Święto Szczęśliwych
Paź31

Święto Szczęśliwych

Choć najbliższe dni będziemy spędzać raczej w minorowej atmosferze, wspominając ludzi, których już z nami nie ma i do szczęścia będziemy mieli daleko, to jednak Kościół dba o poprawę nastrojów. A dzieje się tak głównie za sprawą siedmiu błogosławieństw, jakie wygłosił swoim uczniom Jezus podczas Kazania na Górze. Tak, jak Bóg na górze Synaj przekazał Prawo (Wj 19, 20), tak Jezus wstępuje na górę, by przedstawić swój program wypełnienia Tory. I tak, jak w Starym Testamencie zaczyna od przedstawienia, co uczynił dla Izraela, tak teraz zaczyna od zapowiedzi, co uczyni tym, którzy za Nim pójdą. Greckie słowo „makarioi” tłumaczone zwykle jako „błogosławieni” w pierwszym swoim znaczeniu oznacza „szczęśliwi”. Tak więc tym wszystkim, którzy dziś doświadczają ucisku, którzy cierpią i rezygnują z pewnych szanowanych w świecie dóbr (sławy, bogactwa) Chrystus obiecuje inne szczęście, większe, doskonalsze. Szerzej tę wizję rozwija św. Jan Ewangelista, którego 1. List usłyszymy w drugim czytaniu, a Objawienie w pierwszym. To wizja szczęścia z Bogiem, który też doświadczył cierpienia. To Jego krew pozwala wielkiemu tłumowi ze wszystkich ludów i języków oczyścić się i godnie chwalić Boga. To wtedy, gdy nic nie będzie stało do drodze do pełnego poznania Pana, stać się w pełni dzieckiem Bożym i upodobnić do Ojca. Wtedy człowiek będzie w pełni tym, jakiego stworzył go Bóg – na swoje podobieństwo, ze wszystkimi talentami, umiejętnościami i cechami. Niebo to miejsce, gdzie Presley śpiewa, Kaczmarski akompaniuje, a da Vinci wymyśla dla nich coraz to nowe...

Read More
Chachary, czyli sceny sądowe w Stalinogrodzie
Paź18

Chachary, czyli sceny sądowe w Stalinogrodzie

Czy można śmiać się z władzy sądowniczej w czasach szalejącego totalitaryzmu? Można było, ale dopiero po latach. Porwał się na to w dodatku wybitny prawnik, były Sędzia Sądu Najwyższego, Józef Musioł. ŚMIESZNO I STRASZNO Zacznijmy od tego, gdzie leży Stalinogród. Otóż nazwę tę nosiły w latach 1953-56 Katowice, co miało uczcić osobę zmarłego 5 marca 1953 r. Józefa Wissarionowicza Dżugaszwilego. Oficjalnie – lud Katowic poruszony żalem po Generealissimusie postanowił przemianować swoje miasto, nieoficjalnie – ktoś wpadł na ten „genialny” pomysł w Warszawie. Wraz ze śmiercią stalinizmu w roku 1956 (czyli wtedy, gdy do władzy dorwała się inna grupa komunistów) Katowice wróciły na mapę. Przybliżyć nieco realia tych czasów postanowił Józef Musioł – wybitny prawnik, wywodzący się z rodziny powstańców śląskich, jako dziecko łącznik AK, w dorosłym życiu działacz podporządkowanego PZPR Stronnictwa Demokratycznego, Sędzia Sądu Najwyższego, członek Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Postać autora jest tak niejednoznaczna jak jego książka, a tym bardziej główny bohater. Centralną postacią jest Ślązak, Franciszek Kopiec, któremu warto poświęcić trzy osobne akapity. Sama książka składa się z szeregu opowiadań, które łączy właśnie postać Kopca i kontekst prawno-karny czasów stalinowskich w „Sztalinogrodzie”. Wyśmiewając totalitaryzm, Musioł uderza i w totalitarną nowomowę, i w zachowania służące przeżyciu w tych ciężkich czasach. Od sztucznego odejścia od przedwojennych form grzecznościowych („Panowie to byli za sanacji!”), przez próby palenia Panu Bogu świeczki a partii ogarka (sołtys, który chodzi tylko na ranne Msze, bo go żona posyła), po nieco pokrętne rozumienie mienia wspólnego (znaczy niczyje, więc można na przykład rozdać za drobną opłatą). Musioł potrafi poprzez kwestie swoich bohaterów na chwilę zejść z wokandy, opowiadając o Zofijce, co domalowywała aureolę obrazkom Marksa i sprzedawała je jako wizerunki św. Józefa. Większość scen w „Chacharach” rozgrywa się jednak na sali sądowej, czemu towarzyszy stale charakterystyczna śląsko godka, która posługują się przesłuchiwani i oskarżeni, Ślązacy z krwi i kości. Zderzenie ponurej totalitarnej rzeczywistości: śmiertelnej powagi sędziów i prokuratorów ze swoistym humorem i dumą hanysów jest zalążkiem wielu komicznych, a niekiedy mrożących krew w żyłach sytuacji. Można się uśmiechnąć pod nosem, gdy prokurator przekonuje na procesie oskarżonego o spiskowanie przeciwko władzy ludowej, że „nie ważne, żeśmy mu tego nie udowodnili, ważne, że jesteśmy o tym przekonani”. Musimy pamiętać, że cały ten spisek to jedna kartka z karykaturą Stalina i Bieruta, a w czasie śledztwa używano tortur, co ten sam prokurator uznaje za potrzebne, gdy wróg ustroju nie chce się przyznać do winy, a uskarżanie się na brak snu przez tydzień to dla organów śledczych tylko objaw braku skruchy. BOHATER POZYTYWNY INACZEJ Kim jest Franciszek Kopiec? Jest to Ślązak, żyjący w czasach nieciekawych. W czasie wojny został na siłę zwerbowany do Wermachtu, gdzie jednak za nieznajomość...

Read More
Co jeśli nie islam? Opcja narodowa
Paź18

Co jeśli nie islam? Opcja narodowa

Serie zamachów terrorystycznych wymuszają pytanie o przyszłość Europy. Czy da się utrzymać ją w obecnym kształcie jej kultury i instytucji? Czy można wskazać jakąś drogę inną niż islamizacja Starego Kontynentu? TO SE NE DA… Jakiekolwiek nie będziemy analizować scenariusze, musimy ze smutkiem przyznać, że Europa długo nie pociągnie, jeśli nic się nie zmieni. Dawno już przestała być źródłem dla swojej własnej kultury, a coraz więcej i chętniej czerpie zza Oceanu czy nawet Dalekiego Wschodu. Trwająca od dwustu lat seria kampanii na rzecz nadania nowej tożsamości Staremu Kontynentowi  jedynie osłabiła jego tożsamość, usuwając kręgosłup chrześcijańskich wartości i zastępując je niezwykle plastycznymi wartościami „humanistycznymi”. Hasła wolności, równości i braterstwa okazały się jednak zbyt słabe, zbyt elastyczne, zbyt łatwe do nagięcia, by mogły zastąpić stary etos. W efekcie Europa stała się bardzo podatna na zubożenie moralne, a serwowane przez kolejne fale równouprawnienia idee okazują się tylko pogłębiać pustkę i poczucie niepewności. Odrzucenie religii w ujęciu konserwatywnym, starającym się zachować i pielęgnować tradycyjne dla Europy wartości skutkuje, że także chrześcijaństwo zostaje niejako zarażone tym nihilizmem. W tej perspektywie islam stanowi najbardziej atrakcyjną opcję dla tych, którzy w swej chrystianofobii nie chcą widzieć chrześcijańskiej przyszłości Europy. Za kilka lat, według tezy ks. prof. Jana Górskiego, gdy muzułmanie będą stanowili większość, ci, którzy odrzucili chrześcijaństwo zostaną za rączkę zaprowadzeni do meczetu. I będą zadowoleni. Natura zawsze dąży do zapełnienia pustki. Tam, gdzie nisza pokarmowa nie jest wykorzystywana przez żaden gatunek, w końcu pojawi się nowa forma życia, która zajmie się niewykorzystanym potencjałem. W tym sensie islam jest najbardziej naturalną religią świata. Powstał tam, gdzie bardzo łatwo było o indyferentyzm – w wielokulturowym mieście, gdzie stykały się wielkie i małe religie, gdy chrześcijaństwo było zmęczone wzajemnymi sporami. Kolejne fale skutecznych inwazji nieprzypadkowo miały miejsce wtedy, gdy wyznawcy Chrystusa albo byli pogrążeni we wewnątrzreligijnych konfliktach, albo gdy cywilizacja zachodnia była słaba i podzielona. I odwrotnie – największe sukcesy Europy w wojnach krzyżowych wynikały z jedności, a gdy zaczynało się rozgrywanie wzajemne między sobą, krzyżowcy na prośbę Wenecjan zaatakowali Konstantynopol, ułatwiając tym samym dzieło Turkom. Zjednoczenia Europy nie zapewnią nowe przywileje dla zwierząt i homoseksualistów, dozwolenie na mordowanie dzieci nienarodzonych i starców. To budzi raczej opór i groźbę wewnętrznych konfliktów. Tak więc – co jeśli nie islam? Prawdopodobnie nie da się sformułować żadnej sensownej alternatywy bez odniesienia do chrześcijańskich wartości, tożsamości budowanej przez ponad dwa tysiące lat, od kiedy Paweł z Tarsu miał wizję Macedończyka proszącego go o pomoc (Dz 16,9). Jakie więc cechy potencjalnych wizji Europy przyszłości nas będą interesować? Przede wszystkim, (a) stosunek do chrześcijaństwa – to jak dana idea może wprowadzić w życie naukę Chrystusa i jak będzie to korelowało z jej własną doktryną. A...

Read More
Lisickiego śledztwo w sprawie Jezusa
Paź17

Lisickiego śledztwo w sprawie Jezusa

Czy osoba bez wykształcenia teologicznego może prowadzić rozważania na temat sprawców śmierci sprzed dwóch tysięcy lat? Paweł Lisicki podjął się tego zadania z zaskakująco ciekawym skutkiem. PRZEMEMŁANE ŚLEDZTWO Zdawałoby się, że kwestia winy za śmierć Jezusa Chrystusa, przebieg Jego procesu i historyczne uwarunkowania tych wydarzeń zostały przez ostatnie dwa tysiące lat przeanalizowane bardzo dokładnie przez znacznie lepszych znawców tematu niż prawnik i publicysta, dotąd zajmujący się chrześcijaństwem raczej w formie eseju o nacechowaniu bardziej społecznym niż teologicznym. Ewangeliczne opisy procesu i Pasji były brane na ruszt przez Ojców Kościoła, wybitnych egzegetów wszystkich czasów, świeckich, duchownych i zapalonych antyklerykałów. Śmierć Jezusa nie powinna mieć przed nami tajemnic. Lisiickiego do napisania książki skłonił pewien nurt egzegetyczny, obecny po II Wojnie Światowej, gdy część chrześcijan, ale przede wszystkim ludzi wrogo do chrześcijaństwa nastawionych swoją wrogość podpierała swoją niechęć do Żydów oskarżeniem o „Bogobójstwo”, o śmierć Jezusa. Jakby dla rekompensaty, część biblistów zaczęła tak interpretować Nowy Testament, by oczyścić Żydów całkowicie z winy za tę zbrodnię. Ewangelie nie są w tym ujęciu relacją z wydarzeń mających miejsce ok. 30 r. n.e., ale ich teologiczną interpretacją, która wynikała przede wszystkim z konfliktu pierwotnej gminy chrześcijańskiej z judaizmem. Dochodzi więc do prób oczyszczenia biografii Jezusa z przypisywanych przez XX-wiecznych badaczy tendencji, podyktowanych XX-wieczną tendencją do wybielania Żydów. Lisicki jest świadom tego, jak wielu badaczy zajmowało się poszukiwaniami zabójców Chrystusa i analizowało śmierć Jezusa, ale jest to dla niego punkt wyjścia. Sama książka w znaczniej mierze przybiera schemat odparcia błędnych teorii, formułowanych przez jednych, skonfrontowania ich z naszą wiedzą na temat realiów Judei I w. n.e., oraz stanowiskami nieco bardziej ostrożnych egzegetów.  Niestety, zdecydował się przy tym na amerykański system cytowania (tzn. za pierwszym razem autor+tytuł+strona, a potem tylko autor+strona), co wymusza wertowanie książki, by sprawdzić, jak nazywała się cytowana już książka Gizy Vermeza. Zdarza mu się też nie podać odnośnika do cytatu z Biblii, jak gdyby zakładał, że jest dzieło dobrze znane czytelnikom. „Kto zabił Jezusa?” jest dziełem raczej popularnonaukowym, stąd autor mógł sobie pozwolić na pewne bardziej swobodne sformułowania. Nie wypada z roli w miarę obiektywnego obserwatora i śledczego, nie atakuje ostro zwolenników teorii niezgodnych z jego założeniami, ale można wyczuć sympatię do jednych znawców tematu i antypatię dla drugich. Opinia na temat wiarygodności czy poziomu logicznego opracowań  zawsze podparta jest jednak rzeczowymi argumentami. Gdy nie potrafi ustalić, jak było naprawdę (czyli przy co drugim problemie), Lisicki nie waha się powiedzieć, że trudno dojść do prawdy. Stara się też podchodzić do Jezusa jak do historycznej postaci, nie tłumacząc niczego na siłę Bożą mocą czy wszechwiedzą. KONTEKST W praktyce praca Lisickiego polega przede wszystkim na wyłapywaniu naciągnięć w rozumowaniu, zestawiania ze sobą różnych poglądów i...

Read More
Znak zbawienia
Wrz14

Znak zbawienia

Bóg zaplanował krzyż od samego początku jako znak zbawienia sprawiedliwych. Nie wierzycie? Posłuchajcie choćby Ezechiela, któremu Bóg wskazuje sposób na ocalenie sprawiedliwych w obliczu klęski grzesznego Izraela. „Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy i nakreśl ten znak TAW na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi” (Ez 9,4). Dosłownie Ezechiel pisze: „uczyń znak”, z tym, że hebrajskie słowo „taw” może oznaczać i „znak, symbol”, ale też ostatnią literę alfabetu hebrajskiego. Żydzi twardo twierdzą, że chodzi po prostu o bliżej nieznany znak. Dlaczego? Gdyż alfabet hebrajski ulegał wielu zmianom. Dziś taw wygląda tak: ת. A jak wyglądał w czasach Ezechiela? Badania inskrypcji i manuskryptów z epoki jasno wskazują, że taw zapisywano od początku jako dwie skrzyżowane kreski. I tak było aż do czasów wygnania babilońskiego, gdy pismo się nieco zarameizowało. Ocaleniem dla sprawiedliwych jerozolimczyków był krzyż i tylko przez niego jest możliwe zbawienie! Bóg Ojciec od dawna zaplanował, jaką śmiercią umrze Jego Syn, by ocalić ludzkość. Krzyż jest sercem Bożego planu zbawienia, ołtarzem, na którym dokonała się jedyna doskonała Ofiara, gdzie żertwą nie było już zwierzę, ale sam Syn Boży, który został posłany, by ocalić świat. Dzisiejsza Ewangelia mówi o tym, że celem Jezusa nie jest posłanie grzesznych do piekła, ale ich nawrócenie i ofiarowanie im życia wiecznego, ich zbawienie. Odwieczny plan, zapowiedziany już na początku ludzkiej tułaczki (Rdz 3,15), realizowany konsekwentnie i twardo, krok po kroku, przy oporze tych, którym na jego wypełnieniu powinno najbardziej zależeć swój szczyt osiągnął na Golgocie, w porze, gdy w Świątyni Jerozolimskiej zabijano baranki paschalne, dokonało się zbawienie i usprawiedliwienie ludzkości. Krzyż, ołtarz i tabernakulum powinny być zespołem, które tworzy serce każdego kościoła, gdyż są znakami tego, jak Chrystus umarł, jaki charakter miała Jego Męka oraz faktu, że wciąż jest On z nami tak, jak obiecał – „po wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Święto Podwyższenia Krzyża, choć odnosi się do odkrycia św. Heleny, powinno nam pomóc odkrywać sens i wartość Krzyża coraz szerzej i głębiej, gdyż to on jest znakiem przez który przychodzi...

Read More
Czas wolny w czasach antycznych
Wrz13

Czas wolny w czasach antycznych

Choć dla niektórych to niewyobrażalne, dawno temu nie było internetu, nie było telewizji, a nawet nie było odtwarzaczy CD. Nie oznacza to jednak, że brakowało różnorakich rozrywek nie tylko dla ciała, ale i dla ducha. Jakich? Spójrzmy na to z perspektywy Antiochii. DLACZEGO ANTIOCHIA? Chodzi nam konkretnie o Antiochię Syryjską, zwaną też Antiochią nad Orontesem, Antiochią koło Dafne, a obecnie jest to Antakya w Turcji. Przede wszystkim, było to miasto bogate, gdzie dobrobyt skutkował licznymi okazjami do umilenia sobie czasu wolnego. Jako metropolia stanowiąca stolicę prowincji i często goszcząca cesarzy była wyposażona w liczne budynki przeznaczone do organizacji imprez kulturalnych i sportowych. Co więcej, miała własne igrzyska. Przede wszystkim patrzymy na Antiochię i jej rozrywki dzięki bogatej szkole mówców i pisarzy, których dzieła pozwalają nam zapoznać się nieco bliżej z tym, jak rozluźniali się nie tylko bogacze, ale także prości ludzie. Za najwybitniejszego z antiocheńskich oratorów uważany jest Jan Chryzostom, wybitny kaznodzieja i Ojciec Kościoła, znany z dość wyszukanych metod krytyki co mniej wyszukanych rozrywek. Ogromna spuścizna literacka Chryzostoma pozwala nam zapoznać się z tym, jak widział on teatr, wyścigi rydwanów, uczty czy muzykę co stanowiło rozrywki na czas wolny ówczesnych ludzi. Oczywiście, trudno wierzyć Janowi na słowo – był wszak kaznodzieją, a przemawiał pięknie i dosadnie, niekiedy wyolbrzymiając. Miał jednak swój cel, którym było zachęcenie chrześcijan, by spędzali czas wolny w sposób godny i pożyteczny, by nie byli zgorszeniem dla pogan. Co więcej, sposób ujęcia problemu rozrywki przez kapłana z IV wieku naszej ery pozwala nam wciąż aktualizować jego spostrzeżenia do naszych czasów! Myśleliście, że niemoralność, przemoc, kibolstwo i politykierstwo aktorów to wynalazek współczesności? Że dopiero od czasów MTV gwiazdy powodowały kompleksy mniej zgrabnych i gorzej ubranych fanek? Zobaczycie, że to bardzo błędny pogląd! KIBICE NIEMILE WIDZIANI Jak już było wspomniane, Antiochia organizowała własne igrzyska w pobliskiej miejscowości Dafne na czas wolny. Co więcej, w IV wieku były one ważniejsze niż ich odpowiednik w greckiej Olimpii. Problem stanowił pogański charakter święta, które starano się delikatnie uczynić tolerowalnym dla chrześcijan – na przykład nie dedykując ich Zeusowi, ale organizując je na cześć prac Herkulesa. Problem stanowiła też instytucja alutarchy, czyli przewodniczącego igrzysk – wszak jego obowiązki miały charakter kultyczny. Igrzyska nie miały też charakteru masowego. Gdy zarządca miasta, Prokulus chciał rozbudować plethrion tak, aby pomieścił większą widownię, zaprotestował przeciwko temu znany pogański mówca Libaniusz. Powód? Widownia przeszkadza uczestnikom i wpływa na sędziów. Kto chciał obejrzeć zawody powinien zachowywać się grzecznie, a sędziowie nie powinni się kierować tym, że fani jakiegoś dyskobola wykrzykują groźby karalne pod adresem arbitrów. Inną, bardziej powszechną rozrywką na czas wolny były wyścigi rydwanów. Antiocheński cyrk mógł pomieścić nawet osiemdziesiąt tysięcy widzów, którzy dopingowali swoje ulubione...

Read More
Jak „ugryźć” „Hymn o miłości”?
Wrz06

Jak „ugryźć” „Hymn o miłości”?

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”. Pięknie św. Paweł napisał. Ale po co? Do kogo? Kiedy? Być może odpowiedź na te pytania pozwoli nam lepiej zrozumieć sławny „Hymn o miłości”. Orka na ugorze Zacznijmy może od tego, do kogo napisał święty Paweł swoje listy do Koryntian. Uwaga, kilka zaskakujących informacji. Po pierwsze, adresatami są Koryntianie, czyli mieszkańcy greckiego miasta znanego od mniej więcej IX wieku przed naszą erą. Zburzone w 146 r. p.n.e., zostało odbudowane na rozkaz Juliusza Cezara tuż przed jego śmiercią jako Colonia Laus Iulia Corinthus, a dwadzieścia lat później stało się stolicą prowincji senatorskiej Achai. Podczas gdy Ateny miały ledwo pięć tysięcy mieszkańców, Korynt mógł być zamieszkany nawet przez pół miliona ludzi. Ostrożne szacunki mówią o trzystu tysiącach. Był wielkim centrum handlowym, wojskowym, politycznym, gdzie wiele ludzi żyło z usług oferowanych przybywającym do portów w Kenchrach i Lechajonie – czy to wynajmując się jako wioślarze, szyjąc namioty i reperując żagle (jak św. Paweł), lepiąc garnki na wodę i oleje w dzielnicy Keramejkos, i gdzie kamienną rynną Diolkos transportowano lądem statki przez Przesmyk Koryncki. Cesarze, którzy chcieli przekopać kanał wodny mieli pecha – szybko umierali. W kontekście miłości Korynt zdaje się najgorszym możliwym skojarzeniem. W tutejszej świątyni Afrodyty Porne rezydowały hierodule, nierządnice sakralne, których liczbę szacuje się na blisko tysiąc. Stąd po dziś dzień „miłości koryncka” to miłość płatna. Także wrażenie anonimowości w olbrzymim tyglu helleńsko-greckim, gdzie krzyżowały się wszelkie możliwe szlaki handlowe, sprawiało, że łatwiej było o rozwiązłość. Ten klimat udzielał się chrześcijanom, których św. Paweł nawiedził dwukrotnie: mniej więcej w latach 51-53 i 56-57. Swoją koryncką owczarnię, mimo całej do niej miłości, Apostoł Narodów uważa za żyjących jak poganie, skłóconych i niemoralnych. Raz przypominają Żydów szukających znaków, innym razem filozofujących Greków, zaś Paweł głosi im „Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (1, 24). Jednak nie tylko to było powodem napisania listu, a być może całej serii listów z Efezu około roku 57. Problemem były także grupy charyzmatyków, którzy właśnie dary Ducha Świętego uważali za najważniejsze w chrześcijaństwie i  stale sprzeczali się o ich hierarchię. Temu poświęcony jest cały dwunasty rozdział 1 Listu do Koryntian, tak samo czternasty. Zwieńczeniem jest jednak przesławny „Hymn o miłości” (13, 1-13), prawdopodobnie najczęściej cytowany (nie tylko na ślubach) tekst nowotestamentalny. Doskonalsza droga W rozdziale dwunastym Paweł ostro krytykuje tych, którzy chcieliby ułożyć hierarchię charyzmatów. Przede wszystkim odrzuca tych, którzy pod tym pretekstem bluźnią Bogu (12, 3). Prawdopodobnie zdarzali się i tacy, co wpadając w uniesienie niby to prorockie, wprowadzali zamęt i zamieszanie: „Jak to? Duch Święty mówi, że Jezus jest przeklęty?”. Uporawszy...

Read More
Czyż może być co dobrego z Nazaretu?
Sie23

Czyż może być co dobrego z Nazaretu?

Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: „Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy, Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu”. Filip wypełnia swój obowiązek jako wierzącego. Przekazuje dobrą nowinę (euangelion) o tym, że spotkał proroka, któreo zapowiadał Mojżesz (Pwt 18,15), ale taki prorok się nie pojawił (Pwt 34, 10-12). „Jezus, syn Józefa” mógł być każdym, gdyż i Józef i Jezus (właść. Jehoszua, Jozue) były popularnymi imionami. Jak więc reaguje Natanael? Skoro nie wie nic o Jezusie, odnosi się do swojej wiedzy na temat Jego rodzinnych stron. Rzekł do niego Natanael: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?” Najwyraźniej nazarejczycy nie mieli zbyt dobrej opinii w Galilei. W Ewangelii Jana ponownie znajdujemy wyraz tego stereotypu w J 7, 52. Natanael zareagował instynktownie. Opierał się na swojej wiedzy, błędnej, bo błędnej, ale jednak. Nie zbył Filipa z lenistwa czy chęci zachowania świętego spokoju. Odpowiedział mu Filip: „Chodź i zobacz”. Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: „Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”. A więc niedowiarek dał się przekonać. To bardzo istotne, gdyż nawet jeśli działał na podstawie swoich wiadomości, uświęconych tradycją i powszechnością, to jednak nie jest twardo okopany. Idzie, by zweryfikować swoje poglądy przez zderzenie ich z rzeczywistością. Jezus ledwo go ujrzał i już pochwalił za tę szczerość, która kazała przywołać opinię na temat Nazaretu. Powiedział do Niego Natanael: „Skąd mnie znasz?” Odrzekł mu Jezus: „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym”. Jezus oczywiście znał dobrze Natanaela, i to na długo nim ten zasiadł pod figowcem. Teoretycznie dość słaby argument – „siedziałeś pod takim to a takim drzewem”. Mało to figowców w Judei? Jest bardzo prawdopodobne, że Natanael pod którymś przysiadł. A może coś się ważnego pod tym figowcem wydarzyło, może Natanael myslał w cieniu tego drzewa o sprawach Bożych? W każdym razie, efekt jest co najmniej wspaniały. Odpowiedział Mu Natanael: „Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś królem Izraela!” Wszechwiedza jest atrybutem Boga, ewentualnie proroka, któremu odpowiednich informacji udzieli Bóg. Stąd Natanel szybko wywnioskował, że stoi przed nim nie byle szysz, ale ktoś wielki. Było to wyznanie równie szczere jak to z wersetu 46., ta szczerość się nie zmienia, zmienia się tylko wiedza Natanaela. Nazywa on Jezusa rabbim, czyli swoim nauczycielem, chcąc od Niego uczyć się i zdobywać wiadomości. Odparł mu Jezus: „Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: «Widziałem cię pod drzewem figowym»? Zobaczysz jeszcze więcej niż to”. Potem powiedział do niego: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”. Ten mały cud to tylko preludium, zapowiedź chwały, jaką ujrzą ci, którzy uwierzą Jezusowi. Drzewo figowe nie może się równać z dworem niebieskim, Mesjaszem i samym niebem. Nie pierwszy i...

Read More
Trzej świadkowie Przemienienia
Sie05

Trzej świadkowie Przemienienia

Jezus nie wybrał ich drogą losowania, nie było przypadkiem, że akurat Piotr, Jan i Jakub moli ujrzeć Chrystusa w pełnej chwale. Książe Apostołów Na początek wybór najbardziej chyba oczywisty, czyli Piotr, wtedy jeszcze Szymon. Prosty rybak, który oderwany od swojego kutra poszedł za Jezusem. To on w imieniu całego grona Dodeka wyznał, że dla nich Jezus jest Chrystusem, czyli zapowiadanym od dawna Mesjaszem. Niektórzy badacze uważają, że był bliski kręgom zelotów, skoro posiadał miecz, którym odrąbał ucho Malchosa. Rzeczywiście, jego zapał dawał się nieraz poznać, gdy na przykład chciał iść do Pana po wodzie. Prawdopodobnie najmniej ze wszystkich Apostołów nadawał się na przywódcę, zwłaszcza, gdy mimo gorących zapewnień o wierności, trzykrotnie zaparł się Jezusa w czasie procesu. Przy przemienieniu to on znowu wypowiada się za wszystkich trzech zebranych, proponując postawić namioty dla Jezusa, Mojżesza i Eliasza. Było to pierwsze, co przyszło mu do głowy, co gorsza Łukasz uznał za stosowne podkreślić bezsens propozycji. Pierwszy Apostoł-męczennik Jakub, syn Zebedeusza i Salome oraz brat Jana, należał do pierwszych uczniów Jezusa, był świadkiem między innymi wskrzeszenia córki Jaira. Wyróżniał się zapalczywością, gotów był spuścić na niegościnnych Samarytan ogień z nieba, by ukarać ich za obrazę Jezusa. Jako „Syn Gromu” stał się jednym z filarów Kościoła. Jakuba jako pierwszego z Apostołów spotkało męczeństwo. Został ścięty mieczem z rozkazu Heroda Agryppy. Tradycja przypisuje mu ewangelizację Hiszpanii, z kolei historyk Kościoła, Hegezyp twierdzi, że Jakub nie pił wina ani nie jadł mięsa, nie używał oliwy, za to codziennie odwiedzał Świątynię Jerozolimską, a od uderzania o ziemię, jego czoło stało się podobne do kolan wielbłąda. Umiłowany uczeń Brat Jakuba, Jan, był najmłodszym z Apostołów. Często przedstawiany jako młodzieniec, umarł prawdopodobnie jako ostatni. W Ewangelii według św. Jana występuje jako „umiłowany uczeń”. Co ciekawe, jako jedyny Ewangelista nie przekazał nam opisu Przemienienia. Zawsze wierny Chrystusowi, aż po Golgotę, gdzie był jedynym Apostołem. Jego wiara znalazła wyraz w Ewangelii, której teologia przewyższa wszystkie pozostałe. Umarł jako starzec, wygnany na wyspę Patmos. Każdy z nich wierzył inaczej: jeden chwiejnie, inny gorliwie, jeszcze inny wzniośle. Wszyscy trzej widzieli Chrystusa w chwale, rozmawiającego z dwiema fundamentalnymi dla judaizmu postaciami: Mojżeszem i Eliaszem. Jak widac, Chrystus daje dostęp do wielkich tajmenic nie tylko Janom i Jakubom, ale także wszelkiej maści...

Read More

Tak subtelna, a tak wielka różnica – o wierze i nadziei

Wiara, nadzieja, miłość – trzy cnoty teologiczne z 1 Listu do Koryntian są znane każdemu chrześcijaninowi. Czy w przypadku dwóch pierwszych nie mamy jednak do czynienia z rzeczywistościami tak bliskimi, że wręcz jednoznacznymi? Okazuje się, że nie. TAK SOBIE BLISKIE Według słownika PWN nadzieja to: „oczekiwanie spełnienia się czegoś pożądanego i ufność, że to się spełni, urzeczywistni”; wiara zaś to: „przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni”. Jak więc widzimy, różnica jest subtelna – opiera się właściwie tylko na tym, jak wielki zostawiamy sobie margines błędu. Jaka jest relacja między wiara i nadzieją, skoro są one sobie tak bliskie? Dlaczego dwie tak podobne postawy znalazły się wśród trzech cnót teologicznych (wiara, nadzieja, miłość)? Wiarę można różnicować: możliwa jest wiara komuś, wiara w kogoś, wiara w istnienie kogoś/czegoś czyli odpowiednio wiara Bogu, wiara w Boga, i wiara, że Bóg jest. Nadzieja jest bardziej sztywna. Można pokładać nadzieję w Bogu, w Jego obietnicach, czy cechach, mieć nadzieję na ich spełnienie. Jednocześnie nie ma możliwości, by istniała wiara, która nie w sobie cienia nadziei. I tak samo nie może istnieć nadzieja pozbawiona wiary. Bardzo efektowna metafora ks. prof. Szymika (nie mam pewności, czy nie powtórzona po kimś) mówi, że miłość jest początkiem relacji, wiara jej końcem, a nadzieja jest mostem między nimi. Jeśli widzimy we mgle most, mamy nadzieję, że choć niewidoczny dla nas, istnieje drugi brzeg. Nadzieja poprzedza wiarę, ale zamiana kolejności lub niedostosowanie stopnia pewności prowadzi do rożnych dziwnych sytuacji. ZUCHWAŁA NADZIEJA Co się dzieje, gdy nadzieja miesza się z wiarą? Tu wiele zależy od naszego nastawienia. Bardzo często przyjmuje to zjawisko formę tzw. zuchwałej nadziei. Czym ona jest? Człowiek idący do spowiedzi ma nadzieję na odpuszczenie grzechów i wierzy, że Bóg mu przebaczy popełnione błędy. Co jednak, gdy ktoś grzeszy w myśl zasady „przecież i tak będzie mi to odpuszczone”, a sakrament staje się jedynie miejscem, gdzie chwilowo załatwia się dostęp do Eucharystii? Co, gdy postawa zaufania Bożemu miłosierdziu zmienia się w przeświadczenie, że jest ono nieograniczone i na pewno nas obejmie? Wtedy mamy do czynienia z czynnikiem wręcz uniemożliwiającym wybaczenie, gdyż wykluczającym skruchę. Innym rodzajem zuchwałej nadziei jest próba samozbawienia, gdy wiara we własne siły zastępuje nadzieję na Bożą pomoc. W kalwinizmie pojmowana w duchu predestynacji zasada sola gratia sprawia, że nadzieję od rozpaczy i poczucia całkowitej bezsilności wobec grzechu dzieli cienka linia. W skrócie: protestancka zasada sola gratia (sama łaska) zakłada, że ludzkość jest zła i tylko łaska Boga, niezależna od zasług, będąca osobistą decyzją Stwórcy może zbawić człowieka. Luteranie i katolicy mówią tu o kwestii ludzkiej odpowiedzi na udzielaną wszystkim łaskę. W idei predestynacji wszystko rozbija się o to, że Bóg...

Read More