Ewangelizacja w Internecie

Pan Jezus pytany przez uczniów o znaki zwiastujące koniec świata, nie tylko opowiedział o nadchodzących zagrożeniach i katastrofach, ale również przepowiedział głoszenie Ewangelii po całym świecie. Jak się okazuje również wirtualnym. Na szczęście!


Pan Bóg ma poczucie humoru i lubi to udowadniać. A to daje nam za wzór żywoty świętych, wystawiając na piedestał św. Antoniego, głoszącego kazania rybom, a to czyni zwykłego robaczka bohaterem najważniejszej księgi świata, jaką jest Biblia… W końcu historia ludzkości wyglądałaby inaczej, gdyby rzeczony szkodnik nie zniszczył krzewu, pod którym schronił się Jonasz. Czy zatem jednym z elementów poczucia humoru Boga nie jest wkroczenie do wirtualnej rzeczywistości?  

Przypatrując się dziejom apostolskim, widzimy drogę przebytą przez Palestynę, Antiochię Syryjską, Ikonium i wiele innych krain geograficznych… Dzisiaj byłby to YouTube, Amazon czy Facebook. Tak jak w tamtych czasach, i dzisiaj nie brakuje Bożych szaleńców. Czego najlepszym przykładem jest znany miłośnik pand, Pies Pański (Domini casen – Psy Pańskie), dominikanin o. Szustak.

Wirtualna forma ewangelizacji i głoszenie Ewangelii w takiej formie, jak widać po liczbie samych zainteresowanych, spełnia swą rolę. Podobnie jak swoją rolę spełniają pielgrzymki i nie mieszając tu porządków, można śmiało stwierdzić, że blasku Częstochowy czy Fatimy, nigdy nie przyćmi „pielgrzymka” na strony internetowe, z colą w ręku i pizzą pod nosem.

Znakiem naszych czasów jest zaproszenie do pracy w winnicy Pańskiej, dokonywane nie tylko poprzez tradycyjne formy rekolekcji czy spotkań twarzą w twarz z drugim człowiekiem, ale również przez spotkanie z Panem Bogiem w świecie rządzonym przez koty oraz memy z naburmuszoną żabą. I tak też wysłannicy Boga uskuteczniają działalność apostolską, aż po krańce „internetów”. Wśród jednorożców strzelających laserami z oczu i sympatycznymi mruczkami, zostawiającymi za sobą tęczowy ślad (faktycznie to chyba jakiś znak końca świata). O czym to świadczy?

Ojciec Remigiusz Recław SJ, podczas konferencji „Bóg bliski czy Bóg daleki?”, słusznie głosił, że Bóg skraca dystans między Sobą a człowiekiem. Warto w tym momencie przypomnieć słowa papieża Franciszka wygłoszone do uczestników Papieskiej Rady ds. Świeckich, iż „trzeba być obecnym, zawsze zachowując styl ewangeliczny, w tym, co dla wielu młodych stało się swego rodzaju środowiskiem życiowym”.

Internet to także wymiar praktyczny życia duchowego. Sam będąc na rekolekcjach, spotkałem kleryka korzystającego z brewiarza na smartfonie. A i świeckim jest łatwiej zacząć praktykować tą formę modlitwy z wirtualnym „doradcą”. Strony czy aplikacje oferujące „Ewangelię na dziś” z pewnością niejednej duszy pomogły zapoznać się z bieżącym Słowem Bożym. Wśród wirtualnych inicjatyw warto też zwrócić uwagę na transmisję medytacji nad Pismem Świętym prowadzoną przez portal Deon.pl. Wszystkie te wydarzenia w sposób szczególny mogą trafić do osób mających opory przed bezpośrednim spotkaniem z osobą duchowną.

W tym momencie zmieńmy perspektywę. Codzienność w wirtualnej rzeczywistości to też pornografia zataczająca coraz szersze kręgi wśród najmłodszych oraz uzależnienie od Internetu, skutkujące potrzebą „odwyku”. Jaka jest Boża odpowiedź? „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5, 20). Słyszymy więc wezwanie, „przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (M 11,28) oraz „nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mt 9,12). Jest to także wyraźne wezwanie dla tych wszystkich, którzy szukają w Internecie ucieczki od kompleksów, strachu przed rówieśnikami czy światem. Coraz więcej młodych ludzi szuka też odpowiedzi na egzystencjalne pytania właśnie w sieci. Naturalną koleją rzeczy jest więc fakt, że i tam obecny jest Bóg.

Prawidłową odpowiedzią na duchowy głód człowieka jest zawsze Bóg. Lecz kto tej odpowiedzi udziela w wirtualnej rzeczywistości? Po przeglądzie katolickich portali jeszcze do niedawna można było stwierdzić, że politycy.

Spory polityczne były tym, co trafiało na pierwsze strony portali odwiedzanych przez ludzi głodnych Dobrej Nowiny, jednak obecnie daje się zauważyć trend odwrotny. Nowe chrześcijańskie inicjatywy skupiają się bardziej na osobistym wymiarze wiary niż społecznym. Nawet portale o wypracowanej już pozycji idą tym szlakiem.  Chociaż w dalszym ciągu można dostrzec w komentarzach „obrońców wiary” (i polityków przy okazji), nabierając wątpliwości, czy pamiętają oni, iż za nieprzyjaciół również należy się modlić. A owi „nieprzyjaciele”, że słowa o nadstawianiu drugiego policzka, nie służą do walenia katolików po głowach.

Tak czy owak, Internet staje się naturalnym, nowym medium w którym następuje głoszenie Ewangelii. Nawet jeżeli życie w sieci wiąże się z tymczasowymi trudnościami pod postacią np. uzależnień, to „ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli” (Ga 5, 1)!

Innymi słowy jesteśmy w stanie, z Bożą Łaską, wzbogacić wiarą również wirtualny wymiar naszej doczesnej pielgrzymki po tym świecie. Pamiętając oczywiście, że najskuteczniejszą formą ewangelizacji jest świadectwo własnego życia!

Spokojnie więc możemy oddać się rozrywce przemierzania kolejnych światów MMORPG czy wyrabiać się w “naparzaniu” przeciwników w internetowych strzelaninach, by nie przynosić wstydu naszemu teamowi. Gdy natomiast kiedyś, gdzieś, ktoś przy okazji wspomni o Bogu czy kościele, to my też tam będziemy obecni, dając świadectwo i podejmując głoszenie Ewangelii w taki właśnie sposób. Nie dlatego, że robimy coś wbrew sobie z niezdrowym poczuciem misji, ale dlatego, że robimy to, co dla nas naturalne. I to jest piękne!

Author: Tomasz Martynowicz

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *