„Credo” querens intellectum

Tekst powtarzany niemal co tydzień, bardzo często mechanicznie i bez zastanowienia się nad sensem kolejnych artykułów. „Credo”, zwane też „Wierzę w Boga…”. Czy zasługuje na takie traktowanie?


TEOLOGIA W PIGUŁCE

Zacznijmy może od potencjału teologicznego, jaki posiada tekst Apostolskiego wyznania wiary. Porusza ono zagadnienia takiej ilości traktatów, że trudno je wymienić w prostym wyliczeniu. Zaczynamy od trynitologii (wykład o Trójcy), potem mamy krótką paterologię (naukę o Bogu Ojcu) z elementami protologii (nauka o stworzeniu). Dużo dłuższa jest część chrystologiczna – najpierw mamy antyariański wstęp dogmatyczny o zabarwieniu trynitologicznym, potem wykład soteriologiczny (dotyczący zbawienia) z elementami apologetyki, mariologii i pneumatologii (traktat o Duchu Świętym). Po nim odrobina chrystologicznej eschatologii (traktat o rzeczach ostatecznych). Następnie pneumatologia z elementami sakramentologii, eklezjologii (dotyczącej Kościoła) i eschatologii.

Kto powtarza tak zaawansowany teologicznie tekst bez zrozumienia, przypomina ucznia, który potrafi powtórzyć wszystkie zasady dynamiki, ale po prostu wyuczył się ich na pamięć i ich nie rozumie. Oczywiście, trudno pojąć wszystkie treści wiary rozumem, ale czasem wypadałoby chociaż wiedzieć, co oznaczają wypowiadane przez nas słowa.

Credo następuje w liturgii Mszy świętej po czytaniach Pisma Świętego, po Ewangelii i po homilii. Powinno stanowić żywą odpowiedź na usłyszane Słowo Boże i jeśli ma być to odpowiedź osoby, musi być wypowiadane świadomie, z choćby minimalną wrażliwością na wypowiadane właśnie prawdy. Wyznanie wiary jest swoistą deklaracją chrześcijanina i nie bez przyczyny jest umieszczone po liturgii słowa: w starożytności katechumeni wychodzili z kościoła właśnie w tym momencie. Dalej byli już sami chrześcijanie.

Należy zauważyć, że teologia Credo rodziła się z obrony ortodoksji przed herezjami. Czasem hierarchom nie mogło przejść przez myśl, jak można było na podstawie Pisma wpaść na tak dziwne pomysły. Najczęściej więc dopiski do „Wierzę…” stanowiły doprecyzowanie ortodoksji katolickiej w obliczu pomysłowości np. arian czy duchoburców

CHRYSTOLOGIA, ARIUSZU!

Credo, jakie znamy, jest w dużej mierze chrystocentryczne. Dlaczego? Gdyż najwięcej herezji dotyczyło właśnie osoby Jezusa Chrystusa i Jego posłannictwa. Sama historia powstania znanego nam tekstu Credo jest efektem sporów chrystologicznych, w których główną postacią mącącą był niejaki Ariusz. Głosił on – a przynajmniej tak wielu mu współczesnych interpretowało jego naukę – że Chrystus jest stworzeniem, Bogiem w pewien sposób niższym od Ojca. Teologia ariańska była bardzo popularna, gdyż w miarę prosto (żeby nie rzec: prostacko) tłumaczyła, jak to jest, że jest jeden Bóg, ale w trzech osobach. To proste: to nie jest ten sam Bóg, bo bóstwo Chrystusa jest inne niż bóstwo Ojca.

W odpowiedzi na spory zwołano sobór w Nicei, podczas którego katoliccy biskupi ustalili normę ortodoksji. Musieli się przy tym posłużyć terminem z filozofii greckiej, gdyż Ariusz stosował wybitną cytatologię biblijną i na obronę wszystkich swoich tez miał odpowiedni werset. Katolicy użyli więc słowa „homouzjos”, czyli „współistotny”, który był nie do zaakceptowania dla arian, ale dobrze oddawał ortodoksyjną naukę o bóstwie Jezusa. To antyariańskie podejście najmocniej widać w słowach „Bóg z Boga, światłość ze światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony a nie stworzony, WSPÓŁISTOTNY Ojcu”.

Inne herezje także znalazły swoje odbicie w tekście Credo. Można zauważyć akcenty antyadopcjańskie (adopcjanie wierzyli, że Jezus był po prostu przybranym Synem Ojca), antymanichejskie (pogarda materii, ale i Starego Testamentu) i antydoketystyczne (potwierdzenie cielesności Jezusa).

EWANGELIA W CREDO

W Wyznaniu Wiary znalazło się także miejsce dla skróconej Ewangelii. Obejmuje ona  podstawę podstaw – fakt wcielenia, śmierci, pogrzebania i zmartwychwstania. Do Credo „wcisnął się” Poncjusz Piłat, przedstawiciel władzy rzymskiej, odpowiedzialny za śmierć Jezusa, choć zapewne dałoby się oskarżyć Żydów. Jeśli wierzyć spiskowym teoriom dziejów Kościoła, najwyraźniej jadowity antysemityzm nicejskich patriarchów został stłumiony przez chęć Konstantyna do oskarżania swoich pobratymców o bogobójstwo. Na poważnie, chodziło zapewne o umieszczenie Chrystusa w czasie i przestrzeni, w realiach rzymskiej okupacji, przypomnienie tego, co jest jasno wyrażone w Ewangeliach. Tym bardziej, że po trzech wiekach niektórym zaczynało się zacierać, kto, jak i kiedy rządził, a powstające apokryfy nieraz traktowały Jezusa jak postać bajkową, żyjącą „dawno, dawno temu, za górami, za lasami”. Judejski prokurator z I wieku to poza Maryją jedyna czysto ludzka osoba, która znalazła się w Credo. Nie udało się to żadnemu z Ewangelistów ani choćby biednemu Józefowi z Arymatei.

Można zauważyć, że ta „Ewangelia w kilku zdaniach” jest bardzo różna od prezentowanej dziś wizji Jezusa. Praktycznie pomija trzy lata publicznej działalności, a skupia się na trzech dniach od Męki do zmartwychwstania i roli Chrystusa jako Boga. Nie zagłębia się w opisy cudów, wytycznych miłości bliźniego, w Kazanie na Górze, ale podejmuje refleksję nad wcieleniem prowadzącym do męki i zmartwychwstania. Esencją nauczania Chrystusa nie było ponowne ustawienie we właściwym porządku relacji międzyludzkich, ale relacji między Bogiem a człowiekiem. Nie przyszedł On zaprowadzić nowego ładu na ziemi, ale „dla naszego zbawienia”, czyli by zlikwidować dłużny zapis. Ewangelia Credo to nie radosne pobrzękiwanie na gitarach o miłości, ale wieść o najwyższej ofierze: Bóg zstąpił z nieba, został uznany za zbrodniarza, skazany na najbardziej upadlającą ze wszystkich kar, umarł i został złożony do grobu. Z nieba, przez cierpienia i upokorzenie, po grób, miejsce nieczyste, uznawane w starożytności (i nie tylko) za obrzydliwe. Credo opowiada o miłości Boga do człowieka, ale nie językiem popowych hitów, ale raczej środkami dramatu i tragedii.

Po śmierci mamy zmartwychwstanie, a potem wniebowstąpienie. Credo wykracza poza naturalny porządek rzeczy i sprawia, że myśli chrześcijanina powinny kierować się nie tylko ku ziemskim radom, jak żyć dobrze z drugim człowiekiem tu i teraz, ale ku temu, jaki jest ostateczny cel jego życia. Caritas, choć jest integralną częścią christianitas, nie może istnieć w oderwaniu od innych aspektów wiary: liturgii i głoszenia Ewangelii.

Mamy też zapowiedź rzeczywistości przyszłej: „przyjdzie sądzić żywych i umarłych”, czyli Sąd Ostateczny. Bez szczegółów, bez wizji ognia piekielnego, za to z Jezusem na czele. Z obrazu Memlinga zostaje tylko centrum i prawa strona. Ten sąd to oczyszczenie przed nastaniem Królestwa Jezusa, które nie będzie miało końca.

CO Z POZOSTAŁYMI?

Silny nacisk na chrystologię nie oznacza braku Ojca i Ducha w Credo. Zdaje się jednak, że nie doczekali się Oni tylu herezji, których byliby głównymi bohaterami. Ojciec jest oczywiście antybohaterem manichejczyków – w ich rozumieniu jest On złym Demiurgiem, stwórcą materii, który uniemożliwia duszom doskonalenie się poprzez więzienie ich w ciałach. Przeciwstawiano Mu Jezusa, który jakoby miał wskazać drogę ku wyzwoleniu człowieka z okowów materii. Stąd w Credo mamy wzmiankę o tym, że Ojciec stworzył nie tylko materię, ale i rzeczy niewidzialne i że wszystko to stało się przez Chrystusa.

O Ducha Świętego też istnieje spór dogmatyczny, ale nie aż tak ostry. „Który od Ojca i Syna pochodzi” to echo sławetnego sporu o Filioque, czyli próby ustalenia relacji Ducha do Syna. W konwencji wschodniej (a przez nią obecnie także w teologii prawosławnej) Ducha tchnie Ojciec przez Syna. Jest ona bardziej monarchiczna (jednozasadowa, skupiająca się na ukazaniu wyższości Ojca). W rozumieniu katolickim tak Ojciec, jak i Syn (Filioque) tchną razem Ducha. Biskupi zebrani na soborze w Konstantynopolu wyraźnie zaznaczyli też, że jest On Osobą Bożą – Panem i Ożywicielem, a to wszystko przez zwolenników Macedoniusza, którzy powoływali się na jego nauki, jakoby Duch Święty miał udział w historii Starego Testamentu, gdyż to on przemawiał przez proroków.

JEDEN, ŚWIĘTY, POWSZECHNY…

W Credo znajdujemy także słowa o Kościele: jednym, świętym, powszechnym i apostolskim. „Oj” – ktoś może pomyśleć – „Biskupom brakło odrobiny samokrytyki…”. Rzecz w tym, że to nie biskupi pierwsi utożsamili Kościół z Bogiem, ale niejaki Jezus Chrystus pod Damaszkiem: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” (Dz 9, 4). Należy też jasno powiedzieć, że słowa z Credo odnoszą się do Kościoła jako Ciała Chrystusa, a nie do instytucji, a tym bardziej do poszczególnych ludzi.

Co znaczy „jeden” Kościół? Że nie ma innego, nawet jeśli są wspólnoty, które, nazywając się „Kościołami”, głoszą Chrystusa i udzielają chrztu. W myśl teologii możemy mówić o dialogu, ale trzeba jasno postawić problem łączności tych wspólnot z prawdziwym Kościołem, zwłaszcza że coraz częściej różnice są tylko moralno-etyczne. Mogą one być częścią Kościoła Chrystusowego, bez formalnej jedności z Kościołem katolickim, jednak dopóki nie mamy dostępu do Bożych wyroków, warto być ostrożnym. Także w temacie Kościoła katolickiego, w którym trwa Kościół Chrystusowy, ale nie jest powiedziane, że co uchwali Kościół katolicki, zaraz jest równoznaczne z wolą Chrystusa.

Tu dochodzimy do kwestii świętości Kościoła. Kościół nie jest wspólnotą wybranych, nieskazitelnych, idealnych. Jezus takich nie wybiera. Chrystus założył święty Kościół, do którego zaprosił grzeszników. To nie życie wiernych uświęca instytucję i sakramenty, ale to sakramenty uświęcają ludzi i tworzone przez nich instytucje.

Dlaczego „powszechny” (gr. katholikos)? Bo nie włoski, nie polski, nie dla białych i nie dla czarnych, nie dla bogatych i nie tylko dla biednych, ale po prostu dla wszystkich. Kościół nie uznaje podziałów ekonomicznych, socjalnych, społecznych i rasowych. Nie zamyka się na kogoś tylko dlatego, że ten urodził się po złej stronie rzeki.

Co znaczy „apostolski”? Że wywodzi się od apostołów, ale też że ma charakter apostolski, to znaczy, że jest ukierunkowany na głoszenie Ewangelii. Kościół jest posłany do świata, by głosić wyznawaną właśnie wiarę. „Kościół” – czyli każdy z jego członków. Oczywiście, nie znaczy to, że każdy ma teraz pakować się i jechać do Birmy jako misjonarz. Ale gdyby chociaż zechciał świadczyć życiem codziennym…

Co oznaczają słowa „wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów”? Wyrażają one jedyność i jednorazowość chrztu. Nie ma innej drogi odpuszczenia grzechu pierworodnego jak przez chrzest, udział w męce i zmartwychwstaniu Chrystusa. Wierzymy, że ci, którzy nie mogli go przyjąć (jak np. małe dzieci zmarłe przed chrztem lub nawet przed narodzeniem), mogą dostąpić Nieba na mocy łaski Bożej, a katechumeni przygotowujący się do chrztu mogą być traktowani w wypadku nagłej śmierci – zwłaszcza męczeńskiej – jak ochrzczeni. Ale innej drogi oczyszczenia nie ma. Nie przez medytację dalekowschodnią, nie przez nawet doskonałe życie moralne. Można się też ochrzcić tylko raz. To wyciska na człowieku niezacieralne znamię – semel catholicus, semper catholicus (raz katolik, zawsze katolik). Od łaski chrztu można się odciąć, można zostać pozbawionym prawa do przyjmowania i udzielania sakramentów (tak działa ekskomunika), ale nie można cofnąć raz udzielonej łaski Boga.

„Oczekujemy wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym świecie”, przez co wyznajemy też wiarę w zmartwychwstanie ciał. Nie zmartwychwstaną same dusze, ale cali ludzie – z duszą i ciałem. Nasze cmentarze to koimeteriony: miejsca snu. Czy to takie istotne? A i owszem, gdyż wymusza szacunek do zwłok ludzkich i jest sprzeczne z niektórymi modnymi poglądami. Toczy się tu głównie spór o kremację. Prawo kanoniczne (kan 1184, punkt 2) nie pozwala, by pochować jak katolika osobę, której ciało spopielono – ale tylko wtedy, gdy miało to podłoże ideologiczne (chęć zjednoczenia się z naturą poprzez rozsypanie prochów lub niewiara w życie po śmierci). Nie do przyjęcia są także wystawy sporządzone ze spreparowanych ludzkich zwłok.

Credo ma głęboką treść teologiczną i równie głęboki może być jego oddźwięk w życiu codziennym. Ten artykuł na pewno nie wyczerpuje ich wszystkich. Zachęcam do samodzielnej refleksji na tym tekstem, co na pewno wierze nie zaszkodzi. Jak w tytule: „Credo” querens intellectum – Credo szukające zrozumienia.

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *