Czy Starkowi ścięto głowę?

Sensowność pisania powieści fantasy łatwo jest podważyć. Historie dziejące się w alternatywnym świecie, w którym poziom technologiczny przeważnie zatrzymał się na epoce średniowiecza i urozmaicony został magią, niejednokrotnie nie przystają do rzeczywistości, w której współcześnie żyjemy. Można mieć więc wątpliwości, czy przesłanie, które za sobą niosą rzeczywiście do nas trafia i ma dla nas jakąkolwiek wartość.


Wątpliwości nasilają się, kiedy uświadomimy sobie, że pewne twierdzenia są prawdziwe tylko w określonym kontekście, ponieważ świat fantasy zmienia przeważnie kontekst w sposób znaczący, stąd nie każdy wniosek, który będzie w nim prawdziwy musi być prawdziwy w rzeczywistości, tym bardziej, że świat fantasy w stosunku do rzeczywistości, mimo, że rozszerzony często o magię jest zawsze mocno uproszczony i ograniczony przez wyobraźnię autora.

Magia właśnie wydaje się być najbardziej czuła na kontekst. W świecie rzeczywistym magia jest jednoznacznie zła, ale w jej miejsce posługujemy się siłami natury, które okiełznaliśmy za pomocą nauki. W świecie fantasy natomiast magia nie musi być zła, a często traktowana jest jak uzupełnienie technologii, jako kolejna siła natury. Jako siła natury zmienia sposób postrzegania świata, można ją opanować i wykorzystywać jak elektryczność. W rzeczywistości natomiast jeśli są siły, które zostały człowiekowi ukryte, to on swoją mocą nie będzie potrafił z nich korzystać. Jezus wszak gdy czynił cuda pytano: “czyją mocą?” Z drugiej strony przecież nikt nie uzna Gandalfa Szarego za sługę szatana, a przecież był czarodziejem.

Kolejna częsta różnica kontekstów leży na płaszczyźnie wiary. Pod tym względem światy fantasy potrafią być rozmaite. Z jednej strony Boga może w ogóle nie być, z drugiej może być ich wielu, ludzie również mogą wierzyć lub nie wierzyć, wszystko to zależy od autora. Jest to jednak najistotniejszy kontekst, gdyż fakt istnienia Boga o określonych przymiotach, które również zależą od autora, determinuje całą resztę świata przedstawionego. Swoją drogą pokazuje to jak bardzo nieobojętne jest pytanie o Boga również w rzeczywistości.

Dzięki odpowiednio stworzonemu środowisku autor może przedstawić dowolne twierdzenie jako prawdziwe, nawet najbardziej bzdurne. Jeśli świat przedstawiony będzie przez Boga z ludźmi, którzy w niego wierzą, można łatwo przedstawić wiarę jako zabobon ciemnego ludu, z drugiej strony można stworzyć świat, w którym Bóg istnieje, a ludzie mimo różnych znaków nie chcą w niego wierzyć. Wszystko więc zależy co autor chce powiedzieć. Można więc powieści fantasy wykorzystać jako przedstawienie pewnych procesów w odizolowanym układzie odniesienia, w sposób przystępny dla człowieka. Istnieje jednak groźba, że czytelnik wyciągnąwszy wniosek z historii przedstawionej w świecie zmyślonym nie uwzględni zmiany kontekstów i przeniesie go bezpośrednio w rzeczywistość, stąd przekaz autora zostanie przekłamany i to paradoksalnie sam autor się do tego przyczyni.

Stąd jeśli chodzi o wartość intelektualną utworu fantasy jest ona bardzo zależna od autora, ale i odbiorcy. Trzeba jednak z przykrością stwierdzić, że znacząca ilość dzieł fantastyki posiada przesłanie bardzo ubogie. Stąd powraca pytanie, po co czytać takie dzieła i czy to nie jest aby marnowanie czasu.

Istotną, choć może późną, obserwacją jest to, że ludzie rzadko czytają powieści fantasy ze względu na ich wartość intelektualną. Dlaczego więc to robią? Najprostszą odpowiedzią jest: “dla przyjemności”. Jednak skąd płynie ta przyjemność? Trzeba zauważyć, że fantastyka nie jest gatunkiem nowym, mimo, że takim się wydaje. Mówi się o ojcach fantastyki takich jak Tolkien, czy Lem, ale jest to niezwykle mylące. Tolkienowi zdarzyło się raz napisać, że jego bolączką był brak typowo angielskich mitów, stąd pomysł pisania fantastyki. To pozwala uświadomić sobie, że pierwsi autorzy fantastyki nie tworzyli gatunku dla nich nowego. Bardziej przenosili istniejący już gatunek na język współczesny. Tym gatunkiem był mit zmieszany z ludowymi bajdami.

Ktoś mógłby powiedzieć, że podstawową różnicą między mitem, a fantastyką jest to, że w mity ludzie wierzyli, a w fantastykę nie. Czy aby na pewno? Ludzie zawsze lubili słuchać historii z nieznanych światów. Niezależnie od tego, czy ten świat istniał na innym kontynencie, planecie, czy dawno, dawno temu. Zauważmy, że dopóki nie zrobiliśmy naszej planecie zdjęć satelitarnych, nie rozwinęliśmy nauki, świat był dla nas wielką tajemnicą i rzeczywistość splatała się ze światem fantasy.

Kiedy odkryliśmy wszystkie większe lądy i nie znależliśmy tam smoków, uznaliśmy, że nie istnieją, choć do tej pory być może mieliśmy nadzieję, że gdzieś je tam znajdziemy. Problem w tym, że smoki istniały. Pierwsze bajdy wszak dotyczyły świata, w którym żyliśmy, mówiły, że one są gdzieś tam daleko, albo były bardzo dawno temu. Archeologia niestety pozbawiła nas owego “bardzo dawno temu”, więc musieliśmy szukać daleko. Poszliśmy tak daleko jak tylko się dało i nic nie znaleźliśmy. Odkryliśmy niesamowite bogactwo świata i fascynujące reguły panujące nad nim, wiemy, że świat jest ciekawszy niż sobie to wyobrażaliśmy, ale ciągle w nim jest coś nie tak – nie ma smoków. Z pomocą przyszedł nam fenomen naszego rozumu. Przenieśliśmy smoki tak daleko, gdzie żadna nauka ich nie znajdzie – do naszej wyobraźni.

Ten sam proces być może dział się z innymi elementami fantasy. W pewnym momencie nauczyliśmy się rozpraszać ciemności i zobaczyliśmy, że tam też nie ma tego, czego się baliśmy. Ulga to dla nas była, czy zawód? Świat fantasy odkrywa przed człowiekiem nieznane, a człowiek spragniony jest nieznanego, boi się go i pragnie, właściwie nie wiadomo czemu. Ten sam motor, który pcha nas ku rozwijaniu nauki wpędza nas zabobon i fantastykę – tajemnica. Można stąd zaryzykować stwierdzenie, że człowiek w rozwijaniu nauki pragnął nie tyle poznawania świata, co odkrywania tajemnicy, poznawanie nieznanego. Kiedy ludzie siadali przed wędrownym bajarzem, kiedy współcześnie czytają fantastykę, również odkrywają tajemnicę. Wiemy wszak jak wyglądają smoki, znawcy fantasy potrafią je nawet podzielić na rodzaje i warunki środowiskowe, w których żyją. Tylko tyle, że schowaliśmy je do światów alternatywnych.

Dochodzimy w końcu do tytułowego pytania: “Czy Starkowi ścięto głowę?”. Kiedy słuchamy opowieści naszych dziadków, o wojnie lub innych wydarzeniach, w których niejednokrotnie pojawiają się elementy ludowych wierzeń, czy ma dla nas znaczenie, że dana historia wydarzyła się w rzeczywistości? Gdyby babcia opowiadając o prapradziadku zmyśliła przygodę całkowicie, czy miałoby to dla nas znaczenie? Czy gdyby okazało się, że Wojciech Cejrowski nigdy nie spotkał szamana, a tajemnicze magiczne historie, o których pisał w książce są całkowicie wyssane z palca, czy to znaczy, że nie wydarzyły się w ogóle?

Ostatecznie skąd w nas biorą się prawdziwe emocje kiedy czytamy o tragediach zmyślonych bohaterów. Dlaczego czujemy złość gdy Eddard Stark zostaje zabity, a cały jego ród idzie na pohańbienie. Przecież ci ludzie nie istnieją i nigdy nie istnieli i nie będą istnieć. Problem w tym, że te historie wydarzyły się na prawdę w naszych umysłach. Nie tylko się wydarzyły, ale zostały przez nas przeżyte. Ostatecznie, czy z nieprawdy może wynikać prawda? A przecież z tych historii budzą się emocje, które są prawdziwe.

Author: Maciej Puczkowski

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *