Wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi
Lis04

Wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi

Tradycja pochówku cesarskiego rodu Habsburgów uświadamia nas, że w obliczu śmierci wszyscy jesteśmy równi. Po Mszy pogrzebowej, odprawianej tradycyjnie w wiedeńskiej katedrze św. Stefana, pochód z trumną zmarłego udawał się do kościoła kapucynów, gdzie w początkach XVII wieku urządzono kryptę cesarską. Po dotarciu na miejsce, mistrz ceremonii trzykrotnie uderzał laską w drzwi kościoła. Wówczas ze środka świątyni padało pytanie, zdane przez gwardiana kapucynów:  „Kto stoi na zewnątrz?”. Wówczas mistrz wypowiada długą wyliczankę tytułów zmarłego: „Cesarz Austrii, król Węgier, król Czech…” – mogła ona trwać ładnych kilka minut. „Nie znam kogoś takiego” – odpowiada gwardian i ani myśli otworzyć drzwi. Mistrz ceremonii znów uderza laską w drzwi świątyni. Na pytanie „Kto stoi na zewnątrz?” powtarza tytulaturę osoby zmarłej, tym razem krótszą, dodając do niej informacje o pozostałych jej zasługach. Kapucyni są niewzruszeni: „Nie znam kogoś takiego”. Po raz kolejny słychać trzy uderzenia laski o drzwi oraz pytanie gwardiana, na które mistrz ceremonii podaje imię zmarłego, dodając: „ śmiertelny, biedny grzesznik”. Wówczas drzwi otwierają się i kapucyni zapraszają wiercnych wraz z ciałem zmarłego do swej świątyni. Rytuał ten jest bardzo symboliczny: władza, chwała i bogactwo tego świata nic nie znaczą przed Bogiem, wobec którego wszyscy jesteśmy potrzebującymi miłosierdzia grzesznikami.   Filmowy pogrzeb arcyksięcia Rudolfa (1889 r.)   Pogrzeb arcyksięcia Ottona, syna ostatniego cesarza Austrii, Karola (2011...

Read More
Święci nie od zawsze święci
Lip10

Święci nie od zawsze święci

Chyba dla większości ludzi świętość jest czymś nieosiągalnym, wręcz mitycznym. Czymś, do czego dochodzą tylko nieliczni, a jeśli już, to zapewne byli od samego początku życia prze Boga wybrani i szczególnie umocnieni. Dla wielu święty = bezgrzeszny, idealny od poczęcia do śmierci. Śledząc życiorysy wielu świętych Kościoła dojdziemy jednak do wniosku, że bywało wręcz przeciwnie… Zacznijmy od klasyków, znanych chyba każdemu, kto bywa co niedziela w kościele i uczęszczał w szkole na religię. „Szaweł siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów”, jak podają Dzieje Apostolskie. Uczony Faryzeusz, obywatel rzymski, gorliwie i z przekonania ścigający chrześcijan, posiadający specjalne pozwolenie arcykapłanów na ściganie i więzienie wszystkich wyznawców nowej religii. Nagle – cud! Pod Damaszkiem zostaje przez Boga dosłownie powalony na ziemię. Przez trzy dni pozostawał niewidomy, aż Pan przysłał do niego chrześcijanina, Ananiasza, który położył na nim ręce. Paweł odzyskał wzrok, został chrześcijaninem i Apostołem Narodów, napisał wiele listów, które znalazły się w Nowym Testamencie i wyprawił się na kilka podróży misyjnych po świecie. Zginął śmiercią męczeńską przez ścięcie między 64 a 67 r. n. e. w Rzymie. Święty Augustyn – wychowany w kulturze rzymskiej, erudyta, filozof neoplatoński, pisarz. Przyszedł na świat w 354 r. w Tagaście, w rządzonej wówczas przez Rzymian Afryce Północnej. Przez pewien czas był zwolennikiem manichejczyków (sekty wierzącej, że w świecie toczy się nieustanna walka równych sobie sił – dobra, reprezentowanego przez siły duchowe, ze złem, reprezentowanym przez materię), żył bez ślubu z kobietą, z którego to związku doczekał się nawet syna. Potem poznał chrześcijan, w tym późniejszego doktora Kościoła, biskupa Mediolanu Ambrożego, wreszcie przyjął chrzest. Przełomowe było dla niego pewne zdarzenie – gdy odpoczywał w ogrodzie, usłyszał jak jakieś dziecko powtarzało „weź i czytaj”. Te słowa tak go tknęły, że chwycił leżące nieopodal Pismo Święte. Otworzył akurat na fragmencie listu do Rzymian, w którym św. Paweł pisze „żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.” Można powiedzieć, że dopiero dzięki tym słowom został prawdziwym wyznawcą Jezusa. Zmarł jako biskup północno afrykańskiej Hippony w roku 430. Dziś jest czczony jako jeden z ojców i doktorów Kościoła, a jego pisma, takie jak „O Trójcy Świętej”, „Państwo Boże” czy „Wyznania” wniosły bardzo wiele do rozwoju chrześcijańskiej teologii. Równie dobrze znany św. Franciszek z Asyżu (1181 lub 1182 -1226 r.), jeden z najbardziej znanych i popularnych świętych, w młodości miał niezbyt wiele wspólnego ze świętością. Interesowało go raczej brylowanie w towarzystwie miejscowej młodzieży, zdobywanie wyrazów uznania i zachwytów nad własną osobą. Powodowany chęcią zdobycia sławy, wybrał się nawet na dwie wyprawy wojenne. Podczas drugiej...

Read More
Piotr – marzenie o potędze, cz. 2
Kwi13

Piotr – marzenie o potędze, cz. 2

Piotr uznał, że nie będzie silnej Rosji bez dostępu do morza i rozprawienia się ze śmiertelnymi wrogami, jakim była Turcja i Szwecja. Najpierw rozpoczął reformę wojska, ogłaszając dożywotnią służbę wojskową, ogłaszając powszechny pobór i reformując stały podział rekrutów na pułki. Zatrudniał cudzoziemców z Zachodu jako dowódców i inżynierów, sprowadzał broń, armaty i wszelkie potrzebne wojsku sprzęty z Holandii, Niemiec czy Anglii. Właściwie przez kilka lat prowadził jedne wielkie manewry wojskowe. Wreszcie postanowiono zaatakować Turcję i zdobyć Azow, ważny port nad morzem Azowskim, który miał zostać oknem Rosji na Morze Czarne, a dalej także Śródziemne, ułatwiając kontakty z resztą Europy. Oblężenie w 1695 roku nie udało się, jednak już rok później zdobyto silnie ufortyfikowane miasto i państwo Piotra wreszcie posiadało nadmorski port z prawdziwego zdarzenia. Do tej pory car musiał zadowolić się zimnymi brzegami dalekiej północy i portem w Archangielsku – tam zresztą na jego polecenie zbudowano pierwszy rosyjski okręt pełnomorski– nie nadawał się on jednak na łącznik Rosji z wielką cywilizacją. Teraz wszystko w jego państwie miało ulegać zmianom, których nikt nie zdołał zatrzymać. Ambitnemu władcy mało było wiedzy i doświadczenia cudzoziemców, przebywających w Rosji. Postanowił sam udać się do zachodniej Europy aby na własne oczy zobaczyć, jak funkcjonują tamtejsze państwa i społeczeństwa. W 1697 roku wyruszyło z Moskwy wielkie, dwustuosobowe Wielkie Poselstwo pod oficjalnym przywództwem trzech ambasadorów, z których głównym przedstawicielem Rosji był Franz Lefort, dawny towarzysz i zaufany Piotra. Sam car również wziął udział w poselstwie, ale zwiedzał zachód incognito, jako Piotr Michajłow, szeregowy członek poselstwa. Ku jego złości szpiedzy donieśli władcom Europy, że car osobiście wyprawia się na zachód, dzięki czemu jego pobyt był praktycznie wszędzie tajemnicą poliszynela. Trudno zresztą było go nie zauważyć – o głowę wyższy od pozostałych członków misji, zainteresowany wszystkim, co nowe, wszystko chciał zobaczyć, dotknąć, o wszystko dopytywał. Razem z poselstwem zwiedził Rzeczpospolitą, kraje niemieckie, Niderlandy, Anglię, spotkał się m. in. z elektorem brandenburskim Fryderykiem, królem Polski Augustem II, cesarzem niemieckim Leopoldem I, królem Anglii i stadhouderem (władcą) Niderlandów Wilhelmem III. Żadnego z nich nie namówił na świętą wojnę przeciwko Turcji, której plany snuł od lat, udało mu się jednak pozyskać wielu kupców, inżynierów, naukowców czy wojskowych, którzy zgodzili się na osiedlenie w Turcji. Zakupiono wiele ksiąg, dzieł sztuki, narzędzi i broni, które miały unowocześnić Rosję. Posłowie zwiedzali uniwersytety, obserwatoria, zbrojownie, mennice, biblioteki, osobiście obserwowali, jak funkcjonuje władza w krajach zachodnich, np. przysłuchiwali się obradom Angielskiej Izby Gmin. Sam Piotr w trakcie poselstwa zdobył wykształcenie jako artylerzysta, a nawet pracował jakoś szeregowy cieśla w stoczni amsterdamskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Mieszkał razem  innymi robotnikami, z nimi spędzał czas, i choć oczywiście nie ujawnił swojego prawdziwego nazwiska, każąc nazywać się „cieślą Piotrem”, wszyscy doskonale...

Read More
Ewangelia i śrubokręt
Sie13

Ewangelia i śrubokręt

Pamiętam, że kiedy prowadziłem zajęcia z młodzieżą na temat naszego powołania do świętości, pewien sympatyczny chłopak powiedział mi, że nie chciałby zostać osobą świętą. Jego pasją były komputery. Obawiał się że praktykując modlitwę i ascezę nie miałby czasu na rozwijanie swoich zainteresowań. Z pewnością zdziwiłby się gdyby odkrył, że umysły rozważające Ewangelię, dokonywały przełomowych odkryć, a ręce nawykłe do różańca czy brewiarza, montowały maszyny, jakich świat dotąd nie widział! Chiny. Od 1659 r. na dworze cesarza Kangxi przebywa niezwykły gość z Europy. To belgijski jezuita, ojciec Ferdinand Verbiest który zajmował się astronomią, geografią oraz badaniami i doświadczeniami z zakresu fizyki. Kiedy pokonał swego chińskiego konkurenta w konkursie astronomicznym, został mianowany nadwornym matematykiem cesarskim. Około roku 1678 o. Verbiest konstruuje pierwszy w historii pojazd mechaniczny.     Jego urządzenie działało na zasadzie niewielkiej i prostej turbiny parowej. Składało się z drewnianej ramy (podwozia) długości ok. 60 cm, ustawionego na nim metalowego kociołka, napełnionego wodą, umieszczonego nad paleniskiem z węglem. Kociołek posiadał wysunięty ustnik, z którego wydobywający się strumień pary napędzał – poziomo ustawione nad tylną osią – koło zębate. Koło za pośrednictwem prostej przekładni przenosiło napęd na oś tylnego koła. Do ramy doczepiono z przodu piąte koło, które pozwalało na kierowanie modelem. Podobno owe urządzenie mogło jeździć przez około godzinę. Ojciec Ferdinand nazwał swój pojazd "gorący wiatr" i opisał w pracy Astronomia Europea, wydanej po chińsku a potem w 1687 r. po łacinie. Jazda próbna prototypu o długości 60 cm miała miejsce w 1679 roku w ogrodach pałacu cesarskiego w Pekinie i zachwyciła władcę Państwa Środka. Według niektórych źródeł, jezuita zbudował nie tylko prototyp ale także pojazd normalnej wielkości, którym jeździł po ulicach Pekinu. Co ciekawe, Verbiest utrzymywał kontakt korespondencyjny z królem Janem III Sobieskim, który próbował nawiązać stosunki dyplomatyczne z Chinami. Sobieski przesłał cesarzowi Kangxi za pośrednictwem Verbiesta swój portret, w zamian otrzymał napisaną przez cesarza odę i dwa wazony z porcelany. Historia ojca Ferdinanda to nie ostatni przypadek mężczyzny który miał serce oddane Bogu i ręce zaprawione w majsterkowaniu. Gdy w XIX wieku często zdarzały się eksplozje kotłów parowych, a ludzie żyli w ciągłym zarożeniu, szkocki duchowny Robert Stirling postanowił znaleźć bezpieczniejszą alternatywę.    W 1816 r. opatentował całkiem sprytny wynalazek zwany silnikiem Stirlinga. Na Wikipedii można zobaczyć ruchome animacje ukazujące sposób działa różnych wariantów takiego silnika, który  w ogóle nie wymaga spalania, gdyż wykorzystuje różnicę temperatur między dwoma cylindrami wypełnionymi gazem. Mimo upływu lat, wynalazek duchownego nie odszedł do lamusa. Silnik Stirlinga był wykorzystywany m.in. w agregatach prądotwórczych. W latach 80. szwedzka firma Kockums zamontowała silniki Stirlinga do kilku okrętów podwodnych, gdzie służą jako źródło energii pracujące bez dostępu do powietrza. W XXI wieku zainteresowanie wzbudziły jednostki tzw....

Read More
Podróż poza krańce świata
Lip14

Podróż poza krańce świata

W wyniku jednej z wielu wojen toczonej między Wenecją a Genuą w genueńskiej celi spotkało się dwóch mężczyzn. Cóż mieli do roboty? Niewiele, poza snuciem opowieści. Jeden z mężczyzn pokusił się o nie lada historię, którą drugi spisał. W efekcie do dziś uczeni się zastanawiają, czy żyjący na przełomie XIII i XIV wieku Marco Polo rzeczywiście dotarł lądem do Chin, czy po prostu był cwanym bajkarzem, który zręcznie wykorzystał i posklejał ze sobą opowieści zasłyszane u innych podróżników. Spisane ręką Rusticella z Pizy opowieści Polo, znane są dziś pod tytułem „Opisanie świata”. Sam bohater miał pochodzić z rodziny o podróżniczych tradycjach. Jego ojciec Niccolo i stryj Matteo byli weneckimi kupcami, co sprzyjało rzecz jasna dalekim podróżom. Mieli oni w latach sześćdziesiątych XIII wieku udać się w celach handlowych do Cathay (Chiny). Ekspedycję powtórzyli 10 lat później, zabierając ze sobą młodego Marca. Przez 24 lata mieli przebywać na dworze Kublaj Chana, mongolskiego władcy Cathay, gdzie zajmowali wysoką pozycję. Udało im się również zdobyć fortunę na handlu z tubylcami. Chan rzekomo bardzo ufał podróżnikom, czego dowodem mają być wielokrotnie zlecane mu misje w Indiach, Birmie czy Cejlonie. Marco Polo twierdził, że był pierwszym Europejczykiem, który dotarł do Chin, co jednak nie do końca odpowiada prawdzie. Dwadzieścia lat przed pierwszą podróżą do Chin ojca i stryja Marco Polo, na zlecenie papieża Innocentego IV z misją ewangelizacyjną do imperium Mongołów wyruszyło dwóch franciszkanów: Giovanni di Piano de Carpini i pochodzący z Polski Benedykt Polak. Oprócz ewangelizacji , mieli oni za zadanie sprawdzić możliwość zawarcia sojuszu z Mongołami przeciwko muzułmanom. Opis zwyczajów i mijanych krain zawarli w księdze Liber tartarorum. Państwo Mongolskie w XIII wieku odwiedziło dwóch innych braci mniejszych, Wilhelm z Rubryk i Bartłomiej z Cremony. Niektórzy badacze sądzą, że Marco Polo w swoich opowieściach wykorzystał fragmenty relacji franciszkanów. Wiedzę do stworzenia opowieści o swojej podróży mógł Marco Polo zaczerpnąć również z relacji nestoriańskiego mnicha, a zarazem dyplomaty, Bar Saumy. Urodzony w Chinach zapragnął wieść życie pustelnicze. Po kilku latach podjął pielgrzymkę do Jerozolimy, jednak z powodu wojny dotarł on wraz ze swoim uczniem do Bagdadu, gdzie zostali uroczyście przyjęci przez władze miasta i tamtejszą nestoriańską społeczność. Bar Sauma kontynuował później swe podróże, w skutek czego zmierzył prawie cały znany ówcześnie świat, od Pekinu aż po Rzym i Paryż. Pierwsza podróż Matteo i Niccolo odbyła się przed narodzinami Marca. Prowadzili oni faktorię swojego rodu w Konstantynopolu, jednak biznes kiepsko szedł. Postanowili wrócić do Wenecji, co okazało się niemożliwe z powodu trwającej wojny, bracia więc wyruszyli dalej na wschód, szukając tam lepszej okazji do zarobku. Przenieśli się początkowo do Sudaku na Krymie, lecz i tam interes nie szedł zbyt dobrze. Kontynuując podróż dotarli na...

Read More
Niewyjaśniona śmierć Staszka Pyjasa
Maj07

Niewyjaśniona śmierć Staszka Pyjasa

Katastrofy lotnicze, niewyjaśnione morderstwa, tajemnicze samobójstwa – długa jest lista zgonów III RP. Kim byli za życia? Jakie informacje posiadali? Komu mogli zaszkodzić? Kto jest odpowiedzialny za ich śmierć? Zginęli ludzie w mniejszym lub większym stopniu związani z teraźniejszą władzą, pełniący istotne funkcje w rządzie czy instytucjach rządowych. Niekiedy zabójstwa zmieniają się w całą serię zabójstw dotyczących jednej sprawy. Pozostają  niewyjaśnione.  Mordercy wciąż są na wolności. A kiedy ktoś zaczyna pytać i dociekać, to najczęściej naraża się na kpiny albo zostaje obwołany wyznawcą teorii spiskowych. Tymczasem policjanci opieszale prowadzą śledztwa, prokuratorzy ignorują oczywiste dowody, a po zamknięciu sprawy często po prostu je utajniają. Postanowiłam unaocznić naszym czytelnikom pewne sprawy i zebrać w cykl wszystkie te niewyjaśnione sprawy. Nie da się jednak mówić o III Rzeczpospolitej bez zrobienia kroku w tył. I przypomnienia o potwornych mordach z czasów PRL-u. Staszek Pyjas – zagadkowa śmierć PRL rzuca na nas bardzo długi cień, dlatego pozwolę sobie zacząć mój wywód od niewyjaśnionej do dziś śmierci Stanisława Pyjasa. Sprawa jest mi bliska , bo dotyczy młodego studenta, który tak jak ja mieszkał  w Krakowie. Jest to również w pewien sposób sprawa osobista. Moja mama, kiedy rozpoczynała studia w Krakowie miała okazję znać jego przyjaciół oraz tych, którzy go zdradzili, jak Lesław Maleszka (ps. „Ketman”). Od 37 lat sprawa zagadkowej śmierci Pyjasa wciąż pozostaje niewyjaśniona.  Próby rozwiązania sprawy podejmowane były przez prokuraturę oraz IPN wielokrotnie, jednak bez oczekiwanego rezultatu. W 2010 r. nawet ekshumowano szczątki Staszka Pyjasa. Biegli jednoznacznie potwierdzali wersję, że przyczyną śmierci był upadek z wysokości co najmniej 7 metrów.  Czy i kto mógł mu w tym pomóc prawdopodobnie już się nie dowiemy.     7 V 1977 roku, w godzinach porannych ciało Staszka Pyjasa znaleziono w bramie przy ulicy Szewskiej 6 w Krakowie. Jego ówczesny przyjaciel, a dziś znany pisarz i publicysta, Bronisław Wildstein widział go zaraz po śmierci.  – Miał zmasakrowaną twarz, zmasakrowane ciało. To była twarz człowieka zatłuczonego. Był bity nie tylko pięścią, otrzymał liczne ciosy kastetem lub jakimś metalowym przedmiotem. – mówił później. Staszek Pyjas wraz z Wildsteinem i Lesławem Maleszką byli działaczami Studenckiego Komitetu  Solidarności (SKS). Informację o nim bezpieka uzyskiwała dzięki donosom tego ostatniego TW „Ketmana”. Śmierć Pyjasa wywołała studenckie demonstracje. Tak zwane Czarne Juwenalia zakończyły się Czarnym Marszem. Pod Wawelem odczytano deklarację założycielską SKS. MO prowadzi śledztwo  Śledztwo podjęte w roku 1977 umorzono, uznając śmierć Pyjasa za nieszczęśliwy wypadek. Prokuratura stwierdziła, że pijany student potknął się o nierówność posadzki,  a po upadku zachłysnął i udusił własną krwią. Sekcję zwłok przeprowadzało dwóch adiunktów, których kompetencje pozostawiają wiele do życzenia. Prof. Zdzisław Marek, ówczesny kierownik Katedry w Zakładzie Medycy Sądowej, który podpisał się pod ekspertyzą swoich podwładnych został pozbawiony swojej...

Read More
Bądź Wola Twoja
Maj04

Bądź Wola Twoja

Spogląda ze zdjęcia głębokim, przenikliwym wzrokiem. Jednak w jego spojrzeniu nie ma krytyki. Wzbudza ufność. Lekki uśmiech zaprasza do rozmowy. Czujesz, że w tym człowieku jest wielka mądrość duchowa. Jakie więc musiał robić wrażenie w obcowaniu na żywo! Pytam o ks. Tadeusza Fedorowicza swoją mamę; od razu odpowiada z pewnym nabożeństwem: „to był wspaniały człowiek!”. I rzeczywiście, ciągnęły za nim tłumy. Dla wielu ludzi był przewodnikiem i powiernikiem duchowym, przyjacielem – w tym dla samego świętego Jana Pawła II. Co roku gościł u niego w Watykanie, a pomiędzy tymi spotkaniami prowadzili korespondencję. Ks. Fedorowicz był również spowiednikiem papieża. Ksiądz Tadeusz Fedorowicz kojarzony jest przede wszystkim z ośrodkiem dla niewidomych  w Laskach (artykuł o Laskach można znaleźć w numerze VI). Spędził tam bowiem niezwykle aktywne pół wieku wspierając i kierując na dobre tory rzesze Polaków. Jego oddziaływanie sięgało daleko poza to miejsce. Był oddany drugiemu człowiekowi. Do tego właśnie zawsze zachęcał – aby życie było dobrowolną służbą, której motywem jest Bóg. „Szczęśliwi, którzy zrozumieli, że większym szczęściem jest dawać niż brać i służyć niż być obsłużonym – znajdą prawdziwe szczęście”. Taką  jego myśl odnajdujemy w książeczce „Błogosławieństwa dla tych, którzy mają trochę zmysłu humoru i szukają mądrości”. Swą posługę podejmował z radością. Do tego też namawiał: „Szczęśliwi, którzy nic nie muszą, a za to niejednego świadomie chcą – zaznają prawdziwej wolności”. Tadeusz Fedorowicz pochodził z dość zamożnej rodziny mieszkającej na Kresach. Jak w wielu polskich domach, wychowywany był zarówno w głębokiej wierze i patriotyzmie, jak i wielkim szacunku dla każdego człowieka – zwłaszcza dla ludzi prostych czy służby. Z dziewięciorga rodzeństwa aż troje rozpoczęło życie konsekrowane, oprócz Tadeusza również Aleksander (o którym do tego numeru pisze Sara Nałęcz-Nieniewska). Tadeusz otrzymał powołanie w wieku 29 lat. Wcześniej ukończył prawo na Uniwersystecie Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie, działając w ruchu akademickim „Odrodzenie”, poznał swoich przyszłych najbliższych przyjaciół: Jana Szeptyckiego, Stefana Swieżawskiego i o. Michała Czartoryskiego. W kolejnych latach służył w Dywizjonie Artylerii Konnej Szkoły Podchorążych we Włodzimierzu Wołyńskim. Sam mówił później o sobie, że jako młody człowiek był niecierpliwy, porywczy i musiał włożyć w siebie wiele pracy. Taki właśnie energiczny, młody wojskowy otrzymał święcenia kapłańskie 28 czerwca 1936 r. Odprawił mszę prymicyjną w niezwykłym gronie: manduktorem był ks. Władysław Korniłowicz, którego proces beatyfikacyjny jest w trakcie postępowania, diakonem błogosławiony o. Michał Czartoryski. Do mszy świętej służyli: Aleksander Fedorowicz i Jan Cieński, będący ówcześnie  klerykami. Zmarli w opinii świętości. To wspaniałe środowisko lwowskie okresu międzywojennego daje pewne wyobrażenie tego, że Lwów był wtenczas dla Polski centrum duchowym i kulturalnym. Niedługo potem, w 1940 r., podczas masowych wywózek Polaków na Sybir, poprosił o zgodę arcybiskupa lwowskiego na wyjazd wraz z nimi, aby pełnić tam...

Read More
Dwie średniowieczne feministki
Mar06

Dwie średniowieczne feministki

W świadomości społecznej okres średniowiecza oraz kwestia stosunku Kościoła do kobiet są często postrzegane bardzo negatywnie, jako zacofane czy wręcz nieludzkie. Tymczasem bohaterki niniejszego tekstu to inteligentne i przebojowe kobiety, które nie dość, że zostały świętymi Kościoła Katolickiego, to jeszcze za życia cieszyły się sporą władzą oraz powszechnym szacunkiem otoczenia. Udowadniają, że niektóre stereotypy nie tak trudno obalić. Hildegarda – mistyczka i naukowiec Hildegarda urodziła się 16 września 1098 roku w Rupertsbergu koło Bingen w domu frankońskiego rycerza Hildeberta von Bermersheim i jego żony Mechtyldy. W związku z tym, że była ich dziesiątym z kolei dzieckiem, rodzice postąpili z nią zgodnie z prawem dziesięciny – a więc oddali na służę Kościoła. Już w wieku ośmiu lat odesłano ją do Disibodenbergu na nauki do mniszki Judyty, przeoryszy tamtejszych benedyktynek, która miała zaszczepić w niej życie zgodne z regułą świętego Benedykta. Później duży wpływ wywarł na niej także spowiednik, a później sekretarz – ojciec Volmar, nauczyciel z tamtejszego klasztoru benedyktynów. Słaba fizycznie i mająca częste problemy ze zdrowiem, Hildegarda w trakcie nauki odznaczała się ponadprzeciętną inteligencją, wiedzę chłonęła bardzo szybko i potrafiła z niej umiejętnie korzystać. Poznała wówczas łacinę, zielarstwo i medycynę, nauczyła się liczenia, śpiewu oraz komponowania muzyki, zapewne zaczytywała się również w pismach ojców Kościoła oraz średniowiecznych autorów, których znajomość poświadczą jej późniejsze teksty. Posiadała większą wiedzę i umiejętności, niż większość ówczesnych uczonych mężczyzn. To wszystko przyniosło jej uznanie i szacunek także poza własnym klasztorem. Najlepszym tego przykładem jest fakt, że gdy w 1136 roku zmarła jej dawna opiekunka i przełożona Judyta, następczynią obwołano właśnie Hildegardę. Święta od trzeciego oku życia miewała wizje, w trakcie których rozmawiała z Bogiem. Początkowo znała je tylko siostra Judyta oraz ojciec Volmar, a większej rzeszy słuchaczy zaczęła się z nich zwierzać dopiero w momencie objęcia funkcji przeoryszy. Przełom nastąpił w 1441 roku, gdy Hildegarda ujrzała Boga, objawiającego się w ogniu i świetle, który kazał jej zapisywać wszystko to, co słyszy i widzi. Opowiedziała o tym swojemu zaufanemu spowiednikowi, który stwierdził, że taka jest wola Boża i należy ją wypełnić. Benedyktynka zaczęła wówczas spisywać dzieło, zatytułowane „Scivias”, co tłumaczy się na polski jako „Poznaj ścieżki Pana”. Ten tekst, powstały na podstawie prywatnych objawień, wywołał niemałe zamieszanie w ówczesnym Kościele – wieść o nim dotarła przez opata Disibodenbergu do Henryka, arcybiskupa Moguncji, który postanowił powiadomić o całej sprawie ojca świętego Eugeniusza III. Papież zaciekawił się działalnością nietuzinkowej mniszki i wysłał do jej klasztoru biskupa Albero z Verdun i opata Aldeberta, mających zbadać autentyczność mistycznych widzeń. Ostatecznie na soborze w Trewirze na przełomie 1147 i 1148 roku ojciec święty pobłogosławił jej misji oraz pozwolił na spisywanie i rozpowszechnianie wizji. Niemały wpływ na tę decyzję miał wielki...

Read More
Dwóch wielkich dowódców z Łączki
Lut19

Dwóch wielkich dowódców z Łączki

W sierpniu 2013 roku polskie media obiegła wiadomość o identyfikacji kolejnych ciał pochowanych na tak zwanej „łączce”, czyli w kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. IPN poinformował,  że w ramach trwających od 2012 roku ekshumacji udało się odnaleźć zwłoki zamordowanych przez PRL-owskie władze Żołnierzy Wyklętych. Wśród nich znaleźli się dwaj głośni i zasłużeni wojownicy o wolność Polski – Zygmunt Szendzielarz " Łupaszka " oraz Hieronim Dekutowski " Zapora ". Łupaszka – przedwojenny kawalerzysta Zygmunt Edward Szendzielarz urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju, w rodzinie urzędnika kolejowego Karola i Eufrozyny z Osieckich. Uczęszczał do szkół w rodzinnym mieście oraz Lwowie, lecz bardziej niż nauką interesował się jazdą konną. Ta pasja zaprowadziła go do służby wojskowej w kawalerii. Najpierw kształcił się w ramach Kursu Unitarnego w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej, skąd przeszedł do Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, gdzie przebywał od 1932 do 1934 roku, gdy został mianowany podporucznikiem. Po tym awansie został promowany na dowódcę plutonu w 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich stacjonującym w Wilnie. W ciągu służby wojskowej por. Szendzielarz jeździł konno nie tylko zawodowo, brał również udział w zawodach jeździeckich, gdzie nierzadko udawało mu się wejść na podium. W styczniu 1939 r. wszedł w związek małżeński z Anną Swolkień, zaś w listopadzie tego roku na świat przyszła ich córka Barbara. Po wybuchu II wojny światowej Łupaszka dowodził 2. szwadronem 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich, wchodzącego w skład Wileńskiej Brygady Kawalerii. Po licznych walkach Brygada została rozbita przez Niemców, a pozostali przy życiu żołnierze dołączyli do Nowogródzkiej Brygady Kawalerii gen. Władysława Andersa, z którą udali się na południe, mając nadzieję przedostać się w granice Węgier. Niestety siły przeciwnika były tak wielkie, że generał Anders postanowił rozwiązać brygadę i nakazał przebijanie się ku granicom w małych grupach. Prawdopodobnie Szendzielarz dostał się wówczas na krótko do niemieckiej niewoli, z której szybko uciekł, kierując się na Lwów, a później do Francji. Ta kolejna próba wydostani się z Polski również była nieudana, podporucznik postanowił więc wrócić do Wilna. Na miejscu dołączył do tworzących się struktur ZWZ-AK, gdzie przyjął pseudonim Łupaszka. Chciał przez to wyrazić hołd dla posługującego się nim wcześniej słynnego kawalerzysty Jerzego Dąbrowskiego, walczącego w wojnie polsko-bolszewickiej, bestialsko torturowanego i zamordowanego przez NKWD w 1940 r. W tym samym roku miał stanąć na czele osobnego szwadronu wchodzącego w skład Wileńskiego Pułku Ułanów Śmierci oraz organizować siatkę wywiadowczą działającą wzdłuż linii kolejowej Wilno-Podbrodzie-Ryga. W latach 1942-43 wycofał się z walki, przebywając w majątku rodziny żony w Szajkunach. Gdy jednak życie cywila mu zbrzydło, postanowił wrócić do konspiracji, w której miał trwać aż do śmierci. W sierpniu 1943 r. został wyznaczony przez Komendę Okręgu Wileńskiego AK na dowódcę pierwszego oddziału partyzanckiego na...

