Ja Ciebie chrzczę…

Ojca Tomasza Grabowskiego OP zawsze można spotkać w furcie dominikańskiej otoczonego wianuszkiem wiernych. Uśmiechnięty, pomocny i wyrozumiały. Kiedy trzeba potrafi jednak być stanowczy i twardo bronić swoich racji. Wystarczy posłuchać jego kazań, w których mocne słowa prawdy otwierają oczy nawet tym przekonanym o swojej nieomylności.


źródło: www.liturgia.dominikanie.pl

Opiekuje się świeżo nawróconymi. Od lat przygotowuje katechumenów do sakramentu chrztu. Pomógł już odnaleźć drogę wielu zagubionym duszyczkom, czego sama jestem świadkiem, uczęszczając na dominikański kurs przygotowujący do sakramentu bierzmowania. Patrzenie na młodych, ale dojrzałych ludzi, którzy decydują się na zmianę jest niezwykle budujące. Kogo innego mogłabym zapytać o nawróconych, jak nie ojca Tomka?

„Szczęśliwy, kto nie chodził za radą bezbożnych, ale w prawie Pańskim ma upodobanie i będzie jak drzewo zasadzone u strumieni wód, które wydaje owoc, kiedy jest jego czas i którego liść nie usycha.” (Psalm 1)

Sara: Interesuje mnie sprawa ludzi przystępujących do chrztu już w dorosłym życiu. Czy dużo osób decyduje się na chrzest w takim wieku?  Czy da się oszacować liczbę nawróceń?

Ojciec Tomek: Pewnie się da i pewnie jacyś ludzie to robią, ale ja tego nie mierzę 🙂 W Krakowie każdego roku kilkanaście dorosłych osób przygotowuje się do chrztu, niektórzy u sióstr Jadwiżanek przy parafii św. Marka, inni u nas.  

Sara: Wiem, że na spotkaniach przygotowujących do sakramentów obowiązuje tajemnica i każda opowieść jest zamknięta szczelnie w sercach i głowach obecnych. Proszę mi jednak powiedzieć, czy każde nawrócenie musi być mocne i spektakularne?

Ojciec Tomek: Nie, zupełnie nie o to chodzi. Musi być rzeczywiste i trwałe. Rzeczywiste oznacza, że moje życie prywatne, zawodowe, w rodzinie, wreszcie moje życie wewnętrzne ulega zmianie, jest zawrócone do Boga. Trwałe – czyli mimo trudności i zmian moja wiara nie jest chwiejna, a decyzja niezmienna.

Sara: Co kieruje nawróconymi? Dlaczego już w dorosłym życiu decydują się na chrzest?

Ojciec Tomek: To są bardzo indywidualne rozstrzygnięcia. Części osób czegoś po prostu brakuje. Szukają… Czasem nakierowani w tę stronę przez rodzinę i przyjaciół. Modlą się i w Bogu odnajdują spełnienie i zaspokojenie swoich potrzeb. A później szukają pogłębienia i przypieczętowania swojej decyzji. Niektórzy po prostu chcą się dopasować społecznie. W Polsce mamy większość katolików. Nie chcą czuć się wykluczeni. Inni jeszcze decydują się przyjąć chrzest, ze względu na ślub z katolikiem. Nam natomiast nie zależy na „wytwarzaniu” społecznych katolików. Takich, którzy są tylko kulturowymi katolikami. Chodzi nam o to, żeby człowiek, który decyduje się na chrzest, w trakcie kursu przeszedł prawdziwą przemianę. Świadomie przyjął Chrystusa jako swojego Pana. Są jeszcze osoby, dla których chrzest jest przypieczętowaniem nawrócenia, które już przeszli. To ludzie nawróceni często w sposób cudowny, nieprzewidywalny i ewidentnie generowany przez Boga. Pochwyceni i  nawróceni z innych kultur, innych religii. U nas przeżywający jakieś uporządkowanie swojej wiary i pogłębienie swojej wiedzy na temat chrześcijaństwa.

Sara: Jakie warunki musi spełnić osoba chcąca przyjąć chrzest w Kościele Katolickim? Czy jest jakiś dokument prawny, lista obowiązków?

Ojciec Tomek: Jest cały dokument, w którym na każdy etap przygotowania do chrztu jest założony jakiś poziom wiary w tym człowieku. Na kurs przyjmujemy wszystkich. Zakładamy, że nic nie muszą wiedzieć i jeszcze w nic nie muszą wierzyć. Prowadzimy ich natomiast taką drogą, żeby najpierw uwierzyli w Boga istniejącego, osobowego, stworzyciela, Absolut, a potem staramy się ich doprowadzić do wiary w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem i umarł dla naszego zbawienia. Uczymy ich osobistej relacji z Bogiem i Chrystusem. Wreszcie staramy się doprowadzić ich do wiary w Ducha Świętego. Ktoś, kto ma przyjąć chrzest musi być wierzący. Musi uwierzyć w Boga Trójjedynego. W to, że Jezus umarł za nas i zmartwychwstał. Jeśli w to wierzy jest już nieźle. Wiara jest posłuszeństwem Bogu. Każdy, kto chce przyjąć chrzest musi liczyć się ze zmianą swojego życia. Musi przyjąć model chrześcijański. Wyrzec się innych kultów, porzucić to, co jest niemoralne. Wtedy dopiero może przyjąć chrzest.

Sara: Czy zdarza się, że ktoś nie kończy kursu, rezygnuje z przyjęcia chrztu?

Ojciec Tomek: Rzadko, ale zdarza się. W ciągu tych 6 lat od kiedy prowadzę kursy – odeszły 3 osoby. Nie były jeszcze gotowe. Jedna odeszła do kościoła protestanckiego. Inna wolała jeszcze poczekać.

Sara:  Wielu z nas oglądało swój chrzest jedynie na zdjęciach w rodzinnych albumach. Czym  różni się obrzęd przyjęcia tego sakramentu przez osoby dorosłe?

Ojciec Tomek: Sam obrzęd chrztu różni się niewiele. W naszym imieniu rodzice i chrzestni mówili to, co we własnym imieniu będą mówić ci wybrani, którzy chrzest będą przyjmować w Wigilię Paschalną. Tak samo w tym obrzędzie chrztu jest wyrzeczenie się zła, deklaracja wiary,  polanie głowy wodą, trzykrotne w Imię Ojca, biała szata i świeca. Nie ma tylko namaszczenia. Jest zastąpione sakramentem bierzmowania, który katechumeni przyjmują zaraz po chrzcie. To jest w tym wyjątkowe.

Sara: W takim razie jak wygląda praktycznie przygotowanie takiego katechumena do przyjęcia sakramentu?

Ojciec Tomek: Przygotowania obejmują szereg obrzędów. Na początku Adwentu jest przyjęcie katechumenów do Kościoła. Wychodzi się przed świątynię i wprowadza się ich do Kościoła. Naznacza się wcześniej ich zmysły, piersi i barki znakiem krzyża, żeby mieli świadomość, że wchodzą do Kościoła dzięki temu, że Chrystus oddał za nich życie. Naznacza ich celebrans, czyli ksiądz albo chrzestni lub poświadczający, którzy muszą dać o nich dobre świadectwo. Katechumeni deklarują swoją chęć przynależności do Kościoła. Tego samego dnia otrzymują Księgę Ewangelii. Krzyż i Ewangelia – dwa skarby Kościoła. Na początku Wielkiego Postu na mszy wspólnota, która im towarzyszy w przygotowaniu mówi – my Was wybieramy. To jest powołanie od Boga. W Wielkim Poście czekają ich kolejne obrzędy. W jednym z nich katechumeni przyjmują wiarę (Wyznanie Wiary) i modlitwę pańską (Ojcze Nasz). Później w trakcie mszy te modlitwy oddają. A my jako wspólnota sprawdzamy czy mają tę samą wiarę i tę samą praktykę modlitwy. Jest to symboliczne wskazanie na to, że zostali wyposażeni w pewne rzeczy przez Kościół i w tym wytrwali. Kolejnymi obrzędami są tzw. skrutynia, czyli sprawdzenia, modlitwy za nich, w kolejne niedziele wielkiego postu. Bóg ma oczyścić ich od wpływu złego ducha. Nie tylko pokus, nie tylko tego, co w ich życiu jest udziałem diabła, ale też od krzywdy, zranienia grzechem, nieświadomych błędów. Na sam koniec, zanim się rozpocznie wigilia paschalna, następuje obrzęd effata, czyli „Otwórz się”. Jest to bezpośrednie nawiązanie do Ewangelii o uzdrowieniu głuchoniemego (Mk, 7, 31-37). Dotknięcie uszu i ust katechumenów, aby mogli przyjąć i wyznać swoją wiarę.

źródło: www.liturgia.dominikanie.pl

Sara: A co o chrzcie dorosłych mówi Pismo Święte?

Ojciec Tomek: Jest w Dziejach Apostolskich kilka fragmentów, w których mówi się o chrzcie jako sakramencie poleconym przez Chrystusa. W listach od Św. Pawła jest mowa o chrzcie całych domostw wraz z wszystkimi domownikami. Jest to pośredni dowód na to, że chrzczono też dzieci. Zazwyczaj chrzest dotyczył jednak dorosłych, ponieważ był wynikiem decyzji, którą ktoś podjął po tym jak usłyszał wiarę. Dotyczyło to konkretnych pogan, jak dozorcy więzienia (16 rozdział Dziejów Apostolskich), który usłyszał od Pawła i Sylasa Ewangelię i postanowił się ochrzcić. Piękny jest przykład Filipa i służącego królowej Etiopii, którego Filip spotkał na drodze i przejechał z nim kilkanaście kilometrów tłumacząc mu Księgę Izajasza oraz opowiadając o Jezusie. Etiop mówi: „O widzisz, tu jest woda, co stoi na przeszkodzie żebym się ochrzcił?”. „Jeśli wierzysz nic nie stoi” odpowiedział Filip. No i go ochrzcił. Było to oparte na entuzjazmie i zaufaniu do Pana. 🙂 Widać, że nie ma tu żadnego, długiego przygotowania, oprócz prostego pouczenia. Natomiast to się zmieniło, kiedy chrześcijaństwo zaczęło się stawać religią popularną i powszechną. Ludzie chętnie przychodzili do Kościoła, ale zostawali w starym układzie, starym modelu życia. Była potrzeba, żeby ich przygotować, wyjaśnić czym jest wiara.  W pierwszych wiekach chrześcijaństwa to przygotowanie trwało od roku do trzech lat. Później w wiekach średnich stały się powszechne chrzty dzieci.

Sara: No właśnie, dlaczego zaczęliśmy chrzcić dzieci?

Ojciec Tomek: Jedna z teorii mówi, że duża śmiertelność dzieci powodowała, że rodzice chcieli je zabezpieczyć. I tak jak rodzice mają prawo chcieć różnych dobrych rzeczy dla swojego potomstwa, edukacji czy wychowania, tak samo mają prawo chcieć dla dziecka wiary i zbawienia. Wtedy podjęto decyzję o chrzcie dzieci.

Sara: Dorośli, ustabilizowani, uformowani już ludzie decydują się, by odmienić swoje życie często o 180 stopni. Nie może to być łatwe. Jakie zadania czekają ich w późniejszym życiu?

Ojciec Tomek: Po pierwsze na chrzcie się nie kończy. Staramy się ich zatrzymać jeszcze przez chwilę, żeby mieli szanse pytać i uzyskać wyjaśnienia. Z sakramentami jest tak, że wie się jak z nimi żyć dopiero po tym, jak się je otrzymało. Dlatego muszą mieć trochę czasu na posmakowanie ich. To tzw. okres mistagogii. Wprowadzenie w tajemnice nie teoretycznie, a praktycznie. Prowadzimy specjalną mszę, na której mogą się spotkać ze wspólnotą, która ich przygotowywała. Gdzie mogą wrócić nawet po latach. Natomiast co ich czeka? Chrześcijaństwo jest coraz bardziej kontrkulturowe. Czeka ich więc to, że będą funkcjonowali w świecie, który jest coraz mniej chrześcijański. Niektórzy mówią już nawet o świecie postchrześcijańskim. Coraz bardziej przypomina to sytuację z pierwszych wieków naszej ery, kiedy chrześcijanie byli mniejszością i musieli mierzyć się z pogańskim światem. Trzeba się nastawić na konfrontację. Chrześcijaństwo dla wielu jest czymś niewygodnym. „Świat nas nie poznał, bo nie poznał Pana” pisze Jan w liście. Jeżeli chrześcijanin ma być kimś wyrazistym, to musi się liczyć z tym, że to nie będzie popularne, będzie zwalczane, a już na pewno będzie w kontrkulturze. Neofici są jednak tymi, którzy mają mocne mocne argumenty, żeby być przekonywującymi. Podjęli oni decyzję w życiu dorosłym. Ich wiara jest wiarą świadomego wyboru, a to ludzi porusza i przekonuje.  

Sara: Czyli czeka ich niełatwa droga?

Ojciec Tomek: Oczywiście. Będą traktowani jak dziwacy. Niby po co ograniczać się moralnością chrześcijańską? Po co decydować się na szereg obrzędów, przepisów i zwyczajów, których trzeba dotrzymywać, skoro można żyć bez tego wszystkiego. Jezus mnie przyjmie, ale niektórzy mnie odrzucą… Tak jak niewidomego odrzucili nawet rodzice (św. Jan). To ich czeka. Będą musieli się jakoś zdefiniować wobec społeczeństwa i kultury, w której żyją.

Sara: Czy spotkał ojciec kiedykolwiek człowieka, który żałowałby swojej decyzji powrotu na łono Kościoła?

Ojciec Tomek: Nie spotkałem. Spotkałem natomiast ludzi, którzy żałowali, że nie są w stanie wytrwać w tej decyzji. Spotkałem mężczyznę, który nawrócił się w dojrzałym życiu, ale przyznał, że trudno mu wytrwać w wierze. I chociaż się stara, to go to przerasta.

Sara: Jeśli naszą rozmowę przeczytał by ktoś kto nie został ochrzczony, ale o tym myśli, to co by mu ojciec polecił?

Ojciec Tomek: Niech pójdzie pogadać z chrześcijaninem 😛 Poważnie. Najważniejsze jest to, żeby znaleźć kogoś, kto jest świadkiem. Kto jest świadomie wyznającym wiarę człowiekiem. I postępującym zgodnie z zasadami wiary. Tacy ludzie stanowią przykład i zdolni są nawracać innych.

Sara: Dziękuje bardzo :))))


Słowniczek:

skrutinium, skrutynium – w trzecią, czwartą i piątą niedzielę Wielkiego Postu wybrani, a więc ci, którzy w czasie uroczystości paschalnych mają przyjąć sakrament chrztu, uczestniczą w obrzędach zwanych skrutyniami. Nazwa tych obrzędów pochodzi od słowa scrutare, co oznacza przenikać, badać. Skrutynia są to specjalne modlitwy mające na celu przygotowanie serca i umysłu wybranych, aby owocnie mogli przystąpić do sakramentów wtajemniczenia. Odbywają się one w czasie niedzielnej Eucharystii po homilii i mocno nawiązują do czytanej Ewangelii. W te trzy niedziele Wielkiego Postu możemy usłyszeć opisy spotkania Jezusa z Samarytanką, uzdrowienia niewidomego od urodzenia oraz wskrzeszenia Łazarza.

effata – (Mk 7,31-34) – „A gdy znowu wyszedł z okolic Tyru, przyszedł przez Sydon nad Morze Galilejskie środkiem ziemi Dziesięciogrodzia. I przywiedli do niego głuchoniemego, i prosili go, aby położył nań rękę. A wziąwszy go na bok od ludu, osobno, włożył palce swoje w uszy jego, splunął i dotknął się jego języka, i spojrzał w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effata, to znaczy: Otwórz się! I otworzyły się uszy jego, i zaraz rozwiązały się więzy języka jego, i mówił poprawnie. I przykazał im, aby nikomu o tym nie mówili, ale im więcej im przykazywał, tym więcej oni to rozgłaszali. I niezmiernie się zdumiewali, mówiąc: Dobrze wszystko uczynił, bo sprawia, że głusi słyszą i niemi mówią.”

mistagogia – wtajemniczenie, pojęcie religijne oznaczające wprowadzanie w misterium – duchową tajemniczą rzeczywistość. W Kościele jest ono elementem katechezy i znajduje zastosowanie w katechumenacie, który wprowadza wierzących w tajemnicę Chrystusa, przechodząc od tego, co widzialne, do tego, co niewidzialne, od znaku do tego, co on oznacza, od "sakramentów" do "misteriów".

Więcej informacji o kursach przygotowujących do sakramentów można uzyskać na stronie Fundacji Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego www.liturgia.dominikanie.pl, a ojca Tomasza Grabowskiego poczytać na jego blogu 19te piętro na stronie http://www.liturgia.pl/blogi/tomasz-grabowski

Author: Sara Nałęcz-Nieniewska

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *