Faryzeizm ks. Stańka
Mar20

Faryzeizm ks. Stańka

Homilia, w której były rektor krakowskiego seminarium duchownego, ks. Edward Staniek, zarzuca papieżowi brak zrozumienia dla Chrystusowej nauki o miłosierdziu robi furorę głównie za sprawą modlitwy o rychłą śmierć Franciszka. Ks. ds. hab. Edward Staniek w homilii poruszył temat autorytetu i władzy, zaznaczając że w Kościele bycie na świeczniku musi iść w parze z wiernością nauczaniu Chrystusa. Jako przykład osoby będącej u władzy, ale bez Jezusowego autorytetu wskazał właśnie Franciszka, atakując apel do przyjmowania muzułmanów przez parafie i diecezje. Dlaczego? Bo według ks. Stańka wyznawcy islamu jako wyznawcy religii są odpowiedzialni za milionowe mordy, nienawidzą Ewangelii i Polacy, którzy dali im łupnia pod Wiedniem, wiedza najlepiej, że z islamem nie ma dialogu. Umierającego z głodu czy pragnienia muzułmanina jeszcze można poratować, ale parafie i diecezje są dla katolików. Po raz pierwszy na kontrowersyjną homilię trafiłem za pośrednictwem fanpage’a miesięcznika „Egzorcysta”, co mnie nie dziwi gdy weźmie się pod uwagę, że zamiast o ludziach ks. Edward Staniek opowiada o demonach w ludzkich skórach, którym można okazać jedynie absolutne minimum miłości, gdyż jej szerszy zakres należy się bliźnim. Teraz wyobraźmy sobie, jaką furorę zrobiłaby wypowiedź imama, który ogłasza, że chrześcijanie nienawidzą islamu, wymordowali miliony w czasie krucjat, można im co najwyżej podać szklankę wody, czy kromkę chleba, by nie umarli, ale wierni Allaha powinni okazywać miłość tylko współwyznawcom. Cóż za ciemna, egoistyczna wiara! Gdy papież zachęca do przyjmowania uchodźców i migrantów przez instytucje i wspólnoty kościelne czyni to nie dlatego, że nie przejmuje się losem chrześcijan, ale właśnie dlatego, że miłość nieprzyjaciół jest istotnym elementem chrześcijańskiej tożsamości. Bez niej wracamy do barbarzyńskich czasów, których renesans mieliśmy w czasie II wojny światowej w postaci totalitaryzmów wskazujących swoim poddanym wrogów do zniszczenia: Żydów, Polaków, komuchów i zgniłego Zachodu. Gdy Jezus wzywał do tego, by nie ograniczać aktów miłosierdzia tylko do ziomków miał przed sobą okupowany, ciemiężony lud, którego przywódcy musieli kolaborować z pogańskim urzędnikiem. Mimo to wezwał nie do dobrodusznej filantropii (dosł. lubienia ludzi), ale Ewangelia podaje, że nakazał „agapate” – „miłujcie”. Jesteśmy w sytuacji, gdy do naszych krajów napływają ludzie z obcej kultury, spokrewnionej z naszą przez uznanie patriarchów i proroków, ale jednak obcej wiary. Pytanie brzmi: czy zależy nam na obronie status quo, zachowaniu resztek wyidealizowanego stanu przeszłego, czy też chcemy tych ludzi jakoś nawrócić? Jak mamy to zrobić, skoro ks. Staniek za absolutne maksimum miłości wobec nich uznaje absolutne minimum dopuszczalne w przypadku chrześcijanina? Ten kawałek chleba czy szklankę wody zapewni socjal. Dach nad głową czy pomoc w odnalezieniu się w Europie – już nie.  Jeśli Kościół nie zrobi nic w tym temacie, to pomocną dłoń wyciągną środowiska lewackie czy radykalni islamiści.  Ostatnie, co zrobią te dwa nurty, to ukazanie...

Read More
Rycerze prosto z książki
Mar02

Rycerze prosto z książki

Wpływ, jaki wywarło rycerstwo na historię Europy, sprawił, że motyw rycerza stał się wdzięcznym tematem dla wszelkiej maści bardów, poetów i pisarzy. Rycerstwo jako warstwa społeczna zajmująca się głównie wojaczką znana jest w każdej cywilizacji. Władcy chcieli mieć przy sobie solidną armię, a przynajmniej dowódców zaprawionych w bojach i na tyle zaufanych, by nie obawiać się zdrady z ich strony. Oznaczało to, że elitą wojska winni być ludzie, którzy otrzymali jakąś łaskę od pana, na przykład ziemię, a wysoka pozycja społeczna pozwalała im zajmować się tylko i wyłącznie służbą i doskonaleniem swoich umiejętności. Choć nieraz przedstawia się młodego św. Marcina z Tours jako rycerza, to jednak był on zwykłym legionistą na żołdzie. Tak więc rycerstwo nie jest pomysłem rzymskim, a raczej barbarzyńskim. To władcy frankijscy wytworzyli system feudalny w jego podstawowych zarysach: chłop zajmujący się rolą, nad nim szlachcic-wojownik, nad nimi królowie, a nad tymi ewentualnie cesarz. Wciąż jednak byli to wojownicy dzicy, nieokrzesani, na wpół barbarzyńscy. Kościół starał się cywilizować tych prostaków, choćby nadając ich zajęciu jakiś wyższy cel niż tylko obronę stanu posiadania króla czy zdobycie łupów. Okazją ku temu były najazdy islamskie na ziemie Franków, z jakimi walczyli m.in. Karol Młot czy Karol Wielki. Zamiast zwykłego szlachcica z mieczem (choć zapewne częściej z toporem czy włócznią) i koniem mamy teraz obrońcę wiary przed poganami. Dołóżmy do tego kształtującą się kulturę dworską, która też wymaga wyższych standardów moralnych i co otrzymujemy? NARODZINY ETOSU Otrzymujemy Rolanda, krewnego Karola Wielkiego – rycerza walecznego, dumnego szlachcica, tłukącego Durendalem Saracenów (bo w Boga wierzy), wiernego przyjaciela i wasala. Według historyków nazywał się on pierwotnie Hrolandus i poległ w wąwozie Roncevaux z rąk baskijskich górali, a resztę dośpiewali wędrowni grajkowie, do treści wmieszał się też Kościół (miejsce śmierci Hrolandusa leży na szlaku pielgrzymkowym do Santiago de Compostella). „Pieśń o Rolandzie” jest obciążona swoją przynależnością gatunkową – to pieśń o bohaterskich czynach, więc muszą być wspaniali bohaterowie i muszą być czyny atrakcyjne dla odbiorcy, czyli krwawe. Tak więc oprócz wojsk francuskich, z których każdy wódz jest wspaniały i waleczny, mamy też czarne charaktery. Oprócz podłego zdrajcy Ganelona mamy Saracenów – ludzi raczej podłych, wrogów cesarza i papieża, ale też wspaniałych i walecznych wojowników, wszak tacy rycerze jak Roland nie mogą ginąć z rąk byle chłystka z zardzewiałą dzidą. Opisy walk zostawiają mieszane wrażenie. Okraszone wspaniałymi przemowami, pełne detali na temat tego, który par albo biskup przerąbał wroga na dwoje razem z koniem, każdą śmierć chrześcijanina „ozdabiają” płaczem towarzyszy, żegnających przyjaciela i towarzysza broni, czy natychmiastowym aktem zemsty. Z innych romantycznych przesłodzeń mamy Odę, narzeczoną Rolanda, która umiera, dowiedziawszy się o jego śmierci (co tylko dowodzi wpływu kultury dworskiej na „Pieśń…”). WYSADZAJĄC MIT Z...

Read More
Święta od robienia porządku
Mar02

Święta od robienia porządku

Gdy nie została męczennicą musiała być zawiedziona. Św. Teresa z Avila miała jednak wtedy zaledwie siedem lat i nie wiedziała, że Bóg ma dla niej inny plan. Wybrał ją, by do spółki z Janem od Krzyża zrobiła porządek w życiu zakonnym. TO NIE TAK MIAŁO BYĆ Jej pełne nazwisko brzmi Teresa Sanchez de Cepeda y Ahumada. Urodziła się w roku 1515, a więc dwa lata przed niesławnym wystąpieniem Lutra, w Hiszpanii gdzie z jednej strony silna była wiara katolicka, z drugiej – Kościół wciąż był niejako narzędziem polityki państwa, chcącego za pomocą Inwizycji scalić społeczeństwo poprzez asymilację Żydów i muzułmanów. Dziadek ze strony ojca Teresy był marranem – ochrzczonym Żydem, odrzuconym przez rodzinę wierną Zakonowi Mojżesza i oskarżonym przez Inkwizycję o to, że nawrócił się tylko pozornie. Jego syn szlachectwo po prostu kupił i zasymilował się z chrześcijańskim społeczeństwem do tego stopnia, że duch prozelickiego zapału przeszedł na jego dzieci. Wychowywały się one w dużej mierze na żywotach świętych stąd siedmioletnia Teresa i jej brat Rodrigo postanowili udać się do ziemi Maurów, by z ich rąk ponieść śmierć męczeńską. Niedoszłych męczenników zatrzymał jednak ich wuj wracający właśnie do miasta. Gdy zmarła matka Teresy, ta zwróciła się Maryi jako „Matki duchowej”. Jednocześnie zaczytywała się w romansach i innej popularnej literaturze, do tego przesadnie dbała o swój wygląd. Wiemy to jednak z opowieści samej Teresy, więc możliwe jest, że pod wpływem „Wyznań” Augustyna postanowiła ona nieco podkolorować swoje dawne grzechy. Pobierała naukę u augustianek, jednak ostatecznie w 1535 roku wstąpiła do Klasztoru Wcielenia w Avila, tam też złożyła śluby zakonne dwa lata później. Sytuację moralną w zgromadzeniu najlepiej opisują słowa „mistyk wystygł, wynikł cynik”. Klasztory były ogromne, liczyły po sto pięćdziesiąt zakonnic, wśród których nie brakowało szlachcianek. Panie z wyższych sfer wnosiły do zakonnego skarbca spore fundusze, przez co były też lepiej traktowane niż dziewczęta z mieszczaństwa czy chłopstwa. Odpowiednio ustawiona finansowo zakonnica mogła mieć nie celę a apartament ze służbą, przyjmować gości, a w skrajnych wypadkach nawet zalotników. Klasztor był więc zadeptywany przez mniej lub bardziej wpływowych odwiedzających, a same zakonnice by ich obsłużyć nie miały ani czasu ani chęci do modlitwy. Był to normalny stan we wszystkich klasztorach karmelitanek, podobnie karmelici posługiwali się zreformowaną regułą z 1432 r., nie tak rygorystyczną jak oryginał z XIII w. Osamotniona Teresa mogła zrobić to, co inne jej towarzyszki – przyjąć stan zastany i nie kłócić się z przełożonymi. PRZEBUDZENIE MISTYCZKI W latach 1538-1542 Teresa zachorowała. Ktoś złośliwy powie, że to pewnie skutek choroby, ale wtedy zaczęła doznawać przeżyć mistycznych. Przyjaciele twierdzili nawet, że wizyty Jezusa w formie cielesnej, ale niewidzialnej są tworem diabła. Jej spowiednik, św. Franciszek Borgia (prawnuk  Aleksandra IV), odrzucił...

Read More
Zagłada czyli Całopalenie?
Lut12

Zagłada czyli Całopalenie?

Nie ma zdarzeń w historii XX w. bardziej wstrząsających od zagłady Żydów. Nawet użycie przez wojsko stworzonej przez naukowców broni jądrowej nie budzi takiej grozy, jak postanowienie biologicznego zniszczenia całego narodu przez drugi naród. Mimo wieków uprzedzeń, sporów i nienawiści, Żydzi nigdy nie stanęli przed  perspektywą wymordowania wszystkich potomków Abrahama. Wielcy wrogowie Izraela chcieli przede wszystkim zniszczyć jego wiarę w Boga Jedynego, wciągnąć chętnych do swojego systemu państwowo-religijnego, niechętnych zaś wygnać czy w ostateczności wymordować. Zagrożenie wynikające z nienawiści gojów zawsze było obecne w mentalności judaizmu. Po dziś dzień w Święto Trąbek Żydzi świętują  udaremnienie spisku Hamana opisanego w Księdze Estery. OWOCE OŚWIECENIA Żydzi zawsze „byli w nienawiści” u ludow ościennych ze względu na dziwaczną wiarę i zwyczaj odgradzania się od innych ludów szeregiem przepisów Prawa. Rozpowiadano różne brednie na ich temat. Tacyt twierdził, że Hebrajczyków wygnano z Egiptu z powodu choroby skóry. Jednak represje z czasów wojen żydowskich opisanych przez Józefa Flawiusza nie przewidywały wymordowania narodu jako grupy biologicznej. Zniszczono najpierw Świątynię, potem Jeruzalem i zabroniono Żydom wstępu do niej. Nic więcej. W zależności od sympatii i opinii o randze urzędu zakazywano powoływania członków Narodu Wybranego na urzędy kurialne (w zależności od tego, czy urząd ten był obciążeniem finansowym dla urzędnika, czy też potencjalnym źródłem zysku).  Nawet ciemne średniowiecze nie przyniosło tyle prześladowań, co rozkwit nauk humanistycznych w wiekach nowożytnych. Piotr Czcigodny, opat z Canterbury chciał Żydów ochrzcić, albo wymordować. Luter w swym totalitaryzmie wysuwał podobne plany po poznaniu żydowskiej antyewangelii (pisałem o niej w recenzji dwutomowego dzieła prof. Iluka „Żydowska politeja i Kościół w Imperium Rzymskim u schyłku antyku". Co się więc zmieniło? Zmieniło się spojrzenie człowieka na państwo i na niego samego. Od czasów Oświecenia przestano myśleć o żydach (wiernych przestarzałej religii, zabójcach Chrystusa), a postawiono akcent na Żydów (naród nie mający swojej ziemi, ale jednak wpływowy pod względem finansowym”). Odrodzenie idei państwa narodowego, a więc jednolitego pod względem nie tylko ideowego, ale i biologicznego pogłębiło przepaść między Żydami i nieŻydami. Zaczęto pytać, jakim prawem trzymają oni handel, fabryki, a nawet tworzą żydomasonerię wpływającą potajemnie na rządy? Dlaczego Polak nie pracuje na zysk Polaka (a tym samym narodu polskiego), ale na zysk żydowski – związany z żydowskim interesem? W Polsce to, czego doświadczali np. Niemcy było tym mocniejsze, że nie było państwa polskiego, a różne nurty oskarżały Żydów o nienawiść do chrześcijan, Polaków w szczególności. I nie pomagał tu chrzest, wciąż zachowywana była podejrzliwość oparta na swoistej parodii antropologii, jaką znał i poważał wiek dziewiętnasty. Chór „przechrztów” z „Nie-boskiej komedii” nie wziął się znikąd! Jednocześnie do rangi niemalże boskiej urosło państwo. Skoro nie Kościół, to kto ma sprawować rządy dusz? Czyż nie wybrani przez króla/lud urzędnicy?...

Read More
Kard. Marx: „Nie można zabraniać błogosławienia związków homoseksualnych”
Lut07

Kard. Marx: „Nie można zabraniać błogosławienia związków homoseksualnych”

W rocznicę objęcia arcybiskupstwa w Monachium w odpowiedzi na pytanie dziennikarzy bawarskiego radia kard. Reinhard Marx stwierdził, że księża powinni błogosławić pary związki homoseksualne. Pytanie dotyczyło „suplementów witaminowych”, jakie podsuwają niektórzy katolicy na ożywienie Kościoła. Według tłumaczenia wywiadu zamieszczonego przez Catholic News Agency, Karin Wendlinger wymieniła tu także diakonat kobiet, czy zniesienie celibatu, zaznaczając, że Kościół nie wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom. Co powiedział? Kard. Reinhard Marx powiedział, że nie wierzy, że to najważniejsza potrzeba Kościoła, jednak „musimy brać pod uwagę sytuację pojedynczej osoby, jego historię życia, jego biografie, trudności, jakie przechodzi,, nadzieje, które się pojawiają, związki, w których on – lub ona żyje. Musimy wziąć to bardziej na poważnie i mocniej towarzyszyć im w w ich okolicznościach życia. To jest prawda także w stosunku do spraw, które wspomniałeś, to odnosi się też do homoseksualistów. Musimy być po pastersku blisko tych, którzy są w potrzebie pastoralnej troski i także chcą jej. I ona musi zachęcać księży i pracowników duszpasterskich, by dawać ludziom w konkretnych sytuacjach poparcie. Zupełnie odrębną kwestią jest jak to ma się odbywać publicznie i liturgicznie. To są sprawy, na które musisz uważać i rozważać je w dobry sposób. KW: „Więc naprawdę możesz wyobrazić sobie sposób na błogosławienie związków homoseksualnych w Kościele”? KRM: „Tak, ale nie ma ogólnych rozwiązań. To nie byłoby dobre, tak sądzę. To kwestia pasterskiej troski o indywidualne przypadki, i ma zastosowanie tak samo na innych obszarach, których nie możemy regulować, gdzie nie ma zestawów zasad. To nie znaczy, że to się nie dzieje. Ale naprawdę muszę zostawić to duszpasterzowi na miejscu i danej osobie pod opieka duszpasterską. Tu możesz debatować nad sprawą, tak obecnie się nad nimi debatuje i stwierdzić: jak pracownik duszpasterstwa ma sobie z tym poradzić? Jednak naprawdę zdecydowanie zostawiłbym to szczególnemu, indywidualnemu przypadkowi, jaki się trafia a nie wymagał znów jakiegokolwiek zestawowi zasad – to są sprawy, które nie mogą być regulowane”. Nietypowy kardynał Kard. Reinhard Marx jest specyficznym duchownym. Swoje nazwisko wykorzystał, by polemizować z marksizmem w książce „Kapitał. Mowa w obronie człowieka”, w której przestrzegał, że drapieżny kapitalizm może doprowadzić do odnowienia komunizmu. Jest stanowczym przeciwnikiem aborcji. W innych sprawach, jak pokazuje powyższa wypowiedź, jest praktycystą. Akceptacja związków homoseksualnych przez Kościół, mająca się wyrażać w ich błogosławieniu, a więc uznaniu za dobre jest sprzeczne z nauczaniem Katechizmu, przede wszystkim z wizja płciowości człowieka, czy małżeństwa. Ponadto, jak zauważa wielu komentatorów, mocno idzie w stronę subiektywizacji pojęcia grzechu: czy związek homoseksualny jest dobry, czy nie decyduje zespół „okoliczności łagodzących”: osobowość danej osoby, czy trudne przeżycia. Co więcej, te okoliczności zostają posunięte znacznie dalej: do czynników nobilitujących i umożliwiających błogosławienie. Wychodząc od złej praktyki zostawiania homoseksualistów samym sobie, kard. Reinhard Marx...

Read More
Rotacje w Gościu Niedzielnym, czyli sztuka domysłów
Sty25

Rotacje w Gościu Niedzielnym, czyli sztuka domysłów

Informacja o zmianie na stanowisku redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego” wyciekła najpierw do mediów we wtorek, 25 stycznia, wisiała jako niepotwierdzona, generując teorie w prasie katolickiej, liberalnej, zwykłej i brukowej,  aż wreszcie w środę, 26 stycznia stał się faktem, choć więcej w sprawie spraw do sprostowania niż ogłoszenia. Kto jest kim? Fakty są takie: wieloletni redaktor naczelny tygodnika Gość Niedzielny, ks. Marek Gancarczyk został zwolniony z obowiązku pełnienia tej funkcji przez metropolitę katowickiego, abp. Wiktora Skworca. W ciągu piętnastu lat na tym stanowisku ks. Gancarczyk uczynił z tygodnika Gość Niedzielny liczący się na rynku tygodnik opinii, którego sprzedaż rosła nie tylko dlatego, że kolportowany był w kościołach.  Wcześniej podobna sztuka udała mu się z „Małym Gościem Niedzielnym”, który był na skraju bankructwa. Nowym naczelnym tygodnika został ks. dr. Adam Pawlaszczyk, prawnik, były kanclerz Kurii Metropolitalnej, zaangażowany w Katowicki Sąd Metropolitalny, uczestnik II Synodu Archidiecezji Katowickiej, według notatki na stronie Gościa „współpracował z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego i Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Katowicach w ramach formacji duchownych i świeckich w zakresie kościelnego prawa małżeńskiego oraz teorii prawa kościelnego. Szczególnie zainteresowany literaturą i muzyką, autor poezji, tekstów pieśni religijnych, artykułów i felietonów, współpracował z TVP, Radiem Katowice, Radiem eM i «Gościem Niedzielnym»”.   Ks. Pawlaszczyk broni reform papieża Franciszka w procesach o stwierdzenie nieważności małżeństwa, wskazując że nie służą one ułatwieniu takiego „rozwodu kościelnego”, ale przyspieszeniu procesu przez zmniejszenie wymogów formalnych przy tych samych wymogach prawnych. Innymi słowy: proces może być krótki, ale może oznaczać szybsze potwierdzenie ważności małżeństwa. Jest to jedna z przyczyn, dla których nowy redaktor naczelny uważany jest za liberała. Nie wiemy, kiedy obaj redaktorzy naczelni, były już i obecny, dowiedzieli się o zmianach i w jakich nastrojach się one odbywały. Możliwe, że właśnie niezadowolenie redakcji ze zmiany przełożonego skutkowało wyciekiem informacji przed czasem, teraz jednak trudno, by pracownicy publicznie prali brudy. Wiemy jednak, ile fermentu wokół tej zmiany się wytworzyło. Zarzuty i insynuacje Swoistym spiritus movens całego zamieszania był Tomasz Terlikowski, naczelny Frondy, który tak w opublikowanym na stronie Małego Dziennika a okraszonym wielką pieczątką „ALERT” zapowiedział zmianę w redakcji GN: „Stało się to w sytuacji, gdy „GN” jest jedynym pismem, które wciąż rośnie w rankingach zdobywając wciąż nowych czytelników. Nie ma więc realnych powodów, by go zmienić. Jedynym może być chęć zarżnięcia pisma albo… radykalnej zmiany jego linii. Nie od dziś wiadomo, że arcybiskup Wiktor Skworc nie przepada za PiS-em, a choć Gość Niedzielny nie był apologetyczny wobec władzy, to tak go właśnie w kurialnych kręgach czytano. Nie jest też tajemnicą, że z Watykanu płynął jasne sygnały, by zmienić projanopawłową linię w nauczaniu o małżeństwie, a „Gość Niedzielny” zawsze bronił w tej sprawie ortodoksji. Czy to...

Read More
Internetowi Polecacze Książek
Sty12

Internetowi Polecacze Książek

Pradawny konflikt między nowymi mediami a starymi, dobrymi książkami nie jest wojną na śmierć i życie. Obie metody przekazywania sobie wiedzy za pomocą liter nawzajem się wspierają i uzupełniają. Być może odbywa się to nawet z większą korzyścią dla książek. Dawno, dawno temu najczęstszym sposobem zyskiwania popularności przez książkę było to, że się podobała czytelnikom i oni przekazywali swoją opinię znajomym. Najbardziej ekstrawaganckim rodzajem polecenia był list, a większość opinii odbywała się twarzą w twarz, czasem w gronie towarzyskim. Wtedy recenzentem był najczęściej ktoś znany, nie tylko z nazwiska czy przezwiska, ale także z codziennego życia. Swoistym poleceniem „kościelnym” był brak danej pozycji na Indeksie, a potem imprimatur („niech się drukuje”) i bardziej stonowane nihil obstat („nie ma przeszkód”). Potem nastały recenzje w prasie, telewizji. Tam autorytetami byli krytycy, z którymi można się było zgodzić, albo wyzwać ich od niespełnionych literatów, którzy teraz chcą pouczać innych. Nowi „polecacze” są znani głównie z tego, że są znani z mediów, rzadko kto może zweryfikować ich gust. Widzimy ich na tle wielkich bibliotek, ale czy możemy sprawdzić, które z tomów za nimi są najbardziej zczytane, a które jedynie odkurzane co tydzień? INTERNETOWE KLUBY CZYTELNICZE Ci mniej lub bardziej znani „polecacze” byli niezbędni każdemu, kto cokolwiek czytał. Raz – że szkoda czasu na ewidentną szmirę. Dwa – że budżet też nie zawsze pozwala na rozrzutność. Do tego dochodzą problemy rodziców: „Czy można tę książkę kupić dziecku pod choinkę? Czy nie padają tam wulgarne słowa? Czy nie przestawia przemocy?”. Podobnie z wyborem książki na prezent. Wszak bestseller nie zawsze oznacza książkę dobrą stylistycznie, a już na pewno nigdy nie oznacza pozycji, która zadowoli każdego. Wreszcie przyszedł Internet i wszystko wyrównał. Recenzje mogą przybierać różne formy. Pod nickiem może się kryć zarówno bibliofil, który książkę przeczytał od deski do deski dwa razy, jak i ktoś, kto ledwo liznął pierwszy rozdział i wydał wyrok na podstawie braku ilustracji. Anonimowy krytyk nie musi być wcale obiektywny, może być pracownikiem wydawnictwa, które wypuściło na rynek mało znany tytuł i teraz chce go wypromować. Co jak co, ale mało kto podejrzewa swoich znajomych zachęcających do lektury o znajdowanie się na liście płac przemysłu wydawniczego. A jak jest w sieci? XIĘGARNIA, GDZIE LUBIMYCZYTAC Kto szuka podpowiedzi, czy dana pozycja spełni jego oczekiwania, może liczyć na wsparcie ze strony kilku portali. Jak jednak ocenić ich przydatność dla czytelnika poszukującego porady? Niemal każdy z nich korzysta z możliwości, jakie daje Internet: pojawiają się nie tylko recenzje pisane, ale także filmiki o książkach, (których sporo możemy znaleźć zwłaszcza na xięgarni.pl), taka strona ma swój facebookowy czy twitterowy profil, organizuje wydarzenia, informuje o cudzych inicjatywach, a także publikuje informacje zaledwie orbitujące wokół tematów książkowych,...

Read More
Idź na adorację
Gru21

Idź na adorację

Nie można się doczekać na ukochaną osobę. To dość powszechny problem z czasoprzestrzenią, że godziny samotne zdają się wiekami, a te razem – sekundami. Niesamowite, że działa to także w życiu wiary. A spotkaniem z Bogiem jest Adoracja. Oblubienica z pierwszego czytania słyszy już głos swojego umiłowanego, który gna na złamanie karku, by wreszcie zajrzeć przez kraty okien i ogłosić, że nadszedł czas spotkania. On sam też szuka Oblubienicy, zaprasza ją do wyjścia z kryjówki. Pamiętajmy, że Pieśń nad Pieśniami jest pieśnią weselną, chwilami erotykiem, gdzie słowo „Pan” pada tylko raz, a jednak i żydzi* i chrześcijanie uważają ją za natchnioną. Słusznie uznali, że ta relacja, która wiąże ludzi, którzy za niedługo zawrą związek małżeński, a już teraz są połączeni silnym wzajemnym pragnieniem oddaje relację Boga i Narodu Wybranego. Człowiek pragnie bliskości Boga i Bóg pragnie być przy człowieku. Ewangeliści przypisują Jezusowi imię zapowiedziane przez Izajasza: Immanuel, czyli „Bóg z nami”, a Jan mówi, że Słowo rozbiło swój namiot wśród nas. Mamy okazję dać wyraz temu pragnieniu za każdym razem, gdy przystępujemy do Komunii. Chrystus nie odszedł całkowicie, lecz daje nam się za każdym razem, gdy sprawowany jest sakrament Eucharystii. I to nie na chwilkę, ani nie symbolicznie. Prosty niekwaszony chleb staje się Ciałem Chrystusa i takim pozostaje. Gdy wystawiana jest monstrancja z niewielkim białym opłatkiem mamy okazję spojrzeć na Zbawiciela i choć na chwilę zapomnieć o tym, że na pełne spotkanie z Nim twarzą w twarz w wieczności będziemy musieli jeszcze poczekać. Adoracja osładza nam czas oczekiwania na niebo, sprowadzając je na ziemię. Stąd nasze wyzwanie na dziś. Przyjąć zaproszenie Oblubieńca i wyjść mu naprzeciw.   * W Jawne, w czasie ustalania kanonu żydowskiego, jedno ze stronnictw chciało usunąć Szir Haszszirim, Pieśń Pieśni, jednak rabbi Akiba orzekł, że cała wieczność nie jest tyle warta ile dzień, gdy Pieśń nad Pieśniami została dana Izraelowi, a ci, którzy używają jej do świeckich celów i umilają nią sobie czas w tawernach nie mają udziału w przyszłym...

Read More
Idź na spacer
Gru17

Idź na spacer

Kiedyś na uboczu, na pustkowiu pewien syn kapłana zaczął głosić chrzest nawrócenia i zapowiadać przyjście Mesjasza. Nie było to wcale daleko od Jerozolimy, jednak nie wszyscy wiedzieli, co się dzieje. Wielu nie miało powodu, by opuszczać miasto, inni w sprawach handlowych czy urzędowych wędrowali w innym kierunku. Udanie się do Jana wymagało czasu, który zawsze można było inaczej spożytkować. Bardzo często słabo znamy naszą okolicę. Praca, studia, zajęcia domowe i po prostu nie ma czasu, by sprawdzić, co jest jedną uliczkę dalej od utartych ścieżek z pracy do domu i z domu do osiedlowego sklepiku. Tymczasem świat żyje także poza zasięgiem naszego wzroku. Bardzo często na uboczu zachodzą zmiany, które raz są drobne, innym razem ważne. Może powstała nowa piekarnia, może wyremontowano wreszcie fontannę? Nieraz umyka nam to, gdyż zawsze idziemy z jakąś intencją. Spacer bez celu to coś odległego, na co nie mamy czasu. To drobne zmiany, ale niekiedy można trafić na zupełnie nową jakość, która pozwoli spojrzeć na świat inaczej. Warto wyjść z domu po nic, po prostu na spacer, w jakieś konkretne miejsce albo na chybił-trafił wybierając ścieżki, a nawet lekko się zgubić. Choć pogoda za oknem nie zawsze do tego zachęca warto spędzić trochę czasu poza domem. Wśród nieznanego otoczenia właśnie po to, by po pierwsze zobaczyć coś nowego i być może poznać nowych ludzi, a po drugie – by się zachwycić światem. Czasem ciężko w to uwierzyć, gdy trasa naszego spaceru wypadnie przez zaniedbany zagajnik czy przez uboższą, zrujnowaną dzielnicę. Zawsze jednak napotka się choćby najmniejszy ślad...

Read More
Jeśli w Kościele jest fajnie, to jest źle
Mar30

Jeśli w Kościele jest fajnie, to jest źle

Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył ktoś inny we własnym imieniu, to przyjęlibyście go. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? (J 5, 43-44). Ludzkie podejście nie pozwala nam poznać prawdziwie Boga. Tak było z Jezusem, gdy wszedł w świat judaizmu swoich czasów. Czytana Ewangelia jest odpowiedzią Jezusa na próby zabicia Go przez Żydów*, którym nie pasowała nauka Chrystusa, gdyż uważali (słusznie), że czyni się równym Bogu. Gdyby ktoś powiedział „jestem faryzeuszem”, „jestem saduceuszem” – wtedy przyjęliby jego naukę, bo pochodziłaby ona od ludzi. Ale skoro Jezus głosi coś nowego, to nawet jeśli dowodzi swojej wiarygodności cudami, przyjęty być nie może. Jaki był grzech Izraela pod Synajem? Czy chodziło tylko i wyłącznie o uczynienie sobie wizerunku Boga Niewidzialnego? Czy dlatego Lewici musieli przejść przez obóz i wybić trzy tysiące mężów (por. Wj 32, 28)? Nie, grzechem Izraela jest stworzenie sobie bożka, który – nie będąc JHWH – przejmuje jego imię, zasługi, a do tego jego kult jest dużo fajniejszy od kultu Tego tajemniczego Boga, z którym rozmawiał Mojżesz na górze. A to wszystko dzięki zgrabnemu połączeniu wiary przodków z wiarą Egiptu w potężnego byka Apisa. Pod Synajem było fajnie, a czciciele złotego cielca sami sobie dawali świadectwo. Było im dobrze, nowy Bóg nie miał wielkich wymagań, była impreza. A tu przychodzi Mojżesz i mówi, że nie ma być fajnie, tylko po bożemu. Wszystko inne to grzech. Często kościelne (liturgiczne i nie tylko) spotkania służą temu, by było nam fajnie. Ot, spotkać się w gronie, które albo potańczy przed Najświętszym Sakramentem, albo odmówi modlitwy według starego rytu i ponarzeka na posoborowie, albo będzie razem rzucać klątwy na Kościół zamknięty, albo będzie domagać się ekskomuniki lewactwa. Tak, żeby tylko wszyscy się ze wszystkimi zgadzali, żeby było (tak po ludzku) przyjemnie. Gdy pojawia się ktoś, kto chce wyrwać nas z tego towarzystwa wzajemnej adoracji, nie możemy uwierzyć, że jak jest tak fajnie, to może nie być po bożemu.   * Żydzi w Ewangelii wg św. Jana to ci, którzy odrzucili Chrystusa, a potem prześladowali młody Kościół.   Czytania liturgiczne na 31 marca 2017; Rok A, I – Spisek przeciw sprawiedliwemu   Zobacz również: Przemieniajcie się i wierzcie w Dobrą Nowinę! [Rafał Growiec]  "Grzech miał być tym, co już minęło. Dlatego ludzie nieraz chrzcili się w późnym wieku na łożu śmierci – gdyż czuli, że grzech po chrzcie byłby czymś straszliwym, bliskim naszej ekskomunice. A pokutować można było tylko raz. Niby był to radykalizm, jednak można zadać sobie pytanie, czy dziś Dobra Nowina o przebaczeniu grzechów nie jest...

Read More