Rzucić kamień
Kwi03

Rzucić kamień

Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: "Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?". A ona odrzekła: "Nikt, Panie!". Rzekł do niej Jezus: "I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz" (J 8,1-11). Banalne stwierdzenie „nikt nie jest idealny” znajduje odzwierciedlenie w przytoczonym powyżej fragmencie Pisma Świętego. W naturze człowieka leży osądzanie innych ludzi, porównywanie się i stawianie się ponad nimi. A dlaczego to robimy? Bo czujemy się wtedy lepsi, ważniejsi, warci uwagi innych. Wypowiadając złośliwe komentarze i osądzając, podnosimy własny prestiż i samoocenę, a tak naprawdę zazdrościmy i mścimy się na innych ludziach rzucając kamień – słowo. Jedynym człowiekiem na ziemi, który nie oceniał ludzi, był Jezus. On wiedział, że nikt nie jest idealny i dawał do zrozumienia człowiekowi, że konieczne jest otwarcie oczu na prawdę. W dzisiejszym dniu spójrzmy inaczej na osobę, z którą żyjemy na co dzień, widzimy na ulicy, pracujemy. Nie zazdrośćmy jej umiejętności i zdolności. Postarajmy się dostrzec w niej to, co robi najlepiej i podziękujmy za to Bogu. Gdyby wszyscy ludzie byli jednakowi, świat nie byłby tak fascynującym miejscem. Każdy człowiek ma swoje tajemnice i historię, którą można poznać, a to sprawia, że stajemy się sobie bliżsi, a równocześnie zaczynamy szanować innych, zamazując granice i różnice pomiędzy nami.   Czytania liturgiczne na 3 kwietnia 2017; Rok A, I – Chrystus ocala cudzołożnicę    Zobacz również: Maria, Apostołka Apostołów [Rafał Growiec]  "Maria z Magdali staje się pośrednikiem woli Bożej, którą przekazuje Jedenastu – jej świadectwo jest dowodem i umocnieniem dla wiary Piotra i Jana. Jak Paweł był posłany do pogan, tak ona – do...

Read More
Jeśli w Kościele jest fajnie, to jest źle
Mar30

Jeśli w Kościele jest fajnie, to jest źle

Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył ktoś inny we własnym imieniu, to przyjęlibyście go. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? (J 5, 43-44). Ludzkie podejście nie pozwala nam poznać prawdziwie Boga. Tak było z Jezusem, gdy wszedł w świat judaizmu swoich czasów. Czytana Ewangelia jest odpowiedzią Jezusa na próby zabicia Go przez Żydów*, którym nie pasowała nauka Chrystusa, gdyż uważali (słusznie), że czyni się równym Bogu. Gdyby ktoś powiedział „jestem faryzeuszem”, „jestem saduceuszem” – wtedy przyjęliby jego naukę, bo pochodziłaby ona od ludzi. Ale skoro Jezus głosi coś nowego, to nawet jeśli dowodzi swojej wiarygodności cudami, przyjęty być nie może. Jaki był grzech Izraela pod Synajem? Czy chodziło tylko i wyłącznie o uczynienie sobie wizerunku Boga Niewidzialnego? Czy dlatego Lewici musieli przejść przez obóz i wybić trzy tysiące mężów (por. Wj 32, 28)? Nie, grzechem Izraela jest stworzenie sobie bożka, który – nie będąc JHWH – przejmuje jego imię, zasługi, a do tego jego kult jest dużo fajniejszy od kultu Tego tajemniczego Boga, z którym rozmawiał Mojżesz na górze. A to wszystko dzięki zgrabnemu połączeniu wiary przodków z wiarą Egiptu w potężnego byka Apisa. Pod Synajem było fajnie, a czciciele złotego cielca sami sobie dawali świadectwo. Było im dobrze, nowy Bóg nie miał wielkich wymagań, była impreza. A tu przychodzi Mojżesz i mówi, że nie ma być fajnie, tylko po bożemu. Wszystko inne to grzech. Często kościelne (liturgiczne i nie tylko) spotkania służą temu, by było nam fajnie. Ot, spotkać się w gronie, które albo potańczy przed Najświętszym Sakramentem, albo odmówi modlitwy według starego rytu i ponarzeka na posoborowie, albo będzie razem rzucać klątwy na Kościół zamknięty, albo będzie domagać się ekskomuniki lewactwa. Tak, żeby tylko wszyscy się ze wszystkimi zgadzali, żeby było (tak po ludzku) przyjemnie. Gdy pojawia się ktoś, kto chce wyrwać nas z tego towarzystwa wzajemnej adoracji, nie możemy uwierzyć, że jak jest tak fajnie, to może nie być po bożemu.   * Żydzi w Ewangelii wg św. Jana to ci, którzy odrzucili Chrystusa, a potem prześladowali młody Kościół.   Czytania liturgiczne na 31 marca 2017; Rok A, I – Spisek przeciw sprawiedliwemu   Zobacz również: Przemieniajcie się i wierzcie w Dobrą Nowinę! [Rafał Growiec]  "Grzech miał być tym, co już minęło. Dlatego ludzie nieraz chrzcili się w późnym wieku na łożu śmierci – gdyż czuli, że grzech po chrzcie byłby czymś straszliwym, bliskim naszej ekskomunice. A pokutować można było tylko raz. Niby był to radykalizm, jednak można zadać sobie pytanie, czy dziś Dobra Nowina o przebaczeniu grzechów nie jest...

Read More
Kiedy postępuję właściwie?
Mar29

Kiedy postępuję właściwie?

Ty, umiłowany, postępujesz w duchu wiary, gdy pomagasz braciom. (3J 1; 5) Starając się żyć zgodnie z zasadami naszej wiary, pojawiają się wątpliwości, kiedy faktycznie postępujemy właściwie. Taka niepewność jest czymś zupełnie normalnym. Nawet dobrze, że pojawia się ona w naszym życiu. Świadczy to o tym, iż nasze postępowanie nie jest bezmyślne. Staramy się obrać właściwą drogę, każdy czyn jest przemyślany, a z tych, przy których zbłądziliśmy wyciągamy wnioski, by nie powtarzać starych błędów. Pojawiają się też takie momenty, gdy wydaje nam się, że każda możliwa opcja niesie ze sobą zarówno coś dobrego, jak i coś złego. Starając się znaleźć w racjonalne wyjście jeszcze bardziej pogrążamy się w zwątpieniu. Mając swojego przewodnika duchowego, czyli osobę, która pomaga nam w naszym osobistym rozwoju duchowym, można się go poradzić, co w danej sytuacji zrobić. Jeśli jednak chcemy działać sami, może warto rozważyć sobie przytoczone powyżej zdanie z Pisma Świętego? Rada jest dość prosta. Jeśli nie jesteś przekonany, czy Twoje postępowanie będzie dobre, zastanów się, kto na nim skorzysta. Czy możesz w dany sposób pomóc lub wesprzeć Swoich bliskich, czy choćby kogoś obcego, a może tylko szukasz sposobu, by Tobie było wygodniej? Wiara wymaga od nas poświęceń. Mimo, iż czasami chcemy sobie życie trochę ułatwić, to nie zawsze jest to konieczne. Bywa, że nie jest nawet wskazane. Jednakże, cały czas posiadamy wolną wolę i ostatecznie od nas zależy, jaką drogę wybierzemy. Mając jednak na uwadze dobro naszych bliskich, zdecydowanie bliżej będziemy postępowania według wiary. Błędy popełnione nieświadomie, przez nieuwagę, czy przez nieprzewidzenie wszystkich skutków zdecydowanie łatwiej darować, a pamiętajmy, że nasz Ojciec jest Miłosierny i zawsze będzie nas nakierowywał na właściwą ściężkę. Nawet jeśli bardzo zbłądzimy. Podczas tego Wielkiego Postu, może warto zastanowić się, jak wygląda Twoje podejście do innych, a w szczególności tych najbliższych. Czy możesz zrobić coś dla nich? Nawet najmniejsza rzecz, którą zdecydujesz się zrobić dla kogoś sprawi mu przyjemność. Czasami taki pozornie mały szczegół potrafi naprawić komuś dzień. Może więc warto...

Read More
Nie mam człowieka. Ale czy sam nim jestem?
Mar28

Nie mam człowieka. Ale czy sam nim jestem?

Panie, nie mam człowieka J 5, 1 Każdemu czasem kogoś brakuje. Kogoś, kto poda pomocną dłoń, wyratuje z tarapatów, powie dobre słowo. Kogoś, z kim będzie można porozmawiać, wyżalić się, poprosić o radę. Kogoś, kto po prostu nam potowarzyszy, byśmy nie czuli się samotno. Tak już zostaliśmy stworzeni – do relacji. Nie da się przejść przez życie bez ich budowania i rozwijania. Codziennie jesteśmy skazani na innych ludzi, zależni od ich decyzji, czynów, słów. Nieustannie dajemy coś z siebie innym ludziom i odbieramy to, co oni dali nam. Czy to uśmiech kasjerki w supermarkecie, czy podejrzliwe spojrzenie szefa w pracy, czy nieodebrana rozmowa telefoniczna od matki, która dawno nie dzwoniła. Niestety, czasem ludzie nas zawodzą. Może opuścili nas właśnie wtedy, gdy najbardziej na nich liczyliśmy? Może byli nieobecni, gdy ich bliskości i wsparcia najbardziej potrzebowaliśmy? Może zostaliśmy przez nich zdradzeni, zranieni i postawieni w trudnym położeniu? A może po prostu jest nam przykro, że nie zauważają tego, jak się właśnie czujemy, co przechodzimy, i nie reagują odpowiednio? Bez względu na to, czy sytuacja jest naprawdę poważna i tragiczna, czy to błahostka, która przysparza tymczasowych niewygód, każdy z nas bardzo często może powtórzyć za chorym z dzisiejszej Ewangelii: „Nie mam człowieka”. Czuję się zapomniany, odrzucony. Bo rodzice nie akceptują mojej drugiej połówki i nie chcą, byśmy wzięli ślub. Bo w pracy idzie mi gorzej, ale szef zamiast pomóc i zmotywować, woli zdegradować albo nawet zwolnić. Bo wylądowałem na dłuższy czas w szpitalu a przyjaciel, który mieszka niedaleko w ogóle mnie nie odwiedził. Bo potrzebuję przewieźć rzeczy do nowego mieszkania, ale wszyscy znajomi posiadający samochód wymawiają się brakiem czasu. Lub też od lat czuję się samotny, pragnę znaleźć w życiu miłość, ale w ogóle mi to nie wychodzi. Znamy dobrze takie i podobne sytuacje, czasem są one wręcz stałym elementem codziennych zmagań z innymi ludźmi, ich oczekiwaniami i decyzjami. Ile razy doświadczymy czegoś takiego, zastanówmy się, czy przypadkiem sami nie jesteśmy tacy dla innych. Czy ludzie, którzy nas otaczają mają czasem prawo powiedzieć „nie mam człowieka” właśnie dlatego, że my odpowiednio nie reagujemy? Może sami za często okazujemy się egoistami, leniami, nie błyszczymy inteligencją, nie potrafimy się domyśleć czy zaprzeć i wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi, jego potrzebom i problemom? Dobrze będzie prosić Pana, by dał nam odpowiednich ludzi wtedy, gdy będziemy ich potrzebowali. Równie dobrze prosić o to, byśmy byli takimi ludźmi dla...

Read More
Uwierz
Mar27

Uwierz

A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. Jezus rzekł do niego: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie. Powiedział do Niego urzędnik królewski: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko. Rzekł do niego Jezus: Idź, syn twój żyje. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: Syn twój żyje. I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei. (J 4,43-54) Rodzic, którego dziecko jest chore zrobi wszystko, by je uratować. Pójdzie do każdego lekarza, którego kompetencje wcześniej podważał. Podobnie urzędnik z Kafarnaum pod wpływem aktu desperacji wyruszył do Jezusa, prosić Go, aby uleczył jego syna, który był umierający. Nie wierzył w Jezusa, nie wierzył w Jego moc, ale gdy Chrystus zapewnił go o uzdrowieniu syna jego serce otworzyło się na wiarę. Podobnie my, w codziennym życiu poszukujemy znaków danych od Boga. Gdy jest nam źle, pragniemy naprawy sytuacji i ukojenia naszego żalu i bólu. Potrzebujemy dowodów, aby uwierzyć w istnienie Chrystusa. Zaufanie w Jego opiekę przychodzi z czasem, kiedy po raz pierwszy zawierzamy mu swoje życie. Podobnie jest z pasami bezpieczeństwa. Zapinamy je odruchowo, nie zwracamy na nie uwagi, nawet ich nie czujemy, a one nas chronią. Tak samo jest z opieką Boga. Czuwa przy nas, a my, którzy oddajemy mu nasze nadzieje staje cię kimś, kto stoi na straży naszej duszy w każdej chwili, pomimo tego, że już Go nie zauważamy i nie czujemy. Zawsze zwracaj się do Boga w chwilach słabości. Być może nie zauważysz znaków danych od Niego, ale nie wątp w jego obecność. Nie wystawiaj Boga na próbę, niech Jego orędownictwo stanie się twoimi pasami bezpieczeństwa, które zapinasz odruchowo. To, że Bóg nie ukoi twojego bólu natychmiast, nie znaczy, że nie towarzyszy ci w Twojej niedoli. Nie wątp,...

Read More
Narodzenie Pańskie
Mar25

Narodzenie Pańskie

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł. (Łk 1,26-38) Bóg zesłał nam na świat swego syna aby przekazać nam swoją miłość, pokazać dobro, którym można się dzielić z innymi. Jezus głosił słowo Boże na całym świecie, dokonywał cudów, które ukazywały ludziom, że wiara jest czymś silnym, jest fundamentem naszego oddania Bogu. Syn Boży poświęcił swe życie za nasze grzechy abyśmy mogli zaznać jego miłości. Tak jak Jezus poświęcił swe życie za nas, tak i my każdego dnia pokazujmy mu swoje oddanie. Każdy najmniejszy, dobry uczynek, czy modlitwa jest darem dla Najwyższego. „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”, wiara to potężna moc, którą można przenosić góry. Jest ona ważna w naszym życiu. Uroczystość Zwiastowania Pańskiego wypada w Wielkim Poście. Przygotowując się do świętowania Wielkanocy, obchodzimy uroczystość poświęconą tajemnicy Wcielenia i odnoszącą się do Narodzenia...

Read More
Bądźmy dla siebie dobrzy
Mar24

Bądźmy dla siebie dobrzy

Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych» (Mk 12, 28b-34) Jeszcze trochę będzie o miłości. I o nienawiści. Bo wychodzi na to, że równie chętnie jednym i drugim szastamy w każdą stronę. Dla jednych jesteśmy najlepszymi na świecie ludźmi. Innych mamy w zwyczaju mieszać z błotem. A powody tego bywają nierzadko trywialne do granic możliwości. Problemem w tym wszystkim jest to, że (za) bardzo cenimy sobie wszystko co jest nasze. Własne. A zwłaszcza uwielbiamy cenić swoją własną opinię, próbując ją wepchnąć każdemu do gardeł. Wystarczy, że ktoś tej opinii nie podziela, a od razu staje się największym wrogiem, którego tak bardzo nienawidzimy, że nie potrafimy tego wyrazić. Problemem jest to, że w dzisiejszym świecie moja prawda jest bardziej mojsza niż twoja. A racje innych nie są w ogóle przyjmowane do wiadomości, uważane za idiotyzm, głupotę i niewiadomo jeszcze co. Problem w tym, że egocentryczny człowiek wymyślił sobie, że to co ma w głowie jest najprawdziwsze i najbardziej prawidłowe. Wartości innych muszą być zdeptane, wyśmiane, pogardliwie zepchnięte jako nic nieważne. Zgodnie z zasadą, że kto nie jest z nami, ten na pewno jest przeciwko nam. Czy tak trudno w dzisiejszym świecie być dla siebie dobrym? Czy trzeba od razu się wyzywać, gardzić sobą nawzajem i poniżać? Czy tak trudno zobaczyć człowieka w człowieku? Zamiast tworzyć mury, to je burzyć? Nigdy nie będzie na świecie dobrze, jeśli jeden będzie występował przeciwko drugiemu. Nigdy nie będzie dobrze, jeśli jeden będzie do drugiego pałał taką nienawiścią jaką można dostrzec np. w mediach, w internecie, na portalach społecznościowych. Nigdy nie będzie dobrze, jeśli będziemy traktować się wzajemnie jak wrogów. Bo prawda jest taka, że możemy się ze sobą nie zgadzać, możemy mieć różne zdanie w jakimś temacie, możemy próbować dojść do jakiegoś środka… Tylko po co od razu się...

Read More
Ja nie winien, Pan Bóg winny
Mar23

Ja nie winien, Pan Bóg winny

Od dnia, kiedy przodkowie wasi wyszli z ziemi egipskiej, do dnia dzisiejszego posyłałem do was wszystkie moje sługi, proroków, każdego dnia, bezustannie, lecz nie usłuchali Mnie ani nie nadstawiali uszu. Uczynili twardym swój kark, stali się gorsi niż ich przodkowie. Oznajmisz im wszystkie te słowa, ale cię nie usłuchają; będziesz wołał do nich, lecz nie dadzą ci odpowiedzi. (Jr 7, 23-28) Bóg robi wszystko, by Mu uwierzyć. Choć trudno to zrozumieć, bo przecież byłoby dużo łatwiej, gdyby każdy doznawał jasnego objawienia – tak, żeby nie było już miejsca na wątpliwość i wahanie. A jednak On się stara, niczego nie zaniedbuje podobnie jak w niczym nie zawinił, gdy buntowali się przeciwko Niemu Izraelici. Czego to oni nie zarzucali Bogu i Mojżeszowi, byleby tylko samym wyjść na nieskalanych! Słowa Jeremiasza to lament nad Jerozolimą – grzeszną, ale ufną w Bożą opiekę nad Świątynią. Wierzyli, że żaden najazd nie zmiecie ludu, który zanosi modły w najświętszym miejscu na ziemi. To była taka ich Jasna Góra czy Licheń. Ale opieka Boga to nie opieka militarna, ale głównie troska o prawość serc, o to, by ludzie byli zwróceni do Niego twarzą, tak jak się staje z przyjacielem. Stąd wszyscy ci posyłani prorocy, zamęczający lud napomnieniami, choć lepiej się słucha wieszczów sukcesu i bezpieczeństwa. I Jeremiasz dołączył do tego grona z niezbyt obiecującym zapewnieniem, że nie będzie wysłuchany. I Jezus był gotowy na to, że ludzie będą szukać wymówek, żeby za Nim nie iść. No i znaleźli… Niezbyt inteligentny to argument, ale czasem trudno coś sensownego na szybko wymyślić. Byleby tylko dowieść, że Jezus nie ma racji, że to sługa diabła… Więc to jedno zdanie Jezus zbija w dłuższej wypowiedzi obracając niezręczność atakującego na własną korzyść zwykłą logiką. Zatwardziałość serca (u Mateusza i Marka: sklerokardia) utrudnia nam dostrzeżenie prawdziwej działalności Boga, odrzucenie jej jako dzieła fałszywego i bezbożnego. Wtedy należy patrzeć na owoce, by sprawdzić, czy jak ten bezimienny oskarżyciel stajemy nie tylko na przekór Chrystusowi, ale też zdrowemu...

Read More
Balansując w codziennym życiu
Mar22

Balansując w codziennym życiu

Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! (Mt 10; 16) Trwając w naszej wierze osiągniemy zbawienie. Jednak, nie zawsze jest to tak proste, jak mogłoby się wydawać. Wiele razy w naszym życiu pojawiają się momenty zwątpienia, szczególnie, gdy zamiast usłyszeć słowa otuchy słyszymy śmiech. Gdy chcemy konsekwentnie trzymać się przyjętych przez nas zasad, zawsze znajdzie się te kilka osób, dla których będzie to śmieszne. W czym tkwi problem? Rozważając te dwa zdania z Ewangelii według Św. Mateusza skupmy się nie tylko na tym pierwszym, co często ma miejsce, ale też na tym drugim. Będąc owcami wśród wilków jesteśmy z góry skazani na prześladowanie, wyśmiewanie i postrzeganie jako ci słabsi. Praktykujący chrześcijanin jest narażony na niebezpieczeństwo. Szczególnie taki, który swoje powołanie znalazł w posłudze jako misjonarz. Wróćmy jednak do zwykłego, szarego człowieka. Aby móc żyć zgodnie z zasadami religii, a jednocześnie nie stawać się stereotypowym katolikiem, należy rozważyć drugie zdanie z podanego powyżej fragmentu. Pozwoli nam ono balansować pomiędzy skrajnościami. Bądźmy roztropni. Wszystko, co zamierzamy zrobić dobrze jest przemyśleć. Nie podejmujmy pochopnych działań. Jako przykład weźmy imprezy. “Katolik-imprezowicz” nie brzmi jakoś naturalnie. Jednak katolik jest również człowiekiem i też ma prawo korzystać ze swojego życia. W takim razie nie rezygnujmy z imprez, wyjścia ze znajomymi do klubu, czy na piwo. Jak najbardziej – korzystajmy z tego. Tutaj natomiast pojawia się bycie “nieskazitelnym, jak gołębie”. Czerpiąc ze swojego życia pamiętajmy o pokorze. Nie znaczy to, że idąc na imprezę będę tańczył mniej. Jednak może nie będę pił alkoholu w takiej ilości, by wszystkie zabawy kończyły się urwanym filmem? Podany fragment Pisma Świętego uczy nas, że będąc szczególnie narażonymi na szyderstwa nadal możemy funkcjonować w towarzystwie ludzi. Nie powinniśmy czuć się gorsi. Mimo, iż nieraz będzie nam ciężko trzymać się przyjętych zasad, nie zaprzestawajmy swojego rozwoju duchowego. Pamiętajmy o rozwadze i pokorze, lecz nie popadajmy w skrajności. Może czas Wielkiego Postu jest dobrym momentem, by szczególnie zwrócić na to...

Read More
Bóg nie chroni przed konsekwencjami grzechów
Mar21

Bóg nie chroni przed konsekwencjami grzechów

Panie, oto jesteśmy najmniejsi spośród wszystkich narodów. Oto jesteśmy dziś poniżeni na całej ziemi z powodu naszych grzechów. (Dn 3, 37) Każdego kiedyś przerazi odkrycie, w jak tragicznym położeniu się znalazł. Nie każdy dostrzeże to od razu, wielu będzie przez dłuższy czas żyło w przeświadczeniu, że przecież jest dobrze. Układa się, jakoś leci, nawet odnosi się czasem jakieś sukcesy. Ale wcześniej czy później zostaniemy przygnieceni trudnościami. Staniemy twarzą w twarz z brutalną prawdą: jesteśmy słabi, nasze życie jest pełne trudności. Zrządzenia losu, nasze błędy, grzechy doprowadziły nas na dno. A może doprowadzili do tego inni ludzie, którym nie mogliśmy się przeciwstawić? Będziemy się czuli totalnie bezsilni i poniżeni. Będzie się nam wydawało, że jesteśmy najmniejsi, najgorsi ze wszystkich. Nie będziemy mieli pomysłów na wyjście z tego zaklętego koła przykrości i niepowodzeń. To samo odczuwali Izraelici w czasach Daniela. Wówczas Naród Wybrany został zniewolony przez Babilończyków i deportowany na ziemie pomiędzy Tygrysem i Eufratem. Najeźdźcy nie dość, że ich pokonali (a przecież Jahwe obiecał, że będzie ich wspomagał!), to jeszcze zamienili w niewolników i wypędzili z ziemi, którą dał im w posiadanie Stwórca. Nie tego spodziewali się potomkowie Abrahama, Izaaka i Jakuba. Jednak jeden z Izraelitów, Azariasz, nie obarcza winą za zaistniałą sytuację Boga. Pełen pokory uznaje, że jego naród sprowadził na siebie tą karę z powodu grzechów, które popełnił. Jest świadomy, że ich położenie nie jest wynikiem celowego działania Boga, ale grzechu, który jest owocem ludzkich myśli i działań. Mamy skłonność do obarczania Boga winą za wszystkie nieprzyjemności, których doświadczamy. „Przecież mógł coś zrobić”, „przecież jest wszechmogący i wszechwiedzący, mógł mnie uprzedzić, że tak się to skończy”, „gdyby naprawdę Mu na mnie zależało, uchroniłby mnie przed tym”. On jednak dał nam wolną wolę i pozwolił, by dotknęły nas konsekwencje grzechów, błędów. Tak naszych, jak i innych ludzi. Oczywiście – mógł tak wszystko poprowadzić, byśmy zawsze unikali problemów, nigdy się nie mylili, zawsze czuli się spełnieni i szczęśliwy, by nikt nas nie ranił. Jednak w swojej mądrości wybrał inną drogę, bardziej wychowawczą. Wszak najlepiej uczy się na własnych błędach. Z kolei zranienia, wyrządzone przez innych, jednym mogą pomóc stanąć na równe nogi, zaś dla innych będą przestrogą. Stwórca chce także, byśmy pragnęli Jego bliskości i pomocy. Gdybyśmy byli idealni i zawsze odnosili sukcesy, wówczas Bóg byłby nam niepotrzebny. Taką pychę Bóg zawsze potępia, ceni za to pokorę. Jej objawem jest właśnie stanięcie w prawdzie: tak – zgrzeszyłem, tak – postąpiłem źle, tak – te problemy to efekt ludzkiej niedoskonałości. Ale mam odwagę to przyznać i teraz pokornie proszę Ciebie, Panie, byś pomógł mi z tego wyjść i jakoś się w życiu...

Read More