Elementarz duchowy
Paź18

Elementarz duchowy

Nie ma osoby, która obracając się w dominikańskim kręgu, nie słyszała o postaci ojca Joachima Badeniego. Przyjął on świecenia kapłańskie w 1950 roku i był współtwórcą krakowskiego duszpasterstwa akademickiego "Beczka". źródło: www.wiara.pl Wygłosił wiele konferencji i rekolekcji, w których namawiał nie tylko młodych, ale wszystkich ludzi do nawrócenia i uczulał na działanie Ducha Świętego w ich życiu. Podkreślał znaczenie młodzieży w Kościele, którzy buntują się, nie rozumieją i mają rację! Mają prawo zadawać pytania, rozwijać się, kwestia tylko tego, czy trafią na osoby, które będą potrafiły ich poprowadzić. Jedną z książek zawierających naukę ojca Joachima Badeniego OP jest zapis jego konferencji − "Czego dusza pragnie − Elementarz duchowy". Zapis ten został specjalnie opracowany, aby Ci, którzy nie uczestniczyli w ruchu Odnowy w Duchu Świętym mogli wydobyć z nich rzeczy uniwersalne. Do książki dołączona jest również płyta, na której nagrane są konferencje w całości. Elementarz podzielony jest na 8 rozdziałów: Miłość to jest to; Boże światło; Spowiedź i uzdrowienie wewnętrzne; Przebudzenie; Strach przed konfesjonałem; Pragnienie; Tajemnicza obecność; Rozwój – droga przez pustynię. Ojciec Badeni wspomina, że człowiek choćby bardzo chciał się zbliżyć do drugiego człowieka, to nie jest w stanie oddać mu swojego ducha. Ludzie są ograniczeni. Bóg w swej dobroci dzieli się z nim czymś, co ma najcenniejsze − sobą samym, swoim Duchem. "Chrystus daje to, co jest dla Niego najbardziej intymne, najbardziej własne. Daje swego ducha. Jest to Duch Jego i Duch Ojca − Duch Święty. Dlatego Duch Święty staje się darem najbardziej osobistym. Człowiek nie jest w stanie przekazać komuś swojego ducha, może się zwierzać, może kochać, ale żaden człowiek nie jest w stanie dać tchnienia życia, nawet najświętszy. Jednak u Boga jest to możliwe, nawet w Jego pojęciu boskim. On koniecznie pragnie nam dać swego Ducha − Ducha Świętego". Ojciec Joachim mówi, że nienawiść przybrała nową maskę. Nie jest już tak bardzo widoczna, nie robi wielkich czynów. Podchodzi do człowieka, wyśmiewa się z niego, być może nawet i chwali, uśmiechając się pogardliwie. Jest delikatna, ale pełna pychy. Ciemność postępuje, jednak nie może wygrać, bo są jeszcze ludzie, którzy idą, niosąc pochodnię światła, która jest w ich sercach. "Ci którzy idą w ciemności, stawiają opór światłu. Ci, którzy idą w świetle, stawiają opór ciemności. Ciemność nie postępuje, bo są ludzie oświeceni światłem synostwa Bożego, którzy rozświetlają ciemność, nawet jeśli o tym nie wiedzą". Ciemność krzyża i śmierci Jezusa jest źródłem światła. Szatan został pokonany, gdy wydawało mu się, że tryumfuje. Bóg zwyciężył. Wszystkim tym, którzy udają, że krzyż ich nie obchodzi − oszukują się. Nie chcą wieszać go na ścianie, bo czują, że płynie z niego moc i światło, którego nie są w stanie zrozumieć. "Prawdziwy ateista...

Read More
Lisickiego śledztwo w sprawie Jezusa
Paź17

Lisickiego śledztwo w sprawie Jezusa

Czy osoba bez wykształcenia teologicznego może prowadzić rozważania na temat sprawców śmierci sprzed dwóch tysięcy lat? Paweł Lisicki podjął się tego zadania z zaskakująco ciekawym skutkiem. PRZEMEMŁANE ŚLEDZTWO Zdawałoby się, że kwestia winy za śmierć Jezusa Chrystusa, przebieg Jego procesu i historyczne uwarunkowania tych wydarzeń zostały przez ostatnie dwa tysiące lat przeanalizowane bardzo dokładnie przez znacznie lepszych znawców tematu niż prawnik i publicysta, dotąd zajmujący się chrześcijaństwem raczej w formie eseju o nacechowaniu bardziej społecznym niż teologicznym. Ewangeliczne opisy procesu i Pasji były brane na ruszt przez Ojców Kościoła, wybitnych egzegetów wszystkich czasów, świeckich, duchownych i zapalonych antyklerykałów. Śmierć Jezusa nie powinna mieć przed nami tajemnic. Lisiickiego do napisania książki skłonił pewien nurt egzegetyczny, obecny po II Wojnie Światowej, gdy część chrześcijan, ale przede wszystkim ludzi wrogo do chrześcijaństwa nastawionych swoją wrogość podpierała swoją niechęć do Żydów oskarżeniem o „Bogobójstwo”, o śmierć Jezusa. Jakby dla rekompensaty, część biblistów zaczęła tak interpretować Nowy Testament, by oczyścić Żydów całkowicie z winy za tę zbrodnię. Ewangelie nie są w tym ujęciu relacją z wydarzeń mających miejsce ok. 30 r. n.e., ale ich teologiczną interpretacją, która wynikała przede wszystkim z konfliktu pierwotnej gminy chrześcijańskiej z judaizmem. Dochodzi więc do prób oczyszczenia biografii Jezusa z przypisywanych przez XX-wiecznych badaczy tendencji, podyktowanych XX-wieczną tendencją do wybielania Żydów. Lisicki jest świadom tego, jak wielu badaczy zajmowało się poszukiwaniami zabójców Chrystusa i analizowało śmierć Jezusa, ale jest to dla niego punkt wyjścia. Sama książka w znaczniej mierze przybiera schemat odparcia błędnych teorii, formułowanych przez jednych, skonfrontowania ich z naszą wiedzą na temat realiów Judei I w. n.e., oraz stanowiskami nieco bardziej ostrożnych egzegetów.  Niestety, zdecydował się przy tym na amerykański system cytowania (tzn. za pierwszym razem autor+tytuł+strona, a potem tylko autor+strona), co wymusza wertowanie książki, by sprawdzić, jak nazywała się cytowana już książka Gizy Vermeza. Zdarza mu się też nie podać odnośnika do cytatu z Biblii, jak gdyby zakładał, że jest dzieło dobrze znane czytelnikom. „Kto zabił Jezusa?” jest dziełem raczej popularnonaukowym, stąd autor mógł sobie pozwolić na pewne bardziej swobodne sformułowania. Nie wypada z roli w miarę obiektywnego obserwatora i śledczego, nie atakuje ostro zwolenników teorii niezgodnych z jego założeniami, ale można wyczuć sympatię do jednych znawców tematu i antypatię dla drugich. Opinia na temat wiarygodności czy poziomu logicznego opracowań  zawsze podparta jest jednak rzeczowymi argumentami. Gdy nie potrafi ustalić, jak było naprawdę (czyli przy co drugim problemie), Lisicki nie waha się powiedzieć, że trudno dojść do prawdy. Stara się też podchodzić do Jezusa jak do historycznej postaci, nie tłumacząc niczego na siłę Bożą mocą czy wszechwiedzą. KONTEKST W praktyce praca Lisickiego polega przede wszystkim na wyłapywaniu naciągnięć w rozumowaniu, zestawiania ze sobą różnych poglądów i...

Read More
Historie bez happy endu
Wrz13

Historie bez happy endu

“Ty bowiem utworzyłeś moje nerki, Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.  Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę,  nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi.  Oczy Twoje widziały me czyny i wszystkie są spisane w Twej księdze; dni określone zostały, chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał” (Ps 139). Bóg powołuje do życia człowieka. Niestety bardzo często w dzisiejszych czasach godność człowieka jest deptana, a życie traci wartość. W kręgach naukowych toczy się spór – kiedy można nazwać człowieka żywą istotą? Czy jest to chwila poczęcia, czy może pierwsze uderzenie serca? Czy można zabić dziecko i nie dać mu szansy na przeżycie być może kilku godzin na ziemi? Decyzja należy do matki. Czasem jej strach przed przyszłością i trudna sytuacja materialna sprawia, że podejmuje ona decyzję, której będzie żałowała do końca życia. Jednak są na świecie jeszcze bohaterki, które powiedziały “NIE” aborcji. Odważyły się urodzić dziecko i je wychować, albo oddać, by mogło mieć lepszy dom. Dały mu szansę, aby przeżywało kiedyś rozczarowania i radości. Właśnie o tych cichych bohaterkach pisze w swojej książce pt. “Wybrałam życie” Brygida Grysiak – dziennikarka TVN24. Książka Grysiak ta to zbiór 11 reportaży opisujących walkę matek o życie swoich dzieci. Niektóre z nich są wygrane, inne niestety zakończyły się bardziej tragicznie. Jedna z mam – pani Zofia, która oddała zaraz po porodzie córeczkę do adopcji, mówi o aborcji tak: – Jak mogłabym ją zabić? – pyta. – Nie wiem – odpowiadam. – Nie wiem Zosiu. Niektóre zabijają i mówią, że mają do tego prawo. Że chodzi o ich godność (…). – Przecież to już jest mały człowiek – mówi. – Zabójstwo to zabójstwo. Mówię ci, że ja bym nie umiałabym żyć z myślą, że zabiłam. Myślisz,  że ktoś może z tym żyć? Czy się oszukuje, że może? Pani Zosia mimo swojej choroby urodziła córkę, a następnie oddała ją do adopcji. Kobieta nie miała wsparcia ze strony ojca dziewczynki, a stan jej zdrowia nie pozwoliłby na samotne wychowanie dziecka. Wszystkie bohaterki mówią Brygidzie Grysiak jednogłośnie, że ich życie nie byłoby takie samo, gdyby zdecydowały się “usunąć” swoje dziecko. Jeśli miałyby ponownie stanąć przed wyborem, wybrałyby tę sama drogę. Być może czasami pełną cierpienia i poczucia straty, ale dającą największe możliwe szczęście. Pani Jola opowiada historię swojej córeczki – Sylwii, która zmarła kilka miesięcy po porodzie. Dziewczynka cierpiała na rzadką chorobę genetyczną, jednak jej mama zdecydowała się ją urodzić i dać jej szczęście przez kilka tych chwil na ziemi, mimo bólu, który odczuwało dziecko. Jedni by powiedzieli, że to samolubne, ale ona wie, że dziecko żyło tak długo...

Read More
Jest szał
Cze13

Jest szał

Ks. Kaczkowski. Ksiądz-celebryta i to w dodatku onkocelebryta, jak sam siebie nazywał, udziela wywiadu-rzeka. Czy może być coś gorszego? Z pewnością tak. A coś lepszego? Niewykluczone, choć będzie ciężko, bo równie odjechana książka zapewne długo nie zagości na księgarnianych półkach. „Najbardziej lubiany polski ksiądz w rozmowie życia”–  to zdanie z okładki było pierwszym, jakie przeczytałam, wyłowiwszy z torby urodzinowych prezentów pachnący nowością egzemplarz "Życia na pełnej petardzie". I nie zabrzmiało to zachęcająco. Pomyślałam niezwłocznie o słodkich aż do mdłości opowieściach o tym, że wszystko będzie dobrze, jeśli tylko zaufa się Panu, a rzekomo uszlachetniające cierpienie to najwspanialsze, co może się przydarzyć na ziemi nędznemu ludzkiemu pyłowi (niestety lektura poprzedniego książkowego wywiadu z księdzem Janem Kaczkowskim "Szału nie ma, jest rak" nie była mi dana, stąd moja mało chwalebna nieznajomość tej postaci). Moja alergia na takie „chrześcijańskie” klimaty dała mocno o sobie znać i niewiele brakowało, by ta książka wylądowała w tych zakątkach domowej biblioteczki, do których wzrok nie sięga. Jednak cudowny jasnozielony kolor tylnej części rzeczonej okładki i nieco bardziej przekonywająca dalsza część opisu skłoniły mnie, by jednak dać tej pozycji choć cień szansy. Ponadto inteligentny wyraz twarzy, którym ksiądz Kaczkowski patrzy czytelnikowi prosto w oczy ostrzegł mnie, że mogę naprawdę żałować tak pochopnej decyzji. W ten sposób zamiast na regale, Życie na pełnej petardzie wylądowało w walizce i pojechało ze mną do Berlina. Zgodnie z moim odwiecznym zwyczajem zajrzałam najpierw na ostatnią stronę, przeczytałam kilka otwartych na chybił-trafił stron, po czym niezwłocznie popadłam w pełen zachwyt. W tym miejscu gratuluję osobie odpowiedzialnej za szatę graficzną świetnie wykonanego zadania i dziękuję, że dzięki niej, pomimo sporego braku pokory, nie przegapiłam czegoś absolutnie wyjątkowego. Dawno nie miałam w ręku książki, która w równie atrakcyjny sposób i z podobną lekkością mówiłaby o sprawach najważniejszych, najtrudniejszych, najbrutalniej konfrontujących z nagą prawdą o nas samych. A przy tym bez infantylizacji i irytujących truizmów. Subtelnie, prosto oraz – nade wszystko – autentycznie. Dziennikarzowi Piotrowi Żyłce należą się wyrazy uznania za takie prowadzenie rozmowy, które pozwoliło wydobyć z księdza Kaczkowskiego frapujące opowieści o jego drodze, nienależącej bynajmniej do łatwych. Czytelnik spotyka najprawdziwszego człowieka, z wieloma wzlotami i upadkami na koncie, a jednocześnie w każdym akapicie wyczuwa się nienachalną, aczkolwiek bardzo skuteczną, obecność Pana Boga. Żyłka nie boi się pytać dalej, kiedy wyczuwa, że rozmówca waha się, czy czegoś jeszcze nie powiedzieć, ale nie brakuje mu też szacunku, kiedy ksiądz nie chce drążyć jakiegoś tematu. Rozmowa jest pogrupowana na rozdziały, jednak można je spokojnie czytać w dowolnej kolejności, rozkładając sobie przyjemność lektury na wiele dni, choć moim zdaniem to trudne zadanie, ponieważ książka wciąga niczym porządny narkotyk. Dobry warsztat dziennikarski to podstawa, lecz sam w sobie niewiele...

Read More

Uwierzyć w Jezusa

Według Katechizmu Kościoła Katolickiego: “(…) wiara w Boga jest nieodłączna od wiary w Tego, którego On posłał, Jego umiłowanego Syna, w którym całkowicie sobie upodobał; Bóg polecił nam, aby Go słuchać” (Por. Mk 9,7). “Uwierzyć w Jezusa” to książka Ruth Burrows OCD – karmelitanki, która jest autorką wielu bestsellerów na temat modlitwy mistycznej i życia duchowego. W swoim dziele porusza wiele pytań, na które każdy chrześcijanin powinien sobie odpowiedzieć. Daje wskazówki, jak żyć, modlić się i rozwijać wiarę. Zaznacza, że “wiara jest darem, ale żeby go otrzymać, musimy wykonać konieczne kroki i podjąć decyzję, że chcemy wierzyć, chcemy przyjąć Boże słowo i budować na nim życie. Bóg powiedział przez Jezusa, że nas kocha, że uczyni dla nas wszystko; zapewnił, że jeśli będziemy prosić, to otrzymamy, jeśli będziemy szukać, to znajdziemy, jeśli będziemy kołatać, to nam otworzą” (R. Burrows). Zazwyczaj człowiek, który klęka do modlitwy, liczy na szybką poprawę swojej sytuacji. Chce poczuć się lepiej. Jednak bardzo często ulga nie przychodzi, natomiast pojawia się zawód i rozczarowanie. To normalne. Bóg nie jest zobowiązany do spełniania życzeń ludzi. On wie, co dla nich najlepsze, chociaż czasem wydaje się to drogą naokoło. Ruth Burrows w 13 rozdziałach porusza tematy modlitwy, wiary, Mszy Świętej i zachęca aby oprzeć się na Piśmie Świętym, ponieważ tam zawarta jest cała prawda i sens istnienia człowieka. Czytelnik po lekturze tej książki z pewnością poczuje się przytłoczony jej trudną treścią. Dlatego zalecam czytanie tego dzieła partiami. Przemyślenie tekstu jest kluczem do zrozumienia słów zakonnicy. Zapewne niejedna osoba, która sięgnie po tę pozycję, poczuje potrzebę powrócenia do niej ponownie po jakimś czasie. Zachęcam jednak gorąco do niepoddawania się. Lektura jest bardzo pouczająca i wskazuje drogę do rozumowego przyjęcia wiary, która w dzisiejszym świecie często spychana jest na tor boczny. Wiara to fundament życia, a nie tylko jeden z jego elementów. Moim zdaniem ta publikacja obowiązkowo powinna pojawić się na półce każdej osoby, której nieobojętny jest rozwój duchowy. Jak mówi sama autorka: “Musimy nieustannie trzymać w dłoniach wodze i nie wypuścić ich, jeśli mamy zrozumieć, co oznacza życie głęboką...

Read More
Znowelizowana ekonomia
Maj20

Znowelizowana ekonomia

Są książki, które trudno zekranizować. A jak napisać książkę na podstawie praktycznie pozbawionej fabuły gry planszowej? HEKSY, HEKSY Zacznijmy od samej gry planszowej, wydanej w 1995 r., która stała się punktem wyjścia dla powieści. „Osadnicy z Catanu” to strategia ekonomiczna pomysłu Klausa Teubera, w której nacisk jest położony przede wszystkim na pozyskiwanie surowców, handel nimi i usprawnianie gospodarki swojego królestwa poprzez wznoszenie nowych osad i budowę szlaków komunikacyjnych między nimi. Wszystko to rozgrywa się na złożonej z sześciokątów mapie Catanu – legendarnej, pełnej bogactw naturalnych wyspy. Każdy skrawek mapy ma przypisany numer, który decyduje, ile oczek trzeba wyrzucić na początku tury, by zabrać z niego plony. Za każdą rozgrywką wyspa wygląda inaczej, gdyż położenie pól jest w dużej mierze losowe, co rzutuje na działania podejmowane przez graczy. Ci swoją infrastrukturę stawiają na krawędziach (drogi) i wierzchołkach (osady) sześciobocznych pól o różnym charakterze. Lasy dają drewno, glinianki – glinę na cegły, góry – rudę żelaza, pola – zboże, pastwiska – wełnodajne owce. Jest jeszcze pole zupełnie nieurodzajne, pustynia, na której grę zaczyna Złodziej – figurka uniemożliwiająca pozyskiwanie z danego pola surowców (zostaje przesunięta, gdy któryś z graczy wyrzuci na kostkach siódemkę). Na krawędziach mapy znajdują się porty, umożliwiające wymianę zbędnych towarów na bardziej potrzebne. Gra toczy się tak długo, aż jeden z czterech graczy zbierze odpowiednią ilość punktów zwycięstwa – te są zaś liczone za osady, drogi i karty rycerskie, otrzymywane na przykład za zbudowanie odpowiedniej drogi. Rozgrywka jest całkowicie pozbawiona rywalizacji innej niż ekonomiczna. Nie ma walk, wojen, a przestrzeń do rozbudowy zdobywa się metodą kapitalistyczną: zajmując ją, nim zajmie ją przeciwnik. Można jednak działać przeciwko innemu graczowi – na przykład po wyrzuceniu siódemki ustawiając Złodzieja na jednym z cennych dla niego pól lub budując drogę tak, by zablokować podobną inwestycję ze strony rywala. Gra w Polsce została okrzyknięta grą roku 2005, za czym poszły kolejne wydania (z poprawioną szatą graficzną) i dodatki urozmaicające lub (zdaniem niektórych) psujące rozgrywkę. Pierwszą istotną modyfikacją jest uczynienie z „Osadników” gry całkowicie karcianej w „Catanie – grze karcianej”. Druga to przywrócenie opcji eksploracji nowych terenów (jak zakładał pierwszy projekt) w „Żeglarzach”. Pozostałe wprowadzają np. inwazję barbarzyńców i walczących z nią rycerzy, gotowe scenariusze czy dodające dwóch dodatkowych graczy. Modyfikacje historyczne na licencji gry przenoszą rozgrywkę od Egiptu przez Kanaan po Ankh-Morpork. Dodatkowo pojawiły się wersje elektroniczne. JAK TO ZNOWELIZOWAĆ? Na fali tej popularności i wielopłaszczyznowej adaptacji prędzej czy później musiała powstać książka. Jej napisania na zlecenie samego Klausa Teubera podjęła się Rebecca Gablé, niemiecka mediewistka i literaturoznawczyni. Stało przed nią trudne zadanie, gdyż gra jako taka nie posiada ani fabuły, ani wyznaczonych bohaterów, ponadto jej schemat sugeruje raczej działania rozciągnięte na wiele lat...

Read More
Dopóki oddychasz nie trać nadziei!
Kwi28

Dopóki oddychasz nie trać nadziei!

Niesamowita opowieść o kimś z kogo każdy, kto kiedykolwiek zwątpił we własne siły powinien wziąć przykład. Bo najważniejsze, to cały czas próbować i nigdy się nie poddawać, bez względu na okoliczności. A w tym wszystkim zawarta jest historia odkrywania wiary i obecności Boga w życiu absolutnie każdego człowieka. Co ja właściwie mam na myśli? Gorąco chciałbym polecić wszystkim czytelnikom Może Coś Więcej książkę pióra (a w zasadzie nosa!) Pani Marzeny Hansch-Rindflajasz pt. „Wspomnienia nosem pisane”.  Na pierwszy rzut oka niepozorna mała książeczka, jednak pomimo zaledwie 81 stron przypuszczam, że jest to jedyna książka jaką trzymałem w swoich rękach, która kosztowała autora tak wiele wysiłku. A dlaczego? Jak sugeruje nam tytuł cała została napisana tą częścią ciała, której zwykle nie używamy do obsługi klawiatury. Jest to autobiografia pozwalająca nam poznać autorkę wraz z jej przemyśleniami i doskonałym świadectwem odkrywania działania Pana Boga. Drogi Czytelniku, jeśli wydaje Ci się, że spotkałeś się z przeszkodą nie do pokonania, czymś co całkowicie cię przytłoczyło i sprawiło, że poczułeś się bezsilny, to po zapoznaniu się tą historią już zawsze inaczej będziesz patrzyć na trudności które będą cię spotykać. Dowiesz się, jak ważny jest upór i nadzieja, a także dlaczego nie należy oceniać ludzi po pozorach, a jedynie patrząc na ich serce, bo tylko patrząc na serce można poznać prawdę o drugim człowieku. Być może w tym momencie zastanawiasz się gdzie w tym wszystkim wyjątkowość poza pisaniem nosem? No bo przecież do takich uniwersalnych prawd może dojść każdy, a nawet uznać je za banalne. Należy w tym miejscu nadmienić, że Pani Marzena jest osobą niepełnosprawną i w swojej niepełnosprawności znajduję siłę na nieustanną walkę, siłę, której brakuje wielu ludziom nie mającym tego typu problemów. Myślę, że także wiele osób niepełnosprawnych może nauczyć się od Pani Marzeny tego co tak naprawdę najważniejsze, czyli posiadania marzeń, a co jeszcze ważniejsze spełniania ich w piękny sposób z ogromnym uporem, pomocą i wdzięcznością dla pomagających ludzi. Jeśli natomiast masz trudności z podejmowaniem trudnych decyzji i odnajdywaniu się w nowej sytuacji, to z pewnością trafisz na niejedną wskazówkę jak robić to z odwagą, spokojem i pewnością siebie. A gdzie w tym wszystkim Bóg? Przemyślenia autorki pozwalają spojrzeć w inny sposób na relacje międzyludzkie, szczególnie z tymi osobami na których najbardziej nam zależy, bo najczęściej niestety bywa tak, że to właśnie te osoby zadają nam najgłębsze rany. I właśnie tutaj najbardziej potrzebna jest obecność Boga, jego miłosierdzia i to jak zmienia nas wewnętrznie pozwalając patrzeć na ludzkie wnętrze i prawdziwą motywację, a nie tą powierzchowną. Jednak, jak zapewne wie każdy z nas to wcale nie jest takie proste. Z tej opowieści możecie poznać tylko jedną z miliardów dróg, która prowadzi do przemiany...

Read More
W dżungli życia
Kwi06

W dżungli życia

Beata Pawlikowska – jedna z najbardziej znanych polskich podróżniczek. Autorka wielu książek i fotografii. Jako pierwsza Polka opublikowała swoją książkę w National Geographic. Część twórczego dorobku autorki została napisana w czasie, kiedy ona sama przedzierała się przez życie – ucząc się, jak odnaleźć szczęście. Te zmagania bardzo trafnie oddała w książce “W dżungli życia. Poradnik dla dziewczyn i chłopców (oraz niektórych dorosłych)”. Beata Pawlikowska jako nastolatka często czuła się niezrozumiana i samotna, czego skutkiem była próba samobójcza. Podczas studenckiego życia nie odmawiała alkoholu, a czasem sięgała po narkotyki. Nie załamała się jednak, ale stopniowo odkrywała, co było przyczyną jej nieszczęścia. Dlaczego cierpiała na bulimię czy anoreksję? Ponieważ nie słuchała siebie – najważniejszej osoby, dzięki której mogła poczuć się szczęśliwa. To odkrycie zaszokowało ją i odmieniło. W swoim poradniku podróżniczka wspomina swoje życie, począwszy od wczesnych lat w Koszalinie, a skończywszy na zakamarkach amazońskiej dżungli. Opisuje, jakie popełniła błędy i daje przestrogę czytelnikom, jak ich uniknąć. Najważniejszą pasją autorki są podróże na odległe krańce świata. Ciekawi ją, jak żyją indiańskie plemiona i co czai się w amazońskiej dżungli. Po wielu latach systematycznych podróży potrafi opanować lęk, zdobyć pożywienie, a nawet wykonać truciznę z kurary. Beata Pawlikowska stopniowo zmieniała swoje podejście do życia. Realizowała marzenia i stała się “dyrektorem we własnej firmie”, którą był jej los. Pierwszym krokiem było pokochanie siebie, kolejnymi: ustalenie priorytetów, rozmowa z samą sobą i odkrycie swoich marzeń. Autorka bardzo dobrze analizuje innych ludzi. Szuka w nich optymizmu. Jej postrzeżenia są zaskakujące, a czytelnik często po przeczytaniu książki zastanawia się, dlaczego on sam nie zauważył dotąd pewnych cech u swoich znajomych i być może przez to czuje się wykorzystywany i odtrącony. Z czystym sumieniem mogę polecić poradnik Beaty Pawlikowskiej osobom, które nie potrafią uporządkować swojego życia. Wegetują w ciągłym chaosie, szukając szczęścia w innych ludziach, zapominając, że jest ono na wyciągnięcie ręki, w nich samych. Aby zmienić swoje podejście do świata i siebie samego, należy zadawać sobie na głos pytania. Jakie? To właśnie odnajdziecie w książce autorki. “Każdy z nas jest Mędrcem, który zna odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące własnego życia. Ale rzadko kto zadaje sobie pytania, żeby się tego dowiedzieć. I tylko dlatego jest zagubiony. Nie dlatego, że brak mu odpowiedzi, ale dlatego, że brak mu pytań. Bo odpowiedzi nosi w...

Read More

Król Traumy

Traumę przeżyć może zarówno rodzina, jak i jednostka. Traumę mogą przeżywać też całe narody, miasta i regiony. Problemy, które zasługują na miano „traumy” relacjonowane są w telewizji i prasie, a także coraz częściej w social mediach. Kolejne katastrofy, kryzysy i choroby to jednak nie tylko domena prezentera telewizyjnego czy Facebookowego statusu naszych aktywnych społecznie znajomych. Media nie mają monopolu na traumę. Są jeszcze pisarze. KTO JEST NAJLEPSZY I DLACZEGO STEPHEN KING? Stephen King w swoich książkach przedstawia traumy jednostek lub małych społeczeństw, wynikające z nagłych negatywnych zmian. Zmiany te rodzą się z pożądania, zazdrości, strachu, miłości, nienawiści, rządzy władzy, dominacji – z pobudek, którymi ludzie kierują się od zawsze. Nawet gdy opowiada o ludzkości zdziesiątkowanej przez supergrypę („Bastion”), to skupia się na problemach niewielkiej grupy osób. Stephen King został obwołany „królem horroru”. Nie zgadzam się z tym. W przeciwieństwie do wielu autorów pisarz z Maine pod pretekstem grozy dostarcza często czytelnikowi głębokiej analizy ludzkich problemów. I to jakich problemów! Dlatego ja mogę z czystym sumieniem nazwać Stephena Kinga Królem Traumy. Chciałbym przedstawić trzy różne przykłady traumy, opisanej w powieściach „Lśnienie”, „Pod kopułą” oraz „Bastion” (wszystkie zekranizowane). Kolejność nie jest przypadkowa. „LŚNIENIE” – TRAUMA RODZINNA „Lśnienie” znane jest jako jeden z najlepszych horrorów wszechczasów. Zarówno literacki pierwowzór, jak i jego swobodna ekranizacja Stanleya Kubricka. Zebrał dobre opinie krytyków i najlepsze oceny. Wygląda więc na to, że jest doskonałą historią, prawda? Prawda. Ale nie jest horrorem. W „Lśnieniu” widzimy historię rodziny zmagającej się z alkoholizmem ojca i męża – Jacka Torrance’a. Przyjął on posadę dozorcy w górskim hotelu „Panorama”, który zamknięty jest na cztery spusty przez całą zimę. Jego mały syn i żona przeprowadzają się razem z nim, nie spodziewając się tragedii, jaka nastąpi. Ile żon popełnia ten sam błąd we współczesnym świecie? Bo ten hotel to jest symbol. Takim hotelem może być mieszkanie, w którym rozgrywają się rodzinne dramaty. Takim hotelem może być blokada psychiczna lub emocjonalna, która mówi, że będzie dobrze, że mąż uderzył Cię po raz ostatni. Takim hotelem może być przekonanie, że skoro tatuś mówi, że kocha, to nie uderzy, nie wypije kolejnego piwa. King przedstawia alkoholika bardzo surowo. Im dłużej jest on zamknięty w „Panoramie”, tym więcej rzeczy zaczyna sobie wmawiać. Coraz drobniejsze rzeczy go irytują. Żona staje się nie do zniesienia. Dziecko za dużo narzeka.   Stephen King nie wymyślił tej opowieści. Sam był jest alkoholikiem i zna zagrożenie. Rodzina to najmniejsza komórka społeczna, ale jej traumy to nieszczęście o największej skali. Dlaczego? Dlatego, że trauma rodziny zostaje w rodzinie, najczęściej. Wiele mówi się w tradycyjnych mediach o alkoholizmie, ale tak naprawdę jest to problem hermetyczny, dlatego najpoważniejszy. Bardzo często rodziny nie mówią o tym...

Read More
Kiedy diabeł się cieszy
Paź09

Kiedy diabeł się cieszy

Gdy moja mama zaczęła czytać „Listy starego diabła do młodego” C. S. Lewisa, stwierdziła, że trzeba się porządnie skupić, bo tam jest wszystko na odwrót! Dla mnie – wykładnia chrześcijaństwa. Na 152 stronach. „Listy starego diabła do młodego” to powieść epistolarna autorstwa brytyjskiego pisarza, który stworzył świat Narnii. Ujawnia idee chrześcijańskie (w każdym liście stara dotykać się jakiejś innej kwestii, np. pokora i pycha, seksualność, modlitwa, wojna), a podkreśla zwłaszcza jedną – wiarę w piekło i szatana. Po raz pierwszy utwór ukazał się w gazecie „The Guardian” w 1941 r., natomiast pierwsze wydanie książkowe pojawiło się już rok później. „Listy…” zyskały w Wielkiej Brytanii bardzo dużą popularność. Polski tytuł wskazuje bardzo precyzyjnie zawartość książki – zbiór listów, w których doświadczony demon komentuje poczynania młodszego adepta sztuki piekielnego kuszenia. W oryginale tytuł dzieła brzmi „The Screwtape Letters”. Również jest w nim mowa o listach, jednak podaje się jedynie ich nadawcę – Screwtape’a, zatem przed przeczytaniem książki czytelnik nie zna szczegółów owej korespondencji. Dlaczego trzeba przeczytać „Listy…”? Co w nich jest takiego, czego nie ma w innych książkach? Po pierwsze najciekawszym rozwiązaniem jest tutaj odwrócenie wartości. Korespondują ze sobą diabły, więc wszystko to, co uznają one za dobre, powszechnie uważane jest za złe, np. Nasz Dobry Ojciec – szatan Lucyfer, Nieprzyjaciel – Bóg, sprowadzić na dobrą drogę – sprowadzić na drogę grzechu. Stąd ta niewygoda w czytaniu zauważona przez moją mamę. Ale to dobrze. Ma być niewygodnie. Miejscem akcji jest Piekło, osią – proces kuszenia człowieka przez jednego z diabłów (tego młodego). Ów proces ukazany jest jako walka szatana i Boga o duszę ludzką. W powieści czasem nawet stosuje się słownictwo militarne, mające podkreślić bojowość działań obu stron, np. „Nieprzyjaciel, wierny swym barbarzyńskim metodom walki, dozwala nam widzieć krótkotrwałą niedolę swych ulubieńców jedynie po to, by nas drażnić (…)”, „Wyobrażam sobie, że to musiało być w tym stadium rozmowy, gdy odczucie takiego niesprawiedliwego braku zaufania kazało Naszemu Ojcu usunąć się sprzed oblicza Nieprzyjaciela w bezkresną dal z gwałtownością, która dała początek tej śmiesznej nieprzyjacielskiej historii, iż został przemocą wyrzucony z Nieba. Od owej chwili zaczęliśmy dociekać, dlaczego nasz Ciemięzca był aż tak tajemniczy. Cała Jego władza opiera się na tej tajemnicy. Członkowie Jego stronnictwa przyznawali nieraz, że gdybyśmy kiedykolwiek zrozumieli, co On pojmuje przez Miłość, wojna byłaby skończona i weszlibyśmy z powrotem do Nieba”. Ta powieść to ostrzeżenie – bardzo zresztą wyraziste – oraz przyczynek do refleksji – bardzo oryginalny. Po drugie, zwraca najsilniej uwagę na to, co często umyka chrześcijanom lub też czego nie chcą, boją się dopuścić do świadomości – istnienie piekła i diabła! To że sfera transcendentna została wpisana w tak swojską sytuację, jak pisanie listów (wtedy jeszcze...

Read More