Wiele szumu o nic
Sty27

Wiele szumu o nic

Postawę względem “Idy” (2013) Pawła Pawlikowskiego można określić jako schizofreniczną. Z jednej strony słychać głosy oburzonych, bo znowu ktoś stworzył film o trudnych stosunkach polsko-żydowskich, z drugiej zaś nie milkną głosy zachwytu nad artystycznymi elementami produkcji. Jednak najgłośniej wyrażają swoje oburzenie ci, którzy nie mieli jeszcze okazji zobaczyć filmu i – co gorsza – wcale nie zamierzają tego zrobić. Jeśli coś zostało opatrzone odpowiednim stwierdzeniem i sugeruje taki, a nie inny obraz pewnego zjawiska, to już zasłużyło na oplucie i kategoryczne potępienie. W przypadku “Idy” słowo klucz to: stosunki polsko-żydowskie. Historia może rozliczyć zarówno tych Polaków, którzy Żydów dręczyli, jak i tych, którzy narażali własne życie w ich obronie. Temat relacji polsko-żydowskich jest o tyle trudny, o ile zamkniemy się w jednym jego pojmowaniu. Nie na darmo każdy medal ma dwie strony – tak samo tutaj trudno posługiwać się argumentami tylko jednego kierunku. W kinematografii tworzonej przez Polaków podejmuje się ten temat dość powierzchownie, skupiając się tylko na jednym elemencie: albo ludność polska Żydów ratowała, albo ludność polska Żydów zabijała. Produkcja “Ida” wprowadza do tego tematu coś więcej. Krótko na temat fabuły. Lata 60. w komunistycznej Polsce. Nowicjuszka Anna przebywa w zakonie i czeka na złożenie ślubów wieczystych. Kilka dni przed tym wydarzeniem jej przełożona wysyła ją do ciotki, by przyszła siostra zakonna mogła pełniej przygotować się do ślubów. Spotkanie z Wandą Gruz przynosi odpowiedzi, których młoda dziewczyna zdawała się wcale nie szukać czy nawet się ich spodziewać. U ciotki dowiaduje się, że tak naprawdę nazywa się Ida Lebenstein i jest Żydówką, a jej rodzice zginęli w czasie wojny. Po nieco oschłym spotkaniu Wandy i Idy, każda idzie w swoją stronę. Ta pierwsza – poruszona zapewne widokiem krewnej – wraca po siostrzenicę, by następnie razem z nią udać się w podróż nie tylko do rodzinnej miejscowości, ale również do przeszłości i znaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące losów rodziny Lebensteinów. Dla obu kobiet podróż ta okaże się wyjątkowa, ale jednocześnie tragiczna. Rozdrapie ona zaschnięte już dawno rany i obudzi nową wrażliwość na otaczający świat. Film Pawła Pawlikowskiego można zaliczyć do gatunku filmu drogi, w czasie której w bohaterach dokonuje się jakaś przemiana. Zarówno Ida, jak i Wanda doświadczyły wspomnianej przemiany wewnętrznej, podejmując po wszystkich wydarzeniach takie, a nie inne decyzje. Również w antagonistach tej opowieści zachodzi zmiana. Wszystko to prowadzi do wniosku, że prędzej czy później trzeba się rozliczyć z własną przeszłością, nieważne jak bardzo bolesną. Tłem filmu są oczywiście stosunki polsko-żydowskie, jednak mimo wszystko na pierwszy plan wysuwa się historia życia jednostki, jej wewnętrzne przeobrażenia i sposoby radzenia sobie z tragicznymi wydarzeniami. Przez cały film razem z Idą i Wandą przeżywamy wszystko to, co one. Są to bohaterki, które...

Read More

Zmaganie z bogami czy z duszą ludzką?

O tym, że C.S. Lewis w swojej prozie osobiste przekonania wyciąga na wierzch wiadomo od dawna. Stąd czytelnik „Dopóki mamy twarze” może zadawać sobie pytanie: czy autor „Opowieści z Narnii” czasem nie zwątpił? GLOME, GDZIEŚ NA ŚWIECIE Tym, co wyróżnia „Dopóki mamy twarze” od typowego fantasy spod znaku Aslana to umieszczenie go w bliżej nieokreślonej, ale rozpoznawalnej rzeczywistości. Królestwo Glome znajduje się gdzieś na Ziemi, znając i Grecję i jej filozofię. Krajem tym rządzi król Trom, pozbawiony jednak męskiego potomka. Ma jednak dwie córki. Jedną piękną – Rediwal, drugą straszliwie brzydką – Orual. To właśnie brzydsza siostra spisuje swoje wspomnienia związane najmocniej chyba z Ungit, jak w Glome nazywa się Afrodytę. Lewis za główny wątek retrospekcji wziął stosunek Orual do najmłodszej córki króla, Istry, zwanej najczęściej Psyche. Czy dobór tego imienia (gr. „dusza”) był podyktowany wzorowaniem się na Apulejuszu, czy niesie głębszy sens? Nie wiem. Trom, jako że oczekuje przede wszystkim męskiego spadkobiercy, pozwala Orual oraz staremu greckiemu niewolnikowi, Lisowi wychowywać Psyche jak własne dziecko. Dziewczynka wyrasta na piękność, a wśród ludu zaczyna panować przeświadczenie o jej boskości. W końcu w świątyni Ungit, która jest czczona pod postacią wielkiego bloku czarnego kamienia, zapada wyrok. Psyche ma być złożona w ofierze synowi bogini, Cieniowi Bestii, Bogowi Góry. Zarówno Lis jak i Orual starają się ocalić wychowankę od śmierci. Tym bardziej, że za sprawą greckiej filozofii dość sceptycznie podchodzą do krwawego kultu bogini-kamienia, w świątyni pełnej wymalowanych ladacznic. Orual wchodzi na wojenną ścieżkę z bogami, ale i dawnym układem sił, reprezentowanym przez jej ojca oraz starego kapłana. INKLING-TEOLOG Jak już wspomniałem, Orual walczy z tym, co stare i błędne a przyjęte i uświęcone tradycją. Ma w tym nauczyciela w postaci Lisa, oraz później wspólnika w postaci nowego głównego kapłana, jednak i on musi poczekać aż umrze stary. To, co stare i złe jest w pojęciu Orual powiązane z bogami, którzy zabrali jej Psyche. Próba ocalenia jej od Bestii kończy się spotkaniem z Bogiem Góry. Filozoficzny sceptycyzm przejęty od Lisa zmienia się w jawną wrogość. Oskarżenie wysuwane przeciwko bogom znajduje swoje apogeum we śnie, jakiego doświadcza stara Orual. Oskarżenie rzucone wielkiemu zgromadzeniu bogów staje się jednocześnie ich odpowiedzią. Ten sam sen jest krytyką filozofii i dążenia do piękna – piękne słowa i posągi nie zawsze mówią prawdę o naturze bogów, a człowiek może powtarzać mądre slogany jak inni ludzie mantry czy modlitwę. Nawet pragnienie sprawiedliwości prowadzi do stwierdzenia, że jeśli bogowie byliby sprawiedliwi, wtedy los człowieka byłby tragiczny. A jednak to słowo „bogowie” zdaje się być czymś podrzędnym wobec tajemniczego Boga wracającego do domu i mającego osądzić Orual. Nawet nie wiadomo, czy chodzi o kogoś konkretnego, gdyż słowo „bóg” pojawia się na początku zdania....

Read More
Metafizyki zderzenie z codziennością
Sty27

Metafizyki zderzenie z codziennością

Msza Święta formując nasze wnętrze (duszę) posługuje się olbrzymią ilością znaków „zewnętrznych”, fizycznych, oddziaływujących na zmysły. Jednak obecnie w Kościele coraz mniej dba się o wyrazistość tych znaków. Liturgia sprawowana byle jak skutkuje pustkami Kościołów. Potocznie nazywa się to posoborową odnową liturgii. Sposób, w jaki sprawuje się kult Boga w Kościele – a więc liturgię – ilustruje to, w co wierzymy. Wyraża to starochrześcijańska formuła: „lex orandi, lex credendi”. Dla przykładu: kapłan podczas Mszy do kielicha wlewa wino i wodę. Symbolizuje to między innymi dwie natury Chrystusa – boską i ludzką. W V wieku powstała herezja monofizytyzmu, wedle której Chrystus miał tylko naturę boską. Dlatego też podczas liturgii w Kościołach, które przyjęły monofizytyzm, nie dodawano wody do wina. W celu ukazania rzeczywistości duchowej, Kościół posługuje się pewnymi znakami. Mimo, że w pewnym stopniu są one naturalne (np. woda-obmycie-oczyszczenie), zasadniczo zawsze potrzebują wyjaśnienia. Temu służą modlitwy związane z danym obrzędem, towarzyszące mu czytania czy homilie. Upraszczając, można by powiedzieć, że liturgia katolicka (Msze Święte, udzielanie sakramentów, Liturgia Godzin czy adoracja Najświętszego Sakramentu) składa się właśnie z sekwencji znaków i ich wyjaśnień. Od początku istnienia Kościoła olbrzymią wagę przykładano do tego, aby zachować prawowierność. Przestrogi przed fałszywymi nauczycielami czy błędnymi interpretacjami Pisma Świętego stale są obecne w listach Apostołów do pierwszych wspólnot. Również w ciągu całej późniejszej historii, Kościół strzegł czystości wiary. Jeśli więc to, w co wierzymy, jest aż tak ważne, to naturalnie równie ważny jest sposób, w jaki sprawujemy liturgię. Dotyczy to w pierwszym rzędzie kapłanów i służbę liturgiczną, lecz również każdy wierny powinien świadomie uczestniczyć w liturgii i rozumieć poszczególne obrzędy. Tu otwiera się oczywiście pole, żeby zacząć krytykę wszelkich nadużyć liturgicznych, których w końcu nie brakuje w Kościele. Najpierw jednak należy zapytać, dlaczego te nadużycia w ogóle mają miejsce. Czyżby księża byli niedouczeni? Z jednej strony, sześć (w przypadku księży diecezjalnych) lat nauki w seminarium to chyba wystarczająco, by przejść solidną formację liturgiczną. Zdajemy sobie jednak sprawę, że wiedza nieużywana powoli, acz sukcesywnie idzie w las. Zderzenie z rzeczywistością parafialną, lokalnymi tradycjami, przyzwyczajeniami, proboszcza/kościelnego/parafian, tzw. racje duszpasterskie często są okazją do uproszczeń. Dlatego na przykład liturgia Wigilii Paschalnej jest sprawowana nierzadko o godzinie 18.00 (podczas gdy zachód słońca następuje godzinę później), bo „ludzie nie przyszliby w nocy”. Ciężko wówczas zrozumieć symbolikę paschału. W ogóle te „racje duszpasterskie” to słowo wytrych w praktyce liturgicznej. W niedzielę używa się II (najkrótszej) Modlitwy Eucharystycznej, bo jak msza będzie 5 minut za długa, to ludziom będzie przeszkadzać. Na mszy zaśpiewa scholka dziecięca, repertuar oczywiście z gatunku sacro-polo, bo podobno ludziom się to bardziej podoba. A zamiast przewidzianego w mszale wstępu do „Ojcze Nasz”, zaimprowizujemy emocjonujące przemówienie o naszym Bożym dziecięctwie, które...

Read More
Śmierć po życiu, życie po śmierci
Sty27

Śmierć po życiu, życie po śmierci

Co ma metafizyka do śmierci? A to, że jedno rodzi się z drugiego. Rozważanie na temat ludzkiego losu prowadzi nieuchronnie do zastanowienia się nad natura człowieka, świata i pytania: A może jest coś więcej? FILOZOFOWIE (NAD)NATURALNI Jeśli patrzymy z perspektywy czysto naturalnej, to jesteśmy tacy cudowni i wyjątkowi dlatego, że mamy rozum. Zdolność obserwowania otaczającego nas świata, zmieniania go według naszych potrzeb i wymyślania sposobów na ułatwienie sobie życia sprawiła, że nie tylko łatwiej zdobywaliśmy pożywienie, ale mieliśmy też czas wolny, w którym wyhodowaną na ulepszaniu dzidy inteligencję można było zastosować do refleksji nad światem. Siadał taki człowiek, nie mając co robić i zaczynał myśleć. A dlaczego słońce świeci? A dlaczego ziemia jest na dole? Dlaczego woda paruje i co się z nią wtedy dzieje? Skąd pochodzi człowiek? Dlaczego umiera? Co się z nim dzieje po śmierci? Na te pytania starano sobie odpowiedzieć w pierwszej kolejności przez mitologię. Jednak gdy pojawiły się postaci bóstw, zrodziły się też i inne pytania: dlaczego oni są wieczni/nieśmiertelni? Czym różnią się Zeus, Thor, Uran, Huitzilopochtli od śmiertelników? Okazało się, że odpowiedź na te pytania wymaga zastanowienia się się nad samymi podstawami mechanizmów rządzących światem. Tak zrodziła się refleksja nad bytem jako takim – metafizyka. To ona od czasów greckich szukała odpowiedzi na pytanie: czy jest tylko to, co widzimy, czy też jest coś ponad naturą? Metafizyka, jako dyscyplina filozoficzna, jest mocno zależna od poglądów uprawiającego ją metafizyka. Inaczej będzie patrzył na duszę ścisły materialista a inaczej wierzący w kolejne emanacje boskości neoplatonik i odpowiednio będą oni podchodzili do zagadnienia życia i śmierci. Nie mam zamiaru tu robić wielkiej wypiski nazwisk i poglądów, a raczej przyjrzeć się temu, jak spojrzenie na świat wpływa na postrzeganie losu człowieka. STRZEŻ SIĘ SOMY! Najważniejsze w ustaleniu podejścia do życia jest pytanie o początki – zwłaszcza, gdy pochodzenie danej rzeczywistości rzutuje na jej ocenę moralną. Manichejskie podejście mówi, że ciało jest złe, gdyż materię stworzył zły bóg, Demiurg, utożsamiany niekiedy z Bogiem Starego Testamentu. Ileż atramentu wylano, by wybić to chrześcijanom z głowy, to tylko sam Pan Bóg wie. A i tak nie wiadomo, ile zostało z manicheizmu w poglądach Augustyna z Hippony. Jeśli materię stworzył zły bóg, a ciało stanowi dla duszy więzienie, wtedy śmierć staje się wyzwoleniem z cielesnej powłoki. Staje się wręcz czymś pożądanym, a wszystkie przyjemności związane z życiem nabierają cech diabelskiego mamienia, nieprzystającego ludziom, którzy poznali „prawdę”. Prokreacja jest wręcz zbrodnią, gdyż powoduje, że kolejna dusza zostaje zniewolona w ciele. Materia jest tak zła, że nawet deszcz (zdaniem niektórych gnostyków) był spermą Archontów. Nie jest to podejście wynikające tylko z platonizmu. Spójrzmy teraz na Daleki Wschód, do Indii. Hindusi po dziś dzień wierzą,...

Read More
Więc mówisz, że chrześcijaństwo jest dla frajerów?
Sty27

Więc mówisz, że chrześcijaństwo jest dla frajerów?

Czy chrześcijaństwo jest dla słabych, którzy nie radzą sobie w życiu? A może wręcz przeciwnie, dla herosów którzy przenoszą góry… Odpowiedź na to pytanie jest prosta: Jezus Chrystus przyszedł do wszystkich ludzi, aby ich zbawić, uleczyć i stworzyć na nowo. Niektórzy filozofowie czy politycy twierdzą, że wiara w Chrystusa zabiera nam wolność i radość życia. Rzeczywistość jednak wygląda zupełnie odwrotnie. Wyjątkowo zaciekłą krytykę chrześcijaństwa przedstawił Fryderyk Nietzsche, autor słów "Bóg jest martwy" czy też "idziesz do kobiet – nie zapomnij bicza!". Jedną z głównych idei Nietzschego jest NADCZŁOWIEK. Pisał on, że człowiek jest czymś, „co pokonane być powinno”. Wskazywał na konieczność przezwyciężenia człowieka. Niekiedy zdaje się rozumieć tę ideę w duchu darwinizmu jako dalszy etap ewolucji: Wszystkie istoty stworzyły coś ponad siebie; chcecież być odpływem tej wielkiej fali i raczej do zwierzęcia powrócić, niźli człowieka pokonać? Czemże jest małpa dla człowieka? Pośmiewiskiem i sromem bolesnym. I temże powinien być człowiek dla nadczłowieka: pośmiewiskiem i wstydem bolesnym. Przebyliście drogę od robaka do człowieka, i wiele jest w was jeszcze z robaka. Byliście niegdyś małpami i dziś jest jeszcze człowiek bardziej małpą niźli jakakolwiek małpa. (…) Człowiek jest liną rozpiętą między zwierzęciem i nadczłowiekiem – liną ponad przepaścią. Niebezpieczne to przejście, niebezpieczne podróże, niebezpieczne wstecz poglądanie, niebezpieczne trwożne zachwianie i zatrzymywanie się. Oto co wielkim jest w człowieku, iż jest on mostem, a nie celem… (Tako rzecze Zaratustra, ss. 9-11). Jednakże Nietzsche widzi w nadczłowieku nie tyle nowy gatunek biologiczny, co raczej nowy sposób życia. Określa tak jednostkę niezależną i twórczą, zdobywcę, indywidualistę, który przezwycięża samego siebie i sam dla siebie jest bogiem. Jak w praktyce zrealizować pragnienie o przekraczaniu siebie i byciu bogiem?  Czy mamy tego dokonać panując nad innymi i narzucając swoją wolę? Tworząc kolejny system totalitarny, jak Adolf Hitler który wykorzystywał filozofię Nietzschego dla swoich celów? Próbując być bogiem łamiąc przykazania Dekalogu i zasady współżycia społecznego? Szukając potwierdzenia swojej wartości? Mordowaniem ludzi w imię postępu? Nie czarujmy się – wszystkie te sposoby prowadzą nieuchronnie do jeszcze większego bólu, cierpienia, zniszczenia, rozpaczy i pustki. Jedyna realna droga do przekraczania samego siebie i do przebóstwienia to… Jezus Chrystus. Tak wiem, to co piszę jest niepoprawne politycznie. Ale jest SKUTECZNE i tylko dlatego pozwoliłem sobie na to, by zająć czas czytelnikom. Jezus powiedział: Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. (J 8,31-32). Niektórzy powtarzają głupkowate i naiwne slogany, że chrześcijaństwo jest dla słabych, dla jednostek które niczego nie potrafią osiągnąć więc szukają pocieszenia w urojeniach. Zbadajmy jednak szczególnie niezwykłe postacie takie jak: dwaj najlepsi polscy piłkarze – Robert Lewandowski i Kuba Błaszczykowski; trzej najsłynniejsi polscy skoczkowie narciarscy – Adam Małysz, Kamil Stoch i Piotr Żyła; dwaj odkrywcy w dziedzinie chemii, a zarazem pionierzy badań nad...

Read More
Kradnę, zabijam, wierzę!
Sty27

Kradnę, zabijam, wierzę!

Fundacja Wolność od Religii, zbiera pieniądze na bilbordy z napisem: "nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę". Kampania społeczna ma informować, że ateiści nie są złymi ludźmi. Wydaje się, że w dialogu  ludzi wierzących i niewierzących doszło do wielkiego nieporozumienia. Bycie chrześcijaninem, nie polega na poczuciu wyższości, ani nawet na przestrzeganiu zasad moralnych, ale na relacji z Jezusem. Jesteśmy grzesznikami i potrzebujemy Zbawiciela.   Zawsze byłem zdziwiony, zaskoczony i zmieszany gdy słyszałem lub czytałem rozważania na temat: "czy ateista może być dobrym człowiekiem".  Zawsze było dla mnie oczywiste, że: TAK! Więc gdy spostrzegłem kiedyś, że z okazji Dni Świeckości odbędzie się debata na taki właśnie temat, odwróciłem wzrok ze znudzeniem. Wiadomo, że są różni ateiści – tacy z PZPR, ale również tacy z Solidarności. Są ateiści którzy żyją egoistycznie, ale przecież jest też wielu ateistów, którzy angażują się w pomoc charytatywną i wolontariat. ATEISTA TEŻ CZŁOWIEK Słowo Boże przyszło na świat, który przez nie zaistniał i oświeca każdego człowieka który na ten świat przychodzi. Dzięki łasce Bożej każdy człowiek może szukać dobra i Prawdy, nawet jeśli jeszcze nie poznał w pełni jej imienia. Każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Z tej racji każdy obdarzony jest wielką godnością, która wykracza poza wszystko co możemy pojąć. Bardzo mnie cieszy, że wielu ateistów i agnostyków popiera prawo do życia od momentu poczęcia. (Gdybyż tylko media zechciały częściej o tym mówić!) Uważają oni – zgodnie z prawdą – że nie potrzeba im katolickich dogmatów ani wiary w Byt Absolutny, by wiedzieć, że ludzkie życie zaczyna się od poczęcia oraz że ludzi nie wolno mordować.  Taką ateistką była np. najsłynniejsza dziennikarka świata Oriana Fallaci. Gdy umierała na raka i próbowano ją przekonać, że być może mogłyby ją wyleczyć komórki macierzyste pobrane z ludzkich embrionów, odpowiedziała: Bardzo kocham żyć i chciałabym żyć, jak długo tylko się da. Jestem zakochana w życiu. Ale leczyć moje nowotwory wstrzykiwaniem sobie komórek pochodzących z nigdy nie-narodzonego dziecka wydaje mi się aktem kanibalizmu. To tak jak Medea, która zabija własne dzieci. Zastanawiałem się, po co ateiści zbierają pieniądze i rozkręcają kampanię społeczną, tylko po to, żeby powiadomić nas, że nie zabijają i nie kradną. Chciało by się dopisać na takim bilbordzie: "Ale oni to wiedzą kocie".  Może to naszemu głoszeniu Ewangelii czegoś brakuje? Czy komunikujemy światu że tylko my ortodoksyjni wierzący, jesteśmy "ci dobrzy" i fajni, a cała reszta to kanalie i łotry? Niezupełnie. Przecież już Biblia chwali sprawiedliwych pogan, a w II wieku św. Justyn Męczennik nauczał że Chrystus, Boże Słowo, Boży Rozum – działał w świecie jeszcze przed Wcieleniem. Dlatego np. Sokrates, który kochał Prawdę, a Jezusa nie poznał (bo żył jakieś 500 lat wcześniej), może zostać...

Read More
Kod Titanica
Sty27

Kod Titanica

Wykładowca zapytał studentów o jakiś przykładowy film który napewno wszyscy oglądali. Cała sala krzyknęła zgodnie: Titanic! Rzeczywiście jest to jeden z najbardziej popularnych filmów. Zdobył 11 Oscarów. Wpływy ze sprzedaży biletów na całym świecie przekroczyły 1,8 mld dolarów co plasuje go na drugim miejscu najbardziej dochodowych filmów wszech czasów. Wiele osób go oglądało, ale nie wszyscy odkryli tajemniczy przekaz jaki jest ukryty w tej opowieści… Rose, młoda arystokratka podróżuje do Ameryki wraz matką i narzeczonym. Wie, że gdy dopłynie do celu podróży, będzie musiała poślubić tego bogatego bufona. Nie kocha go. Ale planuje zgadza się to zrobić dla świętego spokoju. Jest pod presją matki. Żyje w złotej klatce: "Patrzyłam na swoje życie jakby było już za mną… Na nieustającą paradę zabaw, kotylionów, regat i rozgrywek polo. Ta sama wąska grupka ludzi. Ten sam bezmyślny gwar. Wydawało mi się, ze stoję nad przepaścią i że nikt nie śpieszy mi z pomocą. Nikogo to nie obchodziło. Nikt nawet nie zauważył". Zdesperowana dziewczyna opuściła towarzystwo. Zaczęła uciekać. A była noc. Mijała znajome twarze. Kogoś potrąciła. Biegła jakby na oślep i szlochała. Przemierzyła cały statek aż dobiegła do burty. Łzy spływały jej po policzkach. Wiatr smagał jej piękne, rude kręcone włosy, a nad nią świeciły gwiazdy. Chciała rzucić się w otchłań morza aby w ten sposób popełnić samobójstwo. Najwyraźniej była już zdecydowana na śmierć, bo przeszła przez barierkę i spojrzała na wzburzone wody… W tej chwili młody, ubogi artysta  zawołał ją. Poprosił aby podała mu rękę. Próbowała go odpędzić, ale on wyrzucił niedopałek do morza i zapowiedział, że jeśli skoczy, będzie ją ratował. Na potwierdzenie tych słów zaczął się rozbierać i przygotowywać do lodowatej kąpieli.   Rose zmierza do śmierci w lodowatym oceanie. Rysownik powiedział jej jednak: "Wcale nie chcesz skoczyć". Wtedy poślizgnęła się i omal nie spadła w przepaść. W końcu wyciągnął ją na pokład. Rzeczywiście, tak naprawdę nie chciała umierać. Chciała wreszcie zacząć żyć.   Miłość do Jacka – bo takie imię nosił rysownik – nadała jej życiu nowego smaku… Znów była wolna i szczęśliwa. Mimo że wcześniej postanowiła umrzeć, ocalała. Natomiast Jack umarł z wychłodzenia organizmu i opadł na dno oceanu.  Odniosłem wrażenie że trafił tam jakby… ZAMIAST niej. Gdyby nie jego interwencja, prawdopodobnie skończyło by się odwrotnie – ona umarła by śmiercią samobójczą, a on nawet w obliczu tragedii z pewnością wykorzystał by swój spryt by przeżyć. Ubogi rysownik nie tylko uratował fizyczne życie Rose. On także uwolnił jej umysł. Dzięki niemu zrozumiała, że wcale nie musi ulegać presji otoczenia. Może żyć w zgodzie ze swoim sercem.  Kiedy ocalała, przedstawiła się używając nazwiska Jacka – Dawson, tak jakby potwierdzając domniemane zaślubiny które formalnie jeszcze nie nastąpiły. Po latach Rose, już...

Read More
Wielki mały człowiek
Sty27

Wielki mały człowiek

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, jak skrajnym bytem jest człowiek? Z jednej strony jesteśmy jedynymi inteligentnymi, świadomymi istotami na tej ziemi, z drugiej w sumie niedaleko nam do zwierząt. Rozszczepiliśmy atom, polecieliśmy na Księżyc i wysyłamy nasze maszyny na inne planety, potrafimy budować kilkusetmetrowe wieżowce, przeszczepiać organy i pisać wspaniałą muzykę, ale biologicznie – i często psychicznie – jesteśmy strasznie ograniczeni. Nie mówiąc już o tym, że każdy z nas jest grzeszny i ma swoje za uszami i nikt z nas nie jest bez winy. Wielki człowiek, homo sapiens, szczytowe osiągnięcie ewolucji i zdobywca świata, mający chrapkę na całe galaktyki podlega takim samym prawom, jak wszystkie inne organizmy. My również odczuwamy zmęczenie, strach, smutek, my również do prawidłowego funkcjonowania potrzebujemy snu, odpoczynku, pożywienia. Zapewne nie przeżylibyśmy nawet jednej doby bez podstawowych czynności filozoficznych, bez czegoś do zjedzenia, bez wody, snu i możliwości wyjścia do toalety. Jeśli jesteśmy od czegoś uzależnieni, to już w ogóle nad sobą nie panujemy. Nie mówiąc już o tym, że każdy z nas się poci, że organizm każdego musi jakoś wydalić to wszystko, co jest mu zbędne, i że każdy z nas na pewno umrze i jego ciało będzie się w dosyć nieprzyjemny sposób rozkładało (pomijam kwestię kremacji). No i oczywiście choroby czy inne sytuacje – np. ciąża, wypadki – które dosłownie i w przenośni mogą dać w kość organizmowi, nawet przykuwając nas do łóżka, odbierając siły, zdrowie, dobre samopoczucie. Wtedy właściwie jesteśmy na łasce innych, my, wielcy i genialni ludzie, władcy Ziemi, którzy w innych okolicznościach zasługują na Nobla czy Oscara. Biologia strasznie nas ogranicza, a czasem może upodlić. Wyobrażacie sobie człowieka, który nie musi spać i jeść, nie męczy się, nie odczuwa bólu, jest odporny na choroby? Jasne, zaraz ktoś wspomni o Nietzschem, jego Nadczłowieku i różnych recepcjach tej teorii… To swoja drogą, ale powiedzmy sobie szczerze – kto z nas przynajmniej raz w życiu nie chciał porzucić tych wszystkich ograniczeń, którymi skuty jest nasz organizm? W pewnym sensie jesteśmy nawet w gorszej sytuacji, niż na przykład zwierzęta, właśnie dlatego, że posiadamy świadomość i wolną wolę. Zwierzę przecież nie odczuwa czegoś takiego, jak dobrowolna miłość czy nienawiść, nie posiada świadomości, nie zastanawia się nad tym, co robi, co to może wywołać. Kieruje się przede wszystkim instynktem, więc de facto nie można w pełni winić go za to, co robi. Nie ma tez oczywiście sumienia więc takie coś, jak wyrzuty owego sumienia również są mu obce. A nam? Ile to już razy chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle… Ile razy daliśmy się ponieść emocjom, skutkiem czego zraniliśmy lub przynajmniej poirytowaliśmy innego człowieka, a potem sumienie wypominało nam to i nie dawało spać po...

Read More
Słowo musi być wyważone
Sty27

Słowo musi być wyważone

Wobec zwolna przełamującego się społecznego hermetyzmu, Katarzyna Surmiak-Domańska wytoczyła, jako czynnik przyspieszający ów proces, potężną broń w postaci reportażu. Elastyczność oraz tolerancja formy i treści tego gatunku sprzyja podejmowaniu tematów trudnych, dziś jeszcze kontrowersyjnych, często przemilczanych, wciąż niepoprawnych politycznie bądź moralnie. Autorka “Mokradełka”, finalistka literackiej nagrody NIKE 2013, nie po raz pierwszy mierzy się z problemami tożsamości płciowej i seksualnej, patologią rodzinną, czy innymi odstępstwami od społecznych norm. Jako dziennikarka, posiadając lekkie pióro i zdolność oswajania ludzkich sumień, z łatwością wydobywa na światło dzienne kwestie głęboko ukryte we wnętrzach człowieczych dusz. Swoje umiejętności ujawnia już w dwóch poprzednich publikacjach, “Beznadziejna ucieczka przed Basią” (2007) oraz w reportażu “Żyletka” (2011) , które także podejmują tematy trudne dla współczesnego społeczeństwa. Jest to o tyle istotne, jako że “Mokradełko” zdaje się być zupełnie inne od poprzednich publikacji, mimo wciąż synonimicznej tematyki. Ta cieniutka książeczka trafia do rąk czytelników za sprawą wydawnictwa Czarne. Z turkusowej okładki przemówiła do mnie kobieca postać. Skromna, niepozorna, przypominająca swoją fizjonomią dziecko. Celowość czy przypadkowość? Znając twórczość Surmiak-Domańskiej, odnieść można wrażenie, jakoby autorka publikacji namawiała potencjalnego odbiorcę do podjęcia zasadniczego kroku przed samą lekturą. Zachęca do rozejrzenia się wokół własnej osoby; zachęca do spojrzenia na niepozorne twarze ludzi, ich równie niepozorne ubiory, na wskroś niepozorne ciała; zachęca do spojrzenia w oczy – zwierciadło duszy, i dostrzeżenia w nich głęboko skrywanych prawd o człowieczych losach. Tutaj, na okładce “Mokradełka”, prawda daje się poznać zanim jeszcze otworzy się książkę. Oto łóżko, całe pokryte bielą, zdradzające niewinność. A pod nim rozciąga się nienagannie zielona trawa – symbol wyjścia prawdy z ukrycia, pokazania się w świetle dziennym, bez zbędnych „ale” i dopowiedzeń. Tytuł reportażu jest równie interesujący. On sam jest pewną mistyfikacją. Mokradełko to deminutywny wariant słowa mokradło. Połączenie zdrobniałej nazwy z realnymi jej przymiotami daje odbiorcy poczucie pozorności, fikcyjnej idylli, która tylko początkowo jawi się jako raj, Ziemia Obiecana. W rzeczywistości jest grząsko i niestabilnie. Surmiak-Domańska wprowadza czytelnika w świat trudny, różnorodnie odbierany poprzez grę słowną. Z takim oto przygotowaniem wchodzimy w świat głównej bohaterki reportażu, ukrywającej się pod nieprawdziwym imieniem i nazwiskiem – Halszka Opfer. “Mokradełko” nie jest typową opowieścią o skrzywdzonym dziecku, które jako dorosła osoba postanawia przerwać milczenie. Nie znajdziemy tu na początku zimnego, beznamiętnego wyznania: byłam gwałcona przez ojca. Kwestie molestowania seksualnego ubiera autorka w ciekawą formę. Losy bohaterki poznajemy bowiem nie tylko przez pryzmat własnych opowieści, ale także za sprawą opinii jej krewnych i znajomych. Całość podzielona została na dwie części, z których każda rozpoczyna się opisem rodzinnej fotografii. Na pierwszej z nich, oczyma wyobraźni, zobaczyć można przystojnego mężczyznę, przyćmiewającego swoja radością małą dziewczynkę, która chowa się za jego nogami z grymasem na twarzy. „Przypomina Chrystusa,...

Read More
Od języka do filozofii
Sty27

Od języka do filozofii

Metafizyczny kosmos. Wystrzelmy się w niego razem! Ze słowem „metafizyczny” jest trochę jak ze słowem (wstaw sobie Czytelniku dowolne trudne słowo). Generalnie wiesz, o co chodzi. Ba! Nawet potrafisz wskazać przykłady użycia tegoż słowa. Ale kiedy trzeba zdefiniować wybrane słowo, nasze twarze znaczy wyraz skonfundowania, a umysł, grając miną na zwłokę, sili się na wymuskanie ze swoich zakamarków jakiejś sensownej zbiorowości słów, która ewentualnie uczyniłaby prostszym pojęcie nastręczające trudność. Cóż, najprościej w takim przypadku sięgnąć do słownika. Ale tak z ręką na sercu, któż z nas, mając lingwistyczne dylematy, wygrzebuje z półki opasły tom i wertuje go z zapałem w poszukiwaniu odpowiedzi? Nie oszukujmy się, to nie jest ulubiony sposób zaspakajania głodu wiedzy nawet wśród wielbicieli książek wszelkiej maści. Rzecz wygląda tak, że gdy brakuje opcji „sprawdzę w Internecie”, palący płomień chęci wiedzy  naturalną drogą umiera, zostawiając po sobie jedynie smętną smugę dymu. Problem jednak w tym, że bez podtrzymywania w sobie chęci pogłębiania swojej wiedzy na płaszczyźnie pojęć i znaczeń, nasze mózgi zaczynają samoistnie wytwarzać dowolne, własne, przeważnie mylne definicje jakiegoś słowa, zubażając przy tym samego siebie. Co za tym idzie? Tkwimy w błędzie, jednocześnie utwierdzając samych siebie w personalnym geniuszu i naturalnych predyspozycji językowych, stwarzając iluzję. Nasz mózg robi się flakiem, a my nieposiadany się z dumy nad sobą samym. Nic bardziej mylnego. Pisząc ten artykuł, postanowiłam sprawdzić, jakie definicje metafizyczności pojawiają się w Internecie. Voila: Zadane.pl – metafizyka – zbiór tez niesprawdzalnych empirycznie (pozytywizm). Definicja.net – metafizycznie – nieprzeniknienie (o.O), nienaturalnie, abstrakcyjnie, nierealnie, ontologicznie (…) Definicja pierwsza, jakby nie patrzeć, ma sens, choć zdaję sobie sprawę, że dla przeciętnego zjadacza chleba, w którym pojawia się malutka chociaż chęć objaśnienia sobie jakiś dotąd nieznanych słów, jest kompletnie niezrozumiała. Zawiesić można się już przy części „zbiór tez”, bowiem jest mocno abstrakcyjna i bliżej nieokreślona. Całkowicie jednak fiasko ponosi czytelnik takowej definicji przy słowie „empiryczny” (nie wspominając o tajemniczym nawiasie, który sygnalizuje epokę literacką, ale któż to wiedział?). Tak zatem pozostaje nam słowo „niesprawdzalne”, a i ono nie pozostawia odbiorcy żadnej nadziei. Druga definicja natomiast jest synonimiczna i zupełnie dobra, ale dla kogoś, kto ma jakiekolwiek rys semantyczny słowa „metafizyczny” w głowie i raczej szuka synonimicznego określenia, a niżeli objaśnienia. Alergicznie można przy tym zareagować na słowo „ontologiczny” (wymaga najczęściej kolejnego sprawdzenia). Aczkolwiek inny człon definicji numer dwa przykuł moją uwagę bardziej niż nauka o bycie. Słowo „nierealnie” tu: nierealny. Czy chrześcijaninowi słowo „metafizyczny” kojarzy się z szeroko rozumianą nierealnością? Owszem, w potocznym, współczesnym rozumieniu słowa „metafizyczny” używa się na określenie czegoś niezrozumiałego, co więcej, niemożliwego do zrozumienia. W filozofii natomiast metafizyczny to ten, który dotyczy sfery duchowej, wykraczającej poza doświadczenie. Inaczej jeszcze: przyrostek meta- w połączeniu z „fizyczny”...

Read More