Własność intelektualna: wynagrodzenie
Cze13

Własność intelektualna: wynagrodzenie

Punktem zapalnym wszystkich problemów z tak zwaną własnością intelektualną jest to, od kogo i z jakiego tytułu twórca może otrzymać wynagrodzenie, oraz to, jak wysokie ono powinno być. Wydaje się, że samo pojęcie własności intelektualnej wzięło się właśnie z tego, że ludzie zaczęli wytwarzać dobra, które nie podlegają własności we właściwym sensie. Jeśli dobro nie podlega własności – inaczej mówiąc: nie da się go posiadać, zniszczyć, wyzbyć, ani nie ma się nad nim władzy –  to nie podlega również wymianie ani sprzedaży. Nie można nikomu sprzedać prawdy o świecie wypowiedzianej w postaci twierdzenia. Można najwyżej sprzedać wiedzę o tej prawdzie, o ile jest to moralne, ale to problem na inne rozważania. Można więc zadać pytanie, w jakim celu ludzie mieliby tworzyć dzieła, które nie podlegają wymianie na inne dobra, czyli takie, z które nie można dostać wynagrodzenie. Wiersz poety jest niewątpliwie dobrem, ale trudno utrzymać go przy sobie, skoro raz wypowiedziany może zostać powtórzony przez kogokolwiek. Poeta zaś potrzebuje innych dóbr, aby w ogóle żyć, nie mówiąc już o życiu godnym, zaś za wiersz tych dóbr nie nabędzie. To prowadzi nas do próby rozwiązania problemu tego typu dóbr w postaci własności intelektualnej. Od razu trzeba zwrócić uwagę na to, że dobra, które daje się posiadać we właściwym sensie, nie potrzebują pojęcia własności intelektualnej, stąd sensowne jest rozważać wyłącznie te, których nie da się w ten sposób posiadać – te, których nie ubywa podczas dzielenia i te, których bezpośrednio nie da się posiadać w ogóle, tak jak prawda o świecie. Należy również ustalić, że w tych rozważaniach pieniądz pełni rolę miary dóbr, nie jest natomiast sam w sobie dobrem. Przy tej definicji można powiedzieć, że każde dobro, które podlega własności, można liczyć w pieniądzach. Aby pokazać, że dóbr, które nie podlegają własności, nie można mierzyć w pieniądzach, można zastanowić się, jak wycenić wiersz poety, aby ten mógł otrzymać wynagrodzenie. Mówiąc o kradzieży własności intelektualnej mówimy często o kradzieży potencjalnych zysków. Rzeczywiście trudno jest ukraść poecie wiersz, który został już opublikowany pod jego nazwiskiem, natomiast łatwo jest go przedrukować lub powtarzać czerpiąc z niego zyski. Podobnie rzecz się ma filmem. Dzięki współczesnej technologii możemy kopiować dowolny film dowolną ilość razy. Czy skopiowanie filmu jest jego kradzieżą, skoro właścicielowi niczego w rzeczywistości nie ubyło? Mówimy, że ubyło mu z potencjalnych zysków, lecz jakie miałyby być te potencjalne zyski? Jeśli mamy do czynienia z dziełem, które zostało słabo rozreklamowane i zarobiło mało pieniędzy, a potem ktoś to dzieło “ukradł” i pod swoim szyldem rozreklamował jak należy i zarobił fortunę, to czy ta fortuna była potencjalnym zyskiem twórcy? Przecież ten twórca nie zarobiłby tych pieniędzy mimo wszystko. Należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden element....

Read More
Obym się  mylił – Nie uwierzysz!
Cze06

Obym się mylił – Nie uwierzysz!

Drogi Czytelniku! Na pewno natknąłeś się w Internecie na reklamy magicznych sposobów na odchudzanie. Wystarczy łykać regularnie tabletki, żeby mieć wymarzoną figurę. Ostatnio zainteresowałem się jedną z takich substancji ciekawy, czy to w ogóle ma prawo działać. Okazało się, o dziwo, że tak – inne żródła niesłużące reklamie potwierdzały działanie tego specyfiku. Oczywiście postanowiłem sprawdzić to na własnej skórze. Kiedy jednak podzieliłem się pomysłem z innymi, dowiedziałem się, że taka tabletka być może wspomaga odchudzanie, ale ja też muszę włożyć w to wysiłek. Muszę zwiększyć swoją aktywność fizyczną, bo nie da się po prostu czegoś łykać i chudnąć. Tutaj zaczyna się moja refleksja. Być może to prawda, nie od dziś wiadomo, że odchudzanie jest pożywką dla szarlatanów. Chodzi mi jednak o argumenty. Bo czy ktokolwiek z tych, co mi mówili, że to się nie uda, próbował? Nie! Z góry założyli fiasko, bo… to nie może być takie proste!. Można by pomyśleć, drogi Czytelniku, że gdyby ktoś wynalazł kiedyś taką tabletkę, zarobiłby fortunę. Otóż nie! W czym problem? Wzięto by go za szarlatana i nikt by mu nie uwierzył. Zastanawiasz się pewnie, drogi Czytelniku, dlaczego w ogóle o tym piszę. Otóż pojawił się swojego czasu Człowiek, który wziął chleb i powiedział, że to Jego ciało, kto je będzie spożywał nie umrze, ale będzie żył wiecznie. Czy to może być tak proste? Dalej, ktoś kto wynalazłby sposób na nieśmiertelność, powinien zarobić jeszcze większą fortunę niż ten od odchudzania, a tymczasem umarł na krzyżu. Nawet my, katolicy, w to specjalnie nie wierzymy. Czemu? Bo czy nie twierdzimy, że to nie wystarczy, że potrzeba do zbawienia jeszcze dobrych uczynków, które są jak cegiełki budujące nam dom w niebie? Traktujemy Ciało Boże nie jako zbawienną substancję, a suplement diety, który wspomaga nasze wysiłki do czynienia dobra, kóre dopiero ma nas zbawić. Otóż, drogi Czytelniku, mój wniosek jest taki, że ten sam mechanizm, który sprawia, że nie wierzymy szarlatanom przeszkadza nam w uwierzeniu w Boga. Dlatego, że naszych kryteriów skuteczności nie spełnia zarówno magiczna tabletka odchudzająca, jak i Najświętszy...

Read More

Własność intelektualna – nauka

O sprawach własności powiedzieliśmy sobie już wiele. Wiemy, że potrzebna jest ona do rozwijania cnót, zwłaszcza hojności. Znamy różnicę pomiędzy posiadaniem własności, korzystaniem z niej i władzą nad nią. Wiemy również, że państwo nie może ograniczać władzy nad posiadaną własnością, a nawet zmuszać właściciela do udostępnienia jego własności innym do korzystania. Powinno natomiast dążyć, żeby właściciel, nabywszy odpowiednich cnót, sam udostępniał swoją własność w odpowiedniej ilości, tak żeby jemu i innym służyła w dążeniu do szlachetności. Następnym problemem, jaki należy rozwiązać jest kwestia tego, co w ogóle podlega własności. Czy wszystko da się posiadać, czy są takie dobra, których nie da się posiadać na wyłączność, a jedynie przez wspólnotę? Dalej, czy wszystkie dobra można nabyć i w jakim stopniu oraz czy wszystkich można się wyzbyć? Problem podziału dóbr na rodzaje jest dość obszerny i będziemy jeszcze do niego wracać w przyszłości. Wiele sporów budzi własność, tak zwana intelektualna. Zacznijmy więc od pytania, czy przedmiot sporu jest w ogóle czymś, co można posiadać. Na początku trzeba powiedzieć, że powszechnie za własność intelektualną uznaje się to, co zostało w szerokim rozumieniu stworzone przez człowieka za pomocą zdolności twórczych jego rozumu. Za własność intelektualną nie uznaje się domu lub samochodu, mimo że oba te dobra zostały wytworzone przez człowieka. Chociaż w powszechnym rozumieniu samochód nie jest dziełem “intelektualnym”, pojawiają się próby zakwalifikowania go do takiego. Próby te w rzeczywistości mają na celu uniemożliwić dokonywanie napraw i wymian poszczególnych części przez firmy trzecie i nie można ich tłumaczyć inaczej, jak tylko chciwością. Pokazuje to, że pojęcie własności intelektualnej może być wykorzystane jako narzędzie do tworzenia monopolów w niezwykle nikczemny sposób. Nikczemność ta przejawia się tym, że czyny, które nie mają podstaw do bycia niemoralnymi, przedstawia się jako niemoralne i ściga z ramienia prawa. Wobec tego ważne jest bliższe zbadanie tego, co uważamy powszechnie za własność intelektualną. Już sama próba takiego badania pokazuje, na jak bardzo grząskim gruncie się poruszamy, gdyż dziedziny sztuki, do których się odnosi to pojęcie, tak dalece są od siebie odmienne, że nie powinny być rozpatrywane razem, a to właśnie czynimy, kiedy mówimy o własności intelektualnej. Już na wstępie można zauważyć, że nie wszystkie dobra wytwarzane za pomocą zdolności intelektualnych poddają się własności. Przykładem może być tu spora część nauki. Jeśli naukowiec zauważa jakieś właściwości, które kierują światem, nie staje się przecież ich właścicielem. Nawet jeśli zostaje autorem twierdzenia matematycznego, nie może posiąść na własność praw, które sprawiają, że to twierdzenie jest prawdziwe. Tym bardziej, że przecież prawda nie do niego należy, nawet jeśli to on ją odkrył. Z drugiej strony zaś nie może wyzbyć się autorstwa tegoż twierdzenia. Nie da się żadną siłą sprawić – i być wciąż w...

Read More
Obym się mylił – pokolenie durni
Maj18

Obym się mylił – pokolenie durni

Drogi Czytelniku, maj to jak wiadomo czas pierwszych komunii. Z tej okazji w mediach “światłego” nurtu pojawia się mnóstwo artykułów antykościelnych. Mój wniosek po ich lekturze jest następujący: rośnie nam pokolenie durni. Rozchodzi się o to, że dziecko przystępujące po raz pierwszy do sakramentu komunii jest jeszcze za młode, żeby cokolwiek zrozumieć. Wybacz mi, Drogi Czytelniku, ostre słowa, ale jeśli to jest prawda, to nie pozostaje wiele możliwości. Takie dziecko musi być wtedy albo umysłowo upośledzone, albo ma głupich rodziców. Prawdę mówiąc, żeby zrozumieć sakrament komunii może nie wystarczyć życia, ale z całą pewnością dziewięcioletnie dziecko da się do niego dobrze przygotować. Ja byłem dobrze przygotowany. Moi koledzy też nie wykazywali braku zrozumienia, a wiara w nich niejednokrotnie była silniejsza wtedy niż w późniejszym okresie życia, kiedy zaczęły ich pociągać pokusy tego świata. Jeśli jednak prawdą jest, że współczesnych dzieci nie da się dobrze przygotować do sakramentu komunii, to nie wróżę nam niczego dobrego w przyszłości. Oznacza to bowiem, że potencjał intelektualny naszego społeczeństwa drastycznie spada. Później okaże się, że takie dziecko jest jeszcze za młode na wybór szkoły, studiów, potem pracy, małżeństwa, założenia rodziny i śmierci. Będziemy mieli wtedy do czynienia z pokoleniem wiecznie za młodym na...

Read More
Obym się mylił
Maj05

Obym się mylił

Drogi Czytelniku, nie jest dobrze i będzie jeszcze gorzej. Świat staje się co raz bardziej postępowy i gna do przodu niczym nieszczęśnik zbiegający z wysokiej góry nie mający na tyle siły żeby zwolnić. Póki biegnie ma jeszcze nadzieję, że uda mu się jakoś zatrzymać mimo, że ciągle przyspiesza. A my patrzymy z góry i wiemy jak to się skończy. W tym cyklu krótkich arykułów, który właśnie rozpoczynam chciałbym Ci, drogi Czytelniku, przybliżyć nieco przyszłość. Jak ją poznałem? Czy ktoś mi ją objawił? Czy wszedłem w posiadanie jakichś tajnych akt lub nagrań? Nie! Jestem zwyczajnie polskim redaktorem, stąd chcąc nie chcąc, jakby z założenia, muszę być najmądrzejszy i wszechwiedzący. Nie jestem jednak wróżbitą Maciejem i nie wróżę z kart. Używam rozumu, wiedzy i intuicji, dlatego często się mylę. Cóż, nie wierzę w predestynację, więc wszystko się może zdarzyć, jednak kierunek zdarzeń zawsze da się jakoś oszacować. Choć często lepiej się mylić. Przyszłość rysował Ci będę, drogi Czytelniku, raczej w ciemnych barwach, ale miej nadzieję. Czy Kasandra przepowiadałaby upadek Troi, gdyby mimo klątwy, nie wierzyła, że ktoś jej w końcu uwierzy? Nikt przecież niczego nie robi bez nadziei, że osiągnie cel. Ja też, drogi Czytelniku, mimo pesymistycznego tonu mam na horyzoncie nadzieję. Nadzieję, że będę się...

Read More
Czy potrzeba inkwizycji, żeby spalić kogoś na stosie?
Kwi28

Czy potrzeba inkwizycji, żeby spalić kogoś na stosie?

Jesteśmy grzeszni, niedoskonali i posiadamy wiele przywar. Tak bardzo pragniemy dobrzy i sprawiedliwi, godni czci. Zabiegamy o szacunek i akceptację. Posiadamy przy tym pewną niezwykłą cechę. Nie potrafiąc sobie przebaczyć jesteśmy mistrzami w wybielaniu samych siebie. Choć łatwo nam przyznać się do pewnej ułomności, którą z konieczności trzeba przyznać gatunkowi ludzkiemu, to ponieważ znamy siebie, swoje myśli, uczucia, a zwłaszcza dobre chęci, uznajemy siebie za dobrych mimo wszystko. Czy jednak potrafimy być tak tolerancyjni wobec innych jak wobec siebie? Powiedzieć: “jestem człowiekiem grzesznym i niedoskonałym” jest czymś o wiele łatwiejszym niż przyznać się do popełniania konkretnych błędów. Błąd bowiem jest czymś indywidualnym, należącym do osoby, nie zaś gatunku jako takiego. Jeśli przeinaczamy fakty po to, żeby choć część naszej winy spłynęła na cokolwiek innego znaczy to, że nie umiemy sobie przebaczać. Żeby przebaczyć sobie błąd, trzeba się do niego przyznać. Próby wybielenia przybierają różne formy. Usprawiedliwiamy się okolicznościami, zrzucamy winę na tych, którzy nie mogą się w danej chwili obronić lub jesteśmy jak ten faryzeusz, który modlił się: “Panie, dziękuję Ci, że nie jestem jak ten grzesznik”. Tymczasem ów grzesznik modląc się o przebaczenie win leczył właśnie swoją duszę. Ta faryzejska postawa porównywania siebie do tych, którzy niezaprzeczalnie muszą być od nas gorsi przynosi nam właśnie najwięcej szkody zarówno osobistej, jak i społecznej. Nie mogąc osiągnąć szlachetności staramy się być przynajmniej lepsi od innych. Nie jednak przez zdobywanie sobie cnót, ale przez wykazywanie innym wad. Dlatego odruchowo widzimy w ludziach to co najgorsze. Kiedy na kogoś pada podejrzenie popełnienia zła jesteśmy perfekcyjni w wydawaniu odruchowego wyroku: “winny”. Domyślamy się winy nie szukając prawdy. Oskarżamy innych o zgorszenie, tymczasem gorszy nas własna głupota. Zgorszeniem dla głupiego będzie dziewczyna wychodząca młodo za mąż, gdyż pomyśli sobie, że to z powodu ciąży, Więcej nawet, będzie w stanie dojrzeć tę ciążę, nawet jeśli jej nie ma. Zgorszeniem będzie ksiądz, który za pozwoleniem papieża  bieże ślub i ma dzieci. Tymczasem zgorszenie to nie jest spowodowane decyzją księdza, ale niewiedzą i niechęcią do wiedzy tych, którzy się gorszą. Sami głupcy są więc dla siebie powodem zgorszenia. Bo jeśli ktoś oskarża kogoś o winę nie mając dowodów jest w istocie głupcem i sam siebie ośmiesza. Za dowód bowiem ma wyłącznie swoje domysły, które tworzy na podstawie mętnej opini, która mówi: “ze statystyki wynika, że prawdopodobnie tak jest”. Zjawisko to nie jest wcale nowe. Nie jest to ani znak naszych czasów, ani przywara wyłącznie jednego narodu. Naiwni wierzą, że sądy inkwizycyjne służyły znajdywaniu heretyków i paleniu ich na stosie. Wyobrażają sobie pewnie, że Kościół z umiłowaniem palił na stosach ludzi, których umęczony lud zawzięcie bronił i z odrazą i ubolewanie patrzył na ich cierpienie. Tymczasem wesołej gawiedzi...

Read More
O dobrym i złym ciąg dalszy
Kwi06

O dobrym i złym ciąg dalszy

Kiedy na świat przychodzi kolejna katastrofa pojawia się pełne wyrzutu pytanie: “jak Bóg mógł do tego dopuścić?”. Kiedy jakieś nieszczęście dotyka nas osobiście potrafimy nawet złorzeczyć Bogu i grozić niewiarą. Przecież czy Bóg może istnieć i patrzeć na ludzkie cierpienie? Cokolwiek się dzieje na świecie dzieje się z Bożego dopustu. Ostatecznie nawet w Starym Testamencie Bóg oddaje tytułowego bohatera księgi Hioba w ręce szatana. Zatem trzeba sobie powiedzieć jasno, Bóg będąc nieskończenie dobry dopuszcza zło. Można jedynie zadawać pytanie dlaczego to robi? Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że Bóg dopuszcza zło dla kontrastu. Bez zła nie byłoby dobra tak samo jak bez lewej strony nie byłoby prawej, bez nocy nie byłoby dnia. Szatan wtedy jest potrzebny Bogu po to, aby człowiek miał wybór i musi być zły, żeby Bóg mógł być dobry. Ten sposób pojmowania przeciwieństw bierze się stąd, że potrafimy nazwać tylko te byty, które potrafimy jakoś wyróżnić z rzeczywistości. Jeżeli wyróżnimy jakiś byt z rzeczywistości, zawsze zostaje jakaś reszta. Jeśli z wszystkich bytów wyróżnimy dobre, to zostaną nam te, które takie nie są. Jeśli zdefiniujemy stronę lewą, to musimy nadać nazwę również drugiej. Pojawia się jednak problem. Bóg stworzył wszystko dobre i sam był dobry nawet wtedy, kiedy zło jeszcze nie istniało. Ostatecznie warto się zastanowić, czy światło rzeczywiście potrzebuje ciemności, żeby być światłem? A jeśli to nie wystarcza, to czy ciemność potrzebuje światła, żeby być ciemnością? Potrafimy je nazwać, bo potrafimy je wyróżnić, ale czy gdybyśmy nie umieli nazwać ciemności, czy to znaczy, że by nie istniała? Stąd wniosek, że Bóg nie potrzebuje zła do niczego. Co wtedy z wolną wolą? Czy mielibyśmy wolną wolę, gdybyśmy nie byli zdolni grzeszyć? Można zadać inne pytanie. Czy mamy wolną wolę, bo mamy możliwość czynienia zła? Czy mamy możliwość czynienia zła dlatego, że mamy wolną wolę? Jeśli przyjmiemy, że dobre jest to, co jest zgodne z wolą Bożą, to wyróżniliśmy kategorię bytów zgodnych z wolą Bożą, spośród wszystkich bytów, które do tej kategorii nie należą. Jeśli te pierwsze uznamy za dobre, to jednocześnie drugie musimy uznać za złe. Posiadając wolność wyboru możemy wybierać te byty, które są zgodne z wolą Bożą, oraz pozostałe. Wolność wyboru mamy z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że mamy jakiś wybór. To znaczy, że możemy wybrać pomiędzy więcej niż jednym bytem. Po drugie, nasza wola nie została tak stworzona, żeby zawsze wybierać ustalony wcześniej byt – to znaczy jest wolna. Trzeba zauważyć, że wola może być wolna, nawet kiedy nie ma wolności wyboru, gdyż to nie z wolności wyboru wynika wolna wola, ale na odwrót wolność wyboru wynika z wolnej woli. Oznacza to, że wola może być wolna nawet wtedy, kiedy nie istnieją w...

Read More
Nie kieruj się sercem
Lut22

Nie kieruj się sercem

Jest to trudne do przyjęcia dla współczesnego człowieka, którego świat wciąż pyta o uczucia i wmawia, że najważniejsze jest życie pod to co podpowiada serce. W filmach, serialach, książkach, wypowiedziach popularnych osób można spotkać się z przekonaniem, że zawsze należy się nim kierować. Według nich, jeśli nie wiesz, co robić – zajrzyj w głąb siebie i spytaj, co czujesz. Nic bardziej mylnego. Ustalmy najpierw, co znaczy kierować się sercem. Mówimy wszak o pewnej symbolice, a nie organie pompującym krew. Według niej serce, które jest gorące, stoi zawsze w opozycji do chłodnego rozumu pojmowanego jako czyste wyrachowanie. Rozróżnienie to od razu wprowadza nas w błąd i nie ma w nim miejsca dla moralności. Nie może ona się mieścić ani w sercu, które będąc siedliskiem uczuć, wyłącznie nimi się kieruje i według nich rozpoznaje dobro i zło, ani w domenie rozumu, który waży zyski i straty. Dobrem według serca jest to, co wywołuje w nas pozytywne uczucia, w pewien sposób pociąga, żeby nie powiedzieć kusi. Jeżeli odczuwa ono przyjemność z powodu jakiejś rzeczy, wtedy uznaje ją za dobro. Z tego powodu nie ma w nim miejsca dla sumienia. Widać to wyraźnie na typowym przykładzie rodem z komedii romantycznych. Tani model miłości, który powtarza się w nich nazbyt często, można w skrócie opisać następująco: kobieta i mężczyzna są ze sobą od długiego czasu, jeżeli nie są małżeństwem to żyją jak małżeństwo. Nie układa się im, bo on jest nieudacznikiem, a kobieta przez to czuje się nieszczęśliwa. Następnie poznaje ona nowego mężczyznę, w którym ostatecznie się zakochuje, zostawiając byłego. Wszystko usprawiedliwiają uczucia, bo najważniejsze jest to, co czujesz. Gdyby model filmowy przełożyć na życie, to łatwo zauważyć, że uczucia potrafią wyjaśniać to, co sumienie nazywa zdradą i zaniedbaniem małżeństwa. Gdyby kierować się sercem, wtedy dobrem staje się zostawienie męża lub żony i pójście za kimś, przy kim aktualnie czujemy przyjemność – wszak naprawa związku małżeńskiego wymaga wysiłku, który nie wiąże się z przyjemnymi uczuciami. Jest to jeden z najbardziej czytelnych dla nas przykładów, ale podobne sprzeczności pomiędzy sercem a moralnością lub sumieniem pojawiają się w niemal każdej dziedzinie życia. Tymczasem… „Plami człowieka to co z niego wychodzi. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli i nieczystości, i kradzieże, i zabójstwa, i cudzołóstwa, i chciwość, i przewrotność, i podstęp, i wyuzdanie, i zazdrość, i bluźnierstwo, i pycha, i głupota. Całe to zło pochodzi z wnętrza człowieka i czyni go nieczystym” (Mk 8, 20-22). Jak więc naprawdę wygląda podział na kierownictwo serca albo rozumu w prawdziwym świecie, a nie tym wykreowanym przez złych lub głupich ludzi? Serce to uczucia, a rozum… to nie wyłącznie rachowanie. Rozum przede wszystkim poznaje Prawdę, która może być...

Read More
O stanowieniu prawa
Sty28

O stanowieniu prawa

Jednym z problemów podczas urządzania państwa jest rozstrzyganie legalności prawa. Kiedy ludzie tworzą prawo, pojawia się słuszne pytanie: dlaczego ktokolwiek miałby go przestrzegać? Można również spytać, które z dwóch wykluczających się praw jest bardziej sprawiedliwe. Poniżej znajduje się próba wywodu, który ma rozstrzygnąć, jakie kryterium sprawiedliwości powinniśmy obrać, tworząc nowe prawo. Tak jak źródłem Prawa Bożego jest Bóg, tak źródłem prawa ludzkiego są ludzie. Prawo Boże objawione zostało w Jego Słowie oraz naturze. Jeśli ktoś nie przyjmuje Słowa Bożego z powodu braku wiary, powinien przynajmniej uznawać prawo naturalne za nadrzędne wobec prawa ustanowionego przez ludzi. Prawo ustanowione przez ludzi musi być zgodne z prawem naturalnym i współdziałać z nim w drodze do uszlachetniania człowieka. Prawo naturalne odczytać można bezpośrednio ze stworzenia, które mu podlega. Prawo naturalne dotyczące człowieka jest co do natury tym samym, czym są prawa fizyki, z tą różnicą, że w przeciwieństwie do ciał martwych człowiek obdarzony jest wolną wolą w związku z czym wola ta, choć ma nad sobą prawo, nie musi się do niego stosować w ten sam sposób, co materia nieożywiona. To jednak w człowieku, co składa się z materii nieożywionej, podlega prawom natury, tak jak każdy niewolny byt. Tak więc ciało nie może sprzeciwić się prawom, które go dotyczą. Nie może postanowić, że przestanie podlegać np. grawitacji. Wola natomiast może przeciwstawić się prawom, które ma nad sobą. Skoro wola nie zostaje zmuszona do postępowania według prawa, musi jakoś poznać prawo, które jej dotyczy. Stąd też mówimy o prawie naturalnym człowieka, które powinno przestrzegać to, co w człowieku jest wolne. Stąd też używamy innych pojęć, mówiąc o prawie, które dotyczy istot wolnych. Materia nieożywiona musi przestrzegać zasad natury. Ponieważ jej postępowanie jest konieczne i nie zależy od niej, nie dotyczą jej pojęcia związane z moralnością, takie jak dobro i zło. Wolna wola, mając możliwość postępowania niezgodnego z prawem, podlega sądom moralnym. Zatem obok prawa naturalnego, które stanowi również to, co w człowieku pozostaje podległe fizyce, powinniśmy mówić o prawie moralnym stanowiącym o tym, co jest dobre lub złe dla woli. Pamiętając przy tym, że prawo moralne dla woli jest tym samym, czym dla materii nieożywionej fizyka. Ponieważ nie znamy prawa moralnego w całości, a tylko posiadamy zaszczepione pewne przesłanki – wiemy np. że zabijanie jest złe, ale czasami konieczne – musimy badać prawo moralne i uwzględniać je w prawie stanowionym przez człowieka. Możemy więc powiedzieć, że prawo stanowione jest w takim stopniu sprawiedliwe, w jakim jest zgodne z prawem moralnym będącym częścią prawa naturalnego, które jest tym samym, co Prawo Boże lub wynika z niego bezpośrednio – spór o to zostawmy na inną okazję. Zatem prawo moralne jest jedynym dobrym punktem odniesienia wartościującym prawo...

Read More
Mężczyzna do mężczyzny o kobietach i małżeństwie
Cze30

Mężczyzna do mężczyzny o kobietach i małżeństwie

Drogi Przyjacielu! Dostałem Twoje zaproszenie i niezmiernie się cieszę z tego, że postanowiłeś się w końcu ożenić. Wiem, sam nie jestem lepszy, ale zwracam Ci uwagę, że jesteś ode mnie starszy. Być może jednak będę miał wkrótce zaszczyt zaprosić Cię na swój ślub. Choć to ciągle pozostaje w sferze planów. To wszystko skłania mnie do pewnych przemyśleń i przywraca wspomnienia. Pamiętasz jak często rozmawialiśmy o kobietach? Tak wiem, wbrew pozorom to nie był nasz jedyny temat. To nie tak, że mężczyźni myślą tylko o jednym. Choć trzeba przyznać, że właśnie płeć piękna chyba zaprząta nam myśli najczęściej, a co w głowie to i na języku. Mogę nawet zaryzykować i powiedzieć, że świetnie znam Twoją przyszłą żonę, choć nigdy jej na oczy nie widziałem. Obiad dla mężczyzny jest jak kwiaty dla kobiety Na pewno jest wspaniałą kobietą gotową do poświęcenia rodzinie. W dzisiejszych czasach nie łatwo taką znaleźć. Wszędzie te nieszczęsne feminizmy. Przez nie kobiety często przeinaczają nasze kryteria. Mówią, że chcemy z nich zrobić kury domowe, zagonić do prania, gotowania i prasowania. Często taka niewiasta oczami wyobraźni  widzi mężczyznę myślącego o tradycyjnym modelu rodziny, leżącego na kanapie przed ekranem telewizora z piwem w ręku. To przykre, bo jakoś ten model musiał się wykreować. Te same kobiety widzą małżeństwo na zasadach partnerstwa i chcą dzielić każdy obowiązek na pół. Tak samo jak ja wiesz, jakie to niepoważne – niechby taka spróbowała moich wyczynów kulinarnych. Pisałeś, że Twoja narzeczona świetnie gotuje – nie wiem po co. Przecież zawsze Ci powtarzałem, że kobieta, która nie umie gotować to nieszczęście. Nie podejrzewałbym Cię o taką bezmyślność, żebyś wybrał sobie kulinarną analfabetkę. Wiem, że odgryzłbyś się znów tymi „kobietami do garów”. Coś jednak jest w tym, że gotowanie jest rolą kobiecą i powiem Ci, że próbowałem dojść do tego, czym jest to „coś”. Doszedłem. Otóż wydaje mi się – i to już chyba zawsze pozostanie w sferze domniemań – że dla mężczyzny dostać obiad to jak dla kobiety kwiaty. Wiem, może się to w pierwszej chwili wydawać śmieszne, ale pomyśl nad tym. Chociaż z tym obiadem trzeba powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Kiedy pół obiadu robię sam, to już nie odbieram go jako dar, a własną (współ)robotę. Dlatego też jestem przeciwny dzieleniu ról na pół i wolałbym pozostać przy tym, że jedne są kobiece, a inne męskie. Zawsze kiedy przykładam do czegoś rękę, mam to poczucie „bycia kwita” z osobą, z którą współdzielę obowiązek. Kiedy jednak dostaję coś, co mi się być może nawet nie należy, to mam głębokie poczucie wdzięczności, które budzi we mnie potrzebę odwdzięczenia się. Powiedz mi, czy to wzajemne odwdzięczanie się sobie dobrem za otrzymane dobro nie buduje miłości? Piękno wiary,...

Read More