Duńska Partia Ludowa: Muzułmanie mają świętować narodziny Chrystusa

Chodzenie do kościoła, może sprawić, że ci ludzie znajdą się na właściwej ścieżce – tak tłumaczy pomysł Martin Henriksen, ekspert Dansk Folkeparti do spraw imigracji.


Pomysł zakłada, że imigranci powinni obchodzić tradycyjne święta, takie jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, by zintegrować się z duńskim społeczeństwem i jego kulturą.

Aby ją zrozumieć, trzeba zrozumieć chrześcijaństwo i jego znaczenie dla Duńczyków. Imigrant musi uczestniczyć w tej części naszego życia, by doświadczyć tego, co łączy Duńczyków – wyjaśniał Henriksen, wywołując ostre reakcje centrum i lewicy.

DWIE WIZJE

Plany Henriksena i antyimigranckiej partii opierają się na założeniu, że imigranci, zmuszeni w ten czy inny sposób do uczestnictwa we mszy, nasiąkną kulturą duńską, lepiej ją zrozumieją i w ten sposób staną się bardziej „duńscy”. Muzułmanie powinni odwiedzać chrześcijańskie świątynie w ramach celebracji najważniejszych uroczystości. Ma to pozwolić uniknąć powstania subkultury zupełnie sprzecznej z wartościami, jakie wyznają Duńczycy.

Na reakcje polityków proimigranckich i po prostu sceptycznych nie trzeba było długo czekać. Główny problem dostrzegają oni w łączeniu „duńskości” z religią. Taki zarzut postawili Laura Lindahl z Sojuszu Liberalnego i socjaldemokrata Dan Jorgensen, który dodał, że elementem „duńskości” jest raczej niemieszanie się w poglądy innych.

Dania, choć posiadająca własny protestancki Kościół narodowy od XVI w., obecnie należy do najbardziej zsekularyzowanych społeczeństw Zachodu, jednak w parlamencie stałe miejsce od lat 90. ma Duńska Partia Ludowa, postulująca zaostrzenie przepisów imigracyjnych, polepszenie warunków życiowych starszych i niepełnosprawnych oraz zaostrzenie kar za przestępstwa seksualne i przemoc wobec zwierząt.

NALEWAĆ Z PUSTEGO

Rozwiązanie proponowane przez Henriksen balansuje na granicy absurdu i herezji. Rację ma duńska lewica, że w obecnej sytuacji trwałe wiązanie duńskich wartości z chrześcijaństwem mija się z celem. Przy procencie uczęszczających na niedzielne nabożeństwa na poziomie 5%, w społeczeństwie, gdzie tylko 18% badanych w 2010 r. uznało Jezusa za Zbawiciela, a 25% za Syna Bożego, naprawdę trudno zrozumieć aspiracje DF do utożsamiania Kościoła z Danią. Oznaczałoby to uznanie, że trzy piąte obywateli są oderwane od narodowej tożsamości.

Jakby nie dość było problemów z czysto świeckim rozumieniem Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy jako czasów prezentów i rodzinnych spotkań, teraz może to jeszcze być czas podbijania indeksów i testu z wiedzy o narodowych świętych. Jeśli pomysł zostanie wprowadzony w życie, oprócz ateistów uczęszczających na śluby i pogrzeby frekwencję będą sztucznie zawyżać imigranci nie chcący utracić profitów.  Ponadto pachnie to zupełną kompromitacją chrześcijaństwa, które tyle mówiąc o wolnej woli, potrzebuje ustawy, by zagonić ludzi do kościoła, zamiast ich tam skutecznie zaprosić i dowieść wyższości nauki Jezusa nad Koranem.

Zamiast zastanowić się, dlaczego Kościół Danii ledwo zipie, konserwatyści chcą zrzucić mu na głowę nowy ciężar i nowe wyzwanie. Jak wspólnota, do której wypada należeć, ale niekoniecznie już trzeba wierzyć w jej przesłanie ma nawrócić kogokolwiek? Możliwe, że za dwadzieścia lat imigranci i Duńczycy będą chodzić na modlitwy do tych samych budynków – z tym, że nie do kościołów, tylko do meczetów.

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *