Chrystus rozumie nasze problemy
Wrz17

Chrystus rozumie nasze problemy

O tym, jak powinniśmy się modlić, co jest prawdziwym celem modlitwy i kiedy nasza modlitwa jest szczególnie miła Bogu, opowiada karmelita bosy, o. Andrzej Cekiera, duszpasterz akademicki DA „Karmel” w Krakowie. Dla wielu katolików modlitwa to paradoks. Z jednej strony w Piśmie Świętym znajdziemy słowa: „Proście, a będzie wam dane”, z drugiej św. Paweł mówi, że nie otrzymujemy, bo się źle modlimy. Może nam się wydawać, że to sprzeczność. o. A. C: Zacznijmy może od tego, że wielu z nas nie rozumie, że nasza modlitwa powinna rozwijać się razem z nami. Gdy byliśmy mali, nauczono nas bardzo prostych i podstawowych  modlitw. Czasem przychodzi do mnie 25-letni student i w trakcie rozmowy wspomina, że „mówi pacierz”, albo czasem nawet zdrobniale, dziecinnie – „paciorek”. Wtedy pytam, czy skoro już dorósł, rozwinął się emocjonalnie, psychicznie, rozwinął się na płaszczyźnie fizycznej, nie wypadałoby także wejść na wyższy poziom modlitwy? Rozwinąć swoją duchowość,  relację  Bogiem? Niektórzy wraz z ludzkim rozwojem w ogóle nie rozwijają modlitwy i pozostają przy dziecinnym paciorku. Sam kiedyś słyszałem słowa pewnego licealisty, który przyszedł na godzinną adorację i ciągle odmawiał tylko „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Mario” i „Chwała ojcu”, bo nie przyszło mu do głowy, żeby modlić się innymi słowami! o. A. C: To spory problem. Tacy ludzie nie radzą sobie na cichych adoracjach, nabożeństwach. Z drugiej strony, nabożeństwa prowadzone przez jedną osobę bądź wspólnotę mogą stanowić niemałe zagrożenie. Najpierw wspólny różaniec, potem koronka, rozważania… I w końcu pół godziny zajęte i nie było w ogóle czasu i okazji na modlitwę serca, zastanowienie nad tym, co chcę powiedzieć Bogu. Tylko ciągłe, automatyczne powtarzanie formułek, wręcz zagadywanie Pana Boga. Powinniśmy spojrzeć na to, jak modlił się Jezus… A Jezus powiedział, że kiedy chcemy  się modlić, powinniśmy mówić: Ojcze nasz… I tym sposobem przekazał nam modlitwę „Ojcze nasz”. Można powiedzieć, że jest w tym zawarte wszystko to, co najważniejsze. Oddanie Bogu chwały, prośby… o. A. C: Bo jest. Wszystko to, co najistotniejsze, mieści się w tych słowach. Ważne jest jednak to, jak my do tych słów podchodzimy, jak je przeżyjemy.  Czy jest to dla mnie teksty żywy, słowa, z którymi się utożsamiam, które stają się moimi własnymi, czy po prostu formułka, którą odklepię, i w ogóle się nad nią nie zastanawiam. To zdarza się chyba każdemu, nawet księżom… o. A. C: To są nieszczęsne wyrażenia – „odklepię”, ”zaliczę”… Jezus pokazuje nam modlitwę, która jest relacją z Ojcem, i takiej modlitwy uczy Apostołów. Zakłada ona dialog, ufność – w to, że nie tylko ja sobie coś tam mówię, ale że Bóg będzie mi  odpowiadał. To jest modlitwa właściwa duchowości karmelitańskiej. Jezus mówi, że jesteśmy jego przyjaciółmi. Często pytam ludzi w konfesjonale: „Czy na spotkanie z przyjacielem idziesz...

Read More
Pomyślę o tym jutro
Wrz16

Pomyślę o tym jutro

Scarlett O'Hara to typ kobiety idealnej. Oczywiście trudno mówić tutaj o ideale pozbawionym skazy, o wzorze do naśladowania. Chodzi bardziej o to, że Scarlett w idealny sposób pokazuje tryb myślenia i postępowania większości – o ile nie wszystkich – kobiet na świecie. Przebojowa, silna charakterem, piękna kokietka, ale z drugiej strony rozchwiana, zmienna i w całym swym istnieniu nielogiczna. Taka właśnie jest Scarlett O’Hara, główna bohaterka filmu „Przeminęło z wiatrem” (1939) opartego na powieści o tym samym tytule autorstwa Margaret Mitchell. Tłem wszystkich wydarzeń widzianych oczami młodej kobiety jest wojna secesyjna która miała miejsce w latach 1861-1865 w Stanach Zjednoczonych Ameryki, a także późniejsze jej konsekwencje. Oprócz ukazanych w filmie losów Scarlett, przez beznadziejną miłość do Ashley’a Wilkesa, po wchodzenie w kolejne równie beznadziejne związki małżeńskie, po płomienny romans z Rhettem Butlerem, twórcy przedstawili również przemianę bohaterki. Z rozkapryszonego, rozkochującego w sobie każdego mężczyznę podlotka, nie przejmującego się zbytnio tym co tu i teraz, Scarlett zmienia się w dojrzałą kobietę, która dąży do postawionych sobie celów, pracuje w pocie czoła by uratować ukochaną Tarę i zapewnić sobie dostatnie życie. „Przeminęło z wiatrem” (1939) należy do klasyki w swojej kategorii. To przede wszystkim jeden z najsławniejszych melodramatów stawiany za wzór produkcji hollywoodzkich z I. połowy XX wieku. Film, którego formy właściwie nic nie przebije, ani nic do niej się nawet nie zbliży. Chociaż nie przepadam za twierdzeniem, że dzisiaj takich filmów już się nie kręci, to jednak jeśli mowa o „Przeminęło z wiatrem”, trzeba to powiedzieć, bo dzisiaj, zrobić niemal czterogodzinną epopeję melodramatyczną, skupiającą się na jednej postaci, to zadanie niewykonalne. Biorąc na tapetę to, w jaki sposób traktuje się współczesne melodramaty, to niestety forma ta woła o pomstę do nieba. Tymczasem „Przeminęło z wiatrem” to prawdziwa perełka, do której wraca się chętnie, pomimo że film ma już prawie osiemdziesiąt lat. Co wybija się w tym filmie ponad przeciętność to niewątpliwie kreacje aktorskie. Wybitny duet Vivien Leigh i Clark Gable przyćmiewa właściwie pozostałe postaci i sprawia, że cała produkcja kręci się tylko i wyłącznie wokół relacji Scarlett z Rhettem. Z jednej strony Leigh pokazała prawdziwą klasę, co udowodniła wygraną statuetką Oskara w 1940 roku za najlepszą aktorkę pierwszoplanową. Tworząc kreację Scarlett tchnęła w nią życie, autentyzm, pomimo tego, że patos momentami aż wylewał się z każdej sceny. Jednak to właśnie ten patos uczynił kreację Leigh tak wyjątkową. Płacz na zawołanie, modulowanie tonem mówienia, robienie z siebie ofiary kiedy sytuacja tego wymagała i w końcu zawziętość z jaką kobieta coś sobie postanawiała. Paradoks tej postaci pokazuje idealnie scena, kiedy Scarlett jadąc sama powozem zostaje napadnięta przez wstrętnych Jankesów. Z jednej strony broni się zawzięcie, uderza batem, miota się z pojedynku z...

Read More

Droga do wnętrza

Można by się pokusić o wysnucie analogii pomiędzy zdrowiem fizycznym, cielesnym, a duchowym. I tak jak w trosce o zdrowe ciało zaleca się odpowiednią dietę, aktywność fizyczną i unikanie czynników szkodliwych, tak też  należałoby wyszukać odpowiednią dietę, treningi i zagrożenia dla duszy. Ale nie. Bo w gruncie rzeczy, byłoby to trochę niechrześcijańskie. Życie wewnętrzne, życie duchowe, życie modlitwy – różne nazwy na określenie jednej rzeczywistości: przeżywanie relacji człowieka do Boga. Streszczając pokrótce katolickie spojrzenie na duchowość wyszlibyśmy od grzechu pierwszych rodziców, który wszyscy odziedziczyliśmy, a który odciął nas od Boga. Człowiek poszedł za szatańską pokusą: ”Staniecie się jako bogowie”. Efektem tego jest cierpienie i śmierć. Jednak Bóg  powodowany miłością do ludzi posłał Swego Syna, Jezusa, by ten odkupił ludzi oraz na powrót pojednał ich z Bogiem. Dokonał tego przez Swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie, co uroczyście zaczęliśmy świętować tydzień temu. Problem z życiem duchowym polega na pewnym paradoksie, którego źródłem jest w pewnym sensie grzech pierworodny. Istotą tego skażenia  jest zdolność tworzenia fikcji w dziedzinie poznania siebie samego, oraz poznania tego, co powinniśmy robić, aby osiągnąć zbawienie. Zdolność poznania siebie, a więc obiektywnego stwierdzenia stanu, w jakim się znajduje nasza dusza (i nie tylko) jest zaślepiona przez pychę. Zamiast widzieć się takimi, jakimi jesteśmy, tworzymy wyidealizowane wizje samych siebie – bez wad i grzechów. Jest w tym jakiś Boży instynkt, zostaliśmy przecież stworzeni na obraz Boży, więc tak jak On chcemy być święci. Również w dziedzinie działania grzech pierworodny poczynił spustoszenie. Marzenia i plany na przyszłość koncentrujemy na zaspokajaniu własnych pożądań. Nieraz upajamy się wizjami, w których odnosimy sukcesy, zdumiewamy innych, zdobywamy uznanie. Plany na przyszłość, mające zaspokoić nasze ego nigdy jednak nie odnoszą takich skutków, jakich byśmy chcieli, gdyż apetyt powodowanej pychą duszy, rośnie w miarę jedzenia. Z nieudanych planów rodzi się rozpacz, którą uleczyć próbujemy kolejnymi, jeszcze wspanialszymi marzeniami. Oczywistym jest, że chrześcijanin świadomy takiej właśnie kondycji swej duszy podejmie jakiś wysiłek ku doskonałości. I tu dochodzimy do wspomnianego wyżej paradoksu: takie podejście również pochodzi z pychy. Bo nie możemy znieść faktu, że taki dobry chrześcijanin popełnia grzech, więc jak śmierdzącą szmatę, próbujemy jak najszybciej wyrzucić naszą niedoskonałość do kosza i posprzątać po niej wszelkie ślady. To jednak przekracza ludzkie możliwości, zawsze nasz olbrzymi wysiłek włożony w zmienienie upadłej natury kończy się niepowodzeniem i rozczarowaniem. A im owe starania większe, tym większe również rozczarowanie. Dla potwierdzenia powyższych słów można by przytoczyć scenę z Ewangelii, gdzie Jezus powyrzucał ze świątyni kupców (por. J 2, 13-25). Jeśliby to uwspółcześnić, to Chrystus zamiast przeganiać owce i wywracać stoły bankierów, wyrywałby ludziom z rąk różańce. Nie dlatego, że modlitwa różańcowa jest czymś złym – tak samo jak złe nie było składanie...

Read More
Stres – nasz przyjaciel czy wróg?
Wrz16

Stres – nasz przyjaciel czy wróg?

Elementem zdrowego trybu życia jest stres. Nie chodzi jednak, by go unikać, gdyż nie zawsze jest to możliwe. Stres może być nam przyjacielem. PO CO SIĘ STRESOWAĆ? Stres, tak jak seks, nie jest chorobą. Przewlekły i zbyt intensywny szkodzi psychice i ciału, jednak wpisuje się tu jedynie w zasadę „co za dużo, to niezdrowo”. Stanowi naturalny element zachowania się organizmu postawionego w sytuacji, gdy środki zwyczajne nie wystarczają, by przeżyć lub osiągnąć inny cel. Wtedy nasz organizm zaczyna się przygotowywać, by zmobilizować jak największe siły i skupić pracę mózgu – efektem tego jest napięcie (ang. stress, od łacińskiego stringere – naciskać) nie tylko mięśni. Zauważmy, jak zachowuje się człowiek zestresowany – szybciej bije mu serce, krew napływa do kończyn, oddech staje się szybszy. Daleko mu od stoickiego ideału spokoju. Problem w tym, że w przyrodzie stoicki spokój nie zawsze zdaje egzamin – postawa „nie ma się co denerwować” zabiła już zapewne niejedną gazelę. Stres ma bardzo złą prasę, traktuje się go jak chorobę, gdyż upraszcza się jego mechanikę, pomijając pozytywne skutki pojawiające się zwłaszcza w pierwszych fazach. Choć sprzedaje się to dobrze w reklamach leków uspokajających, to jednak jest dalekie od prawdy. Ignorancja na temat etapów stresu powoduje, że każdy jego przejaw traktowany jest jako działanie wybitego z równowagi organizmu. A nie jest to prawda. POZNAJ STRES Stres jest efektem dość skomplikowanego działania hormonów na układ nerwowy. Jest efektem pracy czynnika stresującego, zwanego też stresorem – wypadku drogowego, strachu, hałasu, zbliżającego się kolokwium czy też rozmowy kwalifikacyjnej. Pierwsza faza stresu to właśnie faza alarmowa: organizm krzyczy, że coś tu nie gra, że coś mu zagraża i trzeba coś z tym zrobić. Oznacza to przygotowanie do ucieczki lub walki. Najpierw jednak mamy szok. Objawiający się spadkiem koncentracji, lękiem, a niekiedy paniką – stąd blednięcie i spadek ciśnienia. Zaraz potem organizm próbuje zmobilizować się do działania – ciśnienie rośnie, krew zaczyna znowu płynąć. Ma to swoje objawy zabawne tylko dla osób trzecich – na przykład parcie na pęcherz. Następnie organizm stara uporać się ze stresorem, gdyż dzięki fazie mobilizacji osiąga okolice optimum swojego działania. Od tego, czy mu się to uda, zależy dalszy ciąg całego procesu. Żołądek produkuje kwasy, by pokarm jak najszybciej został strawiony, serce szybciej pompuje krew, która dostarcza tym samym więcej tlenu i substancji odżywczych. Nie może to jednak trwać zbyt długo. Po napięciu musi nastąpić rozluźnienie trwające na tyle długo, by organizm mógł odpocząć i wrócić do normy. Jeśli stresor zostanie usunięty – nasze ciało dość szybko ochłonie. Zbyt liczne stresory lub brak uporania się z problemem mogą powodować, że żołądek wciąż będzie produkował kwasy, co doprowadzi wkrótce do choroby wrzodowej, a zmęczone serce w końcu odmówi...

Read More
Mów głośniej, bo nie słyszę!
Wrz16

Mów głośniej, bo nie słyszę!

Słuch to jeden z 5 zmysłów, który odgrywa bardzo ważną rolę w życiu człowieka. Dbanie o niego już od najmłodszych lat, może zaowocować zachowaniem jego sprawności aż do później starości. Istnieje wiele czynników, które mogą niekorzystnie wpłynąć na percepcję słuchu. Jednym z nich jest hałas, czyli wszelki niepożądany, nieprzyjemny i szkodliwy dla zdrowia dźwięk, który uniemożliwia lub utrudnia pracę albo odpoczynek. Zjawisko to może mieć różne pochodzenie, ale najczęściej mówi się o hałasie przemysłowym, domowym, związanym z miejscem pracy, komunikacyjnym i komunalnym. Gdy nadchodzi sesja, studentów rozprasza dosłownie wszystko. Słyszalny jest każdy szmer: kapanie wody czy samochód przejeżdżający po drugiej stronie osiedla. Ale gdy pojawia się nieumiejętność skupienia uwagi, nerwowość, zmęczenie, ból głowy, który nie wynika z nadmiaru nauki, być może przyczyną jest zbyt głośno grająca muzyka lub hałas, który dostaje się do uszu. Konieczne jest zaznaczenie, że każdy człowiek ma swoją tolerancję na głośność dźwięków. Powyżej pewnego progu, napływające dźwięki stają się niekomfortowe i dokuczliwe. Hałas ze względu na natężenie: – poniżej 35 dB – przeszkadza w pracy wymagającej skupienia, powoduje nerwowość; – 35-70 dB – powoduje zmęczenie układu nerwowego człowieka, utrudnia zrozumienie mowy, wypoczynek i sen; – 70-85 dB – wpływa na zmniejszenie wydajności pracy, może powodować uszkodzenie słuchu, szkodliwy dla zdrowia człowieka; – 85-130 dB – uniemożliwia zrozumienie mowy nawet z 50 cm, powoduje liczne schorzenia organizmu ludzkiego; – powyżej 130 dB – pobudza do drgań narządy wewnętrzne człowieka, powodując liczne schorzenia, trwale uszkadza słuch. JAK OCHRONIĆ SIĘ PRZED HAŁASEM? Podstawową rzeczą jest odpowiednie wyciszenie mieszkania, domu, w szeczgólności jeśli mieszka się przy ruchliwych ulicach czy głośnych miejscach typu Dworzec Kolejowy. Hałas często dociera do pomieszczeń przez drzwi i okna. Rozwiązaniem jest wstawienie np.podwójnych szyb w oknach, uszczelnienie drzwi, zapełnienie szczelin w ścianach i podłodze. Zaczynając już od pierwszych dni życia, małe dziecko bardzo żywo reaguje na dźwięki. Z prostej przyczyny – słyszy je wielokrotnie. Spowodowane jest to możliwością odbioru fal dźwiękowych, które odbijają się od przedmiotów. Aby proces kształtowania się słuchu u niemowlęcia przebiegał prawidłowo, należy zapewnić mu odpowiednie warunki. Rozwój słuchu zależy od stylu życia rodziny. Ciągle włączony telewizor, otwarte okno wychodzące na ruchliwa ulicę czy szumiący komputer, może spowodować ubytek słuchu. Ważny jest też odpowiedni dobór zabawek. Najlepsze są te, w których melodyjka nie gra zbyt głośno. Współczesność niesie za sobą wiele nowinek technicznych, które pomagają słuchać muzyki wszędzie tam, gdzie człowiek ma na to ochotę. Witryny sklepowe wypełnione są kolorowymi słuchawkami, które przyciągają wzrok nawet najmłodszych. Niewielu orientuje się, że słuchawki wprowadzają dźwięk bezpośrednio do ucha. Nie rozprasza się on, a więc nie słabnie. Gdy stojąc w autobusie, jest się w stanie rozpoznać utwór muzyczny słuchany przez osobę obok, to znak, że...

Read More
Ucz się, ucz… Ale jak?
Wrz16

Ucz się, ucz… Ale jak?

Sen z powiek wielu studentów (i nie tylko) spędza problem skutecznego uczenia się. Każdy bowiem chciałby poświęcać na naukę optymalną ilość czasu, która pozwoli na opanowanie materiału w satysfakcjonującym stopniu i odtworzenie wiedzy zarówno podczas egzaminu, jak i w późniejszej praktyce zawodowej. Większość ludzi niewątpliwie ma świadomość konieczności dbania o własne zdrowie czy to przez prowadzenie tzw. zdrowego trybu życia, właściwej diety, czy podejmowania codziennej aktywności fizycznej. Niestety, niewielu już zwraca uwagę na niezwiązane z aspektami fizycznymi potrzeby organizmu. Podkreślić trzeba, że mózg, podobnie jak inne narządy i organy w całym ciele, funkcjonuje znacznie sprawniej w ściśle ustalonych warunkach. Naszym zadaniem jest takie rozplanowanie działań, żeby w sposób jak najbardziej optymalny stymulować mózg do podejmowania współpracy. POZNAWCZE DZIAŁANIE MÓZGU Mózg ludzki spełnia wiele funkcji. Jedną z istotniejszych jest zdolność do zapamiętywania. Należy przez to rozumieć możliwość gromadzenia informacji, przetwarzania ich oraz późniejszego odtwarzania i wykorzystywania. Nie można jednakże tracić z pola widzenia, że mózg nie jest organem doskonałym, działającym na takiej zasadzie jak chociażby dyktafon czy taśma rejestrująca. Na każdym bowiem etapie przyswajania informacji może być on poddany działaniu wielu czynników rozpraszających percepcję, zwanych dystraktorami. Proces  uczenia się – zapamiętywania przez specjalistów dzielony jest na trzy zasadnicze etapy. Zaliczyć do nich możemy: fazę kodowania, magazynowania oraz przypominania wiadomości. Najpierw dochodzi do zarejestrowania informacji, które jest dokonywane poprzez swoiste przyłączanie do już zdobytych i zarejestrowanych danych. Chodzi tu przede wszystkim o rozbudowywanie struktur zdeponowanych w mózgu informacji, przez powiększanie swoistych kodów. Tak pozyskane dane są przechowywane i w odpowiednim czasie, w razie potrzeby, odszukiwane. INTERFERENCJA Zdobywana wiedza nakłada się na tę, którą już posiadamy. Mamy zatem do czynienia ze zjawiskiem interferencji, która może przybrać dwie postacie. W grę wchodzi interferencja retroaktywna, która powoduje zapominanie wcześniej przyswojonych informacji i zastępowanie ich nowo nabytymi, a także nakładanie proaktywne, charakteryzujące się utrudnionym sposobem nabywania nowej wiedzy z uwagi na posiadane już wcześniej, ugruntowane wiadomości. Oba przedstawione sposoby nakładania się informacji wypada uznać za niekorzystne, gdyż powodują one utratę wcześniej nabytych wiadomości bądź w znaczny sposób utrudniają przyswajanie wiedzy. Dlatego tak ważne jest uczenie się naprzemiennie kilku przedmiotów, najlepiej niepowiązanych ze sobą tematycznie. Zalecane jest w szczególności przeplatanie materii przedmiotów humanistycznych i ścisłych. Umożliwia to zredukowanie nakładania się podobnych informacji i ogranicza zjawisko interferencji oraz wytracania informacji. EFEKT PIERWSZEŃSTWA I ŚWIEŻOŚCI Z całą pewnością każdy zauważył, że łatwiej zapamiętać informacje, które podawane są na początku albo na końcu jakiejś prezentacji czy rozdziału podręcznika. Przyczyną takiego łatwiejszego zapamiętywania informacji krańcowych są dwa zjawiska, nazwane w psychologii odpowiednio efektami: pierwszeństwa i świeżości. W celu ich wzmocnienia zaleca się, żeby dzielić materiał przyswajany na mniejsze partie, które możemy odrębnie tytułować. Często taką naukę porcjami określa się mianem...

Read More

Luksus pierwszego świata

Zdrowy tryb życia kojarzy się przede wszystkim ze zbilansowaną dietą oraz aktywnością fizyczną. Tymczasem zdrowie umysłu wymaga nie mniejszej troski, choć często zdarza się nam o tym zapominać. Kilka słów o higienie psychicznej oraz szczęśliwszym życiu. Kiedy boli głowa, zażywa się tabletkę, robi okłady albo idzie na spacer i po kłopocie. Bolący ząb lub brzuch potrafią dokuczyć, jednak nie na długo. Ale kiedy boli dusza albo czujemy, że codzienność zaczyna nas przerastać, nie wystarczy zażyć środka przeciwbólowego. Często takie dolegliwości bywają lekceważone, bo święte prawo wydajności nie pozwala „smęcić” i „tracić czasu na głupoty”. Na nic zdrowe, wysportowane ciało, kiedy nie potrafimy się nim cieszyć i dbamy o nie tylko dlatego, że ktoś kiedyś powiedział, że tak trzeba oraz ze strachu przed starzeniem się. Ciągle rosnące tempo życia, atakujące zewsząd bodźce, bombardowanie informacjami oraz nadmiar możliwości sprawiają, że nasze umysły stają się przeciążone i nie dają rady sprostać wszystkim naszym wymaganiom. W takiej sytuacji pojawia się ryzyko depresji, zaburzeń nerwicowych, a przede wszystkim słynnego zespołu wypalenia, diagnozowanego coraz częściej i u coraz młodszych osób. Tymczasem profilaktyka nie jest wcale trudna, a przyswojenie sobie paru cennych rad i systematyczne wcielanie w ich życie mogą niebotycznie poprawić nasze samopoczucie oraz zwiększyć naszą efektywność na wielu płaszczyznach. W PUŁAPCE CZASU Czas jest kategorią w pełni niezależną od człowieka. Od dzieciństwa uczymy się odczytywania godzin z zegarka, punktualności oraz dobrego zarządzania czasem. I nic w tym złego. Problem pojawia się wtedy, gdy człowiek staje się niewolnikiem czasu. Zaczyna wszystko skrzętnie planować, żyć od minuty do minuty, biegać, pędzić, aż w końcu zupełnie traci kontrolę. Ilość spraw, które chce załatwić jest przytłaczająca i nigdy nie ma wystarczająco dużo czasu. Jeszcze to i tamto i tak do upadłego. Wydaje się, że inaczej się nie da, bo z niczego nie można zrezygnować. Krąg się zacieśnia i w końcu przychodzi moment, kiedy już się pada bez sił. Tymczasem trzeba uwolnić się z pułapki myślenia, że cokolwiek muszę. Owszem, każdy ma swoje obowiązki i nie chodzi o ich porzucenie, lecz o wyeliminowanie pośpiechu, w którym paradoksalnie traci się najwięcej czasu oraz o codziennych aktywności. Zakupy można robić większe, za to rzadziej. Regularne sprzątanie przez kilka minut oszczędza długich godzin spędzonych na „odgruzowywaniu” mieszkania. Nie trzeba też obejrzeć wszystkich zdjęć, jakie znajomi wrzucili do sieci. Warto pomyśleć także o dobroczynnej bezczynności, czyli czasie przeznaczanym na spotkanie z samym sobą i na odpoczynek od wyreżyserowanej codzienności. Wyjście z kołowrotka czasu sprawi, że arytmetycznie mając go dokładnie tyle samo, poczujemy się, jakby było go dużo więcej i da nam poczucie, że nie jesteśmy niewolnikami, co dla higieny psychicznej ma olbrzymie znaczenie. DOBRA SAMOTNOŚĆ Samotność trzeba umieć odróżniać od osamotnienia. Samotność to...

Read More