Czy człowiek stanął na księżycu?

Wbrew pozorom to pytanie nie ma wprowadzać w teorie spiskowe Stanów Zjednoczonych. Możemy swobodnie przyjąć, że stanął na nim Neil Armstrong, który należał do gatunku ludzkiego, lecz czy możemy przypisywać to osiągnięcie ludzkości jako całości? Czy możemy powiedzieć, że to człowiek stanął na Księżycu?


Czym dokładnie jest ten “Człowiek” przez wielkie “C”? Ten, który stworzył tyle wspaniałych dzieł i rozwinął dobra tego świata w sposób, przyznajmy to, imponujący. Czym jest Człowiek stojący na księżycu, który wynalazł pismo, komputery, buduje miasta, zdobywa szczyty i zdolny jest zniszczyć świat, w którym żyje w czasie o wiele krótszym, niż by sam tego chciał? Czy mówiąc “Człowiek”, mamy na myśli gatunek ludzki? Człowieczeństwo jako takie? Czy może ideę człowieka, której jesteśmy tylko odblaskami?

Niewątpliwie możemy w ludziach znaleźć pewne cechy uznawane za wspólne, ale nie możemy przeważnie uznać ich za regułę. Bo jeśli powiemy, że człowiek ma dwie nogi i dwie ręce, to odmawiamy człowieczeństwa niepełnosprawnym. Jeśli uznamy, że musi mieć świadomy rozum, to jaką mamy pewność, że zwierzęta takiego nie mają? Dalej, jaką mamy pewność, że wszystkie osobniki gatunku ludzkiego posiadają świadomy rozum, skoro potrafimy już budować komputery zdolne oszukać nas, że są świadomymi istotami – a stoimy dopiero u początku rozwoju robotyki i sztucznej inteligencji.

Wszak sądzimy, że inni są świadomi wyłącznie na podstawie analizy naszych mózgów, które podpowiadają nam, że są oni tacy jak my. Mózgów, o których wiemy, że łatwo nas mogą mylić. Dosyć łatwo natomiast możemy wyróżnić człowieka, na płaszczyźnie biologicznej, tak samo jak potrafimy odróżnić od siebie inne gatunki. Problem pojawia się, kiedy staramy się odpowiedzieć na pytanie: “Co nas wyróżnia?”.

Nie chodzi tu o proste pytanie – czym różni się nasz gatunek od innych, ale raczej o to, jak jesteśmy lepsi od innych gatunków? Czy jesteśmy od innych zwierząt lepsi jakościowo? Inaczej mówiąc, czy istnieje taka cecha wspólna wszystkim, bez wyjątku, osobnikom gatunku ludzkiego, która jest niemożliwa do wykształcenia przez ewolucję? Jeśli wszystkie cechy, jakie są dla nas wspólne, zostały wykształcone w drodze ewolucji, to musimy się zgodzić na to, że możliwym jest dla natury wykształcenie innego, niespokrewnionego z nami, gatunku ludzkiego z jakiegoś gatunku zwierzęcego.

To znaczy, że jeśli mielibyśmy być jakościowo lepsi od zwierząt, to musi istnieć taka cecha wspólna nam wszystkim, która nie powstała w drodze ewolucji, ale została nam nadana w jakiś inny sposób. Jeśli takiej cechy nie ma, to znaczy, że jesteśmy zwierzętami, które wprawdzie wyewoluowały w dość szczęśliwym i praktycznym kierunku, ale wciąż są tylko zwierzętami.

Jedną z cech naszych ludzkich mózgów jest utożsamianie siebie z grupą. Kibic, który nawet nie pofatygował się, żeby pójść na mecz, oglądając go w telewizji, po zwycięstwie drużyny związanej z grupą ludzi, do której należy, powie: “wygraliśmy”. Mógłby natomiast powiedzieć: “przegrali”, gdyby chodziło o porażkę. Ta ciekawa właściwość naszego umysłu sprawia, że przypisujemy sobie sukcesy innych ludzi.

Szczególnie jest to widoczne w kontekście całego naszego gatunku. Mówimy: “człowiek stanął na księżycu”, kiedy to Neil Armstrong na nim stanął. Nie stanęła na nim cała ludzkość, ani byt ze świata idei odzwierciedlający się akurat jako Neil Armstrong. Nie możemy więc powiedzieć, że Człowiek stanął na księżycu, powinniśmy raczej przyznać, że jednemu z nas się to udało, podczas gdy inni byli zajęci czymś innym i nawet się nie zainteresowali tym doniosłym wydarzeniem.

Próba wyodrębnienia z osobników gatunku ludzkiego jakiejś jednej formy na płaszczyźnie abstrakcji przysparza niemało problemów. Nie tylko wtedy, kiedy taką formę staramy się jednoznacznie zdefiniować, ale również podczas próby znalezienia jej przymiotów. Taka forma musiałaby mieć mnóstwo przeciwności. Gdyż Człowiek musiałby być jednocześnie okrutny i litościwy, agresywny i łagodny, słaby i silny, mądry i głupi.

Być może pomocne byłoby mówienie nie o tym, jaki Człowiek jest, ale jaki może być. Tylko czy każdy człowiek może być mądry? Czy każdy może być silny? Czy każdy może być łagodny? Najtrudniej jednak rozprawić się z faktem, że każdy z nas w swojej świadomości jest zupełnie unikatowy – zakładając, że ktokolwiek poza mną na świecie istnieje i tak jak ja jest tego istnienia świadomy. Problem w tym, że moje wewnętrzne Ja, czyli to, czym rzeczywiście jestem, co jest w moim istnieniu niepodważalne i konstytuuje je, jest niepowtarzalne na poziomie idei.

Jeżeli istniałaby idea, której jestem odblaskiem, tak jak koła w świecie rzeczywistym są odblaskami idei koła, to jestem prawdopodobnie jedynym odblaskiem tej idei, jeśli natomiast istniałby jej inny odblask, to nie byłbym go świadomy? Wniosek z tego taki, że mówienie o idei Człowieka może i prawdopodobnie prowadzi na manowce. Lepiej jest przyjąć, że taka idea nie istnieje.

Znowu więc nie możemy powiedzieć, że Człowiek stanął na księżycu, bo Człowiek jako taki nie istnieje. Istnieję ja i istnieją inni ludzie, zanurzeni w człowieka biologicznego. Moje subiektywne ja jest niepowtarzalne. Co więcej, wszystkiemu mogę zaprzeczyć, ale nie sobie, bo tylko siebie na pewno doświadczam. Nie na darmo Kościół, choćby w nauczaniu Jana Pawła II, mówi nie o Człowieku, ale o “każdym człowieku”. Różnica być może jest subtelna, ale istotna. “Każdy człowiek” nie tylko ujmuje całość i odrębność gatunku ludzkiego, ale również nie zatraca unikatowości każdej osoby, podczas gdy “Człowiek” każe sądzić, że jesteśmy jednym bytem w wielu instancjach.

 

________________________________

Zobacz także: O dobrym i złym ciąg dalszy

Author: Maciej Puczkowski

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *