Siedem pierwszych Bondów
Paź16

Siedem pierwszych Bondów

James Bond – postać, którą wypada znać. Czy tego chcesz czy nie, wszedł on na stałe do kultury popularnej i już nie wyjdzie. Powiedzonka z bondowskich filmów stały się elementem codziennego języka. Nawet tego nie zauważasz. Być może nawet nie znasz ich pochodzenia. Musisz więc obejrzeć którąś z przygód beztroskiego agenta Jej Królewskiej Mości. Nie wiesz pewnie, od czego zacząć. Męczy cię grzebanie w ponad pięćdziesięcioletniej historii serii, męczy Cię chronologia i w ogóle nie wiesz, o co chodzi. Obejrzenie pod rząd dwudziestu trzech filmów, by wyrobić sobie ogólną opinię może być nużące i zniechęcające. Dlatego zrobiłem to za Ciebie. No dobrze, wysiadłem po siódmej z kolei przygodzie. Ale i tak opowiem Ci o tych, które dla Ciebie obejrzałem. Opowiem Ci, które obejrzysz, aby nie być do tyłu, a które sobie darujesz, bo są do bani. Postaram się nie powielać informacji dostępnych na portalach filmowych i, broń Boże, nie będę obiektywny. Ty też nie bądź. Każdemu odtwórcy Bonda dałem szansę i każdy zasłużył na swoje pięć minut. Oprócz Seana Connery’ego. On jest najlepszy i zasłużył na dziesięć. Bardzo lubię Jamesa Bonda. Jego podróże i różnorodność miejsc, które odwiedzał od zawsze wzbudzały mój zachwyt. Poza pięknymi widoczkami wiele wyniosłem z historii agenta 007. Określenie „mizoginistyczny dinozaur” na zawsze pozostanie w moim sercu. Zaczynamy. Doktor No. – Jamajka Pierwszy film, w którym występuje James Bond, pomimo że powolutku ustalał przyszłe schematy, znacząco różnił się od kolejnych części. Początkowo komandor James nie lubił swojego Waltera, ta broń dopiero miała zyskać jego uznanie. Podobnie rzecz miała się ze „wstrząśniętym, nie mieszanym”. W tym filmie to przeciwnik agenta raczy się w ten sposób przyrządzonym drinkiem. James Bond ma swoje zwyczaje, które w tej produkcji zaczynają się kształtować. Zapomni o nich dopiero za pięćdziesiąt lat jako James Bond craigowski. Pierwsza dama w opałach została przedstawiona w sposób, który jest zaprzeczeniem politycznej poprawności. Jest śliczna, głupiutka i chętna. I chociaż kobiety to atrybut Bonda na równi z martini czy gadżetami, to współcześnie dość egzotycznie wygląda tak radosny, niczym nieskrępowany seksizm na ekranie telewizora.    Kwatermistrz MI6 jeszcze nie dorobił się pseudonimu, i nazywany jest… kwatermistrzem. Po raz pierwszy pojawia się też Felix Leiter – chyba najlepszy (i jedyny) przyjaciel Bonda, agent CIA. Organizacja WIDMO jest tutaj ledwie wspomniana, ale zdradzę Ci, że w kolejnych filmach James Bond będzie się musiał napocić, aby pokonać tę supergrupę przestępców. Ciekawostka: w przyszłym roku obejrzysz kolejną misję Jamesa. Po ponad pół wieku WIDMO doczekało się „swojego” filmu. Na Filmwebie piszą, że „Spectre” pojawi się w kinie już za rok. Cieszysz się, naprawdę. Bo to będzie najlepszy film z Bondem. Odświeżony, współczesny i pozbawiony wewnętrznych rozterek bohatera, które w wykonaniu Craiga były...

Read More
Matka Przedziwna
Paź16

Matka Przedziwna

Już od ponad trzech wieków w Rychwałdzie czczony jest łaskami słynący wizerunek Madonny z Dzieciątkiem. Matka Boża Rychwałdzka okrzyknięta została Panią Ziemi Żywieckiej. Rychwałd jest niewielką beskidzką wsią, położoną nieopodal Żywca. Ten urokliwy zakątek przyciąga coraz to większe rzesze pielgrzymów. Nic jednak w tym dziwnego, ponieważ to maryjne wzgórze jest miejscem szczególnym. I to co najmniej z kilku powodów. Jeśli chodzi o historię parafii, to jej początki najprawdopodobniej sięgają XIV wieku. Jednakże jej istnienie historycznie udokumentowane zostało dopiero w XV wieku. Pierwsze spisane wzmianki o parafii pochodzą z dzieła Jana Długosza pt. „Liber Beneficiorum”. RYS HISTORYCZNY Przełomową datą był rok 1644, kiedy to Katarzyna z Komorowskich Grudzińska – właścicielska sąsiedniego Państwa Ślemieńskiego, przekazała rychwałdzkiej parafii wizerunek Maryi z Dzieciątkiem. Obraz pierwotnie należał do możnego rodu Grudzińskich z Wielkopolski. Po ślubie Katarzyny z Piotrem Samuelem Grudzińskim, został przez nią przywieziony i ulokowany w prywatnej kaplicy rodzinnej na zamku w Ślemieniu. Ze względu na rozliczne łaski wyproszone przed wizerunkiem, właścicielka postanowiła przekazać dzieło do rychwałdzkiego kościoła. W ten sposób szersze grono osób zyskało możliwość wypraszania łask i dobrodziejstw za sprawą Maryi. Od samego początku ludzie żywili przekonanie, że Najświętsza Panna obrała sobie to miejsce, by przychodzić im z pomocą. Pierwszy odnotowany cud miał miejsce 8 września 1647 roku, w liturgiczne święto Narodzenia NMP. Wówczas Elżbieta Karska – dzierżawczyni dworu w Rychwałdzie, została uleczona z rany szpecącej twarz. Od tej daty w opiekę Maryi oddawały się całe rodziny. Sława Pani Rychwałdzkiej rozchodziła się po sąsiednich wsiach i wkrótce objęła całą Żywiecczyznę oraz Ziemię Suską. Zwłaszcza w okresie Potopu szwedzkiego upraszano szczególnego orędownictwa Maryi. Drewniany kościół, który nie wystarczał już aby pomieścić rzesze wiernych, postanowiono zastąpić nową konstrukcją. Budowa świątyni trwała kilkanaście lat i wymagała niemałych nakładów finansowych. W 1756 roku uroczystej konsekracji nowopowstałego kościoła dokonał biskup krakowski Franciszek Potkański. W tym dniu przeniesiono także ikonę i Matka Boża Rychwałdzka została umieszczona w ołtarzu głównym konsekrowanym pod wezwaniem Królowej Aniołów. Warto dodać, że dawny drewniany kościół rychwałdzki został rozebrany. Materiał uzyskany z rozbiórki posłużył do odtworzenia dawnego kościoła i wzniesienia go w pobliskich Gilowicach, gdzie stoi po dzień dzisiejszy. KORONACJA I ZŁOTY JUBILEUSZ Matka Boża Rychwałdzka od wieków otaczana jest czcią wiernych. Od 1946 roku pieczę nad sanktuarium sprawują Franciszkanie z krakowskiej prowincji imienia św. Antoniego z Padwy i bł. Jakuba Strzemię. Prowadzone przez wiele lat starania o koronację wizerunku papieskimi koronami zostały zwieńczone w 1965 roku. 18 lipca ówczesny Prymas Polski – kardynał Stefan Wyszyński wraz z arcybiskupem krakowskim – Karolem Wojtyłą nałożyli na obraz papieskie korony Ojca Świętego Pawła VI. Uroczystość zgromadziła rzeszę 80 tysięcy osób, którzy nie zważając na ulewny deszcz uczestniczyli w tym historycznym wydarzeniu. Odnosząc się do tego...

Read More
Gimby nie znajo!
Paź15

Gimby nie znajo!

Dzieciństwo w latach osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych. Mała liczba komputerów – duża ilość czasu, który trzeba zapełnić. Współcześnie trudno sobie wyobrazić, co można by robić z takim ogromem nudy. Chęć spotkania się z kimś jest zaspokajana przez komunikatory albo przez SMS-y. „Chciałbym cię zobaczyć” – mówi chłopak do dziewczyny. „OK! Już wysyłam ci zdjęcie”. Ale zaraz, zaraz! Cofnijmy się trochę w przeszłość. Dzieciństwo kiedyś a dziś. Czy współczesne dzieciaki mają nam – „staruszkom” – czego zazdrościć? Jak to się mówi: gimby nie znają… ale to nie znaczy, że nie mogą poznać! Spędzanie wolnego czasu Podchody – rysowanie map, strzałek. Dzieciństwo w pełnej krasie! Miejsce zbiórki – schody przed domem któregoś z kolegów. Podział na drużyny. Przygotowanie zajmowało czasem pół dnia. Trzeba było doszlifować szczegóły trasy i utrudnić przeciwnikowi życie. Zaletą było to, że wszystko było całkowicie darmowe, nie licząc paczki chrupek (1 zł) jako nagrody. Do tej pory jest to świetna zabawa. Dodatkowo można wymyślić motyw przewodni typu: piraci, amazonka itd. Zabawa dla małych i dużych dzieci. Skakanie w gumę – sposób na spędzania wolnego czasu głównie przez dziewczynki w wieku szkolnym i wczesnoszkolnym. Gry takie jak „trójki”, „skoczki” sprawiały, że dzieci pozbawione były nadmiernych kilogramów i zacieśniały więzi z kolegami z podwórka. Czasem na pomoc biegła mama, która zauważyła, że jej córka podarła nowe, białe, niedzielne podkolanówki, chcąc skoczyć wyżej, niż pozwalały jej na to możliwości. Rysowanie po ulicy kredą albo każdym kamieniem, który się do tego nadawał. Najprościej – gry w klasy, ślimaka, chłopa i wiele innych. Picasso nie powstydziłby się niektórych „nachodnikowych” i ulicznych malowideł stworzonych przez tych najmniejszych. Trzepak, czyli „a zrobisz tak?”. Akrobacje prawdziwych cyrkowców. Parówki, zwisanie głową w dół, przeskakiwanie z jednego trzepaka na drugi. Anioł stróż miał co robić. Czasem sama się zastanawiam, jakim cudem uszłam z życiem. Rower, hulajnoga, wrotki. Kto pierwszy, ten lepszy. Siniaki, odrapane kolana i blizny, z których każda ma swoją historię i dodaje charakteru. Dzieci pozbawione są wszelkiego lęku o swoje życie, a wiara we własne możliwości jest zaskakująca. „Coo? Ja nie dam rady?” Niewidzialny przyjaciel. Najlepszy! Nie ma to jak pogadać z kimś, kto nigdy się nie czepia, rozumie dziecięce rozterki i jest najlepszym kompanem do zabawy, bo potrafi dosłownie wszystko. Czasami ma rude włosy z zielonymi pasmami i kolor oczu, jaki tylko sobie dziecko wyobrazi. Dziecięce wynalazki Papucie z pokrywki od puszki kakao Nesquik – szczególnie, gdy ktoś miał płytki w domu. Dla dziewczynek prawdziwy rarytas imitujący łyżwy, a czasem nawet i baletki. Trochę niewygodne ze względu na kształt, ale czego się nie zrobi dla urody. Lakier do paznokci jako cień do powiek – nie polecam. Piecze, a zmyć później trudno. Nie używajcie do tego zmywacza… Wiem,...

Read More
Śladem świętych krakowskich: Felicis Saeculi Cracoviae, cz. 2
Wrz16

Śladem świętych krakowskich: Felicis Saeculi Cracoviae, cz. 2

Felicis Saeculi Cracoviae – to grupa sześciu świątobliwych mężów Krakowa żyjących w XV wieku. Dzisiaj odkrywamy, który z nich otworzył pierwszą w Krakowie katolicką bibliotekę. Dowiecie się też o pewnym muzeum, które kryje niezwykłe skarby, a o którym niewielu rodowitych krakowian słyszało… Jest taka legenda o koszyku jabłek, która dotyczy mężów świątobliwych z grupy Felicis Saeculi Cracoviae. Głosi ona, że Jan Kanty otrzymał koszyk wypełniony po brzegi jabłkami. Nie chcąc zatrzymywać podarku tylko dla siebie, przekazał go swojemu przyjacielowi – Szymonowi z Lipnicy. Szymon natomiast oddał go Izajaszowi, ten z kolei Stanisławowi Kazimierczykowi, następnie koszyk trafił do Świętosława, a później do Giedrojcia. Ostatni z nich oddał koszyk pełen jabłek Janowi. Co do dzisiejszego zwiedzania – znowu zaczniemy od Kazimierza. Następnie czeka nas krótka wycieczka w obrębie murów Starego Miasta. Czekają na nas dwa średniowieczne kościoły. IZAJASZ BONER Urodził się ok. 1400 roku przy ulicy Grodzkiej w Krakowie. Jego imię mogłoby wskazywać na pochodzenie żydowskie… nic bardziej mylnego. Najprawdopodobniej na chrzcie otrzymał imię Ambroży. Jednak należy podkreślić, że z Kazimierzem był związany, w szczególności z kościołem św. Katarzyny. W 1419 roku wstąpił do zakonu eremitów, którzy opiekowali się tym miejscem. Przyjął wtedy imię Izajasz pochodzące od biblijnego proroka. Po ukończonych studiach w Padwie i w Krakowie kierował katedrą teologiczną na UJ. Niedługo później w stolicy Polski miało miejsce trzęsienie ziemi, podczas którego ucierpiał również Kazimierz i kościół św. Katarzyny. Izajasz bardzo zaangażował się w renowację, a wyjątkowo bardzo zadbał o fresk Matki Bożej Pocieszenia. Odnowione dzieło można oglądać do dziś, a wiąże się z nim kolejna legenda. Izajasz Boner modlił się bowiem gorliwie słowami Monstra te esse Matrem (okaż, że jesteś Matką) i dzięki temu wyprosił wskrzeszenie dziecka. Grób Bonera znajduje się, oczywiście, w kościele św. Katarzyny na krakowskim Kazimierzu. Jest to mauzoleum umiejscowione na krużgankach w pobliżu kaplicy z freskiem MB Pocieszenia. Jest kolejnym świątobliwym mężem z grupy Felicis Saeculi Cracoviae. U ŚW. KATARZYNY Kościół św. Katarzyny to nie tylko Izajasz Boner, o którego beatyfikację wciąż zabiegają augustiańscy duchowni. Tutaj w sposób szczególny czci się św. Ritę – augustiańską zakonnicę z Cascii (Włochy), patronkę od spraw beznadziejnych. Warto też wspomnieć o tym, skąd ten kościół wziął się w Krakowie. Jest to jedna ze świątyń ekspiacyjnych ufundowanych przez króla Kazimierza Wielkiego. Chodzi o to, że największe grzechy można było odpokutować np. przez ufundowanie kościoła. Król zawinił tak bardzo, że takich kościołów po południowej Polsce rozsianych jest całkiem sporo i są to aktualnie obiekty wysokiej rangi (choćby katedra w Sandomierzu). Z tym związana jest postać ks. Marcina Baryczki, który zwracał (zapewne niejednokrotnie) swojemu królowi uwagę, jakoby źle się prowadził. Król, niezadowolony z takiego postępowania księdza, kazał go uwięzić, a później utopić....

Read More
Jak młodzi ludzie spędzają wolny czas?
Wrz14

Jak młodzi ludzie spędzają wolny czas?

Wakacje to okres, kiedy studenci po prostu nie mają pojęcia co zrobić i wymyślają różne sposoby na wolny czas. Ci, co zdali egzaminy wybiegają wieczorami z domów, aby wypełnić wolne chwile zabawą, tak żeby starczyło na przyszły rok akademicki. W klubach istne szaleństwo, nie ma miejsc, a portfel coraz zgrabniejszy i szczuplejszy. Pewnego ranka budzą się ze świadomością – czas poprawić CV i posłać w świat. Ale życie to nie tylko praca i nauka. To też odpoczynek i umiejętne korzystanie z wolnego czasu. Jak studenci spędzają te chwile wytchnienia? Moja krótka sonda wśród znajomych pozwoliła wyłonić kilka typów czynności. Oto sposoby na wolny czas! JAZDA NA ROWERZE Czas aby z piwnicy wyciągnąć stary wysłużony rower. Odrobina smaru, nowe lampki, odmalowanie i śmiga. Jeszcze tylko konieczne jest sprawdzenie hamulców i przerzutek. Przypominam o obowiązku posiadania takiego sprzętu jak: kask, lampki i odblaski. Drogie Panie, koszyk przyczepiony do kierownicy to uroczy dodatek. Idąc za modą filmów amerykańskich z lat osiemdziesiątych, można również doczepić wstążki. Jazda w sukienkach i spódnicach stała się ostatnio bardzo modna! Styl miejski, również w sporcie, zawitał na dobre. Tego typu aktywności to świetne sposoby na wolny czas. JAZDA NA ROLKACH W sklepach dostępne są rolki i wrotki wszelkich kolorów i bajerów. Przypominam o zakładaniu ochraniaczy. Sama w tym roku doświadczyłam spotkania trzeciego stopnia z twardą powierzchnią chodnika. Na całe szczęście na twarzy śladów już nie widać, a dziury na kolanach w spodniach potraktowałam jako modny dodatek. SPACERY, BIEGANIE By zdrowo żyć, trzeba się ruszać. Sama do aktywnych nie należę, ale kilku godzinnym spacerem i wyprawami nie pogardzę.Dla leniuszków, którzy nie lubią się pocić polecam basen. W upalne dni, jest w stanie zaspokoić wszelkie potrzeby ochłody i ruchu w jednym. SERIALE Te najukochańsze, kilka, ewentualnie wszystkie. Czy to marnowanie czasu, czy lekcja języka angielskiego (bo oglądam po angielsku!), to kwestia bardzo subiektywna. W sieci można odnaleźć wszystkie gatunki serialów począwszy od fantastyki, a skończywszy na łzawych telenowelach brazylijskich. Uprzywilejowani ci, którzy w wyposażeniu swoich mieszkań posiedli sprzęt nazwany telewizorem. CZYTANIE KSIĄŻEK Jeśli ktoś, tak jak ja, posiada chorobę psychiczną zwaną- muszę mieć, przeczytam później, najlepiej wszystkie, to znak, że trzeba iść do pracy. Na książki nie ma dotacji. Półki pękają w szwach, a każda zagięta strona jest gorliwie opłakiwana, Mol książkowy nie musi wychodzić z domu, bo otwiera się na świat poprzez kolejne strony ulubionej książki. W swej kolekcji znajdzie pozycje począwszy od bajek i magazynów z czasów dzieciństwa, jak i poważne księgi dotyczące historii czy psychologii. Wielbiciele książek mają świetne sposoby na wolny czas. SPOTKANIA ZE ZNAJOMYMI Ulubiona część dnia. Nowe plotki, wydarzenia. Przecież nie widziałyśmy się 24 godziny, a ostatni SMS został wysłany godzinę temu. Wspólne...

Read More
Państwo – dobro czy narzędzie ucisku?
Wrz13

Państwo – dobro czy narzędzie ucisku?

Z jednej strony państwo jawi się nam jako rozszerzenie gospodarstwa domowego i służy obywatelom, z drugiej pokazuje oblicze demona, który trzyma człowieka w niewoli systemu. Mówi się, że jako aparat ucisku jest niezbędne do utrzymania porządku i wprowadza ograniczenia wolności, na które wszyscy się godzimy. Czy państwo tworzone przez ludzi dla wspólnych korzyści i państwo zniewalające, to dwie strony tej samej monety? Mowa już była niejednokrotnie o tym jak powinno wyglądać państwo, że mając człowieka u źródła i u celu powinno być dla niego środowiskiem wzrostu w drodze do szlachetności między innymi gwarantując mu wolność i broniąc jego własności. Czy mieliśmy kiedyś w historii takie państwa? Obserwacje zdają się temu przeczyć. Wydaje się jakby nauki o cnotach, które ma wspierać państwo nie zostały na czas ukończone. Państwa istniały już zanim zaczęliśmy się zastanawiać czym są i czemu służą. Wskazuje to na jakiś naturalny proces przypisany człowiekowi. Można by więc rzec: “Nie ingerujmy w rozwój państw i pozwólmy im rozwijać się w sposób naturalny”. Z drugiej strony ludzki rozum też jest naturalny i nie ma powodu, go nie używać nadając państwom kierunek rozwoju. Ponadto współczesne państwa nie mają już wiele ze swojej naturalności i to wydaje się być poważnym problemem. Państwa nie zaczęły powstawać dlatego, że filozof wymyślił, że są dobre i przynoszą korzyść. W większości przypadków miały być właśnie jakimś zalegalizowaniem władzy jednych ludzi nad drugimi. Państwa feudalne wydają się najbardziej naturalne, gdyż proces ich powstawania da się łatwo wytłumaczyć za pomocą znanej wiedzy o ludzkiej psychice. Jednak relacja pan – poddany zdaje się stać w niezgodzie z gwarancją wolności dla każdego. Relacja ta oparta jest albo na sile, albo na złudzeniu, które karze sądzić człowiekowi, że bez niej świat, a zwłaszcza cywilizacja, zawaliłby się w posadach. Zatem albo mamy do czynienia z dominacją jednego człowieka lub grupą ludzi nad innymi opartą na zabobonie, albo z jakąś ideologią, która kazała urządzić ustrój tak, a nie inaczej. Ostatecznie dowolna ideologia oparta jest na założeniu, że państwo jest człowiekowi potrzebne w takim stopniu, że bez niego przestałby niemalże istnieć, a przynajmniej jego życie straciłoby mocno na jakości. W myśl, że każdy porządek nawet taki, który popycha nas do niewoli jest lepszy od kompletnego chaosu ludzie starają się usprawiedliwiać zastany stan rzeczy. Jest to w pewnym sensie odwrócenie przyczyny ze skutkiem. Czy państwa muszą istnieć? Nie muszą, ale tworzą się prędzej czy później. Skoro jednak nie muszą, to znaczy, że ich istnienie domaga się usprawiedliwienia. Skoro nie muszą, to dlaczego powstają? Punktem wyjścia w odpowiedzi na to pytanie jest uświadomienie sobie, że państwa tworzą ludzie dla samych siebie. W innym wypadku państwo jest raczej jak getto, do którego zostaliśmy siłą wciągnięci i...

Read More
Czas wolny w czasach antycznych
Wrz13

Czas wolny w czasach antycznych

Choć dla niektórych to niewyobrażalne, dawno temu nie było internetu, nie było telewizji, a nawet nie było odtwarzaczy CD. Nie oznacza to jednak, że brakowało różnorakich rozrywek nie tylko dla ciała, ale i dla ducha. Jakich? Spójrzmy na to z perspektywy Antiochii. DLACZEGO ANTIOCHIA? Chodzi nam konkretnie o Antiochię Syryjską, zwaną też Antiochią nad Orontesem, Antiochią koło Dafne, a obecnie jest to Antakya w Turcji. Przede wszystkim, było to miasto bogate, gdzie dobrobyt skutkował licznymi okazjami do umilenia sobie czasu wolnego. Jako metropolia stanowiąca stolicę prowincji i często goszcząca cesarzy była wyposażona w liczne budynki przeznaczone do organizacji imprez kulturalnych i sportowych. Co więcej, miała własne igrzyska. Przede wszystkim patrzymy na Antiochię i jej rozrywki dzięki bogatej szkole mówców i pisarzy, których dzieła pozwalają nam zapoznać się nieco bliżej z tym, jak rozluźniali się nie tylko bogacze, ale także prości ludzie. Za najwybitniejszego z antiocheńskich oratorów uważany jest Jan Chryzostom, wybitny kaznodzieja i Ojciec Kościoła, znany z dość wyszukanych metod krytyki co mniej wyszukanych rozrywek. Ogromna spuścizna literacka Chryzostoma pozwala nam zapoznać się z tym, jak widział on teatr, wyścigi rydwanów, uczty czy muzykę co stanowiło rozrywki na czas wolny ówczesnych ludzi. Oczywiście, trudno wierzyć Janowi na słowo – był wszak kaznodzieją, a przemawiał pięknie i dosadnie, niekiedy wyolbrzymiając. Miał jednak swój cel, którym było zachęcenie chrześcijan, by spędzali czas wolny w sposób godny i pożyteczny, by nie byli zgorszeniem dla pogan. Co więcej, sposób ujęcia problemu rozrywki przez kapłana z IV wieku naszej ery pozwala nam wciąż aktualizować jego spostrzeżenia do naszych czasów! Myśleliście, że niemoralność, przemoc, kibolstwo i politykierstwo aktorów to wynalazek współczesności? Że dopiero od czasów MTV gwiazdy powodowały kompleksy mniej zgrabnych i gorzej ubranych fanek? Zobaczycie, że to bardzo błędny pogląd! KIBICE NIEMILE WIDZIANI Jak już było wspomniane, Antiochia organizowała własne igrzyska w pobliskiej miejscowości Dafne na czas wolny. Co więcej, w IV wieku były one ważniejsze niż ich odpowiednik w greckiej Olimpii. Problem stanowił pogański charakter święta, które starano się delikatnie uczynić tolerowalnym dla chrześcijan – na przykład nie dedykując ich Zeusowi, ale organizując je na cześć prac Herkulesa. Problem stanowiła też instytucja alutarchy, czyli przewodniczącego igrzysk – wszak jego obowiązki miały charakter kultyczny. Igrzyska nie miały też charakteru masowego. Gdy zarządca miasta, Prokulus chciał rozbudować plethrion tak, aby pomieścił większą widownię, zaprotestował przeciwko temu znany pogański mówca Libaniusz. Powód? Widownia przeszkadza uczestnikom i wpływa na sędziów. Kto chciał obejrzeć zawody powinien zachowywać się grzecznie, a sędziowie nie powinni się kierować tym, że fani jakiegoś dyskobola wykrzykują groźby karalne pod adresem arbitrów. Inną, bardziej powszechną rozrywką na czas wolny były wyścigi rydwanów. Antiocheński cyrk mógł pomieścić nawet osiemdziesiąt tysięcy widzów, którzy dopingowali swoje ulubione...

Read More
Niewolnicy zegarka
Wrz12

Niewolnicy zegarka

Brak czasu, zwłaszcza tego wolnego, to plaga współczesności. Biegniemy do tramwaju, nie wyrabiamy się z pracą, nie zdążamy odpisać na wszystkie maile ani przeglądnąć zdjęć z wakacji. Wiecznie gonią nas jakieś terminy, a zegarek bezlitośnie odmierza chwile, które pozostały nam do deadline’ów, podkręcając poziom stresu do maksimum. Czy naprawdę to jedyny scenariusz dla człowieka XXI wieku? Czas był, jest i będzie ponad oraz poza nami. Widzimy tylko skutki jego upływu. On sam wymyka się naszej percepcji, przekracza nasze kategorie. Nie bez powodu nazywamy Boga „Panem czasu”, podkreślając, że On jako jedyny ma nad nim władzę. Czas jest wyjątkowo sprawiedliwy. W żadnym momencie historii dana sekunda nie trwała ani krócej, ani dłużej niż jakakolwiek inna. Obiektywnie patrząc, wszyscy jesteśmy w konfrontacji z czasem niezaprzeczalnie równi. Jednak każdy człowiek posiada również swoje subiektywne poczucie jego upływu. Co do tego nie ma raczej wątpliwości. Zastanawiam się jednak, czy wyrażenie „mieć czas” (zawierające czasownik wskazujący na posiadanie) lub brak czasu, brzmiące w wielu językach analogicznie, nie jest jakąś ironiczną iluzją, za pomocą której ludzkość postanowiła się łudzić przez całe wieki. Może to tylko szukanie językowych niuansów nieistotne dla całego problemu. Nie mogę się mimo wszystko oprzeć wrażeniu, że tak dobrze znane nam zdanie „Nie mam czasu” oprócz funkcji sloganu ma jeszcze swój głębszy sens. Podświadomie wyrażamy w ten sposób swoją bezradność wobec upływającego czasu przyznając, iż nie jesteśmy wcale jego właścicielami. Niewolnikami  też nie. Przynajmniej nie powinniśmy być. PARANOJA WYDAJNOŚCI Abstrahując od filozoficznych zawiłości można powiedzieć, że wolności nam raczej nie brakuje. Rozwijamy się, uczymy, pracujemy, podróżujemy, wydajemy pieniądze, podejmujemy setki decyzji i wolno nam naprawdę dużo. Łączy nas jednak jedno zniewolenie. Jego narzędziem jest mały przedmiot noszony przez większość ludzi na nadgarstku albo wbudowany w każde elektroniczne urządzenie. Zegarek. Tykające wskazówki i migające cyfry w pełni nami sterują. Mówią, kiedy wstać, wyjść do pracy, zjeść obiad, kiedy nam brak czasu na coś itd. Kiedy nie wiemy, która jest godzina, ogarnia nas panika. Nasze życie jest zaplanowane zazwyczaj co do minuty. A kiedy coś/ktoś się spóźnia i plan przestaje działać, zaczyna się duży problem, przeradzający się zazwyczaj w całą serię mocno niefortunnych wydarzeń. Może nie byłoby to nawet takie złe, gdyby nie paranoja wydajności, w którą popadliśmy. Nie można przecież zmarnować ani chwili, więc trzeba ciągle coś robić − coś pożytecznego i produktywnego. Sen i odpoczynek to domena emerytów. Przecież zawsze można jeszcze dopisać dwa zdania do pracy zaliczeniowej, przeczytać jeszcze jedną publikację, poprawić to i owo, a na urlopie trzeba koniecznie zaliczyć wszystkie zabytki opisane w przewodniku. Chcąc wykorzystać w pełni czas, zaczynamy się zachowywać jak chomik w kołowrotku. Biegniemy, przyspieszamy, ale czasu ani trochę nie przybywa, cały czas cierpimy na brak...

Read More
Odpocznij sobie!
Wrz10

Odpocznij sobie!

Odpoczywanie z pozoru wydaje się bardzo proste. W rzeczywistości jednak tę umiejętność opanowali nieliczni. Wciąż jednak wiele osób dziwi się słysząc stwierdzenie, że odpoczywać trzeba umieć. Wniosek, że odpoczywanie może trudne i należy się nauczyć go wynika z obserwacji zachowania ludzi, którzy kończą swój czas wypoczynku. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że znakomita większość osób powracających do swoich zajęć życia codziennego wolałaby jeszcze jakiś czas poleniuchować. Co rusz jesteśmy bombardowani memami, których główny przekaz sprowadza się do zakomunikowania, że mijający czas wypoczynku nie spełnił swojej funkcji. Powrót do codziennej aktywności łączy się ściśle z niecierpliwym wyczekiwaniem na kolejny weekend. Internauci z wytęsknieniem wyczekują na dni ustawowo wolne od pracy czy tzw. długie weekendy. Na niedobór odpoczynku narzekamy zarówno po weekendach – zarówno tych krótkich, jak również i tych dłuższych. Nawet przerwy świąteczne czy wakacyjne często nie są w stanie zaspokoić zapotrzebowania naszego organizmu na odpoczynek, co pokazuje, że odpoczywanie wcale nie jest tak łatwe jak się wydaje. A dzieje się tak w znacznej mierze dlatego, że tak naprawdę nie potrafimy odpoczywać. Kto z nas jest w stanie w czasie odpoczynku zapomnieć o wszystkich sprawach i niejako oderwać się od rzeczywistości. Zastanówmy się, czy nie jest przypadkiem tak, że mając dzień wolnego, zerkamy nerwowo na telefon komórkowy w oczekiwaniu na pilne wezwanie do pracy zamiast sprawić, że odpoczywanie będzie naszym priorytetem. A może wyjeżdżając za miasto, niezwykle intensywnie staramy się nie zapomnieć zabrać ze sobą laptopa, przy którym będziemy mogli sprawdzić zawodową korespondencję i przeprowadzić bilans roczny. Iluż z nas mając w perspektywie bliskiej przyszłości tydzień wolnego czasu, nie stara się za wszelką cenę wypełnić go i mówiąc wprost – maksymalnie, jak się tylko da – zapchać obowiązkami, które tak na dobrą sprawę pozbawiają ów czas wolny cech właściwych dla odpoczynku. Każdy zapewne mógłby z własnego doświadczenia podać mnóstwo przykładów zapełniania chwil przeznaczonych na odpoczynek rozmaitymi aktywnościami, począwszy od skoszenia trawnika w ogródku, przez zrobienie zakupów, a skończywszy na przygotowaniu referatu na studia czy projektu do pracy. Oczywiście, w żadnym wypadku nie chcę namawiać do zaniedbywania trawników czy domowych zapasów żywności. Niemniej jednak sądzę, że można w taki sposób zagospodarować własny czas, by przynajmniej jeden dzień w tygodniu był poświęcony na odpoczywanie. Nawet Pan Bóg, jak wiemy z tekstu Księgi Rodzaju, odpoczywał w siódmym dniu po uprzednim stworzeniu świata w ciągu sześciu dni. Dlatego też najlepiej, aby to właśnie niedziela stała się dla nas dniem wytchnienia i zrelaksowania po trudach i zmaganiach, którym musimy stawiać czoła przez cały tydzień. Obowiązkiem katolika jest ponadto przestrzeganie trzeciego z przykazań Dekalogu. Bóg, nakazując ludziom czcić dzień święty, pragnie, by stał się on czasem oderwania od szarzyzny życia. Oczekiwanie Stwórcy nie ogranicza się jedynie do...

Read More