Jeśli w Kościele jest fajnie, to jest źle
Mar30

Jeśli w Kościele jest fajnie, to jest źle

Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył ktoś inny we własnym imieniu, to przyjęlibyście go. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? (J 5, 43-44). Ludzkie podejście nie pozwala nam poznać prawdziwie Boga. Tak było z Jezusem, gdy wszedł w świat judaizmu swoich czasów. Czytana Ewangelia jest odpowiedzią Jezusa na próby zabicia Go przez Żydów*, którym nie pasowała nauka Chrystusa, gdyż uważali (słusznie), że czyni się równym Bogu. Gdyby ktoś powiedział „jestem faryzeuszem”, „jestem saduceuszem” – wtedy przyjęliby jego naukę, bo pochodziłaby ona od ludzi. Ale skoro Jezus głosi coś nowego, to nawet jeśli dowodzi swojej wiarygodności cudami, przyjęty być nie może. Jaki był grzech Izraela pod Synajem? Czy chodziło tylko i wyłącznie o uczynienie sobie wizerunku Boga Niewidzialnego? Czy dlatego Lewici musieli przejść przez obóz i wybić trzy tysiące mężów (por. Wj 32, 28)? Nie, grzechem Izraela jest stworzenie sobie bożka, który – nie będąc JHWH – przejmuje jego imię, zasługi, a do tego jego kult jest dużo fajniejszy od kultu Tego tajemniczego Boga, z którym rozmawiał Mojżesz na górze. A to wszystko dzięki zgrabnemu połączeniu wiary przodków z wiarą Egiptu w potężnego byka Apisa. Pod Synajem było fajnie, a czciciele złotego cielca sami sobie dawali świadectwo. Było im dobrze, nowy Bóg nie miał wielkich wymagań, była impreza. A tu przychodzi Mojżesz i mówi, że nie ma być fajnie, tylko po bożemu. Wszystko inne to grzech. Często kościelne (liturgiczne i nie tylko) spotkania służą temu, by było nam fajnie. Ot, spotkać się w gronie, które albo potańczy przed Najświętszym Sakramentem, albo odmówi modlitwy według starego rytu i ponarzeka na posoborowie, albo będzie razem rzucać klątwy na Kościół zamknięty, albo będzie domagać się ekskomuniki lewactwa. Tak, żeby tylko wszyscy się ze wszystkimi zgadzali, żeby było (tak po ludzku) przyjemnie. Gdy pojawia się ktoś, kto chce wyrwać nas z tego towarzystwa wzajemnej adoracji, nie możemy uwierzyć, że jak jest tak fajnie, to może nie być po bożemu.   * Żydzi w Ewangelii wg św. Jana to ci, którzy odrzucili Chrystusa, a potem prześladowali młody Kościół.   Czytania liturgiczne na 31 marca 2017; Rok A, I – Spisek przeciw sprawiedliwemu   Zobacz również: Przemieniajcie się i wierzcie w Dobrą Nowinę! [Rafał Growiec]  "Grzech miał być tym, co już minęło. Dlatego ludzie nieraz chrzcili się w późnym wieku na łożu śmierci – gdyż czuli, że grzech po chrzcie byłby czymś straszliwym, bliskim naszej ekskomunice. A pokutować można było tylko raz. Niby był to radykalizm, jednak można zadać sobie pytanie, czy dziś Dobra Nowina o przebaczeniu grzechów nie jest...

Read More
Ja nie winien, Pan Bóg winny
Mar23

Ja nie winien, Pan Bóg winny

Od dnia, kiedy przodkowie wasi wyszli z ziemi egipskiej, do dnia dzisiejszego posyłałem do was wszystkie moje sługi, proroków, każdego dnia, bezustannie, lecz nie usłuchali Mnie ani nie nadstawiali uszu. Uczynili twardym swój kark, stali się gorsi niż ich przodkowie. Oznajmisz im wszystkie te słowa, ale cię nie usłuchają; będziesz wołał do nich, lecz nie dadzą ci odpowiedzi. (Jr 7, 23-28) Bóg robi wszystko, by Mu uwierzyć. Choć trudno to zrozumieć, bo przecież byłoby dużo łatwiej, gdyby każdy doznawał jasnego objawienia – tak, żeby nie było już miejsca na wątpliwość i wahanie. A jednak On się stara, niczego nie zaniedbuje podobnie jak w niczym nie zawinił, gdy buntowali się przeciwko Niemu Izraelici. Czego to oni nie zarzucali Bogu i Mojżeszowi, byleby tylko samym wyjść na nieskalanych! Słowa Jeremiasza to lament nad Jerozolimą – grzeszną, ale ufną w Bożą opiekę nad Świątynią. Wierzyli, że żaden najazd nie zmiecie ludu, który zanosi modły w najświętszym miejscu na ziemi. To była taka ich Jasna Góra czy Licheń. Ale opieka Boga to nie opieka militarna, ale głównie troska o prawość serc, o to, by ludzie byli zwróceni do Niego twarzą, tak jak się staje z przyjacielem. Stąd wszyscy ci posyłani prorocy, zamęczający lud napomnieniami, choć lepiej się słucha wieszczów sukcesu i bezpieczeństwa. I Jeremiasz dołączył do tego grona z niezbyt obiecującym zapewnieniem, że nie będzie wysłuchany. I Jezus był gotowy na to, że ludzie będą szukać wymówek, żeby za Nim nie iść. No i znaleźli… Niezbyt inteligentny to argument, ale czasem trudno coś sensownego na szybko wymyślić. Byleby tylko dowieść, że Jezus nie ma racji, że to sługa diabła… Więc to jedno zdanie Jezus zbija w dłuższej wypowiedzi obracając niezręczność atakującego na własną korzyść zwykłą logiką. Zatwardziałość serca (u Mateusza i Marka: sklerokardia) utrudnia nam dostrzeżenie prawdziwej działalności Boga, odrzucenie jej jako dzieła fałszywego i bezbożnego. Wtedy należy patrzeć na owoce, by sprawdzić, czy jak ten bezimienny oskarżyciel stajemy nie tylko na przekór Chrystusowi, ale też zdrowemu...

Read More
Kowbojki i kapelusze?
Mar22

Kowbojki i kapelusze?

Słuchając radia, możemy zauważyć brak w ich repertuarze kilku znanych powszechnie gatunków. Jednym z nich jest country. Co sprawia, że (przynajmniej zdaniem rozgłośni) Polacy nie chcą słuchać tej muzyki? Idea zła? W czasie jednego ze swoich występów Tomasz Szwed zwrócił się do widowni takimi słowami: „Ale tak poważnie, to ja mam żal do was. Tutaj walczył Bem, tam jego pomnik stoi. Walczył o wolność, o równouprawnienie, o demokrację. A wy słuchacie imperialistycznej muzyki! Ale skoro już tu jesteście, to wam zagramy”. Tych kilka zdań dobrze oddaje popularność country w naszej, do niedawna ludowej, Ojczyźnie. Fakt, że kowboje to lud pracujący miasteczek i wsi nie zmieniał faktu, że była to wieś amerykańska, przesiąknięta ideałami, których nie mogła tolerować władza wyrosła na nieco innych wartościach niż indywidualizm i praca, nie w czynie społecznym, ale na swoje własne, prywatne ranczo. Owszem, co jakiś czas do naszego kraju wlewało się troszkę kultury i muzyki zachodniej, ale nigdy country nie osiągnęło takiego sukcesu, byśmy doczekali się polskiego Hanka Williamsa tak, jak mieliśmy kilka zespołów uznawanych za polskich Beatlesów. Pojawiały się pewne próby tłumaczeń piosenek z angielskich oryginałów – na przykład Jacek Kaczmarski przetłumaczył balladę Don't take your guns to town na Zostaw w domu broń. Pojawiało się troszkę nutek na banjo, ale wciąż mało kto znany chciał się kojarzyć z country. Pierwszy polski zespół grający w takich klimatach, Country Family Michała „Lonstara” Łuszczyńskiego, to dopiero 1978 r. Nie oznaczało to, że „imperialistyczna muzyka” nie miała swoich gorących zwolenników. Spore zasługi ma tu Korneliusz Pacuda, a odwilż zwiastująca koniec komuny sprzyjała graniu niepoprawnych dźwięków. Rok 1979 to powstanie sławnego swego czasu zespołu z Katowic, Gangu Marcela, który obecnie skupia się jednak na muzyce w klimacie śląskich szlagrów. W latach 80. powstają Zayazd i Coach, country weszło w repertuar zespołu Babsztyl. Od roku 1986 grał też Piknik Country & Folk w Mrągowie. Lata 90. to okres, gdy nawet w telewizji publicznej znalazł się czas na country na antenie katowickiego (znowu te Katowice!) oddziału Telewizji Polskiej, a także na falach Programu Pierwszego Polskiego Radia. W tym czasie patronat medialny nad Piknikiem Country w Mrągowie objął Polsat. I się zaczęło. Promocja zła? Konkretnie zaczął się szał na disco polo. Country stało się mniej popularne, więc i Polsat nieco po macoszemu podchodził do relacji z Mrągowa. Nie było popytu, więc ograniczano podaż, a niektóre rozgłośnie wręcz chwaliły się, że nie grają country. Na mrągowskiej scenie zaczęły się pojawiać hity promowane przez tę stację. Maryla Rodowicz może i zaśpiewała jeden czy dwa kawałki w tym temacie, a wersja Ghost Riders in the Sky Acid Drinkers była świetna – ale co z tego, skoro to były tylko przyzwoitki uzasadniające dwa kolejne...

Read More
Pedagogia wprost z ekranu
Mar20

Pedagogia wprost z ekranu

Otoczeni codziennie przez rozmaite formy mediów – telewizję, prasę, internet, książki – czasami nawet nie zauważamy, jak zmieniają one naszą osobowość. Czy jednak można nazwać to wychowaniem? A jeśli tak – to kto jest wychowawcą? DROGA WYCHOWAWCY W starożytnej Grecji paidagogiem był niewolnik, a nazwę jego funkcji na polski trzeba by przetłumaczyć jako „dzieciowód”. Do jego obowiązków należało zawiedzenie dzieci pana do nauczycieli i odprowadzenie ich z powrotem. Te czasy już minęły, jednak jedna rzecz trwa. Pedagog wciąż ma na celu przeprowadzić wychowanka z punktu A do punktu B, choć dziś zamiast o zmianę położenia chodzi o zmianę osobowości. Współczesny pedagog nie tylko ma przekazać wiedzę, ale także ukształtować psychikę podopiecznego. Każdy, kto choć raz próbował uczyć w szkole widzi, że nauczyciel ma marne szanse w starciu z telewizją, internetem czy choćby darmowymi gazetami. Media, które powinny być pośrednikami, bardzo często kreują rzeczywistość zupełnie różną od prawdy. Dotyczy to zresztą nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Wszyscy jesteśmy pod wpływem tego, co widzimy, słyszymy, czytamy, a niekiedy i wąchamy. Nie bez przyczyny wszystkie totalitaryzmy zaczynały od likwidacji wszelkich wolnych mediów i zapewnienia sobie monopolu na dostęp do masowego przekazu. Aby mówić o prawdziwym wychowaniu, musi być to być proces przebiegający według jakiegoś planu, do którego realizacji stosowana jest konkretna metoda i który jest na bieżąco oceniany i weryfikowany. Można mówić o wychowaniu pobocznym, gdy ktoś nieświadomie wpływa na innych – dlatego np. w ramach „wychowywania w trzeźwości” staramy się usuwać pijaczków z parku. Dziś jednak interesuje nas konkretny plan wychowawczy, widoczny w mediach. Zacznijmy od pytania: kto jest wychowawcą? Czy tylko ten, kto kontroluje przebieg zmian w świadomości odbiorców, czy także ten, kto nie jest do końca świadomy skutków swoich działań i tylko wykonuje polecenie naczelnego? Pytanie to jest istotne, gdyż pytamy także o moralną odpowiedzialność za to, co dzieje się z ludźmi pod wpływem kontaktu z mediami. Dziennikarz epatujący na co dzień surowymi sądami opartymi na lichych przesłankach zachęca do tego samego czytelników, nawet jeżeli zmusza go do tego linia wizerunkowa pisma. Największa jest jednak odpowiedzialność tych ludzi mediów, którzy przeświadczeni o swojej misji celowo działają tak, by przekonać widzów do swojej racji i starają się stworzyć pewien wzorzec zachowań. Czasem jednak prawdziwymi wychowawcami nie są naczelni, ale ich idole – czy to filozoficzni czy nauczyciele medialnego fachu. Na muzykę emitowaną w mediach mają wpływ nie tylko sami twórcy, ale też właściciele rozgłośni i telewizji, doradcy i partnerzy życiowi piosenkarzy, dominujące na spotkaniach towarzyskich poglądy, działacze na nich obecni… Nie bez znaczenia jest też grupa sponsorów, którzy płacą i wymagają. Jakimi metodami posługują się medialni wychowawcy? Można mówić o ideowym marketingu pozytywnym i negatywnym. Pozytywny polega na budowaniu...

Read More
Zbuntowany krzew staje się chwastem
Mar16

Zbuntowany krzew staje się chwastem

Tak mówi Pan: «Przeklęty  mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzewu na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną. (Jr 17, 5-10) Można zrozumieć, że Bóg jest pewny, godny zaufania, jest opoką, na której można się oprzeć. Ale dlaczego człowiek, wolny przecież podobno, ma być przeklęty tylko dlatego że z tego oparcia nie chce skorzystać? Czy to Bóg działa jak jak capo di tutti capi, składając nam propozycję nie do odrzucenia? Czy niczym chińskie Triady Trójca ciska gromy, nieszczęścia, krew, pot i łzy w tych, którzy Jej nie słuchają? Nie, gdy Bóg mówi „przeklęty” nie jest to wyrok, kara za grzech, ale diagnoza stanu, efekt poznania serca grzesznika, który przez swój zły wybór sam się ustawił w takiej sytuacji. I Jeremiasz i Psalmista przywołują tu porównanie krzewu pustynnego, który „sam się zasadził”, który jakby zbuntował się i uciekł spod władzy troskliwego ogrodnika z drzewem posadzonym przez niego w dogodnym miejscu. Pod tymi roślinami kryją się ludzie: ten, który ufa Bogu i akceptuje Jego plan na swoją osobę i ten, kto uważa, że wszystko wie lepiej, a nawet że najlepiej zrobi, jeśli zrobi Panu Bogu na przekór. Jak krzew pustynny przestaje rodzić owoce i staje się chwastem, tak i człowiek wybierający grzech staje się zamknięty w sobie, wrogi innym. Nie oznacza to, że Pan pozostaje biernym źródłem życia i szczęścia. Nawet jeśli człowiek grzeszny jakimś sposobem się ustawi, to jednak jego serce jest pod stałą kontrolą i w razie czego, nawet jeśli on sam nie bada, rachunki zostają wyrównane. Podobnie czynił i bezimienny Bogacz z przypowieści Jezusa – ufny, że bogactwo daje mu szczęście i siłę, zapomniał o nakazanych przez Prawo i Proroków miłości Boga i bliźniego i ignorował Łazarza. Nie przynosił żadnego dobrego owocu, żadnego pożytku dla innych, żyje tylko dla siebie. Stąd po zakończeniu jego życia spotyka go kara. Sam cierpiąc, chciał wrócić do świata żywych i przestrzec swoich braci. Ale to nie ma sensu. Uznaliby go za omam, objaw przejedzenia czy delirium. Do nawrócenia nie są potrzebne kolejne świadectwa z Czyśćca czy Piekła, opowieści o śmierci klinicznej, dostarczane nam hurtowo przez niektóre wydawnictwa, ale wierność Bożemu Słowu i zaufanie mu. A czemu Bóg doświadcza nerki? Bo według semickiej anatomii, w nich są ulokowane...

Read More
Istota Prawa i Proroków
Mar09

Istota Prawa i Proroków

Królowa Estera zwróciła się do Pana, przejęta niebezpieczeństwem śmierci. I błagała Pana, Boga Izraela, mówiąc: «Panie mój, Królu nasz, Ty jesteś jedyny, wspomóż mnie samotną, niemającą poza Tobą wspomożyciela, bo niebezpieczeństwo jest niejako w mojej ręce. Słyszałam od młodości mojej w pokoleniu moim ojczystym, że Ty, Panie, wybrałeś Izraela spośród wszystkich narodów i ojców naszych ze wszystkich ich przodków na wieczyste dziedzictwo i uczyniłeś im wszystko, co zapowiedziałeś. Wspomnij, Panie, daj się rozpoznać w chwili naszego udręczenia i dodaj mi odwagi, Królu bogów i Władco nad wszystkimi władcami. Włóż stosowną mowę w moje usta przed obliczem lwa i zwróć jego serce ku nienawiści do wroga naszego, aby zginął on sam i ci, którzy są z nim jednej myśli. Wybaw nas ręką Twoją i wspomóż mnie opuszczoną i niemającą nikogo poza Tobą, Panie, który wiesz wszystko». (Est 4, 17k. l-m. r-u) Księga Estery to specyficzna historia. Opisuje spisek Hamana, mający na celu zgładzenie wszystkich Żydów, który dzięki zabiegom królowej Estery i jej ojca, Mardocheusza, zostaje udaremniony. W wyniku tego wszyscy wrogowie Żydów – siedemdziesiąt pięć tysięcy osób – zostają wymordowani. I znowu widzimy różnicę myślenia między Starym a Nowym Testamentem. Estera sprowadza na wrogów Żydów los, którego sami chcieli uniknąć. Jezus zachęca, by czynić ludziom to, czego sami byśmy chcieli od nich doznawać. Nie jest to łatwe, gdy chce się drugiego człowieka traktować jak przedmiot czy wroga. Gdy dwaj żołnierze stają do walki w duchu Księgi Estery, każdy chce ocalić swoje życie, a tego drugiego zabić – i vice versa. W duchu Ewangelii przynajmniej jedna ze stron nie ma zamiaru zabijać, bo ma świadomość, że ten inny, obcy, też chce żyć. Jak rzadka i trudna do zrozumienia w realiach konfliktu to postawa, ukazuje pewna historia. W okolicach Radoszowych pod koniec II wojny światowej przechodziła kolumna jeńców radzieckich, prowadzona przez uciekających żołnierzy niemieckich. Gdy jedna z kobiet próbowała podać jednemu z wycieńczonych marszem mężczyzn wodę, Niemcy jej zabronili. „Jak ty tak pódziesz, to też bydziesz chcioł, żeby ktoś ci woda podoł” – odparła, wrzeszcząc na wermachtowca. Tak samo w relacjach pracownik-pracodawca: w duchu dzikiego kapitalizmu jeden będzie uważał, że drugi nie ma prawa do godnego wynagrodzenia, do poczucia bezpieczeństwa w pracy, do uczciwego traktowania. W duchu Ewangelii pracodawca musi brać pod uwagę, że za osiem godzin harówki dziennie pracownik chciałby dostać pieniądze, za które można wyżyć i wykarmić rodzinę bez narażania się na zawał serca, z kolei podwładny musi zrozumieć, że szef nie prowadzi instytucji charytatywnej i chciałby, żeby jego zakład przynosił zyski i pracował wydajnie. Chcesz być szanowany? Szanuj innych! To podstawowa zasada pedagogiki: nie można przekazać uczniom postawy, której samemu się nie respektuje. Schizofreniczny nauczyciel czy świadek jest żadnym...

Read More
Dwie drogi
Mar02

Dwie drogi

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie». Potem mówił do wszystkich: «Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie Bóg kładzie przed człowiekiem dwie drogi. Swoją, która gwarantuje życie i drogę odstępstwa, bożków, prowadzącą do porażki, zagłady. I Pan nakazuje iść drogą życia. Nie zachęca, nie przekonuje, ale nakazuje. Izraelici dokonali wyboru – poszli ścieżką wskazana przez Mojżesza, zawarli przymierze. Logiczny wybór. Bóg mówi: „jeśli nie usłuchasz – zginiecie”. Nie „jeśli nie usłuchasz, zginiesz”. ZGINIECIE. Grzech jednego człowieka nie jest jego prywatną sprawą, gdyż krzywdzi drugiego, do tego stanowi składnik sumy wyrażanej w usprawiedliwieniu „bo wszyscy tak robią”. Nikt nie chce umierać. Nikt nie chce cierpieć. A jednak istnienie tych dwóch rzeczywistości w naszym życiu jest niezaprzeczalne. Skąd się ono jednak bierze, skoro światem rządzi dobry Bóg? Księga Powtórzonego Prawa przedstawia nam to, co nazywane jest „teologią odpłaty”. Mówiła ona, że wszystko, co spotyka Izrael jest skutkiem niewierności przymierzu zawartemu na Synaju i Horebie. Bogobojnym błogosławi Bóg, bez tego człowiek marnieje jak drzewo bez wody – o czym mówi Psalmista. Drzewo nie może wybrać, jak daleko od rzeki się je zasadzi. Ale człowiek może już wybrać, jak blisko Boga będzie. Cierpienie jest skutkiem grzechu. Nie jest to jednak prosta kara, wyrok boży na grzesznika jak zwykło się sądzić, ale logiczny skutek wolnej woli. Bóg jest dawcą życia. Kto Go odrzuca, wybiera śmierć i cierpienie, gdyż to, co robi nie może mieć dobrych skutków. Jezus nagle wychodzi z zupełnie inną narracją. Na początek swojej drogi na Golgotę też nakazuje swoim uczniom wybór. O ile Księga Powtórzonego Prawa mówi, że wybór Boga, to wybór życia, Chrystus wskazuje, że ci co chcą za nim iść wybierają śmierć, cierpienie, upodlenie. Odwraca motywację. Izraelici na pustyni szli za Bogiem, gdyż pragnęli życia i nie mieli większego wyboru. Chrześcijanie godzą się na śmierć, bo chcą iść za Bogiem. Jezus przyjął cierpienie choć sam był bez winy. Jakiejkolwiek. Był On ostatnią osobą, która winna cierpieć według teologii odpłaty. Ale jednak to On wziął swój krzyż, by cierpieć za każdego. Dał wzór do naśladowania dla każdego, kto zechce iść tą samą...

Read More
Ręka Boga, łzy gracza
Lut24

Ręka Boga, łzy gracza

Gdyby chcieć znaleźć grę, która byłaby ilustracją hasła „błędy w tworzeniu cRPG-ów”, zapewne znalazłoby się kilku poważnych kandydatów. Legend. Hand of God byłoby na pewno mistrzem roku w kategorii fantasy. Targony i demony Fabuła Legend. Hand of God należy do jednych z najbardziej sztampowych, jakich można się doszukać w ostatnich pięćdziesięciu latach. W pewnym królestwie żyją ludzie, krasnoludy i elfy, które jakiś czas temu stoczyły wielką wojnę z demonami z innego wymiaru. Wielki bohater ludzi, Targon, zamknął portal, a na jego straży stanął Zakon Świętego Płomienia. Główny bohater gry nazywa się Targon, ale nie jest wielkim bohaterem nawet dla ludzi. Rozgrywkę zaczynamy z klasycznymi dziurawymi portkami i najprostszym mieczem. Towarzyszy nam Luna, świetlisty elf, robiący za towarzyszkę i kursor. W polskiej wersji przemawia głosem Joasi Jabłczyńskiej. Za jego to czasów opactwo zostaje zniszczone, a demony zalewają znowu kraj. Za namową swojego mistrza Tiberiusa (rzecz jasna: ciężko rannego) wyrusza na poszukiwania tajemniczego i bardzo potężnego artefaktu zwanego Ręką Boga/Ręką Bogów (w zależności od humorów tłumacza, po angielsku Legend. Hand of God, czyli liczba pojedyncza). Tylko za jego pomocą można zamknąć portal i ocalić świat. W tym celu przyjdzie mu przemierzyć cały kraj, walczyć z wielką masą potworów, złoczyńców i dzikich bestii, napotkać potężnych upadłych magów, poznać i uratować eflicką księżniczkę… I tak dalej, i tak dalej… Aż wreszcie zamknie portal… i wyląduje w punkcie startu ze zdobytym wcześniej doświadczeniem i sprzętem, ale z tym samym zestawem zadań, postaci drugoplanowych i bestii i na wyższym poziomie trudności. Postać można rozwijać do setnego poziomu, grę na najłatwiejszym poziomie kończy się około trzydziestego, więc można podejrzewać, że wszystkiego miało być trzy razy więcej. Nie ma sensu przechodzić tej samej fabuły drugi raz, biorąc pod uwagę jej ciężką liniowość i praktyczny brak questów pobocznych. Cała gra Legend. Hand of God sprawia wrażenie, jakby miała być znacznie obszerniejsza, jednak brak czasu czy funduszów spowodował, że prace nad projektem trzeba było na szybko przerwać, zostawiając kilka spraw rozgrzebanych, a kilka rozwiązując łopatologicznie. Wciąż można napotkać zadania zawieszone w powietrzu, na przykład zaginięcie męża kobiety z Turintu. Kilka rozmów też byłoby świetnym materiałem na „kłesta”, ale zostają bez konsekwencji. Znowu te żuki Rozgrywki Legend. Hand of God nie urozmaicają przeciwnicy. Chciałoby się, aby było widać więcej różnorodności w modelach. Tymczasem momentami wieje nudą. Idziemy przez pustynię i mamy żuki. Dwa rodzaje – zwykłe i plujące trucizną. Oraz żmije – trzy rodzaje, wszystkie to te same modele, ale inaczej zabarwione. I żywiołaki. Niby sporo, ale w kanionach widzimy skorpiony, z którymi nijak nie będziemy walczyć, a które świetnie zastąpiłyby zielone, jadowite chrząszcze. Podobnie się ma sprawa z bossami – poza nielicznymi wyjątkami to tylko większe i otoczone poświatą modele zwykłych przeciwników....

Read More
Duńska Partia Ludowa: Muzułmanie mają świętować narodziny Chrystusa
Lut20

Duńska Partia Ludowa: Muzułmanie mają świętować narodziny Chrystusa

Chodzenie do kościoła, może sprawić, że ci ludzie znajdą się na właściwej ścieżce – tak tłumaczy pomysł Martin Henriksen, ekspert Dansk Folkeparti do spraw imigracji. Pomysł zakłada, że imigranci powinni obchodzić tradycyjne święta, takie jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, by zintegrować się z duńskim społeczeństwem i jego kulturą. – Aby ją zrozumieć, trzeba zrozumieć chrześcijaństwo i jego znaczenie dla Duńczyków. Imigrant musi uczestniczyć w tej części naszego życia, by doświadczyć tego, co łączy Duńczyków – wyjaśniał Henriksen, wywołując ostre reakcje centrum i lewicy. DWIE WIZJE Plany Henriksena i antyimigranckiej partii opierają się na założeniu, że imigranci, zmuszeni w ten czy inny sposób do uczestnictwa we mszy, nasiąkną kulturą duńską, lepiej ją zrozumieją i w ten sposób staną się bardziej „duńscy”. Muzułmanie powinni odwiedzać chrześcijańskie świątynie w ramach celebracji najważniejszych uroczystości. Ma to pozwolić uniknąć powstania subkultury zupełnie sprzecznej z wartościami, jakie wyznają Duńczycy. Na reakcje polityków proimigranckich i po prostu sceptycznych nie trzeba było długo czekać. Główny problem dostrzegają oni w łączeniu „duńskości” z religią. Taki zarzut postawili Laura Lindahl z Sojuszu Liberalnego i socjaldemokrata Dan Jorgensen, który dodał, że elementem „duńskości” jest raczej niemieszanie się w poglądy innych. Dania, choć posiadająca własny protestancki Kościół narodowy od XVI w., obecnie należy do najbardziej zsekularyzowanych społeczeństw Zachodu, jednak w parlamencie stałe miejsce od lat 90. ma Duńska Partia Ludowa, postulująca zaostrzenie przepisów imigracyjnych, polepszenie warunków życiowych starszych i niepełnosprawnych oraz zaostrzenie kar za przestępstwa seksualne i przemoc wobec zwierząt. NALEWAĆ Z PUSTEGO Rozwiązanie proponowane przez Henriksen balansuje na granicy absurdu i herezji. Rację ma duńska lewica, że w obecnej sytuacji trwałe wiązanie duńskich wartości z chrześcijaństwem mija się z celem. Przy procencie uczęszczających na niedzielne nabożeństwa na poziomie 5%, w społeczeństwie, gdzie tylko 18% badanych w 2010 r. uznało Jezusa za Zbawiciela, a 25% za Syna Bożego, naprawdę trudno zrozumieć aspiracje DF do utożsamiania Kościoła z Danią. Oznaczałoby to uznanie, że trzy piąte obywateli są oderwane od narodowej tożsamości. Jakby nie dość było problemów z czysto świeckim rozumieniem Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy jako czasów prezentów i rodzinnych spotkań, teraz może to jeszcze być czas podbijania indeksów i testu z wiedzy o narodowych świętych. Jeśli pomysł zostanie wprowadzony w życie, oprócz ateistów uczęszczających na śluby i pogrzeby frekwencję będą sztucznie zawyżać imigranci nie chcący utracić profitów.  Ponadto pachnie to zupełną kompromitacją chrześcijaństwa, które tyle mówiąc o wolnej woli, potrzebuje ustawy, by zagonić ludzi do kościoła, zamiast ich tam skutecznie zaprosić i dowieść wyższości nauki Jezusa nad Koranem. Zamiast zastanowić się, dlaczego Kościół Danii ledwo zipie, konserwatyści chcą zrzucić mu na głowę nowy ciężar i nowe wyzwanie. Jak wspólnota, do której wypada należeć, ale niekoniecznie już trzeba wierzyć w jej przesłanie ma...

Read More
Pierwsza pascha Jezusa
Lut02

Pierwsza pascha Jezusa

Dlaczego Jezus został ofiarowany? Na pamiątkę dziesiątej plagi egipskiej. Gdyby Jezus po jakimś czasie spytałby się, dlaczego zostałby ofiarowany, św. Józef zgodnie z Torą odrzekłby, że to Pan powiedział: „Poświęćcie Mi wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona matczynego – zarówno człowiek, jak i zwierzę” (Wj 13, 2), a potem „Pan ręką mocną wywiódł nas z Egiptu, z domu niewoli. Gdy faraon wzbraniał się nas uwolnić, Pan wybił wszystko, co pierworodne w ziemi egipskiej, zarówno pierworodne z ludzi, jak i z bydła, dlatego ofiaruję dla Pana męskie pierwociny łona matki i wykupuję pierworodnego mego syna” (Wj 13, 14-15). To „przejście”, po hebrajsku „pesach”, to uwolnienie się, ale też ocalenie od kary i śmierci za sprawą krwi baranka paschalnego. Najpierw Anioła Śmierci przeszedł obok domów Izraelitów nie czyniąc im krzywdy, potem oni sami przeszli przez Morze Czerwone. Wspomnienie nocy paschalnej, gdy w obliczu wielkiej rzezi pierworodnych ludzi i zwierząt w całym Egipcie faraon zezwolił Izraelitom na wyjście z niewoli jest dość trudnym dla katechetów wątkiem. Jednak dla wiary żydowskiej wszystkich czasów jest punktem kluczowym. Z niej, zgodnie z Ewangelią, zaczerpnęło chrześcijaństwo. Egipt to kraj grzechu, śmierci, gdzie wierni Bogu cierpią i są poniżani, a także skazani za zagładę. O ile dokonane w ósmym dniu życia obrzezanie można przypisać do przymierza Boga z Abrahamem, o tyle teraz symbolicznie uczestniczył w kolejnym etapie wędrówki Narodu Wybranego – ocaleniu dzięki mocy Boga. To była pierwsza Pascha Jezusa jako człowieka. Przeżył ich jeszcze mniej więcej trzydzieści, a ostatnia stała się dopełnieniem całego Starego Przymierza. Na Golgocie ofiarował się w pełni i stał się Barankiem, który dał ludziom wolność od już nie od kajdan faraona, a niewoli grzechu. Tak na marginesie: czy Jezus został wykupiony? Niektórzy twierdzą, że nie, gdyż za pierworodnego należało ofiarować pięć szekli srebra, zaś parę synogarlic i dwa młode gołębie, co było ofiarą ubogich (Lb 12, 8) składano jako przebłaganie dla matki, jako ofiarę oczyszczającą po porodzie. Łukasz w wersecie 2, 24 jednak wstawia między wątki wykupu i synogarlic słowo „kai” – „również”, „i”. Przybyli więc złożyć dwie ofiary – za Jezusa i...

Read More