Hity pod choinkę

 

Świąteczna atmosfera, zapach igliwia, przystrojona choinka… I koniecznie jakiś ładny podkład muzyczny. Co proponowali nam muzycy rodzimi i zza Oceanu, by umilić nam Boże Narodzenie (a przy okazji trochę zarobić)?


Choć większość ludzi jest wzrokowcami, tak naprawdę równie ważny jest dla nas dźwięk. Stąd w galeriach handlowych zawsze z głośników nadawany jest odpowiedni repertuar, a sklepy muzyczne wręcz zasypują nas składankami kolęd i „piosenek świątecznych”. Nawet przyrządzając tradycyjne wigilijne potrawy chcemy jakoś zapełnić ciszę. Jaki jest więc przepis na bożonarodzeniowy hit? Aby rozważyć ten problem, należy wybrać kilka tzw. evergreenów, czyli świątecznych hitów, które przetrwały w społecznej świadomości pośród dziesiątek innych. Przy okazji należy wykluczyć tutaj utwory stricte religijne, czyli kolędy, gdyż te powinny być śpiewane dopiero gdzieś tak od pasterki. Poza tym nie ma sensu porównywać melodii i słów uświęconych wieloletnią praktyką z czymś, co dopiero walczy o swoje miejsce w sercach słuchaczy. Ale jeśli tekst był nowy, to jak najbardziej taki utwór w zestawieniu się znalazł. Szkoda tylko, że wybór był tu w sumie niewielki – jakoś tak dziwnie śpiewanie o Chrystusie w Boże Narodzenie popularności nie nabija.

STARE, ALE JARE

No, dobra, dla niektórych czytelników: „bardzo stare”. Zaczynamy w XVII wieku, gdy pewien Ślązak, imieniem Melchior Franck wykonywał piosenkę o choince. W 1819 r. Joachim August Zarnack napisał tekst porównujący wiecznie zielone drzewko z niewierną i zmienną kochanką. Najpowszechniej znaną wersję stworzył Ernst Anschutz w 1824 r i to on dopisał dwa wersy, które pozwalają skojarzyć tę zimową piosnkę ze świętami Bożego Narodzenia. Mimo to, na lekcjach niemieckiego bardzo często „O, Tannenbaum” jest uznawana za kolędę niemiecką. Podobną historię ma przesławny „Jingle bells” nagrany w 1897 jako „One horse open sleigh” przez Jamesa Pierponta. Niby zwykła zimowa piosenka o kuligu, ale kojarzona ze świętami.

Z innych „oldies” mamy klasyczny hit mikołajkowo-bożonarodzeniowy „Santa Claus is coming to town”. Czyli nic innego, jak tekst skierowany do dzieci, że mają być grzeczne, bo Święty mikołaj już zmierza do miasta, ma listę, dzięki której wie, kto był grzeczny, a kto nie, do tego nie da się go przyłapać przy podkładaniu prezentów. Zresztą nawet gdyby się to udało, to staruszek nie ma czasu, bo ma masę prezentów do rozwiezienia.

Innym przykładem piosenki wykorzystującej klimat świąteczny jest „Christmass Alphabet” Dickie-ego Valentine'a. Nie jest to nic innego jak potraktowanie słowa christmas jako skrótu. Angliści zapewne powiedzieliby, że pierwszy człon wywodzi się od Chrystusa, a drugi od mszy, ale szołbiznes wie swoje. I tak CHRIST to cukierki, szczęście rodzinne, renifery, lodowisko, skarpety nad kominkiem i zabawki, a MAS to jemioła, anioły robiące świąteczną listę i Mikołaj. Piosenka może w sumie mało znana, ale postanowiłem ja tu umieścić ze względu na to, ze stanowi esencję zeświecczenia świąt.

NIECO ŻWAWIEJ

Gdy Amerykę opanował duch rock'n'rolla, wdarł się on także i w repertuar świąteczny. I tak już w 1957 Bobby Helms nagrał piosenkę „Jingle Bells Rock”. To bardzo dzwoniąca piosenka, bo dzwoni tam nawet koń, a na mroźnym powietrzu wszyscy zbierają się na Placu Dzwoniących Dzwonków.  Brenda Lee zaczęła rockować wokół choinki w 1958 r. Pary przy tej potańcówce starają się zatrzymać pod jemiołą, a świąteczny duch dzwoni gdy ktoś wpada na pomysł, by przystroić hall gałązkami ostrokrzewu.

Powiązanie z zimą świątecznych piosenek osiągnęło chyba apogeum w piosence nagranej w 1947 r.  przez Vaughna Monroe, a rozsławionej w 1959 r.. przez Deana Martina. Tak, mowa tu o „Let it snow!”, czyi zimowym odpowiedniku „Singin in the rain”. Pogoda marna, zimno, mokro, ale to wszystko nieważne, bo jest kominek, ukochana osoba i w zasadzie nie ma po co wychylać nosa z domu.

Do miłosno-świątecznego repertuaru dopisał się w 1960 r. Elvis Presley, wykonując piosenkę „Blue Christmass”. Mamy tu głównie grę kolorami, bo oto podmiot liryczny stroi na czerwono zielone drzewko, a z powodu odejścia ukochanej w głowie ma smutne (ang. blue) myśli, za oknem padają niebieskie płatki śniegu. Ona może i ma białe święta, ale on ma niebieskie.

Z IDEĄ

Przemiany kulturowe powiązane z rokiem 1968-ym spowodowały, że w świąteczne nutki wkradły się nutki inne niż bezmyślne całowanie się pod jemiołą czy obtańcowywanie drzewka.  I tak w 1970 John Lennon wraz z Yoko Ono nagrał kawałek „Merry Christmas, The War is over”. Nie, nie uraczymy tu wezwania do pokoju ze względu na Chrystusa, ale refleksję, że kończy się rok, a a wypada życzyć wesołych świąt wszystkim – białym, czarnym, żółtym i czerwonym. Te dwa ostanie kolory są istotne, gdyż w tym czasie Amerykanie bili się z azjatyckimi komunistami w Wietnamie.

Innym protest songiem utrzymanym w świątecznych klimatach był „Do they know it's Christmas?” skierowany przeciwko głodowi. I znowu nic o Bogu, poza zwrotem „Dziękuj Bogu, że nie jesteś na ich miejscu”. Utwór został przerobiony w 2014 r. tak, by pasował do tematyki epidemii Eboli na Czarnym Lądzie.

Jednym z niewielu hitów, które poruszają tematy religijne było „Mary's Boy Child” zespołu Boney M. Ale i ona jest coverem utworu z połowy XIX w, będącym w oryginale piosenką urodzinową z klimatami rdzennych Amerykan. Mimo to warto zwrócić na nią uwagę, gdyż wersja Boney M. osiągnęła niemały sukces, w dodatku tekst mocno oparty jest na Biblii.

CUKIERKOWO-LIRYCZNIE

Przełom lat 80. i 90. przyniósł rozkwit popu, a wraz z nim trzy wielkie hity świąteczno-romantyczne. Pierwszy to wydany w 1984 r. superprzebój grupy Wham! (pol. Trach!), czyli „Last Christmass” o biedaku, który oddał swe serce rok temu, zostało to odrzucone, a teraz uważa się za mądrzejszego, bo odda je komu innemu. Fenomen tej piosenki to jej niesamowita popularność w jednym właściwie tylko kraju. Tak, w Polsce, do tego tylko okresowo.

Kolejny to Shakin Stevens (pol. Trzęsący się Stefan) i „Merry Christmass Everyone”. Kolejna piosenka o klimacie świątecznym, czyli – pada śnieg, dzieci się bawią, dorośli imprezują całą noc, całusy pod jemioła. Do tego teledysk umieszczony w warsztacie Santa Clausa. Amerykańskie święto zimowe w pełnej krasie.

Na takich piosenkach robi się kasiorę, więc Coloumbia Records chciała nagrać hit na 1994 r. Mariah Carey postanowiła więc nagrać album świąteczny, gdzieś między piosenkami imprezowymi a hymnami chrześcijańskimi. Hitem jest jednak „All i want for Christmas is you”, czyli kolejna opowieść o tym, że idealnym prezentem pod choinkę jest miłość.

POLACY NIE GĘSI

I u nas niejeden artysta pokusił się o napisanie piosenki mającej umilić obrabianie karpia czy wypatrywanie pierwszej gwiazdki. Z tym, ze nasz przemysł rozrywkowy był pod cieniem Wielkiego Brata, który nazwał Mikołaja Dzieduszką Marozem i jeszcze mniej chętnie podchodził do religijnych motywów. Stąd dużo lepiej było napisać tekst świecki niż nagrać składankę kolęd, choć i te dało się nagrać. I tak w 1965 Jeremi Przybora nagrał piosenkę Kaliny Jędrusik „Na całej połaci śnieg”, której głównym przesłaniem jest to, że snieg pada na wszystko i wszystkich. W 1974 Czerwone Gitary nagrały piosenkę o tym, że „Jest taki dzień”. Jaki to dzień? Nic dosłownie: jest grudniowy, ale ciepły, za to gasną wtedy spory. I wtedy to wszyscy wszystkim ślą życzenia. W 1968 r. Skaldowie do spółki z Alibabkami stworzyli hit „Z kopyta kulig rwie”, o galopujących koniach, zbójnikach od Kmicica w garniturach.

Należy przy okazji pamiętać, że większość z prezentowanych utworów doczekało się nowszych wersji, było coverowanych przez mniej lub bardziej znane nazwiska. Nierzadko mają obciążenie historyczne, wpisując się w tendencję do zeświecczania świąt.

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *