Chrystus rozumie nasze problemy

O tym, jak powinniśmy się modlić, co jest prawdziwym celem modlitwy i kiedy nasza modlitwa jest szczególnie miła Bogu, opowiada karmelita bosy, o. Andrzej Cekiera, duszpasterz akademicki DA „Karmel” w Krakowie.


Dla wielu katolików modlitwa to paradoks. Z jednej strony w Piśmie Świętym znajdziemy słowa: „Proście, a będzie wam dane”, z drugiej św. Paweł mówi, że nie otrzymujemy, bo się źle modlimy. Może nam się wydawać, że to sprzeczność.

o. A. C: Zacznijmy może od tego, że wielu z nas nie rozumie, że nasza modlitwa powinna rozwijać się razem z nami. Gdy byliśmy mali, nauczono nas bardzo prostych i podstawowych  modlitw. Czasem przychodzi do mnie 25-letni student i w trakcie rozmowy wspomina, że „mówi pacierz”, albo czasem nawet zdrobniale, dziecinnie – „paciorek”. Wtedy pytam, czy skoro już dorósł, rozwinął się emocjonalnie, psychicznie, rozwinął się na płaszczyźnie fizycznej, nie wypadałoby także wejść na wyższy poziom modlitwy? Rozwinąć swoją duchowość,  relację  Bogiem? Niektórzy wraz z ludzkim rozwojem w ogóle nie rozwijają modlitwy i pozostają przy dziecinnym paciorku.

Sam kiedyś słyszałem słowa pewnego licealisty, który przyszedł na godzinną adorację i ciągle odmawiał tylko „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Mario” i „Chwała ojcu”, bo nie przyszło mu do głowy, żeby modlić się innymi słowami!

o. A. C: To spory problem. Tacy ludzie nie radzą sobie na cichych adoracjach, nabożeństwach. Z drugiej strony, nabożeństwa prowadzone przez jedną osobę bądź wspólnotę mogą stanowić niemałe zagrożenie. Najpierw wspólny różaniec, potem koronka, rozważania… I w końcu pół godziny zajęte i nie było w ogóle czasu i okazji na modlitwę serca, zastanowienie nad tym, co chcę powiedzieć Bogu. Tylko ciągłe, automatyczne powtarzanie formułek, wręcz zagadywanie Pana Boga. Powinniśmy spojrzeć na to, jak modlił się Jezus…

A Jezus powiedział, że kiedy chcemy  się modlić, powinniśmy mówić: Ojcze nasz… I tym sposobem przekazał nam modlitwę „Ojcze nasz”. Można powiedzieć, że jest w tym zawarte wszystko to, co najważniejsze. Oddanie Bogu chwały, prośby…

o. A. C: Bo jest. Wszystko to, co najistotniejsze, mieści się w tych słowach. Ważne jest jednak to, jak my do tych słów podchodzimy, jak je przeżyjemy.  Czy jest to dla mnie teksty żywy, słowa, z którymi się utożsamiam, które stają się moimi własnymi, czy po prostu formułka, którą odklepię, i w ogóle się nad nią nie zastanawiam.

To zdarza się chyba każdemu, nawet księżom…

o. A. C: To są nieszczęsne wyrażenia – „odklepię”, ”zaliczę”… Jezus pokazuje nam modlitwę, która jest relacją z Ojcem, i takiej modlitwy uczy Apostołów. Zakłada ona dialog, ufność – w to, że nie tylko ja sobie coś tam mówię, ale że Bóg będzie mi  odpowiadał. To jest modlitwa właściwa duchowości karmelitańskiej. Jezus mówi, że jesteśmy jego przyjaciółmi. Często pytam ludzi w konfesjonale: „Czy na spotkanie z przyjacielem idziesz z gotowymi formułkami, z zapisaną kartką?” Czy tak wyglądają nasze rozmowy, czy są sztywne i zaplanowane? Raczej nie. Więc tak też nie powinna wyglądać modlitwa. Powinna być naturalna, wypływająca z serca, doświadczeń, myśli. Nasze życie powinno stać się treścią modlitwy.

Jak to jest z rozeznawaniem poruszeń, emocji na modlitwie?

o. A. C: Rozeznawanie duchów pod kątem tego, czy nasze natchnienia na modlitwie pochodzą od Boga, jest trudne i wymaga wiele czasu. Jednak nawet mimo wszelkich trudności i problemów na modlitwie, ten czas nie jest stracony. Czasem mówimy sobie: jak źle mi się dzisiaj modliło, tyle rozproszeń, nie mogłem się skupić, to chyba jest nic nie warte i Bogu się nie podoba. A może właśnie Bóg szczególnie docenia taką modlitwę? Trudną, związana ze zmęczeniem, ale wierną. Nie taką, na której jest przyjemnie i łatwo, gdy otrzymujemy same „cukierki” duchowne. Nie oceniałbym, czy modlitwa była dobra dlatego, że było nam na niej miło i po prostu dobrze. Niekoniecznie… Czasem właśnie taka trudna i oschła modlitwa może być Bogu milsza i przynieść nam więcej łask. Bo to On, a nie my, jesteśmy głównymi bohaterami modlitwy. W końcu Pismo Święte mówi, że bez pomocy Ducha Świętego nie jesteśmy w stanie się modlić, nie jesteśmy w stanie szczerze wypowiedzieć Imienia Jezus. To właśnie przekazują nam nasi  karmelitańscy święci – że powinniśmy trwać przy Bogu, przyporządkować swoje trwanie Jego działaniu. To są kolejne etapy modlitwy – ja robię coraz mniej, a Bóg coraz więcej. Aż do takiego momentu, kiedy ja nic nie odczuwam i nawet nie muszę nic mówić, ale po prostu staję w obecności Boga. On działa.  Są nawet tak zaawansowane stany modlitwy, gdy człowiek nie jest w stanie nic zrobić, jego zmysły są wręcz zawieszone. Wtedy po prostu czuje, że Bóg jest, że Jego obecność go przenika, a godzina mija jak minuta. Mimo tego, że naprawdę się wtedy nic nie robiło, po prostu przyszedłem i byłem, oddałem się Bogu – On wówczas działał.

Karmelici uchodzą za specjalistów od modlitwy…

o. A. C: To dosyć indywidualna sprawa (śmiech). Na pewno mamy świętych-specjalistów od modlitwy, którzy są Doktorami Kościoła, jego skarbami: Teresa od Jezusa, Jan od Krzyża, Teresa od Dzieciątka Jezus. Jan od Krzyża pisał także o oczyszczeniu zmysłów  i ducha– pewnej drodze, która zakłada oczyszczenie serca i modlitwy – coraz większe upodabnianie się do Chrystusa. Krótko mówiąc: oderwanie się od tego, co nieistotne, i mocne przylgnięcie do Jezusa. To są jakby dwie szyny jednego toru: modlitwa i oczyszczenie, po nich jedzie nasz duchowy pociąg.

Co według ojca jest najbardziej charakterystyczne dla modlitwy karmelitańskiej? Mi kojarzy się ona przede wszystkim z kontemplacją, choć jest to pojęcie trudne i chyba przez wielu niezrozumiałe… Karmelici chyba znaleźli pewne prawidła w modlitwie

o. A. C: Racja, samo to określenie jest dosyć trudne. Powiedziałbym zatem prościej: jest to trwanie, bycie przy Bogu, chodzenie w Jego obecności. Jak w przyjaźni – nie trzeba nawet słów. Jestem z kimś i jest nam po prostu dobrze razem. Tak samo z Bogiem – czuję Jego obecność i jest to samo w sobie dobre. Położyłbym akcent właśnie na trwanie w obecności Boga. Drugi aspekt, szczególnie ważny dla św. Teresy z Avili – człowieczeństwo Jezusa. Uświadomienie sobie tego, że On był jednym z nas. To wręcz może otworzyć nam drogę do zjednoczenia z Trójca Świętą. Teresa nie nawróciła się w czasie kontemplacji Trójcy świętej  czy też Jezusa przemienionego na Górze Tabor, ale wtedy, gdy zobaczyła Jezusa ubiczowanego, po ludzku bardzo cierpiącego.

Wielu z nas zadaje sobie pytanie: co Bóg może wiedzieć o moich codziennych problemach? O tym, że nie mam pracy, że zostawiła mnie dziewczyna, że coś ważnego mi się nie udaje?

o. A. C: A czy Jezus nie doświadczył trudu emigracji? Czy nie pracował ciężko ze świętym Józefem? Czy nie był niesprawiedliwie osądzony i opuszczony przez najbliższych? Chrystus sam powiedział, że nie ma miejsca, gdzie mógłby w spokoju złożyć głowę. W takich ekstremalnych sytuacjach staje się On bardzo bliski każdemu z nas. Dzielił je z nami i doskonale rozumie nasze codzienne problemy. Oczywiście nie da się wszystkich sytuacji z ludzkiego życia odnaleźć w życiorysie Jezusa, ale wierzymy, stał się On we wszystkim podobny do nas – we wszystkim oprócz grzechu. W tym w cierpieniu i trudach codzienności Wcielenie Boga temu właśnie służyło – maksymalnemu zrozumieniu człowieka przez Boga. Pismo Święte pyta nawet, który lud ma takiego Boga, jak my?

Jezus modlił się nawet w sytuacjach najbardziej kryzysowych…

o. A. C: I co ciekawe, w ogóle nie ukazywał tam swojego bóstwa, potęgi. Prosił o to, by działa się wola Ojca, a nie Jego własna. Nawet w momencie największej męki mówi do Niego „dziękuję, że mnie wysłuchałeś”. A co takiego zrobił Ojciec, czy odebrał od Niego ten kielich? Nie… Największym pragnieniem Jezusa było pełnienie woli Ojca i odkupienie człowieka i dziękował właśnie dlatego, że mógł te pragnienia wypełnić.

Często brakuje nam takiego zawierzenia…

o. A. C: Podchodzimy zbyt automatycznie do wiary i modlitwy. Jak na korytarzu na uczelni – wrzuciłem monetę do automatu, więc batonik powinien wyskoczyć. To jest taka ludzka potrzeba kontroli i cała sztuka polega na tym, by się z tego oczyszczać. My mamy swój plan, ale Bóg mówi, że ma swój, lepszy. Trzeba uczyć się zawierzenia Jemu i rezygnacji ze swoich planów.

Jeśli chodzi o sposoby reakcji na niewysłuchanie przez Boga naszych modlitw, można spotkać się z dwoma szkołami. Jedna mówi, że trzeba za wszystko dziękować, wszystko potulnie przyjmować i nie narzekać. Że nie wypada narzekać i upominać się. Druga z kolei uczy, że trzeba Boga pytać, dlaczego tak się stało, nawet w pewien sposób wygarnąć mu. Pokazać, jak nam bardzo zależało i jak bardzo pokrzywdzeni się czujemy.

o. A. C: Pismo Święte mówi, żebyśmy zrzucili swoje troski na Boga, a On nas podtrzyma. To nie jest problem dla Boga, jeśli nawet gwałtownie ktoś Mu wygarnie. Kapitalnym sposobem modlitwy są psalmy – wyrażają wszystkie możliwe ludzkie nastroje i uczucia. Są wręcz takimi gotowcami, dzięki którym możemy lepiej wyrazić przed Bogiem to, co czujemy. Jeśli uświadomimy sobie, że szczera i pełna zawierzenia modlitwa może nam bardzo pomóc, że przez przychodzenie do Niego z troskami i problemami tępimy swoją samowystarczalność i uznajemy, że to On panuje w naszym życiu, wówczas jesteśmy na dobrej drodze do prawdziwej relacji z Bogiem. On przecież wie, czego potrzebujemy. Modlitwa służy nam – dzięki niej możemy sobie uświadomić, że tylko On może nam pomóc. Pan Jezus mówił, że nasza wiara jest słaba, pytał, czemu troszczymy się o jutro.

Nie można jednak zrzucać wszystkiego na Boga.

o. A. C: Oczywiście, Chrystus mówił do uczniów, by czuwali i modlili się. Każdy z nas czasem staje w takiej sytuacji, że nawet jeśli zaciśnie zęby, pewnych rzeczy nie przeskoczy. Co wtedy? Zostaje tylko powiedzieć: Boże, zrobiłem co mogłem, teraz resztę zostawiam Tobie.

Czasem jesteśmy tak załamani czy zmęczeni, że nie możemy nawet wypowiedzieć słów modlitwy….

o. A. C: „W każdym położeniu dziękujcie”, jak mówi Pismo. Święta Tereska z Lisieux przez lata zasypiała na różańcu i to wcale nie z lenistwa. Ona zrozumiała, że Bóg jednakowo kocha to dziecko, które się modli, i to, które się bawi, czy… śpi. Ojciec kocha dziecko bez względu na to, co ono robi.

A jak jest z postawą modlitwy? Czy wypada się modlić tylko na klęcząco?

o. A. C: Jeśli ktoś uważa, że istotą modlitwy jest klęczenie, to jest w błędzie. Czasem długotrwałe klęczenie może zepsuć zdrowie. Znam braci, którzy z tego powodu musieli mieć zoperowane kolana. Możemy zatracić prawdziwą istotę modlitwy, skupiając się tylko na postawie ciała. Można modlić się na leżąco, przed snem, wtedy nasze ostatnie myśli będą skierowane ku Bogu. Jeśli jednak ciągle odkładamy modlitwę na sam koniec dnia, na ostatni moment, to też nie jest najlepszym wyjściem.

Jezus opowiada w Ewangelii przypowieść o faryzeuszu i celniku, którzy modlili się w świętymi. Jest to dosyć trudna przypowieść – niby obaj się modlili, ale tylko jednego z nich Jezus pochwala.

o. A. C: Ten faryzeusz właściwie nie mówił o sobie. Niby mówił, niby dziękował, ale jednak oczerniał innych. Wytykał ich palcami. Był tak doskonały, że mało brakowało, a nie powiedziałby Bogu:” jestem tak idealny, (nie jak tamten celnik czy inny grzesznik), że Ciebie Boże nie potrzebuję.” Takie samochwalstwo nie jest modlitwą, bo w ogóle nie otwiera nas na Boga. Celnik stanął przed Bogiem z pokorą i jasno stwierdził, że jego życie to porażka i bez Boga sobie nie poradzi.

Niektórzy uważają, że skoro robią tak wiele dobrych rzeczy, to Bóg powinien tym bardziej wysłuchiwać ich modlitw. To bardzo ludzkie – oczekiwanie na jakąś wdzięczność.

o. A. C: Zapominają o tym, że Bóg nie ma względu na osoby. Trzeba także uważać, żeby nie stworzyć fałszywego obrazu siebie jako mniej czy bardziej wartościowego od innych. Święta Teresa mówi, że każdy z nas nosi w sobie drogocenny diament Bożej obecności, tylko często jest on oblepiony smołą-grzechem, przez którą nie może się przebić łaska Boża. To nie jest tak, że ktoś jest lepszy, bo coś tam robi, a ktoś zły i zasłużył tylko na potępienie. W każdym człowieku jest obecny Bóg i każdego chce oczyszczać.

Dla człowieka normalne jest porównywanie się z innymi – jego Bóg wysłuchał, a mnie nie, choć tak się modliłem…

o. A. C: Porównywanie się z innymi jest z gruntu nie najlepsze. Przecież nie jesteśmy tacy sami, jeden nie jest kalką drugiego. Nie porównuj się z innymi ludźmi, tylko z Jezusem. Naśladuj Jego sposób myślenia, to, co mówił, i przyjrzyj się Jego słowu. Temu, jak do ciebie przemawia, jakiego sposobu życia Cię uczy.

Krótko mówiąc: jak się modlić, a jak się nie modlić?

o. A. C: Na pewno trzeb unikać wszelkiej rutyny, klepania modlitw, a szukać dialogu, relacji  Bogiem. Modlitwa musi być żywa i nas rozwijać, nie może być sztywna i martwa.

Do czego ma prowadzić modlitwa? Do tego, bym stał się lepszy? Czy może do tego, by spełniły się moje prośby? A może do tego, by oddać Bogu chwałę?

o. A. C: Poza tym ostatnim, wszystkie motywacje są tak naprawdę egoistyczne. Czasem modlitwa jest oschła i nic nam nie daje właśnie po to, by odzwyczaić człowieka od modlitwy skierowanej na niego samego. Żeby zauważył, że celem nie jest dobre samopoczucie na modlitwie, ale sam Bóg. W przeciwnym razie stawiamy przyjemność nad dążeniem do Boga. Poprzestajemy na środkach, a nie celu. Z pragnienia „fajnej” modlitwy trzeba się oczyszczać. Każdy, kto wchodzi głębiej w życie duchowe, spotka się z doświadczeniem oschłości i trudów. O ile nie jest ono efektem naszego zaniedbania, na pewno doprowadzi nas do rozwoju duchowego. I wcale nie musi się to wydarzyć tylko raz – co jakiś czas się do czegoś przywiązujemy i trzeba się z tego oczyścić, by móc zmierzać do Boga.

A jak najbardziej lubi się modlić ojciec?

o. A. C: Cenię szczególnie modlitwę Słowem Bożym, jego medytowanie. Nie można jednak powiedzieć, że inne formy modlitwy, np. różaniec czy pacierz są gorsze. Niektórych ludzi również taka modlitwa może prowadzić do głębokiej relacji z Bogiem. Święta Teresa mówi nawet, że nie wszyscy są zdolni do głębszych form modlitwy, ale to nie musi być przeszkodą do świętości, jeśli szczerze i z uwagą wypowiadają słowa modlitw ustnych.

Author: Kajetan Garbela

Rodem z Lublińca, absolwent historii na UJ, członek Stowarzyszenia Młodzieżowego NINIWA

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *