Przygotuj się do Transitusu
Paź03

Przygotuj się do Transitusu

4 października obchodzimy wspomnienie św. Franciszka z Asyżu. W wieczór poprzedzający to święto w parafiach franciszkańskich odbywa się nabożeństwo, podczas którego wspominana jest śmierć Biedaczyny. Transitus – bo o nim mowa – oznacza „przejście”. Nawet nie „odejście”, więc nie „śmierć”, ale „przejście”. Brat Eliasz pisze w liście do zakonu, w którym zawiadamia o śmierci Franciszka, że on „przeszedł ze śmierci do życia”. Rozpoczyna się bardzo uroczyście. W kościele panuje mrok, wierni i franciszkanie trzymają w dłoniach świece. Zakonnicy śpiewają jedną ze swoich pieśni – „Witaj, Ojcze ukochany, co Serafów zdobisz chór!”. Po pewnym czasie następuje komentarz, który przekazuje informację: św. Franciszek zmarł 3 października 1226 roku w nocy, miał wtedy 45 lat; od dwudziestu lat był nawrócony, a od dwóch – nosił stygmaty. Franciszkanie wspominają, jak pomimo fizycznej boleści (był już niewidomy) ich założyciel z radością oczekiwał na śmierć. Siostrę śmierć. Podczas nabożeństwa będą prosić jego o błogosławieństwo. W kolejnej części śpiewany jest hymn nieszporny oraz czytany list św. Franciszka do wszystkich wiernych. Namawia w nim do modlitwy i wychwalania Boga, bo On chce, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni. Tylko nie wszyscy ludzie to widzą. Mówi też m.in.: „I kochajmy bliźnich jak siebie samych. A jeśli ktoś nie chce lub nie może ich tak kochać jak siebie, niech im przynajmniej nie wyrządzą złego, lecz niech czyni im dobrze”. Zakończenie listu może przypominać znaną z liturgii mszy św. formułkę kończącą czytania – słyszymy: „oto słowa świętego Ojca Franciszka”. W śpiewie przed następną częścią Transitusu padają słowa modlitwy „Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju” ułożonej przez asyskiego zakonnika. Dopiero potem słyszymy kolejny już przekaz Franciszka – jedno z jego napomnień. Teraz właściwie usłyszeliśmy już trzy (trudno powiedzieć, czy najważniejsze) z pięciu rodzajów pism św. Franciszka – list, modlitwę i napomnienie. Ponadto zaliczamy do nich jeszcze regułę zakonu i testament. Psalm 142, który jest śpiewany w następnej kolejności, nie znajduje się w celebracji przypadkowo. To właśnie jego słowa powtarzał św. Franciszek na łożu śmierci, o czym traktuje spisany przez brata Tomasza z Celano opis jego śmierci. Rozgrzesza wszystkich braci i błogosławi im, każe sobie czytać Ewangelię, a następnie przykryć całunem i posypać popiołem. Po wysłuchaniu tego fragmentu śpiewa się krótką antyfonę i odmawia „Ojcze nasz” oraz modlitwę, w której bracia proszą o powołania zakonne. Pod koniec Transitusu franciszkanie wykonują piękny gest – wyciągają ręce w kierunku zebranych w kościele wiernych i dają im specjalne błogosławieństwo. Nabożeństwo kończy ucałowanie relikwii św. Franciszka i podobnie jak na wejściu – pieśń franciszkańska. Jak jest opisana śmierć św. Franciszka w źródłach? Brat Tomasz z Celano „Życiorys pierwszy św. Franciszka z Asyżu” „Tak więc w roku od Wcielenia Pańskiego 1226 quatra decima indictione, quatro nonas Octobris,...

Read More
Dziecko nie musi być zdrowe
Wrz22

Dziecko nie musi być zdrowe

Znajoma jest w ciąży. Wszyscy gratulują. Dopytują szczęśliwą mamę o szczegóły: płeć, imię, kolor pokoju. A oprócz gratulacji, cięgle się przewija przewrotne życzenie: „byleby tylko dziecko było zdrowe…” A co jeśli nie? Co jeśli dziecko urodzi się chore? Zdaniem niektórych lepiej, żeby się nie urodziło, niżby miało całe (pewnie i tak krótkie) życie się męczyć. A więc aborcja. Sęk w tym, że można być zdrowym i pięknym, mieć nienajgorszego iPhona i przytulne mieszkanie, a mimo to skoczyć któregoś pięknego dnia pod pociąg. Tylko w Polsce rocznie ponad 2 tysiące ludzi popełnia samobójstwo. Różne historie, różne scenariusze, powód zasadniczo ten sam. „Nie mam po co żyć” – a właściwie „nie mam dla kogo”. Samotność. Dziecko nie musi być zdrowe. Dziecko nie musi leżeć na hajsie. Życie nie polega na byciu pięknym, zdrowym i bogatym. W życiu chodzi o to, żeby być szczęśliwym. Po prostu. Można być chorym i szczęśliwym jednocześnie. Można nie mieć kończyn i zdobyć Biegun Północny (Jasiek Mela). Można mieć zespół Downa i robić w chatce na Kaszubach takie sery, o jakich się francuskim serowarom nie śniło (Wspólnota Burego Misia). Można być chorym na raka i mieć koło siebie kochających ludzi. Dlatego to, że dziecko urodzi się chore, nie jest powodem do aborcji. Jeżeli perspektywa urodzenia niepełnosprawnego jest dla kogoś argumentem za zabiciem nienarodzonego dziecka, znaczy to tylko o braku dojrzałości do rodzicielstwa. Bo co, jak zdrowe i piękne dziecko, którego zdjęciami na facebooku zachwycali się wszyscy znajomi, któregoś pięknego dnia spadnie z drzewa i uszkodzi sobie kręgosłup, albo coś innego. Je też zabijesz, żeby się nie męczyło? Zainspirowane Czarnym...

Read More
Shamballa – różaniec szatana? Diabeł tkwi w szczegółach, nie w dewocjonaliach
Wrz13

Shamballa – różaniec szatana? Diabeł tkwi w szczegółach, nie w dewocjonaliach

Będąc na wakacjach, zdarzyło mi się odwiedzić zakrystię w rodzinnej parafii. Akurat przede mszą wśród ministrantów trwał spór, gdyż jeden z nich miał mieć na ręce… „szatanistyczny różaniec”. Od pewnego czasu pewien świecki rekolekcjonista przekonuje o „nowym zagrożeniu duchowym”, które podobno robi w kraju furorę. Chodzi o różańce wykonane za pomocą tzw. sploty shamballa. Nazwa ma pochodzić z buddyzmu, gdzie oznacza mityczną krainę szczęścia. Zdaniem owego rekolekcjonisty, różańce wykonane za pomocą splotu shamballa, otwierają noszącego na działanie demonów. Nawet poświęcony „różaniec shamballa” ma stanowić zagrożenie duchowe. Głos Kościoła Sprawę skomentował na stronie radia profeto, egzorcysta diecezji radomskiej, ks. Sławomir Pusa. Stwierdził on, że „znaki kultury pogańskiej, czy nawet znaki uważane za demoniczne przeniesione w dzisiejszą popkulturę nie szkodzą automatycznie”. Podkreślił również, że największym zagrożeniem duchowym jest brak osobistej i głębokiej więzi z Bogiem, czyli życie w grzechu. Dlatego ktoś, kto regularnie się modli i przystępuje do sakramentów nie powinien się obawiać elementów pogańskich, które napotyka w dzisiejszym świecie, gdyż chroni go łaska Chrystusa. Zaznaczył również, że różaniec wykonany splotem shamballa poświęcony przez kapłana jest "pełnoprawnym różańcem". Błogosławienie muchomorów Wspomniany rekolekcjonista, którego nazwisko pozwolę sobie przemilczeć, nie ustaje jednak krucjacie przeciwko demonicznym różańcom. Na tekst ks. Pusy odpowiedział, iż „władza stąpania po wężach i skorpionach nie oznacza wieszania ich na szyi czy na rękach, lecz stąpania i deptania po nich w Imię Jezusa! Władza ta nie oznacza, że „mam siłę i moc i mogę korzystać ze wszystkiego co jest zatrute, bo przecież Bóg da nam władzę i wszystko możemy”. Ci którzy tak mówią – jak tak wierzą w swoją wielką moc błogosławieństwa, to niech pobłogosławią muchomora i niech go zjedzą…” Nic nowego Okazuje się jednak, że ów demonizowany splot shamballa nie ma za wiele wspólnego z buddyzmem. Tzw. splot shamballa to w rzeczywistości znany w Europie od przełomu XIV i XV wieku splot makramowy, określany  jako „słupek podwójny płaski”. Ze słowem shamballa został powiązany w 1994 roku przez francuskiego jubilera, który wykorzystał ideologię zaczerpniętą z wschodnich duchowości jako chwyt marketingowy. Zanim jednak pod koniec XX wieku zaczęto produkować biżuterię z wykorzystaniem owego splotu, już od kilku wieków pleciono w ten sposób różańce. Nie pierwszy raz Warto zaznaczyć, że nie jest to pierwsza tego typu akcja. W roku 2009 na youtube.com pojawił się film ostrzegający przed szatańsko-masońskimi różańcami. Chodziło o dewocjonalia wykonane z białego plastiku, na których autor dopatrywał się symboliki satanistycznej i masońskiej. Jednym z dowodów były również prywatne objawienia pewnej kobiety z Irlandii. Poza ostrzeżeniem przed różańcami, kobieta ta miała również atakować autorytet ówczesnego papieża, Benedykta...

Read More
Czas wolny w czasach antycznych
Wrz13

Czas wolny w czasach antycznych

Choć dla niektórych to niewyobrażalne, dawno temu nie było internetu, nie było telewizji, a nawet nie było odtwarzaczy CD. Nie oznacza to jednak, że brakowało różnorakich rozrywek nie tylko dla ciała, ale i dla ducha. Jakich? Spójrzmy na to z perspektywy Antiochii. DLACZEGO ANTIOCHIA? Chodzi nam konkretnie o Antiochię Syryjską, zwaną też Antiochią nad Orontesem, Antiochią koło Dafne, a obecnie jest to Antakya w Turcji. Przede wszystkim, było to miasto bogate, gdzie dobrobyt skutkował licznymi okazjami do umilenia sobie czasu wolnego. Jako metropolia stanowiąca stolicę prowincji i często goszcząca cesarzy była wyposażona w liczne budynki przeznaczone do organizacji imprez kulturalnych i sportowych. Co więcej, miała własne igrzyska. Przede wszystkim patrzymy na Antiochię i jej rozrywki dzięki bogatej szkole mówców i pisarzy, których dzieła pozwalają nam zapoznać się nieco bliżej z tym, jak rozluźniali się nie tylko bogacze, ale także prości ludzie. Za najwybitniejszego z antiocheńskich oratorów uważany jest Jan Chryzostom, wybitny kaznodzieja i Ojciec Kościoła, znany z dość wyszukanych metod krytyki co mniej wyszukanych rozrywek. Ogromna spuścizna literacka Chryzostoma pozwala nam zapoznać się z tym, jak widział on teatr, wyścigi rydwanów, uczty czy muzykę co stanowiło rozrywki na czas wolny ówczesnych ludzi. Oczywiście, trudno wierzyć Janowi na słowo – był wszak kaznodzieją, a przemawiał pięknie i dosadnie, niekiedy wyolbrzymiając. Miał jednak swój cel, którym było zachęcenie chrześcijan, by spędzali czas wolny w sposób godny i pożyteczny, by nie byli zgorszeniem dla pogan. Co więcej, sposób ujęcia problemu rozrywki przez kapłana z IV wieku naszej ery pozwala nam wciąż aktualizować jego spostrzeżenia do naszych czasów! Myśleliście, że niemoralność, przemoc, kibolstwo i politykierstwo aktorów to wynalazek współczesności? Że dopiero od czasów MTV gwiazdy powodowały kompleksy mniej zgrabnych i gorzej ubranych fanek? Zobaczycie, że to bardzo błędny pogląd! KIBICE NIEMILE WIDZIANI Jak już było wspomniane, Antiochia organizowała własne igrzyska w pobliskiej miejscowości Dafne na czas wolny. Co więcej, w IV wieku były one ważniejsze niż ich odpowiednik w greckiej Olimpii. Problem stanowił pogański charakter święta, które starano się delikatnie uczynić tolerowalnym dla chrześcijan – na przykład nie dedykując ich Zeusowi, ale organizując je na cześć prac Herkulesa. Problem stanowiła też instytucja alutarchy, czyli przewodniczącego igrzysk – wszak jego obowiązki miały charakter kultyczny. Igrzyska nie miały też charakteru masowego. Gdy zarządca miasta, Prokulus chciał rozbudować plethrion tak, aby pomieścił większą widownię, zaprotestował przeciwko temu znany pogański mówca Libaniusz. Powód? Widownia przeszkadza uczestnikom i wpływa na sędziów. Kto chciał obejrzeć zawody powinien zachowywać się grzecznie, a sędziowie nie powinni się kierować tym, że fani jakiegoś dyskobola wykrzykują groźby karalne pod adresem arbitrów. Inną, bardziej powszechną rozrywką na czas wolny były wyścigi rydwanów. Antiocheński cyrk mógł pomieścić nawet osiemdziesiąt tysięcy widzów, którzy dopingowali swoje ulubione...

Read More
Łap dzień, nie pokemony!
Lip13

Łap dzień, nie pokemony!

Pół świata oszalało, a drugie pół przeciera oczy ze zdumienia, jak łatwo Pokemon GO podbiła serca i umysły. Bez cienia przesady można stwierdzić, że gra z pokemonami w roli głównej, która niedawno ujrzała światło dzienne, zrewolucjonizowała rynek gier na urządzenia mobilne. Liczba użytkowników niedługo przebije (jeśli jeszcze to nie nastąpiło) liczbę użytkowników Tweetera. Wedle internetowych doniesień można odnieść wrażenie, że każdy ogródek, kościół czy komisariat jest okupowany przez tabun trenerów Pokemon. Jeżeli jednak ktoś jeszcze jakimś cudem nie słyszał o tej „rewolucji”, śpieszę z wyjaśnieniem: za pomocą aplikacji na smartfona mogę się wcielić w trenera pokemonów! Oferowało to oczywiście tysiąc innych produkcji, tym razem jednak gra jest osadzona w tzw. rzeczywistości rozszerzonej. Rzeczywistość rozszerzona powstaje poprzez nałożenie na rzeczywistość (tą zwykłą, realną) elementów wytworzonych w rzeczywistości wirtualnej. W praktyce polega to na tym, że biorę do rączki smartfona z zainstalowanym Pokémon GO i ruszam w teren. Aplikacja łącząc się z Google Maps wskazuje miejsca interakcji. Przede wszystkim lokalizacją pokemonów, które można złapać, lecz także „szpital dla pokemonów”, czy coś rodzaju arenę, na której można stoczyć pojedynek z innymi trenerami. Kojarzycie akcje w rodzaju „Wyloguj się do życia”, czy filmiki w stylu „Look up”? Każdy kojarzy, każdy lajkował. No i rzeczywiście, firmie The Pokemon Company, odpowiedzialnej za nowe pokemony udało się zapatrzonych w ekrany ludzi wyciągnąć w teren. Tyle że pod pretekstem jeszcze usilniejszego wpatrywania się w telefony. Chyba nie do tego zachęcał Sokół… Co tu nie gra Daleki jestem od tego, żeby każdego, kto się złapał na łapanie pokemonów, nazywać bezmózgim zombie – choć gracze w jakimś stopniu stają się cyborgami. Kilka dziwnych (a niekiedy także niebezpiecznych), jak lokalizacja (losowa, oczywiście) pokemona w kościele, na komisariacie, czy na terenie byłego obozy koncentracyjnego w Auschwitz to jeszcze nie powód, by pokemonów zakazywać – prawnie, lub jakkolwiek inaczej. Dla sporej ilości osób jest to po prostu fajny pomysł na trochę zabawy, a że zamiast siedzieć przed komputerem ganiają po mieście – tym lepiej dla ich sylwetki! Ale jednocześnie musimy mieć świadomość zagrożeń, nawet, jeżeli brzmią jak oburzenie zacofanego ignoranta. Gdy telewizja zaczęła upowszechniać się na amerykańskim rynku, nikt nie traktował poważnie pastorów, krzyczących, że to narzędzie diabła. Dziś sporo ludzi zmaga się z uzależnieniem telewizji, a i sami widzimy, jak wielu osobom robi wodę z mózgu. I nie chodzi tu tylko o sympatyków KOD-u. Zwykłe problemy, zwykłe zagrożenia W momencie, gdy organizacje pozarządowe alarmują o rosnącym uzależnieniu dzieci i młodzieży od telefonów i Internetu, rodzą się uzasadnione obawy jak gra od Nitendo na  nich wpłynie. Badania wskazują, że serwisy społecznościowe szkodzą nawiązywaniu realnych kontaktów. Pokemon GO „dzieje się” w rzeczywistości rozszerzonej. Stoimy tu więc przed niewiadomą. Mogą pojawić się problemy społeczne, których nie jesteśmy w...

Read More
„Autyzm da się lubić!”
Maj19

„Autyzm da się lubić!”

Miesiąc wiedzy o autyzmie to dobry czas, aby uzmysłowić społeczeństwu specyfikę funkcjonowania osób z tą chorobą. To właśnie w kwietniu organizowanych było wiele inicjatyw, które przybliżają ludziom ten tajemniczy temat, jakim jest autyzm.   Jedną z taki akcji był projekt zainicjowany przez Katarzynę Pająk (pracownika Uniwersytetu Pedagogicznego), w której uczestniczyła studentka Uniwersytetu Pedagogicznego – Iwona Kubisztal oraz młodzież zrzeszona wokół Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii (MOS) nr 1 w Krakowie. Jak potwierdza sam wychowawca pracujący w ośrodku – Filip Kaszyński – uczniowie dobrowolnie zgłosili się do projektu. Pod okiem wychowawców pracujących w MOS (Filipa Kaszyńskiego i Jarosława Krawca) powstała grupa młodych ludzi, której przedział wiekowy wahał się pomiędzy 15. a 18. rokiem życia. Uczestnicy projektu poświęcili swój czas, aby szczegółowo omówić plan działania, przygotować potrzebne materiały oraz otworzyć swoje umysły na nowe doświadczenie, którym było spotkanie się z dziećmi, u których zdiagnozowano autyzm. Pierwszą częścią projektu było uczestnictwo wychowanków MOS w przedstawieniu pt. „Pinokio”, w którym brały udział dzieci i młodzież ze spektrum autyzmu oraz terapeuci Filii nr 1 SOSW nr 4 w Krakowie. Sami uczestnicy, biorący udział w akcji, byli pod wrażeniem umiejętności aktorów. Zaszokowało ich to, iż pomimo tego, że momentami widać było, że funkcjonują trochę inaczej, to poprawnie wypowiadali swoje kwestie (niektóre bardzo rozbudowane), a ich gra aktorska była na wysokim poziomie. Występ został nagrodzony gromkimi brawami, co wywołało radość i uśmiech na twarzach artystów. Kolejnym etapem inicjatywy było wyjście nastolatków do przedszkola znajdującego się na Osiedlu Zielonym w Krakowie oraz zorganizowanie przedszkolakom zajęć. Każdy wychowanek MOS otrzymał pod opiekę jedno dziecko, które miał odpowiednio przygotować do wyjścia na plac zabaw oraz opiekować się nim podczas zabawy. Młodzież zaskoczyła rozbieżność pomiędzy własnym wykreowanym stereotypem osoby autystycznej a rzeczywistym jej obrazem. Uczestnicy biorący udział w projekcie stwierdzają: „Myślałem, że te dzieci będą zamknięte w sobie, nic nie będą mówiły, nie będzie z nimi kontaktu, ale było zupełnie inaczej. Zaskoczyło mnie to” – mówi Michał. „Byłam pewna, że dzieci cierpiące na autyzm funkcjonują inaczej… gorzej, jednak było zupełnie na odwrót” – dodaje Paulina. Młodzi ludzie zrzeszeni wokół MOS wraz z dziećmi i wychowawcami udali się na plac zabaw, gdzie nastolatkowie mogli wypróbować zdobyte wiadomości w praktyce. Niektórzy z nich odnieśli nawet pierwsze sukcesy, które spotkały się z pochwałą nauczycielek pracujących w przedszkolu:  „Chłopiec, którym się opiekowałam, nie mówił za dużo, sprawiał również problemy, nie chciał iść, zginał kolana. Nauczycielka wytłumaczyła mi wtedy, jak należy się zachować w takiej sytuacji. Zaskoczyło mnie to, że chłopiec zaakceptował mnie i komunikował się ze mną częściej niż ze swoją wychowawczynią”  – relacjonuje Patrycja. Po czasie spędzonym na placu zabaw wszyscy przeszli do drugiej części programu, którym było wspólne malowanie obrazu. „Przebraliśmy dzieci w ubranka żeby się...

Read More
Czy duchowni chcą żyć w celibacie?
Maj13

Czy duchowni chcą żyć w celibacie?

Jeżeli jakiś chłopak nie chce być żonaty, nie nadaje się na księdza. Włączenie syna pani premier, Tymoteusza Szydły, do stanu duchownego „Fakt” określił wyrzeczeniem się seksu. Sprowadzenie święceń diakońskich do tego tylko aspektu to prostactwo. Niemniej jednak ryt święceń traktuje celibat wyjątkowo. Jednym z elementów rytu święceń są przyrzeczenia składane biskupowi. Kandydaci muszą publicznie jednoznacznie oznajmić, że wiedzą, na co się piszą. Jest to warunek ważności święceń. Biskup zadaje więc diakonom 6 pytań*: czy chce być wyświęcony? czy chce służyć Kościołowi? czy nie popełni herezji? czy będzie żył w celibacie? czy chce odmawiać brewiarz? czy będzie naśladował Chrystusa? Na większość z nich, odpowiadają: „Chcę”. Przy ostatnim – bardziej uroczyście – „Chcę, z Bożą pomocą”. Ale na pytanie o celibat odpowiadają jedynie: „Przyrzekam”. Kościół zdaje się mieć świadomość, jak mocno w naturę człowieka wpisana jest potrzeba przedłużenia gatunku. I zachowuje na tyle realizmu, że kandydatów do stanu duchownego nie zmusza do kłamstwa. Bo gdyby któryś się uparł i oznajmił: „Chcę zachowywać celibat”, należałoby uznać, że albo kłamie, albo ma „problemy”. Oba przypadki takiego kandydata dyskwalifikują. Jeżeli ktoś uważa, że małżeństwo to więcej kłopotu niż pożytku, nie nadaje się do kapłaństwa. Jedyną racją celibatu jest wyższe dobro. Ojcowanie (a w przypadku sióstr zakonnych – matkowanie) w wyższym stopniu. Dr Jacek Pulikowski, który wraz z małżonką był świeckim audytorem na ostatnim Synodzie o Rodzinie, przytacza przykład św. Jana Pawła II. Mówi o nim, że gdyby nie wybrał kapłaństwa, byłby świetnym mężem i ojcem. A tak, stał się „ojcem” dla milionów –  nie tylko –  katolików.   * Dokładna treść pytań poniżej: Czy chcesz przez nałożenie moich rąk i dar Ducha Świętego zostać wyświęcony na służbę Kościołowi? Czy chcesz pełnić posługę diakona w duchu pokornej miłości, aby pomagać prezbiterom i przyczyniać się do rozwoju chrześcijańskiego ludu? Czy chcesz, w myśl słów Apostoła, przechowywać tajemnicę wiary w czystym sumieniu oraz tę wiarę głosić słowem i czynem zgodnie z Ewangelią i tradycją Kościoła? Czy na znak wewnętrznego oddania Chrystusowi Panu przyrzekasz zawsze zachowywać celibat ze względu na królestwo niebieskie, służąc Bogu i ludziom? Czy chcesz zachowywać i pogłębiać ducha modlitwy, właściwego twojemu sposobowi życia, i w tym duchu wiernie sprawować Liturgię Godzin w intencji Kościoła i całego świata? Czy chcesz nieustannie kształtować swoje postępowanie na wzór Chrystusa, którego Ciało i Krew będziesz brać w dłonie przy ołtarzu? za: Pontifikał Rzymski. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów, Księgarnia św. Jacka, Katowice 1999, s. 71...

Read More
Konstytucja? Nie mamy powodów do dumy…
Maj03

Konstytucja? Nie mamy powodów do dumy…

Jeśli porównać sposób, w jaki uchwalono konstytucję 3 maja z obecną formą reformy państwa, wyjdzie na to, że świętujemy dziś jeden z największych przekrętów w historii polskiej państwowości. Obrady nad tekstem zaplanowane były na 5 maja. Zwolennicy reformy przyśpieszyli je jednak, aby osłabić opozycję – większość z posłów rozjechała się do domów na święta wielkanocne. Projekt konstytucji przedstawiono w nocy z 2 na 3 maja w Pałacu Radziwiłowskim. Następnie posłowie w tajemnicy przenieśli się do Zamku Królewskiego na obrady i głosowanie. Miejsce to „zabezpieczała” Gwardia Królewska i wojsko pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego. Projekt zbulwersował opozycję. Poseł z Kalisza, Jan Suchorzewski, miał wyciągnąć na środek sali swego kilkuletniego syna, grożąc, iż zabije go, jeśli konstytucja zostanie uchwalona, aby dziecko nie dożyło niewoli, jaka miała spaść w konsekwencji na kraj (cóż, niewola faktycznie przyszła…) Co prawda w szlachetnym celu, ale jednak był to zamach stanu. Złamano dotychczasowe prawa – niepisane, które regulowało porządek obrad, np. kworum, (którego nie było podczas uchwalania trzeciomajowej konstytucji), jak również i pisane – artykuł o sukcesji tronu był sprzeczny z tzw. pacta conventa, czyli obietnicami składanymi przez każdego króla przed koronacją, ich złamanie odbierało władcy prawo do tronu. Jeśli więc świętujemy dziś rocznicę tego przekrętu, potocznie zwanego uchwaleniem Konstytucji 3 maja, to dobrze by było zmodyfikować optykę patrzenia na bieżącą politykę krajową. Nawiasem mówiąc, trochę nie rozumiem przeświadczenia o „świętości”, czy „nienaruszalności” konstytucji. Sami je pisaliśmy i sami (w większości) uchwalali – choć z marnym skutkiem. Marcowa z 1921, była pisana przeciwko Piłsudskiemu. Wszyscy wiedzieli, że w wyborach prezydenckich wygra Marszałek, więc sejm wywindował pozycję premiera. W efekcie Piłsudski nie miał ochoty bawić się w „strażnika żyrandola”, na prezydenta desygnował kogo innego, a sam usunął się na bok polityki, by za kilka lat (1926 roku), ponownie przejąć władzę w wyniku zamachu stanu (w trakcie którego zginęło prawie czterysta osób!) Z kolei obecnie obowiązując była pisana w podobnym kluczu, tyle że przeciwko Lechowi Wałęsie, który wówczas się pożarł z resztą opozycyjnej elity (tzw. „wojna na górze”). Dlatego uchwalona w 1992 roku „Mała Konstytucja”, regulująca uprawnienia najważniejszych organów władzy, pozbawiona jest logiki, co od jakiegoś czasu dobitnie udowadnia blog: logikczytakonstytucjerp. Dlaczego w ’97 nie naprawiono tego błędu? Cytując klasyka: „Nie wiem, ale się domyślam”. Także może zanim zaczniemy być dumni z własnej historii, może najpierw wyciągniemy z niej wnioski? Czyli np. napiszemy nową, porządną ustawę zasadniczą… Czego i sobie, i Państwu, w to święto...

Read More
Zeus kontra Perun – dlaczego uczymy się mitologii greckiej, a nie słowiańskiej
Kwi28

Zeus kontra Perun – dlaczego uczymy się mitologii greckiej, a nie słowiańskiej

Od praktycznie początków systemu edukacji powszechnej do programu nauczania wliczona jest mitologia grecka. Jako część kultury antycznej jest to oczywiste, współcześnie jednak rodzi sporo pretensji – „cudze chwalimy, swego nie znamy”. Bo o mitologii Słowian niewiele się można w szkole dowiedzieć. Z prostej przyczyny – niewiele o niej wiadomo. Antyczna, przedchrześcijańska kultura mieszkańców półwyspu Bałkańskiego jest nam bardzo dobrze znana. Można by wręcz rzec – podręcznikowo. Co innego z ludami słowiańskimi z czasów przedchrześcijańskich. Stan wiedzy o kulturze przekłada się  w prosty sposób na możliwość poznania ich wierzeń, czy  szerzej rzecz ujmując, religii. Wszystko z powodu źródeł. Słowianie zamieszkiwali bardzo duży obszar Europy wschodniej i środkowej, a z czasem też i południowej. Zajmowali się głównie rolnictwem i tzw. gospodarką leśną (czyli pozyskiwaniem drewna, miodu, skór itp.), żyli w dość dużym rozproszeniu, izolowani w pewnym stopniu od bardziej rozwiniętych cywilizacji. Z kolei Grecy, a właściwie Hellenowie byli w zupełnie odmiennej sytuacji. Zamieszkiwali górzysty teren południowych Bałkanów. Niedobór dogodnych dla osadnictwa ziem powodował stosunkowo duże zagęszczenie osad, a drugiej strony nieustanne „parcie na zewnątrz” w poszukiwaniu bardziej odpowiednich do życia miejsc. Komunikacja lądowa była trudna, niewygodna i nieekonomiczna, dlatego siłą rzeczy musieli się zwrócić ku morzu. Dzięki temu nawiązywali kontakty handlowe, a później i kulturowe z innymi cywilizacjami. W oparciu o podpatrzone u Fenicjan (którzy z kolei korzystali z osiągnięć Mezopotamii i Egiptu) opracowali własne pismo i alfabet. Dzięki temu zaczęto spisywać mity i wierzenia, które dziś pozwalają badać religię antycznych Greków. Poczesne miejsce, jakie zajmuje grecka religijność i mitologia w kanonie szkolnym wynika również z olbrzymiej roli, jaką odegrała ona w późniejszych dziejach kultury europejskiej, w tym także i polskiej. Wytworzona w centrum świata starożytnego, jakim było morze śródziemne, poniesiona przez Aleksandra Macedońskiego do Egiptu i Persji, oddziaływała i na Imperium Rzymskie (a przez nie na Europę Zachodnią), i na Bizancjum (które, jak by nie patrzeć również nazywało się Rzymskim) i na świat arabski. Nie tylko renesans pełny jest nawiązań do antycznych Greków. Toposy ich mitów można znaleźć w średniowiecznych eposach rycerskich (np. rycerz ratujący księżniczkę z rąk smoka to wariacja na temat mitu Perseusza ratującego Andromedę z paszczy Krakena). Mniej lub bardziej otwarcie, cała późniejsza kultura europejska jest oparta o kanon wytworzony przez Homera, Sofoklesa, Pindara i ich rodaków. Olbrzymi udział greckiej kultury w europejskiej tożsamości niesie ze sobą zakotwiczone greckie wyobrażenie o religijności. Co badać? A co ze Słowianami? Naukowych książek na temat religii słowiańskiej jest nawet sporo. Zasadniczo dzielą się one na dwa typy, reprezentowane przez dwa sztandarowe dzieła: Mitologię Słowian Aleksandra Gieysztora i Religię Słowian i jej upadek Henryka Łowmiańskiego. Obie książki powstały w latach 70. XX wieku, lecz na tym kończy się lista podobieństw. Gieysztor...

Read More
Czy będzie można poświęcić życie matki w imię życia dziecka?
Kwi19

Czy będzie można poświęcić życie matki w imię życia dziecka?

Ostatnio znów głośno jest w sprawie przerywania ciąży, a to za sprawą obywatelskiego projektu ustawy o ochronie życia poczętego. Zawziętym dyskusjom w mediach różnego rodzaju zdaje się nie być końca. Odnoszę jednak często wrażenie, że znaczna część dyskutantów nie bardzo nawet wie, o czym dyskutuje. Pojawia się hasło „aborcja” i wygłaszają oni swój pogląd, nie zagłębiając się ani w treść komentowanych przez siebie zmian, ani w argumenty drugiej strony. Padają wyzwiska i insynuacje personalne. Niestety emocje wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Poniżej postaram się wyjaśnić, na czym mają polegać zmiany w prawie dotyczące ochrony życia dzieci nienarodzonych, a w drugiej części artykułu przedstawię swoje argumenty natury etycznej. Zacznijmy od treści przepisów obecnych oraz mających je zastąpić, aby w ogóle było wiadomo o czym mówimy. Obecne brzmienie art. 152 kodeksu karnego:   § 1. Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. § 2. Tej samej karze podlega, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania. § 3. Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 lub 2, gdy dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Proponowane przez inicjatorów obywatelskiego projektu brzmienie art. 152 k.k.: § 1. Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. § 2. Tej samej karze podlega, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży lub ją do tego nakłania. § 3. Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 lub 2, gdy dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. § 4. Nie popełnia przestępstwa lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego zdrowiu lub życiu kobiety ciężarnej. W cytowanych przepisach pozwoliłem sobie na podkreślenia pozwalające uchwycić sedno zmiany. Otóż, mówiąc krótko, w przepisach kodeksu karnego w dwóch pierwszych paragrafach artykułu 153 usunięty zostaje zwrot „z naruszeniem przepisów ustawy” oraz zostaje dodany paragraf czwarty. O jaką ustawę chodzi? W tym konkretnym przypadku chodzi głównie o Ustawę z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Obecny obywatelski projekt ustawy skreśla z tej ustawy zapisy, pozwalające na przerwanie ciąży, jeżeli ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia matki, badania prenatalne wskazują na ciężkie i nieodwracalne uszkodzenia płodu, oraz gdy ciąża jest efektem popełnienia czynu zabronionego (najczęściej gwałtu). Otóż jak jasno z tego wynika, pierwszy z wymienionych przypadków zostaje dodany jako paragraf czwarty do art. 152 k. k. W pozostałych...

Read More