Ewangelizacja w Internecie
Mar13

Ewangelizacja w Internecie

Pan Jezus pytany przez uczniów o znaki zwiastujące koniec świata, nie tylko opowiedział o nadchodzących zagrożeniach i katastrofach, ale również przepowiedział głoszenie Ewangelii po całym świecie. Jak się okazuje również wirtualnym. Na szczęście! Pan Bóg ma poczucie humoru i lubi to udowadniać. A to daje nam za wzór żywoty świętych, wystawiając na piedestał św. Antoniego, głoszącego kazania rybom, a to czyni zwykłego robaczka bohaterem najważniejszej księgi świata, jaką jest Biblia… W końcu historia ludzkości wyglądałaby inaczej, gdyby rzeczony szkodnik nie zniszczył krzewu, pod którym schronił się Jonasz. Czy zatem jednym z elementów poczucia humoru Boga nie jest wkroczenie do wirtualnej rzeczywistości?   Przypatrując się dziejom apostolskim, widzimy drogę przebytą przez Palestynę, Antiochię Syryjską, Ikonium i wiele innych krain geograficznych… Dzisiaj byłby to YouTube, Amazon czy Facebook. Tak jak w tamtych czasach, i dzisiaj nie brakuje Bożych szaleńców. Czego najlepszym przykładem jest znany miłośnik pand, Pies Pański (Domini casen – Psy Pańskie), dominikanin o. Szustak. Wirtualna forma ewangelizacji i głoszenie Ewangelii w takiej formie, jak widać po liczbie samych zainteresowanych, spełnia swą rolę. Podobnie jak swoją rolę spełniają pielgrzymki i nie mieszając tu porządków, można śmiało stwierdzić, że blasku Częstochowy czy Fatimy, nigdy nie przyćmi „pielgrzymka” na strony internetowe, z colą w ręku i pizzą pod nosem. Znakiem naszych czasów jest zaproszenie do pracy w winnicy Pańskiej, dokonywane nie tylko poprzez tradycyjne formy rekolekcji czy spotkań twarzą w twarz z drugim człowiekiem, ale również przez spotkanie z Panem Bogiem w świecie rządzonym przez koty oraz memy z naburmuszoną żabą. I tak też wysłannicy Boga uskuteczniają działalność apostolską, aż po krańce „internetów”. Wśród jednorożców strzelających laserami z oczu i sympatycznymi mruczkami, zostawiającymi za sobą tęczowy ślad (faktycznie to chyba jakiś znak końca świata). O czym to świadczy? Ojciec Remigiusz Recław SJ, podczas konferencji „Bóg bliski czy Bóg daleki?”, słusznie głosił, że Bóg skraca dystans między Sobą a człowiekiem. Warto w tym momencie przypomnieć słowa papieża Franciszka wygłoszone do uczestników Papieskiej Rady ds. Świeckich, iż „trzeba być obecnym, zawsze zachowując styl ewangeliczny, w tym, co dla wielu młodych stało się swego rodzaju środowiskiem życiowym”. Internet to także wymiar praktyczny życia duchowego. Sam będąc na rekolekcjach, spotkałem kleryka korzystającego z brewiarza na smartfonie. A i świeckim jest łatwiej zacząć praktykować tą formę modlitwy z wirtualnym „doradcą”. Strony czy aplikacje oferujące „Ewangelię na dziś” z pewnością niejednej duszy pomogły zapoznać się z bieżącym Słowem Bożym. Wśród wirtualnych inicjatyw warto też zwrócić uwagę na transmisję medytacji nad Pismem Świętym prowadzoną przez portal Deon.pl. Wszystkie te wydarzenia w sposób szczególny mogą trafić do osób mających opory przed bezpośrednim spotkaniem z osobą duchowną. W tym momencie zmieńmy perspektywę. Codzienność w wirtualnej rzeczywistości to też pornografia zataczająca coraz...

Read More
Ile wolności w wolności?
Mar13

Ile wolności w wolności?

Żyjemy w czasach, w których dostęp do informacji jest na wyciągnięcie ręki, a nawet bliższy. Nikt z nas nie musi biegać po bibliotekach, studiować grubych książek bądź słuchać monotonnych wykładów. Szukasz rozwiązań zadań matematycznych – masz Internet, chcesz nauczyć się języka obcego – masz Internet, masz ochotę publikować zdjęcia z ostatniej imprezy – masz Internet. Internet zastępuje dzisiaj nam niezliczone ilości godzin męki szukania informacji. Gwarantuje nieograniczony dostęp do informacji. Możemy znaleźć tam dosłownie wszystko, począwszy od przepisu na halibuta, na konstrukcji bomb kończąc. Dla każdego coś miłego. Ale jest jeden problem. W Internecie zostawiamy ślady. Dla nas zupełnie nieinteresujące. Ale istnieje na świecie grupa ludzi, a raczej organizacje, które te dane bardzo interesują. Do tego stopnia, że są przechowywane przez dziesiątki lat na serwerach, o których nawet nie mamy pojęcia. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy dane o naszych zainteresowaniach i potrzebach mogą się przydać. Nikt z nas przecież nie zna przyszłości. Wiadomo, w mniejszym lub większym stopniu możemy ją przewidzieć, ale nie na tyle, żeby być pewnym co do naszego lub innych losu na dziesiątki lat do przodu. Zakładając, że ktoś z waszego otoczenia zostałby prezydentem Polski, lub ważnym urzędnikiem w Parlamencie Europejskim. Nie współpracowałby zgodnie z większością. Ludziom którym by to przeszkadzało, bardzo przydałyby się dokumenty na temat jego przeszłości. Wszyscy dokładnie pamiętają sprawę Edwarda Snowdena. Świat mediów stanął na głowie, kiedy ten upublicznił ściśle tajne dokumenty oraz ujawnił zasady pracy NSA (National Security Agency – amerykańska służba wywiadowcza) i CIA. Cała sprawa doskonale jest opowiedziana w filmie „Citizenfour”, który dostał nagrodę Oscara za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny. Sprawa jest na tyle poważna, że podczas udzielania wywiadu Snowden odłącza telefon od Internetu, który znajduje się w jego pokoju hotelowym. Bohater zamieszania opowiada, jak na ekranach w siedzibie NSA pracownicy mają dostęp do obrazów przesyłanych na żywo z dronów które rozsianie są po całym świecie. Niekiedy tylko kogoś obserwują, a innym razem przeprowadzają bombardowania. Sprawa nabiera rozmachu z każdą informacją podaną przez Edwarda. Najgorsze jest to, że dane zbierane przez służby wywiadowcze nie tylko są potrzebne do rozpracowania organizacji terrorystycznych. Również do archiwizowania ot tak, dla poczucia większej kontroli. W zakres ich zainteresowań nie tylko wchodzą nasze rozmowy telefoniczne, ale wiadomości e-mail, frazy wpisywane w wyszukiwarkę Google, nie mówiąc o zdjęciach. Oni stworzyli globalny album, a my im go tylko uzupełniamy, mniej lub bardziej świadomie. Na potwierdzenie skali problemu dowiadujemy się, że sama Angela Merkel prosiła Baracka Obamę o zniesienie podsłuchu z jej telefonu, który był kontrolowany przez kilka lat. Stany Zjednoczone od zawsze kojarzyły się nam z wolnością. Dostęp do broni, tanie paliwo, samochody z ogromnym spalaniem oraz niezliczonymi możliwościami, na „amerykańskim śnie” kończąc. Niestety takie wyobrażenie...

Read More
Ryzyko, czy bezpieczeństwo?
Mar05

Ryzyko, czy bezpieczeństwo?

Jak często Drogi Czytelniku zdarza Ci się ryzykować w podejmowaniu ważnych i tych mniej ważnych decyzji życiowych? A jak często wybierasz po prostu tą bezpieczną opcję? Coś co jest już Ci znane, na czym się na pewno nie zawiedziesz. I nie mam tu na myśli nieznanego Ci wcześniej składnika na pizzy, czy nowego smaku chipsów. Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o tym czym jest ryzyko, to zapraszam do przeczytania moich przemyśleń. Z czym wiąże się ryzyko? Z wybieraniem tego, co nie jest nam znane, czego w jakiś sposób obawiamy się (co jest z resztą zupełnie naturalne, dobrze jeśli się boimy, to znaczy, że mamy zdrowe podejście do pewnych rzeczy) ale może przynieść większą korzyść, niż to co już w jakiś sposób jest przez nas poznane. Takim wyborem jest na przykład wyprowadzenie się z domu na studia do innego, nieznanego miasta. Jak często bywa tak, że przyjeżdżając gdzieś nie znamy nikogo? Ale po jakimś czasie, jeśli się już zaaklimatyzujemy w nowym miejscu i dobrze to wykorzystamy, to ile mamy z tego korzyści! Nieskończona liczba miejsc do odkrycia,  nieskończona liczba nowych ludzi do poznania, no i nieskończona liczba możliwości rozwoju osobistego związanego nie tylko z edukacją ale i rozwojem osobistym. Ale czy chodzi tylko ryzykowanie związane z przeprowadzką? Oczywiście, że nie. Powinno to dotyczyć szczególnie relacji z innymi ludźmi. I nie chodzi tu o jakąś przesadną ufność, ale o otwartość na drugiego człowieka, nie zakładanie z góry, że z jego strony może spotkać nas jakaś krzywda. Tylko, żeby nie przyszło komuś do głowy, że mam na myśli sytuację, gdzie zapraszamy do domu na herbatę pierwszą lepszą osobę z ulicy i opowiadamy jej swoją życiową historię. O nie. Chodzi o pielęgnowanie starych znajomości i poznawanie nowych ludzi, chociaż oczywiście zawsze należy pamiętać o zdrowym rozsądku. Warto mieć wielu przyjaciół, lub chociaż dobrych znajomych, a będąc zamkniętym trudno będzie takich zdobyć. Wydaje mi się, że ryzykować trzeba też w miłości (a może nawet przede wszystkim!), robiąc to oczywiście w sposób mądry z odpowiednimi osobami. Nie ważne, że czasami to zaboli, bo porażki są częścią naszej codziennej egzystencji, należy się z nimi pogodzić, a co najważniejsze popracować nad tym, żeby nie wpływały na nas w sposób negatywny. Wręcz przeciwnie! Powinny nas uczyć jak postępować w przyszłości. Porażki są dla nas ludzi tak samo ważne jak sukces, bo za każdym razem podchodząc do nich we właściwy sposób stajemy się nowymi, lepszymi ludźmi. Jestem święcie przekonany, że prawdziwą miłość można poznać tylko i wyłącznie ryzykując. Tą ludzką i tą związaną z Panem Bogiem. Wiara, to też w pewnym sensie ryzyko, więc jeśli wierzysz, to brawo, już całkiem niezły ryzykant z Ciebie. A co z karierą...

Read More
Wojownik, sługa, kochanek
Mar03

Wojownik, sługa, kochanek

Antyk wymyślił centaura, średniowiecze uczyniło go panem Europy. Bo istota rycerstwa, podobnie do mitycznej kreatury, sprowadzała się do ścisłego związku człowieka z koniem. Nie tylko na polu bitwy, lecz również w przestrzeni myśli. Rycerze pojawili się tak naprawdę dopiero w połowie średniowiecza. Za początek tej epoki przyjmuje się najczęściej upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego w 476 roku. Z rycerstwem mamy z kolei do czynienia dopiero od IX wieku. Średniowieczno-europejscy rycerze przeszli olbrzymią rewolucją, od grupy społeczno-zawodowej do odrębnej klasy społecznej – szlachty. Rycerz i przodkowie Po upadku cywilizacji rzymskiej na terenie dzisiejszej Francji zaczęły powstawać państwa barbarzyńskie. Najsilniejszą pozycję zdobyło germańskie plemię Franków. Wśród wszystkich barbarzyńskich plemion każdy wolny człowiek był wojownikiem, toteż armie barbarzyńskie były dość liczne i zaprawione w bojach. W momencie jednak, gdy plemiona takie zaczęły się osiedlać, a większość ludności zajęła rolnictwem, przeciętny Frank nie miał gdzie uczyć się walki. Związanie z ziemią, która wymagała systematycznej pracy, uniemożliwiało podejmowanie dłuższych wypraw. Państwa barbarzyńskie weszły w fazę kryzysu militarnego. W tej sytuacji nie sprawdzał się również pobór powszechny, jaki przez wieki z powodzeniem stosowali Rzymianie. Rolnik wcielony do karnych legionów szybko uczył się rzemiosła żołnierskiego. Barbarzyńskie armie były dużo mniej zdyscyplinowane i gorzej zorganizowane, toteż żółtodziobów najczęściej wyrzynano przy pierwszej bitwie. Podstawą siły zbrojnej – a więc w praktyce głównej podpory władzy poszczególnych monarchów – musieli się stać zawodowi żołnierze. Jeszcze w czasach przed-osiedleńczych wśród barbarzyńców istniał zwyczaj gromadzenia się wojowników wokół szczególnie utalentowanego wodza. Tworzyli oni jego drużynę, przyboczną gwardię. Dodawali mu prestiżu, a w zamian czerpali z jego zdobyczy. Nieco podobna instytucja zaistniała w chylącym się ku upadkowi Imperium Rzymskim, gdzie co możniejsi posiadacze zaczęli utrzymywać prywatne armie. Po upadku Cesarstwa nastąpił kryzys instytucjonalnej władzy. Biedna część społeczeństwa zaczęła szukać ochrony, bogatsza z kolei potrzebowała argumentu wzmacniającego ich pozycję. Z tego powodu zaczęto nawiązywać pomiędzy poszczególnymi osobami umowy o charakterze opiekuńczo-poddańczym. Wasal oddawał się na służbę seniorowi, w zamian otrzymywał opiekę, wikt i dach nad głową. Zobowiązywał się do wypełniania określonych przysług wobec swego seniora. Początkowo dotyczyło to wszystkich warstw społecznych, np. biedny kowal komendował (czyli poddawał się, składał hołd) jakiemuś możnemu. Odtąd pracował na jego rzecz w zamian za ciepły kąt i strawę. Jednak najbardziej pożądani jako wasale byli zawodowi, ciężkozbrojni wojownicy. Rycerz i broń W armiach barbarzyńskich walczono czym popadnie. Jednak od wieków najbardziej prestiżowym orężem była włócznia i miecz. Nawet wśród wikingów, którzy w powszechnej wyobraźni pojawiają się z potężnymi toporami w ręku, bardziej ceniono właśnie oręż wcześniej wymieniony. Nie ma rycerza bez miecza. Ta bardzo uniwersalna broń, spotykana była u większości rozwiniętych cywilizacji. Pierwsze, wykonane z brązu miecze były długie i służyły tylko do pchnięć. Opanowanie obróbki żelaza pozwoliło skonstruować broń służącą...

Read More
Polska przedmurzem chrześcijańskiej Europy
Mar02

Polska przedmurzem chrześcijańskiej Europy

Prawdziwy rycerz powinien między innymi bronić słabszych oraz cywilizacji chrześcijańskiej. W Polsce te dwie kwestie przyjęły specyficzną formę, dzięki której nasze państwo nazywano w dawnych wiekach Antemurale christianitatis – Przedmurze chrześcijaństwa. O takim rozwoju wypadków zdecydowało przede wszystkim położenie geopolityczne Polski. Przez długie lata była ona najbardziej wysuniętym na wschód bastionem katolicyzmu w Europie. Dalej znajdowali się tylko prawosławni Rusini oraz poganie – Prusowie, Jaćwingowie, Litwini oraz Tatarzy. Już w korespondencji Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego z papiestwem znajdujemy odniesienia do Polski jako państwa, które pierwsze jest narażone na ataki schizmatyków i pogan, i jak tarcza czy mur musi bronić resztę europejskiej wspólnoty chrześcijańskiej. Na przełomie XIV i XV wieku na kilka dekad zaprzestano używania tego rodzaju terminów – Polska i ochrzczona już Litwa walczyła wówczas z Zakonem Krzyżackim, który w zachodniej Europie lansował się jako jedyny obrońca chrześcijaństwa, przy okazji oczerniając swoich przeciwników. Upadek Konstantynopola w 1453 roku i ugruntowanie się pozycji sułtańskiej Turcji w Europie na trwałe przywróciło państwom Jagiellonów status obrońców chrześcijańskiej Europy. Za przedmurze wiary uważano również Koronę Świętego Stefana – Węgry. Na wojnie z sułtanem w 1444 roku zginął król Polski i Węgier Władysław, od miejsca śmieci zwany Warneńczykiem. W oczach ówczesnej Europy był on ideałem rycerza, walczącego w obronie wiary katolickiej i tradycji europejskiej z barbarzyńskimi poganami ze wschodu. Gdy Węgry padły pod naporem potężnych Turków w początku szesnastego wieku, na placu boju pozostały de facto tylko Polska wraz z Litwą, za niedługo złączone w Rzeczpospolitą, oraz państwo joannitów, Wenecja i państwa habsburskie z Austrią na czele. Humaniści, na przykład Włosi Filippo Buonacorsi, znawy Kallimachem lub Niccolo Machiavielli, Niemiec Sebastian Brandt czy sławny w całej Europie Erazm z Rotterdamu widzieli właśnie w Polsce mur, mający osłonić wspólnotę chrześcijańskich państw Starego Kontynentu  przed zagrożeniem pogaństwa i barbarzyństwa ze wschodu. Co ciekawe, taką rolę przypisywali państwu Jagiellonów nawet protestanci, na czele z Filipem Melanchtonem, jednym z najbliższych współpracowników Lutra. Jak widać, nie tylko katolicka Europa obawiała się potęgi Turcji… Wysoka Porta, jak często zwano państwo tureckie, była od XV do końca XVIII wieku prawdziwym postrachem Europy. Co prawda katolicy płakali nad losem zdobytego Konstantynopola, jednak los słabego w końcu średniowiecza Cesarstwa Wschodniorzymskiego, które odrzuciło wiarę katolicką, pozostawał dla niej obojętny. Państwa katolickie zaczęły się naprawdę niepokoić w drugiej połowie XV stulecia, kiedy Turcy oparli swoje granice na Dunaju i zaczęli zagrażać Węgrom. Było to wówczas państwo wielkie i potężne, rozciągające się od wybrzeża adriatyckich po Karpaty na terenie dzisiejszej Rumunii, oraz od Słowacji po wspomniany Dunaj i ziemie serbskie. Wielkie wrażenie w Europie oraz swoistą psychozę strachu wywołała klęska wojsk węgierskich pod Mochaczem w 1526 roku, gdzie zginął także król tego państwa, Ludwik Jagiellończyk. Zadawano...

Read More
Rycerze prosto z książki
Mar02

Rycerze prosto z książki

Wpływ, jaki wywarło rycerstwo na historię Europy, sprawił, że motyw rycerza stał się wdzięcznym tematem dla wszelkiej maści bardów, poetów i pisarzy. Rycerstwo jako warstwa społeczna zajmująca się głównie wojaczką znana jest w każdej cywilizacji. Władcy chcieli mieć przy sobie solidną armię, a przynajmniej dowódców zaprawionych w bojach i na tyle zaufanych, by nie obawiać się zdrady z ich strony. Oznaczało to, że elitą wojska winni być ludzie, którzy otrzymali jakąś łaskę od pana, na przykład ziemię, a wysoka pozycja społeczna pozwalała im zajmować się tylko i wyłącznie służbą i doskonaleniem swoich umiejętności. Choć nieraz przedstawia się młodego św. Marcina z Tours jako rycerza, to jednak był on zwykłym legionistą na żołdzie. Tak więc rycerstwo nie jest pomysłem rzymskim, a raczej barbarzyńskim. To władcy frankijscy wytworzyli system feudalny w jego podstawowych zarysach: chłop zajmujący się rolą, nad nim szlachcic-wojownik, nad nimi królowie, a nad tymi ewentualnie cesarz. Wciąż jednak byli to wojownicy dzicy, nieokrzesani, na wpół barbarzyńscy. Kościół starał się cywilizować tych prostaków, choćby nadając ich zajęciu jakiś wyższy cel niż tylko obronę stanu posiadania króla czy zdobycie łupów. Okazją ku temu były najazdy islamskie na ziemie Franków, z jakimi walczyli m.in. Karol Młot czy Karol Wielki. Zamiast zwykłego szlachcica z mieczem (choć zapewne częściej z toporem czy włócznią) i koniem mamy teraz obrońcę wiary przed poganami. Dołóżmy do tego kształtującą się kulturę dworską, która też wymaga wyższych standardów moralnych i co otrzymujemy? NARODZINY ETOSU Otrzymujemy Rolanda, krewnego Karola Wielkiego – rycerza walecznego, dumnego szlachcica, tłukącego Durendalem Saracenów (bo w Boga wierzy), wiernego przyjaciela i wasala. Według historyków nazywał się on pierwotnie Hrolandus i poległ w wąwozie Roncevaux z rąk baskijskich górali, a resztę dośpiewali wędrowni grajkowie, do treści wmieszał się też Kościół (miejsce śmierci Hrolandusa leży na szlaku pielgrzymkowym do Santiago de Compostella). „Pieśń o Rolandzie” jest obciążona swoją przynależnością gatunkową – to pieśń o bohaterskich czynach, więc muszą być wspaniali bohaterowie i muszą być czyny atrakcyjne dla odbiorcy, czyli krwawe. Tak więc oprócz wojsk francuskich, z których każdy wódz jest wspaniały i waleczny, mamy też czarne charaktery. Oprócz podłego zdrajcy Ganelona mamy Saracenów – ludzi raczej podłych, wrogów cesarza i papieża, ale też wspaniałych i walecznych wojowników, wszak tacy rycerze jak Roland nie mogą ginąć z rąk byle chłystka z zardzewiałą dzidą. Opisy walk zostawiają mieszane wrażenie. Okraszone wspaniałymi przemowami, pełne detali na temat tego, który par albo biskup przerąbał wroga na dwoje razem z koniem, każdą śmierć chrześcijanina „ozdabiają” płaczem towarzyszy, żegnających przyjaciela i towarzysza broni, czy natychmiastowym aktem zemsty. Z innych romantycznych przesłodzeń mamy Odę, narzeczoną Rolanda, która umiera, dowiedziawszy się o jego śmierci (co tylko dowodzi wpływu kultury dworskiej na „Pieśń…”). WYSADZAJĄC MIT Z...

Read More
Spowiedź czy terapia?
Mar02

Spowiedź czy terapia?

„Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości, w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość! Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego!” (Ps 51) Spowiedź to jedna z dróg wyzwolenia człowieka. Daje poczucie ulgi i uwalnia od ciążących wyrzutów sumienia. Dlaczego więc ludzie szukają pomocy nie tylko u duchownego, ale i u terapeuty? Bez wątpienia spowiedź to największy dowód miłosierdzia Boga wobec człowieka. Dzięki niej każdy może dostąpić zbawienia i doświadczyć radości z oglądania Pana twarzą w twarz. Nie zawsze jednak każdy, kto chce doznać pocieszenia i ulgi, odnajdzie to, czego szuka w konfesjonale. Czasami czyny człowieka trudno rozdzielić na dobre i złe, nie analizując przyczyn danego zachowania. Rana wewnątrz niego jest głęboka, a pomóc tutaj może terapeuta, który rozpozna objawy, mechanizmy działań i pomoże wyzwolić się z paraliżującej przeszłości. W jaki sposób rozeznać, czy potrzebny nam spowiednik czy terapeuta? Oto kilka wskazówek. Pierwszą różnicą pomiędzy spowiedzią a terapią są podmioty uczestniczące w obu spotkaniach. W spowiedzi biorą udział 3 podmioty: penitent (grzesznik, wyrażający chęć spowiedzi), osoba duchowna – spowiednik – oraz Bóg. W terapii natomiast pacjent spotyka się z terapeutą, który wykorzystuje odpowiednia metodę, by uwolnić go od jego problemów lub zniewalającej przeszłości. Celem zarówno spowiedzi, jaki sesji terapeutycznych, jest uzyskanie wolności przez grzesznika/pacjenta. W pierwszym przypadku jest to uwolnienie od grzechu. W drugim natomiast jest to uzyskanie wolności w patrzeniu na swoje procesy emocjonalno-psychiczne, swoboda w rozumieniu siebie i poczucie odpowiedzialności za swoje czyny i relacje z innymi. Spowiedź związana jest z żalem za popełnione grzechy i odpuszczeniem ich dzięki Bożej łasce. Wyznawanie grzechów obejmuje przytoczenie popełnionych win, które miały miejsce w czasie między spowiedziami. W tym przypadku zachowuje się pewną anonimowość, ponieważ nie trzeba spotykać się zawsze z tym samym księdzem. Najważniejsze jest tu spotkanie z Bogiem. Terapia obejmuje swoim zakresem przywołanie całego dotychczasowego życia pacjenta. Następuje przypomnienie sobie faktów, które mogły mieć wpływ na dzisiejsze problemy emocjonalno-psychiczne osoby chcącej uzyskać pomoc. Ważne są tu subiektywne emocje człowieka, który w trakcie spotkań z terapeutą uczy się je nazywać i znajdywać przyczynę ich pojawiania się. Pacjent eksploruje samego siebie. Powstaje więź między terapeutą a pacjentem, która w sakramencie pokuty nie musi się pojawić, jeśli nie ma się stałego spowiednika. Spowiedź w każdej chwili można przerwać. Gdy penitent czuje niechęć do spowiednika, może wybrać innego duchownego, który “lepiej” nas wysłucha i da naukę adekwatną do popełnionych grzechów. W terapii jest trochę inaczej. Pacjent musi dobrze czuć się w towarzystwie terapeuty. Zerwanie więzi to akt przeciwko kontaktowi. W obu przypadkach jednym z głównych celów jest uzyskanie poczucia ulgi. Osiągnięcie ulgi psychicznej może być stanem długotrwałym. W trakcie aktu pokuty odczuwanie ulgi połączone jest z...

Read More
Smutek, który jest chorobą – o depresji
Lut22

Smutek, który jest chorobą – o depresji

23 lutego w Polce obchodzi się Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Warto w tym dniu zastanowić się, jak wiele ludzi dotyka problem depresji i jak sobie z nią radzić. Antoni Kępiński w książce „Melancholia” pisze: „Piekło depresji polega na utracie nadziei”. Osoby dotknięte depresją często mylnie postrzegane są jako chcący zwrócić na siebie uwagę samotnicy. Ich izolacja nie wynika z chęci zaistnienia, ale z niemocy i braku chęci do życia. Czym tak naprawdę jest depresja? Skąd się bierze? Jak jej zapobiegać i jak ją leczyć? Depresja jest niczym innym jak długotrwałym i przewlekłym obniżeniem nastroju, co wiąże się ze zmniejszeniem aktywności, energii i zainteresowań. Może ona doświadczyć każdego człowieka niezależnie od jego płci i wieku. „Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że depresja jest obecnie czwartą spośród najpoważniejszych chorób a za 8 lat będzie zajmować drugie miejsce, po chorobach serca, pod względem skutków niewydolności społecznej i zawodowej. Największy odsetek zaburzeń depresyjnych jest u osób w wieku 35-44 lat, czyli w wieku aktywności zawodowej. W Polsce na depresję choruje ok. pół miliona osób, jednak około połowa z tej liczby nie zgłasza się do specjalistów, bojąc się stygmatyzacji i wykluczenia” (Iwona Wasil – Dyrektor ds. Projektów Profilaktycznych i Edukacyjnych – ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych). Trzeba pamiętać, że nie każda depresja jest chorobą psychiczną. Istnieje kilka jej rodzajów są to między innymi: depresje endogenne, psychogenne i objawowe. Depresja endogenna to stany depresyjne występujące w przebiegu chorób afektywnych i zaburzeń schizoafektywnych. Przyczyny pojawienia się tego rodzaju depresji nie jest do końca znany, a jej objawy w jej typowym przebiegu to: obniżenie nastroju, spowolnione tempo myślenia, zaburzenia rytmu okołodobowego, wahania samopoczucia osoby chorej w ciągu dnia, zmiany hormonalne, bóle głowy w okolicach karku, lęk, chudnięcie, brak apetytu. W atypowej odmianie depresji endogennej można wyróżnić między innymi następujące objawy: jadłowstręt, bóle, świąd skóry, zaburzenia lękowe, natręctwa, okresowe nadużywanie leków lub alkoholu, zespół dławicy piersiowej. Kolejnym rodzajem depresji jest depresja psychogenna, która powstaje na skutek niekorzystnych sytuacji psychologicznych natury wewnętrznej i zewnętrznej.  W jej skład wchodzą depresje reaktywne (powstała na skutek urazu psychicznego), nerwicowe, w reakcji na żałobę, w przebiegu reakcji adaptacyjnej. Ostatnim z grup depresji są depresje objawowe, które mogą być odpowiedzią na choroby somatyczne oraz stosowanie leków i substancji chemicznych. Jak czuje się człowiek dotknięty depresją? Ciężko jest wytłumaczyć to osobie, która nigdy na nią nie zapadła. Iwona Wasil bardzo dobrze opisała jednak funkcjonowanie i podejście do życia człowieka dotkniętego depresją: „Wyobraźcie sobie, że jesteście uwięzieni w pokoju o przytłumionym świetle, ściany na was napierają a Wy leżąc, czujecie jakobyście byli przywiązani do łóżka, bardzo chcecie wstać lecz nie możecie, każdy ruch boli. Wyobraźcie sobie, że w tej sytuacji ktoś z góry świeci Wam...

Read More
O co chodzi z Walentynkami?
Lut13

O co chodzi z Walentynkami?

14 lutego obchodzimy Walentynki – święto zakochanych. Wystawy sklepowe mienią się czerwienią i różem, a mnóstwo produktów zaczyna przybierać formę serca – ozdobne kartki, czekoladki, lizaki, ciasta, poduszki itd. Czy Walentynki to zwykłe komercyjne święto, które ma nakłonić nas do opróżnienia portfeli? Czy może jego tradycja sięga głębiej? Historia Tradycja Walentynek sięga aż do starożytnego Rzymu, bowiem tam 15 lutego obchodzono Luperkalia – święto na cześć boga płodności Faunusa Lupercusa. Dzień przed Luperkaliami, czyli 14 lutego, odbywała się loteria – kobiety zapisywały swoje imiona na kartkach, które następnie losowali mężczyźni. Tak dobrane pary wspólnie obchodziły święto, a nawet tworzyły długotrwałe związki. Święty Walenty Walenty był duchownym, żyjącym w III wieku w Cesarstwie Rzymskim. Wtenczas panował tam Klaudiusz II Gocki, który z powodu braków w wojsku zakazał młodym mężczyznom wstępowania w związki małżeńskie. Uważał, że brak rodziny i zobowiązań skłoni ich do wstąpienia do wojska. Walenty potajemnie udzielał ślubów młodym parom, za co został wtrącony do więzienia. Nawiązał w nim relację z niewidomą córką strażnika, która – według legendy – dzięki miłości Walentego odzyskała wzrok. Cesarz, dowiedziawszy się o uczuciu kochanków, skazał kapłana na śmierć. Egzekucja odbyła się 14 lutego 269 roku. Walenty jest znany także jako biskup Terni, który jako pierwszy udzielił ślubu poganinowi i chrześcijance. Zginął w 273 roku z powodu nawracania pogan. Z braku dokładniejszych źródeł uważa się, że jest to ta sama postać. Walenty żyjący w V wieku znany jest zaś jako patron chorych na epilepsję. Obecnie jednak św. Walenty jest uznawany za patrona ludzi zakochanych. Święto Zaręczyn Każdego roku, w niedzielę wypadającą przed 14 lutego, w bazylice im. św. Walentego w Terni, celebrowane jest Święto Zaręczyn. Narzeczeni zarówno z kraju jak i ze świata, odwiedzają grób patrona zakochanych i przyrzekają sobie miłość i wierność. A co w Polsce? Niektóre miasta Polski potwierdzają posiadanie relikwii św. Walentego, w tym np. Chełmno, Kraków, czy Lublin. W wielu z nich organizowane są modlitwy na cześć patrona zakochanych, parady, marsze. Święto obchodzimy wręczając swoim partnerom walentynkowe kartki z wierszykami, słodycze, kwiaty, pluszaki, czy inne, bardziej osobiste...

Read More
Zagłada czyli Całopalenie?
Lut12

Zagłada czyli Całopalenie?

Nie ma zdarzeń w historii XX w. bardziej wstrząsających od zagłady Żydów. Nawet użycie przez wojsko stworzonej przez naukowców broni jądrowej nie budzi takiej grozy, jak postanowienie biologicznego zniszczenia całego narodu przez drugi naród. Mimo wieków uprzedzeń, sporów i nienawiści, Żydzi nigdy nie stanęli przed  perspektywą wymordowania wszystkich potomków Abrahama. Wielcy wrogowie Izraela chcieli przede wszystkim zniszczyć jego wiarę w Boga Jedynego, wciągnąć chętnych do swojego systemu państwowo-religijnego, niechętnych zaś wygnać czy w ostateczności wymordować. Zagrożenie wynikające z nienawiści gojów zawsze było obecne w mentalności judaizmu. Po dziś dzień w Święto Trąbek Żydzi świętują  udaremnienie spisku Hamana opisanego w Księdze Estery. OWOCE OŚWIECENIA Żydzi zawsze „byli w nienawiści” u ludow ościennych ze względu na dziwaczną wiarę i zwyczaj odgradzania się od innych ludów szeregiem przepisów Prawa. Rozpowiadano różne brednie na ich temat. Tacyt twierdził, że Hebrajczyków wygnano z Egiptu z powodu choroby skóry. Jednak represje z czasów wojen żydowskich opisanych przez Józefa Flawiusza nie przewidywały wymordowania narodu jako grupy biologicznej. Zniszczono najpierw Świątynię, potem Jeruzalem i zabroniono Żydom wstępu do niej. Nic więcej. W zależności od sympatii i opinii o randze urzędu zakazywano powoływania członków Narodu Wybranego na urzędy kurialne (w zależności od tego, czy urząd ten był obciążeniem finansowym dla urzędnika, czy też potencjalnym źródłem zysku).  Nawet ciemne średniowiecze nie przyniosło tyle prześladowań, co rozkwit nauk humanistycznych w wiekach nowożytnych. Piotr Czcigodny, opat z Canterbury chciał Żydów ochrzcić, albo wymordować. Luter w swym totalitaryzmie wysuwał podobne plany po poznaniu żydowskiej antyewangelii (pisałem o niej w recenzji dwutomowego dzieła prof. Iluka „Żydowska politeja i Kościół w Imperium Rzymskim u schyłku antyku". Co się więc zmieniło? Zmieniło się spojrzenie człowieka na państwo i na niego samego. Od czasów Oświecenia przestano myśleć o żydach (wiernych przestarzałej religii, zabójcach Chrystusa), a postawiono akcent na Żydów (naród nie mający swojej ziemi, ale jednak wpływowy pod względem finansowym”). Odrodzenie idei państwa narodowego, a więc jednolitego pod względem nie tylko ideowego, ale i biologicznego pogłębiło przepaść między Żydami i nieŻydami. Zaczęto pytać, jakim prawem trzymają oni handel, fabryki, a nawet tworzą żydomasonerię wpływającą potajemnie na rządy? Dlaczego Polak nie pracuje na zysk Polaka (a tym samym narodu polskiego), ale na zysk żydowski – związany z żydowskim interesem? W Polsce to, czego doświadczali np. Niemcy było tym mocniejsze, że nie było państwa polskiego, a różne nurty oskarżały Żydów o nienawiść do chrześcijan, Polaków w szczególności. I nie pomagał tu chrzest, wciąż zachowywana była podejrzliwość oparta na swoistej parodii antropologii, jaką znał i poważał wiek dziewiętnasty. Chór „przechrztów” z „Nie-boskiej komedii” nie wziął się znikąd! Jednocześnie do rangi niemalże boskiej urosło państwo. Skoro nie Kościół, to kto ma sprawować rządy dusz? Czyż nie wybrani przez króla/lud urzędnicy?...

Read More