Ryzyko, czy bezpieczeństwo?
Mar05

Ryzyko, czy bezpieczeństwo?

Jak często Drogi Czytelniku zdarza Ci się ryzykować w podejmowaniu ważnych i tych mniej ważnych decyzji życiowych? A jak często wybierasz po prostu tą bezpieczną opcję? Coś co jest już Ci znane, na czym się na pewno nie zawiedziesz. I nie mam tu na myśli nieznanego Ci wcześniej składnika na pizzy, czy nowego smaku chipsów. Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o tym czym jest ryzyko, to zapraszam do przeczytania moich przemyśleń. Z czym wiąże się ryzyko? Z wybieraniem tego, co nie jest nam znane, czego w jakiś sposób obawiamy się (co jest z resztą zupełnie naturalne, dobrze jeśli się boimy, to znaczy, że mamy zdrowe podejście do pewnych rzeczy) ale może przynieść większą korzyść, niż to co już w jakiś sposób jest przez nas poznane. Takim wyborem jest na przykład wyprowadzenie się z domu na studia do innego, nieznanego miasta. Jak często bywa tak, że przyjeżdżając gdzieś nie znamy nikogo? Ale po jakimś czasie, jeśli się już zaaklimatyzujemy w nowym miejscu i dobrze to wykorzystamy, to ile mamy z tego korzyści! Nieskończona liczba miejsc do odkrycia,  nieskończona liczba nowych ludzi do poznania, no i nieskończona liczba możliwości rozwoju osobistego związanego nie tylko z edukacją ale i rozwojem osobistym. Ale czy chodzi tylko ryzykowanie związane z przeprowadzką? Oczywiście, że nie. Powinno to dotyczyć szczególnie relacji z innymi ludźmi. I nie chodzi tu o jakąś przesadną ufność, ale o otwartość na drugiego człowieka, nie zakładanie z góry, że z jego strony może spotkać nas jakaś krzywda. Tylko, żeby nie przyszło komuś do głowy, że mam na myśli sytuację, gdzie zapraszamy do domu na herbatę pierwszą lepszą osobę z ulicy i opowiadamy jej swoją życiową historię. O nie. Chodzi o pielęgnowanie starych znajomości i poznawanie nowych ludzi, chociaż oczywiście zawsze należy pamiętać o zdrowym rozsądku. Warto mieć wielu przyjaciół, lub chociaż dobrych znajomych, a będąc zamkniętym trudno będzie takich zdobyć. Wydaje mi się, że ryzykować trzeba też w miłości (a może nawet przede wszystkim!), robiąc to oczywiście w sposób mądry z odpowiednimi osobami. Nie ważne, że czasami to zaboli, bo porażki są częścią naszej codziennej egzystencji, należy się z nimi pogodzić, a co najważniejsze popracować nad tym, żeby nie wpływały na nas w sposób negatywny. Wręcz przeciwnie! Powinny nas uczyć jak postępować w przyszłości. Porażki są dla nas ludzi tak samo ważne jak sukces, bo za każdym razem podchodząc do nich we właściwy sposób stajemy się nowymi, lepszymi ludźmi. Jestem święcie przekonany, że prawdziwą miłość można poznać tylko i wyłącznie ryzykując. Tą ludzką i tą związaną z Panem Bogiem. Wiara, to też w pewnym sensie ryzyko, więc jeśli wierzysz, to brawo, już całkiem niezły ryzykant z Ciebie. A co z karierą...

Read More
Spowiedź czy terapia?
Mar02

Spowiedź czy terapia?

„Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości, w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość! Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego!” (Ps 51) Spowiedź to jedna z dróg wyzwolenia człowieka. Daje poczucie ulgi i uwalnia od ciążących wyrzutów sumienia. Dlaczego więc ludzie szukają pomocy nie tylko u duchownego, ale i u terapeuty? Bez wątpienia spowiedź to największy dowód miłosierdzia Boga wobec człowieka. Dzięki niej każdy może dostąpić zbawienia i doświadczyć radości z oglądania Pana twarzą w twarz. Nie zawsze jednak każdy, kto chce doznać pocieszenia i ulgi, odnajdzie to, czego szuka w konfesjonale. Czasami czyny człowieka trudno rozdzielić na dobre i złe, nie analizując przyczyn danego zachowania. Rana wewnątrz niego jest głęboka, a pomóc tutaj może terapeuta, który rozpozna objawy, mechanizmy działań i pomoże wyzwolić się z paraliżującej przeszłości. W jaki sposób rozeznać, czy potrzebny nam spowiednik czy terapeuta? Oto kilka wskazówek. Pierwszą różnicą pomiędzy spowiedzią a terapią są podmioty uczestniczące w obu spotkaniach. W spowiedzi biorą udział 3 podmioty: penitent (grzesznik, wyrażający chęć spowiedzi), osoba duchowna – spowiednik – oraz Bóg. W terapii natomiast pacjent spotyka się z terapeutą, który wykorzystuje odpowiednia metodę, by uwolnić go od jego problemów lub zniewalającej przeszłości. Celem zarówno spowiedzi, jaki sesji terapeutycznych, jest uzyskanie wolności przez grzesznika/pacjenta. W pierwszym przypadku jest to uwolnienie od grzechu. W drugim natomiast jest to uzyskanie wolności w patrzeniu na swoje procesy emocjonalno-psychiczne, swoboda w rozumieniu siebie i poczucie odpowiedzialności za swoje czyny i relacje z innymi. Spowiedź związana jest z żalem za popełnione grzechy i odpuszczeniem ich dzięki Bożej łasce. Wyznawanie grzechów obejmuje przytoczenie popełnionych win, które miały miejsce w czasie między spowiedziami. W tym przypadku zachowuje się pewną anonimowość, ponieważ nie trzeba spotykać się zawsze z tym samym księdzem. Najważniejsze jest tu spotkanie z Bogiem. Terapia obejmuje swoim zakresem przywołanie całego dotychczasowego życia pacjenta. Następuje przypomnienie sobie faktów, które mogły mieć wpływ na dzisiejsze problemy emocjonalno-psychiczne osoby chcącej uzyskać pomoc. Ważne są tu subiektywne emocje człowieka, który w trakcie spotkań z terapeutą uczy się je nazywać i znajdywać przyczynę ich pojawiania się. Pacjent eksploruje samego siebie. Powstaje więź między terapeutą a pacjentem, która w sakramencie pokuty nie musi się pojawić, jeśli nie ma się stałego spowiednika. Spowiedź w każdej chwili można przerwać. Gdy penitent czuje niechęć do spowiednika, może wybrać innego duchownego, który “lepiej” nas wysłucha i da naukę adekwatną do popełnionych grzechów. W terapii jest trochę inaczej. Pacjent musi dobrze czuć się w towarzystwie terapeuty. Zerwanie więzi to akt przeciwko kontaktowi. W obu przypadkach jednym z głównych celów jest uzyskanie poczucia ulgi. Osiągnięcie ulgi psychicznej może być stanem długotrwałym. W trakcie aktu pokuty odczuwanie ulgi połączone jest z...

Read More
Smutek, który jest chorobą – o depresji
Lut22

Smutek, który jest chorobą – o depresji

23 lutego w Polce obchodzi się Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Warto w tym dniu zastanowić się, jak wiele ludzi dotyka problem depresji i jak sobie z nią radzić. Antoni Kępiński w książce „Melancholia” pisze: „Piekło depresji polega na utracie nadziei”. Osoby dotknięte depresją często mylnie postrzegane są jako chcący zwrócić na siebie uwagę samotnicy. Ich izolacja nie wynika z chęci zaistnienia, ale z niemocy i braku chęci do życia. Czym tak naprawdę jest depresja? Skąd się bierze? Jak jej zapobiegać i jak ją leczyć? Depresja jest niczym innym jak długotrwałym i przewlekłym obniżeniem nastroju, co wiąże się ze zmniejszeniem aktywności, energii i zainteresowań. Może ona doświadczyć każdego człowieka niezależnie od jego płci i wieku. „Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że depresja jest obecnie czwartą spośród najpoważniejszych chorób a za 8 lat będzie zajmować drugie miejsce, po chorobach serca, pod względem skutków niewydolności społecznej i zawodowej. Największy odsetek zaburzeń depresyjnych jest u osób w wieku 35-44 lat, czyli w wieku aktywności zawodowej. W Polsce na depresję choruje ok. pół miliona osób, jednak około połowa z tej liczby nie zgłasza się do specjalistów, bojąc się stygmatyzacji i wykluczenia” (Iwona Wasil – Dyrektor ds. Projektów Profilaktycznych i Edukacyjnych – ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych). Trzeba pamiętać, że nie każda depresja jest chorobą psychiczną. Istnieje kilka jej rodzajów są to między innymi: depresje endogenne, psychogenne i objawowe. Depresja endogenna to stany depresyjne występujące w przebiegu chorób afektywnych i zaburzeń schizoafektywnych. Przyczyny pojawienia się tego rodzaju depresji nie jest do końca znany, a jej objawy w jej typowym przebiegu to: obniżenie nastroju, spowolnione tempo myślenia, zaburzenia rytmu okołodobowego, wahania samopoczucia osoby chorej w ciągu dnia, zmiany hormonalne, bóle głowy w okolicach karku, lęk, chudnięcie, brak apetytu. W atypowej odmianie depresji endogennej można wyróżnić między innymi następujące objawy: jadłowstręt, bóle, świąd skóry, zaburzenia lękowe, natręctwa, okresowe nadużywanie leków lub alkoholu, zespół dławicy piersiowej. Kolejnym rodzajem depresji jest depresja psychogenna, która powstaje na skutek niekorzystnych sytuacji psychologicznych natury wewnętrznej i zewnętrznej.  W jej skład wchodzą depresje reaktywne (powstała na skutek urazu psychicznego), nerwicowe, w reakcji na żałobę, w przebiegu reakcji adaptacyjnej. Ostatnim z grup depresji są depresje objawowe, które mogą być odpowiedzią na choroby somatyczne oraz stosowanie leków i substancji chemicznych. Jak czuje się człowiek dotknięty depresją? Ciężko jest wytłumaczyć to osobie, która nigdy na nią nie zapadła. Iwona Wasil bardzo dobrze opisała jednak funkcjonowanie i podejście do życia człowieka dotkniętego depresją: „Wyobraźcie sobie, że jesteście uwięzieni w pokoju o przytłumionym świetle, ściany na was napierają a Wy leżąc, czujecie jakobyście byli przywiązani do łóżka, bardzo chcecie wstać lecz nie możecie, każdy ruch boli. Wyobraźcie sobie, że w tej sytuacji ktoś z góry świeci Wam...

Read More
Polacy nie lubią innych
Sty12

Polacy nie lubią innych

Gdy tylko zagłębimy się w naszą historię, nie dziwi, że Polacy czują niechęć do imigrantów. Od początku swojej historii musieliśmy walczyć z „innymi”, którzy otaczali nas prawie ze wszystkich stron. Pierwsze wojny Piastów? Z Niemcami, czyli tymi, którzy „nie mówią”, posługują się niezrozumiałym językiem, reprezentują inną kulturę, tradycje. Z Rusinami – niby również Słowianami, ale sojusznikami cesarza wschodniorzymskiego, ochrzczeni przez misjonarzy z Konstantynopola, dziś rzeklibyśmy – wyznającymi prawosławie. Z pogańskimi Pomorzanami, Prusami, Jaćwingami. Nawet Czechy zostały szybko zdominowane przez Niemców i rozpoczął się kilkusetletni proces ich germanizacji. Po drodze oczywiście kilka najazdów straszliwych Mongołów, ludzi wręcz z innego świata, i to pod każdym względem – wyglądu, obyczajów, języka, religii… Jedyną w miarę pokojową była relacja z Węgrami, co prawda odmiennymi kulturowo, jednak zamieszkującymi tereny z wielkimi, trudnymi do przebycia Karpatami, które same w sobie tworzyły poważne utrudnienie w potencjalnych wojnach. Inna sprawa, że mieliśmy tych samych przeciwników – Czechów, Niemców czy Rusinów, później Turków i Tatarów. A jak wiadomo, wspólny wróg potrafi zjednoczyć. Nawet Krzyżacy, a więc zakon katolicki, walczący z wrogami Polski i religii – pogańskimi Bałtami, stał się bardzo szybko przeciwnikiem naszych przodków. Polacy walczyli co prawda z Niemcami w czasach Mieszka, Chrobrego czy późniejszych Piastów, ale nasza niechęć do tego narodu to właśnie zasługa Zakonu Krzyżackiego. Znamienne, że Maria Konopnicka w „Rocie” pisała o „krzyżackiej zawierusze” zaraz obok zapewnienia, że „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”. Przeciwko nim sprzymierzyliśmy się nawet z pogańską Litwą, ale jej „inność” szybko zaczęła odchodzić w zapomnienie – elita państwa litewskiego bardzo szybko się spolonizowała. Krzyżaków co prawda pokonaliśmy, miał miejsce sławetny Hołd Pruski, jednak pokonany wielki mistrz Albrecht Hohenzollern zmienił jednak państwo zakonne, katolickie, podległe w pewien sposób papieżowi i cesarzowi, na świeckie, i do tego protestancki! A więc znów inność – do niemieckości doszła reformacja, zdrada wcześniejszych ideałów i suwerenów, wszak papież i cesarz byli oficjalnymi zwierzchnikami świata katolickiego. Kolejny raz okazało się, że Polacy mają obok siebie „innych”, obcych, i to jeszcze oportunistów. Pod koniec średniowiecza pojawiło się zagrożenie ze strony Tatarów i Turków, ludów azjatyckich, wyznających islam, niespotykanie wręcz agresywnych. Kopyta ich koni deptały kolejne ziemie, pod ciosami ich szabel padały kolejne państwa, ostatecznie zajęli prawie całe Bałkany, zdobywając Konstantynopol i ostatecznie niszcząc Cesarstwo Rzymskie, a także Serbię czy Węgry. Przez wiele lat uważano, że cała Europa jest zagrożona tą nową i niesłychanie agresywną wędrówką ludów. Najazdy nie oszczędziły i naszych ziem – czasem Tatarzy wpadali na ziemie Rzeczpospolitej kilka razy do roku. Wtedy właśnie ukuł się termin „przedmurza chrześcijaństwa”, którym mieli stać się Polacy i Litwini. Co prawda równie zagrożeni byli Niemcy, przede wszystkim cesarska Austria, ale kto w Polsce by to przyznał! Z kolei...

Read More
Słowa warte lajka, czyli o literaturze na Facebooku
Sty12

Słowa warte lajka, czyli o literaturze na Facebooku

Medialni eksperci, publicyści i medioznawcy dawno już ogłosili zmierzch rzeczywistego świata i proklamowali nadejście czasów nowej rzeczywistości – rzeczywistości 2.0 gdzie rządzi… Facebook. Internet staje się pierwszym źródłem informacji, otwartą przez całą dobę galerią handlową, a nawet… miejscem spotkań ze znajomymi. Nic dziwnego więc, że i literaturę coraz częściej – miast na pachnących farbą drukarską kartach książek – znaleźć możemy w przepastnych przestrzeniach popularnych portali społecznościowych. „Nie masz konta na Fejsie, nie istniejesz” – o ile nad słusznością tej tezy w kontekście zwykłych śmiertelników można jeszcze skutecznie się spierać, o tyle odniesiona do ludzi słowa: pisarzy, dziennikarzy, reportażystów – jest ona prawdą bezsprzeczną. Praktycznie nie istnieją dziś literaci, którzy nie posiadaliby swojego konta na tym popularnym serwisie. Powody są rozmaite. Od możliwości bezpośredniego dotarcia do odbiorcy z promocją prowadzonej przez siebie działalności – uniwersalnej dla każdego człowieka, starającego się zaistnieć w przestrzeni publicznej (a tym przecież właśnie jest tworzenie swoich tekstów z myślą nie o szufladzie, lecz publikacji) – przez możliwość osobistego kontaktu z czytelnikiem, a tym samym zebrania z pierwszej ręki danych o odbiorze swoich tekstów, aż po… przeprowadzanie eksperymentów literackich na żywym organizmie. I ten właśnie sposób wykorzystywania Facebooka warty jest krótkiej analizy. Facebook dla wielu literatów jest swoistego rodzaju laboratorium, gdzie pomysły, frazy, narracje – zanim zostaną opublikowane drukiem – zostają poddane skrupulatnym testom. Stąd profile ludzi parających się w życiu zawodowym sztuką układania słów obfitują w przeróżne małe formy literackie: od statusów komentujących dowcipnie bieżące wydarzenia, przez krótkie, rytmiczne wierszyki i podsłuchane w codziennym życiu miejskiej dżungli dialogi przechodniów – aż po anegdotki z zaskakującą, celną puentą, rozbudowane do rozmiarów miniopowiadań. A wszystko to sygnowane literackim znakiem jakości autora – a więc z gwarancją świetnego pióra, ale tworzącego statusy z poszanowaniem bezdusznych zasad Facebooka: zwięźle, lekko i atrakcyjnie. Byle tylko przykuło uwagę. Bo przykucie uwagi znudzonych użytkowników, skrolujących beznamiętnie płynący bez wytchnienia po fejsbukowej tablicy potok treści, może przerodzić się w lajki, komentarze i udostępnienia – te zaś, dzięki algorytmom serwisu: w najlepszą możliwą promocję autora. SŁOWA NA WIATR Facebook serwuje literaturę, która jest ulotna. Można porównać ją do płonącej – nomen omen – kartki papieru: ogień jest intensywny, ale krótkotrwały. Opublikowany status żyje tak naprawdę kilka, kilkanaście godzin, później ginie w odmętach kolejnych postów, zdjęć, anegdotek. I w tym – paradoksalnie – największa zaleta publikowania na Facebooku. Udany status przysporzy autorowi kilku nowych obserwujących i – można być pewnym – zostanie wykorzystany powtórnie, przykładowo: poprzez zgrabne wplecenie go do tworzonej właśnie książki, o nieudanym zaś (‘nieudanym’ w znaczeniu – ‘przeszłym bez echa’) po chwili nikt już nie będzie pamiętał. Publikowanie na Facebook to dla piszących inwestycja tak naprawdę bez żadnego ryzyka. Teza ta jest...

Read More
Co z tą poezją?
Sty12

Co z tą poezją?

Bardzo trudno jest oprzeć się przekonaniu, że współczesne czasy są trudne dla poezji i samych poetów. Coraz mniejsze zdaje się grono czytelników i miłośników wierszy. Jednak czy tak jest naprawdę? Czy poezja będzie dalej istnieć? Wiele osób nie czyta poezji wcale. Wydaje się, że przyczyn takiego stanu rzeczy może być co najmniej kilka. Przede wszystkim, poezja nie jest kompatybilna z dzisiejszymi czasami. Chodzi o to, że otaczająca nas rzeczywistość przyzwyczaja nas (i chyba już w znacznym stopniu przyzwyczaiła) do zapoznawania się z gotową informacją. W zabieganym i niemającym na nic czasu świecie ludzie dość niechętnie są skłonni znaleźć nawet chwilkę swojego cennego czasu i poświęcić ją na czytanie poezji. Wolą raczej oddać się błogiemu lenistwu przed telewizorem czy w kinie. Tam bowiem uzyskają obrobioną specjalnie dla nich treść, która nie będzie wymagała już szczegółowej i czasochłonnej analizy ani dogłębnego zastanawiania się. Poza tym trzeba zgodzić się z twierdzeniem, że poezja nie zawsze jest zrozumiała dla odbiorcy. Owe trudności percepcyjno-interpretacyjne mogą przyczyniać się do powstawania pewnej frustracji u czytelników, która w konsekwencji będzie skutkować odejściem od czytania wierszy. Bo niewielu jest chętnych, aby w epoce wszechobecnego wizualizmu odkrywać tajemnice słowa i domyślać się intencji czy zamysłów autora. Poza tym skoro ktoś pisze coś, czego nie jestem w stanie pojąć w momencie czytania, to nie warto tracić sił na taką aktywność. Choć utwory poetyckie pełne są nieraz głębi i przesiąknięte ukrytymi znaczeniami, to jednak bywają też marginalizowane i niedoceniane, a ich twórcy pozostawiani w cieniu. Niebagatelne znaczenie dla kształtowania podejścia do poezji ma z całą pewnością również otoczenie, w którym się wychowujemy, a także sposób przekazywania wiedzy i obchodzenia się z wierszami podczas zajęć z języka polskiego. Dla większości uczniów jawiące się jako niemiłosierne męczarnie jest dokonywanie interpretacji wiersza i dociekanie, co podmiot liryczny chce przekazać odbiorcy. Takie podejście powoduje pokusę omijania szerokim łukiem utworów dawnych, wybitnych twórców i zastępowanie ich innymi dziełami, zwłaszcza z gatunku fantasy lub science-fiction. Niechęć do poezji pozostaje i zakorzenia się w młodym człowieku. Skutkuje to wykreowaniem stereotypu, który ukazuje poezję jako niedającą się zrozumieć i w istocie rzeczy niepotrzebną. W efekcie dochodzi do ukształtowania postawy zamknięcia się na poezję. Dlatego wielu Polaków, którzy zostali zapytani o ostatni kontakt z utworem poetyckim odpowiada, że miał on miejsce w liceum bądź podczas egzaminu maturalnego. Do wierszy powraca się (znowuż bez większej pasji i motywacji) wtedy, gdy nasze pociechy wkraczają w okres swojej edukacji. Warto też zwrócić uwagę, że poezja nie jest w praktycznie żaden sposób promowana. Przemysł medialny koncentruje się na rozwoju kinematografii i innych sztuk, zwłaszcza wizualnych, wpompowując w nie niemałe środki finansowe. Sporo pieniędzy przeznacza się zarówno na promowanie wytworzonych filmów, jak również na ich...

Read More
Leczniczy wpływ książek
Sty12

Leczniczy wpływ książek

„Gdy się ktoś zaczyta, zawsze się czegoś nauczy, albo zapomni o tym, co mu dolega, albo zaśnie – w każdym razie wygra…” (Henryk Sienkiewicz). Czytanie książek to jeden ze sposobów na zabicie nudy. Zamiast włączać kolejny odcinek serialu, czy przejść jeszcze jeden poziom w ulubionej grze, lepiej jest sięgnąć po książki. Każdy ma inny gust literacki. Jedni lubią fantastykę, drudzy – kryminały, a inni poradniki i pozycje o tematyce psychologicznej. Często kupując przypadkową książkę, trafia się na coś, co zmienia sposób myślenia. Czytelnik nie zastanawia się wtedy, jak do tego doszło. Nie analizuje procesu, który zaszedł w chwili przeczytania danego fragmentu powieści, ale czuje, że coś do niego dotarło. Problem, który miał, nagle się rozwiązał, a przede wszystkim sam człowiek spostrzegł, że nie jest sam ze swoim zmartwieniem. Ktoś już o nim pisał i dał radę go rozwiązać. Jak za dotknięciem magicznej różdżki przygnębienie i nuda zniknęły, a na ich miejsce pojawiła się ciekawość i chęć do życia. Terapia wielu ludziom kojarzy się z trudną – zarówno fizyczną, jak i psychiczną – pracą nad sobą. Z dużą ilością łez wzbudzających przykre wspomnienia, od których trzeba się uwolnić, by iść dalej. Istnieje jednak wiele form terapeutycznych, które znajdują zastosowanie w niezliczonej ilości przypadków i traktowane są jako niezwykle łagodne i przyjemne. Jedną z nich jest biblioterapia, która według E. Tomasik „jest zamierzonym działaniem przy wykorzystaniu książek lub materiałów niedrukowanych (obrazów, filmów itp.) prowadzącym do realizacji celów rewalidacyjnych, resocjalizacyjnych, profilaktycznych i ogólnorozwojowych. Takim celem może być: akceptacja własnej niesprawności – akceptacja siebie, podjęcie akcji kompensacyjnej, akceptacja przez rodziców czy kolegów dziecka upośledzonego”. Pewnie niejeden z czytelników zadałby sobie w tym momencie pytanie: co takiego mają w sobie te książki i dlaczego są takie ważne? Czytanie dobrze dobranych do wieku książek już od najmłodszych lat kształtuje psychikę dziecka. Mały człowiek jest zainteresowany zarówno obrazkami, jak i magicznym światem, który przedstawia mu opiekun. Dzięki opowiadaniom i bajkom rozwija się jego wyobraźnia i zwiększa się zasób słownictwa. Tak samo i w dorosłym życiu – książki nie tylko uczą nowych słów, pokazują odległy świat, ale również potrafią przenieść człowieka w zupełnie inne miejsce, z dala od problemów, w których tkwi. Właśnie na tym polega biblioterapia. Można ją stosować w wielu przypadkach depresji, dziecięcych lęków, trudnej sytuacji, a nawet kalectwa. Terapeuta wybiera odpowiedni tekst, który czyta pacjentowi, lub zachęca go do samodzielnego przeczytania. Jednym z przykładów zastosowania biblioterapii jest przypadek dziecka, które boi się ciemności i czających się w niej potworów. Rozmowy z dorosłą osobą nie pomagają. Nic w tym dziwnego. Dorosły nigdy nie utożsami się z lękiem małego dziecka. Nie zrozumie go tak jak rówieśnik. Właśnie w takiej sytuacji można wykorzystać opowiadanie o równolatku, który...

Read More
Wybacz tym, którzy Cię skrzywdzili
Gru22

Wybacz tym, którzy Cię skrzywdzili

Każdy z nas popełnia błędy, niekiedy powie lub zrobi coś, czego potem żałuję. Jesteśmy tylko ludźmi i nikt z nas nie jest idealny. Czasem nasze uczucia sprawiają, że nie potrafimy wybaczyć komuś tego, że nas skrzywdził. Wybaczenie bywa zbyt trudne. W naszą pamięć wpada przykre wydarzenie, które dusimy w sobie. Przychodzi taki moment, że powinieneś odpuścić. Jeśli czas leczy rany, to powinien również wyleczyć naszą duszę z krzywd, które nam wyrządzono. Trudno jest wybaczać i czasem ciężko jest powiedzieć „przepraszam”. Jednak życie mamy jedno. Pojawia się pytanie, czy chcemy je zmarnować na wzajemną nienawiść. Nie jesteśmy nieśmiertelni, każdy z nas kiedyś odejdzie na drugą stronę, ale czy chcielibyśmy mieć świadomość, że kogoś już nie ma, a my nadal jesteśmy w konflikcie? Może to bardzo podły przykład, ale powinniśmy pamiętać, że życie jest jedno i jest niesamowicie kruche, a my nigdy nie wiemy, jakie będzie jutro. Spójrzmy na Jezusa. Ludzie oczerniali go, wyzywali i ukrzyżowali. Został obrzucony okropną nienawiścią, zniewagą, a mimo tego zła, które go dotknęło nadal darzył miłością tych, którzy go skrzywdzili. Umarł za nasze grzechy, nawet te najgorsze. Każdego dnia grzeszymy, a później idziemy do spowiedzi, a on za każdy razem nam wybacza, bo Jego wybaczenie jest wpisane w miłość jaką nas darzy. Nie ważne ile błędów popełniliśmy, jak bardzo go zignorowaliśmy w naszym życiu, Jezus czeka na nas i wybacza. Skoro jesteśmy dziećmi Bożymi, to dlaczego, tak jak Chrystus nie możemy wybaczać? Tego nas uczył od zawsze i to właśnie to, głosi Pismo Święte. Jesteśmy braćmi i siostrami i w każdym z nas mieszka Jezus. Jeśli nie darzymy zrozumieniem drugiej osoby, to Jego tym bardziej. Nie wybaczając komuś, nie wybaczamy jemu. Boże Narodzenie to nie tylko radosny czas, ale także czas pojednania, zgody, gdzie powinno królować wybaczenie. To idealny moment by zakopać topór wojenny, by przebaczyć i zapomnieć. Żeby usiąść z kimś przy stole, połamać się z nim opłatkiem i powiedzieć: „Wybaczam Ci wszystko”. Zostaw za sobą to, co było, zacznij żyć dalej. Zrozum błędy innych i pamiętaj, że Ty również je popełniasz. Spędź narodziny Jezusa w ciepłej, prawdziwej, rodzinnej atmosferze, niech Syn Boży zasiądzie przy twoim...

