Autorytet – subiektywnie

Autorytet. Czy to pojęcie jeszcze istnieje w dzisiejszym świecie nastawionym na konsumpcję, płytkie wartości propagowane przez media i tempo życia, w którym nie mamy na nic czasu? Pojęcie autorytetu często jest nadużywane, czasami na siłę ktoś każe nam szukać sobie wzorca lub sami go szukamy. Zadając sobie pytanie o autorytet, należy stwierdzić, co to w zasadzie jest i co powinien sobą reprezentować, a mając już tę wiedzę, można pokusić się o ewentualnie wskazanie ludzi zasługujących na to miano.


Na początek definicja: autorytet (z łaciny auctoritas – powaga moralna, znaczenie), prestiż osoby, grupy lub organizacji oparty na uznanych i cenionych w środowisku lub społeczeństwie wartościach: religii, prawie, nauce itp. Autorytet ma osoba, która dysponuje dużą wiedzą, ale też, w zależności od przyjętych społecznie wartości, dużą siłą lub bogactwem. Autorytet instytucji mierzony jest prawomocnością jej poleceń czy zarządzeń. 

W polityce autorytet władzy może oznaczać np. akceptację jej decyzji i działań. W Starożytnym Rzymie, auctoritas odnosiło się do stopnia ogólnego poważania, jaki dana osoba posiadała w rzymskim społeczeństwie. A w konsekwencji jej siłę przebicia, wpływy i możliwość gromadzenia poparcia wokół czyjejś woli. 

Idąc tym tokiem rozumowania powinni dla nas stanowić autorytet wszyscy politycy, osoby wysoko postawione, zamożnie urodzone, policja, czy choćby osoby lepiej od nas ubrane. A wcale tak nie jest. 

Podczas analizy tego zagadnienia natknąłem się na opis pewnego eksperymentu. Badacz stawał w tłumie przechodniów na skrzyżowaniu, czekających na zielone światło. W pewnym momencie wchodził na jezdnię, mimo że świeciło się światło czerwone. Gdy był ubrany elegancko (trzyczęściowy garnitur, teczka, krawat), więcej osób szło w jego ślady, niż gdy był ubrany "zwyczajnie".

Nie potrafię zrozumieć przyczyn takiego zachowania. Według mnie potwierdza to tylko powierzchowność, jaką darzymy się na co dzień, oceniając drugiego człowieka po wyglądzie. Osobiście staram się unikać takiego postrzegania innych, chociaż nie będę nikogo okłamywał, że tego nie robię, bo i mnie się to zdarza. Każdy z nas ocenia i my jesteśmy ocieniani, pytanie tylko, co potem zrobimy z tym pierwszym osądem, tzn. czy zaszufladkujemy daną osobę nawet nie zamieniając z nią słowa, czy nie. Niejednokrotnie zdarza się, że ludzie mający władzę, noszący mundur i zajmujący wyższe stanowiska nie są odpowiednim przykładem dla młodych ludzi. Ich kręgosłup moralny, kompetencje, postawa wobec bliźnich i zachowanie całkowicie nie pasują do pełnionych funkcji. To samo dotyczy ludzi o dużej wiedzy i inteligencji, lekarzy i duchownych. Oczywiście nie twierdzę, że każdy taki jest, ale poglądy innych ludzi na temat rządu, służby zdrowia i innych instytucji z którymi się spotykam nie są przecież wymyślone, a nawet jeśli, to przecież w każdej historii jest ziarno prawdy. Wszyscy doświadczyli jakiejś sytuacji, która skłoniła ich to wysnucia takich, a nie innych wniosków.

Pierwszym rodzajem autorytetu, jaki możemy wyróżnić, jest autorytet ujarzmiający. Pochodzi nie tyle z osobistych zalet czy zasług, ile z wygórowanych ambicji i żądzy władzy jego "dysponenta" dążącego do podporządkowania sobie wychowanków poprzez stosowanie aparatu przymusu i ustanawianie arbitralnych zakazów bądź nakazów. W tym typie autorytetu ważną rolę odgrywa wrogość wobec indywidualizmu oraz wymuszanie uległości za pośrednictwem cenzury, rywalizacji selektywnej czy represji za nieposłuszeństwo. Autorytet ujarzmiający jest wykorzystywany w tzw. wychowaniu autorytarnym, w którym pozycję wychowawcy legitymizuje sam fakt posiadania władzy pedagogicznej i zdolność wymuszania posłuchu wśród wychowanków. W podejściu takim wychowawca jest rozumiany w pierwszym rzędzie jako reprezentant władzy rodzicielskiej, państwowej bądź wyznaniowej.

Dochodząc do przesadnego wyolbrzymiania i nadużywania, postanowiłem poruszyć temat starszych osób z góry żądających od dzisiejszej młodzieży, aby uważano ich za najwyższy autorytet. Oczywiście większość z nas została wychowana tak, że każdemu człowiekowi należy się odpowiedni szacunek, a w szczególności właśnie osobom starszym. Nie chodzi mi tu o sytuacje oczywiste, np. kiedy moja babcia, lub inna osoba mająca większe doświadczenie ode mnie udziela mi pomocnej rady, reprymendy lub mówi, jak powinienem się zachowywać, czy postępować. Żeby zrozumieć, co mam na myśli wystarczy wsiąść do autobusu czy tramwaju w godzinach szczytu i zająć wolne miejsce siedzące. Ostatnio sam doświadczyłem nieprzyjemnych skutków takiego wydarzenia.

