Halo? Mama?

Jako dzieci ochoczo wdrapujemy się jej na ręce. Jako nastolatki odwracamy się, marząc tylko o tym, żeby nie być jak ona, być za to mądrzejszym, zaradniejszym i bogatszym. I zaczynamy rozumieć jej motywacje i zachowanie dopiero, kiedy zajmujemy to samo miejsce. Dziś zadzwoń do mamy – jeśli jesteś daleko. A jeśli blisko – powiedz jej, że ją kochasz.


Kiedyś pewien spowiednik powiedział mi, że najbliższych najłatwiej ranić, bo wiemy, że i tak nam zawsze wybaczą (tak na marginesie – zupełnie identycznie jest z Panem Bogiem). Spróbuj sobie dzisiaj przypomnieć, ile razy zdenerwowałeś mamę, a ona – o ile „strzeliła focha” lub wyprała poduszkę we łzach – dzień później znów widziała w tobie najidealniejsze dziecko. Pewnie nigdy ci nie powiedziała, że podnosiłeś jej ciśnienie, zawodziłeś, robiłeś dokładnie odwrotnie, niż sobie to zaplanowała. Gdyby o tym mówiła, uważałbyś siebie za totalnego niedorajdę. Popatrz, ile musi mieć w sobie taktu i samozaparcia, żeby nie wybuchnąć.

No OK., czasem wybucha.

Ciekawe, czy Maryja wybuchała. Kiedy dwunastoletni Jezus się zgubił w wielkim mieście albo kiedy później widziała go skatowanego, ledwie słaniającego się na drodze krzyżowej. Spełniły się wówczas słowa Symeona o mieczu przenikającym serce.

A może twojej mamie też z twojego powodu miecze przenikały serce? Dlatego jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, to naprawdę – zadzwoń do mamy. Jeśli ci głupio albo się wstydzisz – powiedz to szybko i rozłącz się. Nie obawiaj się, gdy później usłyszysz odgłos spadania ciężkiego przedmiotu na podłogę. To będzie kamień z serca.

Author: Andrea Marx

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *