotuj się na Jego przyjście

Powiedzmy sobie szczerze – dla wielu z nas adwent jest jednym z bardziej niechcianych okresów w ciągu roku. Od końca listopada w mediach i sklepach, głównie supermarketach i galeriach handlowych atakują nas ustrojone choinki, bombki, święci Mikołaje, renifery…. Jakby okres świąteczny zaczynał się na dobry miesiąc przed wigilią. Bo przecież „magia świąt” jest tak cudowna, że taka nagła eksplozja świątecznych klimatów jest jak najbardziej wskazana (abstrahując od tego, że nie znajdziemy w nich prawie żadnych nawiązań do religii). Bez żadnych przygotowań. Chyba, że mówimy o porządkach w domach i zakupie prezentów. Pomijamy cały specyficzny nastrój oczekiwania na te najpiękniejsze dni w roku. Jak często dajemy się wciągnąć w tę ckliwą kampanię marketingową… Kościół od zawsze mówi: nie tędy droga! Wielkim sukcesem szatana jest wmówienie nam, że w tym jakże ważnym czasie, gdy powinniśmy zaglądać w swoje wnętrze i skupiać się na rzeczach boskich, dbamy raczej o nasze otoczenie i zajmujemy się czysto ziemskimi, materialnymi sprawami. Na przyjście Zbawiciela powinniśmy się odpowiednio przygotować. I mówimy tutaj o przygotowaniach dwojakich. Po pierwsze, należy dobrze przeżyć okres poprzedzający coroczne święta Bożego Narodzenia. Upieczone pierniki, czyste mieszkanie i prezenty dla każdego członka rodziny to nie wszystko. Powinniśmy także zrobić porządek w swoim wnętrzu. Od razu pomyślicie: tak, do spowiedzi też trzeba by się wybrać. Oczywiście, dobry pomysł. Równie dobrym będzie uświadomienie sobie, że Przedwieczny i Wszechmocny Bóg postanowił przyjść na nasz świat, przyjmując postać człowieka. Uniżył się z miłości do nas, by pokazać, jak bardzo kocha każdego z ludzi, i by zapłacić najwyższą cenę za nasze grzechy. A Jego ziemska droga rozpoczęła się w lichej stajni, zapewne brudnej i zimnej. Tak bardzo różnej od naszych domów, przytulnych i ciepłych w czasie świąt. Okres adwentu jest nam dany po to, aby przyjąć te fakty i żyć we wdzięczności Bogu za to, co dla nas przeżył. Ile razy słyszeliśmy, że musimy przygotować swoje serca na przyjście Jezusa? Może brzmi to jak truizm, ale jest tak bardzo prawdziwe. Ale nasze serca powinny być gotowe także na inne przyjście Jezusa – na Paruzję. Adwent ma nas przygotować również na przyjście Chrystusa na końcu czasów. W tym okresie Kościół szczególnie przypomina nam o tym, że nasza ziemska egzystencja jest tylko drogą do innego życia. Do życia wiecznego, do którego jesteśmy powołani, i które nastąpi po triumfalnym powrocie Zbawiciela. Nie powinniśmy więc przyzwyczajać się do tego, co tutaj przeżywamy i posiadamy. On kiedyś przyjdzie i osądzi to, jak zachowywaliśmy się na tym świecie. Całe nasze życie powinniśmy traktować jako adwent – oczekiwanie na kochającego Stwórcę, przed którym kiedyś będziemy musieli stanąć i  opowiedzieć o sobie i swoich czynach. Czy żyłem tak, jak zaleca Kościół? Czy kochałem Boga, siebie i...

Read More
Nie mam człowieka. Ale czy sam nim jestem?
Mar28

Nie mam człowieka. Ale czy sam nim jestem?

Panie, nie mam człowieka J 5, 1 Każdemu czasem kogoś brakuje. Kogoś, kto poda pomocną dłoń, wyratuje z tarapatów, powie dobre słowo. Kogoś, z kim będzie można porozmawiać, wyżalić się, poprosić o radę. Kogoś, kto po prostu nam potowarzyszy, byśmy nie czuli się samotno. Tak już zostaliśmy stworzeni – do relacji. Nie da się przejść przez życie bez ich budowania i rozwijania. Codziennie jesteśmy skazani na innych ludzi, zależni od ich decyzji, czynów, słów. Nieustannie dajemy coś z siebie innym ludziom i odbieramy to, co oni dali nam. Czy to uśmiech kasjerki w supermarkecie, czy podejrzliwe spojrzenie szefa w pracy, czy nieodebrana rozmowa telefoniczna od matki, która dawno nie dzwoniła. Niestety, czasem ludzie nas zawodzą. Może opuścili nas właśnie wtedy, gdy najbardziej na nich liczyliśmy? Może byli nieobecni, gdy ich bliskości i wsparcia najbardziej potrzebowaliśmy? Może zostaliśmy przez nich zdradzeni, zranieni i postawieni w trudnym położeniu? A może po prostu jest nam przykro, że nie zauważają tego, jak się właśnie czujemy, co przechodzimy, i nie reagują odpowiednio? Bez względu na to, czy sytuacja jest naprawdę poważna i tragiczna, czy to błahostka, która przysparza tymczasowych niewygód, każdy z nas bardzo często może powtórzyć za chorym z dzisiejszej Ewangelii: „Nie mam człowieka”. Czuję się zapomniany, odrzucony. Bo rodzice nie akceptują mojej drugiej połówki i nie chcą, byśmy wzięli ślub. Bo w pracy idzie mi gorzej, ale szef zamiast pomóc i zmotywować, woli zdegradować albo nawet zwolnić. Bo wylądowałem na dłuższy czas w szpitalu a przyjaciel, który mieszka niedaleko w ogóle mnie nie odwiedził. Bo potrzebuję przewieźć rzeczy do nowego mieszkania, ale wszyscy znajomi posiadający samochód wymawiają się brakiem czasu. Lub też od lat czuję się samotny, pragnę znaleźć w życiu miłość, ale w ogóle mi to nie wychodzi. Znamy dobrze takie i podobne sytuacje, czasem są one wręcz stałym elementem codziennych zmagań z innymi ludźmi, ich oczekiwaniami i decyzjami. Ile razy doświadczymy czegoś takiego, zastanówmy się, czy przypadkiem sami nie jesteśmy tacy dla innych. Czy ludzie, którzy nas otaczają mają czasem prawo powiedzieć „nie mam człowieka” właśnie dlatego, że my odpowiednio nie reagujemy? Może sami za często okazujemy się egoistami, leniami, nie błyszczymy inteligencją, nie potrafimy się domyśleć czy zaprzeć i wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi, jego potrzebom i problemom? Dobrze będzie prosić Pana, by dał nam odpowiednich ludzi wtedy, gdy będziemy ich potrzebowali. Równie dobrze prosić o to, byśmy byli takimi ludźmi dla...

Read More
Bóg nie chroni przed konsekwencjami grzechów
Mar21

Bóg nie chroni przed konsekwencjami grzechów

Panie, oto jesteśmy najmniejsi spośród wszystkich narodów. Oto jesteśmy dziś poniżeni na całej ziemi z powodu naszych grzechów. (Dn 3, 37) Każdego kiedyś przerazi odkrycie, w jak tragicznym położeniu się znalazł. Nie każdy dostrzeże to od razu, wielu będzie przez dłuższy czas żyło w przeświadczeniu, że przecież jest dobrze. Układa się, jakoś leci, nawet odnosi się czasem jakieś sukcesy. Ale wcześniej czy później zostaniemy przygnieceni trudnościami. Staniemy twarzą w twarz z brutalną prawdą: jesteśmy słabi, nasze życie jest pełne trudności. Zrządzenia losu, nasze błędy, grzechy doprowadziły nas na dno. A może doprowadzili do tego inni ludzie, którym nie mogliśmy się przeciwstawić? Będziemy się czuli totalnie bezsilni i poniżeni. Będzie się nam wydawało, że jesteśmy najmniejsi, najgorsi ze wszystkich. Nie będziemy mieli pomysłów na wyjście z tego zaklętego koła przykrości i niepowodzeń. To samo odczuwali Izraelici w czasach Daniela. Wówczas Naród Wybrany został zniewolony przez Babilończyków i deportowany na ziemie pomiędzy Tygrysem i Eufratem. Najeźdźcy nie dość, że ich pokonali (a przecież Jahwe obiecał, że będzie ich wspomagał!), to jeszcze zamienili w niewolników i wypędzili z ziemi, którą dał im w posiadanie Stwórca. Nie tego spodziewali się potomkowie Abrahama, Izaaka i Jakuba. Jednak jeden z Izraelitów, Azariasz, nie obarcza winą za zaistniałą sytuację Boga. Pełen pokory uznaje, że jego naród sprowadził na siebie tą karę z powodu grzechów, które popełnił. Jest świadomy, że ich położenie nie jest wynikiem celowego działania Boga, ale grzechu, który jest owocem ludzkich myśli i działań. Mamy skłonność do obarczania Boga winą za wszystkie nieprzyjemności, których doświadczamy. „Przecież mógł coś zrobić”, „przecież jest wszechmogący i wszechwiedzący, mógł mnie uprzedzić, że tak się to skończy”, „gdyby naprawdę Mu na mnie zależało, uchroniłby mnie przed tym”. On jednak dał nam wolną wolę i pozwolił, by dotknęły nas konsekwencje grzechów, błędów. Tak naszych, jak i innych ludzi. Oczywiście – mógł tak wszystko poprowadzić, byśmy zawsze unikali problemów, nigdy się nie mylili, zawsze czuli się spełnieni i szczęśliwy, by nikt nas nie ranił. Jednak w swojej mądrości wybrał inną drogę, bardziej wychowawczą. Wszak najlepiej uczy się na własnych błędach. Z kolei zranienia, wyrządzone przez innych, jednym mogą pomóc stanąć na równe nogi, zaś dla innych będą przestrogą. Stwórca chce także, byśmy pragnęli Jego bliskości i pomocy. Gdybyśmy byli idealni i zawsze odnosili sukcesy, wówczas Bóg byłby nam niepotrzebny. Taką pychę Bóg zawsze potępia, ceni za to pokorę. Jej objawem jest właśnie stanięcie w prawdzie: tak – zgrzeszyłem, tak – postąpiłem źle, tak – te problemy to efekt ludzkiej niedoskonałości. Ale mam odwagę to przyznać i teraz pokornie proszę Ciebie, Panie, byś pomógł mi z tego wyjść i jakoś się w życiu...

Read More
Uniżenie
Mar14

Uniżenie

Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. (Mt 23, 11-12) Uniżenie – coś, z czym każdy człowiek ma spore problemy. Wiąże się ono z pokorą, a szczerą pokorę osiąga się bardzo trudno. Często towarzyszy temu wiele cierpienia i nieprzyjemności. Kto z nas chciałby być sługą wszystkich? Kto chciałby być ostatnim? Kto chciałby poświęcić całe życie innym, o sobie praktycznie zapominając? Nie tego uczą nas w szkołach, nie tego pragną dla nas bliscy, co innego wpaja nam Świat. Ile razy słyszymy, że nam się należy, że my jesteśmy lepsi, mądrzejsi, piękniejsi, bardziej zdolni, inteligentni… Jak często wpędza się nas w ślepą uliczkę oczekiwań i wyścig szczurów, kładąc do głowy, że trzeba być ”kimś”, „coś” osiągnąć, „kogoś” pokonać, zostawić w tyle. Skupić się na rozwoju osobistym, nauce, robieniu kariery, zdobywaniu pieniędzy, szacunku, często nawet – drugiego człowieka. Takich karierowiczów możemy spotkać i w naszych domach, i w miejscach pracy, grupach towarzyskich, niestety także Kościele. Pragnienie bycia docenionym, zauważonym, lepszym od innych jest dla nas bardzo naturalne. Niestety, nie tędy droga. Jest to bowiem całkowicie wypaczona chęć bycia akceptowanym i po prostu kochanym, a to zdobywa się w całkiem inny sposób. Ten, który chce być pierwszy i najlepszy nie osiągnie prawdziwej potęgi dzięki pysze, a dzięki pokorze. Jeśli nie uzna, że mimo wszystko daleko mu do ideału, nie zechce słuchać innych, będzie ich traktował instrumentalnie, pozostanie kolosem na glinianych nogach, który niechybnie upadnie z wielkim hukiem. Nawet najwięksi mistrzowie w swoim fachu osiągają wielki stopień biegłości właśnie dzięki temu, że potrafią dostrzec swoje niedoskonałości, braki i przyjąć krytykę. Dzięki ćwiczeniu cierpliwości i pokory oraz otwarciu na drugiego człowieka, czy to mistrza, który go naucza, czy też partnera, z którym nawzajem się wspierają, może osiągać szczyty. Człowiek musi wystrzegać się popadania w samo zachwyt i motywowania wszystkiego chęcią pokazania swojej wyższości. Inaczej takie chore motywacje doprowadzą do tego, że cel, który kiedyś sobie postawił, zniknie z horyzontu, zaś sensem życia będzie konkurowanie z innym ludźmi. Byle tylko ich pognębić, byle pokazać, że przy mnie są nikim, że ja to „ktoś”, a o „nich” nawet szkoda gadać. Jeśli wszystko będziemy postrzegali jedynie przez pryzmat własnych ambicji, staniemy się zawziętymi egoistami. Może nawet dojść do sytuacji, w których będziemy robić dla ludzi wiele dobra i udawać miłosiernego samarytanina jedynie po to, by samemu czuć się dobrze… Bóg daje nam pewne predyspozycje, pomysły, talenty po to, by za ich pomocą służyć innym. Wygramy swoje życie, jeśli te zdolności pomogą nam czynić ten Świat lepszym. Przegramy, jeśli będziemy ich używać przede wszystkim do poprawy swojego...

Read More
Trzy problemy z „Ojcze nasz”
Mar07

Trzy problemy z „Ojcze nasz”

Jezus powiedział do swoich uczniów: “Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje! Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego! Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień” (Mt 6,7-15). Przytoczone przez Jezusa słowa to szczególny prezent Boga dla człowieka. Zapewne wiele razy każdy z nas zastanawiał się, jakich słów powinien używać na modlitwie. O czym Bogu powiedzieć, a o czym nie, by nasza modlitwa była Mu miła. Dzisiaj Jezus daje nam gotową ściągę. Sam Stwórca podaje słowa, które powinniśmy ku Niemu kierować. Ta modlitwa może się wydać za prosta, zbyt ogólnikowa – zaledwie parę zdań, chęć uświęcenia Jego imienia, prośba o nadejście Jego Królestwa, o chleb, przebaczenie win, ustrzeżenie od pokus. A nierzadko tyle chciałoby się powiedzieć! Poprosić o pieniądze, o zdanie sesji, o to, by znaleźć miłość swojego życia, by ktoś bliski wyszedł z choroby. Przeprosić za to, że tyle czasu nie byliśmy w kościele czy u spowiedzi, że za dużo przeklinaliśmy, byliśmy zbyt egocentryczni. Podziękować za to, że żyjemy w zdrowiu, mamy co do garnka włożyć, że dostaliśmy podwyżkę, że pogodziliśmy się z kimś, z kim długo byliśmy pokłóceni. Mimo całej swojej lakoniczności, „Ojcze nasz” zawiera w sobie wszystko, co potrzebne. Paradoksalnie, w momencie, gdy będziemy chcieli ją szczerze wypowiedzieć, ta krótka i na pierwszy rzut oka modlitwa, może okazać się bardzo trudna. Szczególnie trzy zawarte w niej prośby mogą sprawić człowiekowi wiele problemu. „Przyjdź Królestwo Twoje” – bo przecież najchętniej sami zostalibyśmy królami i budowali swoje królestwo na ziemi. Żyli na własnych warunkach i urządzali świat po swojemu, bez potrzeby dostosowywania się do czyichś zasad. „Bądź wola Twoja” – ale tak szczerze, to najlepiej, by wola Boga była tożsama z moją. Jeśli On chce dla mnie czegoś innego niż ja sam, to najczęściej zaczynamy się wzbraniać, udawać, że nie słyszymy Jego głosu, a w najgorszym wypadku – oburzamy się, przestajemy modlić, czasem nawet wierzyć. „Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – a jak często jesteśmy wręcz pewni, że to nie my zawiniliśmy, więc i nie my powinniśmy odpuszczać. Że my to jesteśmy tacy czyści, nikomu niczego złego...

Read More
Rzeczpospolita Polska Malkontencka
Sty19

Rzeczpospolita Polska Malkontencka

Jedną z najciekawszy cech Polaków jest ich stosunek do narzekania. Z jednej strony ganimy je, uznając za irytujące, z drugiej tak weszło nam ono w krew, że nie potrafimy bez niego żyć. Jeśli Polak nie narzeka, to zapewne chory. Albo naiwny optymista. Albo jakiś agent, podpłacony przez wrogów narodu. A jeśli narzeka – pesymista, idiota, który nie widzi tylu pięknych rzeczy, które dzieją się wokół, wampir energetyczny. Nie wyobrażamy sobie spotkań towarzyskich, rozmów w pracy czy w internecie bez wbicia komuś szpilki i zamanifestowania swojego sceptycyzmu. Kontakt z drugim człowiekiem rzadko kiedy może obejść się bez wyrażenia powątpiewania w działania władz państwowych, samorządowych czy kościelnych. Czasem wręcz trzeba wyrazić irytację z powodu tego, co wyczynia ten lub tamten gwiazdor czy inny „autorytet”, lub też cicho ubolewać nad zachowaniem społeczeństwa, wyczynami naszych przełożonych, znajomych, rodziny, sąsiadów. To wszystko jest niestety pokłosiem naszej historii, i śmiesznej, i dziwnej, i (przede wszystkim) tragicznej jednocześnie. Mamy dobre tradycje narzekania, poświadczone przez obserwatorów sprzed kilkuset lat. Już średniowieczni kaznodzieje i moraliści narzekali na to, jak krytycznie prowadziło się ówczesne społeczeństwo, uważając to za obowiązek, wynikający z ich powołania. Potem przyszło odrodzenie i reformacja, której piewcy musieli dogryzać ludowi wiernemu papieżowi i co rusz oficjalnie wątpić w jakieś prawdy, przekazywane przez Kościół katolicki. Polacy w czasach I Rzeczpospolitej narzekali przede wszystkim na rządy (jedni na zbyt słabe, drudzy – na dążące doz byt dużej potęgi) i ciągłe wojny, pustoszące państwo. W końcu XVI wieku nasz wielki poeta Jan Kochanowski w Pieśni o spustoszeniu Podola narzekał na niski poziom obronności kraju. „Wieczna sromota i nienagrodzona/Szkoda, Polaku: ziemia spustoszona Podolska leży/[…]/ Zbójce, niestety, zbójce nas wojują/ Którzy ani miast, ani wsi budują” (w tym, a także w kolejnych cytatach, została zachowana pisownia oryginalna). W latach sześćdziesiątych XVII wieku działało w Rzeczpospolitej bardzo silne stronnictwo profrancuskie, zwane właśnie malkontentami. Reprezentowali je przede wszystkim hetman wielki i marszałek wielki koronny, przyszły król Jan Sobieski oraz prymas Mikołaj Prażmowski. Ich ulubionym zajęciem była walka z wrogim stronnictwem pro habsburskim i popierającym je królem Michałem Korybutem Wiśniowieckim. W najlepszym wypadku malkontenci poddawali publicznie w wątpliwość wszystkie tezy i dążenia przeciwników, w najgorszym – bardzo niemile je ośmieszali, czego dowodem jest choćby bardzo niewybredny paszkwil Jana Wielopolskiego List szlachcica polskiego do sąsiada po sejmie coronationis z Krakowa Anno 1669. Osiemnastowieczna szlachta, a przynajmniej ta, która chciała uchodzić za uświadomioną politycznie i zatroskaną losami Rzeczpospolitej, wręcz prześcigała się w tworzeniu mniej lub bardziej krytycznych dzieł na temat stanu państwa. Jedni byli optymistami, jedni pesymistami, jedni zachowywali w nich pewien poziom, inni – obraźliwie równali z ziemią wszystkich, którzy się nawinęli. Zresztą nie tylko stan szlachecki lubił sobie ponarzekać – ksiądz Benedykt Chmielowski, w swej...

Read More
Telewizor i komputer vs Boże Narodzenie
Gru25

Telewizor i komputer vs Boże Narodzenie

Ilu z nas kolejne święta, zamiast z bliskimi, spędzi przed ekranem telewizora lub komputera? Jak co roku w grudniu, przedświąteczny paradoks trwa w najlepsze – z jednej strony jesteśmy bombardowani telewizyjną ramówką świąteczną, z drugiej zaś – namawiani do spędzenia tego czasu w gronie rodziny. Z jednej strony chcemy, aby nasi bliscy z nami przebywali i rozmawiali, z drugiej – obdarowujemy dzieci i młodzież komputerami i grami, przymykając oko na to, że przez najbliższe dni będą każdą wolna chwilę spędzali przy nich. To jak w końcu? Czy da się pogodzić święta przed telewizorem lub komputerem ze świętami spędzonymi z rodziną? Nie sądzę. Ktoś powie: przecież można oglądać filmy czy seriale razem z bliskimi. Powstaną głosy, że ojciec z synem mogą fajnie spędzać czas, grając wspólnie w grę. Od kogoś usłyszymy, że on przecież się uczy/pracuje, i tylko w święta ma czas na filmy, seriale, gry komputerowe. Jeszcze inny wyleci z hasłem, że „Kevin sam w domu” to już tradycja (które to tłumaczenie jest dla mnie objawem tragicznego zidiocenia i zatracenia zdrowego rozsądku). Czy ktoś naprawdę nazwie gapienie się w  „wspólnym spędzaniem wolnego czasu”? Samo to, że kilkoro ludzi patrz jednocześnie w ekran, przyswajając to, co na nim zobaczy i czasem wyrażając swoją opinię na ten temat, nie znaczy jeszcze, że nawiązuje się między nimi wspólnota. A o to przecież chodzi w czasie świąt! W dzisiejszym świecie jesteśmy bardzo zabiegani. Ciągle biegamy z domu do pracy czy na uczelnię, po nich do lekarza, do fryzjera, do kosmetyczki, do urzędu, do kościoła, na wspólnotę, do sklepu… Z bliskimi często widzimy się jedynie przelotem bądź na Facebooku, czytamy ich sms-y bądź oglądamy fotki na Instagramie. Na szczęście święta Bożego Narodzenia są jeszcze tradycyjnie postrzegane jako czas spotkań z bliskimi. Czas, w którym należy zwolnić, odłożyć codzienne zajęcia i zobaczyć się z tymi, których na co dzień nie mamy obok. Odwiedzić tych, którzy mieszkają daleko, lub samemu zostać przez nich odwiedzionym. W tym grudniowym czasie mamy często jedną z niewielu, jeśli nie jedyną, okazję w ciągu roku, by zobaczyć twarz i usłyszeć głos kogoś spośród rodziny czy znajomych. Niestety, w trakcie tych wizyt często w tle musi „lecieć” telewizja, czy też musimy akurat sprawdzać fejsa… O ile problem z telewizorem jest obecny od ładnych kilku dekad (przynajmniej dwóch-trzech), o tyle w ostatnich kilku-kilkunastu latach podobnie dzieje się z komputerem. Tutaj ofiarami staje się najczęściej młodzież, ale także nawet kilkuletnie dzieci. Bo akurat ktoś dostał pod choinkę nowy komputer, albo jakąś ciekawą, nietanią zresztą grę – więc trzeba je sprawdzić. I tym sposobem, zamiast z rodzicami, rodzeństwem, dziadkami lub też innymi członkami rodziny, młodzi spędzają czas przed ekranem komputera. A jeśli w tym samym...

Read More

Wolontariat ŚDM – otwartość i gotowość służby innym

Tak wielkie wydarzenie, jak Światowe Dni Młodzieży w Krakowie nie może się obejść bez pomocy licznych wolontariuszy. Ilu młodych chętnych do współpracy udało się pozyskać? Skąd pochodzą wolontariusze i jak przygotowują się do swojej pracy? Co zdecydowało o tym, że muszą oni uiszczać dodatkową opłatę za uczestnictwo w ŚDM? O te i inne sprawy pytamy Katarzynę Kucik, koordynatorkę Departamentu Wolontariatu ŚDM Kraków 2016. Kajetan Garbela: Jak wygląda Twoja praca i ile osób Ci w niej pomaga? Są to głównie Polacy, czy też współpracujesz na co dzień z dużą ilością obcokrajowców? Katarzyna Kucik: Departament Wolontariatu odpowiada za rekrutację, koordynację i organizację pracy wolontariuszy krótko- i długoterminowych, pomagających w przygotowaniu ŚDM Kraków 2016. Departament sukcesywnie się rozrastał, aktualnie w jego prace  na stałe zaangażowanych jest 12 osób i kilkunastu wolontariuszy, którzy regularnie pomagają nam w działaniach. Niedawno zakończyliśmy proces rekrutacji i udało nam się pozyskać do współpracy ok. 19 tysięcy wolontariuszy krótkoterminowych z Polski i ze świata. Natomiast w pracach Komitetu Organizacyjnego pomaga 60 wolontariuszy, którzy przyjechali z różnych kontynentów, by przez rok lub też pół roku wspierać przygotowania – logistyczne, medialne, katechez, Festiwalu Młodych lub Wydarzeń Centralnych. Przy rekrutacji i obsłudze wolontariuszy ze świata oprócz osób z Krakowa pomaga wolontariuszka z Warszawy i Francji oraz wolontariusz z Argentyny. Czym powinien charakteryzować się wolontariusz ŚDM? Może jakieś cechy, umiejętności są szczególnie cenione u kandydatów? Ważnym jest, aby wolontariusze Światowych Dni Młodzieży posługiwali się komunikatywnie jednym z oficjalnych języków naszego wydarzenia i mieli doświadczenie pracy z ludźmi, wolontariatu. Szczególnie ważna jest otwartość i gotowość służby innym. Jak przebiegają przygotowania wolontariuszy do służby w czasie ŚDM? Wolontariuszy krótkoterminowych czekają szkolenia z bezpieczeństwa, podstaw pierwszej pomocy oraz komunikacji i organizacji wolontariatu. Odbędą się one w tygodniu poprzedzającym ŚDM, czyli od 18 do 23 lipca. Dodatkowo, każdy z nich przejdzie szkolenie szczegółowe w zależności od wykonywanej służby. Wolontariusze, którzy zaangażowani są długoterminowo w prace przygotowawcze, przeszli również szkolenia z przełamywania barier w ramach projektu Wolontariat PLUS. W ich trakcie uczyli się oni, jak pracować projektowo i w zespole, jak się komunikować oraz jak radzić sobie z problemami, które pojawią się w trakcie pracy. Więcej informacji na ten temat można znaleźć pod adresem: http://www.krakow2016.com/wolontariat-plus. Czy zgłosiła się już wystarczająca ilość wolontariuszy, jeśli w ogóle możemy o takiej mówić? W ostatnich miesiącach rejestracja chętnych była przedłużana.. Rejestracja chętnych do posługi w ramach wolontariatu miała trwać do końca kwietnia tego roku, jednak ze względu na liczne zgłoszenia na samym końcu rejestracji, zdecydowaliśmy się ją przedłużyć. Liczba wolontariuszy zależy od liczby pielgrzymów. Początkowo szacowaliśmy, że do Krakowa przyjedzie ok. 2,5 mln młodych, teraz te szacunki spadły do 1,5-1,8 mln. Dlatego tych 19 tysięcy, które się zgłosiły, w zupełności wystarczy....

Read More
Kapłani Kościoła – słudzy Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Maj19

Kapłani Kościoła – słudzy Najwyższego i Wiecznego Kapłana

Dziś obchodzimy młode i jednocześnie mało znane święto – Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Jak podaje Katolicka Agencja Informacyjna: Zostało (ono) ustanowione w 2012 r. przez Konferencję Episkopatu Polski w odpowiedzi na propozycję papieża Benedykta XVI, by w ten sposób upamiętnić Rok Kapłański i głębiej przeżyć tajemnice wiary, na których trudno dłużej się skupić w czasie Triduum Paschalnego. Dzisiejsze teksty liturgiczne bardzo mocno podkreślają wagę urzędowego kapłaństwa. Pamiętajmy o tym szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy niektórzy katolicy chętnie podkreślają powszechne kapłaństwo ludu bożego, jednocześnie niestety nie oddają należnej czci urzędowi kapłańskiemu. W niektórych parafiach czy wspólnotach, szczególnie na zachodzie Europy, księża są coraz częściej postrzegani  jako administratorzy parafii czy też przewodniczący modlitw. Rzadziej widzi się w nich osoby, które Bóg powołał do specjalnej posługi, a z woli Kościoła otrzymały sakrament świętych i są szafarzami sakramentów. Przypomnienie kapłaństwa wiernych to bezsprzecznie jeden z wielkich owoców Sobór Watykański II, nie można jednak zapominać o szczególnej modlitwie za tych, których Bóg powołał do szczególnego stanu kapłańskiego. Zobacz, co na ten temat ma do powiedzenia konsulator Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny...

Read More
Zbieramy wspomnienia
Maj07

Zbieramy wspomnienia

Zwiedzili kilkadziesiąt państw świata, a dopiero skończyli studia. Jeśli chcecie wiedzieć, jak to możliwe, i co powinni wziąć sobie do serca początkujący podróżnicy, przeczytajcie wywiad z Malwiną i Mateuszem Miszczyńskimi. źródło: blog Mateusz i Malwiny – www.nieobceziemie.tumblr.com  Jak rozpoczęło się wasze podróżowanie po świecie? Malwina: Gdy poznałam Mateusza, on miał już za sobą wiele podróży. Chyba pierwszy raz pojechał gdzieś z mamą w wieku 17 miesięcy, i to autostopem…. Mateusz: To prawda, choć oczywiście niezbyt świadomie (śmiech). Moi rodzice mają świra na punkcie podróży i widocznie uznali wówczas, że to będzie dla niemowlaka najbezpieczniejszy sposób podróżowania (śmiech). Oni wpoili mi miłość do podróży. Zawsze jeździliśmy pod namioty, na dziko, nie korzystaliśmy z żadnych kempingów i im podobnych. Mocno różniło się to od tego, jak spędzali czas znajomi moich rodziców. Ci znowu dziwili się, jak można w ten sposób podróżować z małym dzieckiem, ale jak widać, nic mi się nie stało. Gdy poznałem Malwinę, zaszczepiłem to w niej. Malwina: Moi rodzice raczej nie mają duszy podróżniczej, mnie samą znowu zawsze ciągnęło w świat. Pierwsza moja podróż zagraniczna przypadła na czas podstawówki – zapisałam się specjalnie do chóru, bo wiedziałam, że wyjeżdża on na występ na Węgry. Pamiętam, że z powodu ekscytacji nie mogłam spać przez całą noc przed wyjazdem. Później były jeszcze w moim życiu jakieś podróże, ale prawdziwe zwiedzanie świata rozpoczęło się, gdy poznałam Mateusza. Mateusz: Myślę, że mam tę pasję w dużej mierze dzięki temu, że w dzieciństwie rodzice zawsze pozwalali mi „planować” wszystkie wyjazdy. Pozwalali mi sądzić, że to ja wszystko wymyślam i prowadzę ich na kolejne wojaże. Dodatkowo, jestem też pasjonatem geografii i statystyk – uczyłem się na pamięć wszystkich stolic świata, danych i ciekawostek geograficznych… To wszystko troszkę ucichło we mnie w czasie nauki w gimnazjum, ale później się odezwało i już nie mogłem się powstrzymać. Gdzie pierwszy raz pojechaliście razem? Malwina: Do Stanów Zjednoczonych. Wiedziałam, że Mateusz z rodzicami wybierają się tam na sześć tygodni i sądziłam, że nie mam na to samo najmniejszych szans. Nie wiedziałam, skąd wziąć pieniądze na bilet i jak zareagują moi rodzice, gdy się o wszystkim dowiedzą. Na szczęście, z pomocą nadeszli rodzice Mateusza, pomogli mi zrealizować to marzenie – co sobotę zajmowałam się ich ogródkiem, za co otrzymywałam wręcz horrendalne pieniądze (śmiech). Resztę dołożyła moja rodzina i wreszcie pojechaliśmy. Później było już z górki. Ile państw już odwiedziliście? Mateusz: Ja 50, lub 51, nie pamiętam nigdy, czy liczę Polskę (śmiech). Malwina: Ja mniej, około 40. Najdziwniejsza wyprawa, na której byliście? Malwina: Tutaj mamy chyba oboje to samo zdanie… Mateusz: Zapewne chodzi o podróż do Iranu. Nie planowaliśmy jej zbyt długo, zresztą mieliśmy bilety do Gruzji – Gruzja jest piękna...

Read More