A może coś więcej?
Gru02

A może coś więcej?

Nasza propozycja na Adwent to zachęta do zrobienia czegoś więcej. Czas start! Chodzi przede wszystkim o to, żeby przekroczyć swoje własne ograniczenia. Żeby wprowadzić nieco zawirowania do szarej codzienności. Żeby wyjść ze skorupki rytuałów, codziennych obowiązków i monotonnych przyzwyczajeń. Żeby czasem z czegoś umieć zrezygnować. To skierowanie się w stronę autentycznego, być może nawet niemal dziecięcego zadziwienia, które pomaga dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. Ale coś więcej nie musi być wcale spektakularne. Co więcej, zaczynanie od czegoś dużego może być zwykłym porywaniem się z motyką na słońce i doprowadzić do bolesnego upadku. W rezultacie może stać się przyczynkiem zniechęcenia i powrotu do wcześniejszych nawyków. Zbyt duże wymagania stawiane samemu sobie na samym początku drogi mogą przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Nie od dziś wiadomo, że z im większej góry spadniesz, tym boleśniej to odczujesz. Można przecież zacząć od czegoś małego. Od dziecięcych kroczków. Zmiany wcale nie muszą być diametralne, a przełom może następować stopniowo. Robienia w życiu „czegoś więcej” też trzeba się nauczyć. Dlatego nasze „Wyzwanie COŚ WIĘCEJ” będzie się składało właśnie z tych małych rzeczy, być może czasem oczywistych. Warto jednak poświęcić chwilę, zastanowić się, przemyśleć. Podjąć refleksję, która może doprowadzić do całkiem ciekawych wniosków. Refleksję, która pomoże zauważyć w naszym – czasem może nudnym – życiu, coś więcej. Gdzieś w tej codziennej gonitwie czasem gubimy sens i zaczynamy brnąć w ciemno. Gubimy też radość, która w Adwencie powinna zacząć kiełkować na nowo. W końcu Adwent, to taka trochę wiosna dla duszy, bo przecież już niedługo zajaśnieje na niebie naszego życia Najjaśniejsze Słońce – Jezus. Dlatego może już pora wyjść poza ramy, które narzuca nam świat i codzienne życie. A może warto zrobić coś...

Read More
Jutro o tej samej porze
Gru01

Jutro o tej samej porze

Już kilka dni przed pierwszą niedzielą adwentu powtarzałam w myślach znane mi adwentowe pieśni, żeby w pełnej gotowości zameldować się na roratach i móc na całe gardło śpiewać „Rorate coeli”. Z mamą zastanawiałam się, czy organista znowu zaśpiewa tylko dwie zwrotki mojej ulubionej pieśni „Archanioł Boży Gabriel”, kończąc słowami „nic nie rzekła aniołowi”, które w głowach nieco uważniej słuchających wiernych wywołują mały logiczny dysonans. Tym bardziej, że Matka Boża i jej „fiat” często stanowią motyw przewodni adwentowych homilii. Niby ciągle mówi się o dwóch wymiarach adwentu: oczekiwaniu na Paruzję, czyli powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów i przygotowaniu do pamiątki przyjścia Zbawiciela w tajemnicy Wcielenia. Mimo to odnoszę wrażenie, że aspekty eschatologiczne schodzą na dalszy plan, przesłonione figurkami Dzieciątka schodzącego po kolejnych stopniach do żłóbka, kiermaszami świątecznymi i całym tym okołobożonarodzeniowym zamieszaniem, w które – chcąc, nie chcąc – jesteśmy uwikłani. Ale czy naprawdę to Boże Narodzenie numer (tu należy wstawić swój wiek) powinno nas tak bardzo zajmować?  W czasie ostatniej w tym roku liturgicznym mszy świętej uderzyły mnie słowa z Apokalipsy św. Jana (Ap 22,7): „A oto niebawem przyjdę”. A w Ewangelii Jezus przestrzegał: „Czuwajcie wiec i módlcie się w każdym czasie, byście mogli stanąć przed Synem Człowieczym” (Łk 21,36). I wtedy w mojej głowie przestawiła się jakaś zwrotnica. Taka dobra zmiana. To jest to! "Przyjdę. Niebawem. Może nawet dziś albo za sto tysięcy lat". Wszak Bóg liczy czas nieco inaczej niż człowiek. Ale On chce, żeby na Niego czekać, żeby za Nim tęsknić, żeby wypatrywać nadejścia Jego królestwa. Koniec świata można rozpatrywać w dwóch kontekstach: własnej śmierci, po której każdy staje przed Bogiem twarzą w twarz, i Paruzji. Oba te wydarzenia łączą się z sądem, jaki Chrystus obędzie nad każdym z osobna, a także nad całą ludzkością. I ta wizja przeraża wielu chrześcijan na tyle, że gotowi byliby modlić się „przyjdź królestwo Twoje, ale jeszcze nie teraz”. Świadomość własnej grzeszności i możliwości wiecznego potępienia wiąże się ze strachem. Joseph Ratzinger ujmuje ten problem we „Wprowadzeniu w chrześcijaństwo” następująco: „Artykuł wiary o sądzie mówi nam o tym, że o nasze życie ktoś nas zapyta i niepodobna będzie tego pytania nie dosłyszeć. Nic i nikt nie upoważnia nas do tego, by lekceważyć sobie niezmierną powagę tkwiącą w takiej świadomości. Wskazuje ona, że życie nasze jest sprawą poważną i właśnie przez to nadaje mu godność”. Jednak nie można zapominać, że Jezus nie przyjdzie zrobić wielkiego spektaklu z wypełnieniem apokaliptycznych wizji, by udowodnić wszystkim, że On faktycznie jest Bogiem. Potem ci „dobrzy” pójdą potem do nieba, a ci „źli” – do piekła. Ratzinger pisze dalej we „Wprowadzeniu”: „Sędzia stanie przed nami nie jako ktoś zupełnie obcy, tylko jeden z nas, kto...

Read More
Adwent liturgicznie
Gru01

Adwent liturgicznie

Adwent to zdecydowanie najbardziej dziwny okres liturgiczny. Niby wielki post, ale taki radosny. Niby jeszcze nie Boże Narodzenie, ale kolędy słyszymy na każdym kroku. Z jednej strony dzieci z lampionikami i losowanie aniołków, z drugiej poważne rekolekcje i wezwania do głębokiej spowiedzi. Wyjaśnijmy więc co nieco. Jak czytamy w „Ogólnych normach toku liturgicznego i kalendarza”, adwent to czas pobożnego i radosnego oczekiwania. Oczekiwania na co? Adwent pochodzi od łacińskiego słowa advenio, co znaczy „przychodzę”. Nie ma wątpliwości, że chodzi o przyjście Jezusa. Są wątpliwości, o które przyjście chodzi. Adwent ma podwójny charakter. Oprócz przygotowania do przeżycia uroczystości Narodzenia Pańskiego, ma również przypomnieć i przygotować nas na paruzję – powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów. Taki jest cel adwentu. Natomiast jego najbardziej charakterystycznymi elementami są specjalne msze – roraty – oraz lampiony i wieniec adwentowy. Roraty, czyli lampiony, losowania i kolędy?! „Świat” nie rozumie istoty adwentu, bo i niby dlaczego miałby rozumieć? Dlatego od początku grudnia w centrach handlowych słyszymy „christmasowe” przeboje, a na półkach specjalne produkty na święta. Problem w tym, że coraz mniej chrześcijan, łącznie z duszpasterzami, rozumie ten okres liturgiczny. Niezrozumienie adwentu widać w jego spłyceniu. W wielu kościołach koncentracja pada wyłącznie na przygotowanie do przeżycia Bożego Narodzenia. Do tego przygotowanie to najczęściej ogranicza się do dzieci, które przychodzą na wieczorne roraty z lampionikami, do ustawionego pod ołtarzem żłóbka wkładają papierowe serduszka z wypisanymi dobrymi uczynkami, żeby „Jezuskowi” było ciepło, gdy się już urodzi. A pod koniec mszy losowanie: figurek, Maryjek i tym podobnego sacrokiczu. Dalszym przejawem spłycenia adwentu są między innymi koncerty kolęd organizowane w tym okresie również przez wspólnoty kościelne. Również spotkania opłatkowe w parafiach, wspólnotach czy klasach, organizowane przed 24 grudnia, pokazują, że wcześniejsze niecałe cztery tygodnie zostały zmarnowane. Przejść w tryb czuwania Przez większą część adwentu nie usłyszymy w czytaniach czy tekstach mszalnych ani słowa o Jezusku leżącym w żłóbku, lichej stajence czy opiekuńczej Maryi. Za to w pierwszy dzień każdego roku liturgicznego – w I niedzielę Adwentu – Kościół przypomina słowa Jezusa: „Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan domu przyjdzie”. Taka perspektywa powinna nam ustawić nie tylko te kilka tygodni do najbliższych ferii, ale cały rok. Nawet całe życie. Oprócz fioletowego koloru szat, adwent jest podobny do Wielkiego Postu również dlatego, że w czasie niedzielnych Mszy Świętych nie śpiewa się hymnu „Chwała na wysokości Bogu”. Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę „radosny” charakter adwentu. Brak wspomnianego hymnu można wiązać z tym, że adwent przez wieki w Kościele był okresem pokutnym. Adwent koncentruje naszą uwagę na kilku biblijnych postaciach. Przede wszystkim na Izajaszu, z którego proroctw zaczerpnięta jest większość adwentowych czytań. Wizje szczęścia, wystawnych uczt, powszechnego pokoju i bezpieczeństwa, jakie nastaną „na końcu...

Read More
Przygotuj się na Jego przyjście
Lis30

Przygotuj się na Jego przyjście

Powiedzmy sobie szczerze – dla wielu z nas adwent jest jednym z bardziej niechcianych okresów w ciągu roku. Od końca listopada w mediach i sklepach, głównie supermarketach i galeriach handlowych atakują nas ustrojone choinki, bombki, święci Mikołaje, renifery…. Jakby okres świąteczny zaczynał się na dobry miesiąc przed wigilią. Bo przecież „magia świąt” jest tak cudowna, że taka nagła eksplozja świątecznych klimatów jest jak najbardziej wskazana (abstrahując od tego, że nie znajdziemy w nich prawie żadnych nawiązań do religii). Bez żadnych przygotowań. Chyba, że mówimy o porządkach w domach i zakupie prezentów. Pomijamy cały specyficzny nastrój oczekiwania na te najpiękniejsze dni w roku. Jak często dajemy się wciągnąć w tę ckliwą kampanię marketingową… Kościół od zawsze mówi: nie tędy droga! Wielkim sukcesem szatana jest wmówienie nam, że w tym jakże ważnym czasie, gdy powinniśmy zaglądać w swoje wnętrze i skupiać się na rzeczach boskich, dbamy raczej o nasze otoczenie i zajmujemy się czysto ziemskimi, materialnymi sprawami. Na przyjście Zbawiciela powinniśmy się odpowiednio przygotować. I mówimy tutaj o przygotowaniach dwojakich. Po pierwsze, należy dobrze przeżyć okres poprzedzający coroczne święta Bożego Narodzenia. Upieczone pierniki, czyste mieszkanie i prezenty dla każdego członka rodziny to nie wszystko. Powinniśmy także zrobić porządek w swoim wnętrzu. Od razu pomyślicie: tak, do spowiedzi też trzeba by się wybrać. Oczywiście, dobry pomysł. Równie dobrym będzie uświadomienie sobie, że Przedwieczny i Wszechmocny Bóg postanowił przyjść na nasz świat, przyjmując postać człowieka. Uniżył się z miłości do nas, by pokazać, jak bardzo kocha każdego z ludzi, i by zapłacić najwyższą cenę za nasze grzechy. A Jego ziemska droga rozpoczęła się w lichej stajni, zapewne brudnej i zimnej. Tak bardzo różnej od naszych domów, przytulnych i ciepłych w czasie świąt. Okres adwentu jest nam dany po to, aby przyjąć te fakty i żyć we wdzięczności Bogu za to, co dla nas przeżył. Ile razy słyszeliśmy, że musimy przygotować swoje serca na przyjście Jezusa? Może brzmi to jak truizm, ale jest tak bardzo prawdziwe. Ale nasze serca powinny być gotowe także na inne przyjście Jezusa – na Paruzję. Adwent ma nas przygotować również na przyjście Chrystusa na końcu czasów. W tym okresie Kościół szczególnie przypomina nam o tym, że nasza ziemska egzystencja jest tylko drogą do innego życia. Do życia wiecznego, do którego jesteśmy powołani, i które nastąpi po triumfalnym powrocie Zbawiciela. Nie powinniśmy więc przyzwyczajać się do tego, co tutaj przeżywamy i posiadamy. On kiedyś przyjdzie i osądzi to, jak zachowywaliśmy się na tym świecie. Całe nasze życie powinniśmy traktować jako adwent – oczekiwanie na kochającego Stwórcę, przed którym kiedyś będziemy musieli stanąć i  opowiedzieć o sobie i swoich czynach. Czy żyłem tak, jak zaleca Kościół? Czy kochałem Boga, siebie i...

Read More
Rzucić kamień
Kwi03

Rzucić kamień

Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: "Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?". A ona odrzekła: "Nikt, Panie!". Rzekł do niej Jezus: "I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz" (J 8,1-11). Banalne stwierdzenie „nikt nie jest idealny” znajduje odzwierciedlenie w przytoczonym powyżej fragmencie Pisma Świętego. W naturze człowieka leży osądzanie innych ludzi, porównywanie się i stawianie się ponad nimi. A dlaczego to robimy? Bo czujemy się wtedy lepsi, ważniejsi, warci uwagi innych. Wypowiadając złośliwe komentarze i osądzając, podnosimy własny prestiż i samoocenę, a tak naprawdę zazdrościmy i mścimy się na innych ludziach rzucając kamień – słowo. Jedynym człowiekiem na ziemi, który nie oceniał ludzi, był Jezus. On wiedział, że nikt nie jest idealny i dawał do zrozumienia człowiekowi, że konieczne jest otwarcie oczu na prawdę. W dzisiejszym dniu spójrzmy inaczej na osobę, z którą żyjemy na co dzień, widzimy na ulicy, pracujemy. Nie zazdrośćmy jej umiejętności i zdolności. Postarajmy się dostrzec w niej to, co robi najlepiej i podziękujmy za to Bogu. Gdyby wszyscy ludzie byli jednakowi, świat nie byłby tak fascynującym miejscem. Każdy człowiek ma swoje tajemnice i historię, którą można poznać, a to sprawia, że stajemy się sobie bliżsi, a równocześnie zaczynamy szanować innych, zamazując granice i różnice pomiędzy nami.   Czytania liturgiczne na 3 kwietnia 2017; Rok A, I – Chrystus ocala cudzołożnicę    Zobacz również: Maria, Apostołka Apostołów [Rafał Growiec]  "Maria z Magdali staje się pośrednikiem woli Bożej, którą przekazuje Jedenastu – jej świadectwo jest dowodem i umocnieniem dla wiary Piotra i Jana. Jak Paweł był posłany do pogan, tak ona – do...

Read More
Jeśli w Kościele jest fajnie, to jest źle
Mar30

Jeśli w Kościele jest fajnie, to jest źle

Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył ktoś inny we własnym imieniu, to przyjęlibyście go. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? (J 5, 43-44). Ludzkie podejście nie pozwala nam poznać prawdziwie Boga. Tak było z Jezusem, gdy wszedł w świat judaizmu swoich czasów. Czytana Ewangelia jest odpowiedzią Jezusa na próby zabicia Go przez Żydów*, którym nie pasowała nauka Chrystusa, gdyż uważali (słusznie), że czyni się równym Bogu. Gdyby ktoś powiedział „jestem faryzeuszem”, „jestem saduceuszem” – wtedy przyjęliby jego naukę, bo pochodziłaby ona od ludzi. Ale skoro Jezus głosi coś nowego, to nawet jeśli dowodzi swojej wiarygodności cudami, przyjęty być nie może. Jaki był grzech Izraela pod Synajem? Czy chodziło tylko i wyłącznie o uczynienie sobie wizerunku Boga Niewidzialnego? Czy dlatego Lewici musieli przejść przez obóz i wybić trzy tysiące mężów (por. Wj 32, 28)? Nie, grzechem Izraela jest stworzenie sobie bożka, który – nie będąc JHWH – przejmuje jego imię, zasługi, a do tego jego kult jest dużo fajniejszy od kultu Tego tajemniczego Boga, z którym rozmawiał Mojżesz na górze. A to wszystko dzięki zgrabnemu połączeniu wiary przodków z wiarą Egiptu w potężnego byka Apisa. Pod Synajem było fajnie, a czciciele złotego cielca sami sobie dawali świadectwo. Było im dobrze, nowy Bóg nie miał wielkich wymagań, była impreza. A tu przychodzi Mojżesz i mówi, że nie ma być fajnie, tylko po bożemu. Wszystko inne to grzech. Często kościelne (liturgiczne i nie tylko) spotkania służą temu, by było nam fajnie. Ot, spotkać się w gronie, które albo potańczy przed Najświętszym Sakramentem, albo odmówi modlitwy według starego rytu i ponarzeka na posoborowie, albo będzie razem rzucać klątwy na Kościół zamknięty, albo będzie domagać się ekskomuniki lewactwa. Tak, żeby tylko wszyscy się ze wszystkimi zgadzali, żeby było (tak po ludzku) przyjemnie. Gdy pojawia się ktoś, kto chce wyrwać nas z tego towarzystwa wzajemnej adoracji, nie możemy uwierzyć, że jak jest tak fajnie, to może nie być po bożemu.   * Żydzi w Ewangelii wg św. Jana to ci, którzy odrzucili Chrystusa, a potem prześladowali młody Kościół.   Czytania liturgiczne na 31 marca 2017; Rok A, I – Spisek przeciw sprawiedliwemu   Zobacz również: Przemieniajcie się i wierzcie w Dobrą Nowinę! [Rafał Growiec]  "Grzech miał być tym, co już minęło. Dlatego ludzie nieraz chrzcili się w późnym wieku na łożu śmierci – gdyż czuli, że grzech po chrzcie byłby czymś straszliwym, bliskim naszej ekskomunice. A pokutować można było tylko raz. Niby był to radykalizm, jednak można zadać sobie pytanie, czy dziś Dobra Nowina o przebaczeniu grzechów nie jest...

Read More
Kiedy postępuję właściwie?
Mar29

Kiedy postępuję właściwie?

Ty, umiłowany, postępujesz w duchu wiary, gdy pomagasz braciom. (3J 1; 5) Starając się żyć zgodnie z zasadami naszej wiary, pojawiają się wątpliwości, kiedy faktycznie postępujemy właściwie. Taka niepewność jest czymś zupełnie normalnym. Nawet dobrze, że pojawia się ona w naszym życiu. Świadczy to o tym, iż nasze postępowanie nie jest bezmyślne. Staramy się obrać właściwą drogę, każdy czyn jest przemyślany, a z tych, przy których zbłądziliśmy wyciągamy wnioski, by nie powtarzać starych błędów. Pojawiają się też takie momenty, gdy wydaje nam się, że każda możliwa opcja niesie ze sobą zarówno coś dobrego, jak i coś złego. Starając się znaleźć w racjonalne wyjście jeszcze bardziej pogrążamy się w zwątpieniu. Mając swojego przewodnika duchowego, czyli osobę, która pomaga nam w naszym osobistym rozwoju duchowym, można się go poradzić, co w danej sytuacji zrobić. Jeśli jednak chcemy działać sami, może warto rozważyć sobie przytoczone powyżej zdanie z Pisma Świętego? Rada jest dość prosta. Jeśli nie jesteś przekonany, czy Twoje postępowanie będzie dobre, zastanów się, kto na nim skorzysta. Czy możesz w dany sposób pomóc lub wesprzeć Swoich bliskich, czy choćby kogoś obcego, a może tylko szukasz sposobu, by Tobie było wygodniej? Wiara wymaga od nas poświęceń. Mimo, iż czasami chcemy sobie życie trochę ułatwić, to nie zawsze jest to konieczne. Bywa, że nie jest nawet wskazane. Jednakże, cały czas posiadamy wolną wolę i ostatecznie od nas zależy, jaką drogę wybierzemy. Mając jednak na uwadze dobro naszych bliskich, zdecydowanie bliżej będziemy postępowania według wiary. Błędy popełnione nieświadomie, przez nieuwagę, czy przez nieprzewidzenie wszystkich skutków zdecydowanie łatwiej darować, a pamiętajmy, że nasz Ojciec jest Miłosierny i zawsze będzie nas nakierowywał na właściwą ściężkę. Nawet jeśli bardzo zbłądzimy. Podczas tego Wielkiego Postu, może warto zastanowić się, jak wygląda Twoje podejście do innych, a w szczególności tych najbliższych. Czy możesz zrobić coś dla nich? Nawet najmniejsza rzecz, którą zdecydujesz się zrobić dla kogoś sprawi mu przyjemność. Czasami taki pozornie mały szczegół potrafi naprawić komuś dzień. Może więc warto...

Read More
Nie mam człowieka. Ale czy sam nim jestem?
Mar28

Nie mam człowieka. Ale czy sam nim jestem?

Panie, nie mam człowieka J 5, 1 Każdemu czasem kogoś brakuje. Kogoś, kto poda pomocną dłoń, wyratuje z tarapatów, powie dobre słowo. Kogoś, z kim będzie można porozmawiać, wyżalić się, poprosić o radę. Kogoś, kto po prostu nam potowarzyszy, byśmy nie czuli się samotno. Tak już zostaliśmy stworzeni – do relacji. Nie da się przejść przez życie bez ich budowania i rozwijania. Codziennie jesteśmy skazani na innych ludzi, zależni od ich decyzji, czynów, słów. Nieustannie dajemy coś z siebie innym ludziom i odbieramy to, co oni dali nam. Czy to uśmiech kasjerki w supermarkecie, czy podejrzliwe spojrzenie szefa w pracy, czy nieodebrana rozmowa telefoniczna od matki, która dawno nie dzwoniła. Niestety, czasem ludzie nas zawodzą. Może opuścili nas właśnie wtedy, gdy najbardziej na nich liczyliśmy? Może byli nieobecni, gdy ich bliskości i wsparcia najbardziej potrzebowaliśmy? Może zostaliśmy przez nich zdradzeni, zranieni i postawieni w trudnym położeniu? A może po prostu jest nam przykro, że nie zauważają tego, jak się właśnie czujemy, co przechodzimy, i nie reagują odpowiednio? Bez względu na to, czy sytuacja jest naprawdę poważna i tragiczna, czy to błahostka, która przysparza tymczasowych niewygód, każdy z nas bardzo często może powtórzyć za chorym z dzisiejszej Ewangelii: „Nie mam człowieka”. Czuję się zapomniany, odrzucony. Bo rodzice nie akceptują mojej drugiej połówki i nie chcą, byśmy wzięli ślub. Bo w pracy idzie mi gorzej, ale szef zamiast pomóc i zmotywować, woli zdegradować albo nawet zwolnić. Bo wylądowałem na dłuższy czas w szpitalu a przyjaciel, który mieszka niedaleko w ogóle mnie nie odwiedził. Bo potrzebuję przewieźć rzeczy do nowego mieszkania, ale wszyscy znajomi posiadający samochód wymawiają się brakiem czasu. Lub też od lat czuję się samotny, pragnę znaleźć w życiu miłość, ale w ogóle mi to nie wychodzi. Znamy dobrze takie i podobne sytuacje, czasem są one wręcz stałym elementem codziennych zmagań z innymi ludźmi, ich oczekiwaniami i decyzjami. Ile razy doświadczymy czegoś takiego, zastanówmy się, czy przypadkiem sami nie jesteśmy tacy dla innych. Czy ludzie, którzy nas otaczają mają czasem prawo powiedzieć „nie mam człowieka” właśnie dlatego, że my odpowiednio nie reagujemy? Może sami za często okazujemy się egoistami, leniami, nie błyszczymy inteligencją, nie potrafimy się domyśleć czy zaprzeć i wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi, jego potrzebom i problemom? Dobrze będzie prosić Pana, by dał nam odpowiednich ludzi wtedy, gdy będziemy ich potrzebowali. Równie dobrze prosić o to, byśmy byli takimi ludźmi dla...

Read More
Uwierz
Mar27

Uwierz

A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. Jezus rzekł do niego: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie. Powiedział do Niego urzędnik królewski: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko. Rzekł do niego Jezus: Idź, syn twój żyje. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: Syn twój żyje. I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei. (J 4,43-54) Rodzic, którego dziecko jest chore zrobi wszystko, by je uratować. Pójdzie do każdego lekarza, którego kompetencje wcześniej podważał. Podobnie urzędnik z Kafarnaum pod wpływem aktu desperacji wyruszył do Jezusa, prosić Go, aby uleczył jego syna, który był umierający. Nie wierzył w Jezusa, nie wierzył w Jego moc, ale gdy Chrystus zapewnił go o uzdrowieniu syna jego serce otworzyło się na wiarę. Podobnie my, w codziennym życiu poszukujemy znaków danych od Boga. Gdy jest nam źle, pragniemy naprawy sytuacji i ukojenia naszego żalu i bólu. Potrzebujemy dowodów, aby uwierzyć w istnienie Chrystusa. Zaufanie w Jego opiekę przychodzi z czasem, kiedy po raz pierwszy zawierzamy mu swoje życie. Podobnie jest z pasami bezpieczeństwa. Zapinamy je odruchowo, nie zwracamy na nie uwagi, nawet ich nie czujemy, a one nas chronią. Tak samo jest z opieką Boga. Czuwa przy nas, a my, którzy oddajemy mu nasze nadzieje staje cię kimś, kto stoi na straży naszej duszy w każdej chwili, pomimo tego, że już Go nie zauważamy i nie czujemy. Zawsze zwracaj się do Boga w chwilach słabości. Być może nie zauważysz znaków danych od Niego, ale nie wątp w jego obecność. Nie wystawiaj Boga na próbę, niech Jego orędownictwo stanie się twoimi pasami bezpieczeństwa, które zapinasz odruchowo. To, że Bóg nie ukoi twojego bólu natychmiast, nie znaczy, że nie towarzyszy ci w Twojej niedoli. Nie wątp,...

Read More
Narodzenie Pańskie
Mar25

Narodzenie Pańskie

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł. (Łk 1,26-38) Bóg zesłał nam na świat swego syna aby przekazać nam swoją miłość, pokazać dobro, którym można się dzielić z innymi. Jezus głosił słowo Boże na całym świecie, dokonywał cudów, które ukazywały ludziom, że wiara jest czymś silnym, jest fundamentem naszego oddania Bogu. Syn Boży poświęcił swe życie za nasze grzechy abyśmy mogli zaznać jego miłości. Tak jak Jezus poświęcił swe życie za nas, tak i my każdego dnia pokazujmy mu swoje oddanie. Każdy najmniejszy, dobry uczynek, czy modlitwa jest darem dla Najwyższego. „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”, wiara to potężna moc, którą można przenosić góry. Jest ona ważna w naszym życiu. Uroczystość Zwiastowania Pańskiego wypada w Wielkim Poście. Przygotowując się do świętowania Wielkanocy, obchodzimy uroczystość poświęconą tajemnicy Wcielenia i odnoszącą się do Narodzenia...

Read More