Faryzeizm ks. Stańka
Mar20

Faryzeizm ks. Stańka

Homilia, w której były rektor krakowskiego seminarium duchownego, ks. Edward Staniek, zarzuca papieżowi brak zrozumienia dla Chrystusowej nauki o miłosierdziu robi furorę głównie za sprawą modlitwy o rychłą śmierć Franciszka. Ks. ds. hab. Edward Staniek w homilii poruszył temat autorytetu i władzy, zaznaczając że w Kościele bycie na świeczniku musi iść w parze z wiernością nauczaniu Chrystusa. Jako przykład osoby będącej u władzy, ale bez Jezusowego autorytetu wskazał właśnie Franciszka, atakując apel do przyjmowania muzułmanów przez parafie i diecezje. Dlaczego? Bo według ks. Stańka wyznawcy islamu jako wyznawcy religii są odpowiedzialni za milionowe mordy, nienawidzą Ewangelii i Polacy, którzy dali im łupnia pod Wiedniem, wiedza najlepiej, że z islamem nie ma dialogu. Umierającego z głodu czy pragnienia muzułmanina jeszcze można poratować, ale parafie i diecezje są dla katolików. Po raz pierwszy na kontrowersyjną homilię trafiłem za pośrednictwem fanpage’a miesięcznika „Egzorcysta”, co mnie nie dziwi gdy weźmie się pod uwagę, że zamiast o ludziach ks. Edward Staniek opowiada o demonach w ludzkich skórach, którym można okazać jedynie absolutne minimum miłości, gdyż jej szerszy zakres należy się bliźnim. Teraz wyobraźmy sobie, jaką furorę zrobiłaby wypowiedź imama, który ogłasza, że chrześcijanie nienawidzą islamu, wymordowali miliony w czasie krucjat, można im co najwyżej podać szklankę wody, czy kromkę chleba, by nie umarli, ale wierni Allaha powinni okazywać miłość tylko współwyznawcom. Cóż za ciemna, egoistyczna wiara! Gdy papież zachęca do przyjmowania uchodźców i migrantów przez instytucje i wspólnoty kościelne czyni to nie dlatego, że nie przejmuje się losem chrześcijan, ale właśnie dlatego, że miłość nieprzyjaciół jest istotnym elementem chrześcijańskiej tożsamości. Bez niej wracamy do barbarzyńskich czasów, których renesans mieliśmy w czasie II wojny światowej w postaci totalitaryzmów wskazujących swoim poddanym wrogów do zniszczenia: Żydów, Polaków, komuchów i zgniłego Zachodu. Gdy Jezus wzywał do tego, by nie ograniczać aktów miłosierdzia tylko do ziomków miał przed sobą okupowany, ciemiężony lud, którego przywódcy musieli kolaborować z pogańskim urzędnikiem. Mimo to wezwał nie do dobrodusznej filantropii (dosł. lubienia ludzi), ale Ewangelia podaje, że nakazał „agapate” – „miłujcie”. Jesteśmy w sytuacji, gdy do naszych krajów napływają ludzie z obcej kultury, spokrewnionej z naszą przez uznanie patriarchów i proroków, ale jednak obcej wiary. Pytanie brzmi: czy zależy nam na obronie status quo, zachowaniu resztek wyidealizowanego stanu przeszłego, czy też chcemy tych ludzi jakoś nawrócić? Jak mamy to zrobić, skoro ks. Staniek za absolutne maksimum miłości wobec nich uznaje absolutne minimum dopuszczalne w przypadku chrześcijanina? Ten kawałek chleba czy szklankę wody zapewni socjal. Dach nad głową czy pomoc w odnalezieniu się w Europie – już nie.  Jeśli Kościół nie zrobi nic w tym temacie, to pomocną dłoń wyciągną środowiska lewackie czy radykalni islamiści.  Ostatnie, co zrobią te dwa nurty, to ukazanie...

Read More
Chłopcy w sutannach
Mar07

Chłopcy w sutannach

Blisko młodzieży, nowoczesny, “na luzie”, reklamujący Kościół jak wesołe miasteczko – to może nie jedyny ideał, ale jeden z ideałów jak powinien wyglądać współczesny ksiądz, zwłaszcza młodego pokolenia. Tymczasem mimo nowoczesnego marketingu, w który zdają się inwestować świeżo upieczeni duchowni wiara nie chce sprzedawać się jak świeże bułeczki. Wzrost liczby wiernych nie bije rekordów, a o nadmiarze powołań nie słychać. Czytamy przecież w Dziejach Apostolskich jaką łatwość nauczania posiadali uczniowie Jezusa, któremu, jakby się zdawało, wystarczyło samo: “pójdź za mną”, żeby człowiek zostawił wszystko tam gdzie stał. Czym różni się ówczesny, prężnie rozwijający się Kościół, który później ogarnął całą Europę i dotarł do innych kontynentów, od dzisiejszego będącego w ciągłym kryzysie? Czy Prawda, którą głosi przestała być pociągająca dla tłumów, czy może została obalona przez naukę lub przysłonięta przez błędy Kościoła popełniane na przełomie wieków? Co się stalo, że wiara zaczęła być kojarzona z zacofaniem, a księża zamiast z szacunkiem spotykają się z pogardą? Należy wspomnieć, że Kościół pogardzany był od zawsze, od samego zarania. Sam Zbawiciel zapowiedział nam nienawiść ludzi, sam też umarł pogardzony. Przyczyną tej pogardy była siła Ducha Świętego obecnego w Kościele. Światło Prawdy rodzi nowego człowieka, ale niszczy starego. Dlatego stary człowiek nienawidzi światła, bo ono go obnaża i pokazuje jego brzydotę. Jeśli więc w Kościele wciąż gości Duch Święty, to musi on doświadczać nienawiści Złego. Kościół zatem zawsze był przez kogoś nienawidzony i pogardzany. Współcześnie jednak do czynienia mamy jeszcze z inną pogardą. Ta bierze się ze słabości. Kościół zawsze był w jakiś sposób słaby, ale siłę swoją czerpał od Boga. Tam gdzie od niego odchodzi, tam jego słabość staje się ciężarem do tego stopnia, że zaczyna gardzić sam sobą. Ludzie wtedy tracą wiarę. Gdzie młody ksiądz szuka ratunku? Nie w Bogu – w marketingu. Prawda, że żaden ksiądz się do tego nie przyzna. Prawdopodobnie nawet nie jest tego świadom. Jednak głosząc Ewangelię można popaść w pewną pułapkę. Jeśli Ewangelię traktuje się jak pokarm, to rozdaje się ją głodującym, jeśli jak lekarstwo – chorym. Kiedy zaś zacznie się ją traktować jak produkt – wszystkim. Prawda, że każdy może być głodujący lub chory i każdy potrzebuje Dobrej Nowiny, nie można jednak być jej akwizytorem używającym wszelkich znanych metod manipulacji, żeby pozyskać klienta. Tak często zachowują się młodzi księża. Starają się wcisnąć ludziom produkt. Reklamują Kościół jak wesołe miasteczko, a Boga jak spadającą gwiazdkę spełniającą życzenia. Jednocześnie miłość, którą oferują niczym nie różni się od oferowanej przez świat – jest łatwa i bez zobowiązań. Czy głoszą w ten sposób chwałę Bożą? Czy szukają własnej sławy i poklasku tłumu? Młodzi, ambitni księża reklamujący nie rzadko samych siebie, żebrzą o akceptację jak chłopiec z którym nikt się nie...

Read More
Tyle doskonałych dróg
Mar05

Tyle doskonałych dróg

Obiegowa opinia głosi, iż są trzy rzeczy, których nie wie papież: ile jest żeńskich zgromadzeń zakonnych, gdzie się podziało franciszkańskie ubóstwo oraz jezuickie posłuszeństwo papieżowi. Nie wiedzą tego również wierni świeccy, którzy dodatkowo zastanawiają się nad jeszcze jedną kwestią. Po co w Kościele są różne zakony? Różnorakich zgromadzeń, zakonów, rodzin zakonnych (itd., itp.) jest dziś multum. Rodzi się pytanie, po co taka różnorodność. Złośliwi klerycy na wykładach z historii Kościoła żartuję, że po 150 latach funkcjonowania danego zgromadzenia, jego charyzmat się „wypala” i albo przychodzi reformator (vel odnowiciel), albo zakon ulega kasacie. Jakkolwiek ironiczne to tłumaczenie, faktem jest że w ciągu wieków pojawiały się coraz to nowe wspólnoty, wnoszące do wspólnoty Kościoła jakieś zaniedbane przezeń aspekty. Sięgając do początków zjawiska można stwierdzić, iż swego rodzaju zakony stanowiły już wspólnoty pierwszych chrześcijan. Opisany w Dziejach Apostolskich ich przykład, jakkolwiek wyidealizowany, do dziś stanowi inspirację dla wszelkich ruchów, zgromadzeń i instytutów życia konsekrowanego. Opisane przez św. Łukasza elementy życia wspólnoty chrześcijańskiej – wierność nauce apostołów, wspólna modlitwa i Eucharystia, wspólnota dóbr, praktykowanie uczynków miłosierdzia, dzielenie życia ze sobą i uwielbienie Boga Z kolejnymi latami chrześcijan jest coraz więcej. Powoli zatraca się przymiot „inności”, oderwania od świata. A dla gorliwych wyznawców Chrystusa „inność” to cecha fundamentalna. Pierwotne znaczenie terminu „święty” to właśnie „inny”. A i w pismach Nowego Testamentu nie brak zaleceń, żeby wyróżniać się spośród tych, którzy żyją na świecie, aby być „innym”. Gdy więc bycie chrześcijaninem powoli staje się normą społeczną – od początku IV wieku nawet cesarze rzymscy są, z jednym wyjątkiem, chrześcijanami, a pod koniec tego stulecia jest to oficjalna religia państwowa – w szczególnie gorliwych wyznawcach rodzi się potrzeba „czegoś więcej”. Nie mogąc już liczyć na śmierć męczeńską (jakkolwiek to brzmi), która wcześniej stanowił oczywisty dowód ich wiary oraz był momentem narodzin dla nieba, ktoś w końcu wpada na pomysł, by zostać „białym męczennikiem”. Wychodzi na pustynię. Pierwszym pustelnikiem chrześcijańskim miał być Paweł z Teb. Miał być, ponieważ jest to postać legendarna, nie potwierdzona źródłowo. Dlatego za ojca ruchu monastycznego przyjmuje się św. Antoniego. Żył on w Egipcie na przełomie III i IV wieku. Po śmierci bogatych rodziców rozdał rodzinny majątek ubogim, a sam rozpoczął ascetyczne życie na pustyni. Mieszkał między innymi w starożytnym grobowcu i w opuszczonej twierdzy. Wszędzie jednak podążali za nim ludzie, pragnący naśladować jego styl życia. W końcu Antonii postanowił przyjąć uczniów, tworząc pierwszą wspólnotę anachoretów.   Anachoreci nie są mnichami w dzisiejszym rozumieniu. To pustelnicy, którzy z reguły żyją w odosobnieniu. Skupieni wokół św. Antoniego pustelnicy stanowili wspólnotę o tyle, że mieszkali w niedalekiej odległości i prowadzili podobne życie. Reguła utworzona przez ich mistrza zakładał życie w samotności. Jednak koncentracja chcących się...

Read More
„Misjonarz na post” – modlitewna akcja wielkopostna
Lut13

„Misjonarz na post” – modlitewna akcja wielkopostna

Projekt Misjonarz na post jest to akcja zorganizowana na czas Wielkiego Postu przez portal misyjne.pl. Projekt ma na celu wsparcie misjonarzy, którzy poświęcają swoje życie, na pomaganie najbardziej potrzebującym, poza granicami kraju. W ubiegłym roku w akcji wzięło udział ponad 12 tys. osób. Organizatorzy Misjonarz na post już po raz piąty zapraszają do wzięcia udziału w akcji i zaangażowania się w modlitwę. Czas Wielkiego Postu to niezwykle ważny okres dla nas wszystkich. To czas przygotowania się do Wielkanocy i Zmartwychwstania Pańskiego. Większość z nas w tym okresie robi pewne wyrzeczenia, niektórzy poświęcają czas na modlitwę, a inni mają postanowienia. Misjonarz na post to idealny sposób na przeżycie Wielkiego Postu. Robiąc coś dla siebie, również dajemy coś drugiej osobie, która bardzo tego potrzebuję. Co należy zrobić by wziąć udział? Wystarczy odwiedzić stronę: www.misjonarznapost.pl, podać swoje imię, nazwisko i adres mail. Na ekranie ukażą nam się dane naszego misjonarza, otrzymamy także maila z potwierdzeniem. Udział może wziąć każdy, bez względu na wiek i płeć. Akcja nie wymaga żadnych inwestycji ani wysiłku fizycznego. Co dalej? Naszego misjonarza możemy wspierać na dowolny przez nas sposób. Poprzez modlitwę, ofiarowanie cierpienia, dobrowolną formę postu czy dobre postanowienie. Wystarczy poświęcić chwilę w ciągu dnia, by pomyśleć o sobie, którą nam wybrano, pomodlić się za nią i wesprzeć duchowo. To wspaniała akcja, w którą warto się zaangażować. Misjonarze bardzo są wdzięczni, za każdą modlitwę oraz wsparcie, to niezwykła pomoc w ich codziennej pracy. Na całym świecie pracuje aż 2050 polskich misjonarzy, to znacznie więcej niż w ubiegłym roku, dlatego twórcy apelują, o jak największe zaangażowanie w sprawę. Pokażmy, że pamiętamy o nich i tak jak oni, chcemy nieść dobro i pomoc. To tak wiele, a nic nie...

Read More
Kard. Marx: „Nie można zabraniać błogosławienia związków homoseksualnych”
Lut07

Kard. Marx: „Nie można zabraniać błogosławienia związków homoseksualnych”

W rocznicę objęcia arcybiskupstwa w Monachium w odpowiedzi na pytanie dziennikarzy bawarskiego radia kard. Reinhard Marx stwierdził, że księża powinni błogosławić pary związki homoseksualne. Pytanie dotyczyło „suplementów witaminowych”, jakie podsuwają niektórzy katolicy na ożywienie Kościoła. Według tłumaczenia wywiadu zamieszczonego przez Catholic News Agency, Karin Wendlinger wymieniła tu także diakonat kobiet, czy zniesienie celibatu, zaznaczając, że Kościół nie wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom. Co powiedział? Kard. Reinhard Marx powiedział, że nie wierzy, że to najważniejsza potrzeba Kościoła, jednak „musimy brać pod uwagę sytuację pojedynczej osoby, jego historię życia, jego biografie, trudności, jakie przechodzi,, nadzieje, które się pojawiają, związki, w których on – lub ona żyje. Musimy wziąć to bardziej na poważnie i mocniej towarzyszyć im w w ich okolicznościach życia. To jest prawda także w stosunku do spraw, które wspomniałeś, to odnosi się też do homoseksualistów. Musimy być po pastersku blisko tych, którzy są w potrzebie pastoralnej troski i także chcą jej. I ona musi zachęcać księży i pracowników duszpasterskich, by dawać ludziom w konkretnych sytuacjach poparcie. Zupełnie odrębną kwestią jest jak to ma się odbywać publicznie i liturgicznie. To są sprawy, na które musisz uważać i rozważać je w dobry sposób. KW: „Więc naprawdę możesz wyobrazić sobie sposób na błogosławienie związków homoseksualnych w Kościele”? KRM: „Tak, ale nie ma ogólnych rozwiązań. To nie byłoby dobre, tak sądzę. To kwestia pasterskiej troski o indywidualne przypadki, i ma zastosowanie tak samo na innych obszarach, których nie możemy regulować, gdzie nie ma zestawów zasad. To nie znaczy, że to się nie dzieje. Ale naprawdę muszę zostawić to duszpasterzowi na miejscu i danej osobie pod opieka duszpasterską. Tu możesz debatować nad sprawą, tak obecnie się nad nimi debatuje i stwierdzić: jak pracownik duszpasterstwa ma sobie z tym poradzić? Jednak naprawdę zdecydowanie zostawiłbym to szczególnemu, indywidualnemu przypadkowi, jaki się trafia a nie wymagał znów jakiegokolwiek zestawowi zasad – to są sprawy, które nie mogą być regulowane”. Nietypowy kardynał Kard. Reinhard Marx jest specyficznym duchownym. Swoje nazwisko wykorzystał, by polemizować z marksizmem w książce „Kapitał. Mowa w obronie człowieka”, w której przestrzegał, że drapieżny kapitalizm może doprowadzić do odnowienia komunizmu. Jest stanowczym przeciwnikiem aborcji. W innych sprawach, jak pokazuje powyższa wypowiedź, jest praktycystą. Akceptacja związków homoseksualnych przez Kościół, mająca się wyrażać w ich błogosławieniu, a więc uznaniu za dobre jest sprzeczne z nauczaniem Katechizmu, przede wszystkim z wizja płciowości człowieka, czy małżeństwa. Ponadto, jak zauważa wielu komentatorów, mocno idzie w stronę subiektywizacji pojęcia grzechu: czy związek homoseksualny jest dobry, czy nie decyduje zespół „okoliczności łagodzących”: osobowość danej osoby, czy trudne przeżycia. Co więcej, te okoliczności zostają posunięte znacznie dalej: do czynników nobilitujących i umożliwiających błogosławienie. Wychodząc od złej praktyki zostawiania homoseksualistów samym sobie, kard. Reinhard Marx...

Read More
Rotacje w Gościu Niedzielnym, czyli sztuka domysłów
Sty25

Rotacje w Gościu Niedzielnym, czyli sztuka domysłów

Informacja o zmianie na stanowisku redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego” wyciekła najpierw do mediów we wtorek, 25 stycznia, wisiała jako niepotwierdzona, generując teorie w prasie katolickiej, liberalnej, zwykłej i brukowej,  aż wreszcie w środę, 26 stycznia stał się faktem, choć więcej w sprawie spraw do sprostowania niż ogłoszenia. Kto jest kim? Fakty są takie: wieloletni redaktor naczelny tygodnika Gość Niedzielny, ks. Marek Gancarczyk został zwolniony z obowiązku pełnienia tej funkcji przez metropolitę katowickiego, abp. Wiktora Skworca. W ciągu piętnastu lat na tym stanowisku ks. Gancarczyk uczynił z tygodnika Gość Niedzielny liczący się na rynku tygodnik opinii, którego sprzedaż rosła nie tylko dlatego, że kolportowany był w kościołach.  Wcześniej podobna sztuka udała mu się z „Małym Gościem Niedzielnym”, który był na skraju bankructwa. Nowym naczelnym tygodnika został ks. dr. Adam Pawlaszczyk, prawnik, były kanclerz Kurii Metropolitalnej, zaangażowany w Katowicki Sąd Metropolitalny, uczestnik II Synodu Archidiecezji Katowickiej, według notatki na stronie Gościa „współpracował z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego i Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Katowicach w ramach formacji duchownych i świeckich w zakresie kościelnego prawa małżeńskiego oraz teorii prawa kościelnego. Szczególnie zainteresowany literaturą i muzyką, autor poezji, tekstów pieśni religijnych, artykułów i felietonów, współpracował z TVP, Radiem Katowice, Radiem eM i «Gościem Niedzielnym»”.   Ks. Pawlaszczyk broni reform papieża Franciszka w procesach o stwierdzenie nieważności małżeństwa, wskazując że nie służą one ułatwieniu takiego „rozwodu kościelnego”, ale przyspieszeniu procesu przez zmniejszenie wymogów formalnych przy tych samych wymogach prawnych. Innymi słowy: proces może być krótki, ale może oznaczać szybsze potwierdzenie ważności małżeństwa. Jest to jedna z przyczyn, dla których nowy redaktor naczelny uważany jest za liberała. Nie wiemy, kiedy obaj redaktorzy naczelni, były już i obecny, dowiedzieli się o zmianach i w jakich nastrojach się one odbywały. Możliwe, że właśnie niezadowolenie redakcji ze zmiany przełożonego skutkowało wyciekiem informacji przed czasem, teraz jednak trudno, by pracownicy publicznie prali brudy. Wiemy jednak, ile fermentu wokół tej zmiany się wytworzyło. Zarzuty i insynuacje Swoistym spiritus movens całego zamieszania był Tomasz Terlikowski, naczelny Frondy, który tak w opublikowanym na stronie Małego Dziennika a okraszonym wielką pieczątką „ALERT” zapowiedział zmianę w redakcji GN: „Stało się to w sytuacji, gdy „GN” jest jedynym pismem, które wciąż rośnie w rankingach zdobywając wciąż nowych czytelników. Nie ma więc realnych powodów, by go zmienić. Jedynym może być chęć zarżnięcia pisma albo… radykalnej zmiany jego linii. Nie od dziś wiadomo, że arcybiskup Wiktor Skworc nie przepada za PiS-em, a choć Gość Niedzielny nie był apologetyczny wobec władzy, to tak go właśnie w kurialnych kręgach czytano. Nie jest też tajemnicą, że z Watykanu płynął jasne sygnały, by zmienić projanopawłową linię w nauczaniu o małżeństwie, a „Gość Niedzielny” zawsze bronił w tej sprawie ortodoksji. Czy to...

Read More
Orszak Trzech Króli 2018
Sty05

Orszak Trzech Króli 2018

Orszak Trzech Króli 2018 – dziesiąte, jubileuszowe największe uliczne jasełka na świecie! 6 stycznia 2018 roku, pod hasłem „Bóg jest dla wszystkich”, Orszak Trzech Króli przejdzie ulicami 644 miejscowości w Polsce i 16 poza jej granicami. Najbliższy Orszak będzie jedną z największych imprez w roku świętowania 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, dlatego orszakowy śpiewnik będzie wyjątkowy. Będzie zawierał 14 polskich kolęd wraz z ich rysem historycznym autorstwa p. Jacka Kowalskiego, wykładowcy historii sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, lidera zespołu Monogramista JK, a także autora wielu książek i publikacji. Jest to zaproszenie do wędrówki przez dzieje Polski i ukłon w stronę wolności. W śpiewniku nie zabraknie listu Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy. Pan Prezydent przekazuje w nim wyrazy uznania i sympatii oraz życzenia dla uczestników Orszaku. Motywem przewodnim OTK 2018 będzie przypomnienie jego uczestnikom, że Bóg przyszedł, aby odkupić każdego człowieka i czeka na wszystkich. Scenariusz Orszaku mieści wszystkich: ludzi na najróżniejszym poziomie życia, bogatych i biednych, ludzi o różnych zawodach, władców i poddanych, ludzi wykształconych i prostych, ludzi o różnych charakterach, ludzi na różnym etapie drogi do Boga, młodych, osoby w sile wieku i starców. Pokłon, zwieńczenie Orszaku, będzie pokazywał różnorodność wśród ludzi wędrujących do Boga. Trzej Królowie będą przedstawicielami trzech kontynentów i trzech pokoleń: – młodzieniec, który już na początku swojej drogi w dorosłość poszukuje i znajduje swoje powołanie, – mężczyzna w sile wieku, żonaty, reprezentujący mężów i ojców rodzin, który poszukuje Jezusa i właściwej drogi dla siebie i swojej rodziny, – starzec, który dopiero u schyłku swoich lat, bogaty w wiele doświadczeń, odnajduje drogę do Jezusa. Królowie, podczas swojej wędrówki do Stajenki zobaczą upadek pierwszych ludzi – Pierwszy Grzech, zmagania Dobra ze Złem, miną Dwór Heroda i Gospodę, ujrzą Chóry Anielskie, które będą wychwalać Boga, przejdą przez Bramę Anielską, która zaprowadzi ich do Jezusa. Hasło „Bóg jest dla wszystkich” nawiązuje do jubileuszu Orszaku – już po raz dziesiąty przejdzie ulicami polskich miejscowości. Chcemy przypomnieć, że Bóg przyszedł na świat, aby odkupić każdego człowieka, niezależnie od koloru skóry, wieku, poglądów czy światopoglądu. Święto Objawienia Pańskiego ma przypominać wszystkim, że Bóg na nich czeka, że chce ich zbawić, że nawet jeśli koleiny życia zaprowadziły ich daleko od Niego – zawsze jest czas, aby Go odnaleźć, wejść na drogę do Niego. W haśle zawiera się również dewiza Orszaku, który jest przykładem zgodnego współdziałania ludzi różnych poglądów i wyznań. To oddolna inicjatywa, która łączy i spaja lokalne społeczności. Orszak tworzą rodziny, szkoły, nauczyciele, sąsiedzi, lokalne władze, osoby duchowne i ludzie dobrej woli, którzy poświęcają swoje zdolności, umiejętności, czas i środki. W czasie OTK 2018 odbędzie się publiczna zbiórka pieniędzy „Mędrcy dla Wschodu”, której dochód zostanie przekazany na wsparcie...

Read More
Przygotuj się na Jego przyjście
Lis30

Przygotuj się na Jego przyjście

Powiedzmy sobie szczerze – dla wielu z nas adwent jest jednym z bardziej niechcianych okresów w ciągu roku. Od końca listopada w mediach i sklepach, głównie supermarketach i galeriach handlowych atakują nas ustrojone choinki, bombki, święci Mikołaje, renifery…. Jakby okres świąteczny zaczynał się na dobry miesiąc przed wigilią. Bo przecież „magia świąt” jest tak cudowna, że taka nagła eksplozja świątecznych klimatów jest jak najbardziej wskazana (abstrahując od tego, że nie znajdziemy w nich prawie żadnych nawiązań do religii). Bez żadnych przygotowań. Chyba, że mówimy o porządkach w domach i zakupie prezentów. Pomijamy cały specyficzny nastrój oczekiwania na te najpiękniejsze dni w roku. Jak często dajemy się wciągnąć w tę ckliwą kampanię marketingową… Kościół od zawsze mówi: nie tędy droga! Wielkim sukcesem szatana jest wmówienie nam, że w tym jakże ważnym czasie, gdy powinniśmy zaglądać w swoje wnętrze i skupiać się na rzeczach boskich, dbamy raczej o nasze otoczenie i zajmujemy się czysto ziemskimi, materialnymi sprawami. Na przyjście Zbawiciela powinniśmy się odpowiednio przygotować. I mówimy tutaj o przygotowaniach dwojakich. Po pierwsze, należy dobrze przeżyć okres poprzedzający coroczne święta Bożego Narodzenia. Upieczone pierniki, czyste mieszkanie i prezenty dla każdego członka rodziny to nie wszystko. Powinniśmy także zrobić porządek w swoim wnętrzu. Od razu pomyślicie: tak, do spowiedzi też trzeba by się wybrać. Oczywiście, dobry pomysł. Równie dobrym będzie uświadomienie sobie, że Przedwieczny i Wszechmocny Bóg postanowił przyjść na nasz świat, przyjmując postać człowieka. Uniżył się z miłości do nas, by pokazać, jak bardzo kocha każdego z ludzi, i by zapłacić najwyższą cenę za nasze grzechy. A Jego ziemska droga rozpoczęła się w lichej stajni, zapewne brudnej i zimnej. Tak bardzo różnej od naszych domów, przytulnych i ciepłych w czasie świąt. Okres adwentu jest nam dany po to, aby przyjąć te fakty i żyć we wdzięczności Bogu za to, co dla nas przeżył. Ile razy słyszeliśmy, że musimy przygotować swoje serca na przyjście Jezusa? Może brzmi to jak truizm, ale jest tak bardzo prawdziwe. Ale nasze serca powinny być gotowe także na inne przyjście Jezusa – na Paruzję. Adwent ma nas przygotować również na przyjście Chrystusa na końcu czasów. W tym okresie Kościół szczególnie przypomina nam o tym, że nasza ziemska egzystencja jest tylko drogą do innego życia. Do życia wiecznego, do którego jesteśmy powołani, i które nastąpi po triumfalnym powrocie Zbawiciela. Nie powinniśmy więc przyzwyczajać się do tego, co tutaj przeżywamy i posiadamy. On kiedyś przyjdzie i osądzi to, jak zachowywaliśmy się na tym świecie. Całe nasze życie powinniśmy traktować jako adwent – oczekiwanie na kochającego Stwórcę, przed którym kiedyś będziemy musieli stanąć i  opowiedzieć o sobie i swoich czynach. Czy żyłem tak, jak zaleca Kościół? Czy kochałem Boga, siebie i...

Read More
Po co nam Post?
Lut28

Po co nam Post?

Po karnawale przyszedł czas Wielkiego Postu. Dla wielu z nas któryś z kolei, może już nawet tak oswojony i oczywisty, że przestał robić większe wrażenie. Post jest przecież przewidywalny: zaczyna się zawsze Popielcem, trwa 40 dni, skupia się wokół sześciu niedziel. Ile razy już to słyszeliśmy? A Kościół z uporem maniaka rok w rok sypie na nasze głowy popiół, zachęcając do kolejnego nawrócenia. Duszpasterze prześcigają się w zapraszaniu najlepszych rekolekcjonistów, dzieci zbierają naklejki za uczestnictwo w nabożeństwach pasyjnych, a Gorzkie Żale gromadzą amatorów barokowej polszczyzny, rozważających mękę Chrystusa. Po co to wszystko? Wielki Post jest szansą, żeby dostrzec, czego brakuje naszemu chrześcijaństwu. Rezygnacja z rozrywki, używek i części pokarmów nie jest w zamyśle Kościoła ani torturą, ani czymś co robi się dla sportu, by sobie i światu coś udowodnić. Post ma pomagać nam w oczyszczeniu naszego życia z nadmiernych oczekiwań, przywrócić odpowiednią hierarchię potrzeb oraz ich zaspokajania. W ten sposób powstaje przestrzeń, którą może wypełnić Bóg. Dobrze przeżyta asceza owocuje dlatego równowagą ducha i pokojem serca, które zwracają oczy wierzącego człowieka na Tego, od którego pochodzi wszelkie dobro. Trzy tradycyjne aspekty Wielkiego Postu: modlitwa, post i jałmużna pokazują, że w każdej sytuacji mogę się czymś podzielić z moim bliźnim. Ta świadomość uwalnia serce od przymusu posiadania i pozwala wznieść się ponad przyziemność oraz troski codzienności. Nie jest to łatwa droga, ale pokonanie jej pozostawia w człowieku trwały ślad, który przeciera szlaki stopniowemu nawróceniu.     Jezus powiedział do swoich uczniów: «Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu,...

Read More
Pierwsza pascha Jezusa
Lut02

Pierwsza pascha Jezusa

Dlaczego miało miejsce ofiarowanie Jezusa? Na pamiątkę dziesiątej plagi egipskiej. Gdyby Jezus po jakimś czasie spytałby się, dlaczego zostałby ofiarowany, św. Józef zgodnie z Torą odrzekłby, że to Pan powiedział: „Poświęćcie Mi wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona matczynego – zarówno człowiek, jak i zwierzę” (Wj 13, 2), a potem „Pan ręką mocną wywiódł nas z Egiptu, z domu niewoli. Gdy faraon wzbraniał się nas uwolnić, Pan wybił wszystko, co pierworodne w ziemi egipskiej, zarówno pierworodne z ludzi, jak i z bydła, dlatego ofiaruję dla Pana męskie pierwociny łona matki i wykupuję pierworodnego mego syna” (Wj 13, 14-15). To „przejście”, po hebrajsku „pesach”, to uwolnienie się, ale też ocalenie od kary i śmierci za sprawą krwi baranka paschalnego. Najpierw Anioła Śmierci przeszedł obok domów Izraelitów nie czyniąc im krzywdy, potem oni sami przeszli przez Morze Czerwone. Wspomnienie nocy paschalnej, gdy w obliczu wielkiej rzezi pierworodnych ludzi i zwierząt w całym Egipcie faraon zezwolił Izraelitom na wyjście z niewoli jest dość trudnym dla katechetów wątkiem. Jednak dla wiary żydowskiej wszystkich czasów jest punktem kluczowym. Z niej, zgodnie z Ewangelią, zaczerpnęło chrześcijaństwo. Egipt to kraj grzechu, śmierci, gdzie wierni Bogu cierpią i są poniżani, a także skazani za zagładę. O ile dokonane w ósmym dniu życia obrzezanie i ofiarowanie można przypisać do przymierza Boga z Abrahamem, o tyle teraz symbolicznie uczestniczył w kolejnym etapie wędrówki Narodu Wybranego – ocaleniu dzięki mocy Boga. To była pierwsza Pascha Jezusa jako człowieka. Przeżył ich jeszcze mniej więcej trzydzieści, a ostatnia stała się dopełnieniem całego Starego Przymierza. Na Golgocie ofiarował się w pełni i stał się Barankiem, który dał ludziom wolność od już nie od kajdan faraona, a niewoli grzechu. Tak na marginesie: czy Jezus został wykupiony? Niektórzy twierdzą, że nie, gdyż za pierworodnego należało ofiarować pięć szekli srebra, zaś parę synogarlic i dwa młode gołębie, co było ofiarą ubogich (Lb 12, 8) składano jako przebłaganie dla matki, jako ofiarę oczyszczającą po porodzie. Łukasz w wersecie 2, 24 jednak wstawia między wątki wykupu i synogarlic słowo „kai” – „również”, „i”. Przybyli więc złożyć dwie ofiary – za Jezusa i...

Read More