Kryzys sprzyja autorytetom
Mar14

Kryzys sprzyja autorytetom

Autorytety w historii odgrywały znaczącą rolę. Dla Polaków takim przewodnikiem w trudnych czasach jest św. Jan Paweł II. O tym, czy właściwie rozumiemy jego rolę w dziejach Polski oraz o tym, w jaki sposób rozwijały się społeczeństwa dzięki autorytetom rozmawiam z dr. Markiem Lasotą, dyrektorem krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej i wykładowcą akademickim. P. Zemełka: Jakie zagrożenia wynikają z poszukiwania własnego autorytetu? Dr Marek Lasota: Bardzo często jest tak, że odwołujemy się do jakiegoś autorytetu czy to nauki, czy jakiegoś doktora, naukowca i przyjmujemy bezkrytycznie to, co zostało wcześniej ustalone, nie patrząc przy tym, że dana osoba mogła się wcześniej zwyczajnie pomylić albo, że nie jest to wcale zgodne z naszymi przekonaniami. Dlaczego? Bo jest to autorytet ogólnie uznany, więc skoro inni mu wierzą, to z jakiego powodu my mielibyśmy wątpić? Ja osobiście najbardziej boję się ludzi tzw. jednej książki. Czyli osób, które w całym swoim życiu przeczytały jedną książką, nie ważne jak wartościową. Istotne jest to, że zostali nią wręcz zauroczeni. Tych ludzi urzekła treść takiej książki i przyjęli to absolutnie odrzucając wszystko inne oraz traktując jako wrogie, wszystko to, co w istocie chce zburzyć ich sposób postrzegania świata. P. Z.: Skutki takiego podejścia mogą być opłakane. Dr M. L.: Wystarczy spojrzeć na karty historii i cofnąć się do XX wieku. Mieliśmy przecież Hitlera, Stalina. Osoby, które uwierzyły w słowa Hitlera były przeciętnymi ludźmi, którzy nie studiowali filozofii czy innych nauk. W momencie gdy pojawił się człowiek, od którego usłyszeli to, co chcieli usłyszeć zaufali mu bezgranicznie i poszli za nim, nie myśląc o tym jakie mogą być tego konsekwencje. Dla nich istotne było to, co im obiecał i fakt, że mówił w sposób prosty i przekonujący. I dokładnie na tym mechanizmie opierają się sekty, gdzie jest przywódca, wyjaśniający w prosty sposób tajemnice świata. Dlatego też ludzie będą wierzyć w kosmitów, globalny spisek, czy inne tego typu teorie. P. Z.: Hitler i Stalin to przykłady autorytetów negatywnych, ale jak rozumiem pozytywne jednostki również były. Dr M. L.: W czasach mojego pokolenia, czyli w latach osiemdziesiątych, kiedy rzeczywistość komunistyczna ewidentnie ulegała erozji zaczęto stawiać sobie pytania jak przyspieszyć ten proces, jak przyczynić się od szybszego odzyskania przez Polskę niepodległości. Były oczywiście różne postawy. Jedyni woleli chwycić za karabin, a inni szukali bardziej łagodnych rozwiązań. W ten sposób często przywoływanym autorytetem stał się Ghandi, który zasłynął m.in. z idei biernego oporu, która przyczyniła się do wyprowadzenia Indii z epoki kolonialnej. Sama idea sprowadzała się do porzucenia przemocy dzięki czemu nie prowokowano drugiej strony do jej stosowania. Jest to obraz uproszczony, bo były przypadki kiedy ta przemoc ze strony Brytyjczyków się pojawiała, niemniej jednak ta postawa ostatecznie zwieńczona została sukcesem. Dlatego...

Read More
Mogę być przy nim po prostu sobą
Mar14

Mogę być przy nim po prostu sobą

Sylwia Gajewska choruje na artrogrypozę. Mimo licznych przeszkód  spełnia marzenia i jest szczęśliwa. Studiuje pedagogikę na drugim roku. W przyszłości pragnie zostać logopedą. Od 6 lat jest fotomodelką. Ma za sobą kilkanaście profesjonalnych projektów. Jest zapraszana na prestiżowe gale i pokazy mody. Od 3 lat bloguje dzieląc się swoją historią i optymizmem z innymi. W 2014 roku założyła pierwszą w Polsce agencję dla niepełnosprawnych modelek i modeli – Equal Models Agency. A niedawno… znalazła miłość! Szczęśliwiec u jej boku to Krzysztof Chodkowski. ONA Krzysztof Reszka: Jak się poznaliście z Krzysztofem i czy to była miłość od pierwszego wejrzenia czy na początku przyjaźń? Sylwia Gajewska: Poznaliśmy się na jednym z portali społecznościowych. Krzyśkowi zaimponował mój uśmiech i to, że mimo niepełnosprawności – której nie ukrywałam – tak wiele osiągnęłam. Napisał do mnie wiadomość i tak zaczęła się nasza znajomość. Po bardzo krótkim czasie nie było dnia, w którym byśmy ze sobą nie pisali czy wieczoru bez długich rozmów. Zaledwie po 2 tygodniach Krzyś zaprosił mnie do pizzerii. Z jego późniejszych opowiadań wiem, że bardzo się denerwował, a ja? Już wtedy wiedziałam, że mogę być przy nim po prostu sobą i tak było. Rozmawialiśmy na tysiące tematów śmiejąc się przy tym jak najlepsi przyjaciele. Już wtedy widziałam jak on na mnie patrzył…  (uśmiech). KR: Jak otoczenie reaguje na Wasz związek? Czy wspiera, czy jest sceptyczne? SG: Nigdy nie spotkaliśmy się z negatywnym odbiorem naszego związku. Wszyscy nas wspierają i cieszą się, że jesteśmy szczęśliwi. KR: Czy była taka obawa, że choroba uniemożliwi marzenia o miłości, czy zawsze wiedziałaś że nie będzie to problemem? SG: Odkąd pamiętam nigdy nie miałam problemów w relacjach damsko-męskich i cieszyłam się powodzeniem.  Nie widziałam nigdy w sobie niepełnosprawności i nie wystawiałam jej przed szereg. Zawsze na pierwszym planie był mój uśmiech i myślę, że to on przyciągał do mnie wyjątkowych ludzi i przyciąga po dziś dzień. Od zawsze chciałam mieć w przyszłości bliską osobę, nie kolegę, nie przyjaciela, a męża, dla którego moja niepełnosprawność będzie czymś normalnym, jak poranna kawa. Chciałabym być żoną – nie idealną wobec bliskich i innych ludzi, a idealną dla niego. I jeśli będzie mi dane, chciałabym usłyszeć kiedyś ''mamo''. ON KR: Czym się zajmujesz na co dzień? Czy tak jak Sylwia masz jakieś pasje? Krzysztof Chodkowski: Na co dzień pracuję, a moją największą pasją są motocykle. Od zawsze miałem do nich słabość i marzę o swoim własnym motorze.  Jazda jest czymś co mnie uspokaja i pozwala oderwać się od rzeczywistości. Fajne jest to, że oboje z Sylwią wspieramy się w swoich pasjach. KR: Miałeś kiedyś styczność z osobą niepełnosprawną fizycznie? KCh: Nie miałem nigdy styczności z osobą niepełnosprawną fizycznie,  Sylwia jest pierwsza, ale tak na...

Read More

Autorytet poszerza nasze horyzonty

Każdy z nas potrzebuje w życiu autorytetu, przewodnika, którzy odkryje przed nami tajemnice i poszerzy naszą wiedzę o świecie. O tym, w jaki sposób znaleźć takiego człowieka i jakimi cechami powinien się charakteryzować rozmawiam z dr. Markiem Lasotą, dyrektorem krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej i wykładowcą akademickim. P. Zemełka: Jakie możemy w swoim życiu posiadać autorytety? Dr Marek Lasota: Pojęcie autorytetu jest niezwykle trudne do zdefiniowania, a definicja może się różnić w zależności od rodzaju autorytetu. Możemy mówić o tzw. autorytecie mimowolnym, który posiada chyba każdy. Czyli każda osoba, w którymś momencie życia spotkała człowieka, z którego ust usłyszała informację na tyle istotną, że stała się ona pewnym wyznacznikiem jej drogi. Innym autorytetem jest tzw. autorytet ogólnie uznany, do którego nieraz odwołujemy się w celu poparcia naszych tez. I w przypadku tego rodzaju autorytetu wcale nie musimy mówić o osobie. Może to być też nauka, jakieś twierdzenie naukowe czy dowód naukowy. Najciekawszym rozwinięciem tego pojęcia jest spojrzenie na nie jako efekt świadomego poszukiwania jakie podejmuje człowiek. Zwłaszcza część młodych, która dopiero kształtuje swój wizerunek świata. P. Z.: Skąd bierze się w człowieku chęć poszukiwania takiej osoby? Dr M. L.: Kiedy człowiek zaczyna obracać się w istniejącej rzeczywistość i próbuje jakoś określić w niej swoje miejsce, to naturalnym jest, że początkowo jest bezradny wobec pewnych problemów i zjawisk. Nie jest w stanie ich objaśnić czy wytłumaczyć, albo dać choćby samemu sobie przekonującej odpowiedzi na dręczące go pytania. Wówczas poszukuje osoby, która mu tej odpowiedzi udzieli. I to jest właśnie chyba ta najwłaściwsza droga do znalezienia odpowiedzi na pytanie kim jest autorytet. Człowiekiem z autorytetem będzie dla każdego z nas indywidulanie ktoś, kogo my sami szukamy. Ktoś, na kogo my, zetknąwszy już w tym naszym życiu z wieloma postawami, postaciami, trafiamy. To ktoś, kto najbardziej odpowiada naszemu sposobowi postrzegania świata. I co więcej, nie tylko odpowiada, ale jeszcze poszerza nasze horyzonty, odsłania kolejne tajemnice i daje nam odpowiedzi na pojawiające się pytania dotyczące rzeczywistości. Jeśli tak będziemy rozumieli autorytet, jako owoc naszych poszukiwań, to jest autorytet wybrany świadomie, autorytet, któremu warto zawierzyć, autorytet który staje się faktycznym naszym przewodnikiem przez życie. P. Z.: W takim razie jakimi cechami będzie wyróżniać się ten autorytet-przewodnik? Dr M. L.: Fundamentalną rzeczą według mnie jest zaufanie, które pozwala nam wierzyć, że taka osoba nas nie okłamuje w danej kwestii. Druga rzeczą jest świadomości, że wszystko, co ten człowiek mówi wypływa z jego głębokiej wiedzy. Jest to więc człowiek, który posiada wiedzę ogólną o świecie czy w jakiejś dziedzinie szczegółowej i my jesteśmy o tym przekonani, że jego wiedza jest na tyle głęboka, jest owocem wieloletnich dociekań czy studiów, że możemy mu zaufać. A trzecią rzeczą jest mądrość....

Read More
Słowo, które rozjaśnia życie
Sty27

Słowo, które rozjaśnia życie

To, czego Jezus naucza w sferze etyki, w dużej mierze występuje też poza chrześcijaństwem. Również nauczanie na temat jednego Boga, który jest dobry, na temat nieprawidłowej sytuacji duchowej człowieka, a także konieczności wzywania pomocy z góry i wychodzenia ze swego egoizmu, pojawia się w różnych religiach i szkołach filozoficznych. Natomiast to, co jest w chrześcijaństwie absolutnie oryginalne, to Jezus jako osoba – mówi dr hab. Marek Kita, filozof i teolog. Krzysztof Reszka: Ostatnio słyszeliśmy w kościele, że Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Gdy byłem dzieckiem zastanawiało mnie czym jest to Słowo. Ono oświeca każdego człowieka gdy na świat przychodzi, a tym którzy Je przyjęli, dało moc aby się stali dziećmi Bożymi.  Jak mamy rozumieć grecki termin Logos, którym nazywany jest w Biblii Syn Boży?  Dr hab. Marek Kita: Termin Logos jest użyty w Ewangelii wg św. Jana, na samym jej początku – w tak zwanym Prologu. Zwykle w naszych przekładach biblijnych  tłumaczymy ten termin jako "Słowo", bo to jest jedno z jego znaczeń. Ale logos może oznaczać także "mowę" i „rozum”, może znaczyć również "sens". W Biblii te znaczenia się przeplatają i współistnieją. Uważny czytelnik Biblii wie, że ma ona w sobie liczne pokłady znaczeń. Wiedzieli to także rabini żydowscy i ojcowie Kościoła – oni mieli świadomość, że można wciąż powracać do tych samych tekstów Pisma Świętego i wydobywać z nich coraz to nowe sensy. Natomiast w starożytnej Grecji terminem "logos" posługiwali się np. stoicy i Heraklit z Efezu. Nazywali tak Rozum o charakterze boskim, który rządzi światem.  Zdawali sobie sprawę, że świat jest nacechowany pewnym porządkiem, ładem (greckie słowo „kosmos” oznacza właśnie „ład”) i dopatrywali się za tym ładem i porządkiem jakiegoś wyższego Rozumu. Nie chcę przy tym wcale twierdzić, że autor Ewangelii Jana musiał czytać stoików lub Heraklita, czy choćby tylko Filona z Aleksandrii – żydowskiego myśliciela, który terminem "Logos" określał Bożą Mądrość przejawiającą się w świecie. Być może autor Ewangelii mógł się otrzeć o poglądy Filona. Ale niezależnie od wszystkiego jest faktem, że z natchnienia Ducha Świętego ten termin został użyty na określenie Jezusa objawiającego się nam, jak również Jezusa żyjącego od wieków u Ojca. Użycie terminu "Logos" w Ewangelii Jana daje do myślenia. Oczywiście wszystkie możliwe skojarzenia, o których mówiłem, nie wykluczają zwykłego rozumienia przez logos po prostu "słowa". Chrystus jest Słowem, które wyraża Boga. Bóg od wieków wyraża siebie w swoim przedwiecznym Słowie, które można też nazwać Jego Synem (choć nie w sensie biologicznym). Od wieków wypowiada siebie w pełni. To jest dość ciekawe, bo w komentarzu do modlitwy "Ojcze nasz", św. Maksym Wyznawca – ojciec Kościoła z VII w. – omawiając wezwanie "święć się imię Twoje" sugeruje, że kiedy mówimy "imię", możemy myśleć o Jezusie....

Read More

Bóg dał Słowo, że jest z nami

O poznawaniu dobrego i pięknego Boga, pobożnych kłótniach, odkrywaniu naszej najgłębszej tożsamości, znaczenu modlitwy "Ojcze nasz" i sposobach na przetrwanie najbardziej nawet wstrząsających tragedii – w rozmowie z Krzysztofem Reszką – opowiada dr hab. Marek Kita, filozof i teolog, wykładowca na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Panie doktorze, jak poznać Boga? Jak nawiązać relację z kimś kogo przecież nie widzimy, nie słyszymy, nie możemy przytulić, poczuć zapachu, czy nawet od Niego SMS'a otrzymać? Chciałbym w związku z tym pytaniem powiedzieć o dwóch rzeczach. Po pierwsze: każdy człowiek – nie tylko chrześcijanin – może jakoś odnaleźć kontakt z Bogiem. Jednak uprzywilejowaną, a w gruncie rzeczy jedyną bramą do Niego jest Jezus. Wbrew pozorom te dwa stwierdzenia nie kłócą się ze sobą. Jezus jest przy nas obecny nawet jeśli Go świadomie nie poznaliśmy. Każdy kto ma kontakt z Bogiem, ma go przez Jezusa Chrystusa, choćby o tym nie wiedział. Po drugie: warto uświadomić sobie że Bóg to jest Ten, który dał mi życie.  Pragnienie szczęścia, które odnajduję w moim sercu, to jest klucz do odkrycia, że On mnie do tego szczęścia stworzył. Bóg nas stworzył Słowem, więc można powiedzieć, że pragnienia naszego serca są echem tego Słowa. Bóg jest Tym, za kim tęskni moje serce. Wszyscy tęsknimy za pięknem, za dobrem, za pełnią życia, za własnym spełnieniem. Bywa, że realizujemy te pragnienia w sposób niewłaściwy, szukamy piękna czy spełnienia w niemoralnych zachowaniach. Diabeł kradnie te doznania i doświadczenia, które zostały dane przez Boga. Na przykład pozamałżeńskie współżycie seksualne nie dlatego jest złe, że jest seksualne, ale dlatego, że jest wyrwane z właściwego sobie miejsca, z harmonii Bożych darów. To nie dar seksu jest zły, ale sposób korzystania z niego.  Jednak nawet kiedy grzeszymy, jesteśmy obrazem Boga – choć nieraz potwornie wykrzywionym. Czasem bywamy wręcz straszni. Ale to pokazuje, jak bardzo ważni jesteśmy i jaką mamy odpowiedzialność. Im coś jest doskonalsze, tym większe szkody poczyni, gdy się zepsuje. Kiedy zepsuje się młotek, to nie ma aż takiego problemu jak wtedy, gdy zepsuje się komputer. A więc choć zawsze jesteśmy obrazem Boga, trzeba jeszcze, żebyśmy rozwijali nasze podobieństwo do Niego.  A przy tym wszystkim jesteśmy stworzeni „na obraz Obrazu”, jak uczyli ojcowie Kościoła – bo doskonałym Obrazem Boga jest Chrystus. Poznajemy Boga zwracając uwagę na Jego dyskretną obecność, zwracając się do Niego. To się nazywa modlitwa. Jezus proponuje, żeby na czas modlitwy wejść do swej izdebki (Mt 6, 6), a więc zaprasza, by znaleźć w sobie odrobinę ciszy. W tej wewnętrznej ciszy, pod powierzchnią całego codziennego rozedrgania, możemy spróbować odnaleźć siebie jako oglądanych przez Boga. Spoczywa na nas spojrzenie Ojca, który ma upodobanie w swoim dziecku. Warto wsłuchać się w najpiękniejsze pragnienia własnego serca i...

Read More
Czy jesteś gotowy na małżeństwo?
Sty13

Czy jesteś gotowy na małżeństwo?

Małżeństwo – w dzisiejszych czasach różnie postrzegane – wiąże się mimo wszystko z dużą odpowiedzialnością. Ludzie, którzy ostatecznie postanowili docenić piękno tego sakramentu często borykają się z pytaniem czy są już odpowiednio przygotowani. Jako narzeczeni postanowiliśmy zgłębić ten temat z duszpasterzem akademickim archidiecezji wrocławskiej, ks. Mirosławem Malińskim. A. Zawalska: Wiele osób mówi, że małżeństwo to koniec pewnego etapu w życiu, koniec wolności, którą mogli się wcześniej cieszyć. Czy mimo to mówiąc o sakramencie małżeństwa możemy mówić o nowym początku? ks. M. Maliński: Przede wszystkim o nowym początku. Jeśli ktoś myśli, że przez  małżeństwo traci  wolność, nie powinien się żenić. Ci, którzy uważają małżeństwo za początek nowego, lepszego życia trafiają w dziesiątkę. Ślub powinien zmieniać całe nasze dotychczasowe życie, podnosić jego jakość. A. Z.: Co jeśli sakrament małżeństwa nie wiąże się z taką zmianą? ks. M. M.: Od jakiegoś czasu w Stanach Zjednoczonych intensywnie rozwija się terapia związana z depresją poślubną. Chodzi o ludzi którzy żyją razem kilka lat i nie bardzo im się układa. Postanawiają wziąć ślub w przekonaniu, że to uzdrowi ich problemy. Okazuje się jednak, że sytuacja nie ulega poprawie, a oni popadają w depresję. Ślub traktują jak obrzęd magiczny tak naprawdę nie zmieniający ich życia oprócz pewnych formalności, jak zamiana nazwiska przez małżonkę. Nie ma on jednak poważnego wpływu na budowanie więzi między dwojgiem ludzi. Magia nie działa, a oni popadają w depresję. Ślub powinien zmieniać wszystko, całe życie, to ma być nowe rozdanie. Po ślubie zaczyna się wspólne życie. Do tej pory było "ja", a teraz jest "my". Jeśli chodzi o problem wspólnego zamieszkania przed ślubem nie są to z pewnością jakieś wariackie wymysły Kościoła, tylko głębokie przeżycia, dynamika życia, która ma potężne konsekwencje psychologiczne. P. Zemełka: Jak młody człowiek może rozpoznać czy jest gotowy do małżeństwa, do takiej zmiany? ks. M. M.: Są dwa aspekty tej sprawy. Po pierwsze musimy odpowiedzieć na pytanie czy dana osoba w ogóle może zakładać rodzinę. Jest taki moment w Ewangelii kiedy uczniowie, powołując się na Mojżesza, pytają Chrystusa czy można dać żonie list rozwodowy. Jezus odpowiada, że Mojżesz na to zezwalał ze względu na zatwardziałość serc ludzi, ale On ze względu głęboki charakter jedności małżeńskiej na to nie zezwala. Wtedy uczniowie lekko żartując mówią, że zatem nie warto się żenić. Jezus podejmuje ten temat dosyć poważnie twierdząc, że w trzech wypadkach nie można się żenić. Wspomina o bezżennych, którzy takimi się urodzili i których ludzie takimi uczynili. Są jeszcze niezdolni do małżeństwa ze względu na Królestwo Niebieskie i do tych na przykład ja się zaliczam. A.Z.: Zatem są ludzie, którzy nie powinni się żenić ze względu na wrodzone bądź nabyte niezdolności. I nie mam tutaj na myśli tylko...

Read More
Każdy potrzebuje autorytetów
Maj04

Każdy potrzebuje autorytetów

Rozmowa z Tomaszem Gubałą, prowadzącym inicjatywę Bądźmy poszukiwaczami autorytetu, o samej akcji, autorytetach w dzisiejszym świecie, Janie Pawle II oraz tym, za kim i za czym idą młodzi ludzie. Skąd pomysł na akcję? Tomasz Gubała: Sam pomysł, tak jak i w ogóle personalizm, wynikają z natury. Pracując wiele lat z młodzieżą jako profilaktyk, zastanawiałem się, jak uchronić ją przed zagrożeniami, które czyhają w dzisiejszym świecie. Narkotyki, alkohol, pornografia… Szukaliśmy uniwersalnych sposobów na to, żeby wzmocnić młodych, żeby byli silniejsi, odważniejsi, bardziej poukładani. Wychodzi na to, że jedyną strategią, która przynosi prawdziwe efekty, jest strategii liderów, autorytetów. Każdy człowiek potrzebuje kogoś, kto jest dla niego wzorem do naśladowania. Idąc dalej tym tropem – wiemy, że autorytet odpowiada na dwie podstawowe potrzeby każdego człowieka: potrzebę miłości i potrzebę akceptacji. Dzięki komuś, kogo uznaję za mistrza, czuję się bezpieczny. On pokazuje mi, jak iść przez życie, i czuję, że jestem dla niego ważny, kocha mnie miłością bliźniego. Jestem z nim w dobrej relacji, dzięki której czuję się potrzebny i akceptowany. Jakie konkretne autorytety chcielibyście przez tę akcję promować? T.G.: Jest tylko jeden autorytet, który chcielibyśmy bezpośrednio promować – jest nim Jan Paweł II. Inne autorytety chcemy wskazywać przede wszystkim poprzez cechy, którymi się odznaczają. Tutaj ciekawym pomysłem może być szukanie tych cech przez młodych, aczkolwiek kilka z nich, jak sądzę, jest uniwersalnych. Jakie wspólne cechy ma pan na myśli? T.G.: Bardzo długo się nad tym zastanawiałem a ostatecznie okazało się, że zostały one już dawno opisane w literaturze, i są one znane w każdej kulturze i społeczeństwie. Pierwsza – to roztropność, zdolność do odpowiedzialnego planowania i ponoszenia konsekwencji swoich decyzji. Niestety, dziś wielu młodych nie zna znaczenia tego słowa. Druga cecha to sprawiedliwość, dziś powiedzielibyśmy – bycie fair. Autorytet musi wymagać tak samo od siebie, jak i od innych. Później – umiarkowanie – czyli umiejętność ograniczania samego siebie. Jest to niezwykle ważne w kontekście wszelakich uzależnień. Ktoś umiarkowany korzysta z pozytywnych aspektów np. gier komputerowych, rozrywki, a dorosły także np. z alkoholu, ale potrafi to robić w odpowiednim czasie, miejscu, ilości. Ostatnią, i według mnie najważniejszą cechą jest męstwo. Oczywiście, również kobiety również mogą być mężne. Ta cecha pomoże nam wytrwać w czasie próby, bo co z tego, że ktoś będzie bardzo mądry, a w sytuacji kryzysowej pęknie? Lub jeśli będzie sprawiedliwy, a da się przekupić? Jest jakby uzupełnieniem wcześniejszych cech. To właśnie są cztery cnoty kardynalne, o których mówi nam także Kościół Katolicki. Jak mogą się one objawiać? T.G.: Na pewno ich wyznacznikiem jest szanowanie innych autorytetów, ale także pewna spójność – czyny muszą być odzwierciedleniem myśli i słów. Autorytet nie może jednego robić, drugie radzić innym, a jeszcze trzecie myśleć....

Read More
Różaniec Wielkiego Wujka
Kwi19

Różaniec Wielkiego Wujka

O swoich wspomnieniach związanych z Janem Pawłem II opowiada pani dr hab. Katarzyna Barańska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Poznała Pani Jana Pawła II jeszcze jako młoda dziewczyna. Jak to się właściwie stało? Miałam szczęście. Mieszkałam w Krakowie i byłam członkiem takiej, a nie innej rodziny. Dzięki właśnie rodzinnym koneksjom zdarzyło mi się kilkukrotnie spływać kajakami po różnych polskich rzekach i jeziorach w towarzystwie zwanym umownie Środowiskiem, którego sercem był i chyba na zawsze pozostał Karol Wojtyła. Byłam wtedy małą dziewczynką, potem młodą dziewczyną, nieco zbuntowaną i całkiem niekiedy rogatą, uczestniczyłam w kajakach lub kolędach na Franciszkańskiej bez świadomości, że oto ocieram się o historię. Niektóre zdarzenia – jak migawki – wracają po latach, próbuję odnajdywać w nich sens lub po prostu wspominam je z niemałym ładunkiem wzruszenia i dumy, że miałam to szczęście. Czy pamięta Pani jakieś wydarzenie, które szczególnie zapadło Pani w pamięć? Wśród wielu wspomnień jest jedno wydarzenie, które stało się dość istotne dla mnie w moim przyszłym życiu i do którego teraz niejednokrotnie wracam myślą w kontekście wykonywanej przeze mnie pracy nauczyciela muzealnego i akademickiego. To było nad pięknym jeziorem, kajaki tzw. stacjonarne – wcześniej spływaliśmy Regą, a na czas ostatni (może tydzień?) dojechał do nas swym czarnym samochodem Wujek Wielki, czyli kardynał Wojtyła. Las piękny, sosnowy, brzeg wysoki, namioty rozsiane pomiędzy drzewami. W czasie tego biwaku poświęcony został nasz – mojej Cioci Marytki i mój – kajak; nadałyśmy mu imię MarKaś. Pomiędzy drzewami był jeden większy namiot, w przedsionku którego co rano urządzano ołtarz i Wujek odprawiał Mszę Świętą. Patrzyłam na Niego odprawiającego Mszę nie pierwszy raz wtedy i, podobnie jak wcześniej, uderzał mnie spokój i pewność każdego gestu. Miałam poczucie, nie do końca zresztą wtedy uświadamiane, że On rzeczywiście wierzy w sens tego co robi, że nie ma tam miejsca na żadną bylejakość i pośpiech – właściwy niestety wielu Mszom, na których bywałam w krakowskich kościołach. Trzeba przyznać, że to poczucie sensu i spokój panowały po obu stronach ołtarza na turystycznym stoliku. Msza była wydarzeniem wspólnym i tym bardziej się czuło Bożą Obecność w niskich promieniach słońca pomiędzy drzewami. Czy wspomina Pani jakąś rozmowę z przyszłym papieżem Janem Pawłem II? Pamiętam kiedyś, że zamiast popłynąć na jakąś wycieczkę zostaliśmy – nie jestem pewna czy wszyscy – na biwaku. Siedzieliśmy w kręgu i odbywała się jakaś rozmowa – pewnie o sytuacji Kościoła lub ekumenizmie w Europie. Chciałam w tym jakoś zaistnieć i odważyłam się zadać pytanie. Trudno mi w tej chwili zrekonstruować dokładnie o co chodziło, w każdym razie w tym pytaniu wykazałam się podstawową niewiedzą i naiwnością, usprawiedliwioną przez mój wówczas paronastoletni wiek. Pamiętam, że chodziło o Kościół w Hiszpanii. Pytanie było z rzędu – czy...

Read More
Serce Jezusa jest wzorem serca każdego mężczyzny
Mar22

Serce Jezusa jest wzorem serca każdego mężczyzny

Ojciec Grzegorz Kramer, jezuicki duszpasterz powołań z Krakowa i twórca serwisu „Banita” wydał właśnie pierwszą książkę – „Męskie serce”. Dziś porozmawiamy z nim właśnie o niej, a także o męskiej duchowości, miejscu mężczyzn w Kościele oraz ich relacji z Bogiem i kobietami. Skąd wziął ojciec pomysł na stworzenie takiej książki? Kiedy to było i czy ktoś miał na to wpływ? o. Grzegorz Kramer: Teksty powstały z pomysłu ks. Łukasza Kachnowicza. Gdy spotkałem się z nim w maju, rozmawialiśmy Mszach dla mężczyzn, które organizujemy w kościele św. Barbary w Krakowie.  Ten pomysł bardzo mu się spodobał i postanowił zorganizować taką w Lublinie, w czerwcu. Kiedy zapytałem, dlaczego akurat w tym miesiącu, odpowiedział, że w czerwcu czci się Serce Jezusowe, a ono jest wzorem serca mężczyzny. Gdy powróciłem do Krakowa uznałem, że to całkiem fajny pomysł, by związać Jego Serce z męską duchowością i postanowiłem go ukraść, oczywiście za zgodą ks. Łukasza. Tak powstały czerwcowe rozważania na temat poszczególnych wezwań litanii do Serca Jezusowego. Publikował je Deon, zainteresował się nimi także Przemek Radzyński z serwisu mojepowolanie.pl, gdzie także wylądowały. Pod koniec czerwca Piotrka Żyłka z Deonu powiedział mi, że trzeba by to wydać w formie książki. Powiedziałem mu wtedy, że nie wydam nigdy żadnej książki, ale niedługo później wyjechałem w Beskid Sądecki i tam, w trakcie górskich wędrówek, postanowiłem jednak się na to zgodzić. W końcu tylko krowa nie zmienia poglądów (śmiech). Jak na pomysł wydania „Męskiego serca” zareagowali ojca przełożeni, współbracia? o. G.K.: Książka ma imprimatur mojego prowincjała, więc w jego osobie moi współbracia wyrazili na nią zgodę. Co w trakcie pisania rozważań było dla ojca najważniejsze czy najtrudniejsze? Na pewno niektórzy czytelnicy część tekstu  przeżywają bardziej, niż resztę. Czy ojciec w trakcie pracy nad nimi czuł podobnie? o. G.K.: Na pewno mogę tak powiedzieć o wszystkich wątkach osobistych, a jest ich trochę. Generalnie założeniem rozważań było to, żeby nie pisać żadnego traktatu teologicznego czy moralnego, których jest wszędzie pełno, także na ten konkretny temat, a jedynie dać wskazówki, jak mężczyzna może odnaleźć swoje serce w Jego Sercu. Myślę, że to jest najważniejsza, płynąca z niej treść. Nie uważa ojciec, że takie stwierdzenia, jak „Serce Jezusa jest wzorem męskiego serca” jest truizmem? Można przecież uznać, ze wszystko, co jezusowe, jest wzorem dla człowieka, że z Jezusa trzeba brać przykład, ale czy poza pięknymi słowami, dobrymi np. dla dzieci, większość ludzi rozmyśla się nad ich sensem, wyciąga z nich jakąś naukę dla siebie? Kościół to powtarza jak mantrę i wielu z nas zapewne przyjmuje to bez zastanowienia. o. G.K.: Serce Jezusa jest wzorem męskiego serca, bo Jezus był mężczyzną i to jest fakt. To przecież proste. Można powiedzieć, że cała książka...

Read More
Połączmy siły!
Mar22

Połączmy siły!

Padają oskarżenia, że chcemy brać przykład z ludzi, którzy przegrali, że są złym wzorem. Przykładem są ludzie, którzy byli w stanie poświęcić wszystko dla kraju w najtragiczniejszych okolicznościach. To powinno być wyzwanie i wielka nauczka. Gdybyśmy wyciągali tylko wygrane żadnej gorzkiej nauczki na przyszłość by nie było. Czcimy bohaterów, którzy zachowali się bohatersko. Trzeba spojrzeć na nich i może się zawstydzić, że w czasach dzisiejszych robimy niewiele lub nic.   Tadek – Wolność i Niezawisłość    Konstancja Nałęcz-Nieniewska: Pisałeś gdzieś, że rozpoczynając karierę solo nie zmieniłeś swojej grupy odbiorców, że przede wszystkim są to młodzi słuchacze rapu. Co wg Ciebie sprawia, że są oni zainteresowani patriotycznymi treściami? Tadek Polkowski: Zainteresowani mogą być różni ludzie – dawniej dorośli raczej nie przychodzili na koncerty hip-hopowe. Do mniejszości należą przypadki, gdy na koncert hiphopowy przyjeżdżają małolaty z rodzicami, na moich koncertach można zaobserwować takowe zjawisko. To na pewno jest zmiana grupy docelowej, jej rozszerzenie. Są dwie strony tej sytuacji: hip-hop zyskuje nowych odbiorców, a treści tego typu są szerzej odbierane. Natomiast z założenia muzyka ma trafiać do tej samej grupy odbiorców po to, żeby im coś wlać do głowy, tak jak ja sobie wlewam. Aby przekazać im historię w jakiejś bardziej przystępnej formie. Myślę, że nie miałbym takiego kopa do działania, gdybym nie widział i nie miał na piśmie ich efektów. Gdybym nie widział zmian wśród młodych, odbicia od dna jeśli chodzi o kwestie tożsamości, jakiegokolwiek zainteresowania swoim krajem. Modne jest odcinanie się od korzeni. Jednak gdy przebić tę początkową niechęć, okazuje się, że młodzi chętnie słuchają o historii Polski i o bohaterach. Jak myślisz co przemawia do młodego pokolenia w ich postawie? T.P.: Tak naprawdę to nie tylko młode pokolenie, bo mocniej sprane mózgi mają często ludzie mniej więcej z pokolenia naszych rodziców. To mój ulubiony przykład kiedy nauczycielka historii usłyszała kawałek o Pileckim z Youtube'a, odpalony przez uczniów. Do tego stopnia była zaaferowana informacją, że ktoś taki istniał, że z całą szkołą zrobiła gazetkę szkolną dotyczącą Pileckiego, jeszcze z cytatami z mojego kawałka. Nawet dostałem stamtąd zdjęcia na Facebooku. Postawa tamtych ludzi dociera do młodych, ponieważ: jest to nieodległy okres – nie są to opowieści o wojach Chrobrego, czy o jakiejś prehistorii, tylko o czymś dosyć współczesnym. Uczestnicy tych zdarzeń żyją. Ma to ścisły związek z bieżącą rzeczywistością i bardzo sensacyjny wymiar: partyzanckie walki, gra wywiadów plus aspekt tragiczny – egzekucje i tortury. Jest to wszystko jak wyjęte z mocnego filmu sensacyjno-wojennego tylko, że w przełożeniu na prawdziwe zdarzenia z niedalekiej przeszłości naszego kraju. Czasami dzięki takiej aktywności, dzięki słuchaniu takich kawałków, wnuczek przychodzi do dziadka i pyta co on wtedy robił. Często okazuje się, że dziadek latał z karabinem po...

Read More