Za dobro – wynagradzać, za zło – karać
Mar20

Za dobro – wynagradzać, za zło – karać

Na wychowywanie dzieci nie ma jednej, niezawodnej i niezastąpionej metody. Niemniej należy zauważyć, że każde działanie podejmowane przez rodziców ma ogromne znaczenie w procesie kształtowania osobowości i charakteru dorastającego człowieka. Każdy rodzic pragnie, aby jego dziecko w przyszłości wiodło szczęśliwe i spokojne życie. Jednym ze sposobów, który ma ułatwić osiągnięcie tego celu, jest takie wychowanie dziecka, które przygotuje je do dorosłego życia. Chodzi w znacznej mierze nie tylko o okazanie miłości czy wpojenie pewnych wartości, ale także o zakreślenie swego rodzaju granic dozwolonego postępowania. Rodzice starają się przekazać pociechom, że niektóre zachowania są zabronione i nietolerowane przez społeczeństwo. Przekroczenie wyznaczonych reguł skutkuje zwykle nałożeniem jakiejś kary. KARA JEST MITEM Dokonując psychologicznej analizy wpływu karania na dalsze zachowania człowieka, nie sposób nie dostrzec i przejść obojętnie obok wskazywanych zagrożeń i swego rodzaju efektów ubocznych. Otóż karanie służy najczęściej do tłumienia niepożądanych zachowań społecznych, a nie jest nakierowane na ich całkowitą eliminację. Kara nie ma charakteru pedagogicznego, ponieważ nie wskazuje dobrego zachowania, pożądanego w danych okolicznościach. Dlatego kara stanowi przykład kształtowania ludzkich reakcji, określany w psychologii jako wzmocnienie negatywne. Badacze podkreślają, że zjawiskiem pojawiającym się w sytuacjach częstego stosowania kar jest tzw. generalizacja hamowania. Zjawisko to polega na osłabieniu wszelkiej inicjatywy danej jednostki. Osoba przestaje udzielać się w relacjach społecznych. Można wówczas mówić o wycofaniu się danej jednostki z aktywności, które jest motywowane uzyskaniem „świętego spokoju”. Dla przykładu napiętnowanie przy całej klasie ucznia za jego reakcję, może osłabić jego późniejszą aktywność. W efekcie może dojść do braku zaangażowania w wykonywaną pracę i niechęci do udzielania się na forum klasy.   Często zwraca się uwagę, że karanie wzbudza u dzieci silne emocje, takie jak gniew czy lęk. Nadmierne i nieumiejętne karanie związane jest z ponoszeniem kosztów emocjonalnych i może prowadzić do popadnięcia w apatię czy stany nerwicowe. W większości przypadków dochodzi także do unikania źródła karania. Chyba nie ma większych wątpliwości, że dziecko karane w znacznej mierze przez ojca będzie wolało spędzać większość czasu z matką. Podobnie mniej chętnie będzie uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez surowego nauczyciela i częściej będzie unikać tych lekcji. Psychologowie poddają w wątpliwość skuteczność karania. Większość twierdzi, że jest ona w zasadzie przypadkowa. Osoba karana zaprzestaje bowiem niepożądanych zachowań w okresie, w którym istnieje obawa ponownego ukarania. Gdy zaś dojdzie do zmiany okoliczności, taka jednostka reaguje w sposób niepożądany. Kary nie cechują się bowiem długotrwałością uzyskiwanych dzięki nim efektów. Behawioryści twierdzą, że kara może spełniać swoje zadanie jedynie wówczas, gdy zostanie włączona w kompleksowy program nastawiony na modyfikację zachowania danej jednostki. Trzeba przemyśleć przede wszystkim, w jaki sposób zastąpić niechciane reakcje dziecka. Nie jest wystarczające wymierzenie kary za złe zachowanie. Trzeba pamiętać o zagwarantowaniu pewnego wzmocnienia pozytywnego w...

Read More
Pedagogia wprost z ekranu
Mar20

Pedagogia wprost z ekranu

Otoczeni codziennie przez rozmaite formy mediów – telewizję, prasę, internet, książki – czasami nawet nie zauważamy, jak zmieniają one naszą osobowość. Czy jednak można nazwać to wychowaniem? A jeśli tak – to kto jest wychowawcą? DROGA WYCHOWAWCY W starożytnej Grecji paidagogiem był niewolnik, a nazwę jego funkcji na polski trzeba by przetłumaczyć jako „dzieciowód”. Do jego obowiązków należało zawiedzenie dzieci pana do nauczycieli i odprowadzenie ich z powrotem. Te czasy już minęły, jednak jedna rzecz trwa. Pedagog wciąż ma na celu przeprowadzić wychowanka z punktu A do punktu B, choć dziś zamiast o zmianę położenia chodzi o zmianę osobowości. Współczesny pedagog nie tylko ma przekazać wiedzę, ale także ukształtować psychikę podopiecznego. Każdy, kto choć raz próbował uczyć w szkole widzi, że nauczyciel ma marne szanse w starciu z telewizją, internetem czy choćby darmowymi gazetami. Media, które powinny być pośrednikami, bardzo często kreują rzeczywistość zupełnie różną od prawdy. Dotyczy to zresztą nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Wszyscy jesteśmy pod wpływem tego, co widzimy, słyszymy, czytamy, a niekiedy i wąchamy. Nie bez przyczyny wszystkie totalitaryzmy zaczynały od likwidacji wszelkich wolnych mediów i zapewnienia sobie monopolu na dostęp do masowego przekazu. Aby mówić o prawdziwym wychowaniu, musi być to być proces przebiegający według jakiegoś planu, do którego realizacji stosowana jest konkretna metoda i który jest na bieżąco oceniany i weryfikowany. Można mówić o wychowaniu pobocznym, gdy ktoś nieświadomie wpływa na innych – dlatego np. w ramach „wychowywania w trzeźwości” staramy się usuwać pijaczków z parku. Dziś jednak interesuje nas konkretny plan wychowawczy, widoczny w mediach. Zacznijmy od pytania: kto jest wychowawcą? Czy tylko ten, kto kontroluje przebieg zmian w świadomości odbiorców, czy także ten, kto nie jest do końca świadomy skutków swoich działań i tylko wykonuje polecenie naczelnego? Pytanie to jest istotne, gdyż pytamy także o moralną odpowiedzialność za to, co dzieje się z ludźmi pod wpływem kontaktu z mediami. Dziennikarz epatujący na co dzień surowymi sądami opartymi na lichych przesłankach zachęca do tego samego czytelników, nawet jeżeli zmusza go do tego linia wizerunkowa pisma. Największa jest jednak odpowiedzialność tych ludzi mediów, którzy przeświadczeni o swojej misji celowo działają tak, by przekonać widzów do swojej racji i starają się stworzyć pewien wzorzec zachowań. Czasem jednak prawdziwymi wychowawcami nie są naczelni, ale ich idole – czy to filozoficzni czy nauczyciele medialnego fachu. Na muzykę emitowaną w mediach mają wpływ nie tylko sami twórcy, ale też właściciele rozgłośni i telewizji, doradcy i partnerzy życiowi piosenkarzy, dominujące na spotkaniach towarzyskich poglądy, działacze na nich obecni… Nie bez znaczenia jest też grupa sponsorów, którzy płacą i wymagają. Jakimi metodami posługują się medialni wychowawcy? Można mówić o ideowym marketingu pozytywnym i negatywnym. Pozytywny polega na budowaniu...

Read More
Jak zwiększyć efektywność umysłową i wydajność pracy?
Lut06

Jak zwiększyć efektywność umysłową i wydajność pracy?

Praca dyplomowa, sesja, raporty do oddania, artykuły do napisania a terminy gonią… W takiej sytuacji chcemy skutecznie pozbyć się znużenia i mądrze wykorzystać czas. Warto więc poznać strategie które sprawdzają się w najcięższych bojach. Te dobre nawyki pomagają m.in. dziennikarzom, studentom i biznesmenom w szybkim i sprawnym osiąganiu celów. Ciężko się zabrać do roboty?  Spokojnie, damy radę! Przed rozpoczęciem nauki, studiowania czy jakiejkolwiek pracy umysłowej możesz skutecznie zwiększyć swoją wydajność. Najważniejsze to dobrze wystartować! A ponieważ w zdrowym ciele – zdrowy duch, zacznij od małej gimnastyki  – wymachów ramionami czy delikatnego rozciągania karku.  W ten sposób nie tylko się rozruszasz i pobudzisz, ale jednocześnie rozluźnisz i "naenergetyzujesz" mózg.   Następny krok? Wypij szklankę wody mineralnej. Według badań uczonych z Uniwersytetu East London, wypicie 250 ml wody pół godziny przed podjęciem pracy, poprawia  wydajność poznawczą w testach pamięci, skupienia uwagi i spostrzegawczości (wzrokowego wyszukiwania informacji). Można zwiększyć efektywność umysłową aż o 34% przez zwykłe wypicie szklanki wody. Dlaczego tak się dzieje?  Jak pisze ekspertka w dziedzinie szybkiej nauki, Katarzyna Szafranowska: "82% Twojego mózgu to woda i to od niej zależy przewodzenie impulsów nerwowych, czyli szybkość i jakość Twojego myślenia. Pij niegazowaną wodę codziennie małymi porcjami i to najlepiej ciepłą. Ciepła działa oczyszczająco na jelita, łatwiej ją wypić i nie wychładza organizmu". Po krótkiej gimnastyce i wypiciu szklanki wody,  zapewnij sobie dobre warunki do pracy. Posprzątaj biurko i usuń wszystkie dystraktory czyli "przeszkadzacze". Wyłącz telefon komórkowy i przenieś go do drugiego pokoju, wyloguj się z Facebooka, a najlepiej w ogóle odłącz Internet. Następnie wyznacz sobie określony czas który poświęcisz w całości na zaplanowane zadanie. ZARZĄDZAJ CZASEM Tak jak rolnik stosuje technikę płodozmianu, aby uniknąć wyjaławiania się ziemi, tak Ty stosuj technikę "czasozmianu". Przeplataj czynności wymagające wysiłku umysłowego z tymi które wymagają ruchu fizycznego. W ten sposób dłużej zachowasz świeżość myśli i będziesz odpoczywać nie tracąc czasu. Przykładowy plan dnia z zastosowaniem tej techniki może wyglądać tak: śniadanie – godzina nauki – sprzątanie mieszkania – wypicie szklanki wody i godzina nauki – wyjście na targ by kupić orzechy włoskie, pestki z dyni i ziarna słonecznika – godzina nauki – drzemka energetyczna (10-15 minut) – wypicie szklanki wody i  godzina nauki – obiad – spacer – wypicie szklanki wody i godzina nauki – spotkanie z przyjaciółmi. O ile to możliwe zaplanuj swoje sprawy do załatwienia wieczorem, dnia poprzedniego. Jeśli nie uda się zaplanować dokładnie z podaniem konkretnej godziny, zapisz sobie "zadania do wykonania" aby zaznaczać to co już udało się zrobić. W ten sposób pobudzisz swoją motywację. Można też ustalać rzeczy których postanawiasz nie robić. Np. ustal sobie że od rana do południa, nie wejdziesz na Facebooka. Może to znacznie przyspieszyć realizację planów. SZYBKA REGENERACJA Warto poznać niezwykły...

Read More
Kto to jest student?
Lut06

Kto to jest student?

  „Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć”. Albert Einstein Słuchając wypowiedzi kolegów, którzy wspominają swoje studenckie czasy, pierwszą rzeczą o jakiej mówią jest rodzinny dom, z którego wiozło się plecak po brzegi wypełniony słoikami na cały tydzień. Żadna mama przecież nie wypuściłaby swojego ukochanego dziecka bez dodatkowej porcji bigosu czy pierogów, które można zamrozić. Mimo stereotypów, zupki chińskie spożywane są przez uczniów wyższych uczelni bardzo rzadko, natomiast częstym zjawiskiem jest tak zwane „skąpstwo”. Aby przeżyć, cały miesiąc trzeba żyć oszczędnie. Od czasu do czasu, w przerwie między jedną sesją a drugą, można pozwolić sobie na chwile szaleństwa. Niektórzy myślą, że te zabawy trwają cały studencki czas, co nie zawsze idzie w parze z prawdą. Wszystkie stereotypy, również te o studentach, często są krzywdzące i przekazywane młodszym pokoleniom, więc jako ekspertów wybrałam dzieci, które w prosty sposób potrafią opowiedzieć dosłownie o wszystkim. A co odpowiedziały maluchy, którym zadano pytanie – kto to jest student? Jako materiału do swoich badań użyłam nagrania zamieszczonego na jednej ze stron internetowych. Dodatkowo wykorzystałam możliwość samodzielnego przepytania maluchów o tajemniczą postać, jaką jest „student”. Odpowiedzi zarówno przedszkolaków, jak i uczniów szkół podstawowych, były niezwykle zaskakujące. Oddaje głos dzieciakom. Na nagraniu jedna z dziewczynek udzieliła takiej odpowiedzi – Student jest to taki człowiek, który regularnie wykręca żarówki nie ze swoich pięter. Dzieci często przejmują wiedzę swoich opiekunów. Powtarzają to, co podsłuchały, a co najważniejsze – traktują zdanie rodziców jako jedyną prawdę. Pewien chłopiec stwierdził, że student to człowiek, któremu nie chce się pracować, ponieważ udaje, że się uczy. Zapytany, dlaczego tak myśli, odpowiedział, że jego tata jest wykładowcą. Kolejnym pytaniem zadanym przez dziennikarkę było – czym student różni się od innych ludzi? Jako pierwszy do odpowiedzi wyrwał się jeden z chłopców – Studenci od innych ludzi różnią zachowaniem, ubiorem (…). Ubierają się bardziej młodzieżowo niż tacy ludzie z teatru, a po drugie jak się zachowują to studenci są bardziej naturalni niż jacyś tam teatrolodzy czy kine…matografii. Dzieci okres studiów kojarzą też z ogromną ilością wolnego czasu, który młodzi ludzie wykorzystują na chodzenie na wszelakiego typu „imprezy”. Najczęściej można ich znaleźć w dyskotekach. Według nich spotkania odbywające się w wynajmowanych mieszkaniach często wymykają się spod kontroli, czego objawem są wyrzucane przez studentów przez okno wszelkiego rodzaju przedmioty, takie jak: szklanki, pomidory, a nawet jajka. Po czym poznać takiego studenta? Jedna z dziewczynek odpowiedziała – Po tym, że jest taki bardziej rozerwany, młodzieżowy bardziej. Mimo wszystko nie jest tak źle! Dzieci zauważają też pewną dobrą cechę studentów, jaką jest...

Read More
Vivat Academia?
Lut06

Vivat Academia?

Nie tak to sobie wyobrażałem! Studia miały być czasem znajdowania odpowiedzi, a nie stawiania kolejnych pytań! Jest dokładnie tak samo, jak było przed maturą. No… może nieznacznie przybyło nam lat. Jednak pytania, jakie zadaje sobie student ostatniego roku, zawsze są podobne. Gdzie szukać pracy? W którą stronę pójść? Co ja właściwie chciałbym robić, jak będę duży? Jestem studentem-lekkoduchem. Od zawsze okropnie zazdroszczę ludziom, którzy potrafią zaplanować swoją przyszłość. Nigdy nie zastanawiają się nad tym, co będzie jutro. Oni to wiedzą. Potrafią jasno określić swój cel, wyeliminować z codzienności wszelkie przeszkody i pewnie podążać tam, dokąd chcą dotrzeć. Naprawdę, chciałbym tak umieć. Niestety, naturalne przeszkody, jakimi są wrodzone roztrzepanie, przesadna spontaniczność i skłonność do lenistwa absolutnie zaprzeczają tej wymarzonej, poukładanej wizji świata. Teoretycznie mógłbym jeszcze z tym powalczyć, ale na piątym roku jest już za późno na rewolucje. Jestem studentem. A brać studencka ma w sobie coś takiego, że staje się dla ludzi najbardziej znienawidzoną grupę społeczną w mieście. Gdyby zapytać „dorosłych” o definicję studiowania, to odpowiedzieliby, że to: pięć lat nieustannych, wielodniowych imprez, więcej nieobecności niż obecności na zajęciach, ściąganie na egzaminach i weekendowe wędrówki po słoiki. No i robienie tłoku w autobusach. Nie umiem zaprzeczyć – przecież wiele w tym racji. Naukowcy na każdym kroku udowadniają nam, że bycie studentem z dnia na dzień jest coraz mniej prestiżowe. Że żacy coraz głupsi. I że dyplom absolwenta niewiele jest dziś wart, bo w naszych czasach łatwiej jest zostać magistrem, niż przed laty zdać maturę. Czasem nawet wierzymy w to, że naszym uczelniom na nas zależy! Owszem, niektóre (te najlepsze!) inwestują w swoich studentów, dają im ogromny wachlarz możliwości i przygotowują do dobrego startu w przyszłość. Jednak musimy zauważyć (chociaż tak bardzo nie chcemy tego widzieć!), że istnieje mnóstwo szkół wyższych, które bardziej niż studentami interesują się własnym przetrwaniem. Tworzą ofertę, która pozwoli im utrzymać płynność finansową i zatrudniać kolejnych wykładowców. W ten sposób powstała nowa gałąź przemysłu, „przemysł uczelniany”. Pożytek dla nauki? Jak to mówią na Śląsku: żodyn. Ale najbardziej to nas oszukali nasi rodzice! „Idź na studia, z wykształceniem będziesz miał w życiu łatwiej niż ja” albo „po studiach to zawsze łatwiej o dobrą pracę” – te zaklęcia słyszał chyba każdy abiturient. Kto w nie ślepo uwierzył, ten bardzo się zawiódł, gdy okazało się, że absolwent nie ma zagwarantowanego jakiegoś kierowniczego stanowiska! No i że trzy magiczne literki przed nazwiskiem nie powodują pomnożenia pensji przez trzy. Szokujące, lecz prawdziwe. Nie chcąc się narażać, nie będę wymieniał tu konkretnych kierunków studiów, ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że w niektórych dziedzinach naukowych naprawdę nie chodzi o zdobycie zatrudnienia, lecz o inwestycję w siebie. Podobno większość studentów pod koniec...

Read More
Bóg nie lubi leniwych głąbów, czyli jak oblać sesję
Lut06

Bóg nie lubi leniwych głąbów, czyli jak oblać sesję

Zaraz za brakiem funduszy i Panią z Dziekanatu, to lenistwo jest największym wrogiem studenta. Ileż to razy słyszałeś, że jesteś zdolny ale leniwy? Ileż to razy odpuszczałeś wykład, żeby w tym czasie… nie robić nic innego? Mądrzy ludzie powiadają, że leniwy człowiek szybko się poddaje. Mądrzy ludzie jak zwykle się mylą – leniwy człowiek wcale nie staje do walki! Prawdziwe lenistwo nie powoduje wyrzutów sumienia, jest celem samym w sobie i żadne programy motywacyjne nie pomogą.  Lenistwo jest słodkie i przyjemne. I jak to zwykle bywa, jest grzechem ciężkim. NYGUSOSTWO W FILOZOFII Z jednej strony lenistwo postrzegane jest jako szkodliwy i apatyczny stan ducha, będący źródłem zaniechania pracy, nauki, działania. Powoduje on przedłużenie czasu wypoczynku (nie aktywnego rzecz jasna) ponad uznane normy. Definicja tyleż krzywdząca dla leniuchów, co wyznawana przez resztę świata. Definicja niebezpiecznie bliska prawdy, niestety. Na szczęście druga definicja jest równie bliska rzeczywistości, a przynajmniej lubię tak myśleć. Otóż z drugiej strony lenistwo jest to pogoda ducha i uspokojenie duszy. Było uznawane za szczęście i cel w życiu przez wielu starożytnych filozofów. Spadkobiercami tej myśli filozoficznej są współcześni studenci w tym ja. W tym miejscu chciałbym zadedykować niniejszy felieton wszystkim nieboraczkom czekającym na mój powrót do Może coś Więcej. Przepraszam, ale nie było mnie bo… WYMÓWKI Pisałem pracę dyplomową. Byłem chory. Deszcz padał. Brak mi energii. Komputer mi się zawiesił. Nie mam motywacji. Za zimno. Za gorąco. Tuliłem kota. Bolał mnie kręgosłup. Byłem zmęczony po pracy. Mam depresję. Smutek. A tak w ogóle to za dużo tych obowiązków i chyba mam prawo do… Nie. Nie masz. Jeśli jesteś facetem, to bądź facetem i nie rób z siebie ofiary losu. Nigdy, nigdy nie traktuj lenistwa jako słabości. Nie mów, że Ci się nie chce – powiedz, że pasywność wobec wszelkich interakcji ze światem jest dla Ciebie najwyższym priorytetem. "Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie" jak mówił Tyrion Lannnister. Jeśli jesteś kobietą, to nie wiem. Kobiety są pracowite, obowiązkowe i ciekawe świata już od czasów Ewy. A tak na serio – wymówki są słabe. Zawsze. Jeśli zawaliłeś, i tłumaczysz to osobie znajdującej się w posiadaniu choćby kilku szarych komórek, ona domyśli się, kiedy ściemniasz, a kiedy naprawdę zdechł Ci chomik i długo płakałeś. Jeśli jesteś leniwy, doskonale wiesz, jak łatwo znaleźć wytłumaczenie swojego bumelanctwa. Są dwie drogi, o których już wspomniałem: albo jesteś ofiarą losu i nie zdążyłeś, nie dałeś rady, nie miałeś siły; albo jesteś panem swojego losu, kontrolujesz sytuację i zrobisz coś wtedy, kiedy podejmiesz stosowną decyzję. Która droga jest zatem lepsza? Obie są do kitu. Lenistwo to lenistwo. Doskonale ujął to Andrzej Sapkowski: powiedział on, że pisanie powieści to nie...

Read More
Wiosna Świadków Jehowy?
Kwi06

Wiosna Świadków Jehowy?

Wraz z wiosną na ulicach Katowic pojawiły się charakterystyczne stanowiska z obstawą – to Świadkowie Jehowy prowadzą agitację. Czynią to spokojnie i bez przeszkód. Czy powinno tak być? CIUTKĘ HISTORII Świadkowie Jehowy wyłonili się w okolicach 1910 roku z Ruchu Badaczy Pisma Świętego, konkretnie z grupy przewodzonej przez Charlesa T. Russella. Już za jego czasów powstało wydawnictwo „Strażnica” („Watch Tower”), a nauki Badaczy były rozpowszechniane wyjątkowo szeroko na przykład za pomocą filmów ze zsynchronizowanym dźwiękiem (w 1914 była to nowinka!). Już wtedy głoszony, że zbliża się koniec świata – pierwszą taką data był rok 1878, jednak już w 1881 Russel musiał tłumaczyć swoim uczniom, że to był jedynie moment, gdy odrzucono „nominalnie chrześcijańskie” Kościoły a koniec świata właściwy nastąpi w roku 1914. Wtedy jednak okazało się, że Chrystus jedynie objął panowanie w niebie. W 1917 roku zmarł Russell i Joseph Franklin Ruthenford przejął przewodnictwo nad wspólnotą, zmieniają jej nazwę na „Świadkowie Jehowy”, a konkretnie „Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy'. W roku 1918 wyznaczył on rok 1925 jako datę zmartwychwstania biblijnych proroków i zarządził budowę dla nich dziesięciopokojowej willi z basenem – Bet-Sarim. Niestety, jako że Abraham z potomkami nie zgłosili się po odbiór nieruchomości, Ruthenford używał jej jako domku zimowego i siedziby organizacji. Takich końców świata można naliczyć całkiem sporo: 1878, 1917, 1975, 200, a ostatnio pojawiają się pogłoski, jakoby tak, jak po 120 latach od zapowiedzi u Noego Bóg zesłał Potop, tak w 2034, po 120 latach od zapowiedzi u Russella (1914) przyjdzie Chrystus. Jeszcze w 1933 niemieccy Świadkowie wysłali do Hitlera list, w którym potwierdzali wielką zgodność z rządem narodowo-socjalistycznym i wrogość wobec Ligi narodów i angloamerykańskiego imperium. Mimo tych aktów podległości II Wojna Światowa przyniosła prześladowanie ze strony nazistów, co było efektem odmowy służby wojskowej, czy nawet zwijania bandaży dla wojska. Wrogość wobec spadkobierczyni Ligi Narodów, ONZ znalazła swój wyraz w nauce, jakoby organizacja ta była szkarłatną Bestią z Apokalipsy. Ta, głoszona od co najmniej 1942 roku nauka, nie przeszkadzała Towarzystwu Strażnica zapisać się na listy organizacji pozarządowych przy ONZ w 1991 roku. Jeszcze w 2000 roku w książce „Proroctwo Izajasza” dało się przeczytać: „Dosiada ona [nierządnica ‚Babilon Wielki’] bestii barwy szkarłatnej, która mi siedem głów i dziesięć rogów (Objawienie 17:3,5,7-12). Bestia ta przedstawia Organizację Narodów Zjednoczonych.”. To członkostwo zostało ujawnione w roku 2001 i rzekomo było efektem pragnienia dostępu do bibliotek ONZ. Cóż, Bestii trzeba pilnować… BŁĄD JUŻ W NAZWIE Sztandarowym punktem nauczania Świadków jest używanie promowanej przez nich wersji wymowy tetragramu (JHWH) – Jehowa. Skąd się wzięło słowo „Jehowa”? Z błędu i niedouczenia. Żydzi nie wymawiali zapisanego w formie tetragramu Imienia Bożego, lecz podczas czytania zastępowali je słowami Pan – Adonai lub Bóg – Elohim....

Read More
Kodeks dziennikarza
Lut22

Kodeks dziennikarza

Wbrew pozorom dziennikarze mają zasady. Są one zawarte w prawie prasowym. Jako że różni redaktorzy trzymają się rozmaitych reguł – bo są również i te niepisane w każdej redakcji – warto zapoznać się z tymi zapisanymi, które obowiązują każdego dziennikarza. Każdy, kto rozpoczyna pracę w tym zawodzie albo chciałby to zrobić, musi przeczytać ustawę Prawo prasowe. Obojętnie, co sobie potem o niej pomyśli, ale znać musi. Dziennikarza powinien zainteresować też drugi podobny akt prawny – ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Uzupełni ona jego wiedzę przede wszystkim w kwestii plagiatów i tego, co z nimi związane. Prawo prasowe to stary akt prawny – został on przyjęty w 1984 r., a więc jeszcze w PRL-u, a później był tylko nowelizowany. Mimo że ta ustawa nie powinna rodzić pola do interpretacji, to jednak… znajdzie się w niej kilka niedookreśleń, z których dziennikarze chętnie korzystają, a których prawnicy nie zmienią, bo są dla wszystkich wygodne. PODSTAWOWY SZACUNEK Ustawa przywołuje 3 bardzo ważne zasady, bez których nie można mienić się dziennikarzem. Są to zasady zapisane, ale nie ma chyba redakcji, w której nie byłyby one po prostu oczywistością. Redaktor musi „zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło”, ponadto należy do jego obowiązków ochrona „działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie” i dbanie o poprawność językową między innymi poprzez nieużywanie wulgaryzmów (art. 12). Dziennikarz nie ma obowiązku podania danych informatora i w redakcjach jest na to kładziony duży nacisk – wręcz jest to zabraniane. Sam redaktor powinien oczywiście znać te dane (nie brać pod uwagę anonimów), jednak jeśli taka osoba sobie tego życzy, należy zachować je tylko i wyłącznie do wiadomości redakcji. Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie często nie chcą podawać swojego nazwiska, ale w momencie informowania ich, że nie będzie one opublikowane, zgadzają się przedstawić. INFORMACJA PUBLICZNA Każdy obywatel ma prawo dostępu do informacji publicznej – gwarantuje mu to ustawa z 2001 r. o podobnej nazwie. Dziennikarze, działając w interesie obywatela, mogą przekazywać wszelkie informacje dotyczące działalności organów publicznych lub pełniących funkcje publiczne. Mogą np. prześwietlać oświadczenia majątkowe urzędników państwowych (co zwykle robią, dodając do tego kąśliwy komentarz) i relacjonować posiedzenia rad wszystkich szczebli – krajowych, wojewódzkich, powiatowych, miejskich, gminnych. Radny nie może zakazać dziennikarzowi robienia mu zdjęć podczas sesji Rady Miejskiej, nikt też nie może wytknąć mu cytowania i nagrywania wypowiedzi wszystkich osób uczestniczących w takim zebraniu. Prawo prasowe mówi, że przedsiębiorcy i „podmioty niezaliczone do sektora finansów publicznych” (osoby prywatne, firmy) oraz instytucje „niedziałające w celu osiągnięcia zysku” (fundacje, stowarzyszenia) muszą udzielać prasie informacji o swojej działalności, o ile...

Read More
Dyktat umowy społecznej
Lut22

Dyktat umowy społecznej

Co jakiś czas powraca w dyskusjach nad prawem czy moralnością hasło „umowa społeczna”. Zdaje się ona być swoistym dogmatem po wielu stronach sceny politycznej. Czy słusznie? Umową społeczną zajmowali się filozofowie wszystkich niemal epok. Miała być ona źródłem prawa, jego zaczątkiem, metodą utrzymania porządku społecznego… Czy jednak nie jest ona czasem stawiana na piedestale wyższym niż na to zasługuje? Pytanie to wynika z dwóch źródeł: pierwsza, to moja rozmowa na twitterze z dwoma panami, liberałami na temat aborcji, druga – wywiad, jakiego Onetowi udzieliła pani Bratkowska. Pierwsi twierdzili, że kwestię uczłowieczenia płodu może dyktować prawo w oderwaniu od nauk empirycznych, bo prawo nie z nimi nic wspólnego, za to ważna jest umowa społeczna. Pani Bratkowska zaś oskarżała biskupów o to, że prezentują swoje poglądy bez podparcia autorytetem (a jakże) umowy społecznej. Obrona mniejszości Zaskakującym jest sposób, w jaki na umowę społeczną powołują się zwolennicy idei raczej niszowych. Wybory w ubiegły roku pokazały, że lewica ma na razie w Polsce pod górkę, podobnie jak zwolennicy prawa minimalnego, stanowiącego jedynie gwarancję wykorzystania pełnych i niczym nieograniczonych swobód obywatelskich. Tak więc, lewica obyczajowa domaga się, by prawo opierało się na konsensusie, a nie obiektywnych źródłach naszej wiedzy o ludzkiej kondycji i biologii. Tylko taki układ gwarantuje zwolennikom aborcji, homoseksualizmu czy seksualnego wyzwolenia jakąś podstawę do wysuwania postulatów prawnych. Jeśli coraz więcej danych wskazuje na to, że się mylą, muszą odnosić się do opinii społecznej jako autorytetu nadrzędnego w demokracji. Niestety, bardzo często lewicowiec nie potrafi uwierzyć w to, że opinia społeczna nie jest skłonna umówić się tak, jak on chce. Z kolei dla liberałów umowa społeczna nabiera znaczenia symbolu, gdyż odrywa jednostkę od jakiegoś wyższego autorytetu, który narzucałby jednoznaczny kanon postępowania. Dane społeczeństwo może po prostu ustalić, jakimi zasadami będą się kierować jego członkowie. W ten sposób każdy jest wolny do znalezienia sobie takiej społeczności, która by mu odpowiadała, a jeśli zmienią się warunki, społeczność może dostosować do nich zasady moralne. Normy moralne ustalane są przez ludzi, którzy ewentualnie mogą odnieść się do Boga, ale nie mogą narzucić jej nikomu. Kto się umawia? Cały problem umowy społecznej rozbija się o twardy i niewzruszony mur realiów. Spytajmy na początek: co to jest „społeczeństwo”? Możemy otrzymać wiele odpowiedzi, ale na potrzeby dyskusji o umowie społecznej przyjmijmy, że społeczność oznacza grupę ludzi związanych pewną wspólną cechą, na przykład żyjących według tych samych zasad lub na tym samym terenie. Z tym, że tutaj można zauważyć rozbieżność teorii z praktyką. Czy Polacy są społeczeństwem – żyją wszak na jednym terenie i podlegają jednemu prawu? A jednak są miejsca i grupy, gdzie to prawo w sumie nie obowiązuje. Państwo stara się takie miejsca eliminować, a jednak nie jest...

Read More
Co będzie z małymi szkołami?
Lut22

Co będzie z małymi szkołami?

Rządzący zapowiedzieli 2 najważniejsze zmiany w oświacie – powrót 7-latków do pierwszych klas i likwidację gimnazjów. Pierwszą doprowadzili już do skutku, więc możemy się spodziewać, że i druga niedługo stanie się rzeczywistością. Komu to nie pasuje? Nie tylko hejterom i internetowym ekspertom od wszystkiego. Krzywią się również dyrektorzy małych szkół i włodarze niewielkich gmin. Nowelizacja ustawy o systemie oświaty to ulga dla rodziców, bo o to przecież niedawno walczyli, jednakże nie dla wszystkich – prawdopodobnie stracą na tym rodzice mieszkający w miasteczkach i na wsiach. Uchwalone niedawno nowe przepisy oraz te, które póki co są przedmiotem teoretycznych rozważań (chodzi o powrót 8-klasowej podstawówki), sygnalizują 3 problemy czekające każdą polską – a najbardziej małą – gminę. Między innymi będą to zwolnienia nauczycieli i pozostałych pracowników gimnazjów czy brak odpowiednich warunków lokalowych, ponieważ szkoły podstawowe dopiero co zostały zaadaptowane na potrzeby 6-latków. Jako kolejny problem można wskazać koszty finansowe związane z ponowną adaptacją podstawówek dla starszej młodzieży (15-16 lat) i wypłacaniem pensji nauczycielom, którzy wezmą urlop na poratowanie zdrowia. – Nie ma reformy bez kosztów – mówił Leonard Pietruszka, wójt gminy Komprachcice na Opolszczyźnie. – Nie wszyscy znajdą pracę. Znam sytuację kadrową w gimnazjum w Komprachcicach i w moim przekonaniu co najmniej 50% nauczycieli straci pracę. Dla mnie każda placówka oświatowa to zespół ludzi – od woźnego, konserwatora, przez panią sprzątaczkę aż po dyrektora. Co z nauczycielami? Każdy nauczyciel ma określone pensum, czyli liczbę obowiązkowych godzin pracy. Włączenie dodatkowych 2 roczników uczniów w struktury małej podstawówki na początku sprawi, że wprawdzie nauczyciele będą mieli kilka nadliczbowych godzin, ale dyrektorowi placówki nie będzie opłacało się zatrudnianie nowego pedagoga. Zofia Kotońska, dyrektor szkoły podstawowej w Polskiej Nowej Wsi (woj. opolskie), podała przykład tego, jak obecnie wygląda „godzinowa” sytuacja nauczycieli w tej szkole: – Na dzień dzisiejszy jest 18 godzin języka niemieckiego, a więc jeżeli dojdą 2 klasy szkoły podstawowej, to będzie plus 6 godzin, co daje 24. „Dziękuję, nie zatrudniam”, bo po co? Polonista ma dziś 16 godzin, dochodzą dwie klasy po 5 godzin – ma 25 i dziękuję. Matematyk ma 12 godzin, dojdą 4 – dziękuję, nie potrzebuję nauczyciela. – Słyszymy, że nauczyciele mają zagwarantowaną pracę, bowiem w rządowej ustawie znajdzie się zapis zmuszający samorządy do zatrudniania nauczycieli w podstawówkach. Czy mam podpisywać sztuczny projekt organizacyjny szkoły? – pyta wójt Komprachcic. Co z 15-latkami? W niektórych szkołach podstawówki połączone są z przedszkolami. Przed reformą oświatową w 1999 roku w tych szkołach było 8 klas, ale nie było przedszkoli. Szefowie gmin pytają: gdzie dołożymy kolejne 2 klasy? Gdzie zrealizujemy konieczność rozdzielenia 15-latka od 6-latka? – Nie wyobrażam sobie, że w pewnym momencie do szkół podstawowych wróci problem papierosów, przemocy, agresji, uzależnień, Internetu –...

Read More