Nawrócona wiedźma

„W niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Ewangelia Łukasza 15,7) Ponoć największym zwycięstwem szatana jest to, że ludzie przestali w niego wierzyć. Współczesny człowiek często żyje z klapkami na oczach. W pogoni za karierą i kolejną przelotną znajomością nastawioną na przyjemność zachłannie łyka pigułkę chwilowego szczęścia. Świat postawił na piedestale nowe przykazania. Mieszkanie ze sobą i seks przedślubny to sprawdzian przetrwania współczesnych par. Bóg jednak nie odrzuca człowieka. Daje mu prawdziwą wolność. Wolność od grzechu i szczęście z obcowania z Nim, nawet kiedy sytuacja wydaje się bez wyjścia. Właśnie takie życie opisuje w swojej książce „Nawrócona wiedźma” polska aktorka i reżyserka – Patrycja Hurlak. Kobieta już od wczesnego dzieciństwa praktykowała czarną magię, rzucała klątwy i czytała horoskopy. Ten fascynujący świat wpływu na innych pochłaniał ją bez reszty, dawał poczucie władzy i sukcesu zawodowego. Złudne szczęście było jednak okupione niewolą. Szatan czasem w bardzo subtelny sposób kierował jej życiem, stawiając na drodze kobiety swoich wysłanników. Aktorka nie wiedziała, że robi źle, ponieważ nikt nie powiedział jej, do czego prowadzą takie praktyki. Mimo wszystko zawsze modliła się do Boga, nie widząc nic złego w swoim postępowaniu. Jezus w swej dobroci nie odwrócił się od niej. Dzięki Niemu i Jego pomocy Patrycja Hurlak odzyskała wolność i radość życia. Wbrew wielu negatywnym komentarzom nie zachowała swej historii dla siebie, ale rozpoczęła ewangelizację, dzieląc się z innymi swoim świadectwem. Bardzo zachęcam do przeczytania książki „Nawrócona Wiedźma” zarówno tych nastawionych sceptycznie, jak i pozytywnie. Warto przemyśleć swoje życie, zastanowić się, kto gra w nim pierwszoplanową rolę i być może nawrócić się po raz kolejny. Jak mówi sama aktorka: „Żeby nauczyć się wierzyć Bogu, trzeba najpierw przestać wierzyć w siebie i zacząć Go słuchać. (…) Trzeba tylko zawołać jak tonący Piotr: „Jezu, ratuj mnie! (Mt 14,30). On natychmiast wyciągnie rękę i nauczy cię chodzić po wodzie – żyć wolnym od lęku przed śmiercią życiem”. Człowiek nigdy nie jest zdany sam na siebie. Ma obok straż w postaci anioła stróża i moc modlitwy. Nawet gdy wydaje się, że nie ma już ratunku, przychodzi ze swoją łaską Chrystus. W każdym cierpieniu zostawia swój ślad. Jak pisze ksiądz J. Twardowski: „nie ma sytuacji bez wyjścia / kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno”. Być może właśnie ta książka będzie dla któregoś z czytelników „otwartym oknem” i zachęci do refleksji nad własnym...

Read More
Trudne sprawy
Maj14

Trudne sprawy

Hollywood ma swój schemat tworzenia filmów o problemach rodzinnych. Gdyby to zestawić z polskimi realiami, to amerykańskie produkcje zwykle przypominają rozszerzone nieco wersje polskich paradokumentalnych tasiemców pokroju „Trudnych spraw”, albo „Dlaczego ja”. Film Davida Dobkina zdecydowanie się temu schematowi wymyka. Na szczęście. „Sędzia” (2014) to produkcja w wielu aspektach zdumiewająca i pozytywnie zaskakująca. Trochę ma w sobie z dramatu, trochę z obyczajówki, a nawet trochę z komedii. Ten misz-masz wyszedł Dobkinowi bardzo dobrze, a w dodatku z klasą, głównie za sprawą dwóch Robertów – Duvalla i Downey Jr. Zgrany aktorski duet od samego początku wskrzesił iskrę, która zmieniając się płomyk, świeciła aż do ostatnich chwil filmu. Dzięki temu nawet się nie zorientujemy kiedy minie ponad dwugodzinny seans. Ale od początku. Fabuła jest prosta i prowadzi stopniowo do punktu kulminacyjnego. Struktura dramaturgiczna jest poprowadzona praktycznie wzorcowo: trójaktowy podział, wyraźne zwroty akcji i punkt kulminacyjny zostały rozłożone w całości rozmyślnie, budując w odbiorcy niegasnące zaciekawienie. Poznajemy wybitnego adwokata – Hanka Palmera (Robert Downey Jr.), który musi na chwile zostawić swoje z pozoru poukładane życie i pojechać w rodzinne strony na pogrzeb matki. Stopniowo zostajemy wprowadzeni w całą historię – dowiadujemy się dlaczego Hank z domu wyjechał, dlaczego spalił za sobą mosty oraz dlaczego tak trudno jest się mu porozumieć z ojcem, Josephem Palemerem (Robert Duvall) – wieloletnim sędzią, który cieszy się wśród mieszkańców małego miasteczka ogromnym szacunkiem. Na bardzo zgrabnym i mocnym szkielecie relacji pomiędzy ojcem, a synem, dostajemy przyczepione kilka wątków, które z czasem się rozwiązują i stanowią świetne wypełnienie historii. Śmierć matki to tylko bodziec, który zmusza Hanka do powrotu – nie tylko do rodzinnego domu, ale przede wszystkim do przeszłości, która daje o sobie znać. Wypadek spowodowany przez ojca zmusza młodego Palmera do pozostania w miasteczku, do pomocy ojcu oraz do wglądu w swoje dawne życie. Rozliczenia z przeszłością i układanie wszystkiego na nowo bywają bolesne i trudne, ale prowadzą do swego rodzaju oczyszczenia, czy katharsis – zwał jak zwał – również dla głównego bohatera. Te trudne sprawy, chociaż mogą brzmieć bardzo pretensjonalnie, to jednak w produkcji „Sędzia” wypadają bardzo dobrze. Najmocniejszym punktem fabuły jest właśnie ten szkielet, swego rodzaju tło całości – relacje ojca i syna. Od samego początku nic w tej kwestii się nie układa i dopiero stopniowo dostajemy odpowiedź na pytanie: co się takiego wydarzyło, że tych dwóch mężczyzn nie może się dogadać? O ile łatwo w ukazywaniu relacji na linii ojciec-syn popaść w małostkowość i płytkie przedstawienie problemu, to jednak tutaj wychodzi to zgrabnie. Twórcy skupiają się nie tyle na psychice głównych bohaterów, co na braku szczerości między nimi, będącej głównym problemem w trudnej relacji. Takie przedstawienie relacji między ojcem, a synem nie udałoby...

Read More
Astrologia – partyzantka irracjonalności
Maj14

Astrologia – partyzantka irracjonalności

Jak to się dzieje że w XXI wieku inteligentni – wydawało by się – wykształceni ludzie czytają horoskopy? Niektórzy mówią że im się sprawdzają lub że czytają dla zabawy. Inni że to głupota, zabobon, irracjonalna bzdura. Jeszcze inni powiedzą, że to zagrożenie duchowe. Przeciwko astrologii występuje ciekawy sojusz psychologów, naukowców, chrześcijan, Żydów, muzułmanów i racjonalistycznych ateistów. Czy rozum może zweryfikować poglądy zwolenników astrologii? "Cudowna jest głupota tego świata! Kiedy nasz los niedomaga – często zresztą skutkiem naszych własnych nadużyć – winimy za niepowodzenia słońce, księżyc, gwiazdy: tak jakby człowiek był nędznikiem z konieczności, głupcem z wyroku niebios, łotrem, złodziejem i zdrajcą za sprawą obrotów sfer, pijakiem, kłamcą i rozpustnikiem z racji niezwalczonego wpływu planet; jakby całe nasze zło brało się z boskiego dopustu. Godny podziwu wykręt łajdaczącego się człowieka – obarczać gwiazdy odpowiedzialnością za własną koźlą naturę!" – takie słowa wypowiada Edmund, jeden z bohaterów dramatu Williama Szekspira pt. "Król Lear". Czy rzeczywiście zwolennicy "przeznaczenia" i "zdeterminowania" obawiają się daru wolności i związanej z nią odpowiedzialności za swoje czyny? Całkiem prawdopodobne, że jest to jeden z psychologicznych mechanizmów obronnych. Człowiek nieraz gotów jest stanąć na głowie, żeby tylko nie kiwnąć palcem, to znaczy gotów jest mnożyć argumenty i wymysły, żeby tylko nie zabrać się do świadomej pracy nad sobą. GDY ROZUM ŚPI, BUDZĄ SIĘ UPIORY Skąd się biorą horoskopy w gazetach? W wielu redakcjach jest taki zwyczaj, że ten kto coś zawali lub napisze kiepski artykuł – za karę musi pisać horoskopy. Gdy o tym wiemy, jeszcze bardziej tragiczny zdaje się widok osoby szukającej wsparcia i kierownictwa w takich wymuszonych na szybko wypocinach. Niestety sam widziałem kiedyś młodą dziewczynę która nerwowo, bez pytania, wyrwała koledze gazetę obsesyjnie szukając horoskopu. Najpierw byłem zdumiony bo myślałem że jako ateistka nie wierzy w żaden rodzaj nadprzyrodzoności. Później zapragnąłem abyśmy my katolicy garneli się do czytania Ewangelii z takim gorącym zapałem jak ona do czytania tych astrologicznych porad i wskazówek w jakimś brukowcu czy gazecie bezpłatnej… "Irracjonalizm wkrada się w struktury codziennego życia. A my bezmyślnie pobłażamy tym nienaukowym urojeniom" – mówi prof. Richard Dawkins, biolog ewolucyjny i walczący ateista. – "Astrologia jest tak powszechna, że niemal każdy z nas został przekonany o rzekomym związku ze swoim znakiem Zodiaku". Dawkins ubolewa że jedna czwarta brytyjskiego społeczeństwa wierzy w astrologię.  – "Dzień za dniem astrologiczne horoskopy okupują zdecydowanie więcej miejsca w prasie niż nauka… Zabawne jak sprzeczne to jest z nowoczesnym tabu przeciwko stereotypom. Jak zareagowalibyśmy, gdyby gazeta codzienna publikowała takie informacje jak ta: Niemcy! W waszej naturze jest ciężka praca i systematyczność, które przydadzą się wam w pracy dzisiaj. W waszym życiu osobistym, zwłaszcza dziś wieczorem, musicie temperować waszą naturalną tendencję do podporządkowania się...

Read More
Logika liturgii
Maj14

Logika liturgii

W liturgii uczestniczymy albo rozumnie, albo magicznie. Pierwsza postawa zakłada elementarną znajomość symboliki oraz posłuszeństwo przepisom. Jeśli zamiast tego dajemy prymat emocjom, indywidualnym potrzebom czy pełnej spontaniczności, bliżej nam wtedy do kultów pogańskich. Wielu ludzi „skręca się” na sam dźwięk wyrażenia: „przepisy liturgiczne”. Przyczyny takiego zachowania mogą być bardzo różnorodne, od osobistych zranień, poprzez wykrzywiony światopogląd, na braku formacji nie kończąc. Skutkuje to budowaniem opozycji pomiędzy liturgią sprawowaną według przepisów (rubrycyzmem), a pobożnie przeżywaną. Właściwsze ma być oczywiście „przeżywanie”, co próbuje się nieraz udowadniać Pismem Świętym:  a to, że Pan Jezus pragnie czcicieli, którzy by mu oddawali hołd „w duchu i prawdzie”, a to, że z kolei łamał przepisy dotyczące szabatu, czy też to, że nawet Ostatnia Wieczerza nie była przecież sprawowana według OWMR-u. Liturgistom dbającym o poprawność obrzędów zarzucane są z kolei bezduszność, brak pobożności i pokazowość. Szczególnie zarzuty te kierowane są pod adresem kapłanów celebrujących nadzwyczajną formę Mszy Świętej i wiernych, którzy w niej uczestniczą. Skupienie na przestrzeganiu przepisów ma bowiem uniemożliwiać owocne przeżycie liturgii. Nie przeczę, że zdarzają się przypadki, gdy kapłan lub zgromadzeni świeccy koncentrują się wyłącznie na „zewnętrzność”. Widać to czasami po wpisach zamieszczanych na tradycjonalistycznych fanpejdżach. Niemniej, są to przypadki dużo rzadsze, od drugiej skrajności – samowolki liturgicznej. I zaznaczam od razu, ta skrajność jest dużo gorsza. Istotą kapłaństwa jest służba. Dotyczy to zarówno wyświęconych szafarzy, jak i wiernych objętych „powszechnym kapłaństwem”. W Wielki Czwartek, dzień ustanowienia sakramentów Eucharystii i kapłaństwa, czytamy ewangelię o obmyciu nóg apostołom.  Pan Jezus mówi wprost: to co Ja wam uczyniłem, wy powinniście sobie czynić nawzajem. Czyli służyć, na wzór naszego Zbawiciela. Jedną z najważniejszych cech dobrego sługi jest posłuszeństwo. Chrystus był posłuszny aż do śmierci krzyżowej. Jako Jego uczniowie, wezwani do naśladowania Go, również powinniśmy być posłuszni – także temu, co przykazał nam za pośrednictwem Kościoła. A więc m. in. przepisom liturgicznym. Nie chodzi tu jednak o ślepe posłuszeństwo. Obrzędy, gesty, symbole i modlitwy, które tworzą celebrację liturgiczną, zawsze coś wyrażają. Sakramenty ustanowił Chrystus, a Kościół określił ich formę, by za pomocą widzialnych znaków przedstawić dokonującą się rzeczywistość duchową. Każdy znak, gest, symbol czy słowo coś wyraża. Dlatego wierność rubrykom nie wynika jedynie z troski o jedność Kościoła. Posłuszeństwo przepisom wynika z przyjęcia tego, co Kościół podaje do wierzenia. Dlatego do dobrego przeżycia Mszy Świętej trzeba bardziej używać rozumu, niż serca! Bez zrozumienia znaczenia poszczególnych obrzędów, to Najświętszą Ofiarę będziemy traktować jak magię. Dlatego przyjęcie każdego sakramentu musi być poprzedzone odpowiednim przygotowaniem, katechezą mistagogiczną. W szczególnym przypadku, jaki stanowi chrzest niemowląt, rodzice zobowiązują się wychować dziecko po chrześcijańsku, a więc „uzupełnić” to przygotowanie później. Wzmożona działalność duszpasterska pod adresem dzieci i młodzieży również wynika z potrzeby nadrobienia...

Read More
Na dwoje babka wierzyła
Maj14

Na dwoje babka wierzyła

G. K. Chesterton powiedział kiedyś: „Zło, że ludzie przestali wierzyć w Boga, nie polega na tym, że w nic nie wierzą, ale że gotowi są uwierzyć we wszystko.” W różnych kontekstach ten zwrot jest używany przez wielu współczesnych publicystów chrześcijańskich. Zarówno tych polskich, jak i zagranicznych. Ciekawe jest to, że przy tych wielu przykładach nikt nie przyczepił się jeszcze do tego sformułowania. Można śmiało więc stwierdzić, że jest prawdziwe. Dziś całkiem sporo ludzi – nie chodzi tu tylko o ateistów, agnostyków, ale w wielu przypadkach o gorliwych chrześcijan – wierzy w różnego rodzaju przesądy czy rytuały. Co więcej, te osoby bez tych zachowań miałyby problem z odnalezieniem się w wielu sytuacjach: zwyczajnych, codziennych, ale także tych bardziej niespotykanych. Stało się to nie tylko ich przyzwyczajeniami, ale sposobem na określenie siebie. CYWILIZACJA XXI WIEKU… Te wszystkie praktyki i poglądy, o których mówi Chesterton w tym jednym krótkim, a dosadnym zdaniu gdy są spotykane u osób mówiących o sobie jako o wierzących w Chrystusa można określić równie prosto jako zabobony czy też przesądy. Czym one jednak w ogóle są? I co ważniejsze skąd się wzięły?   Wydawałoby się, że w dzisiejszym świecie gdzie panuje kult rozumu i swego rodzaju technokracja to co przeczy logice i racjonalności nie powinno być tak popularne wśród szerokich mas. Tym bardziej nie powinno to być popularne wśród tych, którzy twierdzą, że ufają Bogu i w niego wierzą. Pojęciem zabobonu określa się wiarę w zależność zachodzącą pomiędzy jakimś zjawiskiem, a wykonywaniem określonych praktyk magicznych (nawet gdy nie jest to do końca świadome), celem zapobieżenia nieszczęściu, lub przeciwnie, aby zapewnić sobie szczęście. Przy czym sama zależność jest pozbawiona podstaw racjonalnych czy logicznych. Psychologowie i socjologowie podają wiele przyczyn funkcjonowania zabobonów. Zagłębiając się w historię możemy podać pewne przyczyny powstania niektórych przesądów. Np. przed tysiącami lat ludzie wierzyli, że bogowie żyją w drzewach. Gładzili je więc, by zjednać sobie bóstwa. Dzisiaj niektórzy dotykają drewna na szczęście lub odpukują w niemalowane drewno, by czegoś nie zapeszyć. I tak podobno powstał jeden z bardziej popularnych przesądów, który jest bardzo popularny wśród katolików, żeby odczarować to co miałoby się wydarzyć, a byłoby szkodliwe. Wspominałem już wcześniej, że staje się tak coraz częściej mimo mocnej ekspansji wiedzy, która jak chcą niektórzy miałaby wypierać przesądy. Dzieje się jednak inaczej, zupełnie odwrotnie. Prawdopodobnie dlatego, że nauka do końca nie jest w stanie odpowiedzieć na ostateczne pytania człowieka. Kiedy pytamy dlaczego dzisiaj jest tyle przesądów wśród katolików, to znajdujemy prostą odpowiedź. Zabobon jest efektem ignorancji religijnej i niedojrzałości wiary. Taka niedojrzałość jest formą infantylności religijnej wśród chrześcijan, którzy stworzyli sobie wygodną religię, na miarę własnych wyobrażeń i potrzeb. Tak jak wielokrotnie robili to także pierwsi chrześcijanie co mamy...

Read More

Bóg nie umarł

God is not dead (2014) to protestancki film w reżyserii Harolda Cronka opowiadający o Bogu, trudach i zwycięstwach wiary, a w szerszym kontekście po prostu o życiu. Produkcja zarobiła krocie, zbierając przy okazji sporo pochlebnych, ale też niepochlebnych recenzji. Dla jednych to tylko chrześcijańska propagandówka, dla innych niezwykłe wyznanie wiary. Wybrałam się na film wspólnie z rodzinką w niedzielne popołudnie. Przed seansem poczytałam to i owo w internecie: prześmiewcze komentarze internautów, kilka kiepskich recenzji i kilka całkiem niezłych. Nastawiłam się więc na walkę. W trakcie seansu zastanawiałam się, jak odeprzeć ewentualne ataki. Wyobrażałam sobie kłótnię z jakimś zacietrzewionym ateistą. Co mu powiem, żeby nie wyjść na nawiedzonego katola. W rezultacie film przeleciał, a ja niewiele z niego wiedziałam. Postanowiłam obejrzeć go więc raz jeszcze. Wprawdzie już nie na dużym ekranie, a w komputerze. Ale może to i dobrze, bo byłam o wiele bardziej skupiona. Odkryłam, że niepotrzebnie próbowałam wejść w czyjeś buty, na siłę myśleć jak ateista, szukać potknięć reżysera i wymyślać dla nich linię obrony.   Ten film przemówił do mnie dopiero, kiedy przebiłam się przez ścianę własnych uprzedzeń. Choć jest amerykański aż do bólu. Od początku do końca przesiąknięty dziecięcym entuzjazmem i ufnością. Porusza tę sferę ludzkiej wrażliwości, która chowa się w sercu, a nie w głowie. Film rozpoczyna się sielankowym widokiem pierwszoroczniaków podążających przez kampus na swoje pierwsze zajęcia. A wśród nich – Josh Weatman (młodziutki Shane Harper). W ramach zaliczenia przedmiotu ze sztuk wyzwolonych, chłopak, jak zresztą wielu innych studentów, wybiera zajęcia z filozofii u osławionego profesora Radissona (Kevin Sorbo, telewizyjny Herkules w całkiem innej odsłonie). Profesor twierdzi, że Boga nie ma i żąda takiej samej deklaracji od każdego ze swoich uczniów. Postanawia zawrzeć z nimi umowę. Studenci mają w symboliczny sposób uśmiercić Boga na kartce papieru. 79 osób bez mrugnięcia okiem, zapisuje nietzscheańskie – „God is dead” (Bóg umarł). Bez zastanowienia i refleksji. Dostaną zaliczenie i to się przede wszystkim liczy. Sprzeciwia się tylko Josh. Czuje, że coś jest nie w porządku. Jest chrześcijaninem i nie godzi się na metody profesora Radissona. Jego dziewczyna uważa, że buntując się niszczy sobie przyszłość. Ale Josh w Boga wierzy i nie zamierza Go zabijać! Przed ławą przysięgłych złożoną ze studentów ma udowodnić, że Bóg żyje. Młody, niedoświadczony chłopak, na początku swojej naukowej kariery ma niczym Ojcowie Kościoła stanąć naprzeciw starego, inteligentnego ateisty. Profesor Radisson to bestia szalenie zdolna i nieustępliwa. I tak Bóg ląduje na ławie oskarżonych. Rozpoczyna się burzliwa dysputa, która ze zwykłych „za i przeciw” przerodzi się w prawdziwe stracie światopoglądów. Będzie krzyk, płacz, ale też śmiech i radość. Josh pragnie, żeby młodzi ludzie ujrzeli dwie strony medalu. Chce im dać szansę na podjęcie samodzielnej decyzji. Chce ich zmusić...

Read More
Film o przekazie zawsze aktualnym: American Beauty
Maj14

Film o przekazie zawsze aktualnym: American Beauty

Opowieść o mężczyźnie, a w zasadzie o jego wnętrzu. Opowieść o rodzinie i relacjach. A także o tym, jak rodzina potrafi ucierpieć z powodu rutyny i kryzysu wieku średniego ojca, a to wszystko przedstawione w ciekawy humorystyczny sposób. A zakończenie jest… coż, warto to zobaczyć (jeśli jeszcze ktoś nie widział), aby przekonać się, że czasami o wszystkim decydują zbyt długo skrywane rany i urazy, które powracają do nas w niespodziewanym momencie. A do tego potrafią sprawić, że jesteśmy zdolni do wszystkiego… Zwykle pisząc recenzje skupiam się na przedstawieniu wam na początek twórców filmu, scenariusza, nazwisk głównych aktorów, ale tym razem jednak chciałbym zacząć inaczej − wszystkie te informacje można znaleźć w Internecie. Tym razem zwrócę większą uwagę na szczegóły, z góry przepraszam też za spoilery, postaram się aby nie było ich zbyt wiele. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się „normalne”. Co mam na myśli? Ojciec rodziny, który po 40 latach stąpania po Ziemi stwierdza, że tak naprawdę jest nieudacznikiem i musi coś zrobić ze swoim życiem. Do tego zaczynają mu się podobać 16-letnie koleżanki córki, relacje z jego pociechą (która jest akurat w najbardziej burzliwym wieku ) i żoną opierają się na ciągłym wyrzucaniu sobie błędów. Z resztą już jedna z pierwszych scen może nam dać doskonały obraz tej na pozór szczęśliwej rodziny. Wspólny obiad. Podobno dobrą, zgraną, kochającą się rodzinę poznaje się po tym, czy wspólnie spożywa posiłku. Przecież rodzinne siedzenie przy stole jest okazją do nawiązania rozmowy, podzielenia się wydarzeniami z całego dnia, emocjami, przeżyciami, przemyśleniami i… można by tak wymieniać w nieskończoność. A co my widzimy? Oczywiście wytykanie sobie wszystkich błędów. Idąc dalej, dowiadujemy się, co członkowie rodziny tak naprawdę o sobie myślą. Zaobserwować możemy też nieudane próby pogodzenia się bliskich − jednak czy można wiele osiągnąć z nastawieniem ofensywnym? Skupiającym się na odparciu zarzutów przeciwnika (członka rodziny), które polega na wyliczaniu jeszcze większych jego błędów? Film porusza ważną kwestię, jaką jest rozmowa i wzajemne dbanie o swoje relacje, szczególnie pomiędzy kobietą a mężczyzną, a także zrozumienie tej drugiej strony, na której przecież nam    zależy − a górę częściej biorą emocje niż miłość i rozsądek. Należy zadać sobie pytanie, czy to właśnie tutaj nie leży przyczyna załamanie głównego bohatera (Lestera)? Czy  przy zdrowych rodzinnych relacjach kryzys wieku średniego może wystąpić w dzisiejszym świecie? Oczywiście nie należy generalizować, że jest to problem, który dotyka każdego mężczyznę w ten sam sposób. Przecież niektórzy żyją samotnie, a kryzys i tak ich dotyka, niezależnie od wykonywanego zawodu czy statusu społecznego. Jako widz powoli zagłębiamy się w problematykę i zawiłość tych relacji. Ojciec rodziny szuka coraz to nowszych sposobów na polepszenie swojego samopoczucia − od palenia trawki z chłopakiem, który podoba się jego córce,...

Read More
Katecheza
Maj14

Katecheza

Czy katecheza to tylko sposób na utrzymywanie ludzi Kościoła na nauczycielskiej pensji i przy okazji − indoktrynować dzieci? Kto wpuścił Kościół do szkół i czy trzeba go stamtąd wyrzucać? CO TO JEST KATECHEZA? Katecheza, jak podaje Jan Paweł II w adhortacji Cathehesis Tradendae, „jest wychowaniem w wierze dzieci, młodzieży i dorosłych, a obejmuje przede wszystkim nauczanie doktryny chrześcijańskiej, przekazywane na ogół w sposób systematyczny i całościowy, dla wprowadzenia wierzących w pełnię życia chrześcijańskiego”. Jak widzimy, definicja obejmuje nie tylko przekazanie wiedzy, ale też pewnych wartości, a celem nie jest zdanie egzaminu, lecz pewien wzorzec życia. Katechezy znano od pierwszych wieków chrześcijaństwa. Pierwszym katechetą był Jezus, który nauczał dorosłych i błogosławił dzieci (o czym za chwilę). Także apostołowie nie chrzcili jak leci, ale najpierw sprawdzali, czy kandydat do chrztu ma wiarę podpartą wiedzą. Osoby przygotowujące się do chrztu odbywały kurs, wtajemniczający ich w podstawowe prawdy wiary. Wielcy Ojcowie Kościoła otaczali katechumenów szczególną troską, by wiara była wsparta zdrową wiedzą. Powiedzmy sobie szczerze: co z tego, że ktoś będzie żarliwie się modlił, skoro będzie przy tym prawił takie herezje, że aż uszy cierpną? W pierwszych wiekach katechizowano przede wszystkim dorosłych, gdyż to oni byli w centrum zainteresowania starożytności. Raz, że ówczesna antropologia traktowała dziecko niezbyt przychylnie jako słabsze i słabiej rozwinięte, a dwa, że to dorośli przygotowywali się do chrztu. Jeśli zajmowano się dziećmi, to raczej pouczano dorosłych, jak je wychowywać, a nie zwracano się do nich bezpośrednio. Z czasem, gdy wraz z przejęciem chrztu przez prezbiterów zaczęto chrzcić dzieci, także je objęła katecheza. Katecheza ma wprowadzić do pełni życia chrześcijańskiego, czyli musi sprawić, by katechizowany czuł więź z Chrystusem, przylgnął do Niego. Nie chodzi tu tylko o wykucie na pamięć Credo, ale też o to, czego nie sprawdzi żaden test czy indeks z pieczątkami. Aspekt intelektualny i przeżycie idą ramię w ramię. Rozumienie treści liturgii musi być zaczątkiem do tego, by „Alleluja” śpiewać naprawdę radośnie, a nie tylko ruszać ustami. Katechezy o świętych mają sprawić, że Teresa z Avila czy Karolina Kózkówna staną się wzorem do naśladowania, a nie tylko jedną z tysięcy przewijających się w podręcznikach postaci z „dawno temu”. SALKA CZY SZKOŁA? Jeden z największych problemów Polski XXI wieku to katecheza w szkołach. Fakt, gospodarka się wali, korupcja zżera miliardy rocznie, Rosja dyktuje ceny gazu, ale wszystkiemu winne są katechezy w szkołach. Protestują środowiska wolnomyślicielskie, bo to przecież indoktrynacja, środowiska ateistyczne, bo to religia, a i niektórzy katolicy oponują, bo im się szkoła nie podoba. Nie ma przedmiotów neutralnych światopoglądowo. Przynajmniej w dziedzinie humanistyki. Nawet na fizyce można się pokłócić o niektóre definicje czy teorie. Historyk może przedstawić dane wydarzenie w sposób aprobujący lub krytykancki, tak samo polonista może...

Read More
Wiedźmy i doradcy życiowi – dlaczego chodzimy do wróżek?
Maj14

Wiedźmy i doradcy życiowi – dlaczego chodzimy do wróżek?

Dlaczego ludzie chodzą do wróżek, astrologów, rumpologów i tym podobnych „ekspertów od przyszłości”? Oto jest pytanie. BYZNES IZ BYZNES! Według różnych danych wszelkiej maści, wróżek i astrologów jest w Polsce blisko sto tysięcy.  Dla porównania – księży katolickich „aż” trzydzieści tysięcy. W każdej „szanującej się” gazecie znajdziemy horoskop, działa kanał nadający non-stop porady wróżbitów, tarocistek, Elżbieta Bieńkowska bez żadnego wstydu przyznaje się, że konsultuje się z numerologiem. Trzy miliony klientów zostawiły w 2009 r. w kieszeniach biznesu ezoterycznego w samej branży telewizyjnej sto milionów złotych. Jeśli podliczyć wszystkie drobne wróżki, suma ta może wynieść nawet dwa miliardy. Większość wielkiego biznesu „wróżkowego” w Polsce należy do nadawców niemieckich i korzysta z rozwiązań wypracowanych za Odrą. Obok nich są drobne, ogłaszające się w gazetach jednoosobowe firmy, ale także osoby przyjmujące klientów jedynie „z polecenia”. Do tego dochodzą domowe metody wróżenia, jak choćby przeświadczenie o tym, że tylko odpowiednia kombinacja znaków zodiaku może zapewnić zdrowy związek, czy towarzyska moda na czytanie horoskopów, czy posiadanie takiego bądź innego rekwizytu. Z punktu widzenia nie tylko katolicyzmu, ale i chrześcijaństwa jako takiego, wróżby są grzechem – są aktem braku zaufania wobec Boga, jednak poziom schrystianizowania danego kraju nie oznacza, że to kraj zewangelizowany (czyli, że liczba ochrzczonych nie odpowiada liczbie naprawdę wierzących). ALE DLACZEGO? Dlaczego ludzie idą do wróżki? Tu wiele zależy od środowiska w jakim się wyrosło lub w jakim przyszło się potem obracać. Jeśli istniała w rodzinie tolerancja dla przesądów, myślenia magicznego (złapię się za guzik = znajdę pieniądze, przejdę pod drabina = będę miał pecha), to oczywiste, że taka osoba będzie podatniejsza na zapewnienia astrologów (jestem Baranem = będę miał dziś dobry humor). Także braki w wychowaniu religijnym mogą prowadzić do wróżbiarstwa. Jeśli dopuszcza się mieszanie wiary w Boga z wiarą w magię lub Bóg staje się jedynie postacią z mitologii europejsko-judaistycznej, to ktoś może gładko połączyć pełną zaufania modlitwę „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” z zaglądaniem w przyszłość – tak na wszelki wypadek, gdyby Pan zawiódł. Ponadto wróżkę otacza atmosfera tajemnicy, nieznanego. Ukrytą za woalem i wschodnią szatą Agnessę (prywatnie: Agnieszkę Dziubdziak z domu Koźlak) widzimy w towarzystwie kryształowej kuli, jakiejś tajemnej księgi, w oparach kadzideł, w tle wschodnia muzyka. Innymi słowy – jest inna niż wszystko dookoła. Nikt nie wie, gdzie telewizyjna wróżka robi zakupy czy jakim samochodem jeździ. Co innego ksiądz proboszcz. Tylko ona wie, jak odczytać układ kart tarota czy gwiazd, ma dostęp do wiedzy spoza tego świata. Posiada informacje zakryte dla laików, a łaskawie dzieli się nimi za jedyne 2,44 (z VAT) za minutę. To efekt klęski katechezy, gdy misterium Eucharystii czy chrztu jest traktowane jak zwykły symboliczny obrzęd społeczny, a interpretacja kilku kart brana jest...

Read More
Jak zmieniają się zabawki?
Maj14

Jak zmieniają się zabawki?

Zabawki to jedne z najważniejszych elementów powszedniego życia dzieci. To one towarzyszą im podczas codziennych wędrówek, słuchają żali, łagodzą złość i strach. Kto z nas nie miał misia przytulanki, który dodawał odwagi w ciemnym pokoju tuż przed zaśnięciem? źródło: projekty Soni Singh Przeobrażenia, które przeszły zabawki, nie tylko w Polsce, ale i na świecie, są ogromne. Podczas rozmowy z pewną starszą kobietą słuchając opowieści o jej dzieciństwie, zauważyłam, że cyfryzacja świata nie tylko częściowo odebrała dzieciom możliwość rozwoju wyobraźni, ale również zaburzyła ludzkie postrzeganie oraz odebrała prawdziwą radość z ruchu i więzi koleżeńskich. Niejeden współczesny człowiek powiedziałby, że trzeba iść z duchem czasu, ale czy uczestnicząc w tym wyścigu, nie zagubił szczęścia?  Świat przez kolejne lata zmieniał się. Kiedyś tak uwielbiane szmaciana lalka i konik na biegunach, teraz zostały zamienione na " plastikową modelkę" o wydatnych ustach i nierealnych kształtach. Nic dziwnego, że takie lalki są pragnieniem każdej małej dziewczynki. Świecące sukienki i makijaż przyciągają wzrok. Przecież w każdej reklamie czy  na ulicach widzą ludzi, dla których kult piękna stał się jednym z najważniejszych osobistych dążeń. Dzieci uczą się, jak traktować innych, a jednym z kryteriów jest wygląd zewnętrzny. Bardziej lubi się tych "ładnych". Samo pragnienie bycia pięknym nie jest niczym złym. Problem powstaje wtedy, gdy staje się to głównym celem człowieka, który za wszelką cenę musi dorównać pewnemu modelowi. Tyle się o mówi o przerabianiu zdjęć. O tym, że nie ma się co porównywać do osób na okładce, modelek czy modelów. Ale wtedy budzi się obawa – jeśli ja przestanę się do nich porównywać, to nie znaczy, że inni też przestaną to robić w stosunku do mnie. Często zastanawiałam się, kiedy coś się zmieni w tym myśleniu i gdzie w szalonym biegu mogę umieścić samą siebie. W mediach pojawiły się piosenki znanych artystek, które propagują pokochanie samych siebie takimi, jakimi jesteśmy (Colbie Caillat "Try" – https://www.youtube.com/watch?v=GXoZLPSw8U8). Pojawiło się wiele zestawień wyretuszowanych zdjęć z prawdziwymi fotografiami aktorek i modelek. Mają one na celu uświadomienie, że nikt nie jest idealny. Pozostaje jednak pytanie: czy te niedoskonałości sprawiają, że ktoś jest gorszy? Piękno się sprzedaje, a osobowości niestety nie da się do końca przedstawić na zdjęciu. Ale oto pojawiło się światełko w tunelu. Australijska artystka Sonia Singh wraz z rodziną postanowiła zmienić dotychczasowe oblicze lalek. Swoje "arcydzieła" znajduje w sklepach z używanymi przedmiotami. Jej lalki często mają jakiś defekt, są uszkodzone. Sonia nadaje im nowe znaczenie, pozwala im stać się czymś więcej − najlepszą przyjaciółką małej dziewczynki, która wygląda prawie tak, jak ona sama. Pierwszym etapem takiej metamorfozy jest zmycie "makijażu", a następnie namalowanie na czystej buzi lalki oczu, nosa i ust, które przypominają twarz dziecka. Kolejnym krokiem jest ubranie ich w...

Read More