„Jezus mógł zejść z krzyża, ale wolał powstać z grobu.”

Zdanie typowe dla Augustyna – wielkiego myśliciela, czciciela, ale przede wszystkim chrześcijanina. Obraz typowy dla Kościoła pierwszych wieków, a także mistyków lat późniejszych oraz ojców soborowych XX wieku. Ładnie brzmi, tak doniośle. Daje nadzieję na lepsze jutro – wzór nagrody za cnotę – jedną z trudniejszych do uzyskania – posłuszeństwo woli.


Niby nic, a jednak coś. Choć czasem to coś to o wiele za mało. Skąd taki wniosek? Porusza to wielu, wiele osób dzięki temu żyje bądź żyło – równie tylu przyprawiło to o śmierć. I nie jest to przesada. Perpetua i Felicyta, ojciec Pio – z drugiej strony Nick Vujicic, ojciec Bashobora. Przykłady mnożą się w głowie, że jakby wszystkie je tutaj wypisać miejsca na księgi na całym globie by nie starczyło.

Czy On wolał wstać z grobu? Czy nie prościej było zejść z krzyża? A co z modlitwą w Ogrójcu? Co z pytaniem o możliwość rezygnacji – czyż nie chciał zrezygnować? Chciał jak najbardziej – jak każdy normalny człowiek. Jednak w Nim było coś więcej co i teraz każdy ma z nas nie będąc tego świadomym. Wszyscy bowiem zostaliśmy zrodzeni z Ducha. Jeżeli nie przez chrzest to przez małżeństwo rodziców. Jezus miał Ducha, bowiem jest z Nim w komunii – podobnie jak nasi rodzice. Jednak czy Duch był sprawcą tego, że pozostał do końca? Myślę, że nie całkiem. Wola bowiem odgrywa tutaj znaczącą rolę – stąd ten determinizm u wielu towarzyszy Słowa. Słowo niby broń obosieczna zadało śmierć śmierci. Ironia. Czyżby? A któż tego miał dokonać jak nie On, Strażnik grobowej deski, który znał śmierć od początku, znał każdą jej tajemnice… Widział nawet moment, w którym wdarła się do łoża małżonków w Raju – nieodłączna kochanka ludzi. Strażnik grobowej deski – ironia. Ten, który przyniósł życie stał się Strażnikiem jego końca. To nie może być ironia – to przenajlepszy w świecie trick. Swoisty dance macabre. Już słyszę oburzenie, ale kto odwraca wzrok śmierci, gdy ludzie się nawracają? Kto kradnie tych, których nikt ukraść nie mógł?

Dawca życia, który wychodzi ze śmierci. Nadal jest zgorszeniem – nawet większym niż u początku swej ziemskiej wędrówki. Wielu bowiem na dźwięk jego imienia ugina nam kolana, wrzuca w taniec, w którym Partner nas matuje i nie zezwala wejść weń. Nie ma jednak Mu równego, dlatego śmierć nawet nie zauważa, że cały czas tańczy z jednym Człowiekiem przez tyle miliardów istnień.

Życie dał nie raz. Jednak wszyscy czekają na ten trzeci etap, gdy na głos Jego ust powstaniemy na wzór tego co sam w grobowcu uczynił. Ekscytacja sięga zenitu – żywi się cieszą, martwi liczą dni, godziny, lata.

Pamiętaj człowiecze, że już nic ci nie grozi – popatrz za siebie. Co widzisz? Jak najpełniej złoty krzyż – ciężki i zimny, ale twój. Dlaczego tyle radości z powodu krzyża – bo on ci dał życie. Życie pełne, pełne miłości, radości, smutku i żalu. Nie jest to to czego oczekujesz, ale dostajesz – przyjmij dar, a krzyż się zaświeci jak latarnia na drodze. Nie pomnoży problemów, ale przywoła Klienta, który weźmie to od ciebie za darmo. Oj jaki błąd… Błąd niewybaczalny – da jeszcze Siebie.

 


Autor: KRZYSZTOF MAŁEK

Author: Redakcja

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *