Sztuka codziennego warczenia
Gru10

Sztuka codziennego warczenia

Żyjemy w niezwykle nerwowych czasach. Codzienność gwarantuje nam sporo powodów, żeby na siebie nawzajem warczeć. Jak rozwścieczone pitbule. Mówi się, że cierpliwość jest cnotą. A współcześnie ta cnota ma jeszcze większą wagę. Osiągnąć pewien stopień cierpliwości, zrezygnować z wybuchu agresji, czy okraszenia każdego wypowiadanego zdania złośliwością, graniczy z cudem. Bo warczymy na siebie nazwajem każdego dnia, o każdej porze, w każdej sytuacji. W autobusie, w pracy, w sklepie czy w zaciszu domowego ogniska. To ostatnie jest najbardziej ironiczne w tym wszystkim, bo przecież dom powinien być miejscem, gdzie wszelkie złe emocje ulatują, a człowiek uspokaja nadszargane nerwy. Bardzo łatwo jest wybuchnąć złością. O wiele trudniej jest ten wybuch powstrzymać. Zwłaszcza kiedy człowiek jest przemęczony, bezradny czy przechodzi jakiś trudny okres w życiu. Zawsze znajdzie się jakieś usprawiedliwienie do wyładowania swoich frustracji na innych. A już najłatwiej wyładować się na tych, których powinniśmy kochać. Nie pomaga tępo w jakim żyjemy. Natłok różnego rodzaju złych emocji i bodźców, które pchają nas ku egoizmowi. Bo brak cierpliwości to przede wszystkim egoizm. Liczą się tylko nasze emocje, odczucia, postrzeganie świata, nasza strona barykady, bo przecież nikt inny nie ma prawa być zmęczonym jak ja, nikt inny nie ma prawa do gorszego dnia. Tylko mi się w życiu coś nie udało, tylko mnie szef okrzyczał z rana i tylko dla mnie zabrakło miejsca siedzącego w tramwaju. Warto zmienić nieco perspektywę. Zamiast na siebie, nakierować ją na innych. Zacząć zauważać ludzi wokół siebie i liczyć się bardziej z tym co oni mogą odczuwać. Postarać się zrozumieć. Policzyć w myślach do dziesięciu. Wziąć głęboki oddech. Wykazać się cierpliwością. Zrezygnować z warczenia chociaż przez chwilę, bo może ten, czy tamten, też dzisiaj nie radzi sobie najlepiej z życiem. A kiedy ktoś nawarczy na ciebie, nie ma potrzeby od razu skakać mu do gardła. Cierpliwość jest cnotą. Bardzo trudną, ale do opanowania. Pracujmy więc nad nią każdego...

Read More
Krasnoludzkie maniery, czyli jak być miłym
Gru09

Krasnoludzkie maniery, czyli jak być miłym

Kto by pomyślał, żeby dżentelmeńskich manier – czy po prostu bycia miłym dla innych – uczyć się od Krasnoludów… A jednak. Pamiętacie początek Hobbita (nie istotne, czy książki, czy filmu)? Warto zwrócić uwagę na to, jak nowo poznani Krasnoludowie* się przedstawiają panu Bagginsowi. Otóż, każdy po imieniu dodaje grzecznościowe: „At your service” – „Do usług”. Ta krasnoludzka grzeczność jest o tyle ciekawa, że to właśnie oni sami potrzebowali skorzystać z usług młodego jeszcze Bibla. I choć ten ostatni najmniejszej ochoty nie miał do świadczenia Krasnoludom jakichkolwiek usług – a już włamywaczowskich w szczególności – nawet podjęcie u siebie niespodziewanych przybyszów było mu całkiem nie w smak. Mimo to czuje się w powinności gości ugościć. Tak oto Tolkien wlał w swoich bohaterów nieco dżentelmeńskiego sznytu, czyniąc je bliższymi ówczesnemu odbiorcy. Dżentelmen i w Polsce był swego czasu okazem stosunkowo często występującym. Współcześnie jednak – z różnych przyczyn – dla nas samych archetypem Polaka stał się nosacz Janusz, jak mantrę powtarzający: „płacę–wymagam” na przemian z „mnie się należy”. Plemię kombinatorów, wiecznie szukające okazji, by swoje ugrać cudzym kosztem. Wychodząc poza stylistykę internetowych memów, dojść można do wniosku, że wyłazi z nas mentalność homo sovieticus (po więcej na ten temat odsyłam do Nieszczęsnego daru wolności Tischnera). Pewnym ratunkiem tutaj może być zmiana nastawienia do „ludziów” obok. Konkretnym narzędziem są czyny, gdyż zawsze to co robie będzie się przekładało na to, jak myślę i co czuję – stąd nierzadko warto robić pewne rzeczy „wbrew” sobie i swoim przyzwyczajeniom. Dlatego dzisiejsza propozycja, by (na początek)  bliskiej  osobie okazać troskę przez miły gest. Jaki? A sami zapytajcie, koniecznie dodając: „At your service”! –– * W przypadku uniwersum Tolkiena Krasnoludowie, nie zaś krasnoludy, podobnie jak Elfowie, nie elfy, gdyż obie rasy jako ludy cywilizowane, traktowane są tak, jak nasze narody. I fleksji to dotyczy...

Read More
Znajdź chwilę na przemyślenia
Gru08

Znajdź chwilę na przemyślenia

Każdego dnia nieustannie za czymś podążamy, codzienny pośpiech sprawia, że myślimy tylko o tym, co jest kolejne na naszej liście. Mało kiedy znajdujemy moment, kiedy możemy zatrzymać się na moment i zastanowić nad swoim życiem. Każdy z nas ma obowiązki, pracę, studia, rodzinę. Często żyjemy od godziny do godziny, a nasz dzień jest ściśle zaplanowany, co do minuty. Stawiamy na pierwszym miejscu zadania nam powierzone, bo w końcu musimy za coś utrzymać siebie i rodzinę. Jesteśmy w paru miejscach na raz, robimy kilka rzeczy jednocześnie. Kiedy wracamy wieczorem do domu, to jedyne, o czym marzymy, to ciepłe łóżko i sen. Kładąc się spać, zazwyczaj o czymś rozmyślamy, ale jesteśmy tak zmęczeni, że zaraz zasypiamy. Kolejnego ranka wstajemy i ponownie mierzymy się z tym, co nas czeka. Jednak brakuje w naszym życiu chwili, kiedy usiądziemy i zaczniemy rozmyślać o swoim życiu, o bliskich, o decyzjach, o tym, czy każdego dnia postępujemy słusznie. Bieżący miesiąc to czas adwentu, oczekiwania na przyjście Chrystusa, przygotowania do wielkiego dnia, jakim jest Boże Narodzenie. Usiądziemy wtedy ze swoimi bliskimi przy stole, dzieląc się radością, miłością i szczęściem. Grudzień jest również miesiącem, w którym zamykamy za sobą pewien rozdział naszego żywota, kolejny rok, który dla jednych był pomyślny, a dla drugich – trudny. To właśnie idealny okres na to, by zastanowić się, pomyśleć o tym, co było, przemyśleć, co zrobiliśmy nie tak, co powinniśmy zmienić. Te refleksje nad egzystencją pomogą nam lepiej wkroczyć w nowy, nadchodzący rok. Wszyscy pragniemy trwać tutaj w jak najlepszym dobrobycie. Znajdźmy chwilę w swojej codzienności i poświęćmy ją na...

Read More
Gdy banał jest najlepszą opcją
Gru07

Gdy banał jest najlepszą opcją

Co to za wyzwanie na dziś – iść na mszę? W zasadzie każdy z nas choć raz w tygodniu (a statystycznie dużo częściej, choć średnią zawyżają duchowni) jest na Mszy. Co więc trudnego może być w czynności, którą wykonuję z taką regularnością? Odpowiem tak: w ramach postanowienia adwentowego wymyśliłem sobie być codziennie na Mszy. Plan wziął w łeb po dwóch dniach. I tak jest niestety zawsze. A to wyskoczy pilny telefon, co zajmie dwie godziny, to z kolei deficyty zdrowia unieruchomią w łóżku, albo po prostu pamięć postanowi spłatać figla i wyprzeć ze świadomości fakt, że trwa Adwent. Jednocześnie, „pożytki” (bo „korzyści” jakoś tak średnio mi pasują w tym kontekście) z uczestnictwa w Eucharystii są tak ogromne, a przy tym oczywiste, że przekonywanie samego siebie, żeby jednak ruszyć cztery litery do najbliższego kościoła zakrawa trochę o banał. O banał zakrawają niekiedy też życzenia, składane z opłatkiem w ręku. Ot, akurat z ciotką Janką miałem przez ostatni rok taki jakby niezbyt intensywny kontakt. Nie do końca wiadomo, czy zmieniła pracę, czy tylko lodówkę. Ciężko więc życzenia spersonalizować, żeby się nie wysypać z brakiem wiedzy na temat członków rodziny. Nawet w takiej sytuacji banalne: „zdrowia, szczęścia, pomyślności” to dalej lepsza opcja, niż brak życzeń. Czy tylko mi się wydaje, że z uczestnictwem w Mszy jest...

Read More
Nieprzereklamowany prezent
Gru06

Nieprzereklamowany prezent

Wspomnienie św. Mikołaja można potraktować głębiej, niż sąd przed-ostateczny nad najbliższymi pociechami, względnie jako okazję do kurtuazyjnej wymiany darów ze znajomymi. Można np. dać w prezencie… siebie. Kogo podalibyście, zapytani o patronów od dzieł miłosierdzia? Brat Albert, Matka Teresa, o. Pio, Biedaczyna z Asyżu? W zasadzie tak. Ciężko o kanonizację, jeśli się nie praktykowało miłosierdzia względem bliźnich ciał i dusz. Kto jednak w roli takiego patrona obstawiłby św. Mikołaja? Ja na pewno. Trochę mam bunt wobec powszechnie panującej teologii Biskupa Mirry. I nie chodzi mi już nawet o robienie z niego przerośniętego krasnala. Nawet w Kościele zamiast wzoru miłosierdzia stał się do bólu i infantylnym straszakiem (sic!) na dzieci. “Jak będziesz grzeczny, to przyniesie ci prezent, jak nie, to rózgę”. Niby jest to obraz Boga, który za dobre wynagradza, a za złe karze, no ale przecież z “karą” spotykamy się dopiero na sądzie. Zresztą, akurat w przypadku dzieci ma to średnie zastosowanie. Bo co to znaczy, że dziecko było niegrzeczne? Nie słuchało rodziców, katechety,  czy pani w szkole? Możemy gdybać, pisać różne scenariusze. Niestety “grzeczność” za często oznacza rezygnację ze szczęścia kosztem spokoju.   Na marginesie, jaka to jest straszna niekonsekwencja, gdy w okolicach 6 grudnia dziecko z każdej strony: od ciotki, wujka, babci, pani w szkole, katechety, a i jeszcze od rodziców dostaje upominki z zastrzeżeniem: św. Mikołaj prosił, żeby Ci to przekazać. A nie mógł tego zrobić poprzez jedną osobę? Może nie róbmy z dzieci idiotów. Może więc wspomnienie dowolne św. Mikołaja potraktować głębiej, niż sąd przed-ostateczny nad najbliższymi pociechami, względnie jako okazję do kurtuazyjnej wymiany darów ze znajomymi. Jezus zachęca w jednej z nauk, by na ucztę zapraszać tych, którzy nie mogą odwdzięczyć się tym samym. Może więc warto sprezentować komuś, kto nie może się odwdzięczyć a bardzo potrzebuje swoją obecność. Koniec końców, to przecież Ty jesteś najwspanialszym...

Read More
Halo? Mama?
Gru05

Halo? Mama?

Jako dzieci ochoczo wdrapujemy się jej na ręce. Jako nastolatki odwracamy się, marząc tylko o tym, żeby nie być jak ona, być za to mądrzejszym, zaradniejszym i bogatszym. I zaczynamy rozumieć jej motywacje i zachowanie dopiero, kiedy zajmujemy to samo miejsce. Dziś zadzwoń do mamy – jeśli jesteś daleko. A jeśli blisko – powiedz jej, że ją kochasz. Kiedyś pewien spowiednik powiedział mi, że najbliższych najłatwiej ranić, bo wiemy, że i tak nam zawsze wybaczą (tak na marginesie – zupełnie identycznie jest z Panem Bogiem). Spróbuj sobie dzisiaj przypomnieć, ile razy zdenerwowałeś mamę, a ona – o ile „strzeliła focha” lub wyprała poduszkę we łzach – dzień później znów widziała w tobie najidealniejsze dziecko. Pewnie nigdy ci nie powiedziała, że podnosiłeś jej ciśnienie, zawodziłeś, robiłeś dokładnie odwrotnie, niż sobie to zaplanowała. Gdyby o tym mówiła, uważałbyś siebie za totalnego niedorajdę. Popatrz, ile musi mieć w sobie taktu i samozaparcia, żeby nie wybuchnąć. No OK., czasem wybucha. Ciekawe, czy Maryja wybuchała. Kiedy dwunastoletni Jezus się zgubił w wielkim mieście albo kiedy później widziała go skatowanego, ledwie słaniającego się na drodze krzyżowej. Spełniły się wówczas słowa Symeona o mieczu przenikającym serce. A może twojej mamie też z twojego powodu miecze przenikały serce? Dlatego jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, to naprawdę – zadzwoń do mamy. Jeśli ci głupio albo się wstydzisz – powiedz to szybko i rozłącz się. Nie obawiaj się, gdy później usłyszysz odgłos spadania ciężkiego przedmiotu na podłogę. To będzie kamień z...

Read More
Nie samymi wyrzeczeniami żyje człowiek
Gru04

Nie samymi wyrzeczeniami żyje człowiek

Chociaż wyrzeczenia w życiu codziennym są potrzebne i pomagają człowiekowi rozwijać się i doskonalić, to jednak często prowadzą do skutków odmiennych, niż te zamierzone. Jak nie wpaść w pułapkę przesadzonych restrykcji i poświęceń? Droga do perfekcji nie musi być wcale usłana samymi wyrzeczeniami i wyzwaniami, które będą zabierały nam wszystką przyjemność z życia. Przyjęło się, że jeżeli człowiek robi coś dla własnego zadowolenia, korzysta z tych małych, codziennych radości, to znaczy, że robi coś złego. Bo przecież odpoczniemy w niebie, frajda w życiu to przeżytek. A może by tak pomyśleć przez chwilę o sobie? Sprawić sobie małą przyjemność? Wyjść z klatki narzucanych nam przez innych wymagań, obostrzeń i mechanizmów. Trochę poleniuchować, obejrzeć ulubiony serial czy zjeść czekoladową babeczkę? Nic się przecież nie stanie, kiedy od czasu do czasu poluzujemy pętające nas węzły codziennych obowiązków i zamiast biegać od rana do wieczora, na chwilę przysiądziemy i zrobimy coś dla siebie. Słowo na dziś to: produktywność. Każdą chwilę życia musimy spędzać efektywnie i wykorzystywać każdą sekundę do końca. Dużo przecież się mówi o traceniu czasu na rzeczy niepotrzebne. Najważniejsze przecież żeby każdą chwilę wykorzystać jak najlepiej, żeby stawiać sobie nieustanne wyzwania i je wypełniać. A kiedy tylko wypełnimy już wszystkie, to powinniśmy sięgać po kolejne. Kiedy tylko pozwolimy sobie zboczyć z tej drogi stuprocentowej wydajności, pojawiają się wyrzuty sumienia i poczucie, że zmarnowaliśmy czas. Tymczasem trzeba umieć się zatrzymać, trzeba umieć przeżywać przyjemności. Trzeba umieć odetchnąć i trochę odpocząć. Oczywiście każda przesada jest szkodliwa. Tak jak łatwo wpaść w przesadny pracoholizm, tak samo można pogrążyć się w nieumiarkowanych przyjemnościach. Z życia trzeba czerpać garściami i wykorzystać każdą chwilę jak najlepiej. Dobrze jednak wprowadzić do niego nieco zdrowego rozsądku, który podpowie nam, kiedy powinniśmy zrobić sobie przerwę na małą przyjemność. Może to wypada akurat...

Read More
Modlitwa jest aktem wybaczenia
Gru03

Modlitwa jest aktem wybaczenia

Modlitwa za innych to akt, który świadczy o miłości człowieka do swego bliźniego. Modlić się za osoby, które się kocha, lubi, dla których chce się dobrze, nie stanowi żadnego wyzwania, najtrudniejsze jest modlić się za tych, których się nie lubi, za tych, którzy nas zranili. Jezus mówi: „(…) Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych (…) Mt 5, 38- 48.” Jezus potrafił przebaczać tym, którzy go skrzywdzili, potrafił kochać tych, których nie lubił. Emocje, które czuje człowiek w stosunku do swojego bliźniego nie zawsze są dobre. Taka jest ludzka natura – nie każdego się lubi. Zadaniem chrześcijanina jest jednak kochać każdego, bez względu na odczuwane do niego emocje. Chrześcijaństwo nie zmusza człowieka do tego, aby lubić wszystkich ludzi, zwraca jednak uwagę na to, że należy ich kochać. Modlitwa za tych, których nie lubimy jest aktem wybaczenia, aktem miłości, który może się dokonać w zaciszu domu, kościoła. Daje ona wolność od nienawiści, uczy współczucia dla każdego niezależnie od tego, co w danej chwili czujemy. Gdy modlimy się za swych wrogów, oddajemy całą złość Bogu, który zamienia ją na łaskę...

Read More
A może coś więcej?
Gru02

A może coś więcej?

Nasza propozycja na Adwent to zachęta do zrobienia czegoś więcej. Czas start! Chodzi przede wszystkim o to, żeby przekroczyć swoje własne ograniczenia. Żeby wprowadzić nieco zawirowania do szarej codzienności. Żeby wyjść ze skorupki rytuałów, codziennych obowiązków i monotonnych przyzwyczajeń. Żeby czasem z czegoś umieć zrezygnować. To skierowanie się w stronę autentycznego, być może nawet niemal dziecięcego zadziwienia, które pomaga dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. Ale coś więcej nie musi być wcale spektakularne. Co więcej, zaczynanie od czegoś dużego może być zwykłym porywaniem się z motyką na słońce i doprowadzić do bolesnego upadku. W rezultacie może stać się przyczynkiem zniechęcenia i powrotu do wcześniejszych nawyków. Zbyt duże wymagania stawiane samemu sobie na samym początku drogi mogą przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Nie od dziś wiadomo, że z im większej góry spadniesz, tym boleśniej to odczujesz. Można przecież zacząć od czegoś małego. Od dziecięcych kroczków. Zmiany wcale nie muszą być diametralne, a przełom może następować stopniowo. Robienia w życiu „czegoś więcej” też trzeba się nauczyć. Dlatego nasze „Wyzwanie COŚ WIĘCEJ” będzie się składało właśnie z tych małych rzeczy, być może czasem oczywistych. Warto jednak poświęcić chwilę, zastanowić się, przemyśleć. Podjąć refleksję, która może doprowadzić do całkiem ciekawych wniosków. Refleksję, która pomoże zauważyć w naszym – czasem może nudnym – życiu, coś więcej. Gdzieś w tej codziennej gonitwie czasem gubimy sens i zaczynamy brnąć w ciemno. Gubimy też radość, która w Adwencie powinna zacząć kiełkować na nowo. W końcu Adwent, to taka trochę wiosna dla duszy, bo przecież już niedługo zajaśnieje na niebie naszego życia Najjaśniejsze Słońce – Jezus. Dlatego może już pora wyjść poza ramy, które narzuca nam świat i codzienne życie. A może warto zrobić coś...

Read More