Ile wolności w wolności?

Żyjemy w czasach, w których dostęp do informacji jest na wyciągnięcie ręki, a nawet bliższy. Nikt z nas nie musi biegać po bibliotekach, studiować grubych książek bądź słuchać monotonnych wykładów.


Szukasz rozwiązań zadań matematycznych – masz Internet, chcesz nauczyć się języka obcego – masz Internet, masz ochotę publikować zdjęcia z ostatniej imprezy – masz Internet. Internet zastępuje dzisiaj nam niezliczone ilości godzin męki szukania informacji. Gwarantuje nieograniczony dostęp do informacji.

Możemy znaleźć tam dosłownie wszystko, począwszy od przepisu na halibuta, na konstrukcji bomb kończąc. Dla każdego coś miłego. Ale jest jeden problem. W Internecie zostawiamy ślady. Dla nas zupełnie nieinteresujące. Ale istnieje na świecie grupa ludzi, a raczej organizacje, które te dane bardzo interesują. Do tego stopnia, że są przechowywane przez dziesiątki lat na serwerach, o których nawet nie mamy pojęcia. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy dane o naszych zainteresowaniach i potrzebach mogą się przydać.

Nikt z nas przecież nie zna przyszłości. Wiadomo, w mniejszym lub większym stopniu możemy ją przewidzieć, ale nie na tyle, żeby być pewnym co do naszego lub innych losu na dziesiątki lat do przodu. Zakładając, że ktoś z waszego otoczenia zostałby prezydentem Polski, lub ważnym urzędnikiem w Parlamencie Europejskim. Nie współpracowałby zgodnie z większością. Ludziom którym by to przeszkadzało, bardzo przydałyby się dokumenty na temat jego przeszłości.

Wszyscy dokładnie pamiętają sprawę Edwarda Snowdena. Świat mediów stanął na głowie, kiedy ten upublicznił ściśle tajne dokumenty oraz ujawnił zasady pracy NSA (National Security Agency – amerykańska służba wywiadowcza) i CIA. Cała sprawa doskonale jest opowiedziana w filmie „Citizenfour”, który dostał nagrodę Oscara za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny. Sprawa jest na tyle poważna, że podczas udzielania wywiadu Snowden odłącza telefon od Internetu, który znajduje się w jego pokoju hotelowym. Bohater zamieszania opowiada, jak na ekranach w siedzibie NSA pracownicy mają dostęp do obrazów przesyłanych na żywo z dronów które rozsianie są po całym świecie.

Niekiedy tylko kogoś obserwują, a innym razem przeprowadzają bombardowania. Sprawa nabiera rozmachu z każdą informacją podaną przez Edwarda. Najgorsze jest to, że dane zbierane przez służby wywiadowcze nie tylko są potrzebne do rozpracowania organizacji terrorystycznych. Również do archiwizowania ot tak, dla poczucia większej kontroli. W zakres ich zainteresowań nie tylko wchodzą nasze rozmowy telefoniczne, ale wiadomości e-mail, frazy wpisywane w wyszukiwarkę Google, nie mówiąc o zdjęciach. Oni stworzyli globalny album, a my im go tylko uzupełniamy, mniej lub bardziej świadomie. Na potwierdzenie skali problemu dowiadujemy się, że sama Angela Merkel prosiła Baracka Obamę o zniesienie podsłuchu z jej telefonu, który był kontrolowany przez kilka lat.

Stany Zjednoczone od zawsze kojarzyły się nam z wolnością. Dostęp do broni, tanie paliwo, samochody z ogromnym spalaniem oraz niezliczonymi możliwościami, na „amerykańskim śnie” kończąc. Niestety takie wyobrażenie traci sens, kiedy poznamy dokładniej wszystkie ustawy oraz zniesienie ograniczeń w sprawie inwigilowania obywateli. Dostęp do informacji okazuje się nagle wrogiem.

Po zamachach z 11 września 2001 roku w życie weszła ustawa Patriot Act, pozwalająca na przetrzymywanie ludzi, którzy mogli stworzyć zagrożenie lub je stworzyli, na czas nieograniczony, bez jakiejkolwiek zgody sądu. Ustawa od samego początku była krytykowana na arenie międzynarodowej m.in. pod zarzutem nieuznawania elementarnych praw wolności człowieka.  Krótko po sprawie Snowdena gazety “Waschington Post” i “The Guardian” ujawniły, że zbierane są dane od takich gigantów jak: Facebook, Microsoft, Apple czy Yahoo, a nawet z YouTube, nie mówiąc o Google.

Kolejną aferą, która wstrząsnęła światem służb specjalnych, było utworzenie portalu WikiLeaks. Portal ukazał setki tysięcy tajnych dokumentów dotyczących wojny na Bliskim Wschodzie, a ostatnio strona przedstawiła 9 tysięcy tajnych dokumentów, które mówią o narzędziach, jakimi posługiwały się służby wywiadowcze.

Ale czy te wszystkie spektakularne akcje znacząco wpłynęły na życie „Kowalskiego”? Chyba nie, jak nie powiedzieć w ogóle. Na pewno znacząco obnażyły służby wywiadowcze, ich działania, techniki oraz fakt, że dosłownie każdy jest objęty nadzorem. Na pewno można powiedzieć, że w świadomości choć niewielkiej społeczności uruchomił się delikatny hamulec, który powstrzymuje przed publikowaniem „wszystkiego” w Internecie. Niestety, żyjemy w czasach, w których mamy praktycznie nieograniczony dostęp do informacji – dostęp do „wszystkiego” i „wszystko” ma dostęp do nas.

Osobną sprawę stanowią hakerzy, którzy są zmorą Internetu. Interesują ich nasze konta bankowe, prywatne wiadomości. Ale oni są jak złodzieje aut. Każdy o nich wie, i stara się za wszelką cenę ich uniknąć. Mamy do czynienia z (można tak powiedzieć) wielkim bratem. Możemy się starać, ale ONI i tak będą przed nami, chyba że zaprzestaniemy korzystać z jakiejkolwiek elektroniki.

Author: Hubert Hływa

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *