Idź na spacer
Gru17

Idź na spacer

Kiedyś na uboczu, na pustkowiu pewien syn kapłana zaczął głosić chrzest nawrócenia i zapowiadać przyjście Mesjasza. Nie było to wcale daleko od Jerozolimy, jednak nie wszyscy wiedzieli, co się dzieje. Wielu nie miało powodu, by opuszczać miasto, inni w sprawach handlowych czy urzędowych wędrowali w innym kierunku. Udanie się do Jana wymagało czasu, który zawsze można było inaczej spożytkować. Bardzo często słabo znamy naszą okolicę. Praca, studia, zajęcia domowe i po prostu nie ma czasu, by sprawdzić, co jest jedną uliczkę dalej od utartych ścieżek z pracy do domu i z domu do osiedlowego sklepiku. Tymczasem świat żyje także poza zasięgiem naszego wzroku i bardzo często na uboczu zachodzą zmiany, które raz są drobne, innym razem ważne.  Może powstała nowa piekarnia, może wyremontowano wreszcie fontannę? Nieraz umyka nam to, gdyż zawsze idziemy z jakąś intencją. To drobne zmiany, ale niekiedy można trafić na zupełnie nową jakość, która pozwoli spojrzeć na świat inaczej. Warto wyjść z domu po nic, po prostu na spacer, w jakieś konkretne miejsce albo na chybił-trafił wybierając ścieżki, a nawet lekko się zgubić. Choć pogoda za oknem nie zawsze do tego zachęca warto spędzić trochę czasu poza domem, wśród nieznanego otoczenia właśnie po to, by po pierwsze zobaczyć coś nowego i być może poznać nowych ludzi, a po drugie – by się zachwycić światem. Czasem ciężko w to uwierzyć, gdy trasa naszego spaceru wypadnie przez zaniedbany zagajnik czy przez uboższą, zrujnowaną dzielnicę. Zawsze jednak napotka się choćby najmniejszy ślad...

Read More
Nie czekaj na głos z nieba
Gru15

Nie czekaj na głos z nieba

Nie wszyscy mają tyle szczęścia co Józef albo Mojżesz. Głos Boga dociera do nas z kart Pisma Świętego – niekoniecznie prosto z nieboskłonu. Józef we śnie usłyszał, że ma uciekać z Maryją do Egiptu. Kiedy rano się ocknął, od razu zamienił te słowa w czyn. Wiedział, od kogo pochodzą i że lepiej posłuchać. Mojżesz wdrapał się na górę, gdzie spotkał się z Panem Bogiem. Trochę musiał się wysilić, potem został oślepiony, a następnie zszedł i wrócił do rozczarowanego ludu, który miał już dość długiej i bezcelowej według nich wędrówki. Obaj wiedzieli, co mają robić – bo Bóg dał im konkretne wytyczne. Do nas nie przemawia z niebios jak podczas chrztu Jezusa. Skąd więc wiedzieć, czego chce? Święty Franciszek się nie patyczkował i zapytał wprost. Później się pomodlił i otwarł Ewangelię. Bingo! Może tak zacznijmy. Na początek dzisiejsze czytania. Słyszałeś już na roratach? Nie szkodzi. Za każdym razem, kiedy czyta się słowo Boże, odkrywa się w nim coś nowego. Trzeba tylko dać sobie chwilę na jego rozważenie. W pośpiechu i szumie informacji nie usłyszysz, jakie wytyczne ma dla ciebie Bóg. Józefowi ani Mojżeszowi nie przeszkadzał Facebook, dzwoniący telefon czy też kolejna-polityczna-dyskusja-do-której-muszę-dołączyć-bo-przecież-wiem-najlepiej. Owszem, mieli swoje rodzinne zmartwienia, ale ich rozwiązania szukali właśnie w Bogu. Wydaje nam się, że wielokrotnie słyszane czytania Pisma Świętego nie wnoszą nic poza tym, co już wiemy. Rada: podziel się tym. Inne osoby odczytają dany fragment z perspektywy swoich doświadczeń i nagle się okaże, że te słowa mogą zyskać nowe...

Read More
Znajdź czas na rozmowę z bliską osobą
Gru14

Znajdź czas na rozmowę z bliską osobą

W obecnych czasach mamy możliwość komunikacji poprzez SMS, różne media społecznościowe oraz wiele innych kanałów. Zaczynamy zapominać, jak wygląda rozmowa face to face, gdyż wymaga ona poświęcenia większej ilości czasu i uwagi niż zwykłe napisanie wiadomości. Jednak musimy pamiętać, że nic nie zastąpi nam prawdziwej rozmowy. Człowiek to prosta istota, uwielbiamy łatwe i gotowe rozwiązania, jeśli mamy możliwość, idziemy na skróty. Tak samo jest w przypadku komunikacji. Otrzymując tak wiele nowinek technologicznych związanych z przesyłaniem komunikatów, zaprzestajemy dążyć do kontaktu sprzed tej ery. Niedługo dojdzie do tego, że nie będziemy umieli ze sobą rozmawiać na żywo. My, młodzi, sprawnie posługujemy się smartfonami, telefonami i innymi gadżetami, ale nie możemy powiedzieć tego samego o naszych matkach, ojcach czy dziadkach. Oni wychowali się w czasach, kiedy był jeden telefon na całą okolicę, więc większość czasu poświęcali na normalną rozmowę. Oni nie znają dzisiejszych designerskich aplikacji. Rozmowy bezpośrednie są bardzo ważne, gdyż możemy dostrzec reakcje innych ludzi, zrozumieć ich uczucia. Wysyłanie krótkich wiadomości tekstowych, zapełnionych masą emotikonek czy zdjęciem, zdecydowanie tego nie zastąpi. Postaraj się znaleźć w swoim napiętym grafiku trochę czasu na odwiedziny u rodziców, dziadków, krewnych czy bliskich przyjaciół. Pojedź do nich nawet z niezapowiedzianą wizytą, zrób im niespodziankę. Podaruj im chociaż odrobinę swojego cennego czasu i porozmawiaj z nimi, nawet na błahe tematy. Utrzymywanie więzi z osobami, które są dla nas ważne, jest bardzo istotne. Często relacje między członkami rodziny psują się z powodu braku chwili na jakikolwiek dialog. Nie pozwól, żeby codzienne obowiązki odebrały ci to, co powinno być dla ciebie najważniejsze. Już teraz zaplanuj najbliższe odwiedziny i zaskocz swoich...

Read More
8 spraw, którymi warto się zająć bardziej, niż pluszowym Jezusem
Gru14

8 spraw, którymi warto się zająć bardziej, niż pluszowym Jezusem

Jeśli pluszowy Jezus to profanacja, to może powinienem się wyspowiadać z tego, że w przedszkolu malując na religii kolorowanki z Panem Jezusem dość często wyjeżdżałem za linie. Czy nie mamy ważniejszych problemów? Podpowiem… Pewna firma wypuściła na polski rynek nowy produkt i jest nim pluszowy Jezus. W pierwszym odruchu żal patrzeć. Połączenie Osoby Zbawiciela z pluszem dość nieprzyjemnie gryzie oczy, serce i umysł. Ale jeśli o ten ostatni chodzi, zaraz się zreflektowałem, że ocenianie świata w oparciu o pierwsze odruchy, bez krytycznej analizy, trochę nie przystoi dorosłemu człowiekowi. Biorąc rzecz na chłodno – przecież nie ja jestem grupą docelową dla tej zabawki, a dzieci do lat – powiedzmy – kilku. Nie mnie to ma się podobać. Nie moją wiarę ma rozwijać, to rzeczywiście trochę nie ten poziom. Czego by pluszowemu Jezusowi nie zarzucić, wciąż jest to trzy poziomy wyżej od Smoka Niedzielaka. Można oczywiście się oburzać, że taka zabawka to profanacja. Że prać w pralce (podobno co jakiś czas trzeba to zafundować pluszakom, które mają kontakt z małymi dziećmi) to tak trochę nie wypada. Że dziecko przecież może gryźć i ślinić, a nawet rzucać Panem Jezusem po podłodze. Cóż, w takim razie może ja powinienem się wyspowiadać z tego, że w przedszkolu malując na religii kolorowanki z Panem Jezusem dość często wyjeżdżałem za linie. A zdarzało się i pomalować włosy na niebiesko. To dopiero profanacja. Jedyne, co mnie w całej (szumnie mówiąc) sprawie może niepokoić, to reakcje tzw. internautów, które pluszowy Jezus spowodował. Czy tak marginalnej sprawie rzeczywiście trzeba poświęcać tyle uwagi? Podpowiem: nie. Za to jest wiele spraw, w których moja uwaga i zaangażowanie przyda się bardziej. Przykładowo: 1. Święta. Trwa Adwent, co znaczy, że już niedługo Boże Narodzenie. To wymaga przygotowania przede wszystkim od strony duchowej. Przygotowanie samego siebie już jest sporym wyzwaniem, ale przecież chrześcijaństwo jest zaprzeczeniem egoizmu, nie mogę więc poprzestać na jedynie przygotowaniu samego siebie. Więc jak już się zmobilizujesz do pójścia na roraty czy rekolekcje adwentowe, może warto pomyśleć, żeby wziąć ze sobą kogoś jeszcze? 2. Księża. Pewne kontrowersje w ostatnich dniach wzbudziła osoba ks. Piotra Glasa i kilka komunikatów jemu poświęconych. Abstrahując od tej konkretnej sprawy, co pewien czas robi się zamieszanie wokół jakiegoś duchownego. Lemański, Międlar, Stryczek, Kramer, Boniecki, Pieronek proboszcz z Kasiny, czy wielu, wielu innych. Ksiądz też człowiek. Też może popełnić głupstwo, nieważne ile świętych olejów na niego wylać. Może więc warto się o księdza z najbliższej parafii zatroszczyć? To nie jest tak, że oni są pasterzami, a my tylko biernymi owieczkami. Oni również wymagają naszej troski. Jeśli nie znam wystarczająco danego księdza, to warto wykorzystać wizytę duszpasterską: „skoro już ksiądz wpadł, to może opowie, co u niego słychać. Może...

Read More
Rozliczeni będziemy z miłości
Gru13

Rozliczeni będziemy z miłości

Rachunek sumienia można ogarnąć na dwa sposoby: odbębnić serię pytań z pierwszej lepszej książeczki do nabożeństw, albo przysiąść i trochę z tym swoim sumieniem pogadać. Zawsze z tyłu głowy mam, że rozliczeni będziemy przede wszystkim z miłości. I ma to w sumie spory sens. Tam gdzie nie ma miłości, jest zło. Tam, gdzie w naszym życiu brakuje miłości, pojawia się grzech. Bo z jakiej strony by na to nie spojrzeć, to każdy grzech się z tego właśnie bierze. Z braku dobroci, z braku współczucia, z braku pewnej cnoty. Wbrew pozorom – jeśli ktoś się oczywiście chce do tego przyłożyć – rachunek sumienia, to trudna rzecz. Zwłaszcza jeśli odprawiamy go od święta, albo jeśli zwykle zajmuje nam 5 minut, tuż przed spowiedzią. Bo, nie oszukujmy się, większość z nas tak właśnie do tego podchodzi. Na ostatnią chwilę, wciskamy ten nieszczęsny rachunek sumienia gdzieś w resztki wolnego czasu, usprawiedliwiając się różnymi innymi obowiązkami. Może warto nieco inaczej do tego podejść? Zamiast klepać pytanie po pytaniu i przelatywać w myślach poszczególne przykazania, tym razem wejrzeć w głąb siebie i odpowiedzieć na tylko jedno, zasadnicze pytanie: ile było miłości w tym, co ostatnio zrobiłem? Ile było miłości w moich codziennych obowiązkach i w moim podejściu do drugiego człowieka? I w końcu – ile było miłości w mojej relacji z Bogiem? Powinno w tym wszystkim wyjść czarno na białym z czego musimy się z „rozmówić” i co nam na tym sumieniu zalega. Jednak wiadomo, w rezultacie nie zawsze jest tak kolorowo, bo na to potrzeba czasu, potrzeba chwili zastanowienia i odcięcia się od wszelkich rozproszeń, które mamy wokół siebie. Zamknąć się w szafie ze swoimi własnymi myślami i wyciszyć. Oczywiście nie każdy z nas jest wielkim myślicielem i takie podejście do tematu wcale nie będzie dla niego najlepszym rozwiązaniem. Warto więc szukać tego, co się może sprawdzić właśnie dla mnie. Rozwiązania, które będzie czymś więcej, niż tylko testem jednokrotnego wyboru i które faktycznie pomoże nam zrobić rozliczenie ze zła w naszym życiu. Tym bardziej przed świętami dobrze jest się do tego przyłożyć. Skoro w tym okresie sprzątamy każdy kąt swojego domu, myjemy każde okno i polerujemy każdą rzecz, to może warto zrobić też gruntowny porządek ze swoim...

Read More
Wyślij kartki świąteczne
Gru12

Wyślij kartki świąteczne

Wysyłanie kartek świątecznych to zwyczaj, który już od jakiegoś czasu uchodzi za archaiczny. Pamiętam czasy dzieciństwa, kiedy mama zawsze kupowała cały plik kartek świątecznych i rozsyłała je do wszystkich cioć i wujków mieszkających w Polsce i za granicą. Oni sami również nie byli dłużni i przed Bożym Narodzeniem cała ściana była pokryta kartkami. Kawałek kartonu i obrazek, który pomimo swej prostoty ma bardzo dużą wartość, ponieważ „mówi”: pamiętam o Was, nie będzie mnie z Wami w święta, ale jesteście w moich myślach. Szczególnie osoby starsze cenią sobie ten zwyczaj, a nawet kolekcjonują kartki, które otrzymały. W erze SMS-ów i komunikatorów internetowych zwyczaj wysyłania kartek świątecznych jest coraz rzadszy. Wymówki są przeróżne: kartki długo idą, nie ma się czasu, przed Wigilią jest za dużo przygotowań, by znaleźć chwilę na wizytę na poczcie. I tak jest. Czasy się zmieniły, ale czy wszystkie zmiany, które następują, są dobre? Czy własnoręcznie napisane życzenia mogą równać się z tymi wysłanymi drogą elektroniczną? Może przygotowując się do Świąt Bożego Narodzenia, dajmy odczuć naszym bliskim radość odnalezienia w skrzynce pocztowej nie ulotki reklamującej promocje w supermarketach, ale wiadomość, że o nich pamiętamy. To uczucie jest dużo więcej warte niż kolejny SMS, który zostanie skasowany, gdy pamięć telefonu się...

Read More
Sztuka codziennego warczenia
Gru10

Sztuka codziennego warczenia

Żyjemy w niezwykle nerwowych czasach. Codzienność gwarantuje nam sporo powodów, żeby na siebie nawzajem warczeć. Jak rozwścieczone pitbule. Mówi się, że cierpliwość jest cnotą. A współcześnie ta cnota ma jeszcze większą wagę. Osiągnąć pewien stopień cierpliwości, zrezygnować z wybuchu agresji, czy okraszenia każdego wypowiadanego zdania złośliwością, graniczy z cudem. Bo warczymy na siebie nazwajem każdego dnia, o każdej porze, w każdej sytuacji. W autobusie, w pracy, w sklepie czy w zaciszu domowego ogniska. To ostatnie jest najbardziej ironiczne w tym wszystkim, bo przecież dom powinien być miejscem, gdzie wszelkie złe emocje ulatują, a człowiek uspokaja nadszargane nerwy. Bardzo łatwo jest wybuchnąć złością. O wiele trudniej jest ten wybuch powstrzymać. Zwłaszcza kiedy człowiek jest przemęczony, bezradny czy przechodzi jakiś trudny okres w życiu. Zawsze znajdzie się jakieś usprawiedliwienie do wyładowania swoich frustracji na innych. A już najłatwiej wyładować się na tych, których powinniśmy kochać. Nie pomaga tępo w jakim żyjemy. Natłok różnego rodzaju złych emocji i bodźców, które pchają nas ku egoizmowi. Bo brak cierpliwości to przede wszystkim egoizm. Liczą się tylko nasze emocje, odczucia, postrzeganie świata, nasza strona barykady, bo przecież nikt inny nie ma prawa być zmęczonym jak ja, nikt inny nie ma prawa do gorszego dnia. Tylko mi się w życiu coś nie udało, tylko mnie szef okrzyczał z rana i tylko dla mnie zabrakło miejsca siedzącego w tramwaju. Warto zmienić nieco perspektywę. Zamiast na siebie, nakierować ją na innych. Zacząć zauważać ludzi wokół siebie i liczyć się bardziej z tym co oni mogą odczuwać. Postarać się zrozumieć. Policzyć w myślach do dziesięciu. Wziąć głęboki oddech. Wykazać się cierpliwością. Zrezygnować z warczenia chociaż przez chwilę, bo może ten, czy tamten, też dzisiaj nie radzi sobie najlepiej z życiem. A kiedy ktoś nawarczy na ciebie, nie ma potrzeby od razu skakać mu do gardła. Cierpliwość jest cnotą. Bardzo trudną, ale do opanowania. Pracujmy więc nad nią każdego...

Read More
Krasnoludzkie maniery, czyli jak być miłym
Gru09

Krasnoludzkie maniery, czyli jak być miłym

Kto by pomyślał, żeby dżentelmeńskich manier – czy po prostu bycia miłym dla innych – uczyć się od Krasnoludów… A jednak. Pamiętacie początek Hobbita (nie istotne, czy książki, czy filmu)? Warto zwrócić uwagę na to, jak nowo poznani Krasnoludowie* się przedstawiają panu Bagginsowi. Otóż, każdy po imieniu dodaje grzecznościowe: „At your service” – „Do usług”. Ta krasnoludzka grzeczność jest o tyle ciekawa, że to właśnie oni sami potrzebowali skorzystać z usług młodego jeszcze Bibla. I choć ten ostatni najmniejszej ochoty nie miał do świadczenia Krasnoludom jakichkolwiek usług – a już włamywaczowskich w szczególności – nawet podjęcie u siebie niespodziewanych przybyszów było mu całkiem nie w smak. Mimo to czuje się w powinności gości ugościć. Tak oto Tolkien wlał w swoich bohaterów nieco dżentelmeńskiego sznytu, czyniąc je bliższymi ówczesnemu odbiorcy. Dżentelmen i w Polsce był swego czasu okazem stosunkowo często występującym. Współcześnie jednak – z różnych przyczyn – dla nas samych archetypem Polaka stał się nosacz Janusz, jak mantrę powtarzający: „płacę–wymagam” na przemian z „mnie się należy”. Plemię kombinatorów, wiecznie szukające okazji, by swoje ugrać cudzym kosztem. Wychodząc poza stylistykę internetowych memów, dojść można do wniosku, że wyłazi z nas mentalność homo sovieticus (po więcej na ten temat odsyłam do Nieszczęsnego daru wolności Tischnera). Pewnym ratunkiem tutaj może być zmiana nastawienia do „ludziów” obok. Konkretnym narzędziem są czyny, gdyż zawsze to co robie będzie się przekładało na to, jak myślę i co czuję – stąd nierzadko warto robić pewne rzeczy „wbrew” sobie i swoim przyzwyczajeniom. Dlatego dzisiejsza propozycja, by (na początek)  bliskiej  osobie okazać troskę przez miły gest. Jaki? A sami zapytajcie, koniecznie dodając: „At your service”! –– * W przypadku uniwersum Tolkiena Krasnoludowie, nie zaś krasnoludy, podobnie jak Elfowie, nie elfy, gdyż obie rasy jako ludy cywilizowane, traktowane są tak, jak nasze narody. I fleksji to dotyczy...

Read More
Znajdź chwilę na przemyślenia
Gru08

Znajdź chwilę na przemyślenia

Każdego dnia nieustannie za czymś podążamy, codzienny pośpiech sprawia, że myślimy tylko o tym, co jest kolejne na naszej liście. Mało kiedy znajdujemy moment, kiedy możemy zatrzymać się na moment i zastanowić nad swoim życiem. Każdy z nas ma obowiązki, pracę, studia, rodzinę. Często żyjemy od godziny do godziny, a nasz dzień jest ściśle zaplanowany, co do minuty. Stawiamy na pierwszym miejscu zadania nam powierzone, bo w końcu musimy za coś utrzymać siebie i rodzinę. Jesteśmy w paru miejscach na raz, robimy kilka rzeczy jednocześnie. Kiedy wracamy wieczorem do domu, to jedyne, o czym marzymy, to ciepłe łóżko i sen. Kładąc się spać, zazwyczaj o czymś rozmyślamy, ale jesteśmy tak zmęczeni, że zaraz zasypiamy. Kolejnego ranka wstajemy i ponownie mierzymy się z tym, co nas czeka. Jednak brakuje w naszym życiu chwili, kiedy usiądziemy i zaczniemy rozmyślać o swoim życiu, o bliskich, o decyzjach, o tym, czy każdego dnia postępujemy słusznie. Bieżący miesiąc to czas adwentu, oczekiwania na przyjście Chrystusa, przygotowania do wielkiego dnia, jakim jest Boże Narodzenie. Usiądziemy wtedy ze swoimi bliskimi przy stole, dzieląc się radością, miłością i szczęściem. Grudzień jest również miesiącem, w którym zamykamy za sobą pewien rozdział naszego żywota, kolejny rok, który dla jednych był pomyślny, a dla drugich – trudny. To właśnie idealny okres na to, by zastanowić się, pomyśleć o tym, co było, przemyśleć, co zrobiliśmy nie tak, co powinniśmy zmienić. Te refleksje nad egzystencją pomogą nam lepiej wkroczyć w nowy, nadchodzący rok. Wszyscy pragniemy trwać tutaj w jak najlepszym dobrobycie. Znajdźmy chwilę w swojej codzienności i poświęćmy ją na...

Read More
Gdy banał jest najlepszą opcją
Gru07

Gdy banał jest najlepszą opcją

Co to za wyzwanie na dziś – iść na mszę? W zasadzie każdy z nas choć raz w tygodniu (a statystycznie dużo częściej, choć średnią zawyżają duchowni) jest na Mszy. Co więc trudnego może być w czynności, którą wykonuję z taką regularnością? Odpowiem tak: w ramach postanowienia adwentowego wymyśliłem sobie być codziennie na Mszy. Plan wziął w łeb po dwóch dniach. I tak jest niestety zawsze. A to wyskoczy pilny telefon, co zajmie dwie godziny, to z kolei deficyty zdrowia unieruchomią w łóżku, albo po prostu pamięć postanowi spłatać figla i wyprzeć ze świadomości fakt, że trwa Adwent. Jednocześnie, „pożytki” (bo „korzyści” jakoś tak średnio mi pasują w tym kontekście) z uczestnictwa w Eucharystii są tak ogromne, a przy tym oczywiste, że przekonywanie samego siebie, żeby jednak ruszyć cztery litery do najbliższego kościoła zakrawa trochę o banał. O banał zakrawają niekiedy też życzenia, składane z opłatkiem w ręku. Ot, akurat z ciotką Janką miałem przez ostatni rok taki jakby niezbyt intensywny kontakt. Nie do końca wiadomo, czy zmieniła pracę, czy tylko lodówkę. Ciężko więc życzenia spersonalizować, żeby się nie wysypać z brakiem wiedzy na temat członków rodziny. Nawet w takiej sytuacji banalne: „zdrowia, szczęścia, pomyślności” to dalej lepsza opcja, niż brak życzeń. Czy tylko mi się wydaje, że z uczestnictwem w Mszy jest...

Read More