Jak radzić sobie z przeziębieniem?
Kwi28

Jak radzić sobie z przeziębieniem?

Chyba każdy z nas już to kiedyś przechodził: zatkany nos, gorączka, osłabienie, kaszel. Niby nic poważnego – zwykłe przeziębienie, a jednak trudno normalnie funkcjonować… Jest to najpewniej najpopularniejsze schorzenie i jednocześnie najczęstsza dziecięca wymówka, by nie iść do szkoły. W tym artykule opiszę Ci, czym jest, a czym nie jest przeziębienie, a także z czym ludzie często je mylą i jak je odróżnić od innych chorób. Później dowiesz się, jakie postępowanie zaleca medycyna konwencjonalna oraz przytoczę kilka metod medycyny niekonwencjonalnej – może zechcesz wypróbować? Przy okazji odpowiem na pytania: kiedy należy zacząć się martwić? Czy sięgnąć po antybiotyk? Jak sobie poradzić, gdy pomimo kiepskiego stanu musimy wyjść z domu? Na początek wyjaśnijmy, czym w ogóle jest przeziębienie? Najkrócej mówiąc: zakaźną chorobą wirusową górnych dróg oddechowych, szczególnie nosa. Bywa także nazywane zapaleniem nosogardła (lub błony śluzowej gardła). Towarzyszy mu najczęściej delikatny kaszel, niewielka gorączka i katar. Razem z ostatnim może występować ból głowy – szczególnie w przypadku zapalenia zatok. Dlaczego pojawiają się te objawy? Otóż układ immunologiczny nie chce, żeby wirusy zniszczyły nasze tkanki, więc z nimi walczy, a odczuwalnym dla nas skutkiem tego pojedynku są znane nam symptomy. Po co nam katar? Powstaje śluz, z którym można usunąć wirusy i zarażone komórki. Po co nam kaszel? Zapobiega inwazji infekcji na dolne drogi oddechowe. Po co gorączka? Stwarza komórkom odpornościowym lepsze warunki do pracy, dzięki czemu działają szybciej i wydajniej. Jak przebiega przeziębienie? Chyba każdy z nas je przeszedł, ale dla porządku omówmy i to. Na początku jesteśmy trochę zmęczeni, mamy dreszcze, kichamy, pałęta się jakiś delikatny ból głowy… pewnie wiesz, o co chodzi. Taki stan trwa ok. 1-2 dni i to jest ten okres „nie-wiem-co-mi-jest”, czy „kiepsko-się-czuję”. Stwierdza,my, że to nic takiego, po czym dalej jedziemy na 100%. A potem już wiemy, że to przeziębienie, bo pojawia się zatkany nos, katar, kaszel i myśl, że już chyba wolimy zostać bezrobotni, niż wyjść z ciepłego łóżka, by w szaroburą pogodę pędzić do pracy lub szkoły. Oprócz tego zdarzają się czasem drobne bóle mięśniowe lub delikatna utrata apetytu… Gorączka raczej nie występuje u dorosłych, ale za to zdarza się u niemowląt i dzieci. Osobiście nie znam nikogo, kto by nigdy tego nie przeżył i nic w tym dziwnego, bo dorosła osoba przechodzi tę przypadłość 2-5 razy w roku, a dzieci nawet do 12 razy. Całość trwa ok. 5-10 dni (najczęściej 7), choć zdarza się, że i 3 tygodnie – zwłaszcza, gdy ktoś ignoruje chorobę i nie robi nic, by się wyleczyć. Skąd bierze się przeziębienie? Może je wywołać wiele rodzajów wirusów – nawet ponad 200, ale nie jest to specjalnie istotne w tak lekkiej przypadłości. Jak można się zarazić? Bardzo łatwo...

Read More
Czy będzie można poświęcić życie matki w imię życia dziecka?
Kwi19

Czy będzie można poświęcić życie matki w imię życia dziecka?

Ostatnio znów głośno jest w sprawie przerywania ciąży, a to za sprawą obywatelskiego projektu ustawy o ochronie życia poczętego. Zawziętym dyskusjom w mediach różnego rodzaju zdaje się nie być końca. Odnoszę jednak często wrażenie, że znaczna część dyskutantów nie bardzo nawet wie, o czym dyskutuje. Pojawia się hasło „aborcja” i wygłaszają oni swój pogląd, nie zagłębiając się ani w treść komentowanych przez siebie zmian, ani w argumenty drugiej strony. Padają wyzwiska i insynuacje personalne. Niestety emocje wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Poniżej postaram się wyjaśnić, na czym mają polegać zmiany w prawie dotyczące ochrony życia dzieci nienarodzonych, a w drugiej części artykułu przedstawię swoje argumenty natury etycznej. Zacznijmy od treści przepisów obecnych oraz mających je zastąpić, aby w ogóle było wiadomo o czym mówimy. Obecne brzmienie art. 152 kodeksu karnego:   § 1. Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. § 2. Tej samej karze podlega, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania. § 3. Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 lub 2, gdy dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Proponowane przez inicjatorów obywatelskiego projektu brzmienie art. 152 k.k.: § 1. Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. § 2. Tej samej karze podlega, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży lub ją do tego nakłania. § 3. Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 lub 2, gdy dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. § 4. Nie popełnia przestępstwa lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego zdrowiu lub życiu kobiety ciężarnej. W cytowanych przepisach pozwoliłem sobie na podkreślenia pozwalające uchwycić sedno zmiany. Otóż, mówiąc krótko, w przepisach kodeksu karnego w dwóch pierwszych paragrafach artykułu 153 usunięty zostaje zwrot „z naruszeniem przepisów ustawy” oraz zostaje dodany paragraf czwarty. O jaką ustawę chodzi? W tym konkretnym przypadku chodzi głównie o Ustawę z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Obecny obywatelski projekt ustawy skreśla z tej ustawy zapisy, pozwalające na przerwanie ciąży, jeżeli ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia matki, badania prenatalne wskazują na ciężkie i nieodwracalne uszkodzenia płodu, oraz gdy ciąża jest efektem popełnienia czynu zabronionego (najczęściej gwałtu). Otóż jak jasno z tego wynika, pierwszy z wymienionych przypadków zostaje dodany jako paragraf czwarty do art. 152 k. k. W pozostałych...

Read More
Dlaczego jesienią i zimą jest nam smutno?
Lut22

Dlaczego jesienią i zimą jest nam smutno?

Czy kiedykolwiek miałeś tak, że skończyło się lato, powróciła szkoła lub praca i wszystko było w porządku: dobrze Ci szło, nie miałeś większych problemów, chciało Ci się ćwiczyć, pracować po czym, wraz z początkiem jesieni, powoli zaczęło się robić coraz gorzej? Niby nic się nie dzieje, ale tutaj sobie odłożę na później, tutaj nie poćwiczę, bo jakoś tak mi się nie chce, nie wysypiam się, to jeszcze dłużej pośpię. „Ale mi się nie chce wstawać”. „Nienawidzę poniedziałków”, itd… Po czym przychodził kwiecień, maj i nagle wszystko na powrót robiło się prostsze i przyjemniejsze. Brzmi znajomo? Całkiem możliwe, ponieważ co roku przeżywa to większość ludzi – w mniejszym, lub większym stopniu. W tym artykule opiszę po krótce najcięższą wersję tego zjawiska, czyli depresję sezonową (chorobę afektywną sezonową). Od razu zaznaczam, że dotyka ona niewiele osób, jednak znaczna część ludzi odczuwa część jej objawów, co jest całkowicie normalne dla jesienno-zimowych pór roku. Chcę Ci pokazać, jak można im przeciwdziałać, gdyż nawet jeśli nie cierpisz na depresję sezonową, to będziesz mógł wykorzystać te metody do poprawienia swojego samopoczucia, gdy złapie Cię jesienno-zimowa chandra. Opowiem czym jest sezonowe zaburzenie afektywne, jak się objawia, kiedy możemy podejrzewać u siebie chorobę oraz o znanych terapiach stosowanych na tę przypadłość. Depresja zimowa (czy też sezonowa) to zaburzenie, które zaczyna się i kończy mniej więcej w tym samym czasie każdego roku. Początek przypada na przełom października i listopada, a koniec na kwiecień, najpóźniej maj. Nie wiadomo jeszcze jak ta choroba powstaje, ale dużego wpływu upatruje się w zmniejszonej ilości światła słonecznego i niższej temperaturze w okresie jezienno-zimowym. Zdaje się to potwierdzać fakt, że zaburzenie praktycznie nie występuje w strefie okołorównikowej, gdzie powyższe czynniki pozostają niemalże takie same przez cały rok. Co ciekawe, częściej chorują kobiety niż mężczyźni, a dzieci prawie nigdy, gdyż najczęściej depresja sezonowa wykształca się u młodych dorosłych. Podejrzewa się, że objawy wynikają z zaburzeń neuroprzekaźników w mózgu, szczególnie serotoniny. Hormony wrażliwe na wpływ światła słonecznego mogą znacząco przyczyniać się do potęgowania objawów sezonowego zaburzenia afektywnego, takich jak gorsze samopoczucie, przybieranie na wadze, czy… głód węglowodanowy – jest to spowodowane faktem, iż produkty zawierające dużo cukrów zwiększają wydzielanie serotoniny, co może mieć łagodzący efekt na niektóre objawy choroby. Inne symptomy depresji sezonowej to: większe zapotrzebowanie na sen, przewlekłe zmęczenie, lęk, uczucie smutku, drażliwość, trudności z koncentracją i zapamiętywaniem, problemy w związkach, ciężkość rąk oraz nóg, zmniejszenie popędu seksualnego, a także wymienione powyżej: zwiększony apetyt z głodem węglowodanowym, tycie i ogólne gorsze samopoczucie. Kiedy można uznać, że to choroba? Wtedy, gdy objawy silnie i negatywnie wpływają na Twoje życie, tzn. nie dotrzymujesz terminów, przez co nie dajesz sobie rady w szkole lub w pracy, nic Ci...

Read More
Dlaczego włosy i broda rosną cały czas, a brwi i rzęsy nie?
Sty28

Dlaczego włosy i broda rosną cały czas, a brwi i rzęsy nie?

Pytanie zawarte w tytule to jedna z tych kwestii, których każdy jest świadom, ale równocześnie takie pytania nas zaskakują. No bo przecież i tu włos, i tu włos, więc dlaczego jeden trzeba ścinać, a drugi sam przestaje rosnąć? Z tego artykułu dowiecie się przede wszystkim: czy to prawda, że brwi i rzęsy nie rosną powyżej pewnej długości? Jakie fazy wzrostu mają włosy i czy wszystkie są takie same? Jak szybko rośnie włos? Czy istnieje jego maksymalna długość? Wracając do pytania z tytułu: wszystkie włosy rosną, ale tylko niektóre z nich potrafią dorosnąć do swojej maksymalnej długości. Dlaczego tak się dzieje? Otóż w każdym miejscu naszego ciała rosną trochę inne włosy. Różnią się one od siebie długością swoich cykli życiowych, tempem wzrastania oraz czasem trwania fazy wzrostu. Na razie może brzmieć to skomplikowanie, ale zaraz postaram się wszystko dokładnie wyjaśnić.  Zacznijmy od początku, czyli od omówienia cyklu życia włosa, który jest dosyć oczywisty: utworzenie ‒ wzrost ‒ słabnięcie ‒ śmierć (czyli wypadnięcie). Co ciekawe, długość cyklu jest różna, ponieważ wynosi ona w przypadku brody 5‒10 lat, włosa na głowie ‒ 4‒7 lat, a brwi i rzęs ‒ zaledwie 8‒12 miesięcy. W całym cyklu wyróżniamy trzy fazy. FAZA WZROSTU Co ciekawe okres ten w odniesieniu do włosa na głowie trwa krócej u mężczyzn, bo tylko 2‒4 lat, podczas gdy u kobiet zajmuje on 4‒6 lat. Natomiast brwi i rzęsy są w tej fazie 4‒6 miesięcy. W tym czasie następuje najszybszy przyrost ‒ w przypadku włosów na głowie ok. 15 cm na rok. Jednocześnie w tym stadium rozwoju znajduje się ok. 80‒90% włosów na naszej głowie oraz twarzy, ale tylko ok. 40% na naszych skroniach i powiekach. FAZA PRZEJŚCIOWA Jest najkrótsza, bo trwa zaledwie od kilku dni do 2‒4 tygodni i znajduje się w niej tylko ok. 1% włosów. W tym czasie włos powoli traci kontakt ze swoim korzeniem. FAZA SPOCZYNKU W przypadku włosów na głowie trwa 3–4 tygodnie i dotyczy ok. 20% z nich, natomiast brwi oraz rzęsy są w tej fazie 6‒8 miesięcy, obejmując ok. 50‒60% całości. W tym okresie włos nie ma już kontaktu z korzeniem, ponieważ ten zaczął się regenerować. Łatwiej go też wtedy wyrwać. Gdy skończy się faza spoczynku, włos wypada (chyba, że wcześniej go wyrwaliśmy), robiąc miejsce dla swojego „następcy” wyrastającego z tego samego, zregenerowanego korzenia. Co ciekawe, z jednego korzenia może wyrosnąć nawet do 12 włosów jednocześnie (!), więc coś jest w tym stwierdzeniu, że jak wyrwiesz włos, to w jego miejsce wyrosną 2 następne. Obecnie są nawet prowadzone badania, które, wykorzystując powyższy fakt, walczą z łysieniem poprzez… wyrywanie włosów. Skoro już wiemy, jak wygląda i ile trwa cykl życia włosa, to podam Wam tempa...

Read More
Pobożne szorty
Sie26

Pobożne szorty

W katolickiej sieci zawrzało, zwalczający ciemnogród znów mogli sobie poużywać, a to wszystko za sprawą szortów antychrystów, dekoltów grzechu i leginsów ubieranych w niejasnym przymusie. Artykuł opublikowany w Pch24 Polonia Christi wywołał różne sprzeczne reakcje. Jedni stanęli w obronie obecności w kościele szortów  damskich i męskich, drudzy natomiast wskazywali zło płynące z odkrytych kolan. Zdziwiła mnie niezmiernie ta cała polemika, toteż zamyśliłam się na chwilę, co o kościelnym dress code mówi mi mój chłopski rozum. Po pierwsze, myślę, że Bogu jest wszystko jedno, jak przyjdziemy ubrani do kościoła. On nas stworzył, tak jak stworzył, czyli na golasa i dla Niego czy w falbankach czy z wykrochmalonym kołnierzykiem, jesteśmy tacy sami. Jezus jak chodził i nauczał, to raczej nie wybierał uczniów i słuchaczy pod względem odziania. Cała filozofia ubioru jest potrzebna nam, prostaczkom, którzy przez to co na siebie włożą, wiele wyrażają, tworzą odpowiednią atmosferę i podkreślają charakter chwili. Po drugie, wkurzają mnie argumenty, że kobieta ma zasłaniać co się da, bo księdzu, który też jest mężczyzną (sic!), jak i służbie liturgicznej oko ucieka. Przepraszam, ale nie mówimy o chodzeniu w bikini, tylko o spódnicy nad kolano. Bez przesady. Poza tym, ci mężczyźni wychodzący z kościoła, muszą wziąć pod uwagę, że na ulicy oczy mogą im wyjść z orbit, skoro problemem jest odsłonięte ramię. Ten argument mnie nie przekonuje. Co więc legalizuje wybór stosownego ubioru do kościoła? Ano doby smak, kultura osobista i dobrze przeprowadzona socjalizacja.  Nikt nie kłóci się, że w niektórych firmach, wymagane są rajstopy i pełne buty u kobiet, a garnitury i krawat u mężczyzn, nawet w największe upały. Normalne są białe bluzki, spódnice na maturach, a sukienki balowe na 100-dniówce. Tak samo powinniśmy przyjąć, że do kościoła idziemy z zakrytymi ramionami i w spódnicach/szortach zakrywających trochę więcej niż nasze cztery litery. To jasne, że każda sytuacja i miejsce wymagają od członków społeczeństwa takich a nie innych ciuchów. Nie uważam, że wejście do kościoła w bluzce na ramiączkach to świętokradztwo, a krótkie spodenki u mężczyzn „licują z powagą ojca rodziny”. Ale spróbujmy popatrzeć na kościelny strój, trochę z innej strony. Bardziej jako na przywilej i dobry rytuał niż na niewygodny nakaz. Gdy facet ubiera garnitur, to wie, że coś się dzieje. Gdy kobieta się wystroi, od razu humor się poprawia.   Mam propozycję, w następną niedzielę, niech wszyscy wstaną wcześniej. Panie niech nałożą tusz na rzęsy i zrobią fryzurę, wybierają przez godzinę kieckę z szafy i dobierają biżuterię. Panowie niech się ogolą, wypachnią (tylko bez przesady) i założą śnieżnobiałą koszulę. Niech wyjście na Mszę Świętą będzie okazją do świętowania wyrażaną także dobrze dobranym strojem. Po kościele idźcie na spacer albo na lody. Zróbmy sobie święto. W końcu...

Read More
Zdeptane Anioły
Sie26

Zdeptane Anioły

Siedzę na ławce na krakowskich Plantach, upał, w jednej ręce mrożona kawa, w drugiej dobra książka. Letnia sukienka, sandały. Życie jak z obrazka. Tylko fonia się nie zgadza… Zamiast śpiewu ptaków, śmiechu dzieci i delikatnego dźwięku wiolonczeli niesionego wiatrem spod Wieży Mariackiej, wulgarne krzyki grupki meneli. Nie zwróciłabym na nich większej uwagi (wszak ich obecność na  Plantach jest tak samo zwyczajna jak gołębi) jednak moje uszy drażni skrzekliwy, przeżarty alkoholem i papierosami głos kobiety. Próbuję odnaleźć wzrokiem właścicielkę. Nie jest łatwo. Mało wyróżnia się spośród gromadki brudnych, obszarpanych, krótko ściętych facetów. Wracam do lektury. 3 minuty później kobieta o okropnym głosie sama się pokazuje. Podchodzi do drzewa, ściąga spodnie, majtki, wypróżnia się i ubiera. Bez krępacji, bez chwili zawahania. Chwiejnym krokiem wraca do kolegów i zagorzałej dyskusji, o czym, nie jestem w stanie usłyszeć. Cała scena, wyrzuca mnie ze świata książki, dodaje goryczy do kawy i wyostrza kontrast między życiem moim i tej kobiety. I myślę sobie, że to była kiedyś taka sama dziewczynka jak ja. Chciała być dobra, piękna i kochana. Bawić się lalkami, poznawać świat. Czekająca na pochwałę, uśmiech,  łobuzerska. A później przyszedł świat, który  ją zdeptał. Nie wiem czym… Rodzicami, pracą, mężem sadystą, alkoholem, narkotykami… Czymś co sprawiło, że teraz klnie jak szewc, pije bez końca i wypróżnia na Plantach.   Patrząc na tę grupę ludzkich karykatur, najgorszą z nich wszystkich jest właśnie kobieta. Widzę w niej jakąś zwierzęcość, wulgaryzm, brutalność, których nie widzę w mężczyznach. I myślę, że tylko kobieta może tak się upodlić, bo stworzona była do niewinności, bezbronności i  dawania miłości. I gdy zabrakło tego w jej życiu, to musi założyć pancerz mocniejszy niż mężczyźni, musi stać się bardziej od nich zwierzęca, wulgarna i brutalna. I płaczę nad tym aniołem, którego życie zdeptało i ograbiło z godności.   Autorka: ANNA...

Read More
Dążenie do celu a marzenia
Mar14

Dążenie do celu a marzenia

Wyznaczanie sobie celów, do których dążymy może zdawać się trudnym zadaniem. Może dlatego, ze trzeba uświadomić sobie to, czego w życiu chcemy. Jaką rolę odgrywają marzenia? Jak „iść za marzeniem”, doprowadzając swoje zamysły do końca? Czy marzenia nie są czasem pragnieniem tego, co chcielibyśmy zrealizować? Jestem zwolenniczką stwierdzania, że wszystko zaczyna się od marzeń. Tak, zdecydowanie! Taka myśl jest mi bliska – tym bliższa, im nabieram więcej spostrzeżeń, dotyczących tego o czym kiedyś marzyłam (choćby chwilowo), a dziś się urzeczywistnia. To, co sobie ułożymy w głowie jest podstawowym krokiem ku temu, żeby własna wizję, poprzez realizację, przełożyć na sukces. Właśnie! Poprzez realizację, a nie skończywszy na westchnieniu: fajnie by było… Czy musisz od razu robić wielkie rzeczy – nie! Zacznij od małych kroków – byłe nie stać w miejscu. PRAWO DO MARZEŃ Spotkałam się z wypowiedzią pewnej dorosłej osoby, która zapytana o marzenia,  powiedziała z zażenowaniem, że „ma swoje lata i nie ma marzeń”. Każdy żyje jak chce, może myśleć co chce – rozumiem. Jednak czy takie nastawienie nie jest przejawem szarego egzystowania bez refleksji nad tym, co wspaniałego w życiu można robić – coś nietuzinkowego, coś odbiegającego od codziennych zadań, coś własnego, odrywającego od przyziemnego życia z dnia na dzień. Pozwól sobie odlecieć, nasyć się swoimi pragnieniami, nadaj życiu nowy smak! Może wydaje się, że będąc już dorosłym, iż marzenia są wymysłem dzieci i dla dzieci. Marzenia są głupie i błahe, niemożliwe do realizacji – no cóż, dzieci mają nieograniczoną fantazję i często wymyślą nieprawdopodobne rzeczy. Nie zapytamy przecież dziecka o cele życiowe, ale o marzenia już tak. Brzmi lżej. I stąd najczęściej płynie lekceważące podejście dorosłych ludzi do marzeń. Marzę o skakaniu pływaniu w chmurach – dziecko będzie się cieszyć i wyobrażać tą sytuację, dorosły „wciśnie” ją między półki z bajkami. A może by marzenie nazwać celem, do którego zmierzam? Brzmi doroślej, ale tak czy inaczej to są właśnie, klarujące się w naszej głowie, marzenia. Czy się spełnią? – Wszystko zależy od nas samych. Gdy od razu założysz, że Twoje cele, pomysły, plany, wizje, marzenia są bezsensu; uznasz, że im nie podołasz, wynajdując sobie wytłumaczenia „ale”, zdecydowanie staniesz w miejscu – czyż nie? REALIZACJA – WYZWANIE Marzenie to nasze pragnienie, z kolei dążenie do celu zakłada konkretny plan działania (nie można wyeliminować stwierdzenia, że marzenie też może dojść do skutku). Obieramy cel i zmierzamy ku realizacji. Im będzie lepiej sprecyzowany tym lepiej. Jeśli odniesiemy się do ogólnego życzenia, np. chcę być szczęśliwym człowiekiem, skończy się na samym pragnieniu, żeby moje życie ku temu zmierzało. Jednak potrzeba zadać sobie pytanie: co sprawi, że będę żyć szczęśliwie? A potem należy pomyśleć, jakim sposobem osiągnąć ten stan. Żeby nasz cel...

Read More
Niechby to chociaż było placebo: co nam robią seriale?
Cze05

Niechby to chociaż było placebo: co nam robią seriale?

Każdy musi jakoś odreagować – zgadza się. Każdy ma mniejsze czy większe pragnienie biernego uczestnictwa w jakiejś fikcyjnej rzeczywistości – tak. Każdy lubi mieć jakiś słodki zwyczaj, tak rozkosznie własny cykliczny nawyk – owszem. Jednakże (tu zaczyna się kreacja przeciwwagi) czy seriale są dobrym sposobem na spełnienie wyżej wymienionych pragnień odbiorcy? Dzisiejsze seriale, zarówno polskie jak i zagraniczne, są raczej ryzykowną przyjemnością. Łatwość, z jaką oddziałują na widza, wynika z nieograniczonego potencjału przyciągania audio-wizualnych form przekazu. Jesteśmy w dużej mierze wzrokowcami, to dlatego  łatwiej jest zdecydować się na ruchomy obraz niż na żmudną lekturę książki bez obrazków, jeśli przychodzi już co do czego, gdy mamy wybrać sposób spędzenia wolnego czasu. Postaci serialowych bohaterów, ich mieszkania, miejsca pracy są idealnie, niemalże jak z taśmy produkcyjnej „zrobione”. Na to się dobrze patrzy, to jest przyjemna przestrzeń względnego dobrobytu, w którą się wchodzi na czas trwania odcinka. To wciąga. Mechanizm idzie dalej. Jako ludzie mamy skłonność do lubienia bardziej osób dobrze wyglądających, nawet jeśli osoby prezentujące się gorzej/biedniej w ostatecznym rozrachunku okazują się być bardziej wartościowe. Co więcej, jako rasa ludzka jesteśmy beznadziejnie empatyczni i szybko nam idzie utożsamianie się z innymi. Jeśli więc bohaterowie są naturalni, a nie sztuczni, jeśli mają normalne problemy, a nie jakieś wydumane z kapelusza, sympatyzowanie z nimi nie ma prawa być szkodliwe. Co, jeśli jest inaczej? A jak jest? Otóż dzisiejsi bohaterowie bardziej przypominają wyglądem aranżacje wystaw sklepowych, są obowiązkowo modni, obowiązkowo DOBRZE wyglądający. Tak samo muszą też prezentować się ich środowiska. Wchodzimy w iluzję grożącą niepotrzebną frustracją. Ale to jeszcze stosunkowo mały uszczerbek. Ponieważ ci właśnie bohaterowie, których już zdążyliśmy polubić za dobrą prezencję, mają też swoje problemy i życiowe kwestie. Tutaj wchodzimy w przestrzeń społecznej edukacji/przysposobienia do rzeczywistości związków niesakramentalnych, które są „normą”, związków homoseksualnych, które są „normą”, tematu antykoncepcji, która jest „normą”, aborcji… i do czego tam aktualnie trzeba „wychować” zacofane społeczeństwo. Kiedy grzech jest ładnie opakowany, ma dobry makijaż, świetną pracę i stylowy dom, przestajemy się oburzać. Zmysłowe bodźce działają jak paralizator na nasze poczucie moralności. Z czasem przestajemy się burzyć, potem reagować, potem nawet dziwić, a potem jakikolwiek wątpliwy moralnie przekaz bezwolnie sączy się do naszych umysłów, czyniąc nieocenione spustoszenie. Z ludzi świadomie i zdrowo reagujących, zamieniamy się w plankton. Taki też jest model elity społecznej, jaki kreują seriale. Są to ludzie o tak naprawdę wątpliwej moralności, relatywnym światopoglądzie, obowiązkowo tolerancyjni i liberalni. W rzeczywistości bardziej przypominający produkty postmodernistycznego bełkotu niż prawdziwych ludzi. Co więc robić? To nawet głupiego serialu nie można sobie obejrzeć? Jeśli coś działa już nawet nie w sposób zakamuflowany, ale właśnie jawny na twoją szkodę, odrzuć to. To nie jest rozrywka warta sumienia. A jak jest z...

Read More
Kryzys elit?
Cze05

Kryzys elit?

Przywykliśmy do słuchania i wygłaszania twierdzeń o zaniku elit bądź o ich upadku stanowiących część – a może podłoże – konstatacji o kryzysie współczesnego społeczeństwa jako takiego. O upadku bądź zaniku czego rzeczywiście jednak mówimy – czyli co oznacza słowo „elita”?  Od tego pragnę zacząć. Jedna ze słownikowych definicji powiada nam, że elita to „kategoria osób znajdujących się najwyżej w hierarchii społecznej, pod jakimś względem wyróżnionych z ogółu społeczeństwa”. Definicja ta wydaje mi się dość mało kontrowersyjna i łatwo przyjmowalna dla większości osób – przede wszystkim dlatego, że jest bardzo szeroka. W związku z tym wymaga ona dopełnienia w przypadku każdorazowego uznania jakiejś grupy za elitę: należy wówczas dodać, pod jakim względem owa grupa wyróżnia się ze społeczeństwa. Trzeba mieć na uwadze jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze, elita stanowi zawsze mniejszość w stosunku do reszty społeczeństwa, od którego jest pod pewnym względem oddzielona. Po drugie, bardzo często pełni ona funkcję przywódczą wobec osób nienależących do niej, bądź przynajmniej stanowi dla tych osób pewien wzór do naśladowania (w tym właśnie aspekcie, pod którym grupa ta wyróżnia się jako elita). Tyle w kwestii wstępu, mój główny cel jest bowiem inny. Zgadzam się z przytoczoną w pierwszym zdaniu tezą. Twierdzę więc, że współczesne społeczeństwo cierpi na kryzys prawdziwych elit w trzech kluczowych dziedzinach: moralności, działalności intelektualno-kulturalno-naukowej i w dziedzinie polityki. Twierdzę również, że te trzy obszary pozostają za sobą w ścisłym związku, warunkując się nawzajem tak, że kryzys elit z jednego obszaru w nieunikniony sposób pociąga za sobą kryzys w dwóch pozostałych. I wreszcie twierdzę również, iż kryzys ten jest nieuniknionym skutkiem szerzenia się ducha demokratycznego egalitaryzmu i nastania ery ustrojów demokratycznych. Tych trzech tez postaram się krótko dowieść. Dowieść zaś muszę właściwie wszystkich trzech moich tez jednocześnie, jako że są one ze sobą bezpośrednio powiązane. Jak przejawia się kryzys moralności? Przede wszystkim w zaniku szacunku do powszechnie wyznawanych wartości (wywodzących się głównie z chrześcijaństwa, choć w niektórych przypadkach znacznie starszych i obecnych również w niezchrystianizowanych środowiskach), takich jak np. szacunek dla ludzkiego życia, na miejsce których wkracza moralny relatywizm, a w skrajnych (choć coraz częstszych) przypadkach – nihilizm. Odwrót od kultu oddziedziczonych przez chrześcijaństwo ze starożytności pojęć prawdy, dobra i piękna dokonuje się pod przywództwem samozwańczych elit niosących na swoich sztandarach oświeceniowe hasła Rewolucji Francuskiej. Ideę dobra zastępuje się ideą wolności, która gładko przechodzi w niepohamowany libertarianizm szkodzący w prowadzącym do zezwierzęcenia nieograniczonym zaspokajaniu najniższych potrzeb dobru zarówno obierającej go za zasadę jednostki, jak i jej otoczeniu. Ideę piękna, uznawanego za wartość obiektywną, płynącą z harmonii proporcji, zastępuje się ideą równości, głoszącą, że piękno obiektywne nie istnieje, a sądy estetyczne każdego człowieka wyznaczają to, co jest piękne dla niego, a –...

Read More
Bądź Wola Twoja
Maj04

Bądź Wola Twoja

Spogląda ze zdjęcia głębokim, przenikliwym wzrokiem. Jednak w jego spojrzeniu nie ma krytyki. Wzbudza ufność. Lekki uśmiech zaprasza do rozmowy. Czujesz, że w tym człowieku jest wielka mądrość duchowa. Jakie więc musiał robić wrażenie w obcowaniu na żywo! Pytam o ks. Tadeusza Fedorowicza swoją mamę; od razu odpowiada z pewnym nabożeństwem: „to był wspaniały człowiek!”. I rzeczywiście, ciągnęły za nim tłumy. Dla wielu ludzi był przewodnikiem i powiernikiem duchowym, przyjacielem – w tym dla samego świętego Jana Pawła II. Co roku gościł u niego w Watykanie, a pomiędzy tymi spotkaniami prowadzili korespondencję. Ks. Fedorowicz był również spowiednikiem papieża. Ksiądz Tadeusz Fedorowicz kojarzony jest przede wszystkim z ośrodkiem dla niewidomych  w Laskach (artykuł o Laskach można znaleźć w numerze VI). Spędził tam bowiem niezwykle aktywne pół wieku wspierając i kierując na dobre tory rzesze Polaków. Jego oddziaływanie sięgało daleko poza to miejsce. Był oddany drugiemu człowiekowi. Do tego właśnie zawsze zachęcał – aby życie było dobrowolną służbą, której motywem jest Bóg. „Szczęśliwi, którzy zrozumieli, że większym szczęściem jest dawać niż brać i służyć niż być obsłużonym – znajdą prawdziwe szczęście”. Taką  jego myśl odnajdujemy w książeczce „Błogosławieństwa dla tych, którzy mają trochę zmysłu humoru i szukają mądrości”. Swą posługę podejmował z radością. Do tego też namawiał: „Szczęśliwi, którzy nic nie muszą, a za to niejednego świadomie chcą – zaznają prawdziwej wolności”. Tadeusz Fedorowicz pochodził z dość zamożnej rodziny mieszkającej na Kresach. Jak w wielu polskich domach, wychowywany był zarówno w głębokiej wierze i patriotyzmie, jak i wielkim szacunku dla każdego człowieka – zwłaszcza dla ludzi prostych czy służby. Z dziewięciorga rodzeństwa aż troje rozpoczęło życie konsekrowane, oprócz Tadeusza również Aleksander (o którym do tego numeru pisze Sara Nałęcz-Nieniewska). Tadeusz otrzymał powołanie w wieku 29 lat. Wcześniej ukończył prawo na Uniwersystecie Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie, działając w ruchu akademickim „Odrodzenie”, poznał swoich przyszłych najbliższych przyjaciół: Jana Szeptyckiego, Stefana Swieżawskiego i o. Michała Czartoryskiego. W kolejnych latach służył w Dywizjonie Artylerii Konnej Szkoły Podchorążych we Włodzimierzu Wołyńskim. Sam mówił później o sobie, że jako młody człowiek był niecierpliwy, porywczy i musiał włożyć w siebie wiele pracy. Taki właśnie energiczny, młody wojskowy otrzymał święcenia kapłańskie 28 czerwca 1936 r. Odprawił mszę prymicyjną w niezwykłym gronie: manduktorem był ks. Władysław Korniłowicz, którego proces beatyfikacyjny jest w trakcie postępowania, diakonem błogosławiony o. Michał Czartoryski. Do mszy świętej służyli: Aleksander Fedorowicz i Jan Cieński, będący ówcześnie  klerykami. Zmarli w opinii świętości. To wspaniałe środowisko lwowskie okresu międzywojennego daje pewne wyobrażenie tego, że Lwów był wtenczas dla Polski centrum duchowym i kulturalnym. Niedługo potem, w 1940 r., podczas masowych wywózek Polaków na Sybir, poprosił o zgodę arcybiskupa lwowskiego na wyjazd wraz z nimi, aby pełnić tam...

Read More