Co zrobić z wiecznym życiem?
Cze13

Co zrobić z wiecznym życiem?

A gdyby tak być wiecznie młodym, pięknym i nie musieć umierać? Wielu oddałoby wszystko za nieśmiertelność. Główna bohaterka filmu pt.: Wiek Adaline (2015) oddałaby wszystko, by w spokoju się zestarzeć u boku ukochanego i w końcu, po trudach ziemskiego życia, umrzeć. Adaline poznajemy w czasach współczesnych, w momencie, gdy odbiera od młodego chłopaka fałszywy dokumenty tworzące jej nową tożsamość. Następnie narrator wprowadza nas w nieco smutną historię kobiety, urodzonej w poprzednim stuleciu, która do pewnego momentu wiodła w miarę normalne i spokojne życie. Pomimo kilku tragicznych przeżyć, jak np. śmierć męża, Adaline wiodła całkiem poukładane życie. Jednak w jednej chwili wszystko miało się zmienić, kiedy to wypadek samochodowy zagwarantował głównej bohaterce ciekawą przypadłość – przestała się starzeć. Nabywane życiowe doświadczenia nie objawiały się w rosnącej ilości zmarszczek na twarzy. Adaline stała się swego rodzaju anomalią. Musiała więc uciekać, ukrywać swoją prawdziwą tożsamość, aby w ten sposób chronić siebie i swoją córkę. Przenosząc się z miejsca na miejsce, zmieniając nazwisko co kilka lat była wiecznie w podróży, nie mogąc zagrzać nigdzie na dłużej miejsca. Żyjąc w samotności wiedziała, że nie może nikomu zdradzić swojego sekretu, a ciągła ucieczka była jedynym na to sposobem. Dochodzi jednak do momentu, w którym Adaline jest zwyczajnie zmęczona takim życiem i chce móc spokojnie kochać i być kochaną. Wiek Adaline to opowieđ, w której doświadczamy razem z główną bohaterką rozterek nad konsekwencjami, jakie mogę płynąć z wyjawienia przez nią jej największego sekretu. Skoro fabuła została nakreślona, przejdźmy najpierw do zalet filmu, których Wiek Adaline ma zdecydowanie mniej, niż wad. Właściwie to zalety można wymienić tylko dwie: Blake Lively i Harrison Ford. Jeśli ktoś szuka w tym romansidle czegoś więcej, to może się sromotnie rozczarować. Chociaż dla wielbicieli ckliwych melodramatów film może okazać się strzałem w dziesiątkę. W ogólnym rozrachunku wypada nadzwyczaj słabo. Zjawiskowa Blake Lively kreacją wiecznie młodej Adaline pokazała, ze stać ją na wiele więcej niż tylko odgrywanie rozpieszczonej nastolatki Upper East Side, czy roztrzęsionej ukochanej Zielonej Latarni. Z nastolatkowania Lively już zdecydowanie wyrosła tworząc postać w sposób dojrzały, przemyślany i przede wszystkim spójny. Wachlarz emocji jaki swoim zachowaniem, mimiką czy gestykulacją pokazywała, świadczy niewątpliwie o jej rozwoju aktorskim, dzięki czemu Wiek Adaline ogląda się całkiem przyjemnie. Niestety jej największą wadą był grający u jej boku Michiel Huisman, wcielający się w postać Ellisa Jonesa. O ile Lively fantastycznie pokazała emocjonalne zmagania swojej postaci, o tyle w Huismanie najbardziej męska była jego klata wyeksponowana w jednej ze scen. Całościowo wypadł słabo, przypominając bardziej rozmemłaną nastolatkę, niż prawdziwego mężczyznę zakochanego do szaleństwa w blondwłosej piękności, na czym niestety Wiek Adaline mocno traci. W miłosnym duecie sprawdził się tutaj o wiele lepiej Harrison Ford. Krytycy i recenzenci są dość...

Read More
„Credo” querens intellectum
Cze13

„Credo” querens intellectum

Tekst powtarzany niemal co tydzień, bardzo często mechanicznie i bez zastanowienia się nad sensem kolejnych artykułów. „Credo”, zwane też „Wierzę w Boga…”. Czy zasługuje na takie traktowanie? TEOLOGIA W PIGUŁCE Zacznijmy może od potencjału teologicznego, jaki posiada tekst Apostolskiego wyznania wiary. Porusza ono zagadnienia takiej ilości traktatów, że trudno je wymienić w prostym wyliczeniu. Zaczynamy od trynitologii (wykład o Trójcy), potem mamy krótką paterologię (naukę o Bogu Ojcu) z elementami protologii (nauka o stworzeniu). Dużo dłuższa jest część chrystologiczna – najpierw mamy antyariański wstęp dogmatyczny o zabarwieniu trynitologicznym, potem wykład soteriologiczny (dotyczący zbawienia) z elementami apologetyki, mariologii i pneumatologii (traktat o Duchu Świętym). Po nim odrobina chrystologicznej eschatologii (traktat o rzeczach ostatecznych). Następnie pneumatologia z elementami sakramentologii, eklezjologii (dotyczącej Kościoła) i eschatologii. Kto powtarza tak zaawansowany teologicznie tekst bez zrozumienia, przypomina ucznia, który potrafi powtórzyć wszystkie zasady dynamiki, ale po prostu wyuczył się ich na pamięć i ich nie rozumie. Oczywiście, trudno pojąć wszystkie treści wiary rozumem, ale czasem wypadałoby chociaż wiedzieć, co oznaczają wypowiadane przez nas słowa. Credo następuje w liturgii Mszy świętej po czytaniach Pisma Świętego, po Ewangelii i po homilii. Powinno stanowić żywą odpowiedź na usłyszane Słowo Boże i jeśli ma być to odpowiedź osoby, musi być wypowiadane świadomie, z choćby minimalną wrażliwością na wypowiadane właśnie prawdy. Wyznanie wiary jest swoistą deklaracją chrześcijanina i nie bez przyczyny jest umieszczone po liturgii słowa: w starożytności katechumeni wychodzili z kościoła właśnie w tym momencie. Dalej byli już sami chrześcijanie. Należy zauważyć, że teologia Credo rodziła się z obrony ortodoksji przed herezjami. Czasem hierarchom nie mogło przejść przez myśl, jak można było na podstawie Pisma wpaść na tak dziwne pomysły. Najczęściej więc dopiski do „Wierzę…” stanowiły doprecyzowanie ortodoksji katolickiej w obliczu pomysłowości np. arian czy duchoburców CHRYSTOLOGIA, ARIUSZU! Credo, jakie znamy, jest w dużej mierze chrystocentryczne. Dlaczego? Gdyż najwięcej herezji dotyczyło właśnie osoby Jezusa Chrystusa i Jego posłannictwa. Sama historia powstania znanego nam tekstu Credo jest efektem sporów chrystologicznych, w których główną postacią mącącą był niejaki Ariusz. Głosił on – a przynajmniej tak wielu mu współczesnych interpretowało jego naukę – że Chrystus jest stworzeniem, Bogiem w pewien sposób niższym od Ojca. Teologia ariańska była bardzo popularna, gdyż w miarę prosto (żeby nie rzec: prostacko) tłumaczyła, jak to jest, że jest jeden Bóg, ale w trzech osobach. To proste: to nie jest ten sam Bóg, bo bóstwo Chrystusa jest inne niż bóstwo Ojca. W odpowiedzi na spory zwołano sobór w Nicei, podczas którego katoliccy biskupi ustalili normę ortodoksji. Musieli się przy tym posłużyć terminem z filozofii greckiej, gdyż Ariusz stosował wybitną cytatologię biblijną i na obronę wszystkich swoich tez miał odpowiedni werset. Katolicy użyli więc słowa „homouzjos”, czyli „współistotny”, który...

Read More
Własność intelektualna: wynagrodzenie
Cze13

Własność intelektualna: wynagrodzenie

Punktem zapalnym wszystkich problemów z tak zwaną własnością intelektualną jest to, od kogo i z jakiego tytułu twórca może otrzymać wynagrodzenie, oraz to, jak wysokie ono powinno być. Wydaje się, że samo pojęcie własności intelektualnej wzięło się właśnie z tego, że ludzie zaczęli wytwarzać dobra, które nie podlegają własności we właściwym sensie. Jeśli dobro nie podlega własności – inaczej mówiąc: nie da się go posiadać, zniszczyć, wyzbyć, ani nie ma się nad nim władzy –  to nie podlega również wymianie ani sprzedaży. Nie można nikomu sprzedać prawdy o świecie wypowiedzianej w postaci twierdzenia. Można najwyżej sprzedać wiedzę o tej prawdzie, o ile jest to moralne, ale to problem na inne rozważania. Można więc zadać pytanie, w jakim celu ludzie mieliby tworzyć dzieła, które nie podlegają wymianie na inne dobra, czyli takie, z które nie można dostać wynagrodzenie. Wiersz poety jest niewątpliwie dobrem, ale trudno utrzymać go przy sobie, skoro raz wypowiedziany może zostać powtórzony przez kogokolwiek. Poeta zaś potrzebuje innych dóbr, aby w ogóle żyć, nie mówiąc już o życiu godnym, zaś za wiersz tych dóbr nie nabędzie. To prowadzi nas do próby rozwiązania problemu tego typu dóbr w postaci własności intelektualnej. Od razu trzeba zwrócić uwagę na to, że dobra, które daje się posiadać we właściwym sensie, nie potrzebują pojęcia własności intelektualnej, stąd sensowne jest rozważać wyłącznie te, których nie da się w ten sposób posiadać – te, których nie ubywa podczas dzielenia i te, których bezpośrednio nie da się posiadać w ogóle, tak jak prawda o świecie. Należy również ustalić, że w tych rozważaniach pieniądz pełni rolę miary dóbr, nie jest natomiast sam w sobie dobrem. Przy tej definicji można powiedzieć, że każde dobro, które podlega własności, można liczyć w pieniądzach. Aby pokazać, że dóbr, które nie podlegają własności, nie można mierzyć w pieniądzach, można zastanowić się, jak wycenić wiersz poety, aby ten mógł otrzymać wynagrodzenie. Mówiąc o kradzieży własności intelektualnej mówimy często o kradzieży potencjalnych zysków. Rzeczywiście trudno jest ukraść poecie wiersz, który został już opublikowany pod jego nazwiskiem, natomiast łatwo jest go przedrukować lub powtarzać czerpiąc z niego zyski. Podobnie rzecz się ma filmem. Dzięki współczesnej technologii możemy kopiować dowolny film dowolną ilość razy. Czy skopiowanie filmu jest jego kradzieżą, skoro właścicielowi niczego w rzeczywistości nie ubyło? Mówimy, że ubyło mu z potencjalnych zysków, lecz jakie miałyby być te potencjalne zyski? Jeśli mamy do czynienia z dziełem, które zostało słabo rozreklamowane i zarobiło mało pieniędzy, a potem ktoś to dzieło “ukradł” i pod swoim szyldem rozreklamował jak należy i zarobił fortunę, to czy ta fortuna była potencjalnym zyskiem twórcy? Przecież ten twórca nie zarobiłby tych pieniędzy mimo wszystko. Należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden element....

Read More
Bóg dotyka Twojej duszy!
Cze13

Bóg dotyka Twojej duszy!

Niewątpliwie, pragnienie szczęścia jest głęboko zakorzenione w każdym człowieku. Dlatego w chwilach cierpienia i choroby pojawia się naturalne dążenie do uwolnienia z przeżywanych trudności. Uzdrowienia i ulga w ciężkich stanach jest możliwe dzięki głębokiej i szczerej wierze. Cierpienie i ból (nie tylko fizyczny) są immanentnie wpisane w krajobraz naszej doczesnej pielgrzymki ziemskiej. Zdaje się, że jedynym i niezawodnym sposobem na walkę z chorobą i towarzyszącymi jej negatywnymi odczuciami jest postawa zawierzenia Bogu. Sam Jezus nauczał: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28). Niejednokrotnie także w swojej działalności ewangelicznej dowodził prawdziwości wypowiedzianych słów. Karty Pisma Świętego opisują bowiem wiele uzdrowień dokonanych mocą Jezusa Chrystusa. JEZUS – UZDROWICIEL Warto szczególnie przytoczyć jedno z takich cudownych zdarzeń, które zostało odnotowane przez św. Marka. Ewangelista ukazuje Jezusa wychodzącego z Jerycha, który spotkał siedzącego przy drodze niewidomego. Był nim Bartymeusz, który usłyszawszy o obecności Jezusa, nieustępliwie prosił Go o zmiłowanie i uzdrowienia. Chrystus, dostrzegając głęboką i żywą wiarę w Bożą moc, sprawił, że niewidomy przejrzał. Znamienne są słowa Zbawcy skierowane do uleczonego: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Mk 10, 52). Niezwykłe uzdrowienia charakteryzują całą działalność Jezusa. Z pewnością są znakiem wszechmocy Boga, symbolizują Jego zwycięstwo, a także świadczą nie tylko o cielesnym uzdrowieniu człowieka, ale nade wszystko obrazują oczyszczenie duszy. Swoistym przypieczętowaniem oraz najważniejszym punktem misji Chrystusa była męczeńska śmierć oraz chwalebne Zmartwychwstanie. To właśnie ostateczne zwycięstwo nad Szatanem napawa nas, ludzi żyjących w XXI wieku wiarą we wszechwładność Boga. ZJEDNOCZENIE Z BOGIEM Należy pamiętać, że mesjańskie zwycięstwo Jezusa nad chorobą nie dokonuje się jedynie przez jej usunięcie. Ma ono bowiem także drugi równie ważny i tajemniczy wymiar. Chodzi mianowicie o możliwość współuczestniczenia w Zbawczej męce przez udzielenie wiernym duchowej mocy do znoszenia i przezwyciężania ich cierpień w zjednoczeniu z dobrowolną i niezawinioną ofiarą Chrystusa. Przykładem całkowitego zawierzenia i poddania woli Bożej może być św. Ojciec Pio, który choć był pośrednikiem Bożego uzdrowienia dla innych, to sam zaznawał wielu dolegliwości i udręk. Obietnica Jezusa wyrażona słowami: „Proście, a będzie wam dane” (Łk 11, 10) niewątpliwie winna wzbudzać większą wiarę na uzdrowienia. Nie można jednak ograniczać się jedynie do zanoszenia próśb do Boga. Nie wolno zapominać o postawie dziękczynienia wobec Bożej dobroci. Doskonałym przykładem na takie zamknięcie się jedynie w sferze błagań jest postawa okazana przez uleczonych przez Jezusa z trądu. Tylko jeden z grupy dziesięciu osób dotkniętych tą chorobą i uzdrowionych mocą Chrystusa zdobył się na wyrażenie wdzięczności wobec dokonanego cudu. Także i w tej sytuacji Jezus zwracając się do uzdrowionego podkreślił znaczenie wiary człowieka: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”(Łk 17, 19). SAKRAMENTY ŚWIĘTE Trzeba zaznaczyć, że Chrystus pozostawił ludziom szczególne znaki swojej obecności, które...

Read More
Łaska i spółka
Cze13

Łaska i spółka

Sformułowanie „łaska wiary” to jedno z najczęściej błędnie rozumianych pojęć w katolickiej teologii. Jak należy je zatem interpretować? Czy każdy może wierzyć? A co wtedy, kiedy wzgórze mimo usilnych starań ani drgnie? Rzecz o ziarnkach gorczycy, przenoszeniu gór i intelektualnym hazardzie. Kto z nas nigdy nie słyszał zdania w stylu „Nie wierzę, bo nie mam łaski wiary.”? W takiej sytuacji katolik zazwyczaj kiwa smutno głową ze zrozumieniem i odpuszcza drążenie tematu, uznając sprawę za z góry przegraną. Błąd. A nawet dwa błędy. Jeden teologiczny (o tym za chwilę), a drugi strategiczny, ponieważ w imię dziwacznie pojętej tolerancji nie musi się od razu rezygnować z ewangelizacyjnej rozmowy. Co do teologii, to trzeba przyznać, że temat wzajemnych relacji wiary oraz łaski to materia wyjątkowo trudna, a głowiła się nad nią niejedna pobożna i mądra głowa tego świata. Dlatego ten tekst został napisany z myślą o poruszeniu zagadnień najistotniejszych z punktu widzenia myślącego, wierzącego katolika, przybliżeniu tematu bez wdawania się w teologiczne niuanse. Trudno w jednym artykule wyczerpać tak obszerny temat. Czytelników czujących po lekturze tego artykułu niedosyt zachęcam natomiast gorąco do sięgnięcia po fachową literaturę z zakresu nauk teologicznych. U ŹRÓDEŁ Czym zatem jest ta słynna łaska wiary? W poszukiwaniu odpowiedzi niezawodny będzie Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK), który na ten temat wypowiada się następująco: “Wiara jest darem Bożym, cnotą nadprzyrodzoną wlaną przez Niego. "By móc okazać taką wiarę, trzeba mieć łaskę Bożą uprzedzającą i wspomagającą oraz pomoce wewnętrzne Ducha Świętego, który by poruszał serca i do Boga zwracał, otwierał oczy rozumu i udzielał «wszystkim słodyczy w uznawaniu i dawaniu wiary prawdzie»" (KKK nr 153; śródcytat z konstytucji Dei verbum Soboru Watykańskiego II). Dalej Kościół naucza: Wiara jest możliwa tylko dzięki łasce Bożej i wewnętrznej pomocy Ducha Świętego. Niemniej jednak jest prawdą, że wiara jest aktem autentycznie ludzkim. Okazanie zaufania Bogu i przylgnięcie do prawd objawionych przez Niego nie jest przeciwne ani wolności, ani rozumowi ludzkiemu. (KKK nr 154) oraz powtarza za świętym Tomaszem z Akwinu Wiara jest aktem rozumu, przekonanego o prawdzie Bożej z nakazu woli, poruszonej łaską przez Boga". Mając na uwadze inne punkty Katechizmu, mówiące o Objawieniu Bożym i otwartości człowieka  (KKK nr 27-30; KKK nr 51-53), można powiedzieć, że Bóg zechciał objawić się człowiekowi i pierwszy wyszedł z inicjatywą, zaszczepiając w nim naturalne pragnienie poszukiwania i poznawania Go. Stwórca wyposażył ludzi we wszelkie niezbędne narzędzia, dając im rozum, wolną wolę, otwartość serca oraz właśnie łaskę, uzdalniającą do przyjęcia postawy wiary oraz obcowania z przekraczającą ludzkie możliwości poznawcze Prawdą. Są to dary dostępne wszystkim bez wyjątku (!), jednak ich przyjęcie pozostaje zawsze aktem wolnej woli człowieka. Z POLSKIEGO NA NASZE Co to oznacza w praktyce? Postawa odrzucenia wiary i brak...

Read More
Jest szał
Cze13

Jest szał

Ks. Kaczkowski. Ksiądz-celebryta i to w dodatku onkocelebryta, jak sam siebie nazywał, udziela wywiadu-rzeka. Czy może być coś gorszego? Z pewnością tak. A coś lepszego? Niewykluczone, choć będzie ciężko, bo równie odjechana książka zapewne długo nie zagości na księgarnianych półkach. „Najbardziej lubiany polski ksiądz w rozmowie życia”–  to zdanie z okładki było pierwszym, jakie przeczytałam, wyłowiwszy z torby urodzinowych prezentów pachnący nowością egzemplarz "Życia na pełnej petardzie". I nie zabrzmiało to zachęcająco. Pomyślałam niezwłocznie o słodkich aż do mdłości opowieściach o tym, że wszystko będzie dobrze, jeśli tylko zaufa się Panu, a rzekomo uszlachetniające cierpienie to najwspanialsze, co może się przydarzyć na ziemi nędznemu ludzkiemu pyłowi (niestety lektura poprzedniego książkowego wywiadu z księdzem Janem Kaczkowskim "Szału nie ma, jest rak" nie była mi dana, stąd moja mało chwalebna nieznajomość tej postaci). Moja alergia na takie „chrześcijańskie” klimaty dała mocno o sobie znać i niewiele brakowało, by ta książka wylądowała w tych zakątkach domowej biblioteczki, do których wzrok nie sięga. Jednak cudowny jasnozielony kolor tylnej części rzeczonej okładki i nieco bardziej przekonywająca dalsza część opisu skłoniły mnie, by jednak dać tej pozycji choć cień szansy. Ponadto inteligentny wyraz twarzy, którym ksiądz Kaczkowski patrzy czytelnikowi prosto w oczy ostrzegł mnie, że mogę naprawdę żałować tak pochopnej decyzji. W ten sposób zamiast na regale, Życie na pełnej petardzie wylądowało w walizce i pojechało ze mną do Berlina. Zgodnie z moim odwiecznym zwyczajem zajrzałam najpierw na ostatnią stronę, przeczytałam kilka otwartych na chybił-trafił stron, po czym niezwłocznie popadłam w pełen zachwyt. W tym miejscu gratuluję osobie odpowiedzialnej za szatę graficzną świetnie wykonanego zadania i dziękuję, że dzięki niej, pomimo sporego braku pokory, nie przegapiłam czegoś absolutnie wyjątkowego. Dawno nie miałam w ręku książki, która w równie atrakcyjny sposób i z podobną lekkością mówiłaby o sprawach najważniejszych, najtrudniejszych, najbrutalniej konfrontujących z nagą prawdą o nas samych. A przy tym bez infantylizacji i irytujących truizmów. Subtelnie, prosto oraz – nade wszystko – autentycznie. Dziennikarzowi Piotrowi Żyłce należą się wyrazy uznania za takie prowadzenie rozmowy, które pozwoliło wydobyć z księdza Kaczkowskiego frapujące opowieści o jego drodze, nienależącej bynajmniej do łatwych. Czytelnik spotyka najprawdziwszego człowieka, z wieloma wzlotami i upadkami na koncie, a jednocześnie w każdym akapicie wyczuwa się nienachalną, aczkolwiek bardzo skuteczną, obecność Pana Boga. Żyłka nie boi się pytać dalej, kiedy wyczuwa, że rozmówca waha się, czy czegoś jeszcze nie powiedzieć, ale nie brakuje mu też szacunku, kiedy ksiądz nie chce drążyć jakiegoś tematu. Rozmowa jest pogrupowana na rozdziały, jednak można je spokojnie czytać w dowolnej kolejności, rozkładając sobie przyjemność lektury na wiele dni, choć moim zdaniem to trudne zadanie, ponieważ książka wciąga niczym porządny narkotyk. Dobry warsztat dziennikarski to podstawa, lecz sam w sobie niewiele...

Read More

Uwierzyć w Jezusa

Według Katechizmu Kościoła Katolickiego: “(…) wiara w Boga jest nieodłączna od wiary w Tego, którego On posłał, Jego umiłowanego Syna, w którym całkowicie sobie upodobał; Bóg polecił nam, aby Go słuchać” (Por. Mk 9,7). “Uwierzyć w Jezusa” to książka Ruth Burrows OCD – karmelitanki, która jest autorką wielu bestsellerów na temat modlitwy mistycznej i życia duchowego. W swoim dziele porusza wiele pytań, na które każdy chrześcijanin powinien sobie odpowiedzieć. Daje wskazówki, jak żyć, modlić się i rozwijać wiarę. Zaznacza, że “wiara jest darem, ale żeby go otrzymać, musimy wykonać konieczne kroki i podjąć decyzję, że chcemy wierzyć, chcemy przyjąć Boże słowo i budować na nim życie. Bóg powiedział przez Jezusa, że nas kocha, że uczyni dla nas wszystko; zapewnił, że jeśli będziemy prosić, to otrzymamy, jeśli będziemy szukać, to znajdziemy, jeśli będziemy kołatać, to nam otworzą” (R. Burrows). Zazwyczaj człowiek, który klęka do modlitwy, liczy na szybką poprawę swojej sytuacji. Chce poczuć się lepiej. Jednak bardzo często ulga nie przychodzi, natomiast pojawia się zawód i rozczarowanie. To normalne. Bóg nie jest zobowiązany do spełniania życzeń ludzi. On wie, co dla nich najlepsze, chociaż czasem wydaje się to drogą naokoło. Ruth Burrows w 13 rozdziałach porusza tematy modlitwy, wiary, Mszy Świętej i zachęca aby oprzeć się na Piśmie Świętym, ponieważ tam zawarta jest cała prawda i sens istnienia człowieka. Czytelnik po lekturze tej książki z pewnością poczuje się przytłoczony jej trudną treścią. Dlatego zalecam czytanie tego dzieła partiami. Przemyślenie tekstu jest kluczem do zrozumienia słów zakonnicy. Zapewne niejedna osoba, która sięgnie po tę pozycję, poczuje potrzebę powrócenia do niej ponownie po jakimś czasie. Zachęcam jednak gorąco do niepoddawania się. Lektura jest bardzo pouczająca i wskazuje drogę do rozumowego przyjęcia wiary, która w dzisiejszym świecie często spychana jest na tor boczny. Wiara to fundament życia, a nie tylko jeden z jego elementów. Moim zdaniem ta publikacja obowiązkowo powinna pojawić się na półce każdej osoby, której nieobojętny jest rozwój duchowy. Jak mówi sama autorka: “Musimy nieustannie trzymać w dłoniach wodze i nie wypuścić ich, jeśli mamy zrozumieć, co oznacza życie głęboką...

Read More