Chciałbym już w tym momencie zaznaczyć, że zawsze staram się ustępować miejsca. Wsiadłem do autobusu, akurat mogłem sobie usiąść, ponieważ nikt nie stał i było kilka wolnych miejsc, po czym nagle z hukiem do środka wpadła kobieta w podeszłym wieku i zaczęła przepychać się miedzy ludźmi krzycząc głośno, jak to ona jest zmęczona. W momencie, gdy chciałem wstać z uśmiechem i zaproszeniem, aby sobie usiadła, usłyszałem zarzut: – Co pan tak siedzi? Proszę wstać, tacy gówniarze powinni okazywać nam więcej szacunku! Naprawdę, trzeba być niewychowanym i nie uznawać autorytetów (o ironio, padło właśnie to słowo). Zastanawiając się nad tym stwierdziłem, że bardzo często wymaga się szacunku, nie dając nawet szansy drugiej osobie na okazanie go. Czy cierpliwość to też nie jest forma dawania przykładu, jaką powinno się stosować wobec bliźnich? Wydaje mi się, że tak. Właśnie takie drobnostki decydują o tym, czy ktoś starszy zasługuje na miano człowieka godnego naśladowania. 

Autorytet powinien być czymś pozytywnym. Autorytet wyzwalający inspiruje i konstruktywnie wpływa na postępowanie osób, mobilizując je do inicjatywy i podejmowania samodzielnych działań, stymulując ich zapał, wyobraźnię i intelekt, czy pomagając im w osiąganiu cywilnej odwagi i krytycznej wiedzy. Współpraca z tak rozumianym autorytetem nie wynika z obowiązku czy z powinności, lecz jest całkowicie dobrowolna.

Czytając powyższą definicję, możemy uświadomić sobie jak ważne w wychowaniu dziecka są autorytety. Szczególnie podczas burzliwego okresu dojrzewania. Jeśli dziecko widzi autorytet w rodzicach, ufa im, a oni naprawdę są świadomi swoich decyzji, trudu i znaczenia wychowania, wtedy powinno być właśnie tak jak w pojęciu autorytetu wyzwalającego. Świadomie nie wspominam tu o nauczycielach i funkcji szkolnictwa, ponieważ myślę, że obowiązkiem rodziny jest dostarczenie podstawowych zasad i wartości, a także ukształtowanie u dziecka pierwszych poglądów. Często dziś mówi się o tym, że szkoła ma wychowywać, z czym absolutnie się nie zgadzam, jedynym wynikiem takiego myślenia są późniejsze filmiki na youtube jak zakłada się nauczycielom kosz na śmieci na głowę. Niestety nie zawsze jest tak jak powinno być, jesteśmy ludźmi, każdy ma problemy, każdy jest inny i ma indywidualne podejście. Dotyczy to również rodziców. Jak wspomniałem we wstępie, żyjemy w świecie, w którym na nic nie ma czasu. Często rodzice albo faktycznie go nie mają, albo im się nie chce, albo po prostu boją się trudu wychowywania. Lepiej kupić dziecku komputer, nowy telefon, tablet. Wtedy zamknie się w pokoju, włączy internet i samo poszuka sobie wzorców. Najczęściej błędnych. Wolimy żyć w wirtualnym świecie, relacje rodzinne schodzą na dalszy plan, tak samo fizyczny i werbalny kontakt z drugim człowiekiem. Cała radość z kontaktów międzyludzkich znika w cieniu. Najczęściej właśnie wpadamy w taką pułapkę. I jak później pomóc takiemu człowiekowi, który ma swoje racje? Człowiek młody, nieukształtowany chłonie wszystko, a dzisiejsza rzeczywistość jest pełna agresji, pozornej anonimowości, naciągaczy i innych takich, którzy cieszą się z czyjegoś nieszczęścia. Nie można obwiniać młodych ludzi za to, że nikt nie potrafi im wskazać drogi i sami zaczynają szukać. Wszyscy czegoś szukamy. Ale czy winę należy zrzucać tylko na rodziców? Nie. Ale w takim razie na kogo? Na światowe korporacje i ludzi, którym zależy tylko na pieniądzach? Każdy sam powinien odpowiedzieć sobie na to pytanie. Polecam książkę Stanisława Lema „Lube Czasy”, w której opowiada on o tym, jak obawiał się technokratycznej wizji naszego świata, która teraz naprawdę się urzeczywistnia. Czy i my nie powinniśmy obawiać się przyszłości, patrząc na kierunek rozwoju cywilizacji, jego tempo oraz to jak maszyna, biurokracja i wirtualny świat zastępuje drugiego człowieka?

Jakie w takim razie powinny być wnioski? Wydaje mi się, że przede wszystkim sposób myślenia o autorytetach powinien ulec zmianie, ponieważ wcale nie chodzi o władzę i pieniądze, a wielu ludzi tak właśnie myśli podając za swój autorytet np. gwiazdy muzyki, aktorów. Myślę także, że autorytety nie są potrzebne nam całe życie i z wiekiem zmieniają się dla każdego. Jeden ich potrzebuje, drugi nie. Na pewno ważne są dla młodych osób. Później każdy powinien być autorytetem sam dla siebie, ciągle jednak ucząc się i doceniając człowieczeństwo, a nie panującą znieczulicę. Gdyby każdy chciał świecić przykładem, o ile lepszy byłby ten świat?

Author: Michał Musiał

Podziel się artykułem na

1 Comment

  1. Oosoby, które posiadają autorytety niebedące mentorami w konkretnej dziedzinie wiedzy, a jedynie "przewodnikami" po życiu są, najzwyczajniej w świecie niemyslacymi baranami, którzy nie potrafia uzywac własnego mózgu. Kazdy zdrowo myslacy czlowiek nie ma zadnych autorytetow i sam ksztaltuje swoja moralnosc. 

    Post a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *