Za dobro – wynagradzać, za zło – karać
Mar20

Za dobro – wynagradzać, za zło – karać

Na wychowywanie dzieci nie ma jednej, niezawodnej i niezastąpionej metody. Niemniej należy zauważyć, że każde działanie podejmowane przez rodziców ma ogromne znaczenie w procesie kształtowania osobowości i charakteru dorastającego człowieka. Każdy rodzic pragnie, aby jego dziecko w przyszłości wiodło szczęśliwe i spokojne życie. Jednym ze sposobów, który ma ułatwić osiągnięcie tego celu, jest takie wychowanie dziecka, które przygotuje je do dorosłego życia. Chodzi w znacznej mierze nie tylko o okazanie miłości czy wpojenie pewnych wartości, ale także o zakreślenie swego rodzaju granic dozwolonego postępowania. Rodzice starają się przekazać pociechom, że niektóre zachowania są zabronione i nietolerowane przez społeczeństwo. Przekroczenie wyznaczonych reguł skutkuje zwykle nałożeniem jakiejś kary. KARA JEST MITEM Dokonując psychologicznej analizy wpływu karania na dalsze zachowania człowieka, nie sposób nie dostrzec i przejść obojętnie obok wskazywanych zagrożeń i swego rodzaju efektów ubocznych. Otóż karanie służy najczęściej do tłumienia niepożądanych zachowań społecznych, a nie jest nakierowane na ich całkowitą eliminację. Kara nie ma charakteru pedagogicznego, ponieważ nie wskazuje dobrego zachowania, pożądanego w danych okolicznościach. Dlatego kara stanowi przykład kształtowania ludzkich reakcji, określany w psychologii jako wzmocnienie negatywne. Badacze podkreślają, że zjawiskiem pojawiającym się w sytuacjach częstego stosowania kar jest tzw. generalizacja hamowania. Zjawisko to polega na osłabieniu wszelkiej inicjatywy danej jednostki. Osoba przestaje udzielać się w relacjach społecznych. Można wówczas mówić o wycofaniu się danej jednostki z aktywności, które jest motywowane uzyskaniem „świętego spokoju”. Dla przykładu napiętnowanie przy całej klasie ucznia za jego reakcję, może osłabić jego późniejszą aktywność. W efekcie może dojść do braku zaangażowania w wykonywaną pracę i niechęci do udzielania się na forum klasy.   Często zwraca się uwagę, że karanie wzbudza u dzieci silne emocje, takie jak gniew czy lęk. Nadmierne i nieumiejętne karanie związane jest z ponoszeniem kosztów emocjonalnych i może prowadzić do popadnięcia w apatię czy stany nerwicowe. W większości przypadków dochodzi także do unikania źródła karania. Chyba nie ma większych wątpliwości, że dziecko karane w znacznej mierze przez ojca będzie wolało spędzać większość czasu z matką. Podobnie mniej chętnie będzie uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez surowego nauczyciela i częściej będzie unikać tych lekcji. Psychologowie poddają w wątpliwość skuteczność karania. Większość twierdzi, że jest ona w zasadzie przypadkowa. Osoba karana zaprzestaje bowiem niepożądanych zachowań w okresie, w którym istnieje obawa ponownego ukarania. Gdy zaś dojdzie do zmiany okoliczności, taka jednostka reaguje w sposób niepożądany. Kary nie cechują się bowiem długotrwałością uzyskiwanych dzięki nim efektów. Behawioryści twierdzą, że kara może spełniać swoje zadanie jedynie wówczas, gdy zostanie włączona w kompleksowy program nastawiony na modyfikację zachowania danej jednostki. Trzeba przemyśleć przede wszystkim, w jaki sposób zastąpić niechciane reakcje dziecka. Nie jest wystarczające wymierzenie kary za złe zachowanie. Trzeba pamiętać o zagwarantowaniu pewnego wzmocnienia pozytywnego w...

Read More
Cudowne Lourdes
Lut11

Cudowne Lourdes

11 lutego Kościół katolicki obchodzi wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes. Jest to również Światowy Dzień Chorego, który w tym roku obchodzimy już po raz 25. źródło: Wikipedia Commons Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes zostało ustanowione na pamiątkę objawień maryjnych, które miały miejsce we Francji w 1858 roku. To właśnie w dniu 11 lutego 1858 roku, Matka Boża ukazała się po raz pierwszy 14 letniej Bernadetcie Soubirous w Grocie Massabielskiej w Lourdes. Z przekazów historycznych wynika, że do objawienia doszło w czasie, gdy dziewczyna zbierała suche gałęzie na rozpalenie ognia w domu. W pewnej chwili, uboga pasterka usłyszała dźwięk podobny do szumu wiatru i dostrzegła światłość, z której wyłoniła się „Piękna Pani”, trzymająca w ręku różaniec. O niecodziennym wydarzeniu, Bernadetta opowiedziała koleżankom, które szybko przekazały nowiny swoim rodzicom. Wieść o nadzwyczajnych zdarzeniach błyskawicznie trafiła do okolicznych mieszkańców. Początkowo ludzie myśleli, że ukazującą się zjawą jest jedna ze zbłąkanych dusz czyśćcowych, dlatego polecono Bernadetcie, żeby poprosiła duszę o napisanie życzenia na kartce. Postać jednak oznajmiła, że pisanie tego, co ma do przekazania jest niepotrzebne. Poleciła jedynie przychodzenie przez 15 kolejnych dni do Skały Massabielskiej. Kiedy Matka Boża po raz kolejny ukazała się dziewczynce, przy Grocie zgromadziła się rzesza kilku tysięcy ludzi. Wówczas Maryja poprosiła o modlitwę w intencji grzeszników. Podczas następnego objawienia Najświętsza Panna poleciła aby Bernadetta udała się do miejscowego proboszcza i poprosiła o wzniesienie kaplicy w miejscu objawień. Dziewczynka została także doprowadzona podczas jednego z widzeń do źródełka, z którego tryskała woda, jak się potem okazało mająca właściwości lecznicze. Pierwszym namacalnym cudem było uzdrowienie miejscowego kamieniarza z choroby oczu. Po przemyciu oczu, wodą zaczerpniętą ze źródełka, rzeźbiarz nagrobków natychmiast odzyskał wzrok. Główne przesłanie maryjnych objawień stanowiło wezwanie do pokuty i nawrócenia. W dniu 25 marca 1858 roku, w liturgiczną uroczystość Zwiastowania, Matka Boża zapytana przez ubogą pastuszkę o imię, odpowiedziała: „Jam jest Niepokalane Poczęcie”. W tamtych czasach były to istotne słowa. Należy bowiem pamiętać, że dogmat o Niepokalanym Poczęciu Maryi został ogłoszony jedynie 4 lata wcześniej. Poza tym, takie pojęcie nie mogło być znane dla biednej, młodej, wiejskiej dziewczyny, co przemawiało za autentycznością objawień, które trwały aż do 16 lipca, czyli do wspomnienia Matki Bożej Szkaplerznej. 18 stycznia 1862 roku komisja biskupa po przeprowadzeniu dogłębnych badań ogłosiła dekret, że „można dać wiarę" zjawiskom, jakie się przydarzyły w Lourdes. W roku 1891 Leon XII ustanowił święto Objawienia się Matki Bożej w Lourdes, które św. Pius X w 1907 roku rozciągnął na cały Kościół. Bernadetta wstąpiła w 1866 roku do klasztoru Notre Dame de Nevers. Pius XI dokonał uroczystej beatyfikacji Bernadetty Soubirous w roku 1925. Z kolei w roku 1933 miała miejsce jej kanonizacja. Wspomnienie świętej obchodzone jest 16...

Read More

Polska oburzonych

Nie da się ukryć, że wielkimi krokami zbliżają się jedne z piękniejszych dni w roku. Święta Bożego Narodzenia są czasem przebaczenia, przepełnionym miłością i chęcią zwrócenia się do drugiego człowieka. Niestety, do przedświątecznej, sympatycznej aury nijak się ma atmosfera obserwowana na polskiej scenie politycznej. Ostatnie zachowania polityków, prawników, dziennikarzy, ale i rzeszy Polaków związane z opowiedzeniem się po jednej bądź drugiej stronie sporu o kształt i funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego, nie napawają optymizmem. Konflikt obserwowany od kilku tygodni wciąż zaognia się. Z przykrością trzeba zauważyć, że żadna z sił politycznych nie stara się doprowadzić do rozwiązania zaistniałej sytuacji. Taka swoista stagnacja staje się okazją do zbicia politycznego kapitału. Szkoda tylko, że dobro Narodu schodzi na dalszy plan. Opozycja – zwłaszcza głosami swoich przywódców – przekonuje, że działania Prawa i Sprawiedliwości należy traktować jako początek zamachu stanu. Ich zdaniem rządzący dążą do osiągnięcia władzy absolutnej i kontroli nad TK, która pozwoli na uniemożliwienie jego funkcjonowania lub kontrolowanie poczynań składów sędziowskich. PiS z kolei tłumaczy przedsiębrane środki koniecznością uporządkowania wszystkich spraw, które da szansę na późniejszą realizację obietnic wyborczych. Spór wokół Trybunału można byłoby podzielić na co najmniej kilka odsłon i rozpatrywać z różnych punktów odniesienia. Oczywistym faktem jest, że każdy trzeźwo myślący i mający aspiracje polityczne człowiek stara się wykorzystać sytuację do swoich potrzeb. Dlatego, wśród tytułujących się mianem obrońców polskiej demokracji można odnaleźć czołowych polityków partii opozycyjnych, którzy np. przeszli ulicami Warszawy w marszu zorganizowanym przez Komitet Obrony Demokracji. Parlamentarzyści podkreślali, że do ich zjednoczenia doprowadziło postępowanie Prezesa PiS. W demonstracji brał również udział m.in. mecenas Roman Giertych, były szef resortu oświaty. To właśnie jego zachowanie i wystąpienie podczas przemarszu wzbudziło niemałe zainteresowanie i kontrowersje. Szerokim echem odbiły się słowa: „Precz z Kaczorem! Dyktatorem!”, które zdaniem Daniela Milewskiego, posła PiS powinno się traktować jako mową nienawiści. Uznał on także, że nielicujące z powagą zawodu adwokata i naruszające zasady etyki jest skakanie po sejmowym murku i podnoszenie okrzyków: „Kto nie skacze, ten za PiS-em!”. Dlatego poseł złożył doniesienie do Okręgowej Rady Adwokackiej z wnioskiem o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego. Stosowne pismo zostało przekazane także do Naczelnej Rady Adwokackiej. Z całą pewnością zachowanie osób piastujących zawody obdarzone wyższym stopniem społecznego zaufania należy oceniać surowiej, stawiając wyższe standardy dla dozwolonych zachowań. Niezaprzeczalnie zachowanie mecenasa Giertycha trzeba uznać za odbiegające od pożądanego i sprzeczne z zasadami kultury i dobrego wychowania. Skandowane okrzyki można uznać za poniżające konkretną osobę. Wszakże bez trudu można się domyślić, kto kryje się pod obraźliwym pseudonimem: „Kaczor”. Takie zachowanie jest realizacją klasycznej definicji mowy nienawiści, która polega na używaniu języka w celu znieważenia, pomówienia lub rozbudzenia nienawiści do określonej osoby. Na takie postępowanie nie może być więc społecznego przyzwolenia, niezależnie od prezentowanych poglądów...

Read More
Matka Przedziwna
Paź16

Matka Przedziwna

Już od ponad trzech wieków w Rychwałdzie czczony jest łaskami słynący wizerunek Madonny z Dzieciątkiem. Matka Boża Rychwałdzka okrzyknięta została Panią Ziemi Żywieckiej. Rychwałd jest niewielką beskidzką wsią, położoną nieopodal Żywca. Ten urokliwy zakątek przyciąga coraz to większe rzesze pielgrzymów. Nic jednak w tym dziwnego, ponieważ to maryjne wzgórze jest miejscem szczególnym. I to co najmniej z kilku powodów. Jeśli chodzi o historię parafii, to jej początki najprawdopodobniej sięgają XIV wieku. Jednakże jej istnienie historycznie udokumentowane zostało dopiero w XV wieku. Pierwsze spisane wzmianki o parafii pochodzą z dzieła Jana Długosza pt. „Liber Beneficiorum”. RYS HISTORYCZNY Przełomową datą był rok 1644, kiedy to Katarzyna z Komorowskich Grudzińska – właścicielska sąsiedniego Państwa Ślemieńskiego, przekazała rychwałdzkiej parafii wizerunek Maryi z Dzieciątkiem. Obraz pierwotnie należał do możnego rodu Grudzińskich z Wielkopolski. Po ślubie Katarzyny z Piotrem Samuelem Grudzińskim, został przez nią przywieziony i ulokowany w prywatnej kaplicy rodzinnej na zamku w Ślemieniu. Ze względu na rozliczne łaski wyproszone przed wizerunkiem, właścicielka postanowiła przekazać dzieło do rychwałdzkiego kościoła. W ten sposób szersze grono osób zyskało możliwość wypraszania łask i dobrodziejstw za sprawą Maryi. Od samego początku ludzie żywili przekonanie, że Najświętsza Panna obrała sobie to miejsce, by przychodzić im z pomocą. Pierwszy odnotowany cud miał miejsce 8 września 1647 roku, w liturgiczne święto Narodzenia NMP. Wówczas Elżbieta Karska – dzierżawczyni dworu w Rychwałdzie, została uleczona z rany szpecącej twarz. Od tej daty w opiekę Maryi oddawały się całe rodziny. Sława Pani Rychwałdzkiej rozchodziła się po sąsiednich wsiach i wkrótce objęła całą Żywiecczyznę oraz Ziemię Suską. Zwłaszcza w okresie Potopu szwedzkiego upraszano szczególnego orędownictwa Maryi. Drewniany kościół, który nie wystarczał już aby pomieścić rzesze wiernych, postanowiono zastąpić nową konstrukcją. Budowa świątyni trwała kilkanaście lat i wymagała niemałych nakładów finansowych. W 1756 roku uroczystej konsekracji nowopowstałego kościoła dokonał biskup krakowski Franciszek Potkański. W tym dniu przeniesiono także ikonę i Matka Boża Rychwałdzka została umieszczona w ołtarzu głównym konsekrowanym pod wezwaniem Królowej Aniołów. Warto dodać, że dawny drewniany kościół rychwałdzki został rozebrany. Materiał uzyskany z rozbiórki posłużył do odtworzenia dawnego kościoła i wzniesienia go w pobliskich Gilowicach, gdzie stoi po dzień dzisiejszy. KORONACJA I ZŁOTY JUBILEUSZ Matka Boża Rychwałdzka od wieków otaczana jest czcią wiernych. Od 1946 roku pieczę nad sanktuarium sprawują Franciszkanie z krakowskiej prowincji imienia św. Antoniego z Padwy i bł. Jakuba Strzemię. Prowadzone przez wiele lat starania o koronację wizerunku papieskimi koronami zostały zwieńczone w 1965 roku. 18 lipca ówczesny Prymas Polski – kardynał Stefan Wyszyński wraz z arcybiskupem krakowskim – Karolem Wojtyłą nałożyli na obraz papieskie korony Ojca Świętego Pawła VI. Uroczystość zgromadziła rzeszę 80 tysięcy osób, którzy nie zważając na ulewny deszcz uczestniczyli w tym historycznym wydarzeniu. Odnosząc się do tego...

Read More
Odpocznij sobie!
Wrz10

Odpocznij sobie!

Odpoczywanie z pozoru wydaje się bardzo proste. W rzeczywistości jednak tę umiejętność opanowali nieliczni. Wciąż jednak wiele osób dziwi się słysząc stwierdzenie, że odpoczywać trzeba umieć. Wniosek, że odpoczywanie może trudne i należy się nauczyć go wynika z obserwacji zachowania ludzi, którzy kończą swój czas wypoczynku. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że znakomita większość osób powracających do swoich zajęć życia codziennego wolałaby jeszcze jakiś czas poleniuchować. Co rusz jesteśmy bombardowani memami, których główny przekaz sprowadza się do zakomunikowania, że mijający czas wypoczynku nie spełnił swojej funkcji. Powrót do codziennej aktywności łączy się ściśle z niecierpliwym wyczekiwaniem na kolejny weekend. Internauci z wytęsknieniem wyczekują na dni ustawowo wolne od pracy czy tzw. długie weekendy. Na niedobór odpoczynku narzekamy zarówno po weekendach – zarówno tych krótkich, jak również i tych dłuższych. Nawet przerwy świąteczne czy wakacyjne często nie są w stanie zaspokoić zapotrzebowania naszego organizmu na odpoczynek, co pokazuje, że odpoczywanie wcale nie jest tak łatwe jak się wydaje. A dzieje się tak w znacznej mierze dlatego, że tak naprawdę nie potrafimy odpoczywać. Kto z nas jest w stanie w czasie odpoczynku zapomnieć o wszystkich sprawach i niejako oderwać się od rzeczywistości. Zastanówmy się, czy nie jest przypadkiem tak, że mając dzień wolnego, zerkamy nerwowo na telefon komórkowy w oczekiwaniu na pilne wezwanie do pracy zamiast sprawić, że odpoczywanie będzie naszym priorytetem. A może wyjeżdżając za miasto, niezwykle intensywnie staramy się nie zapomnieć zabrać ze sobą laptopa, przy którym będziemy mogli sprawdzić zawodową korespondencję i przeprowadzić bilans roczny. Iluż z nas mając w perspektywie bliskiej przyszłości tydzień wolnego czasu, nie stara się za wszelką cenę wypełnić go i mówiąc wprost – maksymalnie, jak się tylko da – zapchać obowiązkami, które tak na dobrą sprawę pozbawiają ów czas wolny cech właściwych dla odpoczynku. Każdy zapewne mógłby z własnego doświadczenia podać mnóstwo przykładów zapełniania chwil przeznaczonych na odpoczynek rozmaitymi aktywnościami, począwszy od skoszenia trawnika w ogródku, przez zrobienie zakupów, a skończywszy na przygotowaniu referatu na studia czy projektu do pracy. Oczywiście, w żadnym wypadku nie chcę namawiać do zaniedbywania trawników czy domowych zapasów żywności. Niemniej jednak sądzę, że można w taki sposób zagospodarować własny czas, by przynajmniej jeden dzień w tygodniu był poświęcony na odpoczywanie. Nawet Pan Bóg, jak wiemy z tekstu Księgi Rodzaju, odpoczywał w siódmym dniu po uprzednim stworzeniu świata w ciągu sześciu dni. Dlatego też najlepiej, aby to właśnie niedziela stała się dla nas dniem wytchnienia i zrelaksowania po trudach i zmaganiach, którym musimy stawiać czoła przez cały tydzień. Obowiązkiem katolika jest ponadto przestrzeganie trzeciego z przykazań Dekalogu. Bóg, nakazując ludziom czcić dzień święty, pragnie, by stał się on czasem oderwania od szarzyzny życia. Oczekiwanie Stwórcy nie ogranicza się jedynie do...

Read More
„Powiedz ludziom, że kocham ich!”
Sie25

„Powiedz ludziom, że kocham ich!”

Wielu z nas miłość kojarzy się z uczuciem, jakie można zaobserwować między dwojgiem ludzi bądź też z postawą braterstwa przejawiającą się w szanowaniu bliźniego czy także z zatroskanym zachowaniem rodziców wobec swoich dzieci. Te trafne skojarzenia należy jednak rozpatrywać w powiązaniu z miłością Boga, który jest Źródłem miłości. Odpowiedź na pytanie, dlaczego Boga można uznać za Źródło miłości, jest bardzo prosta i oczywista. Wszak „Bóg jest miłością” (1 J 4, 8). Taki wniosek jako pierwszy nasuwa się również po analizie wielu fragmentów Pisma Świętego. Warto wspomnieć, że już Księga Rodzaju – opisując akt stworzenia świata i człowieka – wymownie akcentuje, że wszystko to, co Bóg stwarzał, było dobre. Całokształt Bożej aktywności nakierowany był bowiem na wykreowanie świata, który będzie przyjazny i odpowiedni dla człowieka. To, co Bóg czyni, wypływa z Jego miłości, która przejawia się w trosce o nasze losy. BÓG JEST MIŁOŚCIĄ Najdonioślejszym przejawem umiłowania człowieka niewątpliwie było posłanie na ziemię Jezusa Chrystusa. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Dzięki męczeńskiej śmierci i chwalebnemu Zmartwychwstaniu objawiła się Boża miłość do całej ludzkości. Jakże nieskończone i czyste musi być uczucie Boga do człowieka, skoro zdolny był poświęcić życie swojego Syna, aby ukazać miłość do każdego z nas. Powiada się, że miłość usuwa strach. Zdaje się, że trafne jest to stwierdzenie. Jeżeli popatrzymy bowiem przez pryzmat oddania się Bogu – co bez miłości do Niego nie jest możliwe – to dostrzeżemy, że nawet w najtrudniejszych momentach naszego życia nie zostaniemy nigdy sami. Miłość Boża staje się gwarantem, że On jest przy nas, pomaga nam oraz podnosi nawet z największego upadku. Miłość Boża nie jest uzależniona od naszych zasług, cnót czy dobrych uczynków. Trzeba pamiętać, że mówiąc o miłości Bożej do człowieka, tak naprawdę mówimy o miłości do wszystkich ludzi na ziemi i każdego z nas osobno. Bóg nie jest ograniczony w Swojej miłości jedynie do katolików. On kocha każdego, nawet największego grzesznika. Pragnie dotknąć serc wszystkich: wierzących, ateistów, agnostyków, tych, którzy odstąpili od Jego nauki, zbrodniarzy, nędzarzy, bogaczy… MIŁUJCIE SIĘ! To jednak, w jaki sposób odpowiemy na Bożą miłość, zależy już wyłącznie od nas. Należy pamiętać, że największe spośród przykazań: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (Mt 22, 37) akcentuje konieczność odpowiedzenia na Bożą miłość własną miłością do Niego. Nie wolno też zapominać o właściwym podejściu do bliźniego. Jezus naucza: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22, 39). Obłudna i kłamliwa byłaby miłość okazywana jedynie wobec Stwórcy, przy jednoczesnym ignorowaniu i niewłaściwym odnoszeniu się do bliźniego. Jezus podczas ostatniej wieczerzy...

Read More
Wolny związek?
Sie22

Wolny związek?

Coraz popularniejsze stają się tzw. wolne związki. Pod pojęciem tym kryje się pewna relacja oparta przede wszystkim o brak podjęcia jakichkolwiek zobowiązań pozostających w niej osób. Odmiennie niż w przypadku chociażby małżeństwa, osoby pozostające w takim układzie, nie chcą podejmować żadnych wzajemnych obowiązków i przyrzeczeń. Badania socjologiczne wskazują, że taka forma niezobowiązujących kontaktów cieszy się sporą popularnością wśród osób, które mają już za sobą nieudany związek, a także w kręgu ludzi dobrze sytuowanych, o ugruntowanej pozycji ekonomicznej, którzy niekoniecznie chcą stale zabiegać o względy partnera. Ponadto, gro spośród tzw. wolnych związków stanowią te stworzone przez młode osoby, pragnące w tym okresie wyszaleć się. Uwadze większości zdaje się umykać fakt, że już na poziomie językowym stosowane pojęcie wydaje się wewnętrznie sprzeczne, podobnie jak np.: sucha woda. Związek stworzony przez człowieka może być udany bądź nie, trwały albo nie, prawdziwy albo udawany, itp. Nie może natomiast w żadnym wypadku być wolny. Samo słowo związek immanentnie łączy się z podjęciem pewnego związania. Nie można być jednocześnie związanym i wolnym. Warto też zauważyć, że pozostawanie w wolnym związku nie wynika z chęci ofiarowania siebie drugiej osobie, swoistego związania tylko z nią, ale stanowi raczej odpowiedź na egoistyczne potrzeby danej jednostki. Idea tradycyjnego związku pociąga za sobą bowiem konieczność ograniczenia w określonym zakresie swoich decyzji oraz obieranego modelu postępowania. Wolny związek stawia raczej nacisk na wszechobecną swobodę i dowolność podejmowanych kroków życiowych. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej w przypadku, gdy jedna ze stron angażuje się uczuciowo i emocjonalnie w określoną relację, mając złudną nadzieję na stworzenie trwałej i intymnej relacji. Tymczasem wolne związki są niejako odarte z uczuć, pozbawione emocjonalności. Nic w tym dziwnego, ponieważ ich celem nie jest generowanie czułości, miłości i ciepła do drugiej osoby, ale zapewnienie zaspokojenia potrzeb seksualnych i realizacja uciech ciała. Zatem, w imię wygody i natychmiastowej możliwości dostępu do zaspokojenia swoich pragnień, bez konieczności ustawicznego zabiegania o względy partnera, dochodzi do wypaczania przykazania miłości Boga i bliźniego. Partnerzy przestają być dla siebie wzajemnie osobami, podmiotami. Stają się zabawkami, przedmiotami, których można się łatwo i bezboleśnie pozbyć. Takie zachowanie wydaje się uwłaczać godności ludzkiej, nawet wtedy, gdy obie strony się na nie...

Read More

„O Maryjo, czemu biegniesz w niebo?”

15 sierpnia w Kościele obchodzimy Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, która przypomina o wyróżnieniu Matki Bożej i przyznaniu Jej zaszczytnego miejsca w niebie. Święto to stanowi również okazję do podjęcia refleksji i dostrzeżenia, że Królestwo Boże jest miejscem, do którego powinien zdążać każdy z nas. Prawda o Wniebowzięciu NMP wywodzi się z przekonania żywionego już w pierwszych wiekach Średniowiecza, że Pan Jezus nie pozostawił ciała swojej Matki na ziemi, ale je uczynił podobnym do swojego ciała po zmartwychwstaniu i w takiej postaci zabrał do nieba. W VI w. cesarz Maurycy polecił obchodzić na Wschodzie w dniu 15 sierpnia osobne święto dla uczczenia tejże tajemnicy. W Rzymie papież św. Sergiusz I ustanowił w VII w. na tę uroczystość procesję. Z kolei za sprawą papieża Leona IV, święto zyskało wigilię oraz oktawę. Co ciekawe, można spotkać różne nazwy odnoszące się do obchodzonej uroczystości. Wzięcie Maryi do nieba to chyba najbardziej typowe określenie używane obecnie w sposób niemalże powszechny. Niemniej jednak, wciąż występują także inne określenia, takie jak choćby: Zaśnięcie, Odpocznienie czy Przejście Matki Bożej. Nie sposób nie dostrzec, że żadne z przytoczonych określeń nie wskazuje wprost na fizyczną śmierć Maryi. Niektórzy teolodzy wskazują bowiem, że konsekwencją Niepokalanego Poczęcia Maryi jest to, że nie podlegała Ona ziemskiej śmierci, która stanowi skutek grzechu pierworodnego. Kult Maryi Wniebowziętej jest bardzo żywy w Kościele. Powstało wiele świątyń pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP. Warto też wskazać, że założono osiem zakonów (w tym jeden męski), które obrały sobie Maryję Wniebowziętą za główną patronkę. Mimo powszechnego oddawania czci Maryi Wniebowziętej, dogmat o tej tajemnicy został ogłoszony stosunkowo niedawno, bo dopiero 1 listopada 1950 r., w konstytucji apostolskiej papieża Piusa XII. Uroczystość Wzięcia Maryi do nieba w sposób szczególny jest obchodzona w Polsce. W tradycji święto zwane jest również Uroczystością Matki Bożej Zielnej. Zwyczaj święcenia bukietów złożonych z ziół i kwiatów ma nawiązywać do podania głoszącego, że apostołowie znaleźli kwiaty, zamiast ciała Maryi. Ludzie ufają też, że pobłogosławione w tym czasie zioła otrzymują moc leczniczą, a także stanowią ochronę od chorób, zarazy i...

Read More

Orędownik Niepokalanej

Życie św. Maksymiliana z pewnością nie może być uznane za łatwe i przyjemne. Mimo wszelkich, nierzadko trudnych i wymagających wyzwań stawianych na drodze ziemskiego pielgrzymowania, o. Kolbe nie ustał w wierze w Boga i ufności wobec Niepokalanej. Rajmund Kolbe, bo tak brzmi imię świętego, które otrzymał podczas chrztu, urodził się 8 stycznia 1894 r. i pochodził z ubogiej rodziny mieszczańskiej trudniącej się tkactwem chałupniczym. Dorastał i wychowywał się w Zduńskiej Woli. W domu rodzinnym, złożonym z jednej izby, centralne miejsce zajmowała figura Najświętszej Maryi Panny, w którą młody Rajmund wpatrywał się podczas wspólnej modlitwy. Rodzice zadbali bowiem o staranne katolickie i patriotyczne wychowanie chłopca. Każdy dzień rozpoczynała i kończyła rodzinna modlitwa. Przekazy historyczne podają, że pewnego dnia podczas nabożeństwa w kościele parafialnym w Pabianicach, 12-letni Rajmund poprosił Matkę Bożą, aby wskazała kim zostanie on w przyszłości. Maryja odpowiadając na pytanie chłopca, ukazała mu się w towarzystwie dwóch koron. Pierwsza z nich była biała i symbolizowała czystość. Druga, miała kolor czerwony i oznaczała męczeństwo. Zważając na objawienie Maryi oraz mając w pamięci usłyszaną podczas parafialnych rekolekcji zachętę do podjęcia życia w zakonie, Rajmund postanowił wstąpić do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych. To właśnie w trakcie obłóczyn otrzymał zakonne imię Maksymilian. Podczas edukacji młody Maksymilian Kolbe wykazywał duże zdolności do nauki. Troska o jak najlepszy rozwój intelektualny spowodowała wysłanie franciszkanina na studia do Rzymu, gdzie zamieszkał w Międzynarodowym Kolegium Serafickim. Studia wyższe ukończył z dwoma dyplomami doktorskimi – z filozofii i teologii. Dowiedziawszy się o wybuchu I wojny światowej, wahał się czy nie wstąpić do legionów polskich. Maksymilian Kolbe doszedł jednak do wniosku, że jest w stanie uczynić więcej dla ojczyzny jako kapłan, dlatego 1 listopada 1914 r. złożył profesję uroczystą, czyli śluby wieczyste, przybierając imię Maria. Jeszcze we Włoszech, Maksymilian Kolbe postanowił założyć Rycerstwo Niepokalanej, którego celem miało być dążenie do nawrócenia heretyków i schizmatyków. Funkcjonowanie stowarzyszenia oparte zostało na całkowitym zawierzeniu się Maryi oraz codziennym powierzaniu Jej losów grzeszników. 28 kwietnia 1918 r. Maksymilian Kolbe otrzymał święcenia kapłańskie, zaś w kolejnym roku powrócił do Polski, gdzie rozpoczął poszukiwania kandydatów do Milicji Niepokalanej. Ze względu na problemy zdrowotne (uporczywie powracająca gruźlica) parokrotnie opuszczał Kraków w celach zdrowotnych. 2 stycznia 1922 r. Rycerstwo Niepokalanej uzyskało aprobatę Stolicy Apostolskiej. W tym samym miesiącu rozpoczęto także wydawanie czasopisma „Rycerz Niepokalanej”, który zyskał sobie pokaźną rzeszę czytelników. Skala i zakres działalności o. Kolbego nie była do końca aprobowana przez jego zwierzchników. Przełożeni postanowili przenieść zakonnika do Grodna. Mimo zmiany miejsca pobytu, o. Maksymilian nie stracił zapału i w dalszym ciągu szerzył swoje dzieła. Stale wzrastał nakład „Rycerza Niepokalanej”, a szeregi stowarzyszenia zasilały coraz to nowe osoby. 6 sierpnia 1927 r. na otrzymanym w darowiźnie od...

Read More
W jaki sposób dawać nadzieję?
Lip25

W jaki sposób dawać nadzieję?

Nadzieja – wzbudzanie jej u innych powoduje poprawę ich samopoczucia i wzrost wiary we własne siły. Mówiąc do kogoś zwyczajne: „Głowa do góry!” czy „Wszystko będzie dobrze!”, wzmacniamy przekonanie, że właśnie tak się stanie. To, co złe odejdzie i nadejdą lepsze dni. Czy jednak należy pocieszać za wszelką cenę, posługując się kłamstwem? W wielu sytuacjach życiowych słowa wyrażające przekonanie, że wszystkie sprawy potoczą się i zakończą pomyślnie, świadczą o zainteresowaniu losami drugiego człowieka. Są oznaką empatii, współodczuwania. Ich celem jest podtrzymanie na duchu, nakierowanie na dostrzeżenie jasnych stron sytuacji, a także zmotywowanie do niepoddawania się. Zwykle są wyrazem głębokiej nadziei wypowiadającej je osoby na rychłą poprawę sytuacji. Niejednokrotnie może to spowodować, że pojawia się nadzieja albo staje się spotęgowana także w oczach bliźniego. SŁOWA POCIESZENIA Nie budzi wątpliwości to, że o wiele łatwiej jest wypowiedzieć słowa podtrzymujące na duchu niż przekuć je w czyn. Z resztą tak samo jest w każdej innej sytuacji życiowej. Czasem jednak powiedzenie komuś zwyczajnego: „Nie martw się!” czy „Jakoś się ułoży!” może wywołać bardzo pozytywne efekty. Dzieje się tak szczególnie w momencie, gdy wypowiadająca takie słowa osoba ma świadomość ich wagi i znaczenia. Oznacza to, że mówi je z przekonaniem, dzięki czemu u danej osoby pojawia się nadzieja. Wygłasza je w taki sposób, jak gdyby miały moc sprawczą. Takie wypowiedzi są bardzo ważne i często poprawiają samoocenę, przywracają pogodę ducha i wiarę we własne możliwości. Słowa mają bowiem swego rodzaju siłę sprawczą. Jeżeli mówimy coś z przekonaniem, to sprawiamy, że drugiej osobie łatwiej jest zaakceptować i zgodzić się z tym, co głosimy. Jeśli zaś przekazujemy jakieś treści bez motywacji, beznamiętnie, bez poczucia, że są one zasadne (niejako w celu odbębnienia obowiązku), to nasza wypowiedź staje się doskonałym przykładem zjawiska określanego jako pustosłowie. Na marginesie trzeba zaznaczyć, że fenomen „czczego gadania” jest (niestety) nieobcy w dzisiejszych czasach i uwidacznia się w szczególności wśród polityków. Z pewnością nikomu nie pomogą słowa pocieszenia, jeżeli nie są one wiarygodne, wypływające z głębi serca i przekonywające. POMOC W TRUDNOŚCIACH Naturalnym pragnieniem człowieka jest, aby wszystko, co sobie zaplanuje, spełniało się według pewnych poczynionych przez niego zamierzeń czy planów. Gdy życie ukazuje swoje brutalne oblicze, gdy zaczynają się niepowodzenia, gdy wpadamy w poważne kłopoty, gdy dopada nas groźna choroba itd.wydaje się nam, że nasz spokój i uporządkowane życie zostają zaburzone. Często zaczynamy wówczas dostrzegać jedynie negatywne aspekty zaistniałej sytuacji i nadmiernie eksponować problemy, z którymi się borykamy. To wtedy najbardziej potrzebne jest wsparcie ze strony innej osoby. Już sama obecność kogoś bliskiego jest niezwykle istotna. Takiej osobie możemy bowiem zaufać i powierzyć wszelkie nasze rozterki czy bolączki. Nieocenione jest także wyrażenie zrozumienia dla naszego trudnego położenia i udzielenie wsparcia. Pomoc przybierająca postać zarówno...

Read More