O co chodzi z Walentynkami?
Lut13

O co chodzi z Walentynkami?

14 lutego obchodzimy Walentynki – święto zakochanych. Wystawy sklepowe mienią się czerwienią i różem, a mnóstwo produktów zaczyna przybierać formę serca – ozdobne kartki, czekoladki, lizaki, ciasta, poduszki itd. Czy Walentynki to zwykłe komercyjne święto, które ma nakłonić nas do opróżnienia portfeli? Czy może jego tradycja sięga głębiej? Historia Tradycja Walentynek sięga aż do starożytnego Rzymu, bowiem tam 15 lutego obchodzono Luperkalia – święto na cześć boga płodności Faunusa Lupercusa. Dzień przed Luperkaliami, czyli 14 lutego, odbywała się loteria – kobiety zapisywały swoje imiona na kartkach, które następnie losowali mężczyźni. Tak dobrane pary wspólnie obchodziły święto, a nawet tworzyły długotrwałe związki. Święty Walenty Walenty był duchownym, żyjącym w III wieku w Cesarstwie Rzymskim. Wtenczas panował tam Klaudiusz II Gocki, który z powodu braków w wojsku zakazał młodym mężczyznom wstępowania w związki małżeńskie. Uważał, że brak rodziny i zobowiązań skłoni ich do wstąpienia do wojska. Walenty potajemnie udzielał ślubów młodym parom, za co został wtrącony do więzienia. Nawiązał w nim relację z niewidomą córką strażnika, która – według legendy – dzięki miłości Walentego odzyskała wzrok. Cesarz, dowiedziawszy się o uczuciu kochanków, skazał kapłana na śmierć. Egzekucja odbyła się 14 lutego 269 roku. Walenty jest znany także jako biskup Terni, który jako pierwszy udzielił ślubu poganinowi i chrześcijance. Zginął w 273 roku z powodu nawracania pogan. Z braku dokładniejszych źródeł uważa się, że jest to ta sama postać. Walenty żyjący w V wieku znany jest zaś jako patron chorych na epilepsję. Obecnie jednak św. Walenty jest uznawany za patrona ludzi zakochanych. Święto Zaręczyn Każdego roku, w niedzielę wypadającą przed 14 lutego, w bazylice im. św. Walentego w Terni, celebrowane jest Święto Zaręczyn. Narzeczeni zarówno z kraju jak i ze świata, odwiedzają grób patrona zakochanych i przyrzekają sobie miłość i wierność. A co w Polsce? Niektóre miasta Polski potwierdzają posiadanie relikwii św. Walentego, w tym np. Chełmno, Kraków, czy Lublin. W wielu z nich organizowane są modlitwy na cześć patrona zakochanych, parady, marsze. Święto obchodzimy wręczając swoim partnerom walentynkowe kartki z wierszykami, słodycze, kwiaty, pluszaki, czy inne, bardziej osobiste...

Read More
Zagłada czyli Całopalenie?
Lut12

Zagłada czyli Całopalenie?

Nie ma zdarzeń w historii XX w. bardziej wstrząsających od zagłady Żydów. Nawet użycie przez wojsko stworzonej przez naukowców broni jądrowej nie budzi takiej grozy, jak postanowienie biologicznego zniszczenia całego narodu przez drugi naród. Mimo wieków uprzedzeń, sporów i nienawiści, Żydzi nigdy nie stanęli przed  perspektywą wymordowania wszystkich potomków Abrahama. Wielcy wrogowie Izraela chcieli przede wszystkim zniszczyć jego wiarę w Boga Jedynego, wciągnąć chętnych do swojego systemu państwowo-religijnego, niechętnych zaś wygnać czy w ostateczności wymordować. Zagrożenie wynikające z nienawiści gojów zawsze było obecne w mentalności judaizmu. Po dziś dzień w Święto Trąbek Żydzi świętują  udaremnienie spisku Hamana opisanego w Księdze Estery. OWOCE OŚWIECENIA Żydzi zawsze „byli w nienawiści” u ludow ościennych ze względu na dziwaczną wiarę i zwyczaj odgradzania się od innych ludów szeregiem przepisów Prawa. Rozpowiadano różne brednie na ich temat. Tacyt twierdził, że Hebrajczyków wygnano z Egiptu z powodu choroby skóry. Jednak represje z czasów wojen żydowskich opisanych przez Józefa Flawiusza nie przewidywały wymordowania narodu jako grupy biologicznej. Zniszczono najpierw Świątynię, potem Jeruzalem i zabroniono Żydom wstępu do niej. Nic więcej. W zależności od sympatii i opinii o randze urzędu zakazywano powoływania członków Narodu Wybranego na urzędy kurialne (w zależności od tego, czy urząd ten był obciążeniem finansowym dla urzędnika, czy też potencjalnym źródłem zysku).  Nawet ciemne średniowiecze nie przyniosło tyle prześladowań, co rozkwit nauk humanistycznych w wiekach nowożytnych. Piotr Czcigodny, opat z Canterbury chciał Żydów ochrzcić, albo wymordować. Luter w swym totalitaryzmie wysuwał podobne plany po poznaniu żydowskiej antyewangelii (pisałem o niej w recenzji dwutomowego dzieła prof. Iluka „Żydowska politeja i Kościół w Imperium Rzymskim u schyłku antyku". Co się więc zmieniło? Zmieniło się spojrzenie człowieka na państwo i na niego samego. Od czasów Oświecenia przestano myśleć o żydach (wiernych przestarzałej religii, zabójcach Chrystusa), a postawiono akcent na Żydów (naród nie mający swojej ziemi, ale jednak wpływowy pod względem finansowym”). Odrodzenie idei państwa narodowego, a więc jednolitego pod względem nie tylko ideowego, ale i biologicznego pogłębiło przepaść między Żydami i nieŻydami. Zaczęto pytać, jakim prawem trzymają oni handel, fabryki, a nawet tworzą żydomasonerię wpływającą potajemnie na rządy? Dlaczego Polak nie pracuje na zysk Polaka (a tym samym narodu polskiego), ale na zysk żydowski – związany z żydowskim interesem? W Polsce to, czego doświadczali np. Niemcy było tym mocniejsze, że nie było państwa polskiego, a różne nurty oskarżały Żydów o nienawiść do chrześcijan, Polaków w szczególności. I nie pomagał tu chrzest, wciąż zachowywana była podejrzliwość oparta na swoistej parodii antropologii, jaką znał i poważał wiek dziewiętnasty. Chór „przechrztów” z „Nie-boskiej komedii” nie wziął się znikąd! Jednocześnie do rangi niemalże boskiej urosło państwo. Skoro nie Kościół, to kto ma sprawować rządy dusz? Czyż nie wybrani przez króla/lud urzędnicy?...

Read More
Internetowi Polecacze Książek
Sty12

Internetowi Polecacze Książek

Pradawny konflikt między nowymi mediami a starymi, dobrymi książkami nie jest wojną na śmierć i życie. Obie metody przekazywania sobie wiedzy za pomocą liter nawzajem się wspierają i uzupełniają. Być może odbywa się to nawet z większą korzyścią dla książek. Dawno, dawno temu najczęstszym sposobem zyskiwania popularności przez książkę było to, że się podobała czytelnikom i oni przekazywali swoją opinię znajomym. Najbardziej ekstrawaganckim rodzajem polecenia był list, a większość opinii odbywała się twarzą w twarz, czasem w gronie towarzyskim. Wtedy recenzentem był najczęściej ktoś znany, nie tylko z nazwiska czy przezwiska, ale także z codziennego życia. Swoistym poleceniem „kościelnym” był brak danej pozycji na Indeksie, a potem imprimatur („niech się drukuje”) i bardziej stonowane nihil obstat („nie ma przeszkód”). Potem nastały recenzje w prasie, telewizji. Tam autorytetami byli krytycy, z którymi można się było zgodzić, albo wyzwać ich od niespełnionych literatów, którzy teraz chcą pouczać innych. Nowi „polecacze” są znani głównie z tego, że są znani z mediów, rzadko kto może zweryfikować ich gust. Widzimy ich na tle wielkich bibliotek, ale czy możemy sprawdzić, które z tomów za nimi są najbardziej zczytane, a które jedynie odkurzane co tydzień? INTERNETOWE KLUBY CZYTELNICZE Ci mniej lub bardziej znani „polecacze” byli niezbędni każdemu, kto cokolwiek czytał. Raz – że szkoda czasu na ewidentną szmirę. Dwa – że budżet też nie zawsze pozwala na rozrzutność. Do tego dochodzą problemy rodziców: „Czy można tę książkę kupić dziecku pod choinkę? Czy nie padają tam wulgarne słowa? Czy nie przestawia przemocy?”. Podobnie z wyborem książki na prezent. Wszak bestseller nie zawsze oznacza książkę dobrą stylistycznie, a już na pewno nigdy nie oznacza pozycji, która zadowoli każdego. Wreszcie przyszedł Internet i wszystko wyrównał. Recenzje mogą przybierać różne formy. Pod nickiem może się kryć zarówno bibliofil, który książkę przeczytał od deski do deski dwa razy, jak i ktoś, kto ledwo liznął pierwszy rozdział i wydał wyrok na podstawie braku ilustracji. Anonimowy krytyk nie musi być wcale obiektywny, może być pracownikiem wydawnictwa, które wypuściło na rynek mało znany tytuł i teraz chce go wypromować. Co jak co, ale mało kto podejrzewa swoich znajomych zachęcających do lektury o znajdowanie się na liście płac przemysłu wydawniczego. A jak jest w sieci? XIĘGARNIA, GDZIE LUBIMYCZYTAC Kto szuka podpowiedzi, czy dana pozycja spełni jego oczekiwania, może liczyć na wsparcie ze strony kilku portali. Jak jednak ocenić ich przydatność dla czytelnika poszukującego porady? Niemal każdy z nich korzysta z możliwości, jakie daje Internet: pojawiają się nie tylko recenzje pisane, ale także filmiki o książkach, (których sporo możemy znaleźć zwłaszcza na xięgarni.pl), taka strona ma swój facebookowy czy twitterowy profil, organizuje wydarzenia, informuje o cudzych inicjatywach, a także publikuje informacje zaledwie orbitujące wokół tematów książkowych,...

Read More
Polacy nie lubią innych
Sty12

Polacy nie lubią innych

Gdy tylko zagłębimy się w naszą historię, nie dziwi, że Polacy czują niechęć do imigrantów. Od początku swojej historii musieliśmy walczyć z „innymi”, którzy otaczali nas prawie ze wszystkich stron. Pierwsze wojny Piastów? Z Niemcami, czyli tymi, którzy „nie mówią”, posługują się niezrozumiałym językiem, reprezentują inną kulturę, tradycje. Z Rusinami – niby również Słowianami, ale sojusznikami cesarza wschodniorzymskiego, ochrzczeni przez misjonarzy z Konstantynopola, dziś rzeklibyśmy – wyznającymi prawosławie. Z pogańskimi Pomorzanami, Prusami, Jaćwingami. Nawet Czechy zostały szybko zdominowane przez Niemców i rozpoczął się kilkusetletni proces ich germanizacji. Po drodze oczywiście kilka najazdów straszliwych Mongołów, ludzi wręcz z innego świata, i to pod każdym względem – wyglądu, obyczajów, języka, religii… Jedyną w miarę pokojową była relacja z Węgrami, co prawda odmiennymi kulturowo, jednak zamieszkującymi tereny z wielkimi, trudnymi do przebycia Karpatami, które same w sobie tworzyły poważne utrudnienie w potencjalnych wojnach. Inna sprawa, że mieliśmy tych samych przeciwników – Czechów, Niemców czy Rusinów, później Turków i Tatarów. A jak wiadomo, wspólny wróg potrafi zjednoczyć. Nawet Krzyżacy, a więc zakon katolicki, walczący z wrogami Polski i religii – pogańskimi Bałtami, stał się bardzo szybko przeciwnikiem naszych przodków. Polacy walczyli co prawda z Niemcami w czasach Mieszka, Chrobrego czy późniejszych Piastów, ale nasza niechęć do tego narodu to właśnie zasługa Zakonu Krzyżackiego. Znamienne, że Maria Konopnicka w „Rocie” pisała o „krzyżackiej zawierusze” zaraz obok zapewnienia, że „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”. Przeciwko nim sprzymierzyliśmy się nawet z pogańską Litwą, ale jej „inność” szybko zaczęła odchodzić w zapomnienie – elita państwa litewskiego bardzo szybko się spolonizowała. Krzyżaków co prawda pokonaliśmy, miał miejsce sławetny Hołd Pruski, jednak pokonany wielki mistrz Albrecht Hohenzollern zmienił jednak państwo zakonne, katolickie, podległe w pewien sposób papieżowi i cesarzowi, na świeckie, i do tego protestancki! A więc znów inność – do niemieckości doszła reformacja, zdrada wcześniejszych ideałów i suwerenów, wszak papież i cesarz byli oficjalnymi zwierzchnikami świata katolickiego. Kolejny raz okazało się, że Polacy mają obok siebie „innych”, obcych, i to jeszcze oportunistów. Pod koniec średniowiecza pojawiło się zagrożenie ze strony Tatarów i Turków, ludów azjatyckich, wyznających islam, niespotykanie wręcz agresywnych. Kopyta ich koni deptały kolejne ziemie, pod ciosami ich szabel padały kolejne państwa, ostatecznie zajęli prawie całe Bałkany, zdobywając Konstantynopol i ostatecznie niszcząc Cesarstwo Rzymskie, a także Serbię czy Węgry. Przez wiele lat uważano, że cała Europa jest zagrożona tą nową i niesłychanie agresywną wędrówką ludów. Najazdy nie oszczędziły i naszych ziem – czasem Tatarzy wpadali na ziemie Rzeczpospolitej kilka razy do roku. Wtedy właśnie ukuł się termin „przedmurza chrześcijaństwa”, którym mieli stać się Polacy i Litwini. Co prawda równie zagrożeni byli Niemcy, przede wszystkim cesarska Austria, ale kto w Polsce by to przyznał! Z kolei...

Read More
Słowa warte lajka, czyli o literaturze na Facebooku
Sty12

Słowa warte lajka, czyli o literaturze na Facebooku

Medialni eksperci, publicyści i medioznawcy dawno już ogłosili zmierzch rzeczywistego świata i proklamowali nadejście czasów nowej rzeczywistości – rzeczywistości 2.0 gdzie rządzi… Facebook. Internet staje się pierwszym źródłem informacji, otwartą przez całą dobę galerią handlową, a nawet… miejscem spotkań ze znajomymi. Nic dziwnego więc, że i literaturę coraz częściej – miast na pachnących farbą drukarską kartach książek – znaleźć możemy w przepastnych przestrzeniach popularnych portali społecznościowych. „Nie masz konta na Fejsie, nie istniejesz” – o ile nad słusznością tej tezy w kontekście zwykłych śmiertelników można jeszcze skutecznie się spierać, o tyle odniesiona do ludzi słowa: pisarzy, dziennikarzy, reportażystów – jest ona prawdą bezsprzeczną. Praktycznie nie istnieją dziś literaci, którzy nie posiadaliby swojego konta na tym popularnym serwisie. Powody są rozmaite. Od możliwości bezpośredniego dotarcia do odbiorcy z promocją prowadzonej przez siebie działalności – uniwersalnej dla każdego człowieka, starającego się zaistnieć w przestrzeni publicznej (a tym przecież właśnie jest tworzenie swoich tekstów z myślą nie o szufladzie, lecz publikacji) – przez możliwość osobistego kontaktu z czytelnikiem, a tym samym zebrania z pierwszej ręki danych o odbiorze swoich tekstów, aż po… przeprowadzanie eksperymentów literackich na żywym organizmie. I ten właśnie sposób wykorzystywania Facebooka warty jest krótkiej analizy. Facebook dla wielu literatów jest swoistego rodzaju laboratorium, gdzie pomysły, frazy, narracje – zanim zostaną opublikowane drukiem – zostają poddane skrupulatnym testom. Stąd profile ludzi parających się w życiu zawodowym sztuką układania słów obfitują w przeróżne małe formy literackie: od statusów komentujących dowcipnie bieżące wydarzenia, przez krótkie, rytmiczne wierszyki i podsłuchane w codziennym życiu miejskiej dżungli dialogi przechodniów – aż po anegdotki z zaskakującą, celną puentą, rozbudowane do rozmiarów miniopowiadań. A wszystko to sygnowane literackim znakiem jakości autora – a więc z gwarancją świetnego pióra, ale tworzącego statusy z poszanowaniem bezdusznych zasad Facebooka: zwięźle, lekko i atrakcyjnie. Byle tylko przykuło uwagę. Bo przykucie uwagi znudzonych użytkowników, skrolujących beznamiętnie płynący bez wytchnienia po fejsbukowej tablicy potok treści, może przerodzić się w lajki, komentarze i udostępnienia – te zaś, dzięki algorytmom serwisu: w najlepszą możliwą promocję autora. SŁOWA NA WIATR Facebook serwuje literaturę, która jest ulotna. Można porównać ją do płonącej – nomen omen – kartki papieru: ogień jest intensywny, ale krótkotrwały. Opublikowany status żyje tak naprawdę kilka, kilkanaście godzin, później ginie w odmętach kolejnych postów, zdjęć, anegdotek. I w tym – paradoksalnie – największa zaleta publikowania na Facebooku. Udany status przysporzy autorowi kilku nowych obserwujących i – można być pewnym – zostanie wykorzystany powtórnie, przykładowo: poprzez zgrabne wplecenie go do tworzonej właśnie książki, o nieudanym zaś (‘nieudanym’ w znaczeniu – ‘przeszłym bez echa’) po chwili nikt już nie będzie pamiętał. Publikowanie na Facebook to dla piszących inwestycja tak naprawdę bez żadnego ryzyka. Teza ta jest...

