Grzechy główne świątecznej telewizji

W święta bożonarodzeniowe wszelka telewizja i wszystkie stacje powinny zawiesić nadawanie swoich świątecznych ramówek. Wszystko przez to, że niczego ciekawego i pożytecznego do naszego życia nie wniosą.


Telewizja w święta to prawdziwe odstawianie szopki, bynajmniej nie bożonarodzeniowej. Każda ze stacji stara się jak może, żeby swojego odbiorcę wprowadzić w świąteczny nastrój, by tematycznie odpowiedzieć na potrzeby rynku i w końcu, by zarobić jak najwięcej pieniędzy na oglądalności. A ograniczony lud to kupuje, bo podczas świąt w wielu domach telewizor jest włączony od rana do późnej nocy. Telewizję oglądamy pomiędzy jednym a drugim kawałkiem sernika, zagryzając karpiem w galarecie czy przyjmując kolędników. Oglądamy ją nawet wtedy, gdy świadomie nie patrzymy. Dodatkowo w ogóle nie zauważając w tym wyjątkowym okresie głównych grzechów telewizji.

PO PIERWSZE: MASŁO MAŚLANE

Jak to jest, że w święta ciągle się o nich mówi? W ciągu tych kilku dni szeroko pojęta tematyka świąteczna rozbijana jest na milion czynników pierwszych – w końcu we wszystkim, co już znane i omówione można znaleźć coś, o czym da się powiedzieć w inny sposób. Nieustannie magluje się ten temat. W każdej świątecznej ramówce nie może zabraknąć studia specjalnie przyozdobionego na tę okoliczność – głównym zadaniem takiej aranżacji jest to, żeby gadające głowy mogły nawijać o świętach.

Bo w tym okresie nic tak nie cieszy, jak słuchanie o tym, w jaki sposób spędziła święta w rodzinnym domu ta czy inna piosenkarka. Nic tak nie ciekawi, jak słuchanie o tym, jakie świąteczne tradycje pamięta ten czy tamten aktor. Przecież choinkę, 12 wigilijnych potraw i dzielenie się opłatkiem mało który widz zna. A już takie nowości, jak pierwsza gwiazda, śpiewanie kolęd po wspólnej wieczerzy czy wolne miejsce przy stole, to tradycje, które dla wielu są czarną magią.

PO DRUGIE: ODGRZEWANE KOTLETY

Nic tak nie nabija telewizyjnej kabzy, jak odgrzewanie nieustannie tych samych filmowych szlagierów. Bo w końcu święta bez „Kevina…”, to nie święta. Warto również dorzucić do tego „Szklaną pułapkę” – nie ma znaczenia, że przecież jest tak mało świąteczna. Składa się za to z 5 części, które można serwować widzom dzień po dniu. A po wyświetleniu wszystkich czas jeszcze na powtórki! Do tego dochodzą inne kiczowate filmy, które święta przedstawiają w skrzywionym zwierciadle – wszystkie te „Śnięte Mikołaje” i inne mnożone po stokroć wariacje na temat brodatego staruszka w czerwonym wdzianku umilają świąteczne popołudnia i wieczory.

Nie należy również zapominać o polskiej kinematografii, którą jakiś wewnętrzny patriotyzm każe promować. Prym wiodą tutaj komediowo-romantyczne produkcje pokroju „Tylko mnie kochaj”, "Dlaczego nie" czy klasyka polskiego kina – „Vabank”, „Miś” i „Chłopaki nie płaczą”. Nie może również zabraknąć propozycji dla najmłodszych odbiorców, więc trzeba wygrzebać z telewizyjnego archiwum coś, co się sprawdza, czyli jak co roku „Epoka Lodowcowa” czy „Shrek”. Broń Boże nie puszczajmy w eter żadnej nowości, bo jeszcze się nie przyjmie i słupki oglądalności polecą na łeb na szyję!

PO TRZECIE: POSTĘPUJĄCA LAICYZACJA

Bo przecież ateiści też obchodzą święta! A pod żadnym pozorem chrześcijanie nie mogą sobie Bożego Narodzenia zawłaszczyć. Dlatego w telewizji nie mamy Jezusa, bo to może urazić czyjeś uczucia. W tym okresie nie następuje Wcielenie Syna Bożego. Boże Narodzenie staje się areligijnym, świeckim czasem, kiedy ludzie mogą przed telewizorem odpocząć i się zrelaksować. Wtedy nie celebrujemy niczego poza talerzami pełnymi świątecznych smakołyków.

W telewizji widać to bardzo dobitnie, bo o Bogu, który w tym wszystkim jest sednem, nie mówi się prawie w ogóle. A jeśli już, to tylko w odniesieniu do tego, że jakaś tam część społeczeństwa w tej świątecznej końcówce grudnia cieszy się z narodzin Zbawiciela. Mszę z Watykanu co prawda przetransmitują w telewizji publicznej, ale nic więcej. No i jeszcze koncerty kolęd, bo to się dobrze sprzedaje. Ale przecież kolęd też mogą słuchać ci mniej religijni. W końcu pastorałki świetnie wprowadzają w ten magiczny czas, a jeszcze jak np. „Przybieżeli do Betlejem” wykonuje jakaś znana piosenkarka czy piosenkarz, to już w ogóle można się rozpłynąć, nawet łza się w oku zakręci.

PO CZWARTE: KUCHENNE REWOLUCJE

Hitem świątecznym są wspomnienia znanych i lubianych ludzi dotyczące świątecznej kuchni. Każdy z nich odpowiadając na prozaiczne pytanie: a co u ciebie jadło się na Wigilii, będzie się dwoił i troił, aby opowiedzieć o barszczu z uszkami, karpiu w galarecie czy pierogach z kapustą i grzybami. Z kolei redaktor będzie nie dowierzał i drążył dalej. Wtedy się okaże, że ów znany aktor czy celebryta jako dziecko jadł jeszcze śledzia w śmietanie, kutię i tak bardzo tradycyjną kapustę z grochem. Nie do pomyślenia!

PO PIĄTE: TELEWIZYJNE WIGILIJKI

Mamy już pięknie przyozdobione studio, więc jak stary obyczaj każe, trzeba odbębnić Wigilię w rodzinnym, telewizyjnym gronie. Dlatego zaprosimy aktorów filmowych, gwiazdki serialowe, prezenterów wiadomości i pogodynki. W końcu do zwykłych ludzi najbardziej trafi obraz tego, jak ten celebrycki świat jest pełen miłości, jak ludzie w nim są ze sobą wyjątkowo zżyci. Dlatego zrobimy telewizyjną wigilijkę, będzie masa świątecznych potraw przyrządzonych przez nadwornego telewizyjnego kucharza, który co sobotę prowadzi swój kulinarny program z przepisami. Będzie też wzruszające śpiewanie kolęd przez zaproszonych piosenkarzy oraz wspólne wspominanie zamierzchłych czasów dzieciństwa.

PO SZÓSTE: PORADA PORADĘ POGANIA

Nieustannie wałkuje się jakieś świąteczne tematy tak, jakby ludzie sami nie potrafili dojść do tego, w jaki sposób świętować. Dlatego telewizja podpowiada bardzo ochoczo, jak przeżyć ten nastrojowy czas, pełen magii i cudów. Doradzi ona także, jakie prezenty kupić, które ciasteczka upiec, jak nie dać się zwariować świątecznym przygotowaniom, jak najlepiej pozbyć się plam ze świątecznego obrusu, jakie kolędy zaśpiewać przy kolacji wigilijnej, jak się ubrać na rodzinne spotkania itd. Do studia zaprasza się ekspertów od gotowania uszek do barszczu, pakowania prezentów, ubierania choinki, świątecznych outfitów. A już największym paradoksem świątecznego poradnika telewizyjnego jest ciągłe zachęcanie do spędzania świąt w rodzinnym gronie. Jeszcze inne kuriozalne porady zachęcają do wyciszenia się przez te kilka dni. Po świętach natomiast zacznie się sezon na odchudzanie – pojawią się specjaliści od tego, w jaki sposób najszybciej i najskuteczniej zrzucić dodatkowe kilogramy, które zyskaliśmy w ciągu tych kilku dni.

PO SIÓDME: REKLAMOWY ZAWRÓT GŁOWY

Szaleństwo świątecznych reklam to niestety tylko poboczny grzech, który popełniany jest głównie przed tym wyjątkowym czasem Bożego Narodzenia. Zaczyna się on już mniej więcej po Wszystkich Świętych, około 2 listopada. To właśnie wtedy warto zacząć myśleć o świątecznych prezentach, dlatego zewsząd torpedują nas roześmiane twarze dzieci zapewniające o wyjątkowości tej czy innej zabawki. Oczywiście, prezenty dla najmłodszych to najlepszy biznes na świecie, ale nie jedyny. Pojawiają się więc również miliony propozycji dla dorosłych.

Nie można też zapominać, że niewykorzystanie świątecznej oglądalności byłoby prawdziwym marnotrawstwem! Dlatego filmy przerywane są wyjątkowo dużą liczbą reklam o szczególnie wydłużonym czasie trwania. Bloki reklamowe mnożą się na potęgę, zachęcając do poświątecznych zakupów, do końcowo-rocznych wietrzeń magazynów, kupowania niepotrzebnych rzeczy bez VAT. Ponadto żeby jeszcze bardziej zachęcić potencjalnego nabywcę, to reklamy koniecznie muszą mieć świąteczne nacechowanie, okołoświąteczną tematykę, oddziaływać przede wszystkim na podatną w tym okresie sferę emocjonalną człowieka.

WIĘCEJ GRZECHÓW NIE PAMIĘTAM…

Telewizyjne grzechy i zaniedbania można by wymieniać w nieskończoność. Oczywiście część z nich została delikatnie wyolbrzymiona na potrzeby tego tekstu. Jednak pewien problem niewątpliwie jest. Telewizja w święta to momentami istny koszmar, na który odbiorcy bardzo chętnie się nabierają. Świąteczna manipulacja polega przede wszystkim na tym, żeby człowieka odciągnąć od tego, co ważne i skupić jego uwagę na oglądaniu. Trzeba pamiętać, że tym ludziom z ekranu nie zależy na naszym dobru, nie liczy się dla nich świąteczna atmosfera, ani podkreślanie wyjątkowości tego czasu. Dla telewizyjnych gigantów liczy się przede wszystkim wysokość słupków oglądalności i to, ile na tym zarobią.

Problem jednak jest o wiele bardziej złożony. Okazuje się bowiem, że największy grzech popełniamy my sami. Zamiast spędzać ten radosny czas ze swoimi bliskimi, w rodzinnym gronie, integrując się i rozmawiając, nadrabiając chwile, kiedy w ciągu roku trudno jest się spotkać, to wolimy zasiąść wygodnie przed telewizorem z miską świątecznych pierniczków i oglądać, oglądać, oglądać. Nieważne co, ważne by cokolwiek leciało.

Niech na święta wielką nieobecną będzie w naszych domach telewizja. Chociaż na te kilka dni odłączmy się od wirtualnego światka widzianego przez szklany ekran i wyjdźmy do ludzi! Bo właśnie po to przychodzi ta Boża Dziecina – żeby nas wszystkich zjednoczyć.

Author: Anna Zemełka

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *