Jest nadzieja
Mar12

Jest nadzieja

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie. (Mt 17,1-9) Gdy faraon uwolnił lud, nie wiódł go Bóg drogą prowadzącą do ziemi filistyńskiej, chociaż była najkrótsza. Powiedział bowiem Bóg: "Żeby lud na widok czekających go walk nie żałował i nie wrócił do Egiptu. (Wj 13, 17 – fragm. I czyt. z Godziny Czytań II Niedzieli Wielkiego Postu) Bóg nie prowadzi prosto do celu. Zanim Chrystus wyjdzie na Golgotę, wpierw udał się na Górę Przemienienia. Wziął ze sobą Apostołów, aby w „ich sercach nie zapanowało zgorszenie krzyża i by uniżenie dobrowolnie przyjętej męki nie zakłóciło wiary tych, którym została objawiona wspaniałość ukrytej godności” (św. Leon Wielki). Można powiedzieć, że oba wyprowadzenia się nie udały. Mimo, że Izraelici zostali cudownie uratowani z ręki Egipcjan, przeszli przez Morze Czerwone, jedli manną i przepiórki, widzieli wodę wyprowadzoną ze skały, a w drodze stale im towarzyszył słup ognia lub obłok, jako znaki obecności Jahwe, cały czas wątpili i szemrali. Z wyprowadzonych z Egiptu do Kanaanu weszło tylko dwóch ludzi: Jozue, syn Nuna i Kaleb, syn Jefunnego. Z kolei z trójki apostołów, którzy widzieli przemienionego Jezusa, pod krzyż dotarł tylko jeden. Piotr wystraszył się służącej, o Jakubie ewangelia nawet nie wspomina, a był przecież nazywany bratem Pańskim. Bóg próbuje przygotować człowieka na trudne doświadczenia, objawiając mu przyszłą chwałę. Pozornie niewiele z tego wynika. Jednak patrząc głębiej, przecież nawet ci spośród Izraelitów, którzy umarli na pustyni, umarli jako ludzie wolni. A choć Piotr i Jakub nie stanęli pod krzyżem, przecież ostatecznie okazali się świadkami godnymi krzyża Chrystusowego. Także i dla mnie w obecnych trudnościach – jest...

Read More
Cel: urządzić uroczystość
Mar05

Cel: urządzić uroczystość

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: »Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem«. Lecz on mu odparł: »Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych«. Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: »Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień«. Odrzekł mu Jezus: »Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego«. Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: »Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon«. Na to odrzekł mu Jezus: »Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz«. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu. (Mt 4,1-11) Jezus wychodzi na pustynię na 40 dni. Na pustynię wyszli też Izraelici – na 40 lat. Wiemy, że ostatecznie mieli dojść do Kanaanu. Wtedy dla nich nie było to takie oczywiste. Mojżesz umotywował tę decyzję faraonowi nakazem Boga, który powiedział: „Wypuść mój lud, aby urządził na pustyni uroczystość ku mojej czci” (Wj 5,2). No i się zrobił “kwas”. Faraon się zdenerwował, kazał Izraelitom pracować więcej i dużo ciężej. A Izraelici zdenerwowali się na Mojżesza, który namieszał w ich i tak za ciężkim żywocie. Zanim wyszli, musieli się jeszcze sporo nacierpieć. Nie mówiąc już o tym, ile piasku wiatr zdołał przerzucić po Saharze, nim do owej Krainy Obiecanej w ogóle doszli. Celem 40 dni Wielkiego Postu również jest urządzenie uroczystości ku czci Boga. Nie praca nad samodyscypliną, nie wspieranie ubogich, nie naprawa swojego życia duchowego. To wszystko dokonuje się niejako przy okazji. Droga do wolności wiedzie przez przystanek, gdzie trzeba oddać Bogu cześć i chwałę. Oddać, bo najpewniej ją ukradłem, albo – w ciut lepszym wariancie – ktoś mi wmówił, że to mi się należy. Jezus pokazuje, jak tę drogę przejść. Pokazuje, bo wie – sam jest całkowicie...

Read More
O niebo lepsze małżeństwo
Sty19

O niebo lepsze małżeństwo

Małżeństwo jest tym z sakramentów, który chyba najbardziej angażuje świeckich w przebieg obrzędu. Jest to przecież jedyny, którego nie mogą udzielać duchowni. Kapłan je tylko błogosławi. Z jego zawarciem związane są różne lokalne zwyczaje. W ostatnich latach folklor zastępuje jednak popkultura – „Wielka miłość”, czy „Alleluja” Cohena śpiewane w trakcie uroczystości przez celebransów są najjaskrawszymi przykładami zjawiska. Wynika to z niezrozumienia, czy wręcz nieznajomości tego, co proponuje Kościół. A Ten proponuje rzeczy o niebo lepsze. Zanim się zacznie Instytucja małżeństwa funkcjonuje chyba w każdej kulturze. Kościół uczy, jednakże to Bóg ustanowił związek mężczyzny i kobiety – i jest to związek tak mocny, że nie zniweczył go ani grzech pierworodny, ani potop. Dlatego też tę instytucję podniósł do rangi sakramentu – widzialnego znaku Swej łaski. A do przyjęcia każdego sakramentu należy się przygotować. Również aby owocnie zawrzeć małżeństwo katolickie, nieodzowne jest zapoznanie się z teologią tego sakramentu. Przygotowanie to ma mieć różne formy. To przede wszystkim odpowiednia katecheza dzieci, młodzieży i dorosłych, ze szczególnym naciskiem położonym na wykorzystanie środków społecznego przekazu – tak, o tym wprost mówi wWprowadzenie teologiczno-pastoralne Obrzędów Małżeństwa (księgi liturgicznej, według której sprawowany jest obrzęd).  Wszystko po to, by zanim ktokolwiek pomyśli w ogóle o tym, by coś komuś przysiąc przed ołtarzem, wcześniej wiedzieć, jakie znaczenie ma małżeństwo i co się z tym wiąże. Następny etap przygotowania obejmuje okres narzeczeństwa, który ma przysposobić ją i jego do wspólnego a świętego podążania nową drogą życia. Również sama liturgia małżeństwa jest takim przygotowaniem – i tych, którzy w trakcie niej zawierają związek małżeński, ale też dla tych, dla których jest to dopiero opcja na przyszłość. Przygotowanie do małżeństwa nie kończy się w chwili udzielenia tego sakramentu. Z nowo zawartego związku wyjdą bowiem kolejni kandydaci do małżeństwa. Dlatego Kościół obejmuje troską całość życia rodzinnego i małżeńskiego, jako pomoc małżonkom w wypełnianiu ich obowiązków. Gdy ona i on poczują w końcu wolę Bożą ku sobie i udadzą się do duszpasterza, ten ma zadanie przypomnieć im katolicką naukę o małżeństwie, a także wprowadzić ich w znaczenie obrzędu. Jeśli bowiem nie będą wiedzieli, czemu ksiądz zwiąże im ręce stułą, to trudno mówić o świadomie przyjętym sakramencie. Równie ważne jest, aby upewnić się, że nie ma żadnych przeszkód co do zawarcia takiego związku. Jeżeli jednak narzeczeni wyraźnie i formalnie oświadczają, że mają inną wizję małżeństwa niż Kościół, kapłan nie może dopuścić ich do obrzędu, gdyż to sami narzeczeni w takiej sytuacji stanowią przeszkodę do zawarcia związku. Rytuał sugeruje, aby ten sam kapłan zajął się przygotowaniem narzeczonych, wygłosił homilię w trakcie sprawowania liturgii, przyjął zgodę małżonków oraz odprawił mszę świętą. Za zgodą biskupa lub proboszcza można upoważnić do błogosławieństwa małżeństw diakona, a w nadzwyczajnych sytuacjach,...

Read More
Kicz Bożego Narodzenia
Gru25

Kicz Bożego Narodzenia

Wszelkie okresy kościelne, takie jak adwent, czy Boże Narodzenie to okresy liturgiczne. Pozornie, oczywistość o której dziwnie wspominać. Ale praktyka pokazuje co innego. Bo skoro to okresy liturgiczne, to właśnie liturgia powinna ustawiać wszystko, czym wtedy Kościół żyje. Sacrum powinno przemieniać – uświęcać – profanum, naszą codzienność. Sami widzimy, że w drugą stronę mogłyby to przynieść nienajlepsze rezultaty. Truizmem byłoby również stwierdzenie o narastającej komercjalizacji świąt. Jest to tak oczywiste, że niezauważany, gdy „magia tych dni” przekracza kolejne granice. Około świąteczny kicz szturmuje rokrocznie drzwi świątyń i serc. Mamy z tym co prawda do czynienia przy każdej, zawierającej marketingowy potencjał, okazji (np. Nowy Rok, Walentynki, dzień kobiet itp.), w przypadku jednak Bożego Narodzenia następuje istne nałożenie kiczo-gennych czynników: komercjalizacji, nie bardzo już rozumianych tradycji ludowych, mityczne wyobrażenie sielskości świąt z okresu dzieciństwa. Kicz jest dla liturgii rakiem. Nowotworem. Kicz bowiem niesie ze sobą niską jakość artystyczną. Estetycznie może się wydawać poprawny, na swój sposób nawet uroczy (jak bajki dla małych dzieci – na marginesie, cóż za krzywdę wyrządzamy umysłom kolejnych pokoleń, od wczesnych lat faszerując je estetycznym badziewiem?), z definicji wręcz większości się podoba i w tym właśnie polega jego zagrożenie. Kicz to społeczne przyzwolenie na przyjemność płynącą z cichego porozumienia, uczestnictwa w umiarkowanym i uspokajającym "złym guście", ale przede wszystkim jest to "sztuka szczęścia" – "raj dla mało wymagających". To obraz zagubienia, rozpadu wartości, braku czegoś, za czym się tęskni, i akceptacji namiastki (Abraham Moles). Dosadniej niebezpieczeństwo kiczu wyraził Hermann Broch: „istotą kiczu jest mylenie kategorii etycznej z estetyczną, kicz chce działać pięknie, a nie dobrze – zależy mu na pięknym efekcie", "kicz nie jest złą sztuką, lecz sztuką nie jest i tworzy własny system odniesień", "kicz powstaje na skutek rezygnacji z prawdy na rzecz piękna". I o ile w sferze sztuki, czy – szerzej ujmując – kultury, można jakoś zasadność funkcjonowania kiczu dowieść, o tyle w przypadku liturgii powoduje to rozminięcie się z istotą.    ZROZUMIEĆ LITURGIĘ Liturgia zrodziła się z wcielenia, z przyjęcia ludzkiego ciała przez odwieczny Logos. W ten sposób ograniczonej przez cielesność ludzkości Bóg przekazał w sposób najpełniejszy prawdę o sobie jako Bogu oraz o swojej relacji do człowieka. I choć to ofiara krzyżowa Chrystusa jest tym momentem historii zbawienia, który uobecnia się w trakcie każdej liturgii, szczególnie eucharystycznej, to jednak początek tego przenikania bierze się właśnie z tajemnicy wcielenia. Stąd tak wysoka ranga Uroczystości Bożego Narodzenia w kalendarzu liturgicznym. Rzeczywistość nadprzyrodzoną wyraża liturgia poprzez znaki, nieraz bardzo subtelne, jak np. wrzucenie kawałka konsekrowanej hostii do kielicha w trakcie śpiewu Baranku Boży. Kościół uczy, że znaki te są skuteczne, to znaczy sprawiają to, co oznaczają. Nie chodzi tu jednak o jakiś automatyzm, rodzaj magii,...

Read More

Naród Polski nie istnieje

Naród Polski nie istnieje. Już nie i jeszcze nie. W tym właśnie tkwi główne źródło problemów, które trapią dzisiejszą Polskę. Narodem zdecydowanie nie jesteśmy. Teza obrazoburcza – wręcz heretycka, niemniej trzeba się nad nią pochylić. I nie jest to teza moja. O tym, że między współczesnymi Polakami, a ich przodkami sprzed II Wojny Światowej (czy sprzed rozbiorów) została zaburzona ciągłość kulturowa, pisali już Rafał Ziemkiewicz (Polactwo) i Andrzej Leder (Prześniona rewolucja). Jeden to prawicowiec, niemalże skrajny, drugi związany jest z lewicową Krytyką Polityczną. Obaj doszli do bardzo podobnych wniosków. Znaczy – coś musi być na rzeczy. Jeśli więc nie ma narodu, to skąd się wzięli polscy narodowcy? I kim w takim razie są ludzie, którzy na każde święto państwowe wywieszają flagę, biorą udział w oficjalnych uroczystościach państwowych, rokrocznie zjeżdżają się do Warszawy na 11 listopada, starają się dzieciom przekazać miłość do ojczyzny, ojczystej historii, kultury i języka? I czemuż wreszcie – jeśli ten naród nie istnieje – w ciągu ostatnich lat tyle wysiłków włożono w walkę z tym narodem? Nie jest oczywiście tak, że albo mamy naród, albo grupę zupełnie obcych, niezwiązanych ze sobą ludzi. Sytuacja nie jest zerojedynkowa. Naród jest pewną formą organizacji społeczeństwa. Niektórzy twierdzą, że szczytową. Inni, że pierwotną, podobnie jak rodzina, z czym jednak wybitnie ciężko się zgodzić. W każdym razie można stwierdzić, kiedy np. grupa plemion germański i celtyckich stała się Francuzami. Trwało to kilkaset lat, po drodze z Germanów wyodrębnili się Frankowie, z Celtów Galowie, kotłowali się przez dobrych kilka wieków na terenie współczesnej Francji, w międzyczasie do zabawy dołączyli Rzymianie, dorzucając swoje trzy grosze, a później także uczniowie pewnego cieśli z odległej Judei. I tak, po upadku już Cesarstwa Rzymskiego powstawały kolejne królestwa Frankońskie, aż w końcu – gdzieś około XIV-XV wieku – poczucie odrębności było tak wielkie, że poddani francuskiego króla zauważyli, że oto są Francuzami i to jest ich podstawowa tożsamość. Nie wyznawanie chrześcijaństwa w wersji Kościoła Rzymskiego, nie przynależność do pannarodowej wspólnoty rycerzy chrześcijańskich, nie dzielone z Niemcami dziedzictwo germańskie, ale właśnie to, że są Francuzami. Proces ten najwcześniej zaszedł we Francji, choć o narodach we współczesnym rozumieniu mówi się na dobrą sprawę dopiero od XIX wieku. Mówi się o przebudzeniu narodowym. Belgowie, Węgrzy, Serbowie, Słoweńcy, Bułgarzy, Irlandczycy – to tylko niektóre z narodów, które w tym okresie podejmują starania o niepodległość. Niektóre od podstaw tworzyć musiały własny język, bohaterów, symbolikę, desperacko poszukując w annałach historii czegoś, co można by uznać za zręby ich państwowości, funkcjonującej już we wczesnym średniowieczu! Inni na przykład zdecydowali się wyrzucić z języka wszelkie naleciałości z innych języków. Dlaczego czeski brzmi dla Polaków nieco śmiesznie, archaicznie? Kraj ten od XVI wieku był pod kulturową...

Read More
Święto Żywych
Paź31

Święto Żywych

Wspominanie 1 listopada zmarłych, to – z katolickiego punktu widzenia – grube nieporozumienie, ocierające się wręcz o herezję. Paradoksalnie, dopiero Halloween pomogło nam zrozumieć, o co chodzi w Uroczystości Wszystkich Świętych. Co niedzielę wyznajemy wiarę w „świętych obcowanie”. A pod czas każdej mszy pogrzebowej, kapłan (w trakcie prefacji) dziękuje Bogu za to, że „życie Twoich wiernych, Panie, zmienia się, ale się nie kończy”. Wniosek – święci żyją. W inny sposób, dla nas niedostrzegalny i niezrozumiały, a jednocześnie – z katolickiego punktu widzenia – pełniejszy. Są zjednoczeni z Bogiem (albo będą, jeśli mówimy o duszach w czyśćcu), na tym przecież polega świętość. A skoro są zjednoczeni z „Dawcą Życia”, jak można uważać ich za zmarłych? Duszpasterski "zerg rush" Dlaczego więc powszechnie mówi się o Uroczystości Wszystkich Świętych jako o święcie zmarłych? Powodów jest kilka. Podstawowy to dramatycznie niski poziom wiedzy i świadomości religijnej. Niby liturgia ma swoją treść, dobór czytań mszalnych jasno przedstawia charakter uroczystości, a bazując na nich kaznodzieja powinien rozwiać wszelkie wątpliwości, dlaczego się tu dzisiaj zebraliśmy. Jednak teoria sobie, praktyka sobie. Za „nieboszczki komuny” władze usilnie pracowały nad tym, aby z uroczystości ku czci świętych zrobić święto zmarłych. Na ile pomogła romantyczna tradycja odnosząca się do słowiańskich „Dziadów” – ciężko stwierdzić. Na marginesie, chrześcijanom oburzonym na Halloween pragnę przypomnieć, iż Dziady są obrzędem jak najbardziej pogańskim, mimo, że w mickiewiczowskim dramacie powierzchownie schrystianizowanym. Komunistom udało się społeczną świadomość przeorać na tyle, iż 1 listopada jest dniem wolnym. A że Polacy naród w tradycję zapatrzony, więc skrzętnie korzystając z wolnego począł przodków groby nawiedzać, przy okazji popijając z żywymi, tradycja obiat, jak widać, wiecznie żywa. Duszpasterze zaś, jako że powszechnie przyjętym nad Wisłą modelem duszpasterskim jest „zerg rush” (duszpasterstwo masowe, czyli kupą mości panowie), jakoś z komunistyczną wersją święta wcale nie walczyli. Cóż z tego, że modlitwa za zmarłych ma miejsce dopiero dnia następnego, przecież 2 listopada już nie ma takich tłumów, więc i procesje między grobami i msze na cmentarzach i nastrojowe wieczornice urządzamy wtedy, gdy tłumy są. Kto za kogo powinien się modlić A przecież 1 listopada nie wolno (sic!) odprawiać mszy za zmarłych! Natomiast w dzień zaduszny, będący dopełnieniem poprzedniego, Kościół intensyfikuje modlitwę za tych, którzy święci jeszcze nie są, tzn. już zmarli, a jeszcze nie są w niebie. Tego dnia każdy kapłan może odprawić aż trzy Msze Święte (jedna w intencji własnej, druga za zmarłych, trzecia w intencjach papieskich). Druga taka „okazja” nadarza się w Boże Narodzenie. Poza tym wolno mu odprawić tylko jedną dziennie. Oczywiście duszpasterze się tłumaczą niebywałą szansą duszpasterską, jaką pierwszo listopadowe tłumy na cmentarzach stwarzają. Tyle że jeśli modlimy się „za zmarłych”, to domyślnie zakładamy, że ów zmarły to jeszcze...

Read More
Sprawiedliwość wbrew nadziei – XXXI Niedziela Zwykła
Paź30

Sprawiedliwość wbrew nadziei – XXXI Niedziela Zwykła

Całe dotychczasowe życie walczył o prestiż i uznanie, i wszystko to przekreśla dla jednej chwili – nawet nie spotkania – spojrzenia na Jezusa. Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło. Łk 19,1-10; XXXI Niedziela Zwykła, Rok C Między grzechem a niebem Jerycho to miasto graniczne. Dla Izraelitów 40 lat błąkających się po pustyni, Jerycho jest pierwszym przystankiem w Kanaanie. Pierwszym miastem, które obejmują z Bożej obietnicy. Przez Jerycho więc wchodzi się do Ziemi Obiecanej. W przypowieści o miłosiernym samarytaninie bohater, pobity człowiek, odbywał podróż w przeciwną stronę, z Jerozolimy do Jerycha. Ewangelia podaje, że schodził. Ojcowie Kościoła interpretują: zgrzeszył. Jezus więc wchodzi w sytuację graniczną, w doświadczenie grzechu, aby wprowadzić zabłąkanych do Królestwa Bożego. Ironiczna tożsamość Imię Zacheusza tłumaczy się jako czysty. Określenie jego zawodu – architelōnēs – wymyślił św. Łukasz. Telōnēs – celnik, było znane. Łukasz dodaje przedrostek od słowa archē, oznaczającego władzę. Ten sam przedrostek z kapłana robi arcykapłana, z biskupa arcybiskupa. Z celnika arcycelnika. A więc zdrajcę i oszusta do kwadratu. Celnicy byli powoływani na okres 12 miesięcy. Mieli z góry zapłacić podatek za cały rok Rzymowi, a potem co miesiąc ściągać należność od współrodaków. Układ niezbyt uczciwy i niezbyt jasny. Sprzyja kombinowaniu, oszustwom i wszelakim malwersacjom. Skoro bogaty Zacheusz był zwierzchnikiem celników, jego majątek musiał się zrodzić z nieczystegoprocederu. Imię okazuje się gorzką ironią. Mnożąc kasę i pogardę Tenże arcyłotr i zdrajca nosi jednak w sobie pragnienie Boga. Chce zobaczyć Jezusa. Poznać go. Dlaczego? Czyżby słyszał o Jego wyrozumiałości dla celników? Może nawet wiedział, że jednego imieniem Lewi, powołał do grona swoich najbliższych uczniów prosto z komory celnej. Raczej nie była to zwykła ciekawość. Zwykłej ciekawości nie zaspokaja się takim kosztem. Był niski. Niektórzy sugerują, że miał z tego powodu kompleksy. Dalej snują, że z tego powodu był desperacko gotów coś osiągnąć. Coś znaczyć. Nie...

Read More

Nie taki faryzeusz straszny, jak go pobielą – XXX Niedziela Zwykła

Może faryzeusz miał po prostu dobry dzień i chciał się tym z Bogiem podzielić? Podziękować. To chyba dobrze? Jednak z jakiegoś powodu Bogu nie spodobała się jego modlitwa. Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony. (Łk 18,9-14) Ewangelia z XXX Niedzieli Zwykłej, Rok C Obraz faryzeuszy w ewangeliach maluje się dosyć wyraziście. Ludzie puści, niemiłosierni, zaślepieni fanatycy religijni, przekonani o własnej doskonałości, pyszałkowaci i przemądrzali hipokryci. W tym kluczu patrzymy na faryzeusza z dzisiejszej ewangelii i wyciągamy bardzo proste wnioski. Nie można się na modlitwie przechwalać, tylko pokutować, pokutować, pokutować. Nie każdy faryzeusz w Biblii jest zły, ale i nie każdy celnik jest dobry. Choć oczywiście Jezus częściej udziela reprymendy tym pierwszym, w myśl słów: „komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie”. Choć i tak u Mateusza celnik jest synonimem poganina (Mt 18,17; por. Mt 21,21). Napomnienia kierowane przez Jana Chrzciciela do celników świadczą, że przekręty i oszustwa nie były wśród nich rzadkością. Jednocześnie znamy z imienia dwóch spośród grona faryzeuszy, Nikodema i Józefa z Arymatei, którzy przeczą stereotypowemu obrazowi. Mamy również uczonego w Piśmie, którego Jezus chwali za rozumne odpowiedzi.   Mamy w końcu jednego z dzisiejszych bohaterów, który może miał po prostu dobry dzień i chciał się tym z Bogiem podzielić? Podziękować. To chyba dobrze? Jednak z jakiegoś powodu Bogu nie spodobała się jego modlitwa. To pewnie z powodu pogardzania celnikiem – można zripostować. Jednak w tradycji hebrajskiej jest pewna modlitwa, w której bibliści doszukują się źródeł modlitwy faryzeusza. Widzimy więc, że jest to pewien zwrot stosowany w praktyce modlitewnej. „Dziękuję Ci, Panie, że dałeś mi miejsce między tymi, którzy zasiadają w domu Twej nauki, a nie wśród tych, którzy siedzą na rogach ulic. Wcześnie rano otwieram moje serce na słowa Twego Prawa, podczas gdy oni otwierają swe serca na sprawy próżne… Ja czynię pokutę i otrzymuję zapłatę, podczas gdy oni nie otrzymują żadnej  zapłaty” (Ber 28b) W tej ewangelii nie chodzi o potępienie jakiejś konkretnej grupy. Jezus powiedział „do niektórych”. Faryzeusz miał obowiązek modlitwy dwa razy w ciągu dnia, rano i po południu. Słowa...

Read More

Postawa modlitwy, czyli zwycięzca się poddaje – XXIX Niedziela Zwykła

Ojcowie pustyni, idąc na modlitwę, mówili: „idziemy walczyć”. Ale w gruncie rzeczy to niebezpieczna postawa.  Jezus odpowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? Łk 18, 1-8, XIX Niedziela Zwykła, Rok C             Podniesione ręce mają ciekawą symbolikę. Otóż z badań antropologów wynika, że niezależnie od kultury danego ludu podniesione ręce oznaczają zasadniczo to samo. Może to być postawa zwycięzcy, albo poddającego się. Ten sam gest jest obecny w chrześcijaństwie. Kapłan podczas modlitw mszalnych wznosi ręce. Coraz częściej czynią tak uczestnicy spotkań modlitewnych. Poddają się, czy zwyciężają? A może i jedno i drugie?             Ojcowie pustyni, idąc na modlitwę, mówili: „idziemy walczyć”. Jest to zmaganie, trud, który trzeba dźwigać. Jest to walka z samym sobą, własnymi ograniczeniami, słabością, roztargnieniem. Nawet bez konkretnych doświadczeń duchowych, wartością wytrwałej modlitwy jest opanowanie własnych pokus – ot choćby takiej, żeby położyć się spać kwadrans wcześniej, zamiast skończyć odmawiać różaniec.             Ale w gruncie rzeczy to niebezpieczna postawa. W pewnym momencie zaczyna w głowie kiełkować myśl: „Wszystko wymodlę”. Myśl ta wyrasta i nieświadomie przybiera formę: „wszystko wyczaruję”.             Jeśli modlitwa chrześcijańska ma mieć jakikolwiek sens, to musi brać się z modlitwy Chrystusa. Z tego, że to Chrystus modli się w nas i poprzez nas. Tylko modlitwa Chrystusa może odnieść skutek. Człowiek jest bowiem oddzielony od Boga poprzez grzech. Pośrednictwo Chrystusa jest niezbędne, żeby tę relację odnowić. A bez tej relacji nie może być mowy o modlitwie.             Bo to Chrystus "najskuteczniej" wyciągnął ręce na krzyżu. Poddał się – Ojcu – a jednocześnie zwyciężył grzech i Szatana. Dlatego ilekroć klękam, czynię znak krzyża, muszę sobie uświadomić swoje położenie. Położenie ubogiej wdowy. Kogoś, kto nie ma żądnych praw, żadnych przywilejów, żadnych możliwości. Kto może tylko żebrać o pomoc możniejszych. A następnie przypomnieć sobie, że jest ktoś taki, kto weźmie mnie w obronę niezależnie od czających się niebezpieczeństw.             Modlitwa to w istocie...

Read More

Ile nas kosztowały ŚDM? – Wciąż nie wiadomo…

Sprawa jest o tyle dziwna, że przecież pielgrzymi musieli kupić specjalne pakiety obejmujące m. in. zakwaterowanie. Spora część pielgrzymów została zakwaterowana u krakowskich rodzin – a więc kuria nie poniosła żadnych kosztów w związku z przygotowaniem dla nich noclegów – pozostali nocowali w szkołach, za co archidiecezja krakowska zapłacić nie chce. Rodzi się więc pytanie, za co tak naprawdę płacili pielgrzymi? Temat finansowania ŚDM jest kłopotliwy. W okresie przygotowań wydarzenia wzbudzał wiele wątpliwości. Teraz, gdy impreza jest podsumowywana i rozliczana, wątpliwości wciąż się pojawiają, lecz niewielu chce o nich mówić, a większość woli chyba o nich nie słyszeć. Kłopot pojawił się już w sierpniu. ZAiKS  od organizatorów ŚDM domagał się opłat za publiczne odtwarzanie spektakli i utworów muzycznych, jakie były wykonywane w trakcie imprezy. Rzecznik ZAiKS-u, Anna Biernacka, twierdziła wówczas, że umowy ze stroną kościelną były podpisane jeszcze przed rozpoczęciem Dni Młodych. Z kolei pełnomocnik organizatorów, mec. Krzysztof Mazur stwierdził, że ZAiKS nie był w stanie przygotować odpowiednich umów licencyjnych. Sprawa trafiła do ministerstwa kultury i temat ucichł. Fakty W piątek TVN w wieczornym wydaniu „Faktów” wyemitował materiał poruszający problem opłat za noclegi w szkołach. W krakowskich szkołach w trakcie ŚDM-u nocowało kilkanaście tysięcy pielgrzymów. Umowa archidiecezji z miastem zakładała, że do 15 grudnia miasto zapłaci za eksploatację 180 budynków 1,2 mln złotych. Rzecznik prezydenta Krakowa, Monika Chylaszek, twierdzi, że do pokrycia tych kosztów jest zobowiązana archidiecezja. Kuria zapłacić obiecuje, ale niekoniecznie ze swojego budżetu. Art. 39 specustawy przygotowującej ŚDM przewiduje możliwość dofinansowania zwiększonych kosztów funkcjonowania placówek oświaty ze środków rządowych. Konkretnie chodzi o środki rezerwy oświatowej subwencji ogólnej. O środki te mogą ubiegać się poszczególne samorządy w celu np. przeprowadzenia remontów czy finansowania zajęć dla niepełnosprawnych uczniów. Ks. Piotr Studnicki z biura prasowego krakowskiej kurii mówi, że archidiecezja jest gotowa zapłacić za użytkowanie szkół w trakcie ŚDM, ale skoro ma prawną możliwość rekompensaty tych środków, to próbuje z tej możliwości skorzystać. Tłumaczy również, że Światowe Dni Młodzieży były „lekcją kultury”, samo wydarzenie miało również na celu edukację, stąd część środków może pochodzić z wydatków na oświatę. Opinie Nie zgadza się z tym jednak Sławomir Broniarz ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. Twierdzi, że pieniędzy w rezerwie oświatowej jest za mało, aby przeznaczać je na inne cele. Sprawa jest o tyle dziwna, że przecież pielgrzymi wykupywali specjalne pakiety, które obejmowały również zakwaterowanie. Nie wszystkie co prawda, lecz np. pakiet A3 różnił się od A4 tym, że zapewniał także i nocleg, był jednak droższy o 300 zł. Spora część pielgrzymów została zakwaterowana u krakowskich rodzin – a więc kuria nie poniosła żadnych kosztów w związku z przygotowaniem noclegów – pozostali nocowali w szkołach, za co archidiecezja krakowska również zapłacić nie chce. Rodzi się więc pytanie, za co tak naprawdę...

Read More