Czas wolny w czasach antycznych

Choć dla niektórych to niewyobrażalne, dawno temu nie było internetu, nie było telewizji, a nawet nie było odtwarzaczy CD. Nie oznacza to jednak, że brakowało różnorakich rozrywek nie tylko dla ciała, ale i dla ducha. Jakich? Spójrzmy na to z perspektywy Antiochii.


DLACZEGO ANTIOCHIA?

Chodzi nam konkretnie o Antiochię Syryjską, zwaną też Antiochią nad Orontesem, Antiochią koło Dafne, a obecnie jest to Antakya w Turcji. Przede wszystkim, było to miasto bogate, gdzie dobrobyt skutkował licznymi okazjami do umilenia sobie czasu wolnego. Jako metropolia stanowiąca stolicę prowincji i często goszcząca cesarzy była wyposażona w liczne budynki przeznaczone do organizacji imprez kulturalnych i sportowych. Co więcej, miała własne igrzyska. Przede wszystkim patrzymy na Antiochię i jej rozrywki dzięki bogatej szkole mówców i pisarzy, których dzieła pozwalają nam zapoznać się nieco bliżej z tym, jak rozluźniali się nie tylko bogacze, ale także prości ludzie. Za najwybitniejszego z antiocheńskich oratorów uważany jest Jan Chryzostom, wybitny kaznodzieja i Ojciec Kościoła, znany z dość wyszukanych metod krytyki co mniej wyszukanych rozrywek.

Ogromna spuścizna literacka Chryzostoma pozwala nam zapoznać się z tym, jak widział on teatr, wyścigi rydwanów, uczty czy muzykę co stanowiło rozrywki na czas wolny ówczesnych ludzi. Oczywiście, trudno wierzyć Janowi na słowo – był wszak kaznodzieją, a przemawiał pięknie i dosadnie, niekiedy wyolbrzymiając. Miał jednak swój cel, którym było zachęcenie chrześcijan, by spędzali czas wolny w sposób godny i pożyteczny, by nie byli zgorszeniem dla pogan. Co więcej, sposób ujęcia problemu rozrywki przez kapłana z IV wieku naszej ery pozwala nam wciąż aktualizować jego spostrzeżenia do naszych czasów! Myśleliście, że niemoralność, przemoc, kibolstwo i politykierstwo aktorów to wynalazek współczesności? Że dopiero od czasów MTV gwiazdy powodowały kompleksy mniej zgrabnych i gorzej ubranych fanek? Zobaczycie, że to bardzo błędny pogląd!

KIBICE NIEMILE WIDZIANI

Jak już było wspomniane, Antiochia organizowała własne igrzyska w pobliskiej miejscowości Dafne na czas wolny. Co więcej, w IV wieku były one ważniejsze niż ich odpowiednik w greckiej Olimpii. Problem stanowił pogański charakter święta, które starano się delikatnie uczynić tolerowalnym dla chrześcijan – na przykład nie dedykując ich Zeusowi, ale organizując je na cześć prac Herkulesa. Problem stanowiła też instytucja alutarchy, czyli przewodniczącego igrzysk – wszak jego obowiązki miały charakter kultyczny. Igrzyska nie miały też charakteru masowego. Gdy zarządca miasta, Prokulus chciał rozbudować plethrion tak, aby pomieścił większą widownię, zaprotestował przeciwko temu znany pogański mówca Libaniusz. Powód? Widownia przeszkadza uczestnikom i wpływa na sędziów. Kto chciał obejrzeć zawody powinien zachowywać się grzecznie, a sędziowie nie powinni się kierować tym, że fani jakiegoś dyskobola wykrzykują groźby karalne pod adresem arbitrów.

Inną, bardziej powszechną rozrywką na czas wolny były wyścigi rydwanów. Antiocheński cyrk mógł pomieścić nawet osiemdziesiąt tysięcy widzów, którzy dopingowali swoje ulubione drużyny: niebieskich i zielonych. Co ciekawe, także i tu rywalizacja bardzo często wychodziła poza mury hipodromu. Drużynom przypisywano sympatie polityczne, teologiczne czy etniczne, a poza cyrkiem dochodziło nieraz do krwawych zajść między antycznymi kibolami (inicjatorami byli często fani drużyny przegranej). Powszechnym wśród widowni zwyczajem było rzucanie „przeklętych” (bo kolczastych) amuletów w stronę nielubianych zawodników. Częste były też wypadki, na które skrycie liczyła publiczność. Niczym niezwykłym było to, że po kraksie woźnica był ciągnięty przez konie (Rzymianie w odróżnieniu od Greków opasywali się lejcami) tak długo, aż nie umarł lub nie odciął się od zaprzęgu.

Antiocheńczycy kochali zawody w cyrku tak bardzo, że mogli o nich rozmawiać godzinami i również tak spędzali czas wolny. Denerwowało to Jana Chryzostoma, który narzekał, że gdy przechodzień na ulicy o woźniców czy konie, zaraz będzie mówił i będzie wszystko wiedział, a gdy spyta się o proroków biblijnych zapada niezręczna cisza. Kaznodzieja krytykował tez woźniców, którzy może i nieźle powozili, ale poza tym nie odznaczali się zbyt wysokimi kwalifikacjami moralnymi. Zupełnie jak niektóre dzisiejsze gwiazdy.

SZTUKA ÓWCZESNA

Jeśli chodzi o teatr, Antiochia posiadała kilka odpowiednich do takiej sztuki obiektów. Część z nich była od początku przeznaczona do występów aktorów – jak teatr na zboczach Silpios oraz teatr w Dafne. Niektóre jednak pełniły pierwotnie inne funkcje. W jednym z teatrów urządzano wcześniej walki gladiatorów, które jeszcze w 375 r. chwalił Libaniusz, choć osobiście preferował wyścigi a samych walk zakazał Konstantyn w 325 r. Pokazuje to, że antyczni mieli wiele sposobów na swój czas wolny.

„Ale skąd kobiety w teatrze?” – spyta ktoś, kogo uczono w liceum, że role żeńskie odgrywali mężczyźni. Otóż za czasów Chryzostoma teatr mocno się zmienił i niezbyt przypominał ten z czasów Sofoklesa. Jednym słowem: podupadł. Tragedia grecka nie była tak atrakcyjna jak „lżejsze” formy rozrywki – wulgarna pantomima i pokazy taneczne. Wyobrażając sobie ówczesne sceny trzeba zapomnieć o śnieżnobiałych kolumnach i stateczności. Chryzostom opisując przestawienia w teatrze wspomina raczej o pokazach żonglerki mieczami, noszenia drąga na czole czy chodzenia po linie. (Nawiasem mówiąc, dręczyło go to, że ludzie poświęcają tyle wysiłku na opanowanie w sumie bezsensownych umiejętności). Teatry miały też wiele możliwości modyfikacji, skoro Chryzostom krytykował tych, którzy szli tam oglądać „pływające kobiety”. A może po prostu nie można było zamknąć dachu w czasie deszczu.

Jeśli chodzi o wpływ na widzów, Chryzostom dostrzegał podobne mechanizmy, co współcześni socjologowie gdy chodzi o telewizję. Aktorki teatralne były piękne, poruszały się uwodzicielsko i szczodrze się malowały. Nic dziwnego, że z jednej (męskiej) strony miały wielbicieli nie tylko wśród kawalerów, a z drugiej (kobiecej) strony były wzorem do naśladowania. Mało jednak kogo było stać na takie kreacje. W efekcie Jan Złotousty dostrzega, że uczęszczanie do teatrów sprawia, że mężowie wracając do domu czują się zawiedzeni, bo tam nie ma już tego blichtru, jaki widzieli na scenie. Kaznodzieja atakował też młodzież, która całe dnie spędzała na widowni zamiast zająć się jakąś pracą. Dziś zapewne ci młodzieńcy siedzieliby w internecie a parę lat temu – przed telewizorem. Czas wolny jednych i drugich nie różni się więc za bardzo.

Podobnie jak dziś media, ówczesny teatr nie był wolny od politykierstwa. Dbający o swój wizerunek urzędnicy opłacali trupy teatralne, by wychwalały ich ze sceny, a niekiedy sami aktorzy wysuwali żądania grożąc wyśmianiem postaci publicznie znanej przed widownia. Problemem była też relacja widzów do tego, co widzą na scenie. Niemoralne sceny tłumaczono sobie tak samo jak dzisiaj: „to tylko fikcja”, choć kaznodzieja o aspiracjach pedagogicznych (a takim był Chryzostom) twierdził, że i tak przyczynia się to do upadku obyczajów przez obycie odbiorców z powszechnymi w fabule cudzołóstwem, przemocą i niskich lotów humorem. Sposób prezentowania kobiet w teatrach Chryzostom uważał za uwłaczający ich płci. Ot, pierwszy feminista.

PASOŻYTOWIE PRZY STOLE

Co bogatsi Antiocheńczycy nie stronili od imprez i tak pożytkowali swój czas wolny. Zasiadano do stołów z okazji uroczystości państwowych, pogańskich, ale też chrześcijańskich świąt. Suto zakrapiany posiłek uświetniały występy tancerek i muzyków. W sztuce imprezowej dominowała najwyraźniej zasada, że ma być lekko, łatwo i przyjemnie dla oka. Chryzostom krytykował więc tancerki za nieskromne ubiory i ruchy, a muzyków za tworzenie piosenek gorszących słuchaczy. I to gorszyły nie w takim sensie, ktoś się burzył, ale przez to, że śpiewał te sprośne kawałki. Najwyraźniej utwory na poziomie  „Majteczek w kropeczki” i „Straciłaś cnotę” powstawały dużo wcześniej nim wynaleziono magnetofon. W takiej atmosferze bardzo łatwo było o zdradę małżeńską czy bijatykę.

Tancerek Jan z Antiochii nie lubił szczególnie. Pisał, że wielbłądy gdy tańczą wyglądają nieciekawie i pokracznie, a kobieta jeszcze gorzej. Najwyraźniej tancerki potrafiły wywrzeć wpływ na co znaczniejszych widzów, skoro kaznodzieja nieraz porównywał je do córki Herodiady, której zdolności taneczne przyczyniły się do śmierci Jana Chrzciciela. Obrywało się od Chryzostoma także kucharzom, którzy przygotowywali potrawy na uczty. Panowała w tym fachu pewna rywalizacja, polegająca na prześciganiu się w wymyślaniu coraz to bardziej wyszukanych i drogich potraw.

Skoro ktoś gotował, to ktoś musiał zjadać. Każdemu organizatorowi uczt towarzyszyła grupa parasitoi, czyli „siedzących przy”. Ten termin przeszedł do biologii jako określenie organizmów żyjących kosztem innych. Aby jednak odróżnić tych darmozjadów od tasiemców będę tu używał bardziej szlachetnej formy: pasożytowie. Czym zajmował się pasożyt? Jadł, pił i wychwalał gospodarza za jego pieniądze. Pasożytowie byli specjalistami w swoim fachu, poprawiającymi poczucie własnej wartości fundatorom napitków i strawy i krytykującymi jego przeciwników.

DLA CIAŁA I DUCHA

A co jeżeli ktoś zechciał zażyć świeżego powietrza? Pod miastem znajdowała się wspomniana już kilkukrotnie miejscowość Dafne, gdzie znajdowała się dawniej świątynia Apollina, a w czasach Chryzostoma: grobowiec św. Babylasa. Było to uzdrowisko, znane ze swoich źródeł i pięknej architektury. Był to dobry sposób na czas wolny.

Z kolei wielokulturowy charakter Antiochii sprzyjał churchingowi. Niektórzy wierni (i nie tylko) specjalnie udawali się do innego niż najbliższy kościoła, by posłuchać wprawnego kaznodziei. Homilie były traktowane podobnie jak występy retoryczne świeckich mówców: musiały być wyjątkowo atrakcyjne, miłe dla ucha i stosunkowo proste (prosty tkacz nie mógł znieść kilkugodzinnych rozważań dogmatycznych). Chryzostom co jakiś czas narzekał, że chrześcijanie zamiast go słuchać klaszczą. Znane skądś nam, Polakom?

Co więcej, Antiocheńscy chrześcijanie uprawiali nie tylko churching, ale także synagoging. Głośne, efektowne i oparte na Biblii święta żydowskie przyciągały nie tylko wyznawców Chrystusa, ale i pogan. Szczególnie lubiane były procesje idące przez miasto. Chryzostom, choć krytykował judaizantów, chwalił Żydów za to, że potrafili prawdziwie świętować szabat, podczas gdy dla chrześcijan była to tylko okazja do kolejnej imprezy.

Sam Chryzostom, choć oskarżany od tego, że chce z całego świata zrobić mnichów, preferował spędzanie wolnego czasu na rozważaniu Pisma lub na łonie natury. Nie miał też złudzeń co do metody walki z niemoralnymi rozrywkami. Wiedział, że zakaz nic nie da, jeśli sami widzowie teatrów czy uczestnicy uczt nie zaczną świętować godnie – unikając okazji do grzechu i ciesząc się w rodzinnym gronie.

Czy jest sens oskarżać o wszystko współczesne technologie i media? Rozrywka i spędzanie wolnego czasu zawsze były obciążone ryzykiem niemoralności, ale to nie znaczy, że teraz jesteśmy skazani na życie pustelnicze. Wystarczy zajrzeć do może nieco już zakurzonych tomów nauk Ojców Kościoła by dojść do dwóch wniosków. Pierwszy – że kto chce grzeszyć nie potrzebuje do tego łącza internetowego. Daty się zmieniają, a ludzie nie za bardzo. Drugi – że tylko od nas zależy, czy nasz odpoczynek będzie „po Bożemu” czy też „po światowemu”.

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *