Pedagogia wprost z ekranu
Mar20

Pedagogia wprost z ekranu

Otoczeni codziennie przez rozmaite formy mediów – telewizję, prasę, internet, książki – czasami nawet nie zauważamy, jak zmieniają one naszą osobowość. Czy jednak można nazwać to wychowaniem? A jeśli tak – to kto jest wychowawcą? DROGA WYCHOWAWCY W starożytnej Grecji paidagogiem był niewolnik, a nazwę jego funkcji na polski trzeba by przetłumaczyć jako „dzieciowód”. Do jego obowiązków należało zawiedzenie dzieci pana do nauczycieli i odprowadzenie ich z powrotem. Te czasy już minęły, jednak jedna rzecz trwa. Pedagog wciąż ma na celu przeprowadzić wychowanka z punktu A do punktu B, choć dziś zamiast o zmianę położenia chodzi o zmianę osobowości. Współczesny pedagog nie tylko ma przekazać wiedzę, ale także ukształtować psychikę podopiecznego. Każdy, kto choć raz próbował uczyć w szkole widzi, że nauczyciel ma marne szanse w starciu z telewizją, internetem czy choćby darmowymi gazetami. Media, które powinny być pośrednikami, bardzo często kreują rzeczywistość zupełnie różną od prawdy. Dotyczy to zresztą nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Wszyscy jesteśmy pod wpływem tego, co widzimy, słyszymy, czytamy, a niekiedy i wąchamy. Nie bez przyczyny wszystkie totalitaryzmy zaczynały od likwidacji wszelkich wolnych mediów i zapewnienia sobie monopolu na dostęp do masowego przekazu. Aby mówić o prawdziwym wychowaniu, musi być to być proces przebiegający według jakiegoś planu, do którego realizacji stosowana jest konkretna metoda i który jest na bieżąco oceniany i weryfikowany. Można mówić o wychowaniu pobocznym, gdy ktoś nieświadomie wpływa na innych – dlatego np. w ramach „wychowywania w trzeźwości” staramy się usuwać pijaczków z parku. Dziś jednak interesuje nas konkretny plan wychowawczy, widoczny w mediach. Zacznijmy od pytania: kto jest wychowawcą? Czy tylko ten, kto kontroluje przebieg zmian w świadomości odbiorców, czy także ten, kto nie jest do końca świadomy skutków swoich działań i tylko wykonuje polecenie naczelnego? Pytanie to jest istotne, gdyż pytamy także o moralną odpowiedzialność za to, co dzieje się z ludźmi pod wpływem kontaktu z mediami. Dziennikarz epatujący na co dzień surowymi sądami opartymi na lichych przesłankach zachęca do tego samego czytelników, nawet jeżeli zmusza go do tego linia wizerunkowa pisma. Największa jest jednak odpowiedzialność tych ludzi mediów, którzy przeświadczeni o swojej misji celowo działają tak, by przekonać widzów do swojej racji i starają się stworzyć pewien wzorzec zachowań. Czasem jednak prawdziwymi wychowawcami nie są naczelni, ale ich idole – czy to filozoficzni czy nauczyciele medialnego fachu. Na muzykę emitowaną w mediach mają wpływ nie tylko sami twórcy, ale też właściciele rozgłośni i telewizji, doradcy i partnerzy życiowi piosenkarzy, dominujące na spotkaniach towarzyskich poglądy, działacze na nich obecni… Nie bez znaczenia jest też grupa sponsorów, którzy płacą i wymagają. Jakimi metodami posługują się medialni wychowawcy? Można mówić o ideowym marketingu pozytywnym i negatywnym. Pozytywny polega na budowaniu...

Read More
Mieć odwagę
Mar20

Mieć odwagę

Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański (Mt 1,16.18-21.24a). Lęk paraliżuje działania człowieka. Wielu ludzi nie potrafi mu się sprzeciwić i odkryć, że walka o Chrystusa w codziennym życiu jest cenna i budująca. Józef również się bał. Chciał uciec, porzucić Maryję, ale Bóg mu na to nie pozwolił. Dał mu siłę aby stał się ojcem Zbawiciela i opiekunem świętej rodziny. Podobnie i Ty, być może w codziennym życiu, zmagasz się z paraliżujących strachem. W twojej pracy są ludzie, którzy krzywdzą cię swoimi poglądami, zachowaniem, złym traktowaniem. Niestety nie ma miejsca na ziemi, gdzie panowałoby pełne zrozumienie i dobro. Nie powiem ci, że to, że cenisz sobie nauki Chrystusa, obroni cię przed złością i zawiścią ludzi. Tak się nie stanie, a wręcz przeciwnie. Ucieczka nie jest jednak sposobem na bezproblemowe życie, a ty jesteś powołany DO ODWAGI. Twoja wiara, twoje czyny, to czasem więcej niż argumenty, które możesz poruszyć w sporze. W chwili, gdy strach obezwładnia twoją duszą, a chęć ucieczki osiągnie punkt kulminacyjny, pomyśl o Józefie. Pomódl się o jego wstawiennictwo i pomoc, a z pewnością nie zostawi cię...

Read More
Duch skały
Mar19

Duch skały

Synowie Izraela rozbili obóz w Refidim, a lud pragnął tam wody i dlatego szemrał przeciw Mojżeszowi i mówił: «Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia?» Mojżesz wołał wtedy do Pana, mówiąc: «Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie!»  Pan odpowiedział Mojżeszowi: «Wyjdź przed lud, a weź z sobą kilku starszych Izraela. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś w Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie».  Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się Izraelici i Pana wystawiali na próbę, mówiąc: «Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy też nie?» (Wj 17,3-7) Jeżeli mówimy dziś o pragnieniu i o wodzie, to nie dlatego, że doskwiera nam jej brak. Owszem, współcześnie na świecie są ludzie, którzy dosłownie umierają z pragnienia. „Byłem spragniony, a daliście mi pić” powie Bóg na sądzie — oby! A jednak sens wody jest w dzisiejszej liturgii jest inny. I mimo, że czterdziestodniowy post to czas przygotowania do świąt paschalnych, pragnienie wody w czytaniach oznacza pragnienie Ducha Świętego. Jego przyjście, Zesłanie, to dalsza perspektywa. Znamy przecież kalendarz liturgiczny, 50 dni po Wielkanocy, a tu dopiero połowa postu. Jeżeli jednak mamy przejść przez Wielki Post i dojść do celu, jakim jest przeżycie śmierci i zmartwychwstania wespół z Chrystusem, zesłanie Ducha Świętego musi się dokonać już dzisiaj. To Duch prowadzi przez pustynię. To Duch wyprowadził Jezusa — a więc i każdego z nas — na pustynię. I to dzięki niemu będziemy w stanie z niej wrócić do pełni życia.   Nie ma się co jednak łudzić. „Tej wody” nigdzie sami nie znajdziemy. Potrzeba przewodnika, pasterza, który wyprowadzi ją ze skały. Z miejsca, z którego nikt by się wody nie spodziewał. Nie trudno się domyśleć, że skałą tą jest Kościół. Z całą swoją Tradycją i tradycjami, schematami i przepisami. Jeżeli jestem na pustyni, to może z tej martwoty (pozornej) przyjdzie Duch...

Read More
Zaginął, a odnalazł się
Mar18

Zaginął, a odnalazł się

Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: «Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada». Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. (…) Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem». Lecz ojciec rzekł do swoich sług: «Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się». I zaczęli się bawić. (Łk 15,11-24). Przypowieść ukazuje nam relacje między Bogiem a grzesznikiem, a w przenośni – między ojcem a synem marnotrawnym. Pokazuje nam również to, że człowiek potrafi szczerze żałować za swoje grzechy. W przypowieści syn opuszcza dom wraz z majątkiem, pozostawiając swego ojca. Ta sytuacja ilustruje dokładnie to, kiedy grzeszymy, bo wówczas oddalamy się od Boga i opuszczamy jego dom. Ojciec nie zatrzymuje syna, pozwala mu odejść, tak jak nasz Stworzyciel, który uczynił nas istotami wolnymi, tym samym dając nam prawo wyboru. Syn niedługo cieszył się bogactwem i rozpustą. W końcu, po krótkim czasie stracił cały dobrobyt i został z niczym, skazany sam na siebie. Tak samo jest z nami, kiedy dopuścimy do siebie grzech i pozwolimy złu wejść do naszego życia. Przyjemności trwają krótko, pozostawiają po sobie gorycz i pustkę. Sytuacja niedoli i niekomfortowego położenia dały mężczyźnie do zrozumienia, że popełnił błąd, opuszczając ojcowski dom, zdał sobie sprawę, że zboczył z drogi. Często zauważamy nasze porażki wtedy, kiedy przekonamy się o nich na własnej skórze, otwierają nam się oczy i uświadamiamy sobie, że życie bez Boga jest tak naprawdę niczym. Bóg nas kocha, nie odwraca się od nas, on na nas czeka. Kiedy wracamy skruszeni, on z wielką radością, przyjmuje nas do siebie. Tak jak ojciec z przypowieści, który rozkłada ramiona, by przytulić swojego marnotrawnego syna. Nie wyrzuca go, nie potępia, on najzwyczajniej w świecie jest uradowany z jego powrotu. Jego radość jest tak wielka, że nawet wyprawia ucztę z tej okazji. Dla naszego jedynego ojca to szczęście widząc, kiedy jego dzieci powracają do domu. Kiedy zaczynają rozumieć, jak ważna jest jego miłość. Młodszy z synów nie rozumie, czemu jego brat dostał to, czego on nigdy nie...

Read More
Nienawistny jak człowiek
Mar17

Nienawistny jak człowiek

Izrael miłował Józefa bardziej niż wszystkich innych swych synów, jako urodzonego w podeszłych jego latach. Sprawił mu też długą szatę z rękawami. Bracia Józefa, widząc, że ojciec kocha go bardziej niż ich wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim rozmawiać. Kiedy bracia Józefa poszli paść trzody do Sychem, Izrael rzekł do niego: «Czyż twoi bracia nie pasą trzody w Sychem? Chcę cię posłać do nich». Józef udał się więc za swymi braćmi i znalazł ich w Dotain. Oni ujrzeli go z daleka i zanim się do nich przybliżył, postanowili podstępnie go zgładzić, mówiąc między sobą: «Oto tam nadchodzi ten, który miewa sny! Teraz zabijmy go i wrzućmy do którejkolwiek studni, a potem powiemy: Dziki zwierz go pożarł. Zobaczymy, co będzie z jego snów!» (Rdz 37, 3-4. 12-13a). Zadziwiające jest to, jak mocno człowiek potrafi nienawidzić! Nie ma na świecie stworzenia, które by w taki sposób nienawidziło jak człowiek. Tak mocno nienawidzimy, że to zaślepia każdy osąd. Nienawiść przysłania każde inne uczucie. Nienawiść prowadzi do największych tragedii i staje się przyczyną największego zła. Trudno to zrozumieć, zwłaszcza że człowiek został stworzony do miłości. A tymczasem wystarczy drobny bodziec, ziarno zazdrości i chciwości, aby rozkwitły chwasty nienawiści, blokując owoce dobra. Pożywiając te chwasty, człowiek pogrąża się coraz bardziej w ciemności. Zamiast się ich pozbyć, pozwala im rosnąć. Czasem wydaje się, że największe przykazanie nie powinno brzmieć: „Kochaj!”. Zamiast tego powinno być dosadnie powiedziane „Nie nienawidź!”. Co z tego, że kierujemy się przykazaniem miłości względem jednego człowieka, skoro nienawidzimy do szpiku kości innego. Co z tego, że pełni ubogacających i wzniosłych uczuć do kogoś, innych obdarzamy jedynie pogardą i jadem. Pełno w nas niechęci do innych. Warto czasem zastanowić się nad tym, czy są w naszym życiu osoby, których nienawidzimy. Ile jest takich osób, co do których odnosimy się z pogardą? Jak często względem drugiego człowieka okazujemy niechęć, odczuwamy obrzydzenie? Czy jest to spowodowane zazdrością, a może brakiem przebaczenia? Warto, szczególnie w Wielkim Poście, przewartościować swoje życie. Wyciągnąć rękę do kogoś, kogo nie darzymy sympatią. Pogodzić się z tymi, do których już jakiś czas żywimy urazę. Nie nienawidzić....

Read More
Zbuntowany krzew staje się chwastem
Mar16

Zbuntowany krzew staje się chwastem

Tak mówi Pan: «Przeklęty  mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzewu na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną. (Jr 17, 5-10) Można zrozumieć, że Bóg jest pewny, godny zaufania, jest opoką, na której można się oprzeć. Ale dlaczego człowiek, wolny przecież podobno, ma być przeklęty tylko dlatego że z tego oparcia nie chce skorzystać? Czy to Bóg działa jak jak capo di tutti capi, składając nam propozycję nie do odrzucenia? Czy niczym chińskie Triady Trójca ciska gromy, nieszczęścia, krew, pot i łzy w tych, którzy Jej nie słuchają? Nie, gdy Bóg mówi „przeklęty” nie jest to wyrok, kara za grzech, ale diagnoza stanu, efekt poznania serca grzesznika, który przez swój zły wybór sam się ustawił w takiej sytuacji. I Jeremiasz i Psalmista przywołują tu porównanie krzewu pustynnego, który „sam się zasadził”, który jakby zbuntował się i uciekł spod władzy troskliwego ogrodnika z drzewem posadzonym przez niego w dogodnym miejscu. Pod tymi roślinami kryją się ludzie: ten, który ufa Bogu i akceptuje Jego plan na swoją osobę i ten, kto uważa, że wszystko wie lepiej, a nawet że najlepiej zrobi, jeśli zrobi Panu Bogu na przekór. Jak krzew pustynny przestaje rodzić owoce i staje się chwastem, tak i człowiek wybierający grzech staje się zamknięty w sobie, wrogi innym. Nie oznacza to, że Pan pozostaje biernym źródłem życia i szczęścia. Nawet jeśli człowiek grzeszny jakimś sposobem się ustawi, to jednak jego serce jest pod stałą kontrolą i w razie czego, nawet jeśli on sam nie bada, rachunki zostają wyrównane. Podobnie czynił i bezimienny Bogacz z przypowieści Jezusa – ufny, że bogactwo daje mu szczęście i siłę, zapomniał o nakazanych przez Prawo i Proroków miłości Boga i bliźniego i ignorował Łazarza. Nie przynosił żadnego dobrego owocu, żadnego pożytku dla innych, żyje tylko dla siebie. Stąd po zakończeniu jego życia spotyka go kara. Sam cierpiąc, chciał wrócić do świata żywych i przestrzec swoich braci. Ale to nie ma sensu. Uznaliby go za omam, objaw przejedzenia czy delirium. Do nawrócenia nie są potrzebne kolejne świadectwa z Czyśćca czy Piekła, opowieści o śmierci klinicznej, dostarczane nam hurtowo przez niektóre wydawnictwa, ale wierność Bożemu Słowu i zaufanie mu. A czemu Bóg doświadcza nerki? Bo według semickiej anatomii, w nich są ulokowane...

Read More
Bądź dobrym człowiekiem
Mar15

Bądź dobrym człowiekiem

Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie! Weselcie się z tymi, którzy się weselą. Płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! (Rz 12; 14-16) Przez okres Wielkiego Postu możemy szczególnie zastanowić się nad zmianami w swoim życiu. Być może nawet częściej myślimy nad tym, jak być lepszymi. Właściwie kiedy możemy powiedzieć o sobie: “jestem dobrym człowiekiem”? Często można to usłyszeć, gdy udzielimy komuś pomocy. Poświęcamy odrobinę czasu, aby innej osobie ułatwić dzień. Jednak gdy słyszę podczas rozmowy, że ktoś o mnie mówi “dobry”, to osobiście mam ochotę zaprzeczyć. W takim razie może trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: kiedy jestem “dobrym człowiekiem”? Podany fragment Pisma Świętego zawiera krótką i z pozoru prostą “instrukcję”. Same dobre uczynki nie sprawią, że będziemy dobrymi ludźmi. Są one bardzo istotne, lecz ważne jest też to, co mamy w głowie. Jeśli powyższe słowa będzie realizować w naszym codziennym życiu, na pewno będziemy bliżej tytułu “dobrego człowieka”. Wymaga to jednak sporego zaangażowania, cierpliwości i odwagi. Nietrudno jest błogosławić tym, z którymi mamy przyjazne relacje. Spójrzmy nieco dalej. Spróbujmy błogosławić i patrzeć pozytywnie w stronę tych, którzy niekoniecznie są dla nas mili. To może być bardzo trudne i nie będzie się udawać za każdym razem, ale jednak jesteśmy tylko ludźmi. Trzeba próbować dalej. Pomimo to dzielmy nasze uczucia z innymi. Okażmy zrozumienie tym, którzy się cieszą, i tym, którzy się smucą. Takie osoby będą czuły, że i w dobrej, i w złej sytuacji nie są same. Do tego wszystkiego dorzućmy jeszcze pokorę. Osiągając sukcesy we wszystkich tych dziedzinach, pilnujmy także siebie. Nie możnemy popadać w samozachwyt, bo wtedy przestaniemy myśleć o innych, a będziemy zapatrzeni w samych siebie. Nie wiem, czy to jest “przepis na dobrego człowieka”, ale z pewnością jest to drogowskaz, by móc kroczyć drogą rozwoju. Swojego własnego, a jednak tak bardzo nakierowanego na innego człowieka. Może ten czas Wielkiego Postu i przygotowania do świąt pozwoli na to, byśmy dostrzegli otaczających nas...

Read More
Uniżenie
Mar14

Uniżenie

Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. (Mt 23, 11-12) Uniżenie – coś, z czym każdy człowiek ma spore problemy. Wiąże się ono z pokorą, a szczerą pokorę osiąga się bardzo trudno. Często towarzyszy temu wiele cierpienia i nieprzyjemności. Kto z nas chciałby być sługą wszystkich? Kto chciałby być ostatnim? Kto chciałby poświęcić całe życie innym, o sobie praktycznie zapominając? Nie tego uczą nas w szkołach, nie tego pragną dla nas bliscy, co innego wpaja nam Świat. Ile razy słyszymy, że nam się należy, że my jesteśmy lepsi, mądrzejsi, piękniejsi, bardziej zdolni, inteligentni… Jak często wpędza się nas w ślepą uliczkę oczekiwań i wyścig szczurów, kładąc do głowy, że trzeba być ”kimś”, „coś” osiągnąć, „kogoś” pokonać, zostawić w tyle. Skupić się na rozwoju osobistym, nauce, robieniu kariery, zdobywaniu pieniędzy, szacunku, często nawet – drugiego człowieka. Takich karierowiczów możemy spotkać i w naszych domach, i w miejscach pracy, grupach towarzyskich, niestety także Kościele. Pragnienie bycia docenionym, zauważonym, lepszym od innych jest dla nas bardzo naturalne. Niestety, nie tędy droga. Jest to bowiem całkowicie wypaczona chęć bycia akceptowanym i po prostu kochanym, a to zdobywa się w całkiem inny sposób. Ten, który chce być pierwszy i najlepszy nie osiągnie prawdziwej potęgi dzięki pysze, a dzięki pokorze. Jeśli nie uzna, że mimo wszystko daleko mu do ideału, nie zechce słuchać innych, będzie ich traktował instrumentalnie, pozostanie kolosem na glinianych nogach, który niechybnie upadnie z wielkim hukiem. Nawet najwięksi mistrzowie w swoim fachu osiągają wielki stopień biegłości właśnie dzięki temu, że potrafią dostrzec swoje niedoskonałości, braki i przyjąć krytykę. Dzięki ćwiczeniu cierpliwości i pokory oraz otwarciu na drugiego człowieka, czy to mistrza, który go naucza, czy też partnera, z którym nawzajem się wspierają, może osiągać szczyty. Człowiek musi wystrzegać się popadania w samo zachwyt i motywowania wszystkiego chęcią pokazania swojej wyższości. Inaczej takie chore motywacje doprowadzą do tego, że cel, który kiedyś sobie postawił, zniknie z horyzontu, zaś sensem życia będzie konkurowanie z innym ludźmi. Byle tylko ich pognębić, byle pokazać, że przy mnie są nikim, że ja to „ktoś”, a o „nich” nawet szkoda gadać. Jeśli wszystko będziemy postrzegali jedynie przez pryzmat własnych ambicji, staniemy się zawziętymi egoistami. Może nawet dojść do sytuacji, w których będziemy robić dla ludzi wiele dobra i udawać miłosiernego samarytanina jedynie po to, by samemu czuć się dobrze… Bóg daje nam pewne predyspozycje, pomysły, talenty po to, by za ich pomocą służyć innym. Wygramy swoje życie, jeśli te zdolności pomogą nam czynić ten Świat lepszym. Przegramy, jeśli będziemy ich używać przede wszystkim do poprawy swojego...

Read More
Przebaczaj
Mar13

Przebaczaj

Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie. (Łk 6,36-38) Ból, który człowiek potrafi zadać drugiemu, może być niewyobrażalny. Latami roztrząsamy wydarzenia i czyny, które zostały nam zadane. Szczególnie zranienia doznane w dzieciństwie pozostawiają trwałe piętno w sercu człowieka. Dziewczynki rosną z przeświadczeniem, że nie są warte uwagi mężczyzny, a chłopcy wciąż poszukują swojego mężnego serca. Błędy wychowawcze przekazywane są z pokolenia na pokolenie, ale jest na to recepta: refleksja nad swoim życiem oraz codzienna modlitwa o uzdrowienie duszy i przebaczenie. Serce mężczyzny staje się mężne, kobiety – delikatne i łagodne, a co za tym idzie, zanika chęć zemsty na tych, którzy nas zranili. Aby umieć przebaczać, trzeba zacząć od przebaczeniu samemu sobie. Potępienie drugiego człowieka i osąd jego czynów przychodzą nam bardzo łatwo, gorzej, jeśli to my stajemy się obiektem złorzeczeń. Odpuszczenie win nigdy nie jest łatwe. Bez modlitwy i wsparcia Boga staje się to trudne. Bóg w swoim miłosierdziu zsyła łaskę, która przychodzi stopniowo. Przebaczenie powoli nasącza zatrute serce, kropla po kropli, oczyszczając je i nadając nową...

Read More
Jest nadzieja
Mar12

Jest nadzieja

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie. (Mt 17,1-9) Gdy faraon uwolnił lud, nie wiódł go Bóg drogą prowadzącą do ziemi filistyńskiej, chociaż była najkrótsza. Powiedział bowiem Bóg: "Żeby lud na widok czekających go walk nie żałował i nie wrócił do Egiptu. (Wj 13, 17 – fragm. I czyt. z Godziny Czytań II Niedzieli Wielkiego Postu) Bóg nie prowadzi prosto do celu. Zanim Chrystus wyjdzie na Golgotę, wpierw udał się na Górę Przemienienia. Wziął ze sobą Apostołów, aby w „ich sercach nie zapanowało zgorszenie krzyża i by uniżenie dobrowolnie przyjętej męki nie zakłóciło wiary tych, którym została objawiona wspaniałość ukrytej godności” (św. Leon Wielki). Można powiedzieć, że oba wyprowadzenia się nie udały. Mimo, że Izraelici zostali cudownie uratowani z ręki Egipcjan, przeszli przez Morze Czerwone, jedli manną i przepiórki, widzieli wodę wyprowadzoną ze skały, a w drodze stale im towarzyszył słup ognia lub obłok, jako znaki obecności Jahwe, cały czas wątpili i szemrali. Z wyprowadzonych z Egiptu do Kanaanu weszło tylko dwóch ludzi: Jozue, syn Nuna i Kaleb, syn Jefunnego. Z kolei z trójki apostołów, którzy widzieli przemienionego Jezusa, pod krzyż dotarł tylko jeden. Piotr wystraszył się służącej, o Jakubie ewangelia nawet nie wspomina, a był przecież nazywany bratem Pańskim. Bóg próbuje przygotować człowieka na trudne doświadczenia, objawiając mu przyszłą chwałę. Pozornie niewiele z tego wynika. Jednak patrząc głębiej, przecież nawet ci spośród Izraelitów, którzy umarli na pustyni, umarli jako ludzie wolni. A choć Piotr i Jakub nie stanęli pod krzyżem, przecież ostatecznie okazali się świadkami godnymi krzyża Chrystusowego. Także i dla mnie w obecnych trudnościach – jest...

Read More