Pierwsza pascha Jezusa
Lut02

Pierwsza pascha Jezusa

Dlaczego Jezus został ofiarowany? Na pamiątkę dziesiątej plagi egipskiej. Gdyby Jezus po jakimś czasie spytałby się, dlaczego zostałby ofiarowany, św. Józef zgodnie z Torą odrzekłby, że to Pan powiedział: „Poświęćcie Mi wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona matczynego – zarówno człowiek, jak i zwierzę” (Wj 13, 2), a potem „Pan ręką mocną wywiódł nas z Egiptu, z domu niewoli. Gdy faraon wzbraniał się nas uwolnić, Pan wybił wszystko, co pierworodne w ziemi egipskiej, zarówno pierworodne z ludzi, jak i z bydła, dlatego ofiaruję dla Pana męskie pierwociny łona matki i wykupuję pierworodnego mego syna” (Wj 13, 14-15). To „przejście”, po hebrajsku „pesach”, to uwolnienie się, ale też ocalenie od kary i śmierci za sprawą krwi baranka paschalnego. Najpierw Anioła Śmierci przeszedł obok domów Izraelitów nie czyniąc im krzywdy, potem oni sami przeszli przez Morze Czerwone. Wspomnienie nocy paschalnej, gdy w obliczu wielkiej rzezi pierworodnych ludzi i zwierząt w całym Egipcie faraon zezwolił Izraelitom na wyjście z niewoli jest dość trudnym dla katechetów wątkiem. Jednak dla wiary żydowskiej wszystkich czasów jest punktem kluczowym. Z niej, zgodnie z Ewangelią, zaczerpnęło chrześcijaństwo. Egipt to kraj grzechu, śmierci, gdzie wierni Bogu cierpią i są poniżani, a także skazani za zagładę. O ile dokonane w ósmym dniu życia obrzezanie można przypisać do przymierza Boga z Abrahamem, o tyle teraz symbolicznie uczestniczył w kolejnym etapie wędrówki Narodu Wybranego – ocaleniu dzięki mocy Boga. To była pierwsza Pascha Jezusa jako człowieka. Przeżył ich jeszcze mniej więcej trzydzieści, a ostatnia stała się dopełnieniem całego Starego Przymierza. Na Golgocie ofiarował się w pełni i stał się Barankiem, który dał ludziom wolność od już nie od kajdan faraona, a niewoli grzechu. Tak na marginesie: czy Jezus został wykupiony? Niektórzy twierdzą, że nie, gdyż za pierworodnego należało ofiarować pięć szekli srebra, zaś parę synogarlic i dwa młode gołębie, co było ofiarą ubogich (Lb 12, 8) składano jako przebłaganie dla matki, jako ofiarę oczyszczającą po porodzie. Łukasz w wersecie 2, 24 jednak wstawia między wątki wykupu i synogarlic słowo „kai” – „również”, „i”. Przybyli więc złożyć dwie ofiary – za Jezusa i...

Read More
Błogosławiona niewiedza – I Niedziela Adwentu
Lis26

Błogosławiona niewiedza – I Niedziela Adwentu

Od dwóch tysięcy lat prawdopodobieństwo, że Chrystus właśnie dzisiaj przyjdzie powtórnie, jest każdego dnia takie samo. Dlatego codziennie „opłaca” się być czujnym, by nie przegapić właściwej chwili. Jezus powiedział do swoich uczniów:  «Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, że przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona.  Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie». (Mt 24, 37-44) Jezus zachęca dzisiaj swoich uczniów do roztropnego czuwania, opierającego się na równowadze między doczesnością a wiecznością. Chrześcijanin to nie jest człowiek, który naiwnie i pasywnie czeka, aż „to” się w końcu wydarzy. Dzień Pański ma nas zastać przy naszej codzienności: w domu, pracy, na uczelni, przy naszych zwyczajnych obowiązkach. Nasze serce powinno zaś być wypełnione radosną tęsknotą za Bogiem, za Jego ostatecznym zwycięstwem nad złem i śmiercią. Przyjście Chrystusa przyniesie udręczonej ziemi upragniony pokój i rozpocznie wieczne szczęście człowieka z Bogiem. Fakt, że nie wiemy, kiedy to nastąpi, jest dla nas błogosławieństwem. Dzięki temu każdego dnia możemy na nowo wypełniać nasze serca nadzieją, że to może już. Przyjdź wreszcie, Panie! Czekamy na Ciebie już tak...

Read More
Dziwny Król – XXXIV Niedziela Zwykła
Lis19

Dziwny Król – XXXIV Niedziela Zwykła

Chrystus jako pierwszy pokazał najlepiej, na czym polega Jego królestwo: na bezgranicznej miłości. Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: «Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym».  Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: «Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie».  Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: «To jest Król żydowski».  Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas».  Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił».  I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa».  Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju». (Łk 23, 35-43) Jezus jest bardzo dziwnym królem. Nie nosi korony ani innych insygniów władzy, nie rozkazuje nikomu z wyjątkiem złych duchów. Przyjść do niego może każdy. Nie trzeba prosić o audiencję ani przechodzić przed spotkaniem przez kontrolę bezpieczeństwa. Nie interesują się Nim media, próżno szukać informacji o nim na portalach o życiu gwiazd. A jednak tak wielu ludzi chce być Jego poddanymi. Dla królestwa Jezusa oddają wszystko, jeśli trzeba nawet i życie. Chrystus, któremu poddane zostało każde stworzenie, nie jest bowiem tyranem, który chce narzucić nam swoje zasady. On sam pierwszy pokazał najlepiej, na czym Jego królestwo polega: na bezgranicznej miłości, która nie zawaha się nawet w obliczu krzyża. Takie miłosierdzie szokuje, a nawet gorszy, bo nie pozwala być obojętnym. Jezus, Król Wszechświata, pomimo swej nieograniczonej władzy nie zmusza jednak nikogo do przyłączenia się do Jego królestwa. Można z niego szydzić, przechodząc obok krzyża. Można też w cierpiącym Bogu-Człowieku rozpoznać Pana, który właśnie króluje wywyższony. Choć dzisiejsza uroczystość czci Chrystusa Króla Wszechświata, to nie można zapomnieć, że ukochanym tronem Jezusa są kochające Go ludzkie serca. To jest najprawdziwsze królestwo...

Read More
Ocalić życie – XXXIII Niedziela Zwykła
Lis12

Ocalić życie – XXXIII Niedziela Zwykła

Chrystus daje zapewnienia, że dla człowieka wierzącego i wiernego Jego słowom, śmierć nie będzie trwogą. Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony».  Zapytali Go: «Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?»  Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz „nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec».  Wtedy mówił do nich: «Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie.  Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.  Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić.  A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie». (Łk 21, 5-19) Co jakiś czas pojawia się nowa zapowiedź końca świata, którego datę ktoś ustalił na podstawie starożytnych przepowiedni, kalendarza Majów czy jeszcze jakiś innych magicznych obliczeń. Prawie każdy z nas przetrwał przynajmniej jedną apokalipsę, która nie różniła się zbytnio od innych, zwyczajnych dni. Jezus w dzisiejszej Ewangelii ostrzega przed fałszywymi prorokami, którzy na ludzkim strachu będą próbowali zbić swój kapitał. Strach jest bowiem narzędziem w rękach szatana. Chrystus zapewnia jednak, że wiernych i wytrwałych uczniów apokaliptyczne kataklizmy nie napełnią trwogą. Nawet prześladowania z ręki najbliższych nie będą w stanie odebrać im wiary i ufności w Bożą obecność i opiekę. Śmierć nie zostanie im oszczędzona, ale przez swoją wytrwałość ocalą zgodnie ze słowem Jezusa swoje życie, życie wieczne, którego nikt nigdy nie będzie mógł im zabrać. Tak jak w imię Jezusa chrześcijanie byli, są i będą prześladowani, tak w Imieniu Jezus znajdą zbawienie i wieczne...

Read More
Optyka wieczności – XXXII Niedziela Zwykła
Lis05

Optyka wieczności – XXXII Niedziela Zwykła

Pomiędzy uroczystością Wszystkich Świętych a niedzielą Chrystusa Króla Wszechświata Kościół kieruje intensywnie naszą uwagę na życie wieczne. Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: «Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: „Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu”. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta.  Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę».  Jezus im odpowiedział: «Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.  A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją». (Łk 20, 27-38) Młodzieńcy z pierwszego czytania nie wahają się oddać ziemskiego życia w obronie swojej wiary, ponieważ wierzą, że Bóg wskrzesi ich do nowego życia. Ich nadzieja pokładana pozwala im umierać bez żalu i strachu. Wiedzą także, że nie są jedynymi dysponentami swojego życia: ono jest darem od Boga i decyzja o jego końcu należy właśnie do Niego. Przez śmierć chrześcijanin przechodzi do życia wiecznego, które oznacza zupełnie nową jakość ludzkiej egzystencji: nieśmiertelność i możliwość bezpośredniego widzenia Boga. Jezus zaznacza, że wieczność będzie rządziła się zupełnie innymi prawami niż ziemska rzeczywistość. Sformułowanie „Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba” oznacza, że każdy z nas ma własną, niepowtarzalną drogę do Boga i On wychodzi nam nieustannie na spotkanie w miejscu, gdzie żyjemy i konkretnym czasie. Wszyscy bowiem żyją dla Niego, czyli są powołani do wiecznego szczęścia z Nim i wspólnotą zbawionych w...

Read More
Święto Szczęśliwych
Paź31

Święto Szczęśliwych

Choć najbliższe dni będziemy spędzać raczej w minorowej atmosferze, wspominając ludzi, których już z nami nie ma i do szczęścia będziemy mieli daleko, to jednak Kościół dba o poprawę nastrojów. A dzieje się tak głównie za sprawą siedmiu błogosławieństw, jakie wygłosił swoim uczniom Jezus podczas Kazania na Górze. Tak, jak Bóg na górze Synaj przekazał Prawo (Wj 19, 20), tak Jezus wstępuje na górę, by przedstawić swój program wypełnienia Tory. I tak, jak w Starym Testamencie zaczyna od przedstawienia, co uczynił dla Izraela, tak teraz zaczyna od zapowiedzi, co uczyni tym, którzy za Nim pójdą. Greckie słowo „makarioi” tłumaczone zwykle jako „błogosławieni” w pierwszym swoim znaczeniu oznacza „szczęśliwi”. Tak więc tym wszystkim, którzy dziś doświadczają ucisku, którzy cierpią i rezygnują z pewnych szanowanych w świecie dóbr (sławy, bogactwa) Chrystus obiecuje inne szczęście, większe, doskonalsze. Szerzej tę wizję rozwija św. Jan Ewangelista, którego 1. List usłyszymy w drugim czytaniu, a Objawienie w pierwszym. To wizja szczęścia z Bogiem, który też doświadczył cierpienia. To Jego krew pozwala wielkiemu tłumowi ze wszystkich ludów i języków oczyścić się i godnie chwalić Boga. To wtedy, gdy nic nie będzie stało do drodze do pełnego poznania Pana, stać się w pełni dzieckiem Bożym i upodobnić do Ojca. Wtedy człowiek będzie w pełni tym, jakiego stworzył go Bóg – na swoje podobieństwo, ze wszystkimi talentami, umiejętnościami i cechami. Niebo to miejsce, gdzie Presley śpiewa, Kaczmarski akompaniuje, a da Vinci wymyśla dla nich coraz to nowe...

Read More
Sprawiedliwość wbrew nadziei – XXXI Niedziela Zwykła
Paź30

Sprawiedliwość wbrew nadziei – XXXI Niedziela Zwykła

Całe dotychczasowe życie walczył o prestiż i uznanie, i wszystko to przekreśla dla jednej chwili – nawet nie spotkania – spojrzenia na Jezusa. Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło. Łk 19,1-10; XXXI Niedziela Zwykła, Rok C Między grzechem a niebem Jerycho to miasto graniczne. Dla Izraelitów 40 lat błąkających się po pustyni, Jerycho jest pierwszym przystankiem w Kanaanie. Pierwszym miastem, które obejmują z Bożej obietnicy. Przez Jerycho więc wchodzi się do Ziemi Obiecanej. W przypowieści o miłosiernym samarytaninie bohater, pobity człowiek, odbywał podróż w przeciwną stronę, z Jerozolimy do Jerycha. Ewangelia podaje, że schodził. Ojcowie Kościoła interpretują: zgrzeszył. Jezus więc wchodzi w sytuację graniczną, w doświadczenie grzechu, aby wprowadzić zabłąkanych do Królestwa Bożego. Ironiczna tożsamość Imię Zacheusza tłumaczy się jako czysty. Określenie jego zawodu – architelōnēs – wymyślił św. Łukasz. Telōnēs – celnik, było znane. Łukasz dodaje przedrostek od słowa archē, oznaczającego władzę. Ten sam przedrostek z kapłana robi arcykapłana, z biskupa arcybiskupa. Z celnika arcycelnika. A więc zdrajcę i oszusta do kwadratu. Celnicy byli powoływani na okres 12 miesięcy. Mieli z góry zapłacić podatek za cały rok Rzymowi, a potem co miesiąc ściągać należność od współrodaków. Układ niezbyt uczciwy i niezbyt jasny. Sprzyja kombinowaniu, oszustwom i wszelakim malwersacjom. Skoro bogaty Zacheusz był zwierzchnikiem celników, jego majątek musiał się zrodzić z nieczystegoprocederu. Imię okazuje się gorzką ironią. Mnożąc kasę i pogardę Tenże arcyłotr i zdrajca nosi jednak w sobie pragnienie Boga. Chce zobaczyć Jezusa. Poznać go. Dlaczego? Czyżby słyszał o Jego wyrozumiałości dla celników? Może nawet wiedział, że jednego imieniem Lewi, powołał do grona swoich najbliższych uczniów prosto z komory celnej. Raczej nie była to zwykła ciekawość. Zwykłej ciekawości nie zaspokaja się takim kosztem. Był niski. Niektórzy sugerują, że miał z tego powodu kompleksy. Dalej snują, że z tego powodu był desperacko gotów coś osiągnąć. Coś znaczyć. Nie...

Read More

Nie taki faryzeusz straszny, jak go pobielą – XXX Niedziela Zwykła

Może faryzeusz miał po prostu dobry dzień i chciał się tym z Bogiem podzielić? Podziękować. To chyba dobrze? Jednak z jakiegoś powodu Bogu nie spodobała się jego modlitwa. Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony. (Łk 18,9-14) Ewangelia z XXX Niedzieli Zwykłej, Rok C Obraz faryzeuszy w ewangeliach maluje się dosyć wyraziście. Ludzie puści, niemiłosierni, zaślepieni fanatycy religijni, przekonani o własnej doskonałości, pyszałkowaci i przemądrzali hipokryci. W tym kluczu patrzymy na faryzeusza z dzisiejszej ewangelii i wyciągamy bardzo proste wnioski. Nie można się na modlitwie przechwalać, tylko pokutować, pokutować, pokutować. Nie każdy faryzeusz w Biblii jest zły, ale i nie każdy celnik jest dobry. Choć oczywiście Jezus częściej udziela reprymendy tym pierwszym, w myśl słów: „komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie”. Choć i tak u Mateusza celnik jest synonimem poganina (Mt 18,17; por. Mt 21,21). Napomnienia kierowane przez Jana Chrzciciela do celników świadczą, że przekręty i oszustwa nie były wśród nich rzadkością. Jednocześnie znamy z imienia dwóch spośród grona faryzeuszy, Nikodema i Józefa z Arymatei, którzy przeczą stereotypowemu obrazowi. Mamy również uczonego w Piśmie, którego Jezus chwali za rozumne odpowiedzi.   Mamy w końcu jednego z dzisiejszych bohaterów, który może miał po prostu dobry dzień i chciał się tym z Bogiem podzielić? Podziękować. To chyba dobrze? Jednak z jakiegoś powodu Bogu nie spodobała się jego modlitwa. To pewnie z powodu pogardzania celnikiem – można zripostować. Jednak w tradycji hebrajskiej jest pewna modlitwa, w której bibliści doszukują się źródeł modlitwy faryzeusza. Widzimy więc, że jest to pewien zwrot stosowany w praktyce modlitewnej. „Dziękuję Ci, Panie, że dałeś mi miejsce między tymi, którzy zasiadają w domu Twej nauki, a nie wśród tych, którzy siedzą na rogach ulic. Wcześnie rano otwieram moje serce na słowa Twego Prawa, podczas gdy oni otwierają swe serca na sprawy próżne… Ja czynię pokutę i otrzymuję zapłatę, podczas gdy oni nie otrzymują żadnej  zapłaty” (Ber 28b) W tej ewangelii nie chodzi o potępienie jakiejś konkretnej grupy. Jezus powiedział „do niektórych”. Faryzeusz miał obowiązek modlitwy dwa razy w ciągu dnia, rano i po południu. Słowa...

Read More

Postawa modlitwy, czyli zwycięzca się poddaje – XXIX Niedziela Zwykła

Ojcowie pustyni, idąc na modlitwę, mówili: „idziemy walczyć”. Ale w gruncie rzeczy to niebezpieczna postawa.  Jezus odpowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? Łk 18, 1-8, XIX Niedziela Zwykła, Rok C             Podniesione ręce mają ciekawą symbolikę. Otóż z badań antropologów wynika, że niezależnie od kultury danego ludu podniesione ręce oznaczają zasadniczo to samo. Może to być postawa zwycięzcy, albo poddającego się. Ten sam gest jest obecny w chrześcijaństwie. Kapłan podczas modlitw mszalnych wznosi ręce. Coraz częściej czynią tak uczestnicy spotkań modlitewnych. Poddają się, czy zwyciężają? A może i jedno i drugie?             Ojcowie pustyni, idąc na modlitwę, mówili: „idziemy walczyć”. Jest to zmaganie, trud, który trzeba dźwigać. Jest to walka z samym sobą, własnymi ograniczeniami, słabością, roztargnieniem. Nawet bez konkretnych doświadczeń duchowych, wartością wytrwałej modlitwy jest opanowanie własnych pokus – ot choćby takiej, żeby położyć się spać kwadrans wcześniej, zamiast skończyć odmawiać różaniec.             Ale w gruncie rzeczy to niebezpieczna postawa. W pewnym momencie zaczyna w głowie kiełkować myśl: „Wszystko wymodlę”. Myśl ta wyrasta i nieświadomie przybiera formę: „wszystko wyczaruję”.             Jeśli modlitwa chrześcijańska ma mieć jakikolwiek sens, to musi brać się z modlitwy Chrystusa. Z tego, że to Chrystus modli się w nas i poprzez nas. Tylko modlitwa Chrystusa może odnieść skutek. Człowiek jest bowiem oddzielony od Boga poprzez grzech. Pośrednictwo Chrystusa jest niezbędne, żeby tę relację odnowić. A bez tej relacji nie może być mowy o modlitwie.             Bo to Chrystus "najskuteczniej" wyciągnął ręce na krzyżu. Poddał się – Ojcu – a jednocześnie zwyciężył grzech i Szatana. Dlatego ilekroć klękam, czynię znak krzyża, muszę sobie uświadomić swoje położenie. Położenie ubogiej wdowy. Kogoś, kto nie ma żądnych praw, żadnych przywilejów, żadnych możliwości. Kto może tylko żebrać o pomoc możniejszych. A następnie przypomnieć sobie, że jest ktoś taki, kto weźmie mnie w obronę niezależnie od czających się niebezpieczeństw.             Modlitwa to w istocie...

Read More
Taka robota, jaka wiara – rozważania liturgii słowa XXVII Niedziela Zwykła
Paź03

Taka robota, jaka wiara – rozważania liturgii słowa XXVII Niedziela Zwykła

Apostołowie prosili Pana o wiarę. A wiara jest łaską. Niby nic dziwnego, że o nią proszą. Jednak mówi Jezus: „gdybyście mieli…”. Wychodzi więc, że nie mają. Przynajmniej nie tyle, ile by chcieli. A chcieliby, to by się parę spraw załatwiło, życie poukładało, świat na lepsze zmieniło. No a bez tego, to Panie, bida – narzekamy jak prorok Habakuk. Bóg nie jest „dobrym kumplem”. Jezus nazywał swoich uczniów przyjaciółmi. Ale podkreślał jednocześnie, że jest ich Mistrzem i Nauczycielem. W ewangelicznych dialogach rzuca się w oczy to, że Jezus często do spotkanych ludzi zwraca się bardzo troskliwie, np. „synu”, czy „dziecko”. Jednak do Jezusa nikt, poza Dobrym Łotrem, nie mówi po imieniu, zawsze tytułując Go np.: „rabbi”, „nauczycielu” czy „panie”. Św. Augustyn powiedział o Jezusie: „Ty możesz mnie nazwać przyjacielem, ja wiem, że jestem Twym sługą”. Apostołowie zdaje się o tym zapomnieli. Dlatego Jezus na ich prośbę o wiarę odpowiada pouczeniem o roli sługi. Bo proszą nie z pobożności, nie z pragnienia głębszego poznania, nie z miłości, a z wygody. Żeby moja wiara za mnie wszystko zrobiła. Że skoro uwierzyłem to teraz Pan Bóg będzie wszystkie przeciwności na mojej drodze zamieniał w kwiatki. Bzdura i ułuda. Poszedłem za Jezusem. Stałem się Jego sługą. Więc mu służę – i to nie jest nic nadzwyczajnego. Taka jest moja rola. Nikt nie bije braw motorniczemu, gdy tramwaj zajeżdża na przystanek. Nikt też nie będzie bił braw chrześcijaninowi, gdy ten będzie żył zgodnie z nauką Chrystusa. Taka...

Read More