Historie bez happy endu

“Ty bowiem utworzyłeś moje nerki, Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.  Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę,  nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi.  Oczy Twoje widziały me czyny i wszystkie są spisane w Twej księdze; dni określone zostały, chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał” (Ps 139).


Bóg powołuje do życia człowieka. Niestety bardzo często w dzisiejszych czasach godność człowieka jest deptana, a życie traci wartość. W kręgach naukowych toczy się spór – kiedy można nazwać człowieka żywą istotą? Czy jest to chwila poczęcia, czy może pierwsze uderzenie serca? Czy można zabić dziecko i nie dać mu szansy na przeżycie być może kilku godzin na ziemi? Decyzja należy do matki. Czasem jej strach przed przyszłością i trudna sytuacja materialna sprawia, że podejmuje ona decyzję, której będzie żałowała do końca życia.

Jednak są na świecie jeszcze bohaterki, które powiedziały “NIE” aborcji. Odważyły się urodzić dziecko i je wychować, albo oddać, by mogło mieć lepszy dom. Dały mu szansę, aby przeżywało kiedyś rozczarowania i radości. Właśnie o tych cichych bohaterkach pisze w swojej książce pt. “Wybrałam życie” Brygida Grysiak – dziennikarka TVN24.

Książka Grysiak ta to zbiór 11 reportaży opisujących walkę matek o życie swoich dzieci. Niektóre z nich są wygrane, inne niestety zakończyły się bardziej tragicznie. Jedna z mam – pani Zofia, która oddała zaraz po porodzie córeczkę do adopcji, mówi o aborcji tak:

– Jak mogłabym ją zabić? – pyta. – Nie wiem – odpowiadam. – Nie wiem Zosiu. Niektóre zabijają i mówią, że mają do tego prawo. Że chodzi o ich godność (…). – Przecież to już jest mały człowiek – mówi. – Zabójstwo to zabójstwo. Mówię ci, że ja bym nie umiałabym żyć z myślą, że zabiłam. Myślisz,  że ktoś może z tym żyć? Czy się oszukuje, że może?

Pani Zosia mimo swojej choroby urodziła córkę, a następnie oddała ją do adopcji. Kobieta nie miała wsparcia ze strony ojca dziewczynki, a stan jej zdrowia nie pozwoliłby na samotne wychowanie dziecka.

Wszystkie bohaterki mówią Brygidzie Grysiak jednogłośnie, że ich życie nie byłoby takie samo, gdyby zdecydowały się “usunąć” swoje dziecko. Jeśli miałyby ponownie stanąć przed wyborem, wybrałyby tę sama drogę. Być może czasami pełną cierpienia i poczucia straty, ale dającą największe możliwe szczęście.

Pani Jola opowiada historię swojej córeczki – Sylwii, która zmarła kilka miesięcy po porodzie. Dziewczynka cierpiała na rzadką chorobę genetyczną, jednak jej mama zdecydowała się ją urodzić i dać jej szczęście przez kilka tych chwil na ziemi, mimo bólu, który odczuwało dziecko. Jedni by powiedzieli, że to samolubne, ale ona wie, że dziecko żyło tak długo dlatego, że miało wolę walki wynikającą z miłości i chęci bycia z rodzicami. Mimo całego ogromu cierpienia, pani Jola nie porzuciła wiary i wie, że Sylwia jest w dobrych rękach, w niebie. Nigdy nie pogodzi się z myślą, że straciła dziecko. Zaakceptowała stratę, ponieważ musi żyć dla swoich synów i męża. Sylwia zmarła wtulona w objęcia matki:

Ona straciła oddech. Spała, spokojnie spała. Po prostu zasnęła. Otworzyła oczy tak na chwilę, kiedy byłyśmy jeszcze same. A potem odeszła. (…) Powiedziałam do niej, że już może iść.

Historie matek przedstawione w zbiorze reportaży Brygidy Grysiak zazwyczaj nie kończą się happy endem. Bohaterki wciąż toczą walkę o lepsze warunki życia dla swoich dzieci, niektóre modlą się za ich dusze w niebie, a inne tęsknią, dotkliwie odczuwając ich brak (w przypadku oddania do adopcji). Jednak łączy je walka o to, aby ich dzieci mogły żyć. Te kobiety były często maltretowane i tułały się od jednego domu samotnej matki do drugiego. Autorka podsumowuje swoje dzieło słowami:

«Matki wszechmogące» potwierdzają, że warto postawić na życie. One postawiły. Bo tego chciały.  Z miłości. A «chcieć z miłości» prawie znaczy «móc». Dlatego one mogły wszystko. Matka może wszystko. Mimo wszystko. Wbrew wszystkiemu. I na przekór wszystkim tym, którzy mówią, że nie da rady. Że dziecko zabierze jej młodość i marzenia. Zabierze trochę snu i nerwów. Przemebluje życie. Postawi je na głowie. By któregoś dnia przytulić policzek do jej policzka i powiedzieć: «Kocham Cię mamo»

Matki, które boją się narodzin swojego dziecka, mogą udać się po pomoc i wypraszać odwagę u największej matki wśród wszystkich – Maryi. Ona poznała, co to ból i cierpienie. Urodziła swojego syna, a następnie go straciła. Wielka radość przepełniona była również wielkim bólem. Jak mówi ksiądz Jan Bosko:

Matki ziemskie nigdy nie opuszczają swoich dzieci. Podobnie Maryja, która tak bardzo kocha swoje dzieci za życia, z tak wielką czułością, z tak wielką dobrocią, czyż nie przybędzie, aby chronić je w ostatnich momentach życia, kiedy najbardziej jej potrzebują?

Author: Emilia Ciuła

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *