„Misjonarz na post” – modlitewna akcja wielkopostna
Lut13

„Misjonarz na post” – modlitewna akcja wielkopostna

Projekt „Misjonarz na post” jest to akcja zorganizowana na czas Wielkiego Postu przez portal misyjne.pl. Projekt ma na celu wsparcie misjonarzy, którzy poświęcają swoje życie, na pomaganie najbardziej potrzebującym, poza granicami kraju. W ubiegłym roku w akcji wzięło udział ponad 12 tys. osób. Organizatorzy „Misjonarz na post” już po raz piąty zapraszają do wzięcia udziału w akcji i zaangażowania się w modlitwę. Czas Wielkiego Postu to niezwykle ważny okres dla nas wszystkich. To czas przygotowania się do Wielkanocy i Zmartwychwstania Pańskiego. Większość z nas w tym okresie robi pewne wyrzeczenia, niektórzy poświęcają czas na modlitwę, a inni mają postanowienia. „Misjonarz na post” to idealny sposób na przeżycie Wielkiego Postu. Robiąc coś dla siebie, również dajemy coś drugiej osobie, która bardzo tego potrzebuję. Co należy zrobić by wziąć udział? Wystarczy odwiedzić stronę: www.misjonarznapost.pl, podać swoje imię, nazwisko i adres mail. Na ekranie ukażą nam się dane naszego misjonarza, otrzymamy także maila z potwierdzeniem. Udział może wziąć każdy, bez względu na wiek i płeć. Akcja nie wymaga żadnych inwestycji ani wysiłku fizycznego. Co dalej? Naszego misjonarza możemy wspierać na dowolny przez nas sposób. Poprzez modlitwę, ofiarowanie cierpienia, dobrowolną formę postu czy dobre postanowienie. Wystarczy poświęcić chwilę w ciągu dnia, by pomyśleć o sobie, którą nam wybrano, pomodlić się za nią i wesprzeć duchowo. To wspaniała akcja, w którą warto się zaangażować. Misjonarze bardzo są wdzięczni, za każdą modlitwę oraz wsparcie, to niezwykła pomoc w ich codziennej pracy. Na całym świecie pracuje aż 2050 polskich misjonarzy, to znacznie więcej niż w ubiegłym roku, dlatego twórcy apelują, o jak największe zaangażowanie w sprawę. Pokażmy, że pamiętamy o nich i tak jak oni, chcemy nieść dobro i pomoc. To tak wiele, a nic nie...

Read More
Kard. Marx: „Nie można zabraniać błogosławienia związków homoseksualnych”
Lut07

Kard. Marx: „Nie można zabraniać błogosławienia związków homoseksualnych”

W rocznicę objęcia arcybiskupstwa w Monachium w odpowiedzi na pytanie dziennikarzy bawarskiego radia kard. Reinhard Marx stwierdził, że księża powinni błogosławić pary związki homoseksualne. Pytanie dotyczyło „suplementów witaminowych”, jakie podsuwają niektórzy katolicy na ożywienie Kościoła. Według tłumaczenia wywiadu zamieszczonego przez Catholic News Agency, Karin Wendlinger wymieniła tu także diakonat kobiet, czy zniesienie celibatu, zaznaczając, że Kościół nie wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom. Co powiedział? Kard. Marx powiedział, że nie wierzy, że to najważniejsza potrzeba Kościoła, jednak „musimy brać pod uwagę sytuację pojedynczej osoby, jego historię życia, jego biografie, trudności, jakie przechodzi,, nadzieje, które się pojawiają, związki, w których on – lub ona żyje. Musimy wziąć to bardziej na poważnie i mocniej towarzyszyć im w w ich okolicznościach życia. To jest prawda także w stosunku do spraw, które wspomniałeś, to odnosi się też do homoseksualistów. Musimy być po pastersku blisko tych, którzy są w potrzebie pastoralnej troski i także chcą jej. I ona musi zachęcać księży i pracowników duszpasterskich, by dawać ludziom w konkretnych sytuacjach poparcie. Zupełnie odrębną kwestią jest jak to ma się odbywać publicznie i liturgicznie. To są sprawy, na które musisz uważać i rozważać je w dobry sposób. KW: „Więc naprawdę możesz wyobrazić sobie sposób na błogosławienie związków homoseksualnych w Kościele”? KRM: „Tak, ale nie ma ogólnych rozwiązań. To nie byłoby dobre, tak sądzę. To kwestia pasterskiej troski o indywidualne przypadki, i ma zastosowanie tak samo na innych obszarach, których nie możemy regulować, gdzie nie ma zestawów zasad. To nie znaczy, że to się nie dzieje. Ale naprawdę muszę zostawić to duszpasterzowi na miejscu i danej osobie pod opieka duszpasterską. Tu możesz debatować nad sprawą, tak obecnie się nad nimi debatuje i stwierdzić: jak pracownik duszpasterstwa ma sobie z tym poradzić? Jednak naprawdę zdecydowanie zostawiłbym to szczególnemu, indywidualnemu przypadkowi, jaki się trafia a nie wymagał znów jakiegokolwiek zestawowi zasad – to są sprawy, które nie mogą być regulowane”. Nietypowy kardynał Kard. Marx jest specyficznym duchownym. Swoje nazwisko wykorzystał, by polemizować z marksizmem w książce „Kapitał. Mowa w obronie człowieka”, w której przestrzegał, że drapieżny kapitalizm może doprowadzić do odnowienia komunizmu. Jest stanowczym przeciwnikiem aborcji. W innych sprawach, jak pokazuje powyższa wypowiedź, jest praktycystą. Akceptacja związków homoseksualnych przez Kościół, mająca się wyrażać w ich błogosławieniu, a więc uznaniu za dobre jest sprzeczne z nauczaniem Katechizmu, przede wszystkim z wizja płciowości człowieka, czy małżeństwa. Ponadto, jak zauważa wielu komentatorów, mocno idzie w stronę subiektywizacji pojęcia grzechu: czy związek homoseksualny jest dobry, czy nie decyduje zespół „okoliczności łagodzących”: osobowość danej osoby, czy trudne przeżycia. Co więcej, te okoliczności zostają posunięte znacznie dalej: do czynników nobilitujących i umożliwiających błogosławienie. Wychodząc od złej praktyki zostawiania homoseksualistów samym sobie, kard. Marx dochodzi do uznania...

Read More
Rotacje w Gościu Niedzielnym, czyli sztuka domysłów
Sty25

Rotacje w Gościu Niedzielnym, czyli sztuka domysłów

Informacja o zmianie na stanowisku redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego” wyciekła najpierw do mediów we wtorek, 25 stycznia, wisiała jako niepotwierdzona, generując teorie w prasie katolickiej, liberalnej, zwykłej i brukowej,  aż wreszcie w środę, 26 stycznia stał się faktem, choć więcej w sprawie spraw do sprostowania niż ogłoszenia. Kto jest kim? Fakty są takie: wieloletni redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, ks. Marek Gancarczyk został zwolniony z obowiązku pełnienia tej funkcji przez metropolitę katowickiego, abp. Wiktora Skworca. W ciągu piętnastu lat na tym stanowisku ks. Gancarczyk uczynił z GN liczący się na rynku tygodnik opinii, którego sprzedaż rosła nie tylko dlatego, że kolportowany był w kościołach.  Wcześniej podobna sztuka udała mu się z „Małym Gościem Niedzielnym”, który był na skraju bankructwa. Nowym naczelnym tygodnika został ks. dr. Adam Pawlaszczyk, prawnik, były kanclerz Kurii Metropolitalnej, zaangażowany w Katowicki Sąd Metropolitalny, uczestnik II Synodu Archidiecezji Katowickiej, według notatki na stronie „Gościa” „współpracował z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego i Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Katowicach w ramach formacji duchownych i świeckich w zakresie kościelnego prawa małżeńskiego oraz teorii prawa kościelnego. Szczególnie zainteresowany literaturą i muzyką, autor poezji, tekstów pieśni religijnych, artykułów i felietonów, współpracował z TVP, Radiem Katowice, Radiem eM i «Gościem Niedzielnym»”.   Ks. Pawlaszczyk broni reform papieża Franciszka w procesach o stwierdzenie nieważności małżeństwa, wskazując że nie służą one ułatwieniu takiego „rozwodu kościelnego”, ale przyspieszeniu procesu przez zmniejszenie wymogów formalnych przy tych samych wymogach prawnych. Innymi słowy: proces może być krótki, ale może oznaczać szybsze potwierdzenie ważności małżeństwa. Jest to jedna z przyczyn, dla których nowy redaktor naczelny uważany jest za liberała. Nie wiemy, kiedy obaj redaktorzy naczelni, były już i obecny, dowiedzieli się o zmianach i w jakich nastrojach się one odbywały. Możliwe, że właśnie niezadowolenie redakcji ze zmiany przełożonego skutkowało wyciekiem informacji przed czasem, teraz jednak trudno, by pracownicy publicznie prali brudy. Wiemy jednak, ile fermentu wokół tej zmiany się wytworzyło. Zarzuty i insynuacje Swoistym spiritus movens całego zamieszania był Tomasz Terlikowski, naczelny Frondy, który tak w opublikowanym na stronie Małego Dziennika a okraszonym wielką pieczątką „ALERT” zapowiedział zmianę w redakcji GN: „Stało się to w sytuacji, gdy „GN” jest jedynym pismem, które wciąż rośnie w rankingach zdobywając wciąż nowych czytelników. Nie ma więc realnych powodów, by go zmienić. Jedynym może być chęć zarżnięcia pisma albo… radykalnej zmiany jego linii. Nie od dziś wiadomo, że arcybiskup Wiktor Skworc nie przepada za PiS-em, a choć „GN” nie był apologetyczny wobec władzy, to tak go właśnie w kurialnych kręgach czytano. Nie jest też tajemnicą, że z Watykanu płynął jasne sygnały, by zmienić projanopawłową linię w nauczaniu o małżeństwie, a „Gość Niedzielny” zawsze bronił w tej sprawie ortodoksji. Czy to właśnie te powody...

Read More
Umiłowani w Chrystusie
Mar04

Umiłowani w Chrystusie

Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali. (J 15, 9-17) Jezus nakazuje nam byśmy się wzajemnie miłowali tak, jak on nas umiłował. Chodzi tu o to, abyśmy potrafili się kochać, żywić do siebie dobroć i sobie pomagać. Syn Boży przekazuje nam swoją miłość i oczekuję, że tak jak on będziemy się nią dzielić z innymi. Oddał życie za nasze grzechy i tym samym nazwał nas swoimi przyjaciółmi. My również powinniśmy stawiać się za drugim człowiekiem, otaczać go taką samą troską. Nie my jego wybraliśmy, ale to on wybrał nas abyśmy głosili słowo boże i przekazywali miłość pańską. Jeśli będziemy podążać za nim, wytrwamy w jego miłości,  jeśli zachowamy jego przykazania, otrzymamy życie wieczne. Jezus chce żebyśmy radowali się jego bliskością i dzielili nią z innymi. Zostaliśmy przez niego wybrani by owoc przynosić, to owoc dobra, umiłowania i miłosierdzia. Przetrwa on wówczas, gdy spełnimy przykazania...

Read More
Przemiana zamiast smutku
Mar03

Przemiana zamiast smutku

"Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Ty tego nie uznałeś?" Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie i uciskacie wszystkich swoich robotników. Otóż pościcie wśród waśni i sporów, i wśród niegodziwego walenia pięścią. Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości. Czyż to jest post, jaki Ja uznaję, dzień, w którym się człowiek umartwia? Czy zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem za posłanie – czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu? Czyż nie jest raczej postem, który Ja wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: „Oto jestem!”» (Iz 58, 1-9a) Zdaje się, że Kościół dyktuje nam stan emocjonalny w jakim mamy egzystować. I nie piszę tego z wyrzutem, czy w jakiejś negatywnej konotacji. Po prostu: okresy w roku liturgicznym są tak poukładane, że wiemy kiedy mamy się radować, kiedy smucić; kiedy oczekiwać w radości, a kiedy umartwiać wyrzeczeniami. Wielki Post z reguły kojarzony jest ze smutkiem. Fakt – wspominamy w tym czasie Mękę Pańską i wszystko co wycierpiał Jezus za nasze grzechy. Raczej nie jest to powód do wesołkowania. Warto jednak spojrzeć na Wielki Post nieco inaczej. Problem często leży w samym fundamencie przeżywania tego czasu. Posmucimy się przez te 40 dni, jakieś wyrzeczenia sobie ustalimy, zrezygnujemy ze słodyczy na ten czas czy z kawy albo z alkoholu. A potem powrót do radości, do codziennych przyzwyczajeń. Uff, post się skończył, mogę zeżreć czekoladę albo wypić piwo. Nareszcie! Trzeba więc nam na to spojrzeć nieco inaczej. Przede wszystkim skupić się na tym, że Post to nie tylko czas smutku i ciągłego umartwiania się, ale przede wszystkim przemiany – diametralnej, trwałej, bezwzględnej. Rezygnacja z czegoś na wielkopostny czas powinna być pierwszym krokiem do zmian w życiu, w postępowaniu, powinna stanowić odwrócenie się od tego, co złe i grzeszne. I w końcu trzeba nam pamiętać, że Wielki Post składa się z trzech elementów: postu, modlitwy i jałmużny. Bez nich, odpowiednio dozowanych, cały ten okres nie ma tak naprawdę sensu. W ramach postu decydujemy się na jakieś wyrzeczenia, a w ramach modlitwy uczestniczymy w nabożeństwach wielkopostnych. W ramach jałmużny okazujemy miłosierdzie innym i wypełniamy dobre uczynki. Całość ma stać się początkiem naszego nawrócenia, aby po kolejnym Wielkim Poście w naszym życiu odczuć realne zmiany na...

Read More
Duńska Partia Ludowa: Muzułmanie mają świętować narodziny Chrystusa
Lut20

Duńska Partia Ludowa: Muzułmanie mają świętować narodziny Chrystusa

Chodzenie do kościoła, może sprawić, że ci ludzie znajdą się na właściwej ścieżce – tak tłumaczy pomysł Martin Henriksen, ekspert Dansk Folkeparti do spraw imigracji. Pomysł zakłada, że imigranci powinni obchodzić tradycyjne święta, takie jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, by zintegrować się z duńskim społeczeństwem i jego kulturą. – Aby ją zrozumieć, trzeba zrozumieć chrześcijaństwo i jego znaczenie dla Duńczyków. Imigrant musi uczestniczyć w tej części naszego życia, by doświadczyć tego, co łączy Duńczyków – wyjaśniał Henriksen, wywołując ostre reakcje centrum i lewicy. DWIE WIZJE Plany Henriksena i antyimigranckiej partii opierają się na założeniu, że imigranci, zmuszeni w ten czy inny sposób do uczestnictwa we mszy, nasiąkną kulturą duńską, lepiej ją zrozumieją i w ten sposób staną się bardziej „duńscy”. Muzułmanie powinni odwiedzać chrześcijańskie świątynie w ramach celebracji najważniejszych uroczystości. Ma to pozwolić uniknąć powstania subkultury zupełnie sprzecznej z wartościami, jakie wyznają Duńczycy. Na reakcje polityków proimigranckich i po prostu sceptycznych nie trzeba było długo czekać. Główny problem dostrzegają oni w łączeniu „duńskości” z religią. Taki zarzut postawili Laura Lindahl z Sojuszu Liberalnego i socjaldemokrata Dan Jorgensen, który dodał, że elementem „duńskości” jest raczej niemieszanie się w poglądy innych. Dania, choć posiadająca własny protestancki Kościół narodowy od XVI w., obecnie należy do najbardziej zsekularyzowanych społeczeństw Zachodu, jednak w parlamencie stałe miejsce od lat 90. ma Duńska Partia Ludowa, postulująca zaostrzenie przepisów imigracyjnych, polepszenie warunków życiowych starszych i niepełnosprawnych oraz zaostrzenie kar za przestępstwa seksualne i przemoc wobec zwierząt. NALEWAĆ Z PUSTEGO Rozwiązanie proponowane przez Henriksen balansuje na granicy absurdu i herezji. Rację ma duńska lewica, że w obecnej sytuacji trwałe wiązanie duńskich wartości z chrześcijaństwem mija się z celem. Przy procencie uczęszczających na niedzielne nabożeństwa na poziomie 5%, w społeczeństwie, gdzie tylko 18% badanych w 2010 r. uznało Jezusa za Zbawiciela, a 25% za Syna Bożego, naprawdę trudno zrozumieć aspiracje DF do utożsamiania Kościoła z Danią. Oznaczałoby to uznanie, że trzy piąte obywateli są oderwane od narodowej tożsamości. Jakby nie dość było problemów z czysto świeckim rozumieniem Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy jako czasów prezentów i rodzinnych spotkań, teraz może to jeszcze być czas podbijania indeksów i testu z wiedzy o narodowych świętych. Jeśli pomysł zostanie wprowadzony w życie, oprócz ateistów uczęszczających na śluby i pogrzeby frekwencję będą sztucznie zawyżać imigranci nie chcący utracić profitów.  Ponadto pachnie to zupełną kompromitacją chrześcijaństwa, które tyle mówiąc o wolnej woli, potrzebuje ustawy, by zagonić ludzi do kościoła, zamiast ich tam skutecznie zaprosić i dowieść wyższości nauki Jezusa nad Koranem. Zamiast zastanowić się, dlaczego Kościół Danii ledwo zipie, konserwatyści chcą zrzucić mu na głowę nowy ciężar i nowe wyzwanie. Jak wspólnota, do której wypada należeć, ale niekoniecznie już trzeba wierzyć w jej przesłanie ma...

Read More
O Zenku Martyniuku i zacofanych Polaczkach
Sty03

O Zenku Martyniuku i zacofanych Polaczkach

Podobno Sylwester z Dwójką miał dwa razy większą oglądalność niż Sylwester z TVN. Ból nie do opisania przeżywają z tego powodu wszelkiej maści nowocześni, oświeceni i wykształceni dziennikarze z wielkich ośrodków. Publicyści sympatyzujący z okołoopozycyjną sferą polityczną doszukują się miliona powodów, dla których oglądalność prezentuje się tak, a nie inaczej. Wina oczywiście jest po stronie Polaczków-Cebulaczków, którzy wolą dysko-polo, a nie jakieś bardziej wysublimowane muzyczne klimaty. Winę próbuje się zwalić na PiS, Kurskiego i cały świat. Winy natomiast nie widzi się u siebie samych. Krzysztof Majak dla naTemat.pl spłodził nawet na ten temat tekst pt.: „Polska Chylińskiej kontra Polska Zenka Martyniuka. Ta pierwsza już w zasadzie nie istnieje”, w którym przedstawia swoje odkrywcze tezy. Zastanawia się on w swoim felietonie, dlaczego TVP2 znokautowała TVN, skoro wystawiła (zdaniem Majaka) swoje największe gwiazdy, gdy telewizja polska zdecydowała się na jakieś badziewie pokroju Zenka Martyniuka. Oczytany i wykształcony dziennikarz dochodzi do wniosku, że to przez Polaków spod znaku 500+ – tych niewykształconych, zacofanych, ciemnych, zamieszkujących wiejskie tereny, którzy są tak niewymagający, że sprzedadzą się za „Twe oczy zielone”. Tych Polaków, którzy zadowolą się byle czym, bo już dawno przestali wymagać czegoś więcej. Problem polega na tym, że ów tekst świetnie dostarcza zupełnie innych powodów, dla których ludzie wybrali Martyniuka, a nie Chylińską. Owym powodem jest wybujałe ego autora (jak i całej tej medialnej, uważającej się za lepszą intelektualnej masy pokroju portalu naTemat.pl i TVN-u) oraz poczucie, że inni są gorsi. Ci, których uważa się za głupszych, wcale tacy głupi nie są i doskonale mają świadomość tego, kiedy pluje się im w twarz. A narcyzm Majaka i poczucie wyższości to jeden z wielu powodów, dla których ludzie mają tego po prostu dosyć. Wołając nieustannie o podziałach, jakie aktualna władza powoduje między ludźmi, niektórzy nie zauważają, że sami te podziały tworzą. Ileż to powstało po ostatnich wyborach tekstów o tym, że PiS wygrał, bo głosowali na niego sami głupi, niewykształceni i w ogóle największa ciemnota! W końcu jak zauważa Majak: „Żyjemy w Polsce PiS-u, 500+ i Zenka Martyniuka. Efekt? Większość jest zadowolona, bo ludzie dostają to, czego chcą i co lubią”. Co można z tego wyczytać? Żyjemy w Polsce, gdzie większość ludzi to durnie, nie mający o niczym pojęcia. Samozwańczym „elitom” wydaje się, że mogą innych poniżać. Problem w tym, że takie elity długo się nie utrzymają i w końcu sięgną dna. Zaczyna być coraz bardziej widoczne, że tam się zbliżają, skoro Wyborcza traci czytelników, a TVN ma coraz niższą oglądalność. To nie wynika z tego, że ludzie są głupi. To wynika z tego, że ludzie nie chcą być traktowani jak nic niewarte śmieci. Póki niektóre środowiska nie nauczą się szacunku do drugiego człowieka,...

Read More

Polska oburzonych

Nie da się ukryć, że wielkimi krokami zbliżają się jedne z piękniejszych dni w roku. Święta Bożego Narodzenia są czasem przebaczenia, przepełnionym miłością i chęcią zwrócenia się do drugiego człowieka. Niestety, do przedświątecznej, sympatycznej aury nijak się ma atmosfera obserwowana na polskiej scenie politycznej. Ostatnie zachowania polityków, prawników, dziennikarzy, ale i rzeszy Polaków związane z opowiedzeniem się po jednej bądź drugiej stronie sporu o kształt i funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego, nie napawają optymizmem. Konflikt obserwowany od kilku tygodni wciąż zaognia się. Z przykrością trzeba zauważyć, że żadna z sił politycznych nie stara się doprowadzić do rozwiązania zaistniałej sytuacji. Taka swoista stagnacja staje się okazją do zbicia politycznego kapitału. Szkoda tylko, że dobro Narodu schodzi na dalszy plan. Opozycja – zwłaszcza głosami swoich przywódców – przekonuje, że działania Prawa i Sprawiedliwości należy traktować jako początek zamachu stanu. Ich zdaniem rządzący dążą do osiągnięcia władzy absolutnej i kontroli nad TK, która pozwoli na uniemożliwienie jego funkcjonowania lub kontrolowanie poczynań składów sędziowskich. PiS z kolei tłumaczy przedsiębrane środki koniecznością uporządkowania wszystkich spraw, które da szansę na późniejszą realizację obietnic wyborczych. Spór wokół Trybunału można byłoby podzielić na co najmniej kilka odsłon i rozpatrywać z różnych punktów odniesienia. Oczywistym faktem jest, że każdy trzeźwo myślący i mający aspiracje polityczne człowiek stara się wykorzystać sytuację do swoich potrzeb. Dlatego, wśród tytułujących się mianem obrońców polskiej demokracji można odnaleźć czołowych polityków partii opozycyjnych, którzy np. przeszli ulicami Warszawy w marszu zorganizowanym przez Komitet Obrony Demokracji. Parlamentarzyści podkreślali, że do ich zjednoczenia doprowadziło postępowanie Prezesa PiS. W demonstracji brał również udział m.in. mecenas Roman Giertych, były szef resortu oświaty. To właśnie jego zachowanie i wystąpienie podczas przemarszu wzbudziło niemałe zainteresowanie i kontrowersje. Szerokim echem odbiły się słowa: „Precz z Kaczorem! Dyktatorem!”, które zdaniem Daniela Milewskiego, posła PiS powinno się traktować jako mową nienawiści. Uznał on także, że nielicujące z powagą zawodu adwokata i naruszające zasady etyki jest skakanie po sejmowym murku i podnoszenie okrzyków: „Kto nie skacze, ten za PiS-em!”. Dlatego poseł złożył doniesienie do Okręgowej Rady Adwokackiej z wnioskiem o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego. Stosowne pismo zostało przekazane także do Naczelnej Rady Adwokackiej. Z całą pewnością zachowanie osób piastujących zawody obdarzone wyższym stopniem społecznego zaufania należy oceniać surowiej, stawiając wyższe standardy dla dozwolonych zachowań. Niezaprzeczalnie zachowanie mecenasa Giertycha trzeba uznać za odbiegające od pożądanego i sprzeczne z zasadami kultury i dobrego wychowania. Skandowane okrzyki można uznać za poniżające konkretną osobę. Wszakże bez trudu można się domyślić, kto kryje się pod obraźliwym pseudonimem: „Kaczor”. Takie zachowanie jest realizacją klasycznej definicji mowy nienawiści, która polega na używaniu języka w celu znieważenia, pomówienia lub rozbudzenia nienawiści do określonej osoby. Na takie postępowanie nie może być więc społecznego przyzwolenia, niezależnie od prezentowanych poglądów...

Read More
Klaskaniem mając obrzękłe prawice
Gru07

Klaskaniem mając obrzękłe prawice

Cyprian Kamil Norwid z pewnością nie spodziewał się, że incipit jednego z jego wierszy tak dobrze wpasuje się w koncert drugiej edycji Projektu Gospel. Z tą różnicą, że lud wcale nie był znudzony – wręcz przeciwnie! fot. Andrea Marx Muzyczna petarda wybuchła 4 grudnia we wrocławskim klubie Impart za sprawą wielkiego chóru gospel, do którego mógł dołączyć każdy bez względu na umiejętności wokalne. Te szlifowano w ramach dwudniowych warsztatów organizowanych we Wrocławiu przez chór Gospel Life oraz Biuro Festiwalowe Impart 2016 w ramach Programu mikroGRANTY Europejskiej Stolicy Kultury 2016. – Próby wyglądały tak, że rano mieliśmy rozgrzewkę – mówi Sandra Kwiatkowska, jedna z uczestniczek Projektu. – Jeśli ktoś już dawno nie miał WF-u, to było dla niego niezłe wyzwanie. Po rozgrzewce ruchowej zaczynaliśmy rozgrzewkę śpiewaną. Następnie przychodziliśmy do piosenek. Po krótkim występie Anny Marii mogliśmy sami zdecydować, czy utwór, który nam zaproponowała, chcemy zaśpiewać. Po jednogłośnej zgodzie przechodziliśmy do ćwiczenia. I tak za każdym razem. fot. Andrea Marx Warsztaty odbyły się już po raz drugi i zostały zakończone koncertem finałowym. Obfitował on w energetyczne aranżacje zarówno znanych utworów jak Sekwencja Wielkanocna, „Joyful, joyful” z „Zakonnicy w przebraniu 2”, jak również w autorskie piosenki Gospel Life („Uświęć mnie”). Jednym z ciekawszych utworów była pieśń rodem z… Afryki – „Oa Ntalea Moya”. Techniczne niedociągnięcia nagłośnienia szybko zagłuszył naładowany do granic możliwości pozytywną energią 200-osobowy chór pod kierownictwem charyzmatycznej Anny Marii Mbayo. Pomysłodawczyni Projektu nie pozwoliła również siedzieć w miejscu publiczności, zachęcając do wspólnego śpiewu i klaskania. – Doskonale opisze moje uczucia cytat św. Pawła: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” – mówi Ola Tusińska, inna uczestniczka warsztatów. –  Swoją drogą to niesamowite, jak ze sceny nie widać publiczności! Być częścią tak wielkiego przedsięwzięcia muzycznego to piękne uczucie. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu pedagogicznego Anny Marii: ogarnąć tak wiele różnych osób to nie lada wyzwanie. Mam świadomość, że już nigdy więcej nie spotkamy się w takim składzie, jak wtedy tam na scenie. Jestem zdania, że pewne wybory w życiu można zmierzyć prostym pytaniem: „Czy gdybym mogła cofnąć czas, to wybrałabym jeszcze raz to  samo?”. W przypadku Projektu Gospel, mówię mocne i zdecydowane: TAK! Solistom Projektu Gospel przygrywali: Tomasz Wendt (instrumenty dęte), Tymek Śnieżek (gitara), Piotr Nosal (bas), Bartłomiej Pająk (perkusjonalia), Jarosław Korzonek (perkusja) i Piotr Dziadkowiec (klawisze). Publiczność bawiła się tak dobrze, że wymusiła dwa bisy. A co o Projekcie mówią sami uczestnicy? fot. Andrea Marx – Zawsze chciałam zobaczyć, jak to jest, gdy się śpiewa dla innych, a to była świetna okazja – mówi Sandra Kwiatkowska. – Na dodatek moi znajomi śpiewają w samym Gospel Life i zachęcali mnie do przyjścia, co bardzo mnie motywowało. Dużo też słyszałam o...

Read More

Postawa modlitwy, czyli zwycięzca się poddaje – XXIX Niedziela Zwykła

Ojcowie pustyni, idąc na modlitwę, mówili: „idziemy walczyć”. Ale w gruncie rzeczy to niebezpieczna postawa.  Jezus odpowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? Łk 18, 1-8, XIX Niedziela Zwykła, Rok C             Podniesione ręce mają ciekawą symbolikę. Otóż z badań antropologów wynika, że niezależnie od kultury danego ludu podniesione ręce oznaczają zasadniczo to samo. Może to być postawa zwycięzcy, albo poddającego się. Ten sam gest jest obecny w chrześcijaństwie. Kapłan podczas modlitw mszalnych wznosi ręce. Coraz częściej czynią tak uczestnicy spotkań modlitewnych. Poddają się, czy zwyciężają? A może i jedno i drugie?             Ojcowie pustyni, idąc na modlitwę, mówili: „idziemy walczyć”. Jest to zmaganie, trud, który trzeba dźwigać. Jest to walka z samym sobą, własnymi ograniczeniami, słabością, roztargnieniem. Nawet bez konkretnych doświadczeń duchowych, wartością wytrwałej modlitwy jest opanowanie własnych pokus – ot choćby takiej, żeby położyć się spać kwadrans wcześniej, zamiast skończyć odmawiać różaniec.             Ale w gruncie rzeczy to niebezpieczna postawa. W pewnym momencie zaczyna w głowie kiełkować myśl: „Wszystko wymodlę”. Myśl ta wyrasta i nieświadomie przybiera formę: „wszystko wyczaruję”.             Jeśli modlitwa chrześcijańska ma mieć jakikolwiek sens, to musi brać się z modlitwy Chrystusa. Z tego, że to Chrystus modli się w nas i poprzez nas. Tylko modlitwa Chrystusa może odnieść skutek. Człowiek jest bowiem oddzielony od Boga poprzez grzech. Pośrednictwo Chrystusa jest niezbędne, żeby tę relację odnowić. A bez tej relacji nie może być mowy o modlitwie.             Bo to Chrystus "najskuteczniej" wyciągnął ręce na krzyżu. Poddał się – Ojcu – a jednocześnie zwyciężył grzech i Szatana. Dlatego ilekroć klękam, czynię znak krzyża, muszę sobie uświadomić swoje położenie. Położenie ubogiej wdowy. Kogoś, kto nie ma żądnych praw, żadnych przywilejów, żadnych możliwości. Kto może tylko żebrać o pomoc możniejszych. A następnie przypomnieć sobie, że jest ktoś taki, kto weźmie mnie w obronę niezależnie od czających się niebezpieczeństw.             Modlitwa to w istocie...

Read More