Read More
Idź na adorację
Gru21

Idź na adorację

Nie można się doczekać na ukochaną osobę. To dość powszechny problem z czasoprzestrzenią, że godziny samotne zdają się wiekami, a te razem – sekundami. Niesamowite, że działa to także w życiu wiary. A spotkaniem z Bogiem jest Adoracja. Oblubienica z pierwszego czytania słyszy już głos swojego umiłowanego, który gna na złamanie karku, by wreszcie zajrzeć przez kraty okien i ogłosić, że nadszedł czas spotkania. On sam też szuka Oblubienicy, zaprasza ją do wyjścia z kryjówki. Pamiętajmy, że Pieśń nad Pieśniami jest pieśnią weselną, chwilami erotykiem, gdzie słowo „Pan” pada tylko raz, a jednak i żydzi* i chrześcijanie uważają ją za natchnioną. Słusznie uznali, że ta relacja, która wiąże ludzi, którzy za niedługo zawrą związek małżeński, a już teraz są połączeni silnym wzajemnym pragnieniem oddaje relację Boga i Narodu Wybranego. Człowiek pragnie bliskości Boga i Bóg pragnie być przy człowieku. Ewangeliści przypisują Jezusowi imię zapowiedziane przez Izajasza: Immanuel, czyli „Bóg z nami”, a Jan mówi, że Słowo rozbiło swój namiot wśród nas. Mamy okazję dać wyraz temu pragnieniu za każdym razem, gdy przystępujemy do Komunii. Chrystus nie odszedł całkowicie, lecz daje nam się za każdym razem, gdy sprawowany jest sakrament Eucharystii. I to nie na chwilkę, ani nie symbolicznie. Prosty niekwaszony chleb staje się Ciałem Chrystusa i takim pozostaje. Gdy wystawiana jest monstrancja z niewielkim białym opłatkiem mamy okazję spojrzeć na Zbawiciela i choć na chwilę zapomnieć o tym, że na pełne spotkanie z Nim twarzą w twarz w wieczności będziemy musieli jeszcze poczekać. Adoracja osładza nam czas oczekiwania na niebo, sprowadzając je na ziemię. Stąd nasze wyzwanie na dziś. Przyjąć zaproszenie Oblubieńca i wyjść mu naprzeciw.   * W Jawne, w czasie ustalania kanonu żydowskiego, jedno ze stronnictw chciało usunąć Szir Haszszirim, Pieśń Pieśni, jednak rabbi Akiba orzekł, że cała wieczność nie jest tyle warta ile dzień, gdy Pieśń nad Pieśniami została dana Izraelowi, a ci, którzy używają jej do świeckich celów i umilają nią sobie czas w tawernach nie mają udziału w przyszłym...

Read More
Pociesz kogoś, kto jest smutny
Gru18

Pociesz kogoś, kto jest smutny

„Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który niesie pocieszenie w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga” (2. List do Koryntian, 1,3-5). Człowiek potrafi kryć swoje uczucia, wchodzi w role zawodowe jak kameleon, tłamsząc swoje cierpienie do chwili, kiedy będzie sam. Wtedy puszczają wszelkie zawory, pojawia się nieopanowany żal i smutek. Czuwanie przy osobach pogrążonych w smutku wymaga nie tylko obecności fizycznej, ale również psychicznej. Życzliwy gest tłumaczy czasem więcej niż ciepłe słowa. Milczenie potrafi być większym wsparciem niż rozmowa. Bywają momenty, kiedy ludzie cierpiący nie potrzebują słów, lecz właśnie milczenia i obecności, pocieszenie może mieć różne formy. Trzeba mieć świadomość, że przeżywanie smutku jest sprawą bardzo indywidualną. Niektóre osoby radzą sobie z nim szybciej, u innych proces ten trwa dłużej. Smutek potrafi iść w parze z samotnością, wtedy wystarczy zapewnienie osoby cierpiącej, że jest ktoś, kto ją wspiera. Pocieszenie przynosi ulgę dla cierpiącej duszy. Jeśli masz możliwość, wyjdź ze swojej skorupy lenistwa i osobiście pociesz kogoś, kogo trawi smutek. Bądź taki, jaki chciałbyś, by ktoś kiedyś był dla ciebie. A gdy już wali się świat, bądź dla kogoś osobą, która zbiera jego najlepsze odłamki, by znowu go poskładać, gdy przyjdzie na to...

Read More