Read More
Schizofrenia historyczna Polski
Lut18

Schizofrenia historyczna Polski

Polska po rozpadzie Związku Sowieckiego i odzyskaniu niepodległości nadal boryka się z wieloma problemami. Jednym z nich jest nasze podejście do historii PRL-u dr hab. Filip Musiał, wykładowca Akademii Ignatianum – jeden z pracowników IPN’u – oprócz przedstawienia historii Żołnierzy Wyklętych, trafnie analizuje polski problem, który sam nazywa historyczną schizofrenią. O jakich ludziach mówimy używając pojęcia Żołnierze Wyklęci? dr hab. Filip Musiał: To jest trudne pytanie, dlatego, że pojęcie Żołnierzy Wyklętych ma dwa znaczenia. Pierwsze, węższe odnosi do zbrojnego podziemia powojennego, czyli do partyzantów, którzy nie złożyli broni po kapitulacji III Rzeszy w 1945 roku. Drugie, szersze – i jak się wydaje trafniejsze – obejmuje wszystkich tych, którzy nie pogodzili się z polityką Stalina, czyli z zajęciem Polski przez Armię Czerwoną oraz likwidacją legalnych władz Polski działających w konspiracji. Z tego punktu widzenia pod mianem Żołnierzy Wyklętych rozumiemy także tych, którzy walczyli z Sowietami i polskimi komunistami już od 1944 roku. Także więc tych, którzy nie złożyli broni na zajętych przez ZSRS Kresach polskich. Pod pojęciem tym będą się więc kryli działacze i żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego, działający po jego rozwiązaniu w licznych niezależnych strukturach. W pionie zbrojnym Polskiego Państwa Podziemnego będzie to więc Armia Krajowa, po jej rozwiązaniu – organizacja „Niepodległość”, zaś później Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj. Ważnymi formacjami zbrojnymi tworzonymi de facto poza strukturami polskiej podziemnej administracji będą Narodowe Siły Zbrojne oraz Narodowe Zjednoczenie Wojskowe. Jak zmieniła się sytuacja po 1945 roku? dr hab. F. M.: W wyniku konferencji poczdamskiej i uznania na arenie międzynarodowej Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej zostało rozwiązane Polskie Państwo Podziemne. Zaczął się więc nowy etap w walce zbrojnej. Oddziały nie były już działającym w konspiracji wojskiem podporządkowanym cywilnym władzom politycznym, ale stały się typową partyzantką. Idea pozostała jednak ta sama. Największą organizacją kontynuującą w prostej linii tradycję AK, a powstałą – w znacznej mierze – na bazie organizacyjnej i personalnej DSZ było Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”. Jednak założyciele WiN’u przyjmą, że drogą zbrojną niepodległości przywrócić się nie da. Zatem za cel działania postawili sobie konspiracyjną działalność polityczną, której efektem miało być zwycięstwo w wyborach, które obiecano nam w czasie konferencji jałtańskiej. Tylko, że rzeczywistość państwa komunistycznego sprawiła, że WiN nigdy nie stał się organizacją cywilną. Co składało się na tą rzeczywistość? dr hab. F. M.: Silne represje, ciągłe aresztowania. Nie można było sobie pozwolić na to, żeby te oddziały zlikwidować. Gdyby je zdemobilizowano to ich żołnierze po powrocie do domu trafiliby do więzienia. Były jednak przypadki, że z początkiem 1945, po rozwiązaniu AK oddziały były rozformowywane, ale po kilku miesiącach – w obliczu represji – ponownie się zawiązywały. Bowiem, ci którzy wrócili do domu orientowali się, że represje nie ustają pomimo przejścia...

Read More