Po co nam Post?
Lut28

Po co nam Post?

Po wyjątkowo długim karnawale przyszedł czas Wielkiego Postu. Dla wielu z nas któryś z kolei, może już nawet tak oswojony i oczywisty, że przestał robić większe wrażenie. Post jest przecież przewidywalny: zaczyna się zawsze Popielcem, trwa 40 dni, skupia się wokół sześciu niedziel. Ile razy już to słyszeliśmy? A Kościół z uporem maniaka rok w rok sypie na nasze głowy popiół, zachęcając do kolejnego nawrócenia. Duszpasterze prześcigają się w zapraszaniu najlepszych rekolekcjonistów, dzieci zbierają naklejki za uczestnictwo w nabożeństwach pasyjnych, a Gorzkie Żale gromadzą amatorów barokowej polszczyzny, rozważających mękę Chrystusa. Po co to wszystko? Wielki Post jest szansą, żeby dostrzec, czego brakuje naszemu chrześcijaństwu. Rezygnacja z rozrywki, używek i części pokarmów nie jest w zamyśle Kościoła ani torturą, ani czymś co robi się dla sportu, by sobie i światu coś udowodnić. Post ma pomagać nam w oczyszczeniu naszego życia z nadmiernych oczekiwań, przywrócić odpowiednią hierarchię potrzeb oraz ich zaspokajania. W ten sposób powstaje przestrzeń, którą może wypełnić Bóg. Dobrze przeżyta asceza owocuje dlatego równowagą ducha i pokojem serca, które zwracają oczy wierzącego człowieka na Tego, od którego pochodzi wszelkie dobro. Trzy tradycyjne aspekty Wielkiego Postu: modlitwa, post i jałmużna pokazują, że w każdej sytuacji mogę się czymś podzielić z moim bliźnim. Ta świadomość uwalnia serce od przymusu posiadania i pozwala wznieść się ponad przyziemność oraz troski codzienności. Nie jest to łatwa droga, ale pokonanie jej pozostawia w człowieku trwały ślad, który przeciera szlaki stopniowemu nawróceniu.     Jezus powiedział do swoich uczniów: «Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi...

Read More
O Tannenbaum!
Gru25

O Tannenbaum!

Trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie bez choinki. Wiele osób zadaje sobie sporo trudu, by ich drzewko było najładniejsze na świecie: zielone,pachnące, ozdobione tak pięknie, jak się tylko da. A pod nim obowiązkowo góra prezentów. Jaka choinka, takie święta? Część powie pewnie, że przesadzam. Być może tak właśnie jest. Ale spróbujcie sobie wyobrazić wasze świąteczne domy bez choinki. Bez jej zapachu (o ile macie żywą), połysku bombek i subtelnego światła lampek. Okropne, prawda? Sama nie zdawałam sobie sprawy, jak ważny jest to element Bożego Narodzenia, aż do pewnego dnia, kiedy  jej zabrakło. Zbyteczne drzewko Zdarzyło się to rok temu i to w ojczyźnie choinki, czyli w Niemczech. Odpowiedzialni za mój berliński akademik uznali choinkę za element zbyteczny. Dostaliśmy przecież wieniec adwentowy (swoją drogą dość nędzny substytut drzewka), a skoro nikogo nie będzie przez święta w Berlinie, to nie ma po co kupować drzewka. Na nic się zdały tłumaczenia i prośby. Akademikowa wigilia odbyła się bez drzewka i tylko wzajemne obdarowywanie się prezentami uratowało resztki świątecznej atmosfery, choć prezent wzięty z podłogi to naprawdę nie to samo co prezent spod choinki… Zielony domownik W Boże Narodzenie mogłam się, dzięki Bogu, do woli nacieszyć przepiękną choinką – starannie wybraną, pieczołowicie ozdobioną wspólnymi rodzinnymi siłami. Nasza jodła cieszyła oczy i serca, gromadziła domowników oraz gości przy świątecznym stole. Była symbolem tego, że w domu dzieje się coś szczególnego, coś ważnego. Ale zaraz potem trzeba było wrócić do Berlina i spróbować oswoić się z brakiem choinki… Adopcja Już 27 grudnia na niemieckich ulicach pojawiło się pełno drzewek, które ludzie bezceremonialnie powyrzucali. W końcu Boże Narodzenie przeszło już do historii, więc  po co komu taka zawalidroga? Większość choinek była jeszcze całkiem świeża, widać kupiona tuż przed Wigilią. Postały, biedne, te dwa dni, by zaraz potem wylądować na ulicy w oczekiwaniu na wywóz choinkowych śmieci. Moje serce omal nie pękło na ten straszliwy widok. Jednak wrodzona polska pomysłowość podpowiedziała mi, żeby przygarnąć jedno z tych bezdomnych drzewek, co też uczyniłam. Zaadoptowane bezdomne drzewko szybko zostało ozdobione i było źródłem akademikowej radości aż do lutego. Morał Nie chodzi tu jednak o historię mojej zeszłorocznej choinki, którą można uznać za trywialną. Rzecz w tym, że stosunek do tego najbardziej rozpoznawalnego atrybutu Bożego Narodzenia wydaje mi się wyjątkowo dobrze odzwierciedlać postawę wobec tych Świąt. Są osoby, którzy już w Adwencie ubierają drzewko, pozwalają mu stać do 25 grudnia, po czym wyrzucają je. Po tych 5 tygodniach gubi już też ono igły, co dodatkowo przemawia na jego niekorzyść. Jest to dla mnie obraz ludzi, traktujących tradycje według własnego, przeważnie również hedonistycznego, uznania. Choinka jest fajna, ładnie wygląda, przywołuje na myśl sielskie obrazy z dzieciństwa, więc nadaje się idealnie na poprawę...

Read More
Jutro o tej samej porze
Gru20

Jutro o tej samej porze

Już kilka dni przed pierwszą niedzielą adwentu powtarzałam w myślach znane mi adwentowe pieśni, żeby w pełnej gotowości zameldować się na roratach i móc na całe gardło śpiewać „Rorate coeli”. Z mamą zastanawiałam się, czy organista znowu zaśpiewa tylko dwie zwrotki mojej ulubionej pieśni „Archanioł Boży Gabriel”, kończąc słowami „nic nie rzekła aniołowi”, które w głowach nieco uważniej słuchających wiernych wywołują mały logiczny dysonans. Tym bardziej, że Matka Boża i jej „fiat” często stanowią motyw przewodni adwentowych homilii. Niby ciągle mówi się o dwóch wymiarach adwentu: oczekiwaniu na Paruzję, czyli powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów i przygotowaniu do pamiątki przyjścia Zbawiciela w tajemnicy Wcielenia. Mimo to odnoszę wrażenie, że aspekty eschatologiczne schodzą na dalszy plan, przesłonione figurkami Dzieciątka schodzącego po kolejnych stopniach do żłóbka, kiermaszami świątecznymi i całym tym okołobożonarodzeniowym zamieszaniem, w które – chcąc, nie chcąc – jesteśmy uwikłani. Ale czy naprawdę to Boże Narodzenie numer (tu należy wstawić swój wiek) powinno nas tak bardzo zajmować?  W czasie ostatniej w tym roku liturgicznym mszy świętej uderzyły mnie słowa z Apokalipsy św. Jana (Ap 22,7): „A oto niebawem przyjdę”. A w Ewangelii Jezus przestrzegał: „Czuwajcie wiec i módlcie się w każdym czasie, byście mogli stanąć przed Synem Człowieczym” (Łk 21,36). I wtedy w mojej głowie przestawiła się jakaś zwrotnica. Taka dobra zmiana. To jest to! "Przyjdę. Niebawem. Może nawet dziś albo za sto tysięcy lat". Wszak Bóg liczy czas nieco inaczej niż człowiek. Ale On chce, żeby na Niego czekać, żeby za Nim tęsknić, żeby wypatrywać nadejścia Jego królestwa. Koniec świata można rozpatrywać w dwóch kontekstach: własnej śmierci, po której każdy staje przed Bogiem twarzą w twarz, i Paruzji. Oba te wydarzenia łączą się z sądem, jaki Chrystus obędzie nad każdym z osobna, a także nad całą ludzkością. I ta wizja przeraża wielu chrześcijan na tyle, że gotowi byliby modlić się „przyjdź królestwo Twoje, ale jeszcze nie teraz”. Świadomość własnej grzeszności i możliwości wiecznego potępienia wiąże się ze strachem. Joseph Ratzinger ujmuje ten problem we „Wprowadzeniu w chrześcijaństwo” następująco: „Artykuł wiary o sądzie mówi nam o tym, że o nasze życie ktoś nas zapyta i niepodobna będzie tego pytania nie dosłyszeć. Nic i nikt nie upoważnia nas do tego, by lekceważyć sobie niezmierną powagę tkwiącą w takiej świadomości. Wskazuje ona, że życie nasze jest sprawą poważną i właśnie przez to nadaje mu godność”. Jednak nie można zapominać, że Jezus nie przyjdzie zrobić wielkiego spektaklu z wypełnieniem apokaliptycznych wizji, by udowodnić wszystkim, że On faktycznie jest Bogiem. Potem ci „dobrzy” pójdą potem do nieba, a ci „źli” – do piekła. Ratzinger pisze dalej we „Wprowadzeniu”: „Sędzia stanie przed nami nie jako ktoś zupełnie obcy, tylko jeden z nas, kto...

Read More
Błogosławiona niewiedza – I Niedziela Adwentu
Lis26

Błogosławiona niewiedza – I Niedziela Adwentu

Od dwóch tysięcy lat prawdopodobieństwo, że Chrystus właśnie dzisiaj przyjdzie powtórnie, jest każdego dnia takie samo. Dlatego codziennie „opłaca” się być czujnym, by nie przegapić właściwej chwili. Jezus powiedział do swoich uczniów:  «Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, że przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona.  Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie». (Mt 24, 37-44) Jezus zachęca dzisiaj swoich uczniów do roztropnego czuwania, opierającego się na równowadze między doczesnością a wiecznością. Chrześcijanin to nie jest człowiek, który naiwnie i pasywnie czeka, aż „to” się w końcu wydarzy. Dzień Pański ma nas zastać przy naszej codzienności: w domu, pracy, na uczelni, przy naszych zwyczajnych obowiązkach. Nasze serce powinno zaś być wypełnione radosną tęsknotą za Bogiem, za Jego ostatecznym zwycięstwem nad złem i śmiercią. Przyjście Chrystusa przyniesie udręczonej ziemi upragniony pokój i rozpocznie wieczne szczęście człowieka z Bogiem. Fakt, że nie wiemy, kiedy to nastąpi, jest dla nas błogosławieństwem. Dzięki temu każdego dnia możemy na nowo wypełniać nasze serca nadzieją, że to może już. Przyjdź wreszcie, Panie! Czekamy na Ciebie już tak...

Read More
Dziwny Król – XXXIV Niedziela Zwykła
Lis19

Dziwny Król – XXXIV Niedziela Zwykła

Chrystus jako pierwszy pokazał najlepiej, na czym polega Jego królestwo: na bezgranicznej miłości. Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: «Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym».  Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: «Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie».  Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: «To jest Król żydowski».  Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas».  Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił».  I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa».  Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju». (Łk 23, 35-43) Jezus jest bardzo dziwnym królem. Nie nosi korony ani innych insygniów władzy, nie rozkazuje nikomu z wyjątkiem złych duchów. Przyjść do niego może każdy. Nie trzeba prosić o audiencję ani przechodzić przed spotkaniem przez kontrolę bezpieczeństwa. Nie interesują się Nim media, próżno szukać informacji o nim na portalach o życiu gwiazd. A jednak tak wielu ludzi chce być Jego poddanymi. Dla królestwa Jezusa oddają wszystko, jeśli trzeba nawet i życie. Chrystus, któremu poddane zostało każde stworzenie, nie jest bowiem tyranem, który chce narzucić nam swoje zasady. On sam pierwszy pokazał najlepiej, na czym Jego królestwo polega: na bezgranicznej miłości, która nie zawaha się nawet w obliczu krzyża. Takie miłosierdzie szokuje, a nawet gorszy, bo nie pozwala być obojętnym. Jezus, Król Wszechświata, pomimo swej nieograniczonej władzy nie zmusza jednak nikogo do przyłączenia się do Jego królestwa. Można z niego szydzić, przechodząc obok krzyża. Można też w cierpiącym Bogu-Człowieku rozpoznać Pana, który właśnie króluje wywyższony. Choć dzisiejsza uroczystość czci Chrystusa Króla Wszechświata, to nie można zapomnieć, że ukochanym tronem Jezusa są kochające Go ludzkie serca. To jest najprawdziwsze królestwo...

Read More
Ocalić życie – XXXIII Niedziela Zwykła
Lis12

Ocalić życie – XXXIII Niedziela Zwykła

Chrystus daje zapewnienia, że dla człowieka wierzącego i wiernego Jego słowom, śmierć nie będzie trwogą. Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony».  Zapytali Go: «Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?»  Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz „nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec».  Wtedy mówił do nich: «Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie.  Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.  Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić.  A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie». (Łk 21, 5-19) Co jakiś czas pojawia się nowa zapowiedź końca świata, którego datę ktoś ustalił na podstawie starożytnych przepowiedni, kalendarza Majów czy jeszcze jakiś innych magicznych obliczeń. Prawie każdy z nas przetrwał przynajmniej jedną apokalipsę, która nie różniła się zbytnio od innych, zwyczajnych dni. Jezus w dzisiejszej Ewangelii ostrzega przed fałszywymi prorokami, którzy na ludzkim strachu będą próbowali zbić swój kapitał. Strach jest bowiem narzędziem w rękach szatana. Chrystus zapewnia jednak, że wiernych i wytrwałych uczniów apokaliptyczne kataklizmy nie napełnią trwogą. Nawet prześladowania z ręki najbliższych nie będą w stanie odebrać im wiary i ufności w Bożą obecność i opiekę. Śmierć nie zostanie im oszczędzona, ale przez swoją wytrwałość ocalą zgodnie ze słowem Jezusa swoje życie, życie wieczne, którego nikt nigdy nie będzie mógł im zabrać. Tak jak w imię Jezusa chrześcijanie byli, są i będą prześladowani, tak w Imieniu Jezus znajdą zbawienie i wieczne...

Read More
Optyka wieczności – XXXII Niedziela Zwykła
Lis05

Optyka wieczności – XXXII Niedziela Zwykła

Pomiędzy uroczystością Wszystkich Świętych a niedzielą Chrystusa Króla Wszechświata Kościół kieruje intensywnie naszą uwagę na życie wieczne. Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: «Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: „Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu”. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta.  Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę».  Jezus im odpowiedział: «Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.  A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją». (Łk 20, 27-38) Młodzieńcy z pierwszego czytania nie wahają się oddać ziemskiego życia w obronie swojej wiary, ponieważ wierzą, że Bóg wskrzesi ich do nowego życia. Ich nadzieja pokładana pozwala im umierać bez żalu i strachu. Wiedzą także, że nie są jedynymi dysponentami swojego życia: ono jest darem od Boga i decyzja o jego końcu należy właśnie do Niego. Przez śmierć chrześcijanin przechodzi do życia wiecznego, które oznacza zupełnie nową jakość ludzkiej egzystencji: nieśmiertelność i możliwość bezpośredniego widzenia Boga. Jezus zaznacza, że wieczność będzie rządziła się zupełnie innymi prawami niż ziemska rzeczywistość. Sformułowanie „Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba” oznacza, że każdy z nas ma własną, niepowtarzalną drogę do Boga i On wychodzi nam nieustannie na spotkanie w miejscu, gdzie żyjemy i konkretnym czasie. Wszyscy bowiem żyją dla Niego, czyli są powołani do wiecznego szczęścia z Nim i wspólnotą zbawionych w...

Read More
Raport z (bez)bożnego miasta
Paź17

Raport z (bez)bożnego miasta

Jak to jest być chrześcijaninem w samym środku jednej z największych duchowych pustyni świata? Czy misje w dalekich zakątkach Afryki, Azji, Ameryki mają jeszcze sens? Kilka słów o potrzebie rechrystianizacji, ewangelizacji i niewydolności europejskiego serca. W Polsce słyszy się co nieco o zamykaniu kościołów i zamienianiu ich na muzea, galerie sztuki czy kawiarnie. Kiwamy wtedy smutno głową, po czym wracamy do swoich zajęć, ciesząc się, że „to” dzieje się gdzieś daleko. Tymczasem najbardziej jałowe duchowo miejsca tego świata znajdują się tuż za naszą zachodnią i południową granicą i potrzebna im jest ewangelizacja. W dziedzinie sekularyzacji prym wiodą Czechy, a tuż z nimi plasują się wschodnie Niemcy z Berlinem. W tym właśnie mieście przyszło mi studiować i mieszkać. A ponadto skonfrontować moją wiarę z zupełnie odmiennymi możliwościami jej praktykowania. Wiarę wyniesioną z tradycyjnego polskiego katolickiego domu, będącą nie mniej jednak owocem świadomej decyzji o dopuszczeniu Pana Boga do mojego życia. Różnica jest naprawdę olbrzymia. Większość polskich chrześcijan nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dogodne warunki do praktykowania oraz rozwoju wiary panują w „nadwiślańskim skansenie”, jak niektórzy chcieliby to widzieć. Lepszy skansen czy pustynia? Oto jest pytanie… BYĆ JAK BABCIA Religia nie jest wprawdzie pierwszym tematem, jaki porusza się przy poznawaniu nowych ludzi. Jednak krzyżyk wiszący na szyi czy znak krzyża czyniony w uniwersyteckiej stołówce przed jedzeniem zaczął prowokować takie pytania. Dość szybko okazało się, że z mojej 9-osobowej grupy tylko ja regularnie chodzę do kościoła. Niektórzy dwa razy dopytywali, czy naprawdę uczestniczę w mszy świętej co niedzielę, z niedowierzaniem zastanawiając się, skąd mam tyle czasu. Większość z nich jest ochrzczona, określa się nawet mianem „wierzących”, ale do świątyń zagląda co najwyżej z okazji ślubów i Bożego Narodzenia, bo „wtedy jest tak fajnie”. Wszystko ponadto byłoby stanowczo zbyt męczące. To i tak było jedynie preludium. Kiedyś w czasie dłuższej przerwy wywiązała się dyskusja o przykazaniach oraz katolickiej moralności. Moi znajomi byli w ciężkim szoku, kiedy dowiedzieli się, że można stosować się do tych zasad, pozostając jednocześnie całkiem „normalną” osobą, z którą można od serca pogadać, a nawet się z nią zaprzyjaźnić. Coś takiego! Jedna z koleżanek z rozbrajającą szczerością powiedziała mi, że widzi bardzo duże podobieństwo między mną a swoją babcią i że to jak najbardziej pozytywne wrażenie. Tylko ta subtelna różnica pokoleń – pomyślałam sobie… SAMI SWOI Z tą babcią coś jest jednak na rzeczy. Na mszy świętej w dni powszednie jestem zazwyczaj najmłodsza. Średnia wieku plasuje się około 60. roku życia. Zdecydowaną większość stanowią kobiety. Niemal wszyscy znamy się z widzenia. Trudno przecież nie rozpoznawać tych samych kilkunastu twarzy, które widzi się prawie codziennie. Fakt, że mamy codziennie msze święte poprzedzone adoracją eucharystyczną to prawdziwy ewenement. Kościół ten...

Read More
Beksińscy górą
Wrz29

Beksińscy górą

W Gdyni zakończył się 41. Festiwal Filmowy-  największe swieto polskiego kina. Walka o “Zlote Lwy” trwala do samego końca, a jury nie zawiodło widzów, przyznając glowna nagrodę “Ostatniej rodzinie” Jana P. Matuszyńskiego. W konkursie głównym startowało 16 filmów, jednak faworytów było dwóch: “Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, wielokrotnie nagradzanego w Gdyni oraz “Ostatnia rodzina” debiutującego Jana P. Matuszyńskiego. Jury pod przewodnictwem Filipa Bajona wykazało się duża odwaga, przyznając trzeci raz w historii główna nagrodę debiutantowi, podczas gdy festiwalowy weteran po raz kolejny musiał zadowolić się nagrodami indywidualnymi dla swojego najnowszego obrazu.   Filmowa opowieść o życiu słynnej rodziny Beksińskich, czyli “Ostatnia rodzina” zgarnęła również statuetki dla najlepszych odtwórców ról pierwszoplanowych. Wyróżniono powracającego po kilkuletniej przerwie na duże ekrany Andrzeja Seweryna (filmowy Zdzisław Beksiński) oraz Aleksandrę Konieczną, która wcieliła się w Zofię Beksińską Widzowie, których pierwsze uznanie już potwierdziła festiwalowa nagroda publiczności, będą mogli oglądać zwycięski film w kinach od 30 września. “Srebrne Lwy” otrzymał “Jestem morderca” w reżyserii Macieja Pieprzycy. Jego tez nagrodzono za najlepszy scenariusz, będący oparta na faktach historia młodego milicjanta, któremu przyjdzie zmierzyć się z zawikłana sprawa seryjnego zabójcy kobiet. Wzbudzający olbrzymie emocje na długo przed premiera “Wołyń” Smarzowskiego został doceniony za zdjęcia autorstwa Piotra Sobocińskiego jra oraz charakteryzacje. Występująca  w tym filmie Michalina Łabacz otrzymała nagrodę za profesjonalny debiut aktorski. Sam reżyser odmówił przyjęcia Nagrody Specjalnej Prezesa TVP z rak Jacka Kurskiego, uzasadniając to obrona przed próbą upolitycznienia swojego filmu. Życzeniem Smarzowskiego jest także, by film łączył Polaków i bronił się sam swoja wartością artystyczną, nie będąc narzędziem politycznych rozgrywek. Nagrodę za reżyserię odebrał Tomasz Wasilewski za “Zjednoczone stany miłości”, laureata Srebrnego Niedźwiedzia na tegorocznym Berlinale. Ponadto film został także wyróżniony w kategoriach: drugoplanowa rola kobieca (Dorota Kolak), drugoplanowa rola kobieca (Łukasz Simlat), kostiumy oraz montaż. Za najlepszy debiut reżyserski nagrodę odebrał  Bartosz M. Kowalski za film “Plac zabaw”. Statuetkę w kategorii muzyka przyznano “Motion Troi” za ścieżkę dźwiękową do obrazu “Szczęście Świata”, który doceniono również za scenografię. Festiwal Filmowy w Gdyni, dawniej Festiwal Polskich Filmów Fabularnych, istnieje od 1974 roku. Ten najważniejszy przegląd polskiego kina co roku gromadzi około 2000 profesjonalnych twórców z całego świata i 45 tysięcy widzów, biorących udział w pokazach konkursowych, spotkaniach oraz innych wydarzeniach towarzyszących, które jako działania edukacyjne stanowią integralna część festiwalu, ponieważ jego celem jest przede wszystkim popularyzacja polskiej...

Read More
Niewolnicy zegarka
Wrz12

Niewolnicy zegarka

Brak czasu, zwłaszcza tego wolnego, to plaga współczesności. Biegniemy do tramwaju, nie wyrabiamy się z pracą, nie zdążamy odpisać na wszystkie maile ani przeglądnąć zdjęć z wakacji. Wiecznie gonią nas jakieś terminy, a zegarek bezlitośnie odmierza chwile, które pozostały nam do deadline’ów, podkręcając poziom stresu do maksimum. Czy naprawdę to jedyny scenariusz dla człowieka XXI wieku? Czas był, jest i będzie ponad oraz poza nami. Widzimy tylko skutki jego upływu. On sam wymyka się naszej percepcji, przekracza nasze kategorie. Nie bez powodu nazywamy Boga „Panem czasu”, podkreślając, że On jako jedyny ma nad nim władzę. Czas jest wyjątkowo sprawiedliwy. W żadnym momencie historii dana sekunda nie trwała ani krócej, ani dłużej niż jakakolwiek inna. Obiektywnie patrząc, wszyscy jesteśmy w konfrontacji z czasem niezaprzeczalnie równi. Jednak każdy człowiek posiada również swoje subiektywne poczucie jego upływu. Co do tego nie ma raczej wątpliwości. Zastanawiam się jednak, czy wyrażenie „mieć czas” (zawierające czasownik wskazujący na posiadanie) lub brak czasu, brzmiące w wielu językach analogicznie, nie jest jakąś ironiczną iluzją, za pomocą której ludzkość postanowiła się łudzić przez całe wieki. Może to tylko szukanie językowych niuansów nieistotne dla całego problemu. Nie mogę się mimo wszystko oprzeć wrażeniu, że tak dobrze znane nam zdanie „Nie mam czasu” oprócz funkcji sloganu ma jeszcze swój głębszy sens. Podświadomie wyrażamy w ten sposób swoją bezradność wobec upływającego czasu przyznając, iż nie jesteśmy wcale jego właścicielami. Niewolnikami  też nie. Przynajmniej nie powinniśmy być. PARANOJA WYDAJNOŚCI Abstrahując od filozoficznych zawiłości można powiedzieć, że wolności nam raczej nie brakuje. Rozwijamy się, uczymy, pracujemy, podróżujemy, wydajemy pieniądze, podejmujemy setki decyzji i wolno nam naprawdę dużo. Łączy nas jednak jedno zniewolenie. Jego narzędziem jest mały przedmiot noszony przez większość ludzi na nadgarstku albo wbudowany w każde elektroniczne urządzenie. Zegarek. Tykające wskazówki i migające cyfry w pełni nami sterują. Mówią, kiedy wstać, wyjść do pracy, zjeść obiad, kiedy nam brak czasu na coś itd. Kiedy nie wiemy, która jest godzina, ogarnia nas panika. Nasze życie jest zaplanowane zazwyczaj co do minuty. A kiedy coś/ktoś się spóźnia i plan przestaje działać, zaczyna się duży problem, przeradzający się zazwyczaj w całą serię mocno niefortunnych wydarzeń. Może nie byłoby to nawet takie złe, gdyby nie paranoja wydajności, w którą popadliśmy. Nie można przecież zmarnować ani chwili, więc trzeba ciągle coś robić − coś pożytecznego i produktywnego. Sen i odpoczynek to domena emerytów. Przecież zawsze można jeszcze dopisać dwa zdania do pracy zaliczeniowej, przeczytać jeszcze jedną publikację, poprawić to i owo, a na urlopie trzeba koniecznie zaliczyć wszystkie zabytki opisane w przewodniku. Chcąc wykorzystać w pełni czas, zaczynamy się zachowywać jak chomik w kołowrotku. Biegniemy, przyspieszamy, ale czasu ani trochę nie przybywa, cały czas cierpimy na brak...

Read More