O niebo lepsze małżeństwo
Sty19

O niebo lepsze małżeństwo

Małżeństwo jest tym z sakramentów, który chyba najbardziej angażuje świeckich w przebieg obrzędu. Jest to przecież jedyny, którego nie mogą udzielać duchowni. Kapłan je tylko błogosławi. Z jego zawarciem związane są różne lokalne zwyczaje. W ostatnich latach folklor zastępuje jednak popkultura – „Wielka miłość”, czy „Alleluja” Cohena śpiewane w trakcie uroczystości przez celebransów są najjaskrawszymi przykładami zjawiska. Wynika to z niezrozumienia, czy wręcz nieznajomości tego, co proponuje Kościół. A Ten proponuje rzeczy o niebo lepsze. Zanim się zacznie Instytucja małżeństwa funkcjonuje chyba w każdej kulturze. Kościół uczy, jednakże to Bóg ustanowił związek mężczyzny i kobiety – i jest to związek tak mocny, że nie zniweczył go ani grzech pierworodny, ani potop. Dlatego też tę instytucję podniósł do rangi sakramentu – widzialnego znaku Swej łaski. A do przyjęcia każdego sakramentu należy się przygotować. Również aby owocnie zawrzeć małżeństwo katolickie, nieodzowne jest zapoznanie się z teologią tego sakramentu. Przygotowanie to ma mieć różne formy. To przede wszystkim odpowiednia katecheza dzieci, młodzieży i dorosłych, ze szczególnym naciskiem położonym na wykorzystanie środków społecznego przekazu – tak, o tym wprost mówi wWprowadzenie teologiczno-pastoralne Obrzędów Małżeństwa (księgi liturgicznej, według której sprawowany jest obrzęd).  Wszystko po to, by zanim ktokolwiek pomyśli w ogóle o tym, by coś komuś przysiąc przed ołtarzem, wcześniej wiedzieć, jakie znaczenie ma małżeństwo i co się z tym wiąże. Następny etap przygotowania obejmuje okres narzeczeństwa, który ma przysposobić ją i jego do wspólnego a świętego podążania nową drogą życia. Również sama liturgia małżeństwa jest takim przygotowaniem – i tych, którzy w trakcie niej zawierają związek małżeński, ale też dla tych, dla których jest to dopiero opcja na przyszłość. Przygotowanie do małżeństwa nie kończy się w chwili udzielenia tego sakramentu. Z nowo zawartego związku wyjdą bowiem kolejni kandydaci do małżeństwa. Dlatego Kościół obejmuje troską całość życia rodzinnego i małżeńskiego, jako pomoc małżonkom w wypełnianiu ich obowiązków. Gdy ona i on poczują w końcu wolę Bożą ku sobie i udadzą się do duszpasterza, ten ma zadanie przypomnieć im katolicką naukę o małżeństwie, a także wprowadzić ich w znaczenie obrzędu. Jeśli bowiem nie będą wiedzieli, czemu ksiądz zwiąże im ręce stułą, to trudno mówić o świadomie przyjętym sakramencie. Równie ważne jest, aby upewnić się, że nie ma żadnych przeszkód co do zawarcia takiego związku. Jeżeli jednak narzeczeni wyraźnie i formalnie oświadczają, że mają inną wizję małżeństwa niż Kościół, kapłan nie może dopuścić ich do obrzędu, gdyż to sami narzeczeni w takiej sytuacji stanowią przeszkodę do zawarcia związku. Rytuał sugeruje, aby ten sam kapłan zajął się przygotowaniem narzeczonych, wygłosił homilię w trakcie sprawowania liturgii, przyjął zgodę małżonków oraz odprawił mszę świętą. Za zgodą biskupa lub proboszcza można upoważnić do błogosławieństwa małżeństw diakona, a w nadzwyczajnych sytuacjach,...

Read More
„Credo” querens intellectum
Cze13

„Credo” querens intellectum

Tekst powtarzany niemal co tydzień, bardzo często mechanicznie i bez zastanowienia się nad sensem kolejnych artykułów. „Credo”, zwane też „Wierzę w Boga…”. Czy zasługuje na takie traktowanie? TEOLOGIA W PIGUŁCE Zacznijmy może od potencjału teologicznego, jaki posiada tekst Apostolskiego wyznania wiary. Porusza ono zagadnienia takiej ilości traktatów, że trudno je wymienić w prostym wyliczeniu. Zaczynamy od trynitologii (wykład o Trójcy), potem mamy krótką paterologię (naukę o Bogu Ojcu) z elementami protologii (nauka o stworzeniu). Dużo dłuższa jest część chrystologiczna – najpierw mamy antyariański wstęp dogmatyczny o zabarwieniu trynitologicznym, potem wykład soteriologiczny (dotyczący zbawienia) z elementami apologetyki, mariologii i pneumatologii (traktat o Duchu Świętym). Po nim odrobina chrystologicznej eschatologii (traktat o rzeczach ostatecznych). Następnie pneumatologia z elementami sakramentologii, eklezjologii (dotyczącej Kościoła) i eschatologii. Kto powtarza tak zaawansowany teologicznie tekst bez zrozumienia, przypomina ucznia, który potrafi powtórzyć wszystkie zasady dynamiki, ale po prostu wyuczył się ich na pamięć i ich nie rozumie. Oczywiście, trudno pojąć wszystkie treści wiary rozumem, ale czasem wypadałoby chociaż wiedzieć, co oznaczają wypowiadane przez nas słowa. Credo następuje w liturgii Mszy świętej po czytaniach Pisma Świętego, po Ewangelii i po homilii. Powinno stanowić żywą odpowiedź na usłyszane Słowo Boże i jeśli ma być to odpowiedź osoby, musi być wypowiadane świadomie, z choćby minimalną wrażliwością na wypowiadane właśnie prawdy. Wyznanie wiary jest swoistą deklaracją chrześcijanina i nie bez przyczyny jest umieszczone po liturgii słowa: w starożytności katechumeni wychodzili z kościoła właśnie w tym momencie. Dalej byli już sami chrześcijanie. Należy zauważyć, że teologia Credo rodziła się z obrony ortodoksji przed herezjami. Czasem hierarchom nie mogło przejść przez myśl, jak można było na podstawie Pisma wpaść na tak dziwne pomysły. Najczęściej więc dopiski do „Wierzę…” stanowiły doprecyzowanie ortodoksji katolickiej w obliczu pomysłowości np. arian czy duchoburców CHRYSTOLOGIA, ARIUSZU! Credo, jakie znamy, jest w dużej mierze chrystocentryczne. Dlaczego? Gdyż najwięcej herezji dotyczyło właśnie osoby Jezusa Chrystusa i Jego posłannictwa. Sama historia powstania znanego nam tekstu Credo jest efektem sporów chrystologicznych, w których główną postacią mącącą był niejaki Ariusz. Głosił on – a przynajmniej tak wielu mu współczesnych interpretowało jego naukę – że Chrystus jest stworzeniem, Bogiem w pewien sposób niższym od Ojca. Teologia ariańska była bardzo popularna, gdyż w miarę prosto (żeby nie rzec: prostacko) tłumaczyła, jak to jest, że jest jeden Bóg, ale w trzech osobach. To proste: to nie jest ten sam Bóg, bo bóstwo Chrystusa jest inne niż bóstwo Ojca. W odpowiedzi na spory zwołano sobór w Nicei, podczas którego katoliccy biskupi ustalili normę ortodoksji. Musieli się przy tym posłużyć terminem z filozofii greckiej, gdyż Ariusz stosował wybitną cytatologię biblijną i na obronę wszystkich swoich tez miał odpowiedni werset. Katolicy użyli więc słowa „homouzjos”, czyli „współistotny”, który...

Read More
Liturgia pokuty i pojednania
Gru02

Liturgia pokuty i pojednania

Spowiedź to sakrament bardzo szczególny. O jego roli dla życia duchowego nie trzeba tu chyba pisać. Nawet jeśli spowiadający nas ksiądz bardzo odbiega od ideału spowiednika, sakrament jest ważny i owocny. Bo skoro to sakrament, to równocześnie i liturgia. Sakrament pokuty i pojednania to liturgia, a więc publiczny kult, jaki Kościół oddaje Bogu. Przyzwyczajeni jesteśmy jednak do indywidualnego praktykowania spowiedzi, ze względu na delikatną materię ludzkich sumień, które odsłaniają tutaj swoją ciemniejszą stronę. Gdzie tu miejsce na publiczność? Tak jak grzech psuje nie tylko relacją grzesznika z Bogiem, ale szkodzi całej społeczności Kościoła, tak też i sakrament pokuty i pojednania nie może ograniczać się do przywrócenia łączności z Bogiem, ale musi mieć również na względzie naprawę krzywd wyrządzonych wspólnocie wiernych. W pierwszych wiekach istniała instytucja publicznej pokuty – w liturgii uczestniczyło się tak, jak nieochrzczeni, a grzechy trzeba było wyznać przed całą wspólnotą. Dotyczyło to najcięższych przewinień, jak apostazja, morderstwo czy nierząd. Taką pokutę można było odbyć tylko raz w życiu. Z czasem dyscyplina pokutna łagodniała, a sakrament przybrał formę tzw. spowiedzi usznej. W ramach soborowej odnowy liturgii postanowiono dowartościować wspólnotowy akcent tego sakramentu. Kościół poleca, aby – gdy gromadzi się większa ilość wiernych celem spowiedzi – przygotować ich do tego poprzez specjalną liturgię. Mogą w niej wziąć udział również ci, którzy do sakramentu pojednania przystąpią w innym czasie. Obrzęd ten ma strukturę podobną do Liturgii Słowa, a więc obrzędy wstępne, w ramach których zgromadzonym wyjaśnia się znaczenie i porządek dokonywanych czynności, następnie chwila modlitwy, po której następuje jedno lub kilka czytań, przeplatanych śpiewami psalmów lub milczeniem. Po czytaniach następuje homilia, która powinna prowadzić wiernych do rachunku sumienia. Wprowadzenie do rytuału sakramentu pokuty i pojednania podaje również, iż w trakcie homilii należy zebranym przypomnieć o nieskończonym Bożym miłosierdziu, potrzebie wewnętrznego nawrócenia, społecznym charakterze łaski i grzechu oraz o zadośćuczynieniu jako świadectwie prawdziwej miłości Boga i bliźniego. Po homilii należy zachować milczenie przez pewien czas, aby wierni mogli dokonać rachunku sumienia. Na odpowiednie wezwanie przewodniczącego liturgii wszyscy klękają lub pochylają się i odmawiają formułę spowiedzi powszechnej, stosowaną na Mszy w ramach aktu pokuty, bądź z zaczerpniętą z komplety lub też inną, dostosowaną do użytku liturgicznego, po czym odmawia się Modlitwę Pańską. Następnie kapłani udają się na miejsca przeznaczone do słuchania spowiedzi. Wierni podchodzą do wybranego kapłana, wyznają grzechy, otrzymują zadośćuczynienie i rozgrzeszenie, jak przy „zwykłej” spowiedzi. Gdy wszyscy chętni skończą spowiedź uszną, kapłani wracają do prezbiterium. Przewodniczący liturgii wzywa wszystkich do uwielbienia Bożego miłosierdzia, które można wyrazić psalmem, hymnem lub modlitwą litanijną. Na koniec udziela błogosławieństwa i rozsyła lud. Taką formę celebracji sakramentu pokuty i pojednania można sprawować podczas rekolekcji, dni skupienia oraz spowiedzi niewielkich grup wiernych. Kościół zaleca również...

Read More
Miłosierdzia pragnę bardziej niż ofiary
Lip10

Miłosierdzia pragnę bardziej niż ofiary

Ewangelia czytana w poniedziałek Wielkiego Tygodnia z precyzją fińskiego snajpera oddaje z jednej strony istotę liturgii, a z drugiej nasze problemy z uczestnictwem w niej. „Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który miał Go wydać: Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim? Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano. Na to Jezus powiedział: Zostaw ją! Przechowała to, aby /Mnie namaścić/ na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie. Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza, Gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.” (J 12,1-11) Obmycie nóg dla św. Jana Ewangelisty oznacza ustanowienie Eucharystii. W przeciwieństwie do ewangelii synoptycznych, u Umiłowanego Ucznia nie znajdziemy opowiadania o ustanowieniu („On to, w dzień przed swoją męką wziął chleb…”). Zamiast tego widzimy Jezusa, który wstaje od wieczerzy, zdejmuje szaty, przewiązuje się prześcieradłem i wypełnia zadanie niewolnika. I to właśnie ta ewangelia jest przypisana do Mszy Wieczerzy Pańskiej, podczas której świętujemy ustanowienie sakramentu Eucharystii. Apostołów zszokowało tu kilka rzeczy. Po pierwsze kontekst historyczno-kulturowy. Nogi obmywali niewolnicy swoim panom. Obchodzone wówczas święto było pamiątką wyprowadzenia z niewoli egipskiej. Pobożny Żyd, a takimi byli w większości apostołowie, dziękował Bogu za to, że nie musi być już niczyim niewolnikiem. A tu przychodzi Bóg-Jezus i wzywa do postawy przeciwnej. Na szok apostołów musiało też wpłynąć wydarzenie sprzed kilku dni, które, paradoksalnie, powinno im ten gest wyjaśnić. Podczas uczty w Betanii Marta namaszcza Jezusowi nogi drogocennym olejkiem. W innym miejscu czytamy, że podczas uczty u faryzeusza, podobnie uczyniła nierządnica, która łzami obmyła nogi Jezusa. Były to uczynki płynące z miłości. Niekoniecznie świadomie, jednak obie niewiasty rekompensowały zaniedbanie możnych. Faryzeuszowi Jezus wypomniał, że nie podał mu wody do obmycia rąk. Martę broni, mówiąc, że namaściła go na pogrzeb, czego już później nikt nie zdąży zrobić. Bóg doczekał się miłości. Bezinteresownej i czystej. Ciężko było w ten sposób coś wynegocjować, bo de facto nie było to Jezusowi wcale potrzebne. Marnotrawstwo. Można by te środki wykorzystać inaczej. Ale chcemy je przeznaczyć, by uwielbić...

Read More
Logika liturgii
Maj14

Logika liturgii

W liturgii uczestniczymy albo rozumnie, albo magicznie. Pierwsza postawa zakłada elementarną znajomość symboliki oraz posłuszeństwo przepisom. Jeśli zamiast tego dajemy prymat emocjom, indywidualnym potrzebom czy pełnej spontaniczności, bliżej nam wtedy do kultów pogańskich. Wielu ludzi „skręca się” na sam dźwięk wyrażenia: „przepisy liturgiczne”. Przyczyny takiego zachowania mogą być bardzo różnorodne, od osobistych zranień, poprzez wykrzywiony światopogląd, na braku formacji nie kończąc. Skutkuje to budowaniem opozycji pomiędzy liturgią sprawowaną według przepisów (rubrycyzmem), a pobożnie przeżywaną. Właściwsze ma być oczywiście „przeżywanie”, co próbuje się nieraz udowadniać Pismem Świętym:  a to, że Pan Jezus pragnie czcicieli, którzy by mu oddawali hołd „w duchu i prawdzie”, a to, że z kolei łamał przepisy dotyczące szabatu, czy też to, że nawet Ostatnia Wieczerza nie była przecież sprawowana według OWMR-u. Liturgistom dbającym o poprawność obrzędów zarzucane są z kolei bezduszność, brak pobożności i pokazowość. Szczególnie zarzuty te kierowane są pod adresem kapłanów celebrujących nadzwyczajną formę Mszy Świętej i wiernych, którzy w niej uczestniczą. Skupienie na przestrzeganiu przepisów ma bowiem uniemożliwiać owocne przeżycie liturgii. Nie przeczę, że zdarzają się przypadki, gdy kapłan lub zgromadzeni świeccy koncentrują się wyłącznie na „zewnętrzność”. Widać to czasami po wpisach zamieszczanych na tradycjonalistycznych fanpejdżach. Niemniej, są to przypadki dużo rzadsze, od drugiej skrajności – samowolki liturgicznej. I zaznaczam od razu, ta skrajność jest dużo gorsza. Istotą kapłaństwa jest służba. Dotyczy to zarówno wyświęconych szafarzy, jak i wiernych objętych „powszechnym kapłaństwem”. W Wielki Czwartek, dzień ustanowienia sakramentów Eucharystii i kapłaństwa, czytamy ewangelię o obmyciu nóg apostołom.  Pan Jezus mówi wprost: to co Ja wam uczyniłem, wy powinniście sobie czynić nawzajem. Czyli służyć, na wzór naszego Zbawiciela. Jedną z najważniejszych cech dobrego sługi jest posłuszeństwo. Chrystus był posłuszny aż do śmierci krzyżowej. Jako Jego uczniowie, wezwani do naśladowania Go, również powinniśmy być posłuszni – także temu, co przykazał nam za pośrednictwem Kościoła. A więc m. in. przepisom liturgicznym. Nie chodzi tu jednak o ślepe posłuszeństwo. Obrzędy, gesty, symbole i modlitwy, które tworzą celebrację liturgiczną, zawsze coś wyrażają. Sakramenty ustanowił Chrystus, a Kościół określił ich formę, by za pomocą widzialnych znaków przedstawić dokonującą się rzeczywistość duchową. Każdy znak, gest, symbol czy słowo coś wyraża. Dlatego wierność rubrykom nie wynika jedynie z troski o jedność Kościoła. Posłuszeństwo przepisom wynika z przyjęcia tego, co Kościół podaje do wierzenia. Dlatego do dobrego przeżycia Mszy Świętej trzeba bardziej używać rozumu, niż serca! Bez zrozumienia znaczenia poszczególnych obrzędów, to Najświętszą Ofiarę będziemy traktować jak magię. Dlatego przyjęcie każdego sakramentu musi być poprzedzone odpowiednim przygotowaniem, katechezą mistagogiczną. W szczególnym przypadku, jaki stanowi chrzest niemowląt, rodzice zobowiązują się wychować dziecko po chrześcijańsku, a więc „uzupełnić” to przygotowanie później. Wzmożona działalność duszpasterska pod adresem dzieci i młodzieży również wynika z potrzeby nadrobienia...

Read More
Metafizyki zderzenie z codziennością
Sty27

Metafizyki zderzenie z codziennością

Msza Święta formując nasze wnętrze (duszę) posługuje się olbrzymią ilością znaków „zewnętrznych”, fizycznych, oddziaływujących na zmysły. Jednak obecnie w Kościele coraz mniej dba się o wyrazistość tych znaków. Liturgia sprawowana byle jak skutkuje pustkami Kościołów. Potocznie nazywa się to posoborową odnową liturgii. Sposób, w jaki sprawuje się kult Boga w Kościele – a więc liturgię – ilustruje to, w co wierzymy. Wyraża to starochrześcijańska formuła: „lex orandi, lex credendi”. Dla przykładu: kapłan podczas Mszy do kielicha wlewa wino i wodę. Symbolizuje to między innymi dwie natury Chrystusa – boską i ludzką. W V wieku powstała herezja monofizytyzmu, wedle której Chrystus miał tylko naturę boską. Dlatego też podczas liturgii w Kościołach, które przyjęły monofizytyzm, nie dodawano wody do wina. W celu ukazania rzeczywistości duchowej, Kościół posługuje się pewnymi znakami. Mimo, że w pewnym stopniu są one naturalne (np. woda-obmycie-oczyszczenie), zasadniczo zawsze potrzebują wyjaśnienia. Temu służą modlitwy związane z danym obrzędem, towarzyszące mu czytania czy homilie. Upraszczając, można by powiedzieć, że liturgia katolicka (Msze Święte, udzielanie sakramentów, Liturgia Godzin czy adoracja Najświętszego Sakramentu) składa się właśnie z sekwencji znaków i ich wyjaśnień. Od początku istnienia Kościoła olbrzymią wagę przykładano do tego, aby zachować prawowierność. Przestrogi przed fałszywymi nauczycielami czy błędnymi interpretacjami Pisma Świętego stale są obecne w listach Apostołów do pierwszych wspólnot. Również w ciągu całej późniejszej historii, Kościół strzegł czystości wiary. Jeśli więc to, w co wierzymy, jest aż tak ważne, to naturalnie równie ważny jest sposób, w jaki sprawujemy liturgię. Dotyczy to w pierwszym rzędzie kapłanów i służbę liturgiczną, lecz również każdy wierny powinien świadomie uczestniczyć w liturgii i rozumieć poszczególne obrzędy. Tu otwiera się oczywiście pole, żeby zacząć krytykę wszelkich nadużyć liturgicznych, których w końcu nie brakuje w Kościele. Najpierw jednak należy zapytać, dlaczego te nadużycia w ogóle mają miejsce. Czyżby księża byli niedouczeni? Z jednej strony, sześć (w przypadku księży diecezjalnych) lat nauki w seminarium to chyba wystarczająco, by przejść solidną formację liturgiczną. Zdajemy sobie jednak sprawę, że wiedza nieużywana powoli, acz sukcesywnie idzie w las. Zderzenie z rzeczywistością parafialną, lokalnymi tradycjami, przyzwyczajeniami, proboszcza/kościelnego/parafian, tzw. racje duszpasterskie często są okazją do uproszczeń. Dlatego na przykład liturgia Wigilii Paschalnej jest sprawowana nierzadko o godzinie 18.00 (podczas gdy zachód słońca następuje godzinę później), bo „ludzie nie przyszliby w nocy”. Ciężko wówczas zrozumieć symbolikę paschału. W ogóle te „racje duszpasterskie” to słowo wytrych w praktyce liturgicznej. W niedzielę używa się II (najkrótszej) Modlitwy Eucharystycznej, bo jak msza będzie 5 minut za długa, to ludziom będzie przeszkadzać. Na mszy zaśpiewa scholka dziecięca, repertuar oczywiście z gatunku sacro-polo, bo podobno ludziom się to bardziej podoba. A zamiast przewidzianego w mszale wstępu do „Ojcze Nasz”, zaimprowizujemy emocjonujące przemówienie o naszym Bożym dziecięctwie, które...

Read More
Dym jałowca łzy wyciska
Sty13

Dym jałowca łzy wyciska

Chyba każdy, kto był ministrantem się zgodzi, że najlepsza, najważniejsza, najbardziej prestiżowa funkcja podczas liturgii, o pełnieniu której każdy chłopiec w białej komży marzy, to bycie turyferariuszem. Czyli tym gościem, który dymi, a właściwie okadza. Kadzidło było jednym z darów, które trzej mędrcy ze wschodu ofiarowali małemu Jezusowi. Symbolizowało jego godność arcykapłana. Na pamiątkę tego wydarzenia w Uroczystość Objawienia Pańskiego (6 stycznia, czyli jutro), w kościołach święci się ten składnik. Substancja ta ma bardzo bogatą tradycję, zarówno w Biblii, jak i w religiach pogańskich. Ma również piękną symbolikę. Prawdziwe kadzidło to żywica drzewa arabskiego, zwanego inaczej kadzidłowcem (Boswellia sacra, B. serrata, B. carteri i szereg innych gatunków z rodz. Osoczynowatych, Burseraceae). Są to niskie krzewy rosnące na terenie Afryki i Arabii. Kadzidło zbiera się zeskrobując zastygłą masę żywiczną, która wyciekła z pękniętych gałęzi, lub podkłada pod krzewy maty, na które krople żywicy skapują. Zbioru można dokonywać przez cały rok, ale najlepszy zapach uzyskuje się z żywicy zebranej w porze suchej. Małe, żółto-brązowe grudki przypominają bursztyn. Kadzidła używano w bardzo różny sposób. Co oczywiste, było używane w kulcie, praktycznie wszędzie, gdzie dotarło: w Egipcie, Mezopotamii, Izraelu, Grecji, Rzymie, również na Dalekim Wchodzie. Z kadzidła wytwarzano również bardzo cenny olejek zapachowy. Starte na proszek służyło w kuchni jako przyprawa. Stosowane je również przy produkcji perfum i maści leczniczych. Czasem spotykam się z podejrzeniami o wpływ kadzidła na zdrowie ludzi obecnych w kościele. Faktem jest, że czasami niektórym robi się duszno. Czy jednak dym ten nie jest np. rakotwórczy? W starożytności dominował pogląd o leczniczych właściwościach dymu kadzidła. Hipokrates, nazywany ojcem medycyny, miał za jego pomocą powstrzymać zarazę nękającą Ateny. Współczesne badania przestrzegają raczej przed kadzidełkami wschodnimi, w formie pałeczek. Wytwarzane między innymi z kory i olejków eterycznych zawierają substancje kancerogenne, np. benzen i węglowodory poliamoryczne. Tu opieram się na badaniach przeprowadzonych przez doktora Jeppe'a Friborga ze Statens Serum Institute w Kopenhadze. Jak dotąd nikt nie udowodnił negatywnego wpływu na zdrowia kadzidła żywicznego. Izraelici używali kadzidła przy składaniu ofiar codziennie, rano i wieczorem. Służyło do oczyszczania ofiary. Równocześnie, samo mogło być ofiarą. Było elementem przebłagania, ale też i uwielbienia Boga. Symbolizowało również obecność Bożą, nawiązując do słupa obłoku, który szedł przed Izraelem w trakcie wyjścia z Egiptu i czterdziestoletniej wędrówki przez pustynię. Był w końcu symbolem modlitw wznoszących się do Boga. Liturgia chrześcijańska nie od razu zaadaptowała kadziło. Stosowane przy kultach pogańskich, wydawało się być bałwochwalstwem. W okresie prześladowań, symboliczne spalenie grudki kadzidła przed posągiem bóstwa lub cesarza było równoznaczne z wyparciem się wiary w Chrystusa. Jednak po zakończeniu prześladowań i przyjęciu chrześcijaństwa przez cesarzy, stopniowo stosowanie kadziła stawało się coraz powszechniejsze. Szczególnie na wschodzie gdzie, głową Kościoła była cesarz – a...

Read More
Prawo kanoniczne
Sty13

Prawo kanoniczne

Dlaczego Kościół posiada własny zbiór praw? Czy nie aspiruje on czasem do bycia państwem w państwie, niezależnym od ustawodawstwa krajowego? Czy Kodeks Prawa Kanonicznego to tylko próba ubrania Ewangelii w normy i reguły czy może coś więcej? OD PIOTRA… Jak powszechnie wiadomo, Kościół powinien żyć wskazaniami Ewangelii, jednak gdy pojawiają się praktyczne problemy, sam kanon Pisma nie wystarcza. Jezus w swoim nauczaniu nie podał gruntownej wykładni zachowań kolejnych pokoleń, a co dopiero instrukcji, jak postępować w sytuacji, gdy mamy miliard katolików i któryś z nich zechce bronić swoich racji przed najwyższą możliwą instancją. Już w Dziejach Apostolskich czytamy, że pojawiły się problemy dotyczące wcielania Ewangelii w życie (konkretnie: czy trzeba się obrzezywać?), a rozwiązano je za pomocą soboru. Przez następne wieki to właśnie lokalni biskupi, a gdy tylko było to możliwe, ich zgromadzenia, czyli synody i sobory, wydawały rozporządzenia dotyczące organizacji Kościoła, pokut i sposobu rozwiązywania wewnątrzkościelnych sporów. Po pewnym czasie także cesarze zaczęli tworzyć ustawodawstwo jeśli nie dotyczące bezpośrednio wiary, to ustosunkowujące się do niej. Lokalny urzędnik musiał wiedzieć, co robić, gdy arianie i katolicy sprzeczali się, do kogo należy dany budynek. Przez długi czas ustawy takie – kościelne i cywilne dotyczące Kościoła – nie były nigdzie zbierane i funkcjonowały jako luźne dokumenty. Nie było to niczym dziwnym w czasach, gdy sami cesarze wydawali mnóstwo drobnych zarządzeń, zwanych konstytucjami, a próby zebrania ich w jeden twór okazywały się trudne lub niemożliwe. Z czasem zaczęto zbierać te luźne świstki w kodeksy, zszywając je z jednej strony. Tak powstał m.in. Kodeks Teodozjański, będący tak naprawdę wykazem ustaw od Konstantyna Wielkiego do Teodozjusza II. Wciąż jednak były to zbiory luźne, wymagające interpretacji i wyjaśnienia, gdyż prawo z jednego roku było sprzeczne np. z prawem z poprzednich lat. Wraz z nastaniem wieków średnich pojawiły się próby ponownego zebrania w jedno miejsce prawodawstwa soborowego i papieskiego, co uczynił w XI wieku mnich Gracjan. Przez kolejne wieki powstawały kolejne zbiory ustaw, uzupełniane i systematyzowane, choć na Soborze Trydenckim starano się prawo kanoniczne ujednolicić, nadając mu odpowiedni układ. CODEX IURIS CANONICI Przełomem był pontyfikat Piusa X, który w roku 1904 roku w motu proprio „Arduum sane munus” nakazał powołać organy mające odnowić dyscyplinę kościelną. Prace Komisji Kodyfikacyjnej nadzorował kard. Piotr Gasparri, a uwzględniały one wnioski i propozycje przesłane przez episkopaty z całego świata (nikt jednak wtedy nie rozpisywał się o „ankiecie Piusa X”). Kodeks przedstawiono dopiero w roku 1916 Benedyktowi XV, który zatwierdził i promulgował jego tekst. Zastąpił on niemal wszystkie dotychczasowe przepisy, był jednak krytykowany za zbyt zwięzły, a więc podatny na interpretacje tekst. Nie uwzględniał też osobnego charakteru Kościołów Wschodnich, które na osobny Kodeks (choć jego powstanie zarządził Sobór Watykański II) musiały czekać...

Read More
Adwent liturgicznie
Gru23

Adwent liturgicznie

Adwent to zdecydowanie najbardziej dziwny okres liturgiczny. Niby wielki post, ale taki radosny. Niby jeszcze nie Boże Narodzenie, ale kolędy słyszymy na każdym kroku. Z jednej strony dzieci z lampionikami i losowanie aniołków, z drugiej poważne rekolekcje i wezwania do głębokiej spowiedzi. Wyjaśnijmy więc co nieco. Jak czytamy w „Ogólnych normach toku liturgicznego i kalendarza”, adwent to czas pobożnego i radosnego oczekiwania. Oczekiwania na co? Adwent pochodzi od łacińskiego słowa advenio, co znaczy „przychodzę”. Nie ma wątpliwości, że chodzi o przyjście Jezusa. Są wątpliwości, o które przyjście chodzi. Adwent ma podwójny charakter. Oprócz przygotowania do przeżycia uroczystości Narodzenia Pańskiego, ma również przypomnieć i przygotować nas na paruzję – powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów. Taki jest cel adwentu. Natomiast jego najbardziej charakterystycznymi elementami są specjalne msze – roraty – oraz lampiony i wieniec adwentowy. Roraty, czyli lampiony, losowania i kolędy?! „Świat” nie rozumie istoty adwentu, bo i niby dlaczego miałby rozumieć? Dlatego od początku grudnia w centrach handlowych słyszymy „christmasowe” przeboje, a na półkach specjalne produkty na święta. Problem w tym, że coraz mniej chrześcijan, łącznie z duszpasterzami, rozumie ten okres liturgiczny. Niezrozumienie adwentu widać w jego spłyceniu. W wielu kościołach koncentracja pada wyłącznie na przygotowanie do przeżycia Bożego Narodzenia. Do tego przygotowanie to najczęściej ogranicza się do dzieci, które przychodzą na wieczorne roraty z lampionikami, do ustawionego pod ołtarzem żłóbka wkładają papierowe serduszka z wypisanymi dobrymi uczynkami, żeby „Jezuskowi” było ciepło, gdy się już urodzi. A pod koniec mszy losowanie: figurek, Maryjek i tym podobnego sacrokiczu. Dalszym przejawem spłycenia adwentu są między innymi koncerty kolęd organizowane w tym okresie również przez wspólnoty kościelne. Również spotkania opłatkowe w parafiach, wspólnotach czy klasach, organizowane przed 24 grudnia, pokazują, że wcześniejsze niecałe cztery tygodnie zostały zmarnowane. Przejść w tryb czuwania Przez większą część adwentu nie usłyszymy w czytaniach czy tekstach mszalnych ani słowa o Jezusku leżącym w żłóbku, lichej stajence czy opiekuńczej Maryi. Za to w pierwszy dzień każdego roku liturgicznego – w I niedzielę Adwentu – Kościół przypomina słowa Jezusa: „Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan domu przyjdzie”. Taka perspektywa powinna nam ustawić nie tylko te kilka tygodni do najbliższych ferii, ale cały rok. Nawet całe życie. Oprócz fioletowego koloru szat, adwent jest podobny do Wielkiego Postu również dlatego, że w czasie niedzielnych Mszy Świętych nie śpiewa się hymnu „Chwała na wysokości Bogu”. Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę „radosny” charakter adwentu. Brak wspomnianego hymnu można wiązać z tym, że adwent przez wieki w Kościele był okresem pokutnym. Adwent koncentruje naszą uwagę na kilku biblijnych postaciach. Przede wszystkim na Izajaszu, z którego proroctw zaczerpnięta jest większość adwentowych czytań. Wizje szczęścia, wystawnych uczt, powszechnego pokoju i bezpieczeństwa, jakie nastaną „na końcu...

Read More
Biskupi listy piszą…
Gru09

Biskupi listy piszą…

Co jakiś czas, po Ewangelii, ksiądz powinien wyjść na ambonę lub w inne przeznaczone ku temu miejsce i wygłosić kazanie. Bardzo często zaczyna się ono od słów: „List Konferencji Episkopatu Polski…” Czy to jest dozwolone? Okazuje się, że nie. Homilia – rzecz święta Jak wygląda Msza święta każdy szanujący się katolik wie: po czytaniach powinna nastąpić homilia, czyli objaśnienie danego fragmentu Pisma. Ksiądz powinien wyjaśnić wiernym, jak Ewangelia, która usłyszeli ma się do ich życia. Odpowiednio przygotowana homilia zdziała większe cuda niż dziesięć katechez szkolnych. Dlaczego więc powszechną praktyką jest czytanie w tym czasie listów biskupów? Przyczyn jest kilka. Jedna z nich to lenistwo niektórych księży, którzy wolą odczytać gotowy tekst niż napisać własny i go wygłosić. Innymi słowy, biskupi wyręczają wikarego w jego obowiązkach wobec parafian. Druga to powszechna praktyka wymuszania praktyki zastępowania homilii listem pasterskim przez proboszczów, dziekanów a nawet Kurię. Po prostu przełożeni chcą dotrzeć do ludzi. Oczywiście, można dokonać odczytu po Mszy lub przed nią, albo przy ogłoszeniach duszpasterskich. Ale wtedy ryzykujemy, że połowa ludzi zdąży wyjść z Kościoła spiesząc się na niedzielny obiad albo zakupy albo umyślnie przyjdzie później. Czasem wydaje się, że list pasterski może w pewien sposób zastąpić homilię, jest to złamanie kilku przepisów liturgicznych – na przykład punktu 52. soborowej Konstytucji o Liturgii „Sacrosanctum Concilium”. Homilia powinna odnosić się do czytanej Ewangelii a nie tego, co w danym okresie niepokoi biskupów czy tego, na co chcieliby oni zwrócić uwagę. Ponadto mamy do czynienia ze swoistym wybiciem z rytmu, wypadem daleko poza tematykę danych wersetów. Po homilii następuje wyznanie wiary, które powinno być odpowiedzią na usłyszane słowo Boże. Jak się to ma do przygotowań do Światowych Dni Młodzieży czy niepokojących zachowań władzy? Czasem się zdarzy list pasterski z okazji danej uroczystości, powiązany z dobraną specjalnie na ten dzień Ewangelią, ale to nie zmienia sytuacji. Nadal lepszym byłoby nawet średnie kazanie niż dobry list pasterski. Dlaczego? Magistrowie piszą do laika Biskupi zbierający się na Konferencjach Episkopatu posługują się specyficznym językiem, wynikającym po części z ich teologicznego wykształcenia, a po części z próby dotarcia do wszystkich. Rzadko który list wychodzi stylem poza ramy urzędowego dokumentu. Choć niejeden biskup potrafi wygłosić piorunujące kazanie, to jednak środki stosowane w homilii nie mogą mieć miejsca w piśmie oficjalnym. Brakuje też bliskości z czytelnikami. Przyjrzyjmy się samej archidiecezji katowickiej, w której skład wchodzą i wielkie ośrodki, jak i niewielkie wsie. Jak napisać list, który dotrze i do magistra farmacji z Chorzowa jak i do rolnika spod granicy polsko-czeskiej? Lepiej już jest z listami biskupimi, choć i te niekiedy potrafią uderzyć nieprzyjemnie drętwotą i oderwaniem od życia. Ten siermiężny, toporny styl wpływa, że w czasie odczytu listu szybciej serca...

Read More