Read More
Co z tą poezją?
Sty12

Co z tą poezją?

Bardzo trudno jest oprzeć się przekonaniu, że współczesne czasy są trudne dla poezji i samych poetów. Coraz mniejsze zdaje się grono czytelników i miłośników wierszy. Jednak czy tak jest naprawdę? Czy poezja będzie dalej istnieć? Wiele osób nie czyta poezji wcale. Wydaje się, że przyczyn takiego stanu rzeczy może być co najmniej kilka. Przede wszystkim, poezja nie jest kompatybilna z dzisiejszymi czasami. Chodzi o to, że otaczająca nas rzeczywistość przyzwyczaja nas (i chyba już w znacznym stopniu przyzwyczaiła) do zapoznawania się z gotową informacją. W zabieganym i niemającym na nic czasu świecie ludzie dość niechętnie są skłonni znaleźć nawet chwilkę swojego cennego czasu i poświęcić ją na czytanie poezji. Wolą raczej oddać się błogiemu lenistwu przed telewizorem czy w kinie. Tam bowiem uzyskają obrobioną specjalnie dla nich treść, która nie będzie wymagała już szczegółowej i czasochłonnej analizy ani dogłębnego zastanawiania się. Poza tym trzeba zgodzić się z twierdzeniem, że poezja nie zawsze jest zrozumiała dla odbiorcy. Owe trudności percepcyjno-interpretacyjne mogą przyczyniać się do powstawania pewnej frustracji u czytelników, która w konsekwencji będzie skutkować odejściem od czytania wierszy. Bo niewielu jest chętnych, aby w epoce wszechobecnego wizualizmu odkrywać tajemnice słowa i domyślać się intencji czy zamysłów autora. Poza tym skoro ktoś pisze coś, czego nie jestem w stanie pojąć w momencie czytania, to nie warto tracić sił na taką aktywność. Choć utwory poetyckie pełne są nieraz głębi i przesiąknięte ukrytymi znaczeniami, to jednak bywają też marginalizowane i niedoceniane, a ich twórcy pozostawiani w cieniu. Niebagatelne znaczenie dla kształtowania podejścia do poezji ma z całą pewnością również otoczenie, w którym się wychowujemy, a także sposób przekazywania wiedzy i obchodzenia się z wierszami podczas zajęć z języka polskiego. Dla większości uczniów jawiące się jako niemiłosierne męczarnie jest dokonywanie interpretacji wiersza i dociekanie, co podmiot liryczny chce przekazać odbiorcy. Takie podejście powoduje pokusę omijania szerokim łukiem utworów dawnych, wybitnych twórców i zastępowanie ich innymi dziełami, zwłaszcza z gatunku fantasy lub science-fiction. Niechęć do poezji pozostaje i zakorzenia się w młodym człowieku. Skutkuje to wykreowaniem stereotypu, który ukazuje poezję jako niedającą się zrozumieć i w istocie rzeczy niepotrzebną. W efekcie dochodzi do ukształtowania postawy zamknięcia się na poezję. Dlatego wielu Polaków, którzy zostali zapytani o ostatni kontakt z utworem poetyckim odpowiada, że miał on miejsce w liceum bądź podczas egzaminu maturalnego. Do wierszy powraca się (znowuż bez większej pasji i motywacji) wtedy, gdy nasze pociechy wkraczają w okres swojej edukacji. Warto też zwrócić uwagę, że poezja nie jest w praktycznie żaden sposób promowana. Przemysł medialny koncentruje się na rozwoju kinematografii i innych sztuk, zwłaszcza wizualnych, wpompowując w nie niemałe środki finansowe. Sporo pieniędzy przeznacza się zarówno na promowanie wytworzonych filmów, jak również na ich...

Read More
Leczniczy wpływ książek
Sty12

Leczniczy wpływ książek

„Gdy się ktoś zaczyta, zawsze się czegoś nauczy, albo zapomni o tym, co mu dolega, albo zaśnie – w każdym razie wygra…” (Henryk Sienkiewicz). Czytanie książek to jeden ze sposobów na zabicie nudy. Zamiast włączać kolejny odcinek serialu, czy przejść jeszcze jeden poziom w ulubionej grze, lepiej jest sięgnąć po książki. Każdy ma inny gust literacki. Jedni lubią fantastykę, drudzy – kryminały, a inni poradniki i pozycje o tematyce psychologicznej. Często kupując przypadkową książkę, trafia się na coś, co zmienia sposób myślenia. Czytelnik nie zastanawia się wtedy, jak do tego doszło. Nie analizuje procesu, który zaszedł w chwili przeczytania danego fragmentu powieści, ale czuje, że coś do niego dotarło. Problem, który miał, nagle się rozwiązał, a przede wszystkim sam człowiek spostrzegł, że nie jest sam ze swoim zmartwieniem. Ktoś już o nim pisał i dał radę go rozwiązać. Jak za dotknięciem magicznej różdżki przygnębienie i nuda zniknęły, a na ich miejsce pojawiła się ciekawość i chęć do życia. Terapia wielu ludziom kojarzy się z trudną – zarówno fizyczną, jak i psychiczną – pracą nad sobą. Z dużą ilością łez wzbudzających przykre wspomnienia, od których trzeba się uwolnić, by iść dalej. Istnieje jednak wiele form terapeutycznych, które znajdują zastosowanie w niezliczonej ilości przypadków i traktowane są jako niezwykle łagodne i przyjemne. Jedną z nich jest biblioterapia, która według E. Tomasik „jest zamierzonym działaniem przy wykorzystaniu książek lub materiałów niedrukowanych (obrazów, filmów itp.) prowadzącym do realizacji celów rewalidacyjnych, resocjalizacyjnych, profilaktycznych i ogólnorozwojowych. Takim celem może być: akceptacja własnej niesprawności – akceptacja siebie, podjęcie akcji kompensacyjnej, akceptacja przez rodziców czy kolegów dziecka upośledzonego”. Pewnie niejeden z czytelników zadałby sobie w tym momencie pytanie: co takiego mają w sobie te książki i dlaczego są takie ważne? Czytanie dobrze dobranych do wieku książek już od najmłodszych lat kształtuje psychikę dziecka. Mały człowiek jest zainteresowany zarówno obrazkami, jak i magicznym światem, który przedstawia mu opiekun. Dzięki opowiadaniom i bajkom rozwija się jego wyobraźnia i zwiększa się zasób słownictwa. Tak samo i w dorosłym życiu – książki nie tylko uczą nowych słów, pokazują odległy świat, ale również potrafią przenieść człowieka w zupełnie inne miejsce, z dala od problemów, w których tkwi. Właśnie na tym polega biblioterapia. Można ją stosować w wielu przypadkach depresji, dziecięcych lęków, trudnej sytuacji, a nawet kalectwa. Terapeuta wybiera odpowiedni tekst, który czyta pacjentowi, lub zachęca go do samodzielnego przeczytania. Jednym z przykładów zastosowania biblioterapii jest przypadek dziecka, które boi się ciemności i czających się w niej potworów. Rozmowy z dorosłą osobą nie pomagają. Nic w tym dziwnego. Dorosły nigdy nie utożsami się z lękiem małego dziecka. Nie zrozumie go tak jak rówieśnik. Właśnie w takiej sytuacji można wykorzystać opowiadanie o równolatku, który...

Read More
Wybacz tym, którzy Cię skrzywdzili
Gru22

Wybacz tym, którzy Cię skrzywdzili

Każdy z nas popełnia błędy, niekiedy powie lub zrobi coś, czego potem żałuję. Jesteśmy tylko ludźmi i nikt z nas nie jest idealny. Czasem nasze uczucia sprawiają, że nie potrafimy wybaczyć komuś tego, że nas skrzywdził. W naszą pamięć wpada przykre wydarzenie, które dusimy w sobie. Przychodzi taki moment, że powinieneś odpuścić. Jeśli czas leczy rany, to powinien również wyleczyć naszą duszę z krzywd, które nam wyrządzono. Trudno jest wybaczać i czasem ciężko jest powiedzieć „przepraszam”. Jednak życie mamy jedno. Pojawia się pytanie, czy chcemy je zmarnować na wzajemną nienawiść. Nie jesteśmy nieśmiertelni, każdy z nas kiedyś odejdzie na drugą stronę, ale czy chcielibyśmy mieć świadomość, że kogoś już nie ma, a my nadal jesteśmy w konflikcie? Może to bardzo podły przykład, ale powinniśmy pamiętać, że życie jest jedno i jest niesamowicie kruche, a my nigdy nie wiemy, jakie będzie jutro. Spójrzmy na Jezusa. Ludzie oczerniali go, wyzywali i ukrzyżowali. Został obrzucony okropną nienawiścią, zniewagą, a mimo tego zła, które go dotknęło nadal darzył miłością tych, którzy go skrzywdzili. Umarł za nasze grzechy, nawet te najgorsze. Każdego dnia grzeszymy, a później idziemy do spowiedzi, a on za każdy razem nam wybacza. Nie ważne ile błędów popełniliśmy, jak bardzo go zignorowaliśmy w naszym życiu, Jezus czeka na nas i wybacza. Skoro jesteśmy dziećmi Bożymi, to dlaczego, tak jak Chrystus nie możemy wybaczać? Tego nas uczył od zawsze i to właśnie to, głosi Pismo Święte. Jesteśmy braćmi i siostrami i w każdym z nas mieszka Jezus. Jeśli nie darzymy zrozumieniem drugiej osoby, to Jego tym bardziej. Nie wybaczając komuś, nie wybaczamy jemu. Boże Narodzenie to nie tylko radosny czas, ale także czas pojednania, zgody. To idealny moment by zakopać topór wojenny, by przebaczyć i zapomnieć. Żeby usiąść z kimś przy stole, połamać się z nim opłatkiem i powiedzieć: „Wybaczam Ci wszystko”. Zostaw za sobą to, co było, zacznij żyć dalej. Zrozum błędy innych i pamiętaj, że Ty również je popełniasz. Spędź narodziny Jezusa w ciepłej, prawdziwej, rodzinnej atmosferze, niech Syn Boży zasiądzie przy twoim...

Read More
Idź na adorację
Gru21

Idź na adorację

Nie można się doczekać na ukochaną osobę. To dość powszechny problem z czasoprzestrzenią, że godziny samotne zdają się wiekami, a te razem – sekundami. Niesamowite, że działa to także w życiu wiary. Oblubienica z pierwszego czytania słyszy już głos swojego umiłowanego, który gna na złamanie karku, by wreszcie zajrzeć przez kraty okien i ogłosić, że nadszedł czas spotkania. On sam też szuka Oblubienicy, zaprasza ją do wyjścia z kryjówki. Pamiętajmy, że Pieśń nad Pieśniami jest pieśnią weselną, chwilami erotykiem, gdzie słowo „Pan” pada tylko raz, a jednak i żydzi* i chrześcijanie uważają ją za natchnioną. Słusznie uznali, że ta relacja, która wiąże ludzi, którzy za niedługo zawrą związek małżeński, a już teraz są połączeni silnym wzajemnym pragnieniem oddaje relację Boga i Narodu Wybranego. Człowiek pragnie bliskości Boga i Bóg pragnie być przy człowieku. Ewangeliści przypisują Jezusowi imię zapowiedziane przez Izajasza: Immanuel, czyli „Bóg z nami”, a Jan mówi, że Słowo rozbiło swój namiot wśród nas. Mamy okazję dać wyraz temu pragnieniu za każdym razem, gdy przystępujemy do Komunii. Chrystus nie odszedł całkowicie, lecz daje nam się za każdym razem, gdy sprawowany jest sakrament Eucharystii. I to nie na chwilkę, ani nie symbolicznie. Prosty niekwaszony chleb staje się Ciałem Chrystusa i takim pozostaje. Gdy wystawiana jest monstrancja z niewielkim białym opłatkiem mamy okazję spojrzeć na Zbawiciela i choć na chwilę zapomnieć o tym, że na pełne spotkanie z Nim twarzą w twarz w wieczności będziemy musieli jeszcze poczekać. Adoracja osładza nam czas oczekiwania na niebo, sprowadzając je na ziemię. Stąd nasze wyzwanie na dziś. Przyjąć zaproszenie Oblubieńca i wyjść mu naprzeciw.   * W Jawne, w czasie ustalania kanonu żydowskiego, jedno ze stronnictw chciało usunąć Szir Haszszirim, Pieśń Pieśni, jednak rabbi Akiba orzekł, że cała wieczność nie jest tyle warta ile dzień, gdy Pieśń nad Pieśniami została dana Izraelowi, a ci, którzy używają jej do świeckich celów i umilają nią sobie czas w tawernach nie mają udziału w przyszłym...

Read More
Pociesz kogoś, kto jest smutny
Gru18

Pociesz kogoś, kto jest smutny

„Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga” (2. List do Koryntian, 1,3-5). Człowiek potrafi kryć swoje uczucia, wchodzi w role zawodowe jak kameleon, tłamsząc swoje cierpienie do chwili, kiedy będzie sam. Wtedy puszczają wszelkie zawory, pojawia się nieopanowany żal i smutek. Czuwanie przy osobach pogrążonych w smutku wymaga nie tylko obecności fizycznej, ale również psychicznej. Życzliwy gest tłumaczy czasem więcej niż ciepłe słowa. Milczenie potrafi być większym wsparciem niż rozmowa. Bywają momenty, kiedy ludzie cierpiący nie potrzebują słów, lecz właśnie milczenia i obecności. Trzeba mieć świadomość, że przeżywanie smutku jest sprawą bardzo indywidualną. Niektóre osoby radzą sobie z nim szybciej, u innych proces ten trwa dłużej. Smutek potrafi iść w parze z samotnością, wtedy wystarczy zapewnienie osoby cierpiącej, że jest ktoś, kto ją wspiera. Pocieszenie przynosi ulgę dla cierpiącej duszy. Jeśli masz możliwość, wyjdź ze swojej skorupy lenistwa i osobiście pociesz kogoś, kogo trawi smutek. Bądź taki, jaki chciałbyś, by ktoś kiedyś był dla ciebie. A gdy już wali się świat, bądź dla kogoś osobą, która zbiera jego najlepsze odłamki, by znowu go poskładać, gdy przyjdzie na to...